Patronat medialny



Miło mi poinformować, że moja wyprawa została objęta patronatem medialnym przez portal Link to Polnad www.linktopoland.com

wtorek, 8 grudnia 2020

Warszawa w czasie zarazy 2020r - część II

Zejście do Ogrodów na tyłach Zamku Królewskiego.
W domach się wszystkich zamknąć nie da, bo by państwo się zawiesiło, więc zrobiono wyjątki dla tych, co muszą pracować (urzędy państwowe, szpitale, komunikacja miejska, zakłady komunalne). Inni, co by chcieli pracować, nie mogą, jak na przykład Oliwia, mająca jednoosobową firmę szkoleniową. Wszystkie terminy szkoleń mailami jej odwołano, no bo nie wolno zbierać ludzi w grupy, tylko trzeba w domu siedzieć. Marcin z kolei musiał zamknąć restaurację, ale ludziom trzeba zapłacić, jak również czynsz za lokal i media. Biura i agencje podróży z dnia na dzień straciły klientów, którzy zawiadomili o rezygnacji z wyjazdu z powodu zarazy i zamknięcia granic państwowych. Zamknięto też lotniska, bo jak zamknięte granice, to i samoloty latać nie mają z kim. Następna grupa ludzi pozbawiona dochodów. Tragedia po prostu. Ludzie posiadający różne małe firmy, jak siłownie, spa, jakieś punkty usługowe w galeriach handlowych, pralnie, poprawki krawieckie, usługi szewskie, zegarmistrzowskie, itp z dnia na dzień zostali pozbawieni możliwości pracy i dochodów. Nasze pokolenie po raz pierwszy zetknęło się z taką sytuacją. Konsternacja ogólna i niedowierzanie. Z czasem przyjdzie bunt, a na końcu rezygnacja i nasz kraj ostatecznie zmarnieje.

Jest gdzie spacerować. Wiosną tu jest pięknie.
Taki na przykład zarząd gdańskiej firmy LPP (polska rodzinna firma odzieżowa znanych marek, Reserved, Mohito, House i Croop) sam z siebie podjął niesłychanie odważną i raczej mało popularną wśród biznesmenów decyzję i obniżył swoje wynagrodzenie do poziomu symbolicznej złotówki i to na czas nieokreślony ze względu na zaistniałą sytuację covidovą. Dodatkowo zaproponował Radzie Nadzorczej Spółki wstrzymanie się z wypłatą dywidendy. Takiej empatii rząd polski w sobie nie znalazł konstruując tarczę antykryzysową dla biznesu. Wręcz odwrotnie, próbuje przeforsować podwyżki uposażeń dla parlamentarzystów i swoich ministrów. Przedsiębiorcom niewiele w niej daje, a to co już proponuje, otacza niezliczonymi ograniczeniami i warunkami. Na dodatek całą tą niby pomoc przewiduje jedynie na trzy miesiące bo zakłada, że do tego czasu zaraza sama zniknie. Żeby do kieszeni swoich rządowych czy własnych spółek skarbu państwa zajrzeć w sytuacji największego kryzysu w państwie od czasów II wojny światowej, nawet przez myśl naszym rządzącym nie przejdzie. Patrzą tylko, jak na tym kryzysie własny interes zbić.

Tyle zieleni i kwiatów w samym centrum miasta.
Rozdają zamówienia związane z produkcją artykułów potrzebnych do walki z COVID-19 (maseczki, testy…) do swoich ukrytych firm lub firm swoich dzieci, pociotków i znajomków, zamiast zlecić produkcję tych rzeczy małym samodzielnym, upadającym teraz firmom krajowym. Niektórzy ludzie nie mogąc wykonywać usług na zarobek, szyją maseczki w domach i za darmo przekazują potrzebującym. Zapoczątkowała tą akcję jedna Wietnamka na stałe mieszkająca w Polsce i inne panie poszły w jej ślady. PISowi to na rękę. Oni najchętniej by widzieli, aby społeczeństwo całkowicie wzięło na siebie obowiązek zaopatrywania się we wszystko we własnym zakresie i nie zawracało głowy rządowi jakimiś tam brakami w szpitalach czy szkołach. Drogi, specjalistyczny sprzęt do szpitali dostarcza Jerzy Owsiak, który kupuje go ze zbieranych pieniędzy od ludzi w corocznej akcji „Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy”. Rządzący chętnie tylko ustawy i zarządzenia wydają, dyktują, zakazują, nakładają kary i coraz bardziej zacieśniają krąg wolności wokół obywateli. A Obywatele niech się sami leczą, sami uczą swoje dzieci i robią zrzutki na doposażenie państwowych szpitali i szkół. Z podatków to się rząd, sfera budżetowa i parlament muszą utrzymać. No, i trzeba mieć trochę kasy, aby przed wyborami podrzucić gawiedzi, żeby wiedziała kogo ma wybierać. Na Owsiaka, za tą jego robotę, jaką za rząd wykonuje, pis też nagonkę zrobił, chcąc go pozbawić satysfakcji, honoru i dobrego imienia, ale reakcja ludzi była tak gwałtowna, a potrzeby w szpitalach tak ogromne, że póki co, pis wycofał się z represjonowania człowieka. Chamstwo w pisie jest tak powszechne i mocno zakorzenione, że z pewnością do gnębienia Owsiaka wrócą. Kaczyński nie zapomina. Jego mściwość jest ogólnie znana i się nie przedawnia. Jak kogoś nie znosi, to musi go zniszczyć, wcześniej, czy później. Podobnie jest ze Zbigniewem Ziobrą. Niebezpieczni ludzie.

Po spacerze, piwko w Mariensztadtcie w towarzystwie szefa, smakuje wybornie.
Stanu klęski żywiołowej prezes kraju nie pozwala wprowadzić, bo wtedy rząd by musiał ludziom odszkodowania wypłacić za nakaz przerwania pracy, no i wybory by musiał przełożyć na inny termin. Na dodatek, pisowska większość rządząca przegłosowała już w sejmie następną  ustawę, zaostrzającą przepisy dla obywateli. Teraz to już nawet na spacer iść nie można, do parków wstęp wzbroniony, do lasu (!) wejście zabronione. Więcej niż dwie osoby razem stać lub iść nie mogą. Żadnych spacerów, jedynie gdy się psa wyprowadza. Policja ma prawo zatrzymać każdego, wylegitymować i sprawdzić, czy rzeczywiście do sklepu żywność idzie, czy do apteki po lekarstwa, czy idzie do pracy lub z niej wraca. W innym przypadku dotkliwa kara. W Krakowie policjanci ukarali chłopaka, co rowerem po pustym terenie jechał oraz dwie spacerujące panie. Każdy dostał po 12.000 zł kary. Chyba zapłacili, bo jak nie, to sprawa kierowana jest do Sanepidu, a ci dają karę po 30.000 zł. Czy to jest jeszcze normalny kraj? Jeśli więc kogoś w parku przed oknem widzę, to z torbą z zakupami lub z psem na smyczy. Każdy się asekuruje.

 Od wiosny do jesieni poszczególne dzielnice organizują różne imprezy uliczne. Lubię je.
Jeśli więc kogoś w parku przed oknem widzę, to z torbą z zakupami lub z psem na smyczy. A jak ktoś ma tylko kota? na smyczy go nie uwiąże, no i spaceru nie będzie, bo kota w ustawie nie przewidziano. W internecie zaczęły pojawiać się dowcipy na tą całą sytuację. Polacy, jak z jakiejś tragedii kpią i żartują, to znaczy, że już bardzo zdesperowani są i sytuacja robi się poważna. Żartują np. jak to pan woła psa, że na spacer wyjdą, na co pies zapiera się i ucieka do drugiego pokoju mówiąc, znowu? już dziesiąty raz dzisiaj! Nie! protestuję! lub na forach piszą, jak to zazdroszczą kurom „z wolnego wybiegu” i obiecują już zawsze jedynie ich jajka kupować, gdy tylko wolność odzyskają.

 Zwiedzamy Zamek, bo rzadko się zdarza, że nie ma wycieczek.
Trzech pijaczków (to już nie dowcip, tylko fakt) sobie w parku siedziało i jak zwykle piwko pili, grzejąc grzecznie ławeczkę. Do czasu pojawienia się policjantów. Każdy z ławkowiczów dostał po 500 zł grzywny, bo było ich o jednego za dużo, no i picie w parku piwa nie jest koniecznością życiową. Chociaż ja myślę, że dla niektórych, jest😀. Dowcip polega na tym, że nie za spożywanie alkoholu w miejscu publicznym mandat dostali, tylko za to, że trzech ich na tej ławce siedziało przy  piwku, o jednego za dużo. Przepis pozwala tylko na zgromadzenie do dwóch osób. Nie sądzę, żeby stać ich było na zapłacenie tych mandatów. W sumie niskich, w porównaniu z tymi krakowskimi. Może im na areszt zamienią lub na prace społeczne przy odkażaniu ulic, przystanków lub środków transportu miejskiego? chociaż to by raczej ryzykowna decyzja była, ze względu na sporą zawartość alkoholu w płynach odkażających, które by w wyposażeniu służbowym dostawali.

 Wybrałyśmy się  do Zamku Królewskiego większą grupą.
Tygodnie mijają, a ilość zachorowań nie maleje, a wręcz się zwiększa, również zgonów, dlatego ja znowu z domu nie wychodzę. Oliwia siedzi na wsi i szkoli on line. Marcin jeździ na wolności po mieście, bo zmuszony jest wiele spraw załatwiać, ale przemieszcza się tylko samochodem, od drzwi do drzwi, żeby nie chodzić po ulicach i się nie narażać na wplątanie gdzieś między ludzi. Prosi, abym mu listę zakupów przez komórkę przysyłała, robi zakupy i przywozi pod drzwi mojego mieszkania. Ja w międzyczasie wystawiam za drzwi worek ze śmieciami, który on zabiera i wyrzuca na dole do zsypu. Nie możemy się spotkać bezpośrednio i buziaczkami powitać z racji, że on bywa jednak cały czas między ludźmi lub w biurze, jakimś urzędzie czy w sklepie, to mimo braku objawów nie wie, czy jest nosicielem wirusa, czy nie. Podobno są przypadki zakażeń bezobjawowych, czyli można zakażać innych ludzi, wcale o tym nie wiedząc.

 Kominek w komnacie zamkowej.
Uznano, że najbardziej narażeni na złapanie wirusa są ludzie starzy i ja mieszczę się dokładnie w tej grupie ryzyka. Minister Zdrowia, Łukasz Szumowski maseczki wyśmiewa, że one nic nie dają i są zupełnie niepotrzebne, a wręcz szkodliwe. Myślę że mówi tak dlatego, bo maseczek nie ma w sprzedaży i rząd nie jest w stanie nam ich zapewnić. Prosta logika przecież wskazuje, że jak ktoś do mnie mówi, to w mgiełce wydychanego powietrza zarazki lecą bezpośrednio na moją twarz, usta, nos, a jak mam na twarzy maseczkę, to zarazki zatrzymują się na maseczce, którą potem wypiorę lub wyrzucę. Nie rozumiem, dlaczego minister, lekarz, a takie bzdury wygłasza i neguje noszenie maseczek. Siedzę więc w domu,  z własnym synem rozmawiam przez  komórkę lub przez drzwi. Z córką, poprzez sms-y i czekam na poprawę sytuacji. Żonę i synka Marcin wywiózł do teściów na wschód Polski, bo Krzyś już nie wytrzymywał domowej izolacji, a tam mniejszy rygor i własne podwórko jest. To bardzo energiczne dziecko będące ciągle w ruchu. Długie siedzenie w domu, to dla niego katorga. Teraz pobiera naukę przez internet, bo do prywatnej szkoły chodzi i nauka internetowa przebiega u nich bez zakłóceń, a w ten sposób, to może z każdego miejsca na Ziemi się uczyć, więc problemu z nauką nie ma. Krzyś jest piłkarzem. Brakuje mu treningów, meczów i spotkań z kolegami. Każdemu coś doskwiera w ten trudny czas i każdy na jakieś kompromisy musi się godzić.

 Ze wsi przyjechały do mnie smakołyki osobiście przez Oliwię robione.
W pierwszym tygodniu odosobnienia zakupy robiła mi Oliwia i przywoziła pod drzwi, ale teraz wyjechała na wieś, to zaopatruje mnie Marcin. Oliwia zainstalowała się na wsi z laptopem, mikrofonem i rozkręca tam swoje szkolenia on line, przez internet, bo niektóre firmy się już na taką formę godzą i proszą o szkolenia. Przepisy zmieniają się obecnie w zawrotnym tempie i bez szkoleń można się w tym wszystkim pogubić. Państwo przecież nie pomoże, tylko jeszcze zagmatwa i cichaczem nocą pozmienia przepisy, a potem bezwzględnie wyegzekwuje kary w razie pomyłki w dokumentach. Szkolenia są więc konieczne i pilne, żeby być w tym wszystkim na bieżąco. Niech Oliwia już tam sobie siedzi na tej wsi, bo w Warszawie by nie wytrzymała cały czas w mieszkaniu przebywać. Taki temperament. Na wsi, to trochę popracuje, trochę poleży sobie w hamaku przed domem, czasem do lasu na spacer pójdzie, rozrusza się i odpręży.

Rzadki, przywiędły pęczek koperku 6 zł! Wszyscy wykorzystują sytuację
Na weekend pojechał do niej Tomek, który na co dzień musi tu na miejscu w Warszawie do pracy chodzić. Na etacie w biurze jest i jego ważny urząd cały czas pracuje w swojej siedzibie. Wracając od Oliwii, podjechał do mnie i zostawił pod drzwiami całą torbę smakołyków wiejskich, w tym świeżo upieczoną drożdżówkę z kruszonką, której smakowity zapach roznosił się po całym korytarzu. Czuję się bardzo zaopiekowana przez swoje dzieci i mogę spokojnie siedzieć w mieszkaniu i to długo. Zapas żywności mam spory. Tylko wiosny żal! słońce każdego dnia świeci coraz mocniej, na drzewach już pąki liści pękają, w parkach kwiaty kolorują klomby, ptaki śpiewają przed oknami, a tu na świat wyjść nie można. Pustą ulicę i park z tęsknotą zza szyb oglądam. Jak trochę poluzują przepisy, to się wyrwę do parku.

 Pole, a wystarczy wejść po schodach w uliczkę i jesteśmy na starówce.
Nawiązując do nauki mojego wnuka, Krzysia dodam, że nasz rząd też zarządził naukę przez internet, ale ten projekt im nie wypalił, jak wiele innych. Problem jest z programem, coś tam się zacina, zawiesza, nie chce się otworzyć. Problem też jest z tym, że nie każde dziecko w kilkudzietnej rodzinie ma własny komputer lub chociaż możliwość korzystania z jakiegokolwiek. Tele lekcje każdej klasy odbywają się w przedpołudniowych  godzinach, praca rodziców również. Bywa, że nawet rodzice nie mają komputera, bo korzystają tylko ze służbowego w miejscu pracy. W większości jednak jakiś jeden komputer czy laptop w miejskim domu jest. Gorzej mają dzieci mieszkające na wsiach. Ostatecznie nauka odbywa się w ten sposób, że nauczyciele przesyłają e-mailem lub na Messenger (telefon raczej ma każdy dom) zadania i tematy do nauczenia, a dzieci same lub z rodzicami, to w domu przerabiają. Tragedia!  Wszystko to dzieje się tu i teraz, naprawdę! a sytuacje zmieniają się, jak w kalejdoskopie. Na fora internetowe ludzie wrzucają nagrania z takich lekcji, żeby ośmieszyć nauczycieli. Niektóre są żenujące. Może z powodu, że nauczyciele nie potrafią być przed kamerą naturalni? w końcu nie brali udziału w castingu na prezentera telewizyjnego tylko praktykowali w klasach przed tablicami. Jakoś tam, kulejąc nauka państwowych szkół przez internet jest prowadzona, ale te dzieci nie będą już miały takich szans, jak kiedyś, aby dostać się do dobrych szkół średnich, czy na studia. Należy współczuć tym dzieciom, co muszą sobie poradzić z chaosem, który stworzyli im dorośli, a potem zostawili ich samym sobie. Rodzice mówią, że większość obowiązków przerzucona została na dzieci, które same mają się uczyć tego, co wskaże im przez internet nauczyciel. Ministerstwo widocznie tak sobie wykombinowało, aby dzieci jednocześnie były nadal uczniami i swoimi nauczycielami, a dom był domem rodzinnym i jednocześnie szkołą. Tak, jak ze wszystkim, radźcie sobie same, dzieciaczki! my tylko określimy, czego od was wymagamy i będziemy egzekwować.

Wiosna! Wiosna! rośnie nadzieja na lepsze czasy.
Rząd pod żadnym względem nie przygotował kraju na tą trudną sytuację, chociaż miał na to sporo czasu. Premier Morawiecki przyznał, że już w styczniu wiedział o koronawirusie. Dlaczego wcześniej nie przygotował kraju i społeczeństwa na ten kryzys? Dopiero teraz, w marcu i w kwietniu, w wielkim pospiechu tworzą na kolanie przepisy, podglądają, jak zrobiły to inne kraje, ściągają z innych, od tych, to, od innych, tamto, nie patrząc, że każdy kraj ma inną sytuację społeczną, finansową, wirusową, bazę leczniczą oraz inne indywidualne możliwości ludzi do przetrwania kryzysu. Rządzący nie są w stanie opracować własnej strategii przeprowadzenia Polaków przez ten trudny okres. Rząd jest całkowicie bezradny. Dobrze, że to nie wojna nas zaskoczyła, bo byśmy poddali się zaraz pierwszego dnia z tymi swoimi szabelkami. Ale oczywiście, z polskim honorem, a rząd niezwłocznie by ogłosił sukces, jak 27 do jednego w Brukseli. Teraz, cokolwiek wymyślają, robią to na swoje intelektualne możliwości, a wiadomo jacy to intelektualiści sterują rządem i ministerstwami. Wprowadzają te swoje pomysły w życie, bez trybu, konsultacji i uzgodnień z innymi partiami, związkami zawodowymi czy z dialogiem społecznym. Wreszcie są w swoim żywiole. Każdą wygotowaną decyzję tłumaczą wyjątkową sytuacją covidovą, pod co każdy swój przekręt czy błąd będą mogli podciągnąć. Dopisują do tych covidowych ustaw, co tylko chcą, aby przyszpilić społeczeństwo, utrudnić im życie i realizować swoje niecne  plany, które z koronawrusem zupełnie nie mają nic wspólnego. Sporządzone w pośpiechu ustawy wrzucają na gorąco do głosowania, bo mając w Sejmie większość, z opozycją się nie liczą i nic z nią nie uzgadniają. Dla PISu, ta opozycja mogłaby w ogóle do Sejmu nie przychodzić, bo tylko niepotrzebnie pod nogami im się plącze, wygłasza jakieś sprzeciwy, czegoś się dopomina, krytykuje, tyrady na różne tematy wygłasza, co tylko czas PISowi zabiera, a przecież i tak posłowie PISu tego nie słuchają, tylko przez komórki w tym czasie rozmawiają, lub po prostu wychodzą z sali coś przekąsić lub zapalić papierosa. Przecież wiedzą, jak mają zagłosować. Tak, jak Kaczyński, prezes kraju przykazał. Nieustannie zapewniają społeczeństwo, że wszystko to przecież dla naszego dobra. Perfidia i cynizm. Taka teraz w Polsce jest sytuacja. Nieszczęście, jakie na nas spadło z tyt.koronawirusa, PIS wykorzystuje na maksa.

W Wielkanoc każdy osobno, ale ciasta trzeba upiec.
Dni mijają, a rząd (czyt. Kaczyński) nadal uważa, że klęski żywiołowej ogłaszać nie trzeba, bo koronawirus, to żadna klęska i wybory prezydenckie w maju mogą się spokojnie odbyć. PISowski rząd wygotował następną ustawę. Nazwał ją „Tarcza antykryzysowa” , która ma niby złagodzić negatywne skutki koronawirusa dla gospodarki. PIS chytrusek, nie byłby sobą, gdyby w swoim projekcie nie ukrył jakiegoś świństewka-niespodzianki dla obywateli. Projekt przedstawiono Sejmowi w warunkach urągających wszelkiej przyzwoitości i poganiano posłów do szybkiego przegłosowania. Najlepiej tego samego dnia (lub nocy), doradzali posłowie prezesa, żeby jak najszybciej pomóc (ha! ha! myślałby kto!) ludziom i małemu biznesowi, którzy zaczynają bankrutować z powodu niemożności kontynuowania pracy. Jeśli zbyt długo projekt ustawy będzie dyskutowany podczas, gdy przedsiębiorcy coraz więcej tracą, będzie to wina opozycji.( ha! ha!, wina Tuska, oczywiście?).

Zaopatrzyłam się na święta w książki i popiekłam mazurki.
Nie było nawet pierwszego czytania projektu w sejmie. W dniu 27 marca projekt ma być przegłosowany i koniec. Tymczasem opozycja dopominała się, żeby PIS dał im ten projekt do ręki, żeby mogli go chociaż przeczytać przed posiedzeniem. Ci rządzący naprawdę często z opozycji sobie jaja robią i potem śmieją się z nich po kątach. Wrabiają ich w różne dziwne sytuacje, żeby ich zmylić i ośmieszyć. Posiedzenie nie mogło się odbyć w sali sejmowej, bo wszyscy posłowie bali się zarażenia korona wirusem. Kilka osób i ministrów z PISu już było zarażonych, część z nich przebywała na kwarantannie, bo kontaktowali się z zarażonymi kolegami, a chodziło o to, żeby oni również głosowali, żeby zdobyć większość. Zorganizowano więc zdalne głosowanie.

Mój ulubiony, pomarańczowy. Mazurkami się podzieliłam, bo sporo ich upiekłam
Po różnych salach poutykano posłów, żeby mogli trzymać między sobą odległość, wręczono im maski, rękawiczki gumowe i żele odkażające (skąd oni to wszystko wzięli, skoro dla lekarzy w szpitalach nie ma? ciągle kierują się maksymą: najpierw my! a jak zbędzie, to pozostali). Wiemy jednak, jak to jest z jakąkolwiek organizacją w PISie, więc słabo to wszystko działało. Zawieszało się i powstawał ogólny rozgardiasz. Jeszcze nie wiem, czy ci w szpitalach i na kwarantannie to sms-ami głosowali, czy emailami? Bo to wszystko teraz się dzieje, na gorąco piszę. Posłowie w dyskusji wypowiadali się do mikrofonów, co na żywo szło w internecie i w radiu Tok Fm (bo teraz tej stacji i RMF Clasic słucham, odkąd PIS przejął moją ukochaną Trójkę, której słuchałam od lat 60-tych XXw. Teraz pisowskie szczekaczki tam urzędują) i tylko dzięki tej dyskusji zaczęłam się orientować, co właściwie w tym projekcie ustawy jest. Telewizora nie mam, ale na bieżąco śledziłam obrady w internecie w swojej komórce.

Przyrząd do ćwiczeń rąk i nóg. Z braku spacerów..
Na salach część posłów była w maseczkach, część maseczki miała na szyi, na czole lub na brodzie, albo zawadiacko przekręcone na tył głowy. Rękawiczki ochronne miało niewielu posłów, może w kieszeni, a niektórzy tylko na jednej ręce. Prezes kraju, jak zwykle wolny, swawolny i poza trybem, bez żadnego zabezpieczenia. On zawsze jest ponad to. Info dla moich czytelników spoza Polski, bo wiem, że mnie czytają:  Mówi się o prezesie „poza trybem” bo on od zawsze ma fory na posiedzeniach parlamentu (i nie tylko). Inni posłowie muszą się do zabrania głosu zapisywać, ten, kto przewodniczy, udzieli im głosu lub nie, przerwie mówcy, jak mu się wypowiedź kogoś z opozycji nie spodoba, a gdy ten dalej mówi, to wyłączy mu mikrofon. Jak się jeszcze delikwent będzie upierał przy swoich poselskich prawach do swobodnej wypowiedzi, przewodniczący po prostu ogłosi przerwę w obradach i wyjdzie. Tylko Kaczyński, jako prezes kraju, nie musi stosować się do regulaminu. Kiedy chce, to podnosi rękę i woła, ja poza trybem! Ja poza trybem!  I po prostu wygłasza co chce i jak długo chce. Taki mamy tu klimat parlamentarny i nikt z prezydium sejmu nie śmie mu przerwać. Chociaż coraz częściej mówi od rzeczy, bo stary zgred, ale będą udawać, że ciekawie mówi i mu przyklaskiwać, jak kiedyś Breżniewowi w ZSRR. Już jak mumia był, ale dalej rządził

Najpiękniejszy czas w roku, gdy kwitną bzy.
W taki oto rozproszony po salach i w domach sposób, obradowali posłowie całą noc z 27 na 28 marca. Z soboty na niedzielę. Skończyli o g.6.00 rano. PISowcy są z tego znani, że lubią procedować długo i nocami, żerować jak nietoperze, bo prezes ma taki nawyk. Kaczyński od dziecka nie lubił rano wstawać. Nim się wygrzebie z łóżka, to zazwyczaj do sejmu dojdzie po południu. Tak zawsze miał. Przespał nawet ogłoszenie stanu wojennego i ranek 13 grudnia 1981r, gdy milicja wpadała do domów wyłapywać opozycjonistów. Nie mógł tego  odżałować, bo się potem na bohatera solidarnościowego nie załapał. Zabrakło mu tego wątku w życiorysie, tej martyrologii, poświęcenia dla ojczyzny. Policja nie przyszła po niego o świcie, nie obudzili, nie internowali, jak czynną opozycję. To dla niego dramat był! Zlekceważyli go, nie był dla nich nikim ważnym. Bardzo przeżywa ten fakt do dzisiaj. Teraz jest prezesem całego kraju, partii i sejmu, odkuł się, zyskał posłuch i uznanie i wszyscy się do jego nawyków i możliwości muszą dostosować. Bo teraz to on rozdaje karty. Nagradza i karze. Mści się za swoje słabości. Podporządkował sobie wszystkich ludzi w partii i swoich koalicjantów w Sejmie (Gowin, Ziobro) za stanowiska, a teraz próbuje podporządkować sobie cały naród, za 500+ i inne zapomogi rozdawane z ich własnych podatków, które będzie podnosił, bo nie starcza. Odgrywa się na narodzie za przespanie dziejowej chwili dla ojczyzny i za śmierć brata bliźniaka, Lecha, za swoje w gruncie rzeczy, nieudane życie. Nic mu dobrze w życiu nie wyszło, tylko skołowanie kłamstwami i przekupienie pieniędzmi wyborców, że wybrali jego partię do władzy. Teraz może się wreszcie odegrać. Jednych poniżyć, innych wywyższyć, wynagrodzić i ukarać, a buntującą się gawiedź, przeczołgać.

Zielone tunele, można się zgubić.
No więc, obradowali całą noc, a potem poszli spać. Opozycja, zamiast też iść spać i wrócić rano, całą noc była obecna w sejmie, żeby pilnować, aby pis nie zrobił jakiejś zmyłki i czegoś bez ich wiedzy nocą nie przegłosował, ale i tak nikt się z nią nie liczył. Od samego rana znowu czekała na ten pisowski projekt ustawy, więc nie była taka wypoczęta i wyspana, jak prezes i jego gwardia, ale zmuszona była czekać i dostosować się do temperamentu prezesa i jego gwardii. Byli  zmęczeni i wkurzeni. Bronili się przed ogarniającą ich sennością, a wtedy pyk! głosowanie! Ja nie wiem, czy wszyscy posłowie byli w stanie przytomnym i wiedzieli za czym głosują. Poza tymi z PISu oczywiście, co byli wypoczęci i wcześniej znali już projekt i dostali wytyczne, jak na każdy punkt mają zagłosować, więc robili to mechanicznie i szybko. Dla mnie, to już nie jest normalny sejm. Odarty został  zupełnie z powagi, wiarygodności i przyzwoitości. To jakiś kabaret w nowej formie XXI wieku! Polska Ustawa pn. „Tarcza kryzysowa” została przegłosowana zgodnie z wolą PISu. Większość opozycji też za nią zagłosowała w obawie, że zostaną przez wyborców posądzeni o brak dobrej woli w niesieniu pomocy biednym ludziom, dotkniętym nieszczęściem przez koronawirusa. Udział w głosowaniu wzięło 435 posłów i posłanek (na 460), za ustawą głosowało 343, przeciwko 73 i wstrzymało się od głosu 19. Potem oberwało się solidnie posłom opozycji za taką spolegliwość i tchórzostwo. Komentatorzy na różnych forach internetowych nie pozostawili na nich suchej nitki. W końcu wszyscy w tej opozycji pokłócili się między sobą, czym sprawili ogromną radość prezesowi kraju, no bo i o to przecież głównie chodziło! Ludzie PISu, to specjaliści od skłócania ludzi. Wiedzą, jak ich rozegrać. Przynajmniej w czymś są dobrzy. A opozycja tchórzliwa, boi się wyrażać jasno swoje stanowisko, obstawać przy swoim. Boi się, co ludzie (wyborcy) powiedzą i  jednocześnie boi się wypaść z gry. A w czym był problem?

Dywany kwiatowe.
Otóż ta ustawa niby pomocowa, przewidywała dla małych firm dopłatę do każdego miejsca pracy w wysokości do 40% średniej pensji przez trzy miesiące, ale pod warunkiem, że firma zmniejszy czas pracy o 20% (to i pensje musi o tyle zmniejszyć, więc dopłata będzie mniejsza). Również tylko na trzy miesiące samozatrudnieni i małe firmy zatrudniające do 9 osób będą zwolnione z opłacania składek ZUS, ale pod warunkiem, że ta mikrofirma udowodni, że nastąpił u niej spadek obrotów o 50%. Samozatrudniona Oliwia od razu powiedziała, że o taką pomoc nawet nie będzie występować, bo od składek ZUSu zależy jej przyszła emerytura, więc to na jej niekorzyść działa, a nie pomaga w niczym. Co innego, gdyby rządw ramach pomocy zapłacił za nich te składki do ZUSu. A tak, to więcej roboty z wypełnianiem tych wszystkich formularzy, spowiadania się, spełniania warunków, tłumaczenia, załatwiania załączników, niż ta cała pomoc warta, skoro to wszystko i tak tylko na trzy miesiące ma być.

Zaułki Starego Miasta.
Rząd chełpi się, że w żywej gotówce pomoże  samozatrudnionym oraz pracującym na umowę-zlecenie lub na umowę o dzieło i wypłaci im jednorazową zapomogę w wysokości 80% minimalnego wynagrodzenia, co daje obecnie 2.080 zł netto. No, przewrócić się można z wrażenia na taką szczodrość rządu!. W Wielkiej Brytanii rząd też wypłaci pracownikom  80%, ale nie najniższego, lecz ich indywidualnego dotychczasowego zarobku i nie jednorazowo, ale do czasu, aż przymusowe odosobnienie się skończy i wrócą do pracy. Morawiecki ściąga pomysły innych, ale modyfikuje na niekorzyść Polaków. U nas do tej zapomogi znowu trzeba spełnić dodatkowy warunek. Samozatrudniony musi udowodnić, że jego przychód w poprzednim miesiącu spadł co najmniej o 15%. Mało kto się potem na tą pomoc rządową załapał, bo podobno większość wniosków odrzucono, jako źle wypełnione lub nie spełniające warunków. I taka to pomoc państwa w Polsce jest.

Można mieszkać w centrum Warszawy w pięknym otoczeniu i w ciszy
Na koniec jeszcze jedna pomoc, która powinna uszczęśliwić szefów firm, którym polecono zamknąć biznesy, co z kolei dotyczy Marcina. Otóż mogą się oni ubiegać o pożyczki z wyjątkowym oprocentowaniem 0,05%, ale tylko w wysokości do 5.000 zł ! Żarty? dla firm? restauratorów? hotelarzy? 5.000? i to pożyczki? Tyle, to ja zawsze mogłam dostać z Pracowniczej Kasy Zapomogowo-Pożyczkowej i to bez żadnego oprocentowania! Na dodatek, mogą się o tą zawrotną kwotę starać jedynie firmy zatrudniające do dziewięciu pracowników! Pożyczka może zostać umorzona, ale tylko pod warunkiem, że pracodawca nie zwolni żadnego z pracowników przez okres sześciu miesięcy! No, kpiny po prostu! Nasz rząd chyba za grosz wstydu nie ma, proponując coś takiego. Nie przewidziało mi się, to nie 50.000 tylko naprawdę  5.000 zł i obłożone takimi warunkami! Taka propozycja od rządu, to dramat i kpina z ludzi pracy. Marcin się na to tylko uśmiał. Nawet nie będzie o to występował. Szkoda czasu, trzeba sobie samemu radzić.

Spacerek po pustych ulicach. Z psem, można.
Tymczasem premier Wielkiej Brytanii powiedział krótko „Musimy zrobić wszystko co w naszej mocy, aby wesprzeć gospodarkę. To jest czas, w którym trzeba być śmiałym, mieć odwagę. Będziemy wspierać firmy, miejsca pracy, dochody, przedsiębiorstwa. Zrobimy wszystko, co będzie trzeba” a minister finansów dodał: "To nie jest czas na ideologię i ortodoksję, to jest czas na odwagę. Chcę zapewnić każdego brytyjskiego obywatela, że ten rząd da wszystkie narzędzia, które będą potrzebne, by przez to przebrnąć” (epidemię COVID-19). Na pomoc biznesowi z powodu ataku wirusa COVID-19, Wielka Brytania  przeznaczyła 330 mld funtów brytyjskich, co stanowi 15% ich budżetu. Z tej puli wypłacą potrzebne firmom kwoty na opłacenie czynszu za lokale, na wynagrodzenia dla pracowników, uregulowanie należności za towary u dostawców oraz dotacje dla małych firm od 10 do 25 tys funtów dla każdej (funtów! nie złotych!1funt=5 zł) Ponadto minister finansów ogłosił wakacje podatkowe dla firm hotelarsko-gastronomicznych i zapewnił, że jeśli na to wszystko nie wystarczy te 330 mld funtów, to rząd dołoży więcej. Tyle, ile potrzeba. Tak, jak powiedział premier. No, muszę przyznać, że jestem pod wrażeniem. I to wszystko bez żadnych dodatkowych warunków! Niebywałe, jak inny kraj może otoczyć opieką swoich obywateli w ciężkich chwilach. Pozazdrościć tylko.

Pracownia artystyczna na wystawie? Interesujące rozwiązanie. Pani maluje.
Izba Gmin uznając powagę chwili, bez żadnych wygłupów, ani kłótni (a też przecież są tam rywalizujące partie) zebrała się za dnia w budynku parlamentu, żeby dać rządowi te wszystkie konieczne narzędzia do przetrwania czasu zarazy i zwalczenia wirusa. Ze względu na bezpieczeństwo posłów ustalono, że w debacie wezmą udział tylko posłowie zapisani na liście do zabrania głosu, co pozwoliło rozsadzić ich w bezpiecznych odległościach na sali obrad. Podobno potem, po głosowaniu, mają ogłosić przerwę w pracach Izby Gmin aż do połowy kwietnia i dać rządowi czas na spokojną pracę. A co będzie po świętach wielkanocnych, to zależy, jak sytuacja z koronawirusem się rozwinie lub, czego wszyscy pragną, jak się zakończy.

Covidowe pustki na Starym Rynku.
We Włoszech z kolei, które dotychczas najbardziej ucierpiały od koronawirusa, nawet bardziej, niż Chiny, gdzie się to wszystko zaczęło, ustalono proporcjonalny udział posłów z każdej partii. Na 630 posłów do głosowania przydzielono 350. Rozsadzono ich na sali, niektórzy siedzieli w maskach, ale przymusu nie było. Nic innego w tym czasie w parlamencie nie wolno było robić, żadne bufety, konferencje prasowe, oświadczenia czy szwędanie się, nie wiadomo gdzie i po co. W budynku mogli przebywać tylko wytypowani posłowie i pracować w skupieniu. Przewodniczący włoskiego parlamentu pytany, odpowiedział coś w tym stylu, że nie godzi się na obrady online, ani na głosowanie przez internet ponieważ są republiką parlamentarną, więc mają obowiązek zbierać się w parlamencie, na dobre i złe, dlatego  bez względu na wszystko, tu będą debatować i głosować. To mi się podoba. Godzili się na taką robotę, ba, walczyli o nią zaciekle w kampaniach wyborczych, dostają za to dużo wyższe uposażenie i bonusy, niż normalnie ciężko pracujący ludzie, to niech pracują. Również w niebezpiecznych warunkach, bo ich obowiązkiem jest bronić w ciężkich chwilach naród, a nie wycofywać się w obliczu tragedii na z dala upatrzone, bezpieczne pozycje i ratować tylko swoją d…i swojej rodziny. Lekarze, pielęgniarki, sanitariusze, kierowcy karetek, autobusów i wiele jeszcze innych ludzi ryzykuje, ale nie dezerterują ze strachu, nie zostawiają ludzi na pastwę losu, lecz z narażeniem własnego życia pracują dla innych, dlatego politycy też powinni, bo od ich pracy, jakości tworzonych i przegłosowanych ustaw zależą dalsze losy milionów ludzi, losy całego kraju.

 Muzeum M.Curie-Skłodowskiej na ul.Freta. Mural w 100 rocznicę otrzymania nagrody Nobla
Podobną taktykę, co Włosi, zastosowały Niemcy i Francja, chociaż tam kilku deputowanych zdążyło się już zarazić wirusem, ale to inny problem, bo wirus zaatakował Francję, gdy akurat wybory się tam zaczynały. Emmanuel Macron nie zgodził się ich przełożyć, twierdząc, że jest bezpiecznie. Po pierwszej turze zmuszeni byli przerwać te wybory, właśnie z powodu rozprzestrzeniającego się COVID-19. Parlamentarzyści w Czechach i w Słowacji obradowali w normalnym trybie i wszyscy mieli na twarzach maseczki, gdy uchwalali pakiet ustaw dla wsparcia swoich przedsiębiorców. Czechy mnie zadziwiają spokojem i brakiem jakichkolwiek niepokojących informacji. Czyżby koronawirus COVID-19 ominął Czechy? W mediach cisza. Muszę w wolnej chwili sprawdzić w internecie, co się w Czechach dzieje, bo zamierzam tam jechać.

Towarzyska wiewiórka. Wcale nie boją się ludzi.
Wracając do naszej polskiej „tarczy antykryzysowej”, PISowski chytrusek-kłamczuszek, czyli premier Mateusz Morawiecki (notorycznie kłamie w swoich przemowach do ludu i w wywiadach dla prasy i  telewizji narodowej i Rydzykowej oraz za granicą, więc ciągnie się już za nim przezwisko, Pierwszy Kłamczuch RP). Otóż ten Pinokio wymyślił, aby przemycić do przeciwwirusowej  ustawy, zmiany w kodeksie wyborczym. Wstawił tam możliwość korespondencyjnego głosowania dla osób mających ponad 60 lat oraz dla tych, którzy przebywają na kwarantannie. Upchnął w tej ustawie też zmiany do ustawy o Radzie Dialogu Społecznego. Chciał przypisać sobie prawo odwoływania członków Rady! To znaczy, że premier miałby prawo odwoływać członków Rady Dialogu Społecznego, których powołują związki zawodowe i pracodawcy! Niesłychany tupet! Nadzwyczaj kreatywny premier nam się trafił. Niebawem rząd będzie chciał być dodatkowo szefem pracodawców i związków zawodowych oraz przewodniczyć w dialogu społecznym między nimi, a rządem. Pomylone z poplątanym? Tak, ale u nas PIS właśnie podobne numery robi!

Co to za radość siedzieć na pustej Starówce? żadna.Pusto, jak w czasie zarazy!
W uzasadnieniu napisał, że premier mógłby tych członków odwoływać w okresie stanu zagrożenia epidemicznego lub epidemii (akurat!), w sytuacji, gdyby stwierdził, że członek RDS współpracował ze specjalnymi służbami PRLu (!) (I o to właśnie chodzi! Mariusz Kamiński z pewnością ma już przygotowaną listę z nazwiskami do odwołania) lub, że sprzeniewierzył się działaniom Rady, co mogłoby prowadzić do niemożności prowadzenia „przejrzystego, merytorycznego i regularnego dialogu” (ha! ha! pod to, wszystko można podciągnąć). No, jak to przeczytałam, to aż czarno mi się przed oczami zrobiło! To, jak byśmy cofnęli się do pierwszej połowy poprzedniego stulecia! Zawsze, jak się chcesz kogoś pozbyć możesz powiedzieć, że nie widzisz możliwości porozumienia się z tym człowiekiem i fru! Człowieka won za drzwi. A za współpracujących ze służbami specjalnymi PRL-u uznają każdego przeciwnika politycznego, chociaż w swojej partii (pod ochroną) mają ich sporą ilość). Takie ustalenia miały przejść w jednym głosowaniu za całą ustawą dotyczącą „Szczególnych rozwiązań w sprawie zapobiegania, przeciwdziałania i zwalczania wirusa COVID-19 i innych chorób zakaźnych oraz wywołanych przez nich sytuacji kryzysowych”! Ten PISowski geniusz kreatywnej bankowości wplótł tam dodatkowo również wątek o zwiększeniu uprawnień policji, które z epidemią COVID-19 nie miały nic wspólnego! Chodziło o bardziej zdecydowane traktowanie manifestantów. Opozycyjna senacka większość cały ten podstępny 6-cio stronicowy pakiet z projektu antywirusowej ustawy wyrzuciła, jako tematy dotyczące innej bajki. Należy w tym przypadku żałować, że Senat nie decyduje o ostatecznym kształcie ustawy.

W parku czasem ktoś przemknie z psem. Pierwsze konwalie..
Parlament niestety tak działa, że gdy projekt wróci z Senatu do Sejmu, może on nie uznać poprawek Senatu i jeszcze raz przegłosować ustawę tak, jak chciał, ze swoimi paskudnymi wstawkami, z czego rząd PISu korzysta często. I tak się stało tym razem. Bo wyborcy zapewnili im większość. Śmieje się więc pis z opozycji i z Senatu, który się niepotrzebnie przy poprawkach napracował (i z wyborców też). Korzyść była jedynie taka, że te podstępne wrzutki rządu i parlamentarzystów podległych prezesowi pisu, ujrzały za przyczyną Senatu światło dzienne. Niech się ludzie dowiedzą. Może zrobi się hałas wokół tych niecnych zapędów na wolność obywatelską i PIS być może się z tych zapisów wycofa. Tak się niestety nie stało. PIS idzie do przodu, jak czołg i taranuje wszystko, co spotka na swojej drodze. Jak to się dzieje, że gdy rządy innych krajów starają się jak mogą pomóc swoim obywatelom w czasie zarazy, to nasz polski rząd patrzy tylko, jak by tu swoim obywatelom dokopać. Być może wina jest po stronie społeczeństwa, które takie dokopywanie lubi i dlatego wybiera do rządzenia takich chmurnych facetów z autorytarnymi zapędami.  Smutna rzeczywistość, w której obecnie żyjemy.

 Mural na Pradze. Praga robi się kolorowa i ciekawa.
Co Senat jeszcze poprawił w tym koronawirusowym rządowym projekcie ustawy? Otóż z funduszy Unii Europejskiej (z tych 7,5 mld euro, co nam UE na walkę z wirusem przesunęła) zaproponował dołożyć na ochronę zdrowia 20 mld zł. Zaproponował też wypłacanie pracownikom zamkniętych przymusowo firm, tak zwanego postojowego w wysokości 75% średniej krajowej. Przyznanie rodzicom zasiłków na dzieci do 12 roku życia. Uruchomienie  pożyczek dla firm w wysokości 40 tys zł (to te, co pis zaproponował w wys. 5 tys zł) z możliwością umorzenia. Przy zwolnieniu na trzy miesiące z płacenia składek ZUSu , uwzględnił też małe i średnie firmy (pis zaproponował jedynie dla mikrofirm). Ponadto wniesiono też o obligatoryjnie wykonywanie cotygodniowych testów na COVID-19 dla pracowników służby zdrowia i dla osób zaliczonych do kategorii szczególnego ryzyka (bo wirus wykluwa się w ciągu pięciu dni) Zaproponowano również zwolnienie firm z płacenia podatków i ściągania od nich opłat (czynsze, media) na okres utrzymywania się stanu epidemii lub stanu nadzwyczajnego. Jak widać, nie gaśnie w ludziach nadzieja, że taki stan nadzwyczajny zostanie w końcu zarządzony. Dla mnie , w praktyce on już istnieje. Te podatki nie byłyby wprawdzie umarzalne, ale firmy byłyby zobowiązane zacząć ich spłatę (bez odsetek) dopiero po 90 dniach od chwili ogłoszenia zakończenia stanu zagrożenia epidemicznego. To są te najbardziej istotne zaproponowane przez Senat pomocowe działania dla przedsiębiorców, które pozwoliłyby im przetrwać najtrudniejszy okres czasu zarazy. Uważam, że Senat potraktował sprawę poważnie i co się dało, na korzyść ludzi poprawił. Niestety, Sejm większością PISowskich głosów, wszystko to odrzucił. Dotuje jedynie swoją propagandową telewizję narodową i biznes pseudo księdza Rydzyka, licząc na jego kampanię wśród wyznawców, aby w wyborach zagłosowali na pisowskiego prezydenta, jak miało to miejsce w poprzednich wyborach.

 Polska Walcząca przy Reducie.
Senat pod przywództwem Marszałka Grodzkiego uznał, że „Tarcza antykryzysowa” ma za zadanie wesprzeć firmy w utrzymaniu miejsc pracy, uratować je od bankructwa i likwidacji oraz dofinansować służbę zdrowia”. Po tych poprawkach dokonanych przez Senat tarcza wyglądała już znacznie lepiej i można było mieć nadzieję na przetrwanie kryzysu. Niestety, PISowski Sejm to odrzucił. Wszystkie poprawki pochodzące od opozycji w Sejmie i w Senacie poszły do kosza. W mediach liderzy PISu z Premierem Morawieckim i prezydentem Dudą na czele, cały czas głoszą, że robią, co mogą, żeby wspomóc ludzi i przedsiębiorczość w tym ciężkim okresie pandemii, ale opozycja sejmowa i Marszałek Grodzki cały czas im w tym przeszkadzają. PIS od zawsze mówi odwrotnie, niż jest. Co rząd w mediach powie, ludzie słyszą, co Senat robi, ludzie nie wiedzą i ich to w zasadzie nie interesuje. Dlatego mamy to, co mamy.

 Protesty w Warszawie i nie tylko, trwają przez cały czas rządów PIS.
Według danych WHO, do dnia 27 marca 2020r zarażonych wirusem COVID-19 zostało ponad 580.000 osób. Najwięcej w krajach:

Stany Zjednoczone, zarażonych 85.932, zmarło 1.380

Chiny, zarażonych 81.897, zmarło 3.296

Włochy, zarażonych 80.589, zmarło 8.215

Hiszpania, zarażonych 64.059, zmarło 4.934

Iran, zarażonych 32.332, zmarło 2.378

Niemcy, zarażonych 49.344, zmarło 253

Francja, zarażonych 29..591, zmarło 1.698

Wielka Brytania, zarażonych 14.735, zmarło 761

Korea Południowa, zarażonych 9.332, zmarło 183

Polska, zarażonych 1389, zmarło 16

Szwajcaria, zarażonych 12.311, zmarło 197

 Ludzie zachowują wymaganą odległość, ale z maseczkami bywa różnie
Ogółem z powodu COVID-19 do dnia 27 marca 2020r zmarło na świecie  ponad  26.000 osób. Choroba ta wylęga się w organizmie człowieka przez 14 dni, dlatego taki czas wyznaczono na odbywanie kwarantanny. Jeżeli po dwóch tygodniach test nie stwierdzi w organiźmie obecności koronawirusa, znaczy, że człowiek jest zdrowy. Ale czy zupełnie? Nie wiadomo. Mogą zaistnieć jakieś skutki uboczne, nieznane jeszcze lekarzom. Ten wirus jest zaskoczeniem i nowością dla wszystkich, dla lekarzy też. Dopiero zaczęli go badać, żeby w przyszłości móc skutecznie go zwalczać i mu zapobiegać. Ale, gdy do tego dojdą, może pojawić się nowy wirus.

 No, policja też spaceruje. Razem z manifestantami.
Za pierwszą ofiarę COVID-19, tak zwaną „pacjentkę zero” uznano mieszkankę chińskiego miasta Wuhan, o nazwisku Wei Guixian (info za The Express Tribune). Kobieta w wieku 57 lat, zajmująca się sprzedażą krewetek i innych owoców morza na targowisku w Wuhan. W dniu 10 grudnia 2019r w ciągu dnia dostała dreszczy i gorączki więc prosto z pracy udała się do lekarza, przekonana, że złapała grypę. Po wizycie wróciła do pracy i dalej sprzedawała te krewetki, nieświadomie zarażając klientów. W następnych dniach nie poczuła się lepiej, więc jeszcze kilka razy odwiedzała różnych lekarzy. W końcu, w dniu 16 grudnia zatrzymano ją w Union Hospital w Wuhan. Tam jej przypadkiem zainteresował się lekarz, który miał już pacjentów z podobnymi objawami. Po zastosowaniu odpowiedniego leczenia, pod koniec grudnia wypisał Wei Guixian ze szpitala i odesłał ją na odbycie kwarantanny. Ta pacjentka wyzdrowiała. Komisja Zdrowia w Wuhan w swoim raporcie na koniec grudnia 2019r stwierdziła, że Wei Guixian to tylko jedna z 27 pacjentów, u których wykryto wirusa COVID-19. 24 z tych osób w różny sposób powiązanych było z targiem ryb i owoców morza. W rzeczywistości pierwszą ofiarą koronawirusa mógł być człowiek, u którego podobne objawy stwierdzono już pierwszego grudnia 2019r. Brak wiarygodnych danych na jego temat powoduje, że za pierwszą ofiarę, zdiagnozowaną i leczoną na COVID-19 uznano Wei Guixian i tak chyba już zostanie w zapisach historii tej zarazy.

 Skręcą na Żoliborz, pod dom dyktatora Kaczyńskiego
A jaki stan mamy na dzisiaj, 1 kwietnia 2020r?

Chiny, zarażonych 82.000, zmarło 3.312 osób

Niemcy, zarażonych 72.510, zmarły 803 osoby

Węgry, zarażonych 525 osób, zmarło 20 osób

Hiszpania, zarażonych ponad 102.136 osób, zmarło 9.053 osób

Polska, zarażonych 2.420 osób, zmarło 36 osób

Czechy, zarażonych 3.002 osoby, zmarły 24

Holandia, zarażonych 13.614 osób, zmarło 1.173

Wielka Brytania, zarażonych 29.474 osób, zmarło 2.352 osób

Belgia, zarażonych prawie 14.000 osób, zmarło 828 osób

Szwecja, zarażonych 5.000 osób, zmarło 239 osób

Włochy, zarażonych ponad 105.792 osoby, zmarło 12.428 osób              

Stany Zjednoczone zarażonych 189.000 osób, zmarło ponad 4.000 osób

Te przyłbice zrobił nam Adaś, syn Grażynki, u siebie w firmie.
Jak wynika z powyższych danych obecnie koronawirus czyni największe spustoszenie w Stanach Zjednoczonych 189.000 zarażonych (4.000 zmarłych). We Włoszech 105.792 (1.428) i Hiszpanii 102.136 (9.053). Dopiero za nimi plasują się Chiny 82.000 (3.312), od których to wszystko się zaczęło. Szybko zarażonych przybywa też w Niemczech. W Chinach walczą z wirusem już równo cztery miesiące, Europa od dwóch miesięcy, Polska niecały miesiąc. We Włoszech wśród zarażonych jest już ponad 10.000 pracowników służby zdrowia, a z racji pełnienia swoich obowiązków, zmarło 69 lekarzy! Szwecja to chyba jedyny kraj, w którym nie zastosowano ograniczeń w życiu obywateli. Wszystko funkcjonuje prawie tak, jak zawsze, nie zamknięto szkół, przedszkoli, sklepów. Mieszkańcy są jedynie upominani, żeby na siebie uważali i jak nie muszą, to niech raczej zostaną w domach. Latają samoloty, a przylatujący pasażerowie nie są testowani na korona wirusa. Państwo całkowicie zawierzyło przytomności, odpowiedzialności i  świadomości swoich obywateli. Trochę to ryzykowne, ale zobaczymy, jak będzie dalej. 
 
 W tramwaju przed zarazą był ścisk i żadnego wolnego miejsca.Teraz siedzimy, co drugie.
Znalazłam dane na temat Czech. Nigdzie o nich nie mówią, więc myślałam że się jakoś uchronili, ale nie. Mają zarażonych 3.869 obywateli, nawet trochę więcej niż u nas w Polsce. Zmarło 46 ofiar wirusa. Zamknęli szkoły, restauracje, teatry, kina, niektóre sklepy, a nawet częściowo urzędy, które są czynne jedynie dwa dni w tygodniu, w poniedziałki i środy po trzy godziny. Dla ciągłości działania, wprowadzili elektroniczną obsługę interesantów. Reszta, tak jak u nas, tj. wychodzenie z domu tylko w razie konieczności do pracy, do sklepu, do apteki. Maseczki na twarzy obowiązkowo (u nas jeszcze nie, bo maseczek nie mamy i minister zdrowia mówi, że są zbędne). Zakaz gromadzenia się powyżej 2 osób, odstępy 2 m itd.
WHO ogłosiło, że pandemia wirusa COVID-19 występuje już w 203 krajach i objęła 859.796 ludzi. Zmarło 42.341 osób, wyzdrowiało 178.301 Reszta walczy z chorobą. Co będzie jutro? Taki stan rzeczy można przyjąć na dzień 01.04.2020r 
 
 Z przodu strefa wydzielona. Przednie drzwi nieczynne.
Tymczasem u nas, w Polsce walka o odłożenie wyborów prezydenckich, mających wg planu odbyć się 10 maja, trwa w najlepsze. Ludzie są przerażeni, bo widzieli, jak to się skończyło we Francji, gdzie 15 marca br, wybory samorządowe musieli przerwać po pierwszej turze i odłożyć je na inny termin. Emmanuel Macron nawoływał na początku Francuzów do wzięcia udziału w głosowaniu, mimo widocznej już i szerzącej się z dnia na dzień epidemii w kraju. Zapewniał, że jest gwarantem zdrowia obywateli! Odważny facet! Że jest gwarantem również życia demokratycznego w kraju! i dlatego pogonił 47 mln obywateli Francji do urn wyborczych. Tymczasem koronawirus tak się rozszalał, że po pierwszej turze rząd musiał przyznać się do błędu i przerwać wybory, a ludziom zalecił siedzenie w domu. Obecnie we Francji jest zarażonych 56.989 ludzi, zmarły już 4.032 osoby. Zobaczymy co teraz Francuzi zrobią z Macronem  za te jego gwarancje, jak epidemia koronawirusa się już skończy. Nic dziwnego, że Polacy są ostrożni.

 Od strony kuchni, widzę ulicę. W tle szkoła. Pusta. Dzieci nie ma.
Ja profilaktycznie siedzę w domu. Dzięki pisaniu bloga mam zajęcie, więc dni biegną mi szybko, czasem nawet za szybko. Czuję potrzebę notowania tego wszystkiego, co się wokół dzieje. Być może za wiele lat, kiedy mnie już nie będzie na tym dziwnym świecie, mój wnuk Krzysztof przeczyta ten blog i się dowie w jakim świecie żyliśmy. On ma teraz 10 lat. Może porówna ze swoim życiem np. w  roku 2050 lub 2060? Żałuję, że nie było takiej możliwości za życia mojej babci. Z ogromnym zainteresowaniem bym przeczytała jej relacje z życia i życia Polaków w latach 1900r-1910r-1920 i potem, losy wojenne i po wojnie w latach 50-tych. Ale wtedy nie było komputerów ani  internetu. Teraz jest, więc wykorzystuję ten fakt, jak potrafię. Wszystkie zamieszczone tu zdjęcia robiłam sama, lub na zmianę z Oliwią i Grażynką. Kilka jest też ich, które robiły swoimi komórkami.

 Za oknem Park Baśniowy. Ławeczki puste, jak nigdy.
Wiosna przybyła do Warszawy na dobre, bociany już są, temperatura powietrza rośnie, drzewa i krzewy kwitną, chciałoby się iść na spacer do Łazienek lub do Parku Skaryszewskiego, albo chociaż na Bulwar Wiślany. Oj! Chciałoby się. Niestety, nie wolno pod groźbą kary, teraz już  do 30.000 zł! Kary skrojone do wymiaru stanu wojennego! Muszą zasilić budżet, bo pisowi pieniądze palą się w rękach, tyle swoich ludzi i sojuszników musi zadowolić, aby przeforsować za ich pomocą swoje karygodne pomysły. W sobotę postanowiłam samodzielnie wyjść do miasta i uzupełnić braki w lodówce. Do sklepu, można. Marzyłam już od kilku dni, aby wyjść przed dom, do parku Baśniowego i swobodnie zaciągnąć się świeżym, naturalnym powietrzem. Uzbroiłam się przepisowo w zabezpieczające mnie przed zarażeniem gadżety, maseczka chirurgiczna na twarz, gumowe rękawiczki na dłonie, okulary na nos. Do torebki włożyłam spirytus salicylowy i odkażające chusteczki higieniczne do odkażenia drążka przy wózku sklepowym i poszłam. Po paru krokach zaczęłam się w tej masce dusić, więc opuściłam ją niżej, uwalniając nos, a zabezpieczając jedynie usta. I dobrze, bo ja zawsze jakoś bezwiednie oddycham ustami, a potem często mam problemy z gardłem, co teraz jest niedopuszczalne, bo wirus przez gardło najłatwiej dostaje się do organizmu.

 Stoję w kolejce do Hali Banacha. Stoimy co dwa metry, wpuszczają pojedynczo.
Z parku poszłam pieszo do Hali Banacha, bo korzystanie z tramwaju nie jest zbyt bezpieczne, zawsze jacyś ludzie tam przecież są i te wszystkie poręcze, siedzenia, które nie wiadomo, jak często są odkażane. Głównie jednak chodziło o to, abym możliwie długi spacer odbyła, nogi rozchodziła, powietrza się nawdychała. Ruch w mieście znikomy, więc i spalin samochodowych nie ma, przyjemnie się spaceruje po takim pustym mieście. Kolejka do pawilonu spożywczego ciągnęła się daleko na ulicy, ponieważ ludzie wzorowo zachowywali między sobą dwa metry odległości. Nie przerażała mnie taka kolejka, bo pozwalała na dłuższy pobyt na świeżym powietrzu. Takie małe radości są nam dane w trudnej rzeczywistości życia w czasie zarazy. Przy kasie okazało się, że klawiatura terminalu płatniczego nie reaguje na palec w rękawiczce (to samo potem było przy bankomacie), musiałam niezabezpieczonym palcem pin wpisać. Na szczęście pani kasjerka zaraz spryskała mi rękę własnym płynem odkażającym, który trzymała pod swoim krzesłem. Media podawały, że banki zwiększyły limit przy płaceniu kartą za zakupy, do 100 zł bez wpisywania pinu, tymczasem widać, że mój bank jeszcze tej dogodności w życie nie wprowadził, stąd konsternacja przy kasie.  Przy bankomacie   przetarłam klawiaturę p/bakteryjną chusteczką i potem odkaziłam spirytusem dłoń. Muszę mieć jakąś gotówkę, żeby na bazarku na wolnym powietrzu jabłka i warzywa kupić.

 Wszystko, co nam teraz potrzebne, sprzedane. Pusta półka.
Wracając, wstąpiłam do Rossmanna, bo było tam pusto. Nie mają w sprzedaży ani maseczek, ani płynu odkażającego, ani przeciwbakteryjnego mydła w płynie. Dlatego tak pusto. Jedynie przy stoisku mini produktów dla podróżników dostałam mini żel p/bakteryjny, więc musiałam tą miniaturkę kupić za o wiele wyższą cenę, niż kupowałam na swoje podróże przed koronawirusem. Ten z własnych zapasów, przywieziony z Malezji, właśnie mi się skończył. Wszyscy producenci i handlowcy łupią teraz ludzi zawyżonymi cenami, wykorzystując ogólne nieszczęście, mimo, że nie z naszej winy ono powstało. Nikt nie ma skrupułów, ani nie odczuwa wstydu z tego powodu. Dziwny jest ten świat. Chociaż….są miasta, gdzie rozdają  maseczki za darmo, głównie seniorom. Biłgoraj, Wałbrzych, Jelenia Góra, to miasta, gdzie zaraz na początku epidemii, rozdawano je mieszkańcom. W większości miast Polski maseczki są sprzedawane i to po bardzo wygórowanych cenach. Obowiązek noszenia maseczek wprowadzono w naszym kraju w dniu 16 kwietnia 2020r. Już nie są szkodliwe, jak to głosił lekarz minister Łukasz Szumowski. W pobliżu domu wdepnęłam jeszcze do apteki, ale tam również maseczek nie było, także termometru. Trzy miesiące już żyjemy w warunkach epidemii COVID-19, a zaopatrzenie w podstawowe produkty do ochrony nadal nie funkcjonuje. Mieli natomiast płyn odkażający, ale z hurtu, więc rozlewali go na życzenie klienta w takie plastikowe małe pojemniczki z zakręcanym wieczkiem, jakie rozdają w przychodniach lekarskich na pobranie moczu do badania. 
 W takich pojemniczkach sprzedawali nam płyn odkażający. Dzięki i za to.
Taki pojemniczek płynu sprzedawali po 6,50 zł (może po 6,80, już nie pamiętam dokładnie). Za sam pojemniczek zapłaty nie wymagano, no i słusznie, bo w przychodniach one również za darmo są rozdawane. Tylko trzeba było uważać i nieść osobno, bo pojemniczki nieszczelne się okazały i pani farmaceutka każdego uprzedzała, żeby uważać i w domu do innych pojemników płyn przelać. Mam na szczęście w domu sporo różnych takich turystycznych pojemniczków, ze spryskiwaczem również, więc płyn przelałam i zaopatrzyłam w naklejkę z nazwą, żeby się czasem nie pomylić. Mam w takich pojemniczkach różne płyny, mgiełki, odżywki, spirytus itd. Więc muszę uważać. XXIw i takie warunki zaopatrywania się w podstawowe środki ochrony. Ale bez takiego płynu nie ma czym odkazić różnych uchwytów, klamek, kranów, więc musiałam chociaż tą minimalną ilość kupić, licząc na to, że niebawem się sytuacja pod tym względem poprawi i na bieżąco będzie się można we wszystko, co konieczne, zaopatrzyć. Wirus przecież szybko nie zniknie, a gdy w końcu się go pozbędziemy, to on po jakimś czasie wróci, jak wraca grypa. I tak te rzeczy trzeba będzie dokupić.

 Dostałam od Oliwii takie kolorowe maseczki. Jej koleżanka szyje.
I tak sobie jakoś radzimy, jak to w Polsce. W trudnych chwilach, zawsze byliśmy zdani jedynie na siebie, swoją pomysłowość i pracowitość. Nic się od historycznych czasów nie zmieniło. Ważne, aby nie zachorować, bo na publiczną służbę zdrowia nie możemy liczyć i żeby rząd nie utrudniał nam życia w tym wyjątkowo trudnym dla wszystkich okresie.

 Idę do apteki po witaminy D, B1, C, potas i magnez.

c.d.n.

 


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz