Patronat medialny



Miło mi poinformować, że moja wyprawa została objęta patronatem medialnym przez portal Link to Polnad www.linktopoland.com

czwartek, 10 grudnia 2020

Warszawa w czasie zarazy 2020 - część IV

Kontynuacja poprzedniego postu i zdjęcia Warszawy sprzed zarazy.
 Metro Centrum.Al.Jerozolimskie/Marszałkowska. Miejsce zwane patelnią, tak tu latem gorąco
W Belize,  maleńkim, uroczym karaibskim państwie położonym na półwyspie Jukatan, wciśniętym między Gwatemalę i Meksyk  mieszka zaledwie 400 tys. mieszkańców. Zamieszkał tam również aktor Amin Bensalem pochodzenia algierskiego, ale urodzony już w Polsce. Jego ojciec o niezwykle interesującym życiorysie, przyjechał kiedyś do Polski na studia i został. Amin ukończył PWST we Wrocławiu, występował w filmach Patryka Vegi i w polskich serialach, ale nie wiem w jakich, bo seriali nie oglądam już od lat. Chyba w „Barwy szczęścia” ale nie jestem pewna. Ostatni serial, jakim się pasjonowałam, to było ” Ranczo”. Otóż Amin pojechał do Belize z zamiarem utworzenia w tym małym belizejskim Raju, polskiej wioski. Często przylatywał do Polski, bo tu nadal pracuje, biorąc udział w różnych projektach artystycznych. Teraz został uziemiony w Belize na dłużej, przez koronawirusa. Napisał w internecie, że do Belize koronawirus przyszedł, (właściwie przyleciał) na samym końcu. Przywiozła go pewna Amerykanka, która przyleciała z USA na jedną z małych wysepek i chyba ona zaraziła tą drugą osobę, która tam mieszka na stałe. Wysepka została szybko całkowicie odizolowana od reszty kraju i tym sposobem nie ma na razie więcej chorych. Nadzieja, że już tak zostanie.

 Pierwsza Manifestacja Kobiet pn."Czarny Protest" odbyła się 3 października 2016r
Samo Belize funkcjonuje, jak dawniej, ale podejrzewam, że Amin przylecieć do Polski nie może z tego względu, że to my zamknęliśmy granice i zawiesiliśmy loty, a akcja „Z LOTem do domu” nie działa w tamtym zakątku świata. Zresztą już się zakończyła. Amin skazany jest na Raj i zdaje się, że za bardzo nie narzeka na los z tego powodu. Mnie też się podobało w Belize, chociaż nie jest to bezpieczny kraj, o czym dowiedziałam się dopiero po opuszczeniu tego małego państewka. Na szczęście nic złego mnie tam nie spotkało, chociaż sama zwiedzałam sporo miejsc, przemieszczając się transportem publicznym i pływając promem na pobliskie wysepki razem z mieszkańcami Belize. Teraz z powodu koronawirusa Belize wprowadziło dla cudzoziemców zakaz wjazdu na swój teren, ale tylko tym, którzy byli w Chinach w okresie ostatnich dwóch tygodni. Taki sam zakaz wprowadziła m.in. Australia, Filipiny, Gwatemala, Indonezja, Singapur, Wietnam i Stany Zjednoczone. Turcja też. Sporo turystów może z tego powodu mieć problem, bo ostatnio Chiny stały się modne wśród turystycznej braci i były często odwiedzane przez ludzi z całego świata.

 Ten protest też odbył się z powodu projektu PIS o całkowitym zakazie aborcji.
Brunei, to jeszcze mniejsze państewko, przycupnięte tuż przy malezyjskiej części wyspy Borneo, zajmujące powierzchnię zaledwie 5.765 km2, z czego 75%, to lasy równikowe. Brunei zamieszkuje niewiele ponad 420 tys stałych mieszkańców. To kraj muzułmański. Za narkotyki grozi tam kara śmierci. Na czele tego nieprzyzwoicie bogatego państwa stoi sułtan Hassanal Bolkiah, który osobiście powołuje członków rządu. To monarchia absolutna i dobrze im z tym. Są bogaci, radośni, zadowoleni z życia. PKB na jednego mieszkańca wynosi 34.559 $ USA. Ale i do nich dotarł COVID-19 zarażając ponad 130 obywateli z czego jeden już zmarł. Jeździłam na Borneo dwa razy i za każdym razem odwiedzałam to śliczne, wypieszczone państewko Brunei. Z Borneo to podróż autobusem, jak z miasta do miasta po lepsze zakupy.

 Myślę, że tej pani smutno, że musi stać po przeciwnej stronie, niż protestujące kobiety.
Światowa Organizacja Turystyki Narodów Zjednoczonych (UNWTO) podała w swoim raporcie za 2018r, że turyści odbyli 1 miliard 400 milionów podróży na obszarze całego świata. Gdy w roku 2010 sporządzano długoterminową prognozę, taką ilość podróży przewidywano dopiero w roku 2020. W roku 2019 odbyto takich podróży 1 miliard 500 milionów, czyli jeszcze o 100 milionów więcej, niż w roku poprzednim, to ile by ich było w 2020r?. Ale nie będzie. Rok 2020 zapowiada się rokiem klęski turystyki. Bardzo jestem ciekawa, jak ten rok zostanie podsumowany przez UNWTO. Turystyka od początku XXI w tak się gwałtownie rozwijała, że w wielu krajach całe wsie i miasteczka zostały jej podporządkowane. Ograniczono rozwój w dotychczasowych dziedzinach produkcji, w rolnictwie i związanym z nim przemyśle, w hodowli zwierząt, rzemiośle. Z turystyki bowiem zyski były lepsze, szybsze, praca fizycznie lżejsza, a przyjemniejsza, niż na roli, na przykład.

 Przez cały dzień w Warszawie lało wtedy, jak z cebra, ale kobiet to nie zraziło.
W niektórych regionach zupełnie zlikwidowano dawne sposoby zarobkowania i przestawiano się w całości na turystykę. Pod turystykę zmieniono również rodzaj usług. Każdy latami dążył do jeszcze większego rozwoju własnych biznesów turystycznych, budowano jeszcze więcej hoteli, przerabiano jeszcze więcej gospodarstw rolnych na gospodarstwa agroturystyczne, gospodarstw domowych na guesthousy, pensjonaty. Otwierano restauracje, bary i kawiarnie, rozwijał się handel i transport autokarowy, lotniczy i morski przystosowany do potrzeb turystyki. Na studiach otwierano nowe kierunki turystyczne, które stały się bardzo modne. Rozmnożyły się kursy na przewodników turystycznych, szkoły języków obcych. Czym teraz Ci ludzie się zajmą? Z czego będą żyli? Znów muszą przeorganizować całe swoje życie. Niezłe pieniądze zarabiały też wydawnictwa. Wypuszczali kolorowe, coraz to nowe, często aktualizowane, ale za to, co wydanie, to droższe przewodniki turystyczne, mapy. Na papierze i na e-bookach. Rozwinęła się niebywale prasa turystyczna. Żaden miesięcznik turystyczny nie kosztuje już poniżej 10 zł,(Jeszcze niedawno „Poznaj Świat” kosztował 4,50 zł, obecnie 11,50 zł. Polskie wydanie „National Geographic” osiągnęło obecnie cenę 19, 90 zł! Jak książka! (teraz książki, wydane nawet na najgorszym papierze nie schodzą już poniżej 40,oo zł!) Nikt nie pomyślał, że może nadejść taki moment, że w jednej chwili biznes turystyczny może się załamać a nawet całkowicie złamać i upaść. Przestaniemy kupować przewodniki, miesięczniki i gadżety turystyczne, bo nas już teraz nie będzie stać na takie hobby. Nie będzie też potrzeby, skoro państwa zamykają się przed turystami z obawy, że roznoszą oni zarazę. Natomiast ceny książek z pewnością pójdą jeszcze w górę, bo siedząc przymusowo w domach, Polacy zaczną więcej czytać. A na co chcemy się przestawić, natychmiast drożeje. To tak, jakby sięgając po ciastko, dostało się po łapach, a gdy go nie chcemy, to proszą, weź, bo trzeba będzie wyrzucić.

 Z tego buntu zrodził się Międzynarodowy Strajk Kobiet. Objął ponad 60 państw Świata.
Sporo czasu minie, nim wybierzemy się znowu gdzieś poza Europę na wypoczynek lub na samodzielne łazikowanie po świecie, dając zarobić trochę grosza tamtejszym małym rodzinnym biznesom, utrzymującym się głównie z turystyki. W ich skromnym domu zazwyczaj wynajmuje się skromną, ale niedrogą kwaterę, w ich mini sklepiku przed domem kupuję podstawowe, ale niezbędne produkty żywnościowe, regionalne owoce, napoje czy środki czystości, czasem nawet podstawowe leki. W ich niewielkim lokalu w przybudówce spożywa się niewyszukane obiadokolacje, ale za niewygórowaną cenę, poznając regionalne  smaki i umiejętności kulinarne gospodyni. Syn gospodyni zawiezie mnie tuk-tukiem lub skuterem w ciekawe miejsce, które pragnę odwiedzić. Mąż gospodyni przewiezie swoją łódką  po rzece lub o świcie zabierze na łowienie ryb i pokaże zaciszne miejsca z dala od ludzi, zachwycającą przyrodę, tajemnicze życie zwierząt i ptaków. To są dla mnie piękne chwile i interesujące  miejsca, a dla nich okazja do zarobienia jakichś pieniędzy na bieżące potrzeby rodziny. A jak to teraz będzie? W krajach, do których jeździłam bywał wspaniały klimat, bogata przyroda, ale większość ludzi klepała biedę. Koronawirus spowoduje, że turystyczny biznes hotelowy będzie miał mniejsze zyski, niektórzy może nawet zbankrutują i pozbędą się go. Ludzie więcej będą korzystali z wyjazdów zorganizowanych przez duże biura podróży, mające własne samoloty i autokary. Dowiozą turystów na samo miejsce do ogrodzonych resortów, gdzie jedzą, śpią, opalają się na resortowych plażach, bawią się na terenie swojego hotelu, a po dwóch tygodniach ich stamtąd odbiorą i odwiozą do kraju. Widziałam coś takiego na Dominikanie. Oczywiście, zza płotu. Tragedia! Ale w dobie koronawirusa takie odosobnienie grupy od innych ludzi może stać się popularne, bo wydaje się bezpieczne. Nikt jeszcze nie chce się pokusić o ocenę sytuacji, tego, jak zmieni się życie ludzi na Ziemi, ani o przewidywanie przyszłości. Nikt tego nie wie, bo takiej sytuacji jeszcze nie było. Brakuje wzorców.

 Manifestację nazwano "czarne parasolki".Też tam byłam, chociaż parasolkę miałam bordową.
Z krajów, w których raz dłużej, raz krócej przebywałam, dochodzą mnie niepokojące wieści. Wczoraj (01.04.2020r środa) w Manili protestowali Filipińczycy z powodu niewystarczającej pomocy państwa dla obywateli poszkodowanych przez koronawirusa. Pod wieczór tego samego dnia, prezydent Rodrigo Duterte w telewizyjnym orędziu skierowanym do narodu poinformował, że wydał wojsku i policji rozkazy, aby zastrzelili każdego, kto  nie będzie  przestrzegał jego  aktualnych rozporządzeń.Ostro poszedł. Takie stawianie sprawy daje pole do samowolki i popisów co bardziej krewkim lub sadystycznym  policjantom. U nas w Polsce, po przejęciu w 2015r władzy przez PIS i wymianie w związku z tym ludzi we wszystkich resortach, na swoich własnych, zaufanych ludzi, też przestano się liczyć z ludzkim życiem. W 2016r, gdy ministrem spraw wewnętrznych był wiecznie nadęty, pokarany szczękościskiem Mariusz Błaszczak, policjanci bez pardonu zabili paralizatorem niewinnego człowieka. Bo im się coś tam zdawało. Młody człowiek o świcie wyszedł z imprezy i szedł sam do domu. Nikogo nie zaczepiał, nie kopał koszy na śmieci, nie przestawiał ławek, nie wyrywał latarni ulicznych. Po prostu szedł, coś tam do siebie gadał, jak to pijany, przystawał, wymachiwał rękami, mamrotał coś pod nosem i znowu szedł. Tym sposobem by doszedł do domu, gdyby jakiś dupek podglądający go na monitorze nie zadzwonił po policję, bo mu się coś wydawało. Policji też coś się wydawało, więc znęcali się nad nim paralizatorem, z sadyzmem rażąc go prądem i z upodobaniem słuchając jego nieludzkich krzyków wydawanych z niewyobrażalnego bólu. Sadyści przyglądali się z ciekawością reakcji ciała ludzkiego na traktowanie takim narzędziem. A wystarczyło odstawić młodzieńca do izby wytrzeźwień. Skoro już go na posterunek policji przywlekli, wystarczyło zamknąć delikwenta w areszcie i następnego dnia, gdy będzie trzeźwy przesłuchać i wyjaśnić to, co im się nie podobało. Ale nie, zabawa testowania możliwości paralizatora na żywym człowieku dawała im tyle satysfakcji, że nie przestawali się bawić do chwili, aż stał się człowiekiem martwym. Duterte preferuje szybką śmierć, kulą w łeb w Bogu ducha winnych obywateli, nasza władza preferuje śmierć powolną, poprzedzoną dręczeniem i znęcaniem się na ofierze.Podobno Polska i Filipiny są krajami demokratycznymi, prawda to?

 Policja schroniła się do ogródka piwnego. Wtedy jeszcze tak nie pałowali, jak obecnie.
Pamiętam kampanię wyborczą Rodrigo Duterte latem 2016r, przebywałam akurat na Filipinach. To bezwzględny facet, o bogatym i przerażającym życiorysie, ale nie ukrywał tego. Filipińczycy wybrali go z nadzieją, że szybko rozwiąże problem narkotykowy i korupcyjny w kraju i nie pomylili się. Nie przewidzieli tylko, że zdarzy się coś takiego, że swoje bezwzględne praktyki zastosuje wobec własnych obywateli. U nas, prezes kraju wymieniał kilka razy ministrów spraw wewnętrznych w trakcie kadencji. Odwoływanym powierzał następne odpowiedzialne zadania, bo się sprawdzili na poprzednich funkcjach. Nowych mianował poprzez swojego przedstawiciela umieszczonego w pałacu prezydenckim, groteskowego Andrzeja Dudę. Gdy w sierpniu 2019r namaścił na to stanowisko Mariusza Kamińskiego, ten w swojej przemowie nominacyjnej poinformował zebranych: „Będziemy odpowiedzialnie prowadzili sprawy związane z bezpieczeństwem obywateli”. Powiedział to i szelmowsko się przy tym uśmiechnął. Dostał robotę, jaką uwielbia. Kamiński, to dawny założyciel Ligi Republikańskiej (1993r) i współtwórca fundacji „Pamiętamy” czczącej żołnierzy wyklętych (powojennych partyzantów). W młodości działacz opozycyjny walczący z komunistami wszelkimi dostępnymi środkami, najczęściej rzucając w nich jajami, gdziekolwiek się pokazywali. Po 1989r bardziej bezwzględnie, wręcz obsesyjnie walczył z postkomuną, znany był kolegom partyjnym również z obsesyjnej walki z korupcją i pochwałą ateizmu.

 Otóż to! aby mieć wybór. Tego chcemy i tego wymaga demokracja.
Na każdym kroku węszył korupcję i dręczył na różne sposoby posłów i działaczy SLD, nie dając im prawa do zajmowania jakiejkolwiek pozycji w polskiej polityce po ostatecznym obaleniu komunizmu przez Solidarność. Tymczasem teraz Mariusz Kamiński zajmuje funkcje po funkcji z ramienia PISu i już mu nie przeszkadzają postkomuniści w PISie, w rządzie i w sejmie (np. pan Piotrowicz, sędzia w czasach PRLu),teraz to są już jego koledzy. Nie przeszkadzają mu korupcyjne afery wśród ludzi PISu. Afery, jakich nie pamiętają żadne inne poprzednie rządy, czy to lewicy, czy prawicy. Przyjmując nominację na ministra Spraw Wewnętrznych, przysięgę zakończył słowami „Tak mi dopomóż Bóg” czym niebywale rozbawił swoich dawnych kolegów. Znają się, jak łyse konie i doskonale pamiętają  poglądy Kamińskiego. Takich słów w przysiędze nie ma i dotychczas żaden najbardziej prawicowy minister czegoś takiego od siebie do tekstu ślubowania nie dokładał. Premier Morawiecki, dodatkowo wyposażył Kamińskiego w uprawnienia do koordynacji działalności służb specjalnych, więc teraz hulaj dusza, piekła nie ma! Wreszcie! całe życie o tym marzył, aby trzymać kontrolę nad ludźmi, trzymać ich w szachu, strachu i panice, każdego, kogo i kiedy zechce. Również tych, ze swojego obozu politycznego, do których straci zaufanie. Dla żadnego kraju nie jest dobrze, gdy tak ważne funkcje powierzane są ludziom z zaburzoną psychiką (Macierewicz) sadystycznymi zapędami (Kamiński) obsesją zemsty (Kaczyński, Ziobro), czy też abnegatów intelektualnych (Czarnek, Jaki, Suski).

 Syrenka warszawska od innej strony.
Nie dziwi, że po przejęciu funkcji przez Mariusza Kamińskiego, policjanci nadal czują się bezkarnie. Być może nowy Minister Spraw Wewnętrznych Mariusz Kamiński też im dał przyzwolenie, tyle, że po cichu, nie ogłaszając tego na cały świat, jak uczynił to do bólu szczery dyktator Rodrigo Duterte na Filipinach. Nie takie rzeczy wykonywali dla różnych, ciągle zmieniających się zwierzchników. Paralizatory w stosunku do zatrzymanych nadal są u nas w użyciu i nadal zdarza się, że ofiara nie przetrzymuje tego sposobu przesłuchania i umiera. Ludzie są wstrząśnięci. Pokrzywdzeni lub ich rodziny wytaczają sprawy sądowe. Rzecznik Praw Obywatelskich publicznie krytykuje takie zachowanie służb policyjnych, ale w rządzie PISu, nikt się tym nie przejmuje. Śmieją się społeczeństwu w nos. Rzecznikowi Praw Obywatelskich i każdemu innemu, kto ośmieli się ich krytykować, pokazują środkowy palec. Ten sam Kamiński, zaraz po  objęciu szefostwa w MSW, zlikwidował mieszczące się tam bardzo dobrze zorganizowane centrum zarządzania kryzysowego. W jego miejsce  urządził  sobie biuro koordynatora służb specjalnych. Teraz, gdy spadł na nas, jak grom z jasnego nieba, koronawirus COVID-19, nie mamy centrum, które by sprawnie zarządzało katastrofą. Mariusz Kamiński to ten sam facet, który kandydował  na stanowisko rządowe z wyrokiem sądowym na karku za przestępstwa karne. Prezes kraju, ojciec chrzestny PISowczyków, polecił prezydentowi, aby ten ułaskawił Kamińskiego, bo trzeba go powołać na kluczowe i strategiczne dla państwa stanowisko ministra MSW. Duda, prezydent z woli Kaczyńskiego zrobił to z ochotą, bo Kamiński to jego dawny kumpel z pracy. Polacy zrobili wielkie oczy, gdy dowiedzieli się, że wyrok sądu wydany na Kamińskiego jeszcze się nie uprawomocnił, a delikwent już został ułaskawiony. Czy prezydent nie przekroczył prawa w ten sposób ułaskawiając przestępcę? PIS omija wszelkie zasady prawne i na każdym kroku łamie prawo wcale nie ukrywając, że kolesiostwo jest dla nich ważniejsze, niż kodeks karny.  Nie dziwię się, że  kolegów nowo mianowanego ministra tak bardzo rozbawiło, gdy ten zamiast trafić do więzienia, trafił na dywan pałacu prezydenckiego po nominację i składaną przysięgę zakończył słowami, „tak mi dopomóż Bóg”. Gołym okiem było widać, że Bóg nie mógł mieć z tym nic wspólnego. Wzywając go na świadka ceremonii i prosząc o moc w sprawowaniu władzy, zdziwił, zaskoczył i rozśmieszył nawet swoich  starych kumpli. Tylko, jak my, zwykli obywatele mamy się czuć w państwie zarządzanym przez takich ludzi? Czy mi też wszystko wolno i za nic nie poniosę kary? A może nic mi nie wolno, nawet iść wieczorem ulicą, bo policja może mnie zatrzymać i żeby rozerwać się trochę na nudnym dyżurze, zabawi się paralizatorem na mojej osobie? W każdym razie, jak widzę policję, to przezornie przechodzę na drugą stronę ulicy lub skręcam w najbliższą boczną, bo nie wiem, co im przyjdzie do głowy.

 Wybrałyśmy się z Oliwią do kina "Helios", które mieści się w "Blue City"
Na Filipinach ludzie protestują, bo z biednej egzystencji wpadli w beznadziejną. Domagają się dostaw żywności. Po protestach w mieście Quezon niedaleko Manili, które objęte jest kwarantanną, prezydent  Rodrigo Duterte wygłosił orędzie do narodu, w którym zdecydowanie zabronił wszelkich protestów. To tam właśnie powiedział, że wojsko i policja będą strzelać do osób naruszających zasady odosobnienia (w związku z koronawirusem). Gdyby ktoś źle zrozumiał, powtórzył dobitnie, że wydał rozkazy policji i wojsku by zastrzelili każdego, kto stanowi zagrożenie dla życia pracowników tych służb (znaczy policji i wojska) oraz tych, co „powodują problemy”. Potem zwrócił się bezpośrednio do służb, mówiąc „jeśli ci ludzie będą łamać prawo, walczyć z wami i wasze życie będzie zagrożone, strzelajcie do nich. Zabijajcie. Zamiast wywoływać chaos, po prostu ich pogrzebię”. Zostawiam to bez komentarza, bo ciarki chodzą mi po plecach. Ok! Duterte sięgając po władzę nie ukrywał, że  w brutalny sposób rozprawia się z wrogami. Ale Obywatele nie są przecież wrogami. Wtedy chodziło głównie o walkę z handlarzami narkotyków. Dał specjalnym oddziałom policji oraz obywatelom (!) prawo do zabijania handlarzy narkotyków i samych narkomanów. Dał ludziom przyzwolenie na mordowanie innych ludzi. Może to spodobało się wyborcom, zamiast ich przerazić? Teraz, w czasie zarazy, nie oglądając się na Kartę Praw Człowieka publicznie oświadcza, że daje polecenie policji i wojsku na mordowanie obywateli tego kraju. Nie wiadomo, czy tylko tych naruszających przepisy w związku z COVID-19, czy też innych, „co powodują problemy”. Szef tamtejszej policji próbował łagodzić wrażenie po emocjonalnym wystąpieniu prezydenta tłumacząc, że prezydent Duterte chciał tylko pokazać społeczeństwu, jak poważnie podchodzi do sprawy i obiecał od siebie, że nikt nie zostanie zastrzelony. Uff! Co za ulga! Ale Filipińczycy dowiedzieli się, że oddając władzę tak bezwzględnemu człowiekowi, z czasem sami mogą  stać się ofiarami jego brutalności.

 Takie bajery! Mają tam fotele do oglądania filmu na leżąco.
Obecnie największą wyspę Luzon, na której znajduje się stolica kraju Manila objęto całkowitą kwarantanną, na okres od 17 marca do 13 kwietnia. Luzon zamieszkuje połowa ze 106 mln ludności kraju, w skład którego wchodzi 7107 wysp i wysepek o ogólnej powierzchni 300.000 km2. Filipiny to bardzo katolicki kraj, praktykujący powszechnie, czasem wręcz w egzaltowany sposób. Datę 13 kwietnia wybrano chyba z nadzieją, że do Świąt Wielkiej Nocy koronawirus zostanie pokonany. Póki co, polecono zamienić obiekty sportowe i szpitale wojskowe w tymczasowe centra izolacji na czas odbywania przez ludzi kwarantanny. Minister Zdrowia miał nawet zamiar rozmawiać z biskupem Manili, Broderickiem Pabillo na temat ewentualnego udostępnienia kościołów dla osób objętych kwarantanną. Na Luzonie  zarządzono obowiązek noszenia maseczek przez każdego, kto z domu musi wyjść na zewnątrz. Duterte chcąc pokazać społeczeństwu, jak bardzo są dla niego ważni i jak dba o ich prawa i bezpieczeństwo, napuścił ich na lekarzy. Nie wysyłał ich wprawdzie w kamasze, ale powiedział, że „trzeba skończyć ze stygmatyzowaniem pracowników służb medycznych”. Korzystając z przyzwolenia w tym całym wirusowym rozgardiaszu, niepewności i strachu, zdarzało się, że ludzie z pięściami szarżowali na lekarzy, jak im się coś w obsłudze medycznej nie podobało. Jakby mało jeszcze było nieszczęść, startujący w dniu 29 marca z lotniska w Manili samolot medyczny tak zwany „powietrzny ambulans” linii Lionair (nie mylić z indonezyjską linią Lion Air), unosząc się, runął na pas startowy, wybuchnął i spłonął. Miał zawieźć pasażerów do Tokio. W samolocie znajdowało się sześciu pasażerów i dwóch pilotów. Kraje pochodzenia ofiar to USA, Kanada i Filipiny. Wszyscy zginęli. Jeden z pasażerów, Kanadyjczyk był chory na COVID-19. Miał nadzieję wyleczyć się w swoim kraju z koronawirusa, a zginął w katastrofie lotniczej. To trzeba mieć pecha!

 Mimo, że byłyśmy jedynymi widzami, wyświetlono nam film. Klient, nasz pan!
W Tajlandii wprowadzono zakaz wjazdu nie tylko dla cudzoziemców, ale i dla własnych obywateli chcących wrócić do kraju. Polecono im, aby wstrzymali się z powrotem do domu przynajmniej do 15 kwietnia. Rzecznik centrum koordynującego zwalczanie pandemii, dr.Taweesin Visanuyothin wytłumaczył podjętą decyzję tym, że ma dowody, iż  koronawirus przywożony jest nie tylko przez cudzoziemców, ale również przez tajskich turystów powracających do kraju i podał przykłady. Czterech pacjentów z wirusem wróciło z Włoch, pewien mężczyzna wrócił z Pakistanu, 47 osób z wirusem wróciło z Malezji, 32 – z Indonezji, 4- z Wielkiej Brytanii, 19- z Kambodży. Trzeba się przystosować do sytuacji, polecił. Nikt nie protestował. Odizolowano wyspę Phuket, zamykając jej granice, gdy zorientowano się, że turyści obcokrajowi, których epidemia zmusiła do pozostania w Tajlandii, z interioru gromadnie przenoszą się na wyspę Phuket, żeby tu przeczekać epidemię. Ja ich rozumiem, bo Phuket, to bardziej rozrywkowe miejsce, nawet niż Bangkok, gdzie zaostrzono przepisy. Premier Tajlandii, generał Prayuth Chan-ocha poinformował, że na walkę z COVID-19 rząd przeznaczył 10% PKB z 529 miliardów $ USD, czyli 52 miliardy 900 milionów $ USD! Jestem pod wrażeniem!  W Bangkoku wprowadzono godzinę policyjną od 22.00 do 4.00 rano. Za złamanie zakazu przewidziano karę 40.000 baht, co w przeliczeniu daje 1.200 $ USD. O karach cielesnych nie słyszałam, ale mandat pieniężny może być zamieniony na więzienie do lat dwóch. Naszym rządzącym by się spodobało, gdyby mogli to zastosować u siebie. Oczywiście, te kary, a nie kwoty na walkę z zarazą.

 Stały kiermasz książek przy ul. Jana Pawła II
W Stanach Zjednoczonych sytuacja jest ciągle bardzo trudna. Można powiedzieć, że wręcz tragiczna! Połowa tego ogromnego państwa siedzi w domu. Zamknięto tysiące firm, ludzie tracą pracę. W tej chwili (08.04.2020r środa) Stany są krajem o największej liczbie zarażonych wirusem COVID-19. Jeśli zaś chodzi o ofiary śmiertelne, nadal prowadzą Włochy. Ale media podają, że obecnie w Stanach Zjednoczonych co dwie minuty umiera jedna zarażona osoba. Przy Białym Domu pracuje intensywnie specjalny zespół do monitorowania sytuacji. Przewidują oni, że przy stosowaniu obecnych metod zwalczania wirusa, które przecież są  niezwykle restrykcyjne, ilość ofiar śmiertelnych może wynieść od 100 do 250 tysięcy osób! To jest straszna prognoza dla Amerykanów. Żadne z dotychczasowych  tragicznych wydarzeń w ich życiu nie zebrało tyle ofiar w ludziach, co ta zaraza. Jeśli prognozy się potwierdzą, to ilość amerykańskich ofiar przewyższy ilość poległych w wojnie koreańskiej (44.600) i wietnamskiej (58.325) razem wziętych (102.925). Najbardziej tragiczna sytuacja jest w Nowym Yorku. Burmistrz NYC Bill de Blasio powiedział, że ilość ofiar w Nowym Yorku wielokrotnie już przekroczyła ilość ofiar zamachu terrorystycznego na World Trade Center z 11 września w 2001r. Przypomnę, że zginęło wówczas 157 osób i była to niewyobrażalna tragedia dla Amerykanów, to co można powiedzieć o obecnej z powodu koronawirusa? tragedii, która ciągle trwa!. Zarażonych na COVID-19  jest w tej chwili ponad 400.000 Amerykanów!, do dnia dzisiejszego (08.04.2020) zmarło 12.722 osób, w tym 4.758  Nowojorczyków. To już nie są przelewki. Donald Trump, dotychczas taki optymistyczny, teraz stracił rezon. Gdy zapytano go, dlaczego dotychczas nie mówił o tragizmie sytuacji, tylko przedstawiał ją w jaśniejszym świetle? Odpowiedział „Tu łatwo jest być negatywnym, ja chcę dać ludziom nadzieję, jestem cheerleaderem dla kraju”. Być może, ale często wypowiadał się z powątpiewaniem o skuteczności noszenia maseczki. Pierwszy raz ją założył, gdy wizytował szpital wojskowy.

 A to protest w 2018r w obronie Konstytucji i niezależności sędziów. Byłyśmy z Grażynką.
Ciekawa sytuacja wydarzyła się w zoo na Bronxie w Nowym Yorku. Od opiekuna zwierząt zaraził się koronawirusem tygrys malezyjski. Służby weterynaryjne zainteresowały się nim bo kaszlał i miał kłopoty z oddychaniem. Zrobiły mu test i jeszcze kilku innym lwom i tygrysom kaszlącym, ale tylko ten jeden miał wynik pozytywny. Przetestowano więc opiekunów i okazało się, że jeden z nich przechodził chorobę bezobjawowo i nieświadomie zarażał innych. Ale żeby tygrysa? Władze Stanów Zjednoczonych zaplanowały przeznaczyć na złagodzenie skutków korona wirusa gigantyczną kwotę dwóch bilionów dolarów! To więcej, niż wynosi PKB Kanady lub Rosji! Ustawa przewiduje 500 mld USD na pomoc przedsiębiorcom, którzy w wyniku zarazy znalazły się w trudnej sytuacji. Dla małych firm na pożyczki przewidziano 350 mld USD, 100 mld na pomoc szpitalom, a na pomoc dla bezrobotnych 250 mld USD. Dla każdego Amerykanina, który zarabia poniżej 75 tys USD rocznie, chcą wypłacić po 1.200 USD w gotówce. To bezpośrednie, jednorazowe świadczenie. Takie porozumienie w sprawie pomocy zawarli Republikanie wraz z Demokratami, teraz mają to przegłosować.  Właśnie dzisiaj, w środę odbędzie się głosowanie, ale przejdzie, bo wszystkie partie się godzą. Obliczono, że z powodu wirusa do chwili obecnej w Stanach ubyło 700.000 miejsc pracy.

 Przestrzegajcie Konstytucji! głosi baner. Ludzie protestują przed Pałacem Prezydenta
Tymczasem nadszedł czas świąt Wielkanocnych, za oknami zrobiło się zielono, temperatury w Warszawie dochodzą do 20 st.C . Jak przeżyć te święta? U mnie sytuacja jest taka: Ja sama w mieszkaniu, Marcin sam w swoim, dwie ulice dalej. Jego żona i syn u dziadków, Oliwia na wsi i nikt z nas nie może kontaktować się między sobą. Marcin z żoną i synkiem rozmawia codziennie na skype, ja z Oliwią często łączę się przez Messenger, ze swoją przyjaciółką Grażyną  mieszkającą na Gocławiu rozmawiam co kilka dni przez telefon. Tak to wygląda już trzy tygodnie. Marcin mnie zaskoczył i co tu dużo mówić, rozczulił nawet prośbą, czy bym nie upiekła czegoś na święta. Zaraza, zarazą, a jakąś namiastkę świąt trzeba mieć, żeby nie było smutno. Przesłałam mu telefonicznie spis produktów do kupienia na te świąteczne wypieki. Jak już tak siedzimy sami, to chociaż domowymi ciastami się będziemy raczyć (i tyć). W środę zakupy przywiózł i ustawił pod drzwiami. Jest chodzący, więc nie chce mnie narażać, bo przecież nie wie, czy jest dodatni, czy ujemny, a ja z powodu wieku jestem w grupie ryzyka, więc nie chce mnie narażać. Pomachaliśmy tylko sobie przez okno.

 Trochę napiekłam. Wszystkiego po dwa. Podzielimy się.
W czwartek przystąpiłam do pieczenia, ale okazało się, że Marcin nie takie blaszki mi przywiózł, jakie są potrzebne. Och, ci mężczyźni! Tłumaczyłam, że do mazurków mają być, kwadratowe, a przywiózł do keksów. Jak tu w takim czymś mazurka upiec? Ubrałam się w maseczkę, gumowe rękawiczki i poszłam do Hali Kopińskiej po jednorazowe kwadratowe i prostokątne blaszki do pieczenia ciast. Płynu odkażającego, żelu, ani mydła antybakteryjnego nadal nie było w sprzedaży. Po drodze, od progu apteki zapytałam  o maseczki i termometr, ale  też nie było. Wróciłam do domu i zabrałam się do pieczenia. Piekłam wszystkiego po dwie sztuki, po jednej blaszce dla Marcina i dla siebie. Upiekłam mazurki pomarańczowe, szarlotki i serniki. W piątek upiekłam jeszcze inny sernik, bo zostało mi w lodówce trochę sera i kruchego, schłodzonego ciasta z poprzedniego dnia. Ten sernik dla odmiany, upiekłam z pianką i kruszonką. Napiekłam tego wszystkiego osiem blaszek, po cztery dla każdego. To takie mniejsze blaszki, mazurkowe, ale jednak. Wszystko wybornie się udało. Napisałam do Marcina, żeby w sobotę przyjechał po swoją porcję ciast i żeby dowiózł mi świeży chleb i Gazetę Wyborczą z Wysokimi Obcasami. Odkąd tak strasznie podrożała, kupuję tylko raz w tygodniu, weekendowe wydanie.

 Łazienki Królewskie. Wiosna tu się budzi na naszych oczach, ale ludzi nie ma. Jak nigdy.
Miałam nadzieję, że może do gazety dołączą jakąś maseczkę, ale nie dołączyli. W piątek jeszcze kurier przyjechał z paczką od Oliwii. Pełna kultura, nawet podpisu odbioru nie żądał, ani okazania dowodu osobistego. Zza drzwi zapytał tylko o nazwisko i powiedział, że zostawia pod drzwiami paczkę, po czym szybko zbiegł ze schodów. Pewnie się bał, że otworzę drzwi i go zarażę. Nie wie przecież, czy ja dobrowolną kwarantannę odbywam, czy może nakazaną przez lekarza? Oliwia przysłała mi książki, żebym się na  tej kwarantannie i w święta nie nudziła. Kupiła je przez internet, kierując wprost na mój adres. Chyba jest ich tu 10 sztuk. Obie mamy niezliczone ilości książek, bo całe życie czytamy zachłannie, więc obawiałam się, że może jakieś zdublowała, które już mam, ale nie. Póki chodziłam na wolności, zawsze sobie jakąś książkę raz w tygodniu kupowałam i nie o każdej jej mówiłam, chociaż często się książkami wymieniamy. Ale na szczęście przysłała zupełnie nowe tytuły i o mojej ulubionej tematyce. Znamy swój gust! W sobotę Marcin podjechał, zabrał spod drzwi torby z ciastami (i worek ze śmieciami do wyrzucenia, ha! ha!), a zostawił zakupy dla mnie. Tak to się w czasie zarazy odbywa. Gdy był już przy samochodzie, złożyłam mu życzenia z balkonu i pokiwaliśmy sobie, zamiast zwyczajowych uścisków. Potem odkryłam w torbie, że przywiózł mi również żurek na wędzące w słoiku, białą pieczoną kiełbaskę i pieczeń, która po odwinięciu ze sreberka, zapachniała na cały dom, bo jeszcze gorąca była. Ze swojej restauracji przywiózł, bo załoga, chociaż uszczuplona, coś tam gotuje na wynos, żeby się utrzymać i  trochę z okazji świąt, dla siebie i dla szefa też coś ugotowała. Ważne, żeby przetrwali, może po świętach prezes zezwoli Morawieckiemu poluzować przepisy i otworzyć restauracje i kawiarnie? W innych krajach mają więcej zarażonych i zgonów, a takich restrykcji nie nałożyli. A ja, takim oto sposobem nic już sobie gotować na obiad w święta nie musiałam i wszystkiego mam pod dostatkiem. Tylko dzieci przy stole brak i wnuka.

 Pandemia. Spaceruję sama po Łazienkach, bo mi ruchu potrzeba. Policja tu nie kontroluje.
Przez okno widzę, że ludzie chodzą po parku, właściwie bez przerwy. Kiedy spojrzę, to są. A to dwie staruszki się pod rękę prowadzą, a to małżeństwo z dwojgiem dzieci i trzecim w wózku, spacerują, a to pojedyncze osoby lub w parach z dzieckiem biegającym obok lub z psami chodzą w tą i z powrotem wytyczonymi ścieżkami. Wczoraj, w pierwszy dzień świąt czterech panów na piwko się tu umówiło. Nie usiedli na ławce, tylko stanęli w okrąg, w odległości metra jeden od drugiego i raczyli się piwkiem, rozmawiając o czymś ze swadą. Na fb jednak pokazują filmiki, jak policja zatrzymuje osoby, które idą w parku nawet pojedynczo lub jadą rowerem i wytrząsa się nad nimi. Bezdomny dostał jedzenie, usiadł pod murem i jadł, a policja mu 500 zł kary wlepia. Za co? Sam był, z jedzeniem w reklamówce szedł, usiadł i jadł, bo swojego domu nie ma, to gdzie ma jeść? 500 zł kary? Gdyby miał 500 zł, to by proszonego jedzenia nie jadł, tylko sprawił sobie dostatniejsze święta. Co to za tępych ludzi do tej policji pozatrudniali? Trudno zrozumieć według jakiego klucza oni działają. Wypowiadał się jakiś komendant, że on nie widział, żeby policja za jazdę rowerem karała. Wniosek z tego taki, że tam każdy robi, co chce i nikt nad tym nie panuje. Najgorzej, jak człowiek nie wie, czego się w życiu trzymać. Prawo kaduka u nas teraz panuje.

 Jest cicho, przestrzennie i dużo świeżego powietrza. Wiosna się budzi! Jest pięknie!

 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz