Patronat medialny



Miło mi poinformować, że moja wyprawa została objęta patronatem medialnym przez portal Link to Polnad www.linktopoland.com

czwartek, 26 listopada 2020

Grecja, wyspa Skiathos

t
To my! Zrobiłyśmy sobie wypad na grecką wyspę Skiathos.
Zanim zimą samotnie wybrałam się na Kretę, zrobiłyśmy sobie we trzy, ja, moja córka Oliwia i moja przyjaciółka Grażyna, letni wypad na maleńką wyspę grecką, Skiathos. To był strzał w dziesiątkę! Wszystko nam się udało, i pogoda i kwatera u Costasa i piękno miasta oraz wszystkich odwiedzonych miejsc na wyspie. To były piękne greckie wakacje!
Pogoda dopisywała nam przez cały czas pobytu i humory, też.
To urocza wysepka wielkości zaledwie 50 km kwadratowych, cała w kolorach błękitu nieba zlewającego się z błękitem toni Morza Egejskiego. Wokół biel domów wtopionych w wolne powierzchnie otaczających ją gór i skał, specyficzna zieleń oliwkowych drzewek (Olea europaea), tamaryszka bezlistnego (Tamarix aphylla) oraz piniowych sosen (Pinus pinea).

Mapa wyspy. Miasto Skiathos w górze, po prawej stronie.

Cała wyspa skąpana jest w bujnej zieleni, na tle której nieskromnie prezentują się zachwycające kolorowe krzewy kwiatowe i małe ukwiecone drzewka pnące się przy murach na smukłych, drzewiastych i poskręcanych łodygach. Kolorowe kwiaty kaskadami zwisają z balkonów. Na kamiennych wąskich uliczkach poustawiano donice z kwiatami.

Piękny krajobraz greckiej wyspy.

Te kwiatowe drzewka przybierają  kształty baldachimów, pod którymi przechodzimy na wąskich uliczkach. W ogromnych ilościach występują tu różne odmiany bugenwilli (Bougainvillea Comm ex Juss), której kielichy kwiatów przybierają najróżniejsze barwy, od blado czerwonych, aż po ciemno fioletowe.

Każde miejsce zachęca do odpoczynku.

Chodniki i białe domy upiększane są wieloma gatunkami krzewów kwiatowych, bladymi (trującymi!) oleandrami (Nerium oleandrum), czerwonymi hibiskusami, inaczej zwanymi ketmią lub chińską różą, fioletowymi psiankami (rodz. Lycianthes). 

Właśnie dowiedzieliśmy się, że przy domu mamy jeszcze basen! Ale fart!

Na wąskich uliczkach spotkać można też  różowe lantany ( Lantanaone camara ), smukłe, wiecznie zielone cyprysy (Cupressus sempervirens) i różne inne odmiany małych cyprysików, bądź to prosto pnących się w górę, bądź płasko płożących się przy ziemi.

Urocze biało błękitne uliczki Skiathos. Kwiatowe drzewka pną się po murze.

W wielu miejscach wzgórza porośnięte są lawendą (Lavendula angustifolia), co wygląda, jakby ziemia nakryta była niebiesko-fioletowym dywanem. Na wzgórzach rosną też znane nam zioła przyprawowe, szałwia, tymianek i rozmaryn, a ze skalnych szczelin wychylają się ku słońcu cudne lewkonie (Matthiola incana)

Jaka radość! Chłoniemy te kalorie bez zmrużenia oka. I to nie raz w czasie pobytu!

Zwiedzając wyspy, cały czas zastanawiałam się, czym takim wyjątkowym zasłużyli się u Boga Grecy, że przekazał im we władanie takie piękne miejsce na Ziemi? Że tak cudowne wyspy  rozrzucił im na błękitnym morzu, jak szmaragdy na piasku? 

Koty na wyspie są wszędzie i wszyscy o nie dbają.

Że taką bogatą w gatunki gamę drzew, krzewów, kwiatów i ziół posiał im w nagrzanej słońcem ziemi? No, czym? I z zazdrością można jeszcze zapytać, po co Grekom aż cztery morza? podczas, gdy na przykład tacy Czesi nie mają ani jednego? A my Polacy tylko jedno i na dodatek zimne?

Sezon na żeglowanie trwa tutaj przez cały rok.

Na jakąkolwiek grecką wyspę się wybiorę, zawsze najpierw staję w miejscu, jak wryta, w oszołomieniu i zachwycie chłonąc do syta otaczający mnie krajobraz. I nieważne, czy znajduję się w mieście, na plaży, w polu, czy na oliwkowych plantacjach. Grecja jest po prostu cudownym krajem w każdym calu, w którym można czerpać radość i odczuwać szczęście z samego tylko faktu, że się tam jest i ogląda to wszystko na własne oczy.

Z góry zawsze widać lepiej i dalej.

Wyspa Skiathos wchodzi w skład archipelagu Sporadów. Nazwa ta określa zbiór wysp rozrzuconych w pobliżu siebie. Jest ich ponad siedemdziesiąt, ale zamieszkałych jest chyba tylko dziesięć. Główne miasto nosi taką samą nazwę, jak wyspa, czyli Skiathos i jest malowniczo położone na dwóch wzgórzach. Tam właśnie się zatrzymałyśmy.

Wyspa dosłownie tonie w zieleni i w kwiatach.

Na jednym ze wzgórz stoi wieża zegarowa stanowiąca świetny punkt widokowy. Urocze małe kościółki stoją na szczytach obydwu wzgórz, po jednym na każdym i warto je odwiedzić, kto oczywiście ma siłę chodzić po górkach. Na tym wzgórzu z wieżą zegarową, stoi bardzo ładny biały kościółek z czerwoną kopułą. To Agios Nikolaos.

Na wzgórzu, obok wieży zegarowej widać Agios Nikolaos z okrągłą kopułą.

Zamieszkałyśmy  w jednym z małych bungalowów usytuowanych w szeregowej zabudowie, o sympatycznej nazwie „Villa Elpiniki”. Naszym gospodarzem był bardzo miły, zawsze uśmiechnięty młody Grek Costas. Nie wiem, ile miał lat, ale zazwyczaj stary Grek ma siwe włosy i  brodę, a Costas nie miał, to znaczy, że był młody. 

 Seniorzy. Kolor włosów mamy taki sam, tylko ja nie mam wąsów i brody. To nie jest Costas.

Domki mieściły się na wzgórzu, skąd miałyśmy śliczny widok z mini tarasu lub z białego murku, stanowiącego zabezpieczenie przed nagłym uskokiem terenu, na którym można było usiąść. Aby dostać się na ulicę, schodziłyśmy w dół wąskimi, kamiennymi schodami. Tam na dole mieścił się market i przystanek autobusowy.

Schodząc z Elpiniki na dół, zobaczymy najpierw stację benzynową i market.

Najczęściej tymi schodkami schodziła Oliwia, która każdego ranka podążała do piekarni po świeże pieczywo na śniadanie (nie zmuszałyśmy jej, sama się zaoferowała, naprawdę!). Obiad zazwyczaj jadłyśmy „na mieście”, czyli tam, gdzie akurat się znalazłyśmy w porze posiłku lub wieczorem zatrzymywałyśmy się w którejś z wielu restauracji na wolnym powietrzu. Zawsze zamawiałyśmy typowo greckie potrawy, które są po prostu pyszne i lekkie.

Oliwia przyniosła świeże pieczywo i zrobi nam śniadanie. Przegląd lodówki.

Na wyspie znajdują się też inne, mniejsze miejscowości, lub po prostu plaże. Tak są tutaj nazywane, te położone wzdłuż wybrzeża. Najpopularniejsze, to Koukounaries, Troullos, Kalyvia, Achladias, Kolios i  Xanemos. Podobno najładniejsza plaża znajduje się w Koukounaries. Już sama jej nazwa wywołuje zwiększone zainteresowanie swoim egzotycznym brzmieniem. Plaża ta zwana jest też szyszkową, od wielu zalegających wokół szyszek piniowych.

Zaraz po przebudzeniu zażywam świeżego powietrza i zachwycam się krajobrazem.

Sosna pinia (Pinus pinea) rośnie bowiem obficie w tym regionie, jako że lubi rosnąć na wybrzeżach mórz o ciepłym klimacie. Często rośnie nawet na piasku i świetnie znosi suszę. Parasolowate korony jej niewysokich drzew tworzą cień, w którym miło jest posiedzieć.

Mama z córką przed domem.

Szczególnie, jeśli nie lubi się leżenia na otwartej plażowej przestrzeni, w pełnym słońcu. Oprócz pełnienia roli parasola ochraniającego przed słońcem lub deszczem, sosna pinia daje ludzkości również pyszne nasiona, nazywane orzeszkami piniowymi, które wchodzą między innymi, w skład włoskiego sosu pesto. Smaczna i zdrowotna jest nalewka z pinii, a syrop piniowy często stosowany jest przy chrypce i kaszlu, głównie u dzieci.

Ne ma to, jak świeża kawa o poranku i greckie śniadanko na tarasie!

Drzewka piniowe masowo były sadzone w czasach starożytnych, ponieważ piniowe orzeszki, zwane pinocchi, stanowiły już wówczas ważny składnik pokarmowy dla ludzi. Dodawali je do sałatek, sosów, oleju, miodu, nalewek. Zupełnie, jak czynią to dzisiaj.

Po śniadaniu szykujemy się do wyjścia na plażę.

Często też sosna pinia sadzona była i jest nadal, dla celów ozdobnych, w parkach, przy drogach, wzdłuż ulic, czy na placach i skwerkach. Na wyspie można też spotkać sosnę Aleppo (Pinus halepensis). Ona z kolei chętnie rośnie na skalistych zboczach nad morzem, bo dobrze znosi wiatry i suszę. Też obecnie pełni rolę ozdobną, chociaż nie tylko.

Taką mamy sypialnię. Oliwii łóżko stoi bardziej z przodu, to go nie widać.

Sosna Aleppo ma szeroką, taką trochę poszarpaną, kora strzały jest spękana, a konary poskręcane, dlatego jej drewno nie przedstawia teraz wartości użytkowej, ale kiedyś było inaczej. Grecy, jeszcze w starożytnych czasach wykorzystywali drewno sosny Aleppo do budowy statków i w ogóle do różnych innych konstrukcji w budownictwie.

Po śniadaniu, przygotowanie sprzętu i pogawędka z gospodarzem.

Obecnie Aleppo traktowane jest głównie, jako drzewo ozdobne, ale żywicę z tego drzewa Grecy nadal wykorzystują, między innymi do produkcji konserwantów żywności oraz do aromatów stosowanych przy produkcji popularnego greckiego wina Retsina. Jest to regionalne białe wino stołowe, podawane w Grecji najczęściej do potraw z owoców morza i przekąsek.

Costas wiecznie zadowolony. Młody, bo bez siwej  brody.

W starożytności żywicą sosny Aleppo nasączano amfory, w których przechowywano wino, dla lepszej jego konserwacji i żeby zapobiec parowaniu trunku i ulatnianiu się tej specyficznej dla każdej odmiany wina, nuty, która świadczy o jego właściwościach i smaku.

Powrót z plaży.

W ten właśnie sposób odkryto, że żywica z sosny Aleppo nadaje winom nowy, bardziej  wyrazisty, specyficzny, niespotykany dotąd smak. Zaczęto więc celowo dodawać żywicę do winnego moszczu, tworząc tym samym nowy gatunek wina, Retsina. Specjalność Skiathos!

Przed wejściem na górę, zahaczamy o fajny butik ciuchowy.

Plaża  Koukounaries zwana też bywa złotą plażą, ze względu na śliczny kolor piasku, odbijającym promienie słoneczne z powodu zawartości w swoim składzie miki (mika-minerał z łac. micare-błyszczeć). Sama plaża, wolna jest od szyszek, nie ma się czego obawiać. Nie walają się na piasku pod nogami. Po prostu, w jej pobliżu rosną piniowe lasy. Mnie natomiast podobała się plaża Troullos, na którą pojechałyśmy.

Niektórzy są w morzu, inni skwierczą na słońcu, a niektórzy siedzą w cieniu parasola.

Troullos ciągnie się łagodnym łukiem wzdłuż brzegu morza z krystalicznie czystą wodą w kolorze ciepłego turkusu i znajduje się bliżej Skianthos Town. Tak mi się przynajmniej wydaje.

Odwiedzałyśmy też inne plaże.

Jednak plaża Koukounaries jest sławniejsza, ponieważ przyjeżdżała tam na wypoczynek nieżyjąca już angielska księżna Diana, żona księcia Karola i mama księcia Wiliama oraz buntowniczego Harrego. Zatrzymywała się w Palace Hotel w Skiathos. A może plaża jest sławniejsza tylko ze względu na ten piasek? Co kto woli.

Pod wieczór coraz więcej spacerujących ludzi na bulwarach i siedzących przy stolikach

Zresztą, pięknych plaż na wyspie jest tak dużo (podobno 60), że każdy może sobie wybrać według własnego gustu. Przez wyspę przechodzi wzdłuż jedna porządna szosa. Warto wynająć chociaż na jeden dzień samochód, przejechać nią, zatrzymując się na różnych plażach i punktach widokowych, które zachwycą każdego. My tak zrobiłyśmy. Oliwia była naszym kierowcą, bo my z Grażyną nie prowadzimy samochodu.

Na spacerku.

Ja wprawdzie mam prawo jazdy, ale nigdy nie miałam własnego samochodu. Pod koniec swojej kariery zawodowej jeździłam trochę samochodem służbowym, tak zwanym „maluchem”. W PRLu się kiedyś takimi jeździło, również po jej upadku, jeszcze w latach 90-tych XXw, jakby młodzi mieli wątpliwości. Ja to jeszcze pamiętam, jak mój pierwszy szef jeździł Syrenką. Z polskich samochodów były dwie podstawowe marki "Warszawa" i "Syrenka" a po Polsce jeździły jeszcze marki "Wartburg" z NRD i "Skoda" z Czechosłowacji.

Wnętrze jednego z odwiedzonych małych kościółków greckich.
Zwykli ludzie pracy jeszcze własnych samochodów nie mieli, jeździło się rowerami, bogatsi, motorem WFM, potem SHL. Wracając do tematu, oprócz tej głównej, są też na Skiathos inne drogi, ale już bardziej takie lokalne, szutrowe, które jednak mogą nas zawieść w równie piękne, aczkolwiek nieprzewidziane miejsca. Jest gdzie się pokręcić samochodem po wyspie.

Urządziłyśmy sobie wycieczkę samochodową po wyspie.
Nazwa wyspy Skiathos w tłumaczeniu oznacza „leżąca w cieniu góry”. Skia - z greckiego znaczy, cień + Athos (nazwa góry). I w ten sposób mamy SkiAthos. Wprawdzie wyspa oddalona jest od góry Athos 137 km, mimo to uznano, że leży w jej cieniu. 
Niech żyje wolność i przestrzeń!

Być może chodzi o przenośnię, że niby jest piękna, ale maleńka i piękno góry Athos przyćmiewa to jej piękno swoją wielkością. Tak więc skromnie pozostaje w jej cieniu. Może tak, a może nie. A może ktoś zna inną genezę tej nazwy?

Do klasztoru Evagelistra już tylko 500 m.

Na wyspę można dotrzeć drogą morską lub powietrzną. Jest tutaj małe lotnisko z bardzo krótkim pasem startowym, który stanowi oddzielną atrakcję turystyczną, podobnie jak na karaibskiej wyspie Saint Marteen. 

Pas startowy w Skiathos.
Lądują na nim nawet te duże międzynarodowe samoloty! Nie było mocnych! Nam też podskoczyła adrenalina, gdy z wypiekami na twarzy obserwowałyśmy i fotografowałyśmy wznoszenie się i lądowanie samolotów na tym krótkim odcinku. Najczęściej akurat lądowały czartery TUI dostarczając na wyspę nowych turystów, a zabierając tych już wypoczętych.

Jedziemy samochodem pod górę i  podziwiamy widoki.
W pobliżu Skiathos, o rzut kamieniem, znajdują się dwie małe wysepki, Alonissos i Skopelos, które widać gołym okiem z naszej wyspy. Na tą drugą popłynęłyśmy statkiem wycieczkowym. Skopelos jest większa od Skiathos, właściwie jeszcze raz tak duża, bo ma nieco ponad 96 km kwadratowych (Skiathos 50 km2), ale jest równie urocza.

Na dziedzińcu klasztoru.
Alonissos, nieco większa od Skiathos (64,5 km2 pow.), oddalona jest od Skopelos zaledwie o 5 km, czołowo ustawiona w stronę Athos na Chalkidiki. To najspokojniejsza z tych trzech sąsiadujących ze sobą wysepek, nie skalana jeszcze na dużą skalę turystyką. 

Greckie wino wyrabiane w klasztorze.
Nie to, że nie ma warunków, bo położona jest pięknie na skalnych urwiskach, ma ładną plażę, śliczny biały kościółek, kamienne domy i inne walory malowniczych greckich wysp, ale po prostu nie kusi turystów swoimi urokami, nie zachęca, nie reklamuje się, nie stara się o turystów, ale gdy już tu dotrą, nie jest im przeciwna.

Nasz Costas! Niespodziewane spotkanie w knajpce "na mieście"
Na wyspie Alonissos żyje obecnie około 3 tysięcy mieszkańców, głównie parających się rolnictwem. Uprawiają winorośle (od starożytnych czasów), oliwki (też od wieków), migdały i figi. 
To dla kotów, których jest dużo na wyspach. Grecy dbają, aby miały one picie, jedzenie i schronienie.

Zajmują się również rybołówstwem i żyją sobie spokojnie w zwolnionym tempie. Nieraz turyści wpadają tam na krótko z ciekawości, wszak to tak blisko od pozostałych dwóch rajskich wysepek. Jest gdzie się przespać, jest kilka tawern, gdzie można coś zjeść, bo miejscowi też bardzo lubią jeść z przyjaciółmi w tawernach.

Ja z Grażynką przed naszym domkiem Elpiniki.
Są tam nawet hotele, bo działa na wyspie kilka biur turystycznych, ale takiej popularności, jak jej siostry, Skiathos i Skopelos, Alonissos się nie doczekała. Niektórzy mówią, że na dłuższy pobyt ta wyspa jest nudna. Dlatego zazwyczaj przypłyną tu na wycieczkę, obejrzą i wracają na Skiathos lub Skopelos.

Nie mogą spokojnie ustać do zdjęcia, żartownisie.
I pomyśleć, że Alonissos uznano za wyspę, którą w tym rejonie, jako pierwszą zasiedlili ludzie! Pamięta ona czasy prehistoryczne, gdy ludzie mieszkali jeszcze w jaskiniach!
Kaskady kwiatów zwisają z balkonów
Odkryto malowidła w tutejszych jaskiniach, ruiny starożytnej osady Ikos, cmentarz i ślady pobytu pierwszych ludzi na Alonissos z okresu neolitu!  Z taką historią, każda inna wyspa zrobiłaby turystyczną karierę, ale Alonissos ceni sobie spokój i swoje leniwie płynące życie, czyli siga siga, jak to mówią Grecy. Nie mają parcia na popularność.

W porcie Skiathos jest też miejsce dla zasłużonych admirałów.
Zabytkowych budowli Alonissos nie posiada, poza portem w Patitri, która jest stolicą wyspy, ruinami starego miasta Alonissos z zamkiem oraz kościołów Agios Athanasios i Agios Georgios. 
Bywają tu parapety na zewnątrz i kwiaty stoją od strony ulicy.

Przyczyną braku zabytków jest potworne trzęsienie ziemi. Nawiedziło ono wyspę w 1965r, niszcząc przeważającą część starożytnych budowli i czyniąc niesamowite spustoszenie na wyspie. Również wśród ludzi. Jednak dla turystów lubiących ciszę i spokój (oraz ruiny), Alonissos może okazać się wymarzonym miejscem na odpoczynek.

Siedzimy z Grażynką na rufie i płyniemy.
Skopelos od Skiathos również dzieli odległość jedynie kilku kilometrów. Skopelos zasłynęła głównie z tego, że w 2008r, na jakiś czas stała się greckim  Hollywoodem, ponieważ kręcono na niej pierwszą część filmu „Mamma Mia” produkcji brytyjsko-amerykańskiej.

Ląd widzę! Ląd na horyzoncie!

Kiedyś opisałam w poście z zupełnie innego, pozaeuropejskiego kraju, jak to jadąc gdzieś na obcej ziemi autobusem, przez całe kilkanaście godzin podróży puszczano nam, na zawieszonych nad głowami telewizorkach film „Mamma Mia”. To był wtedy hit.

Foteliki w widokowych miejscach. Wszystko dla wygody klientów.
 
Gdy się kończył, pomocnik kierowcy cofał taśmę i film, a właściwie muzyczna komedia, lub musical (jak zwał, tak zwał), zaczynał się od początku i tak na okrągło. Oczywiście, na cały regulator, bo to był taki kraj, gdzie musi być głośno, inaczej nie ma frajdy. 

Wejście do Monastery Panacia  Kounistria.
U celu wyszłam z autobusu na chwiejnych nogach, jak spod wyżymaczki, skatowana, ze wstępną głuchotą i przez następne kilka dni odtwarzała mi się w głowie w dzień i w nocy muzyka grupy ABBA z tego właśnie filmu. Senna do tamtego czasu wysepka ożyła niebywale, bo przybyły tutaj gwiazdy światowego kina i mnóstwo ludzi do obsługi.

Skopelos. Widok z morza.
Kto nie zna tego filmu (ale, kto by nie znał?), to powiem krótko, że lecą podczas całego filmu, bez przerwy słynne przeboje z lat 70-tych ubiegłego wieku, bardzo znanego i lubianego w czasach mojej młodości szwedzkiego zespołu ABBA („Dancing Queen”, „Fernando”, „Honey, Honey”, Happy New Year”i jeszcze kilka innych). 

Wieczorem zrobi się tu tłoczno. Teraz wszyscy zażywają kąpieli słonecznej i morskiej.
W powiązaniu z tą muzyką toczy się akcja. Bohaterka filmu, 19-letnia Sophie (Amanda Seyfried) szykuje się do ślubu i bardzo chce się dowiedzieć, kto właściwie jest jej ojcem, który to fakt jej matka, Donna (zawsze wspaniała Meryl Streep) całe życie trzymała przed nią w tajemnicy. Sophie odpowiednio wcześnie zaczyna więc, wraz ze swoimi przyjaciółkami tajne dochodzenie w tej sprawie.

Na plaży przy piwku. Ja pokrzywdzona, tylko przy soczku, bo jestem "na lekach"
Sophie pragnie bowiem, aby w tym najważniejszym w życiu dniu, jakim dla każdej dziewczyny jest własny ślub, ojciec poprowadził ją do ołtarza. Gorączkowo poszukuje ojca kierując się opisami, jakie matka zamieściła w swoim pamiętniku, do którego Sophie dorwała się w tajemnicy.

Startujące samoloty, to na Skiathos dodatkowa atrakcja dla turystów.
Z pamiętnikowych zapisków intymnego życia Donny wynika, że ojcem Sophie może być jeden z trzech jej byłych, ale trudno dociec, który jest ten właściwy, bo tak zagadkowo przez Donnę zostali opisani. Być może i sama Donna nie jest pewna, który to może być, stąd aluzje w opisie i niespodziewany kłopot dla Sophie.

Przy stole, na obrusie można prześledzić, jak leżą względem siebie wyspy Sporades
Wobec tej niepewności, Sophie odszukuje i zaprasza wszystkich trzech potencjalnych ojców, mając nadzieję, że w dniu jej ślubu tajemnica zostanie ujawniona i problem wreszcie pomyślnie rozwiązany. Matka oczywiście o akcji Sophie nic nie wie do dnia ślubu, kiedy to zjawiają się niespodziewanie wszyscy trzej jej byli partnerzy. Sam, Bill i Harry. Sama gra Pierce Brosnan, Billa, Stellan Skarsgard, a Harrego, Colin Firth.

Uroczych hotelików, na wyspach mnóstwo.
Można sobie wyobrazić konsternację i różne zaskakujące przypadki wynikające z takiej sytuacji. Zamieszanie jest twórcze, sytuacje zabawne, a gra aktorów wyśmienita, bo i obsada ról na najwyższym poziomie. Musicial reżyseruje Brytyjka, Phyllida Lloyd, która reżyserowała również film „Żelazna dama” o Margaret Thatcher.

Film "Mamma Mia" nie schodzi tu z afisza.
W obu filmach w głównych rolach, Lloyd obsadziła Meryl Streep, która zdobyła sławę po filmie „Pożegnanie z Afryką” w 1985r, a może już po filmie „Sprawa Kramerów” w 1979r? albo „Łowca jeleni” jeszcze rok wcześniej? W 1978? Minął wiek, trudno osądzić. W każdym razie, odkąd pamiętam, Meryl Streep była zawsze gwiazdą kina amerykańskiego, a na Skopelos, jako jedyna z ekipy chodziła w towarzystwie dwóch ochroniarzy, co świadczy o jej randze w tamtych latach.

Lodziarnia Mamma Mia. Są też lody o smaku "Mamma Mia". Ciekawe kim smakują?
Można też sobie wyobrazić zamieszanie na wyspie Skopelos, gdy raptem do jej brzegów dopłynęło ze Skiathos (wylądowali na tutejszym lotnisku) ponad dwieście osób ekipy filmowej i aktorów, w tym kilka gwiazd światowej sławy. I nie po to, aby w jeden czy dwa dni  zwiedzić wyspę i odpłynąć, lecz aby zamieszkać tu na dłuższy czas, jaki wymaga kręcenie filmu. Wszyscy z ekipy byli wyspą zauroczeni.

Na plaży smakuje lepiej.
Niektórzy nawet planowali zostać tu na stałe, co z góry skazane było na porażkę, gdyż za daleko stąd do Hollywood, miejsca ich pracy. Jednak wici o tej pięknej wyspie zostały rozesłane po całej Ameryce i nie tylko. Turyści z innych kontynentów do dzisiaj przyjeżdżają tu bardzo chętnie. W małej zatoczce znajduje się  bardzo ładna plaża Kastani, która też była prezentowana w musicalu.

Sztuka greckich artystów, mieszkających na wyspie. Rzeźby, obrazy i garncarstwo.
A mieszkańcy? No cóż, chyba też byli i są nadal zadowoleni, bo interes się kręci. Na Skopelos na stałe mieszka tylko około 3 tysięcy ludzi, którzy utrzymują się z uprawy oliwek, hodowli kóz i produkcji koziego sera. W sezonie pracują w turystyce i to z niej osiągają najbardziej satysfakcjonujące dochody. Przed „Mamma Mia” nie przyjeżdżało tak wiele turystów, jak teraz. Mieszkańcy żyli w skromniejszych warunkach.

To udowodnione, że w miejscach, gdzie zawsze świeci słońce, humor ludzi nie opuszcza.
Obecnie, gdy wyspa została szeroko rozreklamowana, oprócz turystów, którzy od razu kierują się na Skopelos i tam spędzają cały urlop, przypływają też tacy jednodniowi turyści (jak my), którzy zatrzymali się na sąsiednich wyspach. 

W tak pięknym otoczeniu ja też się ciągle uśmiecham.
Każdy chce stanąć na tym skrawku ziemi i na własne oczy zobaczyć piękną wyspę, na której kręcono znany powszechnie film. Przypływają więc na jeden dzień. Jednodniowi też jedzą w tawernach, piją kawę w kafejkach i kupują pamiątki. Myślę więc, że miejscowi ludzie byli i są zadowoleni z wyboru ich wyspy, jako tła do nakręconego musicalu.

Każdy skrawek ulicy jest wykorzystany na miejsca do jedzenia.

Są okresy, że wyspa zaludnia się turystami z całego świata i nie ma się co dziwić, ona jest po prostu piękna, tylko że do czasu kręcenia filmu nie była szeroko znana. Nie jest jednak zadeptywana przez tłumy turystów, jak to się dzieje w różnych znanych kurortach na świecie, więc uciążliwość jest niska. 

Pomnik Żeglarza w Skiathos.
Nie ma tu żadnych wygrodzonych resortów, wysokich hoteli, dyskotek, nocnych popisów karaoke i temu podobnych hałasów. Skiathos i Skopelos mimo dużej popularności zachowały swój własny, dawny, typowo grecki charakter (siga, siga) uroczych, spokojnych wysepek, a turyści są tu wyjątkowo wyciszeni. Widocznie przylatują tutaj ludzie szukający piękna i spokoju, a lubiący imprezy, jeżdżą na inne wyspy, na przykład, karaibskie.

Typowo grecki wystrój. Biel i błękit.
Po sezonie robi się tu jeszcze luźniej, mieszkańcy odpoczywają i czekają na następny sezon. Jednak nie ma co ukrywać, że życie mieszkańców dzięki turystom się znacznie poprawiło i twórczo rozwinęło. Miasteczko jest zadbane, budynki odnowione, hoteliki rodzinne uruchomione, małe butiki i galerie artystyczne udostępnione. 

Wytypowałam ten zakątek, jako najpiękniejszy na wyspie. Co wy na to?
Nieskazitelnie białe domy z błękitnymi drzwiami i okiennicami zachwycają. Nikt tu na szczęście nie maże po murach. Na tle tej bieli ślicznie prezentują się kolorowe kwiaty w donicach ustawione prze domami (nikt ich nie łamie dla zasady) oraz pnące się po murach drzewka kwiatowe i kaskady kwiatów zwisających z balkonów, które mienią się żywymi  barwami. Zachwycający widok. Po prostu, Raj.

Co jakiś czas trzeba usiąść i odpocząć sobie.


Przed kafejkami stoją białe filigranowe stoliki, przy których chce się natychmiast usiąść, za przyczyną unoszącego się w powietrzu zapachu świeżo parzonej kawy. Tawerny oferują odpoczynek po wyczerpujących spacerach, zapraszając na wygodne siedzenia wyściełane kolorowymi poduszkami, przy stołach ustawionych na świeżym powietrzu. Menu bogate w tradycyjne, świeże greckie potrawy, aż się prosi, aby coś zamówić. Jadłyśmy często.  Zakochałam się, i w Skiathos i w Skopelos.

Coś pamiątkowego do domu? lub na prezent? Jest w czym wybierać.
Na Skopelos, na bardzo stromym skalnym klifie stoi maleńki kościółek Agios Ioannis, gdzie Sophie brała ślub. On również zrobił karierę, bo przyjeżdża tu co roku sporo par chcących właśnie w tym kościółku odbyć swoją ślubną ceremonię. 

Nie mogę się powstrzymać, aby jeszcze raz nie pokazać najpiękniejszej uliczki na wyspie.
Kościółek jest naprawdę bardzo mały, dlatego tak zdrabniam jego nazwę, bo to taka raczej kapliczka, mieszcząca zaledwie kilka osób. Przed realizacją filmu, ślub brano tu sporadycznie, raz na kilka lat. A teraz? Tak na ludzi działają media i reklama. Ale warto się na tą skałę wdrapać, bo widok stamtąd jest podobno zachwycający. Ja już się na takie szczyty nie wdrapuję. Ten etap już za mną.

Takie krajobrazy oglądałyśmy w czasie samochodowej wycieczki. Tu, gaje oliwne.
Na Skiathos sprzedają pyszne lody i desery lodowe w lodziarni pod nazwą ”Mamma Mia”, bo ta wysepka, na której my mieszkamy, też rości sobie prawo do pamiątek po filmie. Otarła się o hollywoodzki świat, ponieważ kręcono tutaj scenę, w której trzech potencjalnych ojców Sophie zdążających na jej ślub, spotkało się w tutejszym porcie. Stąd wspólnie popłynęli łodzią na Skopelos.

Płynąc na Skopelos, zatrzymaliśmy się na małej bezludnej wysepce. Cała plaża dla nas!
Oprócz ekipy filmowej z „Mamma Mia” i księżnej Diany, bywali na Skiathos też inni sławni ludzie, jak na przykład Russel Crowe, australijski aktor znany z filmu „Tajemnice Los Angeles” czy Kate Hudson, amerykańska aktorka, córka bardzo lubianej przeze mnie aktorki, Goldie Hawn, która była u nas w Polsce popularna i lubiana, głównie przez moje pokolenie, dzięki filmom komediowym z jej udziałem, jak np. „Szeregowiec Benjamin” czy „Ptaszek na uwięzi”.

Czyż życie nie jest piękne? Cieszmy się, że żyjemy!


Skiathos, to w rzeczy samej mała wysepka, nie ma tu wiele do zwiedzania, ale historycznych ciekawostek kilka można znaleźć. Pod koniec XVIIIw mnisi wybudowali obok góry Karaflizanaki klasztor Panagia Evangelistria, inaczej zwany Klasztorem Zwiastowania. Znajduje się on w pobliżu miasta Skiathos. Mnisi od zawsze budowali na wyspach monastyry, uprawiali winnice i produkowali wino. Prowadzili niezły biznes.

Zeszliśmy na ląd, żeby się trochę pokąpać i poopalać.
Obecnie mało jest w klasztorze mnichów lecz nie spoczęli na laurach. Słyną teraz z produkcji pysznych nalewek i uprawy aromatycznych ziół. Doceniam to, bo również pyszne nalewki sporządza moja córka Oliwia, która często mnie nimi obdarowuje. Zapewniam, że jeden kieliszeczek domowej nalewki po obiedzie działa bardzo pozytywnie na zdrowie i samopoczucie, polecam.

Słońce nieźle przypiekło Oliwię. Oj! będzie ciężka noc.
Obecnie mam od Oliwii nalewki z mniszka lekarskiego, czarnego bzu, malin i aronii. Delektuję się nimi tak na zmianę. Oprócz wina „Retsina” z dodatkiem żywicy sosny Aleppo, wyspa Skiathos słynie z wódki „Quzu” z dodatkiem anyżu i kopru oraz z brandy, znanej chyba  każdemu turyście, który był w Grecji. To „Metaxa”.

Naleweczki dojrzewają i nabierają mocy.
Klasztor Evangelistria był w swoim czasie ostoją i kryjówką dla Greków podczas walki o niepodległość i zasłynął z tego, że w nim powstała flaga niepodległej Grecji i po raz pierwszy została tu użyta. W 1807r zebrali się tutaj najważniejsi dowódcy wojskowi, aby radzić nad sprawą powstania greckiego i oni w tym właśnie klasztorze, jako pierwsi, zostali zaprzysiężeni przez biskupa Skiathos na tą pierwszą flagę wolnej Grecji.

Tutaj wyraźnie widać grecką flagę. Skromna w elementy, bogata w symbole.
Flaga ma cztery białe pasy na niebieskim tle, a w górnym lewym rogu widnieje biały krzyż również na niebieskim tle, który symbolizuje powiązanie Grecji z prawosławiem. Biel i błękit od wieków jest przypisany Grecji. Dla Greków biel symbolizuje wolność, a błękit ochronę tej wolności. Obserwując Greków stwierdzam, że to są naprawdę wolni ludzie, swobodni, zadowoleni z życia i przyjaźnie nastawieni do świata.

W lewym rogu, to ja z plecaczkiem, po zejściu na ląd.
W starym i nowym porcie można oglądać statki i jachty, siedząc wygodnie przed jedną z wielu klimatycznych kafejek lub restauracji na nabrzeżu. Widok białych żaglówek i dużych statków wycieczkowych na błękitnym morzu, wart jest poświęcenia czasu, a i w takim otoczeniu przyjemnie się można wyluzować i wypocząć. Można też popłynąć statkiem wycieczkowym w rejs dookoła wyspy Skiathos lub Skopelos. Co kto woli.

Wieża zegarowa w Skiathos.
Nierozerwalnie z Grecją związany jest też taniec syrtaki, szczególnie do muzyki z amerykańsko-greckiego filmu „Grek Zorba”, którego nie muszę już opisywać, bo jestem przekonana, że każdy go zna. Jeśli nie sam film, to z pewnością muzykę i taniec Zorby.
Ta sama wieża, gdy spojrzymy na nią z innej strony.
Często można na wyspach usłyszeć tą urzekającą muzykę, wziąć udział w nauce tańca syrtaki, lub po prostu spontanicznie dołączyć na jakimś placu czy ulicy przed tawerną, do tańczących Greków i turystów. Grecy lubią się bawić przy każdej okazji. I bez okazji, też.

Ja też bym chętnie zamieszkała w takim domku.

W filmie, rolę Greka Alexisa Zorby zagrał żywiołowo słynny, niepowtarzalny Anthony Quinn, no i on właśnie tak ekspresyjnie zatańczył na plaży, ucząc tego tańca Basila (Alan Bates), angielskiego pisarza. Obcokrajowca. Turystę, rzec by można.

Tutaj podjęłyśmy decyzję o wycieczce statkiem na Skopelos.
Basil przyjechał na grecką wyspę Kretę szukać weny twórczej oraz zająć się interesem rodzinnym swoich przodków stąd pochodzących. Scena tańca sirtaki w wykonaniu tych tych dwóch mężczyzn, stała się kultowa. To był rok 1964 ubiegłego wieku! Po tym filmie taniec Greka Zorby stał się popularny na wszystkich greckich wyspach, a muzykę Mikisa Theodorakisa poznał cały świat.
Białe domy z czerwoną dachówką są charakterystyczne dla greckich wysp.
To jest taniec radości, lek na wszelkie zło i na rozwianie smutku. Wystarczy, że w przestrzeni publicznej zabrzmią pierwsze takty muzyki Theodorakisa, dwoje ludzi stanie obok siebie i połączy ramiona, a jak na zamówienie pojawiają się nowi ludzie. Przechodnie spontanicznie dołączają do tańczących, żeby wspólnie przeżywać radość istnienia.

Nosi je. Nawet w upale podążają tanecznym krokiem.
Do Księgi Guinessa wpisano rekordowe wykonanie sirtaki, tej z Greka Zorby, w sierpniu 2012r, kiedy to w greckim mieście Volos, 5614 osób połączyło swoje ramiona wspólnie wykonując ten taniec. Sirtaka została wymyślona na potrzeby filmu „Grek Zorba” ale niespodziewanie zrobiła ogromną karierę, ponieważ subtelnie dotknęła uczuć Greków, wyczuła ich skrywane słabości i tęsknoty, wychwyciła ich filozofię życia i w piękny sposób odkryła dla świata ich naturalny charakter.

Miasto leży na wzgórzach, więc z każdego miejsca są piękne widoki w dół i w dal.
Anthony Quinn, Amerykanin meksykańsko-irlandzkiego pochodzenia, rzeźbiarz, malarz, artysta i aktor, zagrał tą rolę oscarowo, chociaż Oscara za nią nie dostał. Otrzymał trzy złote statuetki, ale za role w innych filmach. Mimo to najbardziej stał się znany i zapamiętany  z Greka Zorby. No, może jeszcze z „Dzwonnik z Notre Dame” i z filmu „Pasja życia”. Był pierwszym Latynosem, który dostał w Hollywood Oscara. Quinn urodził się w Meksyku, jego matka była autentyczną aztecką Indianką, wyobrażacie sobie? Indianką z plemienia Azteków!

Widokówkowe zakątki.
Ojciec był Irlandczykiem. Gdy jego rodzice wyemigrowali do Stanów Zjednoczonych, wiodło im się różnie. Anthony, jako chłopiec biegał po ulicach sprzedając gazety, zarabiał jako pucybut. Gdy dorósł, chwytał się rozmaitych prac, ale jak to w Ameryce bywało, „od pucybuta do milionera”, i jemu się powiodło. 

Urocze uliczki Skiathos.
Trafił do Hollywood w 1936r mając 21 lat i od tej chwili jego życie nabrało zupełnie innego wymiaru. W Greka wcielił się idealnie. Musi być coś podobnego w charakterze Meksykanów i Greków, tkwią w nich jakieś pokrewne emocje, jakaś pasja, co przy odpowiedniej okazji się uzewnętrznia w muzyce i w tańcu.

Grażynka wśród kwiatów oddaje się aromaterapii.
Przez kilka miesięcy pomieszkiwałam w Meksyku, raz nawet przez pół roku w jednym ciągu. Kilka razy też byłam w Grecji, na jej różnych wyspach. Z własnych obserwacji ich mieszkańców, takie wnioski wysnuwam. Quinn, jak zaczął grać w filmach w 1936r, tak skończył dopiero w 2001r, gdy zabrała go śmierć. Trudno zliczyć wszystkie jego filmy, tyle ich było. Pierwszy nosił tytuł „Niezwyciężony Bill” grał tam Indianina. Ostatni „Słodka zemsta” wszedł na ekrany w 2002r, już po jego śmierci.

Aż chce się usiąść.
Na Skiathos spożywałyśmy typowo greckie potrawy. Kuchnia grecka lekka, smaczna i kolorowa, przypadła mi bardzo do gustu. Sałatka grecka (horiatiki), niby znana u nas od dawna, w Grecji smakuje trochę inaczej. Może przyczyną jest rodzaj oliwy? Zastosowane przyprawy?, zioła wysuszone w greckim słońcu? 

Kamienna zabytkowa kapliczka na Skopelos.
Oryginalny gatunek sera feta? Ale smakowała po prostu wybornie! Gustowałyśmy też w smażonym serze halloumi, który serwowałyśmy sobie przy każdej niemal okazji (saganaki). Z tego powodu odkryłyśmy, że w każdym miejscu może on smakować zupełnie inaczej, dlatego należy przetestować  go w kilku lokalach i wracać do tego, gdzie smakował najlepiej.

Znów coś przekąsimy z greckich smakołyków.
Mięsko na patyku lub zawijane w pitę z dodatkami sałaty, pomidorów, cebuli (Souvlaki), to następne pyszne greckie jedzonko i bardzo syte. Jednak moim hitem były małe kotleciki z cukinii (kolokithokeftedes) z dodatkiem sera i zielonej pietruszki. Nie mogłam się powstrzymać, dosłownie przy każdej okazji goszczenia w tawernie, szukałam tej potrawy w menu. Palce lizać! 

Port z widokiem na góry.
Smakowały mi również bardzo wszelkie przystawki (mezedes), podawane przed serwowaniem właściwych dań. Różne takie sosy, sery, pasty, które z rwanymi kawałkami gorącej pity smakowały wyśmienicie. Tzatziki na bazie prawdziwego greckiego jogurtu były dodatkiem niemal do każdej potrawy i ciągle z apetytem były przez nas zjadane.

Prawosławny ksiądz i grecka dziewczynka
Maleńkie gołąbki zawinięte w liście winogron (dolmades), gotowane na parze, to następna moja ulubiona grecka potrawa. Generalnie lubię gołąbki i sama je często robię w domu, jednak te mini gołąbki greckie, wspominam z rozrzewnieniem. 

Nawet lody mają tu Mamma Mia, ha! ha!
Tutaj podawane są bez żadnego sosu, jedynie lekko polane oliwą i skropione sokiem z limonki. Tymczasem polskie gołąbki z białej lub włoskiej kapusty smakują najlepiej z sosem pomidorowym, ale to już zupełnie inna potrawa w porównaniu z dolmades. 

Lubię takie klimaty. 

Trudno nie wspomnieć o smażonych małych, smukłych rybkach, które mi akurat nie za bardzo smakowały, ale Oliwia i Grażyna zjadały je bez mrugnięcia okiem. Nie odgadłam, czy z apetytem, czy z konieczności, skoro już zamówione i zapłacone….wiadomo. 

Trochę się po tych górkach i schodach trzeba nachodzić. Nie ma lekko.
To były prawdopodobnie solone, smażone sardynki (sardele). My przyzwyczajeni jesteśmy do mini sardynek w oleju, pomidorach lub wędzonych, jedzonych w całości, ale są też większe sardynki, które się suszy lub smaży I to chyba były takie. Nie podchodziły mi.

Widzicie te rybki? to przysmak Oliwii i Grażynki. Po lewej, moje ulubione klopsiki.

Za to greckie klopsiki (keftethes), to po prostu cymes! Są one robione z jagnięciny lub z mięsa wołowego, doprawione miętą, oregano i pietruszką. Pyszne jest też ciasto szpinakowe, no! i oczywiście Moussaka! byłabym o niej zapomniała, a to przecież jest sztandarowa, bardzo syta grecka potrawa. 

Na plaży w Skiathos.
Składa się na nią mielone mięso, pomidory i bakłażany. Potrawa zapiekana jest w sosie beszamelowym zwieńczona na wierzchu żółtym serem, który roztapiając się w piekarniku, nadaje moussace apetyczny wygląd. Ten sos beszamelowy i ser, dorzucił kucharz Nikos Tselementes w 1900r, po powrocie ze szkolenia we Francji.

Toast za udane wakacje! Ależ mamy w tej Grecji apetyty! ciągle coś jemy!
Zagustował tam w serze i uznał, że wzbogaca on smak potraw. Do tego momentu to danie  było zapiekane bez tych dodatków. Nie jest ona jedynie grecką potrawą. Moussaka znana i lubiana jest w wielu krajach bałkańskich. Nie wiadomo, gdzie była przyrządzona po raz pierwszy, ale w Grecji jest bardzo popularna i uważana za danie narodowe.

Obowiązkowo tzatzyki. Są też gołąbki, małe dolmades.
Są w Grecji również pyszne słodkości, ale z nimi muszę ostrożnie, bo gdy tylko sobie poluzuję, tyję w błyskawicznym tempie. Nie będę więc ich opisywać oszczędzając sobie udręki. Pojedziecie do Grecji, to sami zobaczycie, jak to jest z greckimi  słodyczami i deserami. Jest ich duży wybór.

Przyroda po prostu szaleje na Skiathos. Ma tu wszelkie warunki.
Piszę o pobycie na Skiathos po dłuższym czasie od powrotu. Wcześniej tyle się działo, że nie miałam czasu się tym zająć. Wyspa jest jednak godna uwiecznienia jej w opisie i fotografiach, więc nadganiam tę zaległość. Już tęsknię za Skiathos! Chętnie bym tam wróciła, ale sytuacja z podróżami się obecnie bardzo skomplikowała i nastał czas smutny dla podróżników, o czym potem.

Dziewczyny czytają menu, znaczy, że znowu będziemy jadły!