Patronat medialny



Miło mi poinformować, że moja wyprawa została objęta patronatem medialnym przez portal Link to Polnad www.linktopoland.com

poniedziałek, 7 grudnia 2020

Warszawa w czasie zarazy. cz.I, 2020r.

Wiosna 2020r

 Zamek Królewski w Warszawie i Kolumna Zygmunta III Wazy z XVIIw.
Koniec podróży? Jakiś czas posiedzę we własnym kraju, dlatego do swoich postów dołączać teraz będę zdjęcia z Warszawy. Przynajmniej przez jakiś czas. Świat jest piękny i nasza stolica również jest bardzo fajnym miastem. Pokażę ciekawe miejsca i mniej ciekawe też. Ulice, parki, wystawy okolicznościowe, imprezy kulturalne i sportowe, ale też manifestacje, bo wiadomo, w stolicy funkcjonuje władza i mieszczą się wszystkie instytucje mniej i bardziej ważne więc każde niezadowolenie z działania władzy lub parlamentu, społeczeństwo wyraża  tutaj, na ulicach Warszawy. Mam nadzieję, że Warszawa się Wam spodoba i  zechcecie osobiście kiedyś tu przyjechać i przyjrzeć się jej własnymi oczami.
  Warszawa oglądana z dachu Biblioteki Uniwersytetu Warszawskiego na Powiślu.
Nowy, 2020 rok powitałam na Krecie, ale jeszcze w styczniu wróciłam do Warszawy. Po powrocie z Krety z zaskoczeniem stwierdziłam, że u nas w Warszawie jest cieplej, niż w Grecji! W styczniu! I to odkrycie mnie zaniepokoiło. W tym roku w Polsce wcale zimy nie było (może trochę gdzieś w górach), przez cały czas pogoda raczej jesienna. Raz cieplejsza, raz zimniejsza, ale jesienna i bez śniegu. Tak bardzo zmienia się klimat na Ziemi, co dla nas, jej mieszkańców nie jest dobrym zwiastunem. Został zaburzony porządek cyklu na Świecie. Zwierzęta, ptaki, rośliny tracą orientację i próbują przystosować się do nowych warunków. My też.

 Nowy Świat przed zarazą.
W mojej ojczyźnie panuje fatalna atmosfera odkąd do władzy doszło prawicowe ugrupowanie partyjne Jarosława Kaczyńskiego, o nazwie, o ironio! Prawo i Sprawiedliwość (PIS), czyli od 2015r. Zapewniam, że ani w nich prawa, ani sprawiedliwości, ale większość głosujących w wyborach Polaków powierzyło im pełnię władzy, co nam pozostałym, na dobre nie wyszło, a przyszłość zapowiada się jeszcze gorzej. Mamy jednak demokrację i co wybierze większość, mniejszość musi się temu podporządkować. Możemy sobie jedynie ponarzekać. Więc narzekamy. Na szczęście na swoim własnym blogu mogę jeszcze wyrażać swoje własne opinie.

 Mural Kory Jackowskiej na Nowym Świecie.
Zaraz w pierwszych dniach po dojściu do władzy, rządzący rozpoczęli planowe, systematyczne niszczenie kraju i jedności narodowej, zaczynając od łamania Konstytucji i degradowania Trybunału Konstytucyjnego. Potem krok po kroku szli, jak czołg niszcząc wszystko po kolei, co im na drodze stało. Garściami wydają budżetowe pieniądze, bez składu i ładu, a najwięcej dla siebie. Napełniają kieszenie sobie, swoim kumplom, rodzinie i płacą ludziom za lojalność i popieranie ich polityki, nie patrząc co z nimi i z krajem stanie się w przyszłości. Zmieniają prawo w taki sposób, aby dopasować je do swoich poczynań i móc trzymać obywateli krótko za pysk. Reszta płynie już z nurtem: służba zdrowia, oświata, kultura i pozostałe dziedziny życia. Wszystko się wali. Sędziowie buntujący się przeciwko takiemu szaleństwu zaczęli być zsyłani przymusowo do innych miejscowości lub pod byle pretekstem zwalniani z pracy. Zapanował partyjno-rządowy zamordyzm.

 Pałac prezydencki w Warszawie z pomnikiem Księcia Józefa Poniatowskiego
Życie w kraju stało się trudne i nieprzyjemne. Boję się o swoje dzieci, które są w wieku, gdy jeszcze wiele lat pracy mają przed sobą, zanim przejdą na zasłużoną emeryturę. Jeśli jeszcze emerytury będą, bo to wszystko się wali i nic już pewnego nie ma, na czym można by budować i planować swoją przyszłość. Młodzi będą musieli pokonać wiele trudności, aby przeżyć, co doprowadza mnie do pasji, bo wiele lat mozolnie i z poświęceniem wychodziliśmy z gospodarki socjalistycznej, w  której działała maksyma „wszystkim po równo” tylko władzy trochę więcej „czy się stoi, czy się leży 1000 złotych się należy”. Teraz młodzi, zdolni i pracowici ludzie nie powinni mieć utrudnianego życia przez państwo. Oboje mają własne firmy i każda zmiana w administracji i prawie jest obecnie ustanawiana jakby przeciwko nim. Mogę tylko im współczuć, ale nic pomóc nie jestem w stanie i to mnie męczy. Zawsze uważałam, że świat idzie do przodu, cywilizacja rozwija się i każde następne pokolenie będzie miało łatwiej i lepiej, niż poprzednie. Stało się inaczej. Jest coraz trudniej, gorzej i niebezpieczniej. Jestem bardzo zaskoczona i zniesmaczona zaistniałą w kraju sytuacją.

Na piwku w Maryensztadtcie na starówce przy ul. Szeroki Dunaj 11.
Nie chcę rozpisywać się o polityce, bo kto jej ciekawy, znajdzie wszystko w prasie i w internecie lub sam odczuje na własnej skórze i oceni. Chodzi o to, że ja źle się czuję we własnym kraju, który stał się nieprzyjemny i cofa się w rozwoju, dlatego zaraz po powrocie z Grecji zaczęłam szukać możliwości, żeby wyjechać gdzieś na stałe, gdzie będę czuła się lepiej i gdzie będę mogła zamieszkać na ten ostatni etap swojego życia. Planowanie i szukanie swojego miejsca na Ziemi już samo w sobie jest ekscytujące, więc skupiając się na tej czynności, dni biegły mi w radosnym podnieceniu do chwili, kiedy to przyszpiliła mnie informacja o wybuchu zarazy w dużym chińskim mieście Wuhan (ponad 11 mln ludności). Koronawirus COVID-19, tak nazywa się ta nowa plaga XXI wieku. No! Jeszcze tego nam brakowało! Przerwałam marzenia i planowanie wyjazdu, a zaczęłam szukać informacji i śledzić rozwój sytuacji w Wuhan.

 Szef lokalu zszedł na dół z biura, żeby z matką pogadać. Przy soczku, bo w pracy jest.
Co się dzieje? Co to jest? Gdzie to jest? Otóż po zakończeniu II wojny światowej, gdy już Japończycy wrócili do siebie, z połączenia trzech miast, Hankou, Hanyang i Wuhang utworzono jedno miasto. Nazwano je Wu Han, ale wszyscy używają nazwy łącznej, Wuhan. No więc z połączenia trzech, powstało od razu jedno wielkie miasto, które szybko stało się ważnym chińskim ośrodkiem  przemysłowym. W 1958r powołano w nim do życia Instytut Wirusologii, który ciągle doskonalono, doposażano w miarę rozwoju badań naukowych i osiągania nowych możliwości w tej dziedzinie. Całkiem niedawno, bo w 2017r uruchomiono tam nowe laboratorium pn. Wuchan National Biosafety Laboratory, czyli Narodowe Laboratorium Bezpieczeństwa Biologicznego.

 Dworzec Centralny PKP
W tym nowym laboratorium prowadzone były badania nad patogenem wirusów Sars i Ebola. No i właśnie teraz, to narodowe bezpieczeństwo zawiodło. Wymykając się spod ludzkiej kontroli, wypuściło na wolność nowego wirusa COVID-19, który okazał się pod względem zasięgu groźniejszy od wybuchu w 1986r radzieckiej elektrowni atomowej w Czarnobylu, ba! nawet od wybuchu japońskiej elektrowni jądrowej Fukishima w 2011r. Ich tragedia rozgrywała się w pewnych określonych miejscach na Ziemi, mających  określony zasięg. Tymczasem COVID-19 rozlał się na cały świat zarażając tysiące ludzi na wszystkich kontynentach i wyspach świata. Ludzie zarażają się, chorują i umierają na całej Planecie Ziemia, jednocześnie. Czegoś takiego Świat jeszcze nie znał.

 Oliwia całą w kwiatach
Nie mam w domu telewizora ponieważ odkąd telewizję przejęło PIS, nie dało się jej oglądać bez narażania swojego zdrowia psychicznego na szwank, więc po powrocie do Warszawy nie zabiegałam o ponowne podłączenie telewizji w domu. Tym samym nie miałam możliwości oglądania na gorąco wydarzeń w Wuhan, które z pewnością pokazywano na kanałach CNN i innych zagranicznych. Może nawet cokolwiek na polskich kanałach, będących we władaniu władzy, ale na oglądanie tego, co pokazują w polskiej tv szkoda czasu, bo najczęściej mijają się z prawdą, służąc jedynie partyjnej pisowskiej propagandzie  Mam jednak internet i słucham radia, ale u nas w tym czasie trwała już nerwowa kampania wyborcza na Prezydenta Polski i tym żył kraj. Prasa oraz stacje radiowe, również aferami, co rusz wybuchającymi w sferach politycznych, głównie w partii rządzącej. Do wirusa nikt nie miał głowy. O! w Chinach? fukano, to na szczęście nie u nas, nie w Europie.

 W weekendy Nowy Świat staje się deptakiem. Samochody wstępu nie mają.
W miarę zgłębiania tematu okazało się, że tragedia w prowincji Hubei, w mieście  Wuhan zaczęła się już 8 grudnia 2019r! jeszcze zanim wyjechałam do Grecji na Święta Bożego Narodzenia!  Na Krecie nic o chińskim  wirusie nie słyszeliśmy. Chiny wprawdzie przez jakiś czas ukrywały ten fakt, jak to Chiny, ale 31 grudnia 2019r o wybuchu epidemii w Wuhan dowiedziała się Światowa Organizacja Zdrowia WHO i sprawa stała się jawna. Nie na tyle jednak, żebyśmy w Chanii natychmiast się o tym dowiedzieli. Był Sylwester, programy rozrywkowe i muzyczne w telewizji, potem senny Nowy Rok, kiedy odsypia się nocne spotkania sylwestrowe, a popołudnia spędza bardziej na długich spacerach nad morzem, niż przy telewizorze. Do Warszawy wróciłam 7 stycznia, ale w domu, jak już wspomniałam, nie mam telewizora, więc nie wiem, czy coś o tym pokazywali w wiadomościach ze świata. Mijał właśnie miesiąc od wybuchu epidemii. Ludzie przed i po świętach przemieszczali się masowo drogą powietrzną, morską i lądową między kontynentami i różnymi krajami Europy i rozwlekali tego wirusa po świecie.

 Ogrody na tyłach Zamku Królewskiego otwarte są dla ludzi.
Chińczycy też, bo jak już nieraz w swoich postach podróżniczych wspominałam, Chińczycy to bardzo mobilni ludzie, ciekawi świata i w każdym miejscu na Ziemi jest ich pełno. Niby taki zamknięty kraj, a mają dużą swobodę podróżowania i osiedlania się w innych krajach świata. Świat ich przyjmuje, no bo komunizm, reżim, a z Chin ich wypuszczają czasem legalnie (np. na wymianę studentów, na wniosek szefa do filii firmy w innym kraju itp) czasem przymykając oko na nielegalne wymknięcie się, chyba na zasadzie, "baba z wozu, koniom lżej" bo ich za dużo po prostu jest tam w tych Chinach do wykarmienia. W różnych krajach na świecie nie uświadczy się samotnego chińskiego turysty lub w parze. Oni zawsze chadzają stadami. Tak więc, cały grudzień, styczeń i luty 2020r sobie po świecie jeździli i prawdopodobnie nieświadomie zarażali innych ludzi, bo w ich kraju, póki co, trzymali tą katastrofę w tajemnicy, jak Ruscy Czarnobyl w 1986r i nie zamknęli granic państwa. Sporo turystów z Europy latało też do Chin, ponieważ od pewnego czasu Chiny, to interesujący krajoznawczo i kulturowo kierunek turystyczny, a o tej porze roku wiele imprez się w Chinach odbywa, z paradnym Chińskim Nowym Rokiem na czele.

 Warszawiacy chętnie latem spacerują po Ogrodach Królewskich.
WHO też zwlekało z wszczęciem alarmu na cały świat, zanim nie zdobyło szerszej wiedzy nt, z jakiego to powodu w Wuhan ludzie tak masowo umierają na zapalenie płuc. Zbierali materiały, meldunki, organizowali konferencje, spotkania na szczycie. W dniu 10 stycznia naukowcy ustalili w końcu, co to za bestia tak masowo i w tak szybkim tempie unicestwia gatunek ludzki. Otóż jest to nowy betakoronawirus (z Chin, 2019r, nietoperze, węże) powiązany ze znanymi już nauce wirusami, SARS CoV (z Chin, 2002r, cywety ) oraz MERS (z Bliskiego Wschodu, 2012r, wielbłądy). Tą nową mutację wirusa nazwano koronawirus COVID-19 jako, że wirus otoczony jest jakby taką koroną i pojawił się w 2019r. W dniu 30 stycznia 2020r WHO wszczęło wreszcie alarm. Ówczesny stan chorobowy przedstawiał się następująco: 7783 osób zarażonych,170 zgonów,133 osoby wyleczone.

 Ogrody dochodzą aż do Wisłostrady. Za wisłą widać katedrę w Alei Solidarności na Pradze
Wszyscy byli zaskoczeni i przerażeni tym, co właściwie w Wuhan się stało, więc znów trochę czasu minęło nim inne kraje zrozumiały problem i zaczęły działać. WHO wydało zalecenia i ustaliło procedury dla wszystkich krajów. Problem w tym, że mój kraj nie lubi, gdy ktoś z zewnątrz mu coś zaleca, poleca, czy nakazuje. Zwlekano z ustaleniem procedur, nie powołano żadnego ciała, które by się pilnie tym, i tylko tym tematem zajęło, opracowało procedury i przygotowało kraj na zwalczanie wirusa, gdy już do nas dojdzie. Trwała właśnie kampania wyborcza, walka o dalsze utrzymanie władzy w rękach PISu. Poza tym sądzono, że ten wirus, to problem chiński, ogólnie azjatycki, niech oni się martwią. Gdzie Chiny, a gdzie Polska! Nam to przecież bezpośrednio nie zagraża, uznano. Łączono się w bólu z Chińczykami i wysłano im w darze maseczki ochronne.

 Od początku PIS łamał prawo i od początku ich władzy Polacy protestują.
Maseczki, to akurat Chińczycy mają w ciągłej sprzedaży, bo oni i bez wirusa COVID-19 masowo maseczki na twarzach noszą. Wszędzie, gdzie ich spotykałam, w Tajlandii, Singapurze, czy Stanach Zjednoczonych, Chińczycy w maseczkach paradowali z lęku przed smogiem. Poza tym, polska firma LPP z Gdańska, w skład której wchodzą tak znane marki, jak Mohito, Reserved, House, Croop czy Sinsay, już w styczniu  skupywała z terenu całej Polski maseczki i wysyłała je do Chin, do Szanghaju i do prowincji Guangdong, która to prowincja była najbardziej po Wuhan zarażonym regionem Chin. Wysłali grubo ponad 500 tys maseczek do tamtejszych fabryk, które w skład LPP wchodzą. Wszyscy wiemy, że głównie w Chinach są rozmieszczone fabryki znanych i mniej znanych marek firmowych, z uwagi na tamtejszą obfitą i tanią siłę roboczą. Zabezpieczali więc swoich pracowników.

 Protest przed Sejmem na Wiejskiej. Amerykański Stan Kalifornia się do nas przyłączył😀
Cokolwiek w Polsce kupuję, zawsze znajduję pod logo firmy napis „wyprodukowano w Chinach” lub „wyprodukowano w ChRL” czasami tylko w Wietnamie, Indiach czy Bangladeszu. Awantura się z tym wykupywaniem maseczek przez LPP zrobiła, ale przecież kupowali te maseczki zupełnie legalnie w hurtowniach, jak każda firma mogła to zrobić i swoich pracowników zabezpieczać. Problem w tym, że rząd polski zagrożenia długo nie chciał zauważyć, niczego nie zabezpieczał i na wywóz z kraju  produktów ratujących życie pozwalał, zamiast zacząć gromadzić to wszystko na wypadek zagrożenia naszych obywateli. Jak się ważne wydarzenie na świecie przespało lub zlekceważyło, to trudno potem mieć pretensje do garbatego, że ma proste dzieci. Firma, jak każdy dobry gospodarz od razu po ogłoszeniu katastrofy przystąpiła do akcji, a nasz rząd w tym czasie robił kampanię wyborczą panu Dudzie

 Czynny wypoczynek z dziećmi na deptaku Nowy Świat
Gdy katastrofa z uwolnieniem wirusa stała się  jawna, wiadomości z Wuhan stały się przerażające. Szybkość z jaką wirus w koronie gnał przez to ogromne miasto zarażając ludzi i ilość ofiar śmiertelnych, których nie nadążano zbierać i grzebać, powodowało istny zawrót głowy i ogromne zaskoczenie dla wszystkich na świecie. Czegoś takiego świat jeszcze nigdy nie oglądał.  Dotychczas żyliśmy na tej planecie  pewni swego bezpieczeństwa, myśląc, że  tak już daleko doszliśmy w cywilizacji i wynalazkach, również tych medycznych, że możemy spać spokojni o swoją przyszłość, bo na wszystko zło mamy panaceum i szczepionki. Oby tylko wojny nie było, to z wszystkim innym sobie poradzimy, uważaliśmy. Dlatego na zbrojenia pieniądze zawsze musiały być zabezpieczone, a na badania naukowe, niekoniecznie.  Byliśmy chyba zbyt pewni siebie i zbyt ufni w ludzkie możliwości, dlatego natura postanowiła nam dać po nosie. Koronawirus, jak błyskawica gna przez cały świat, za nic sobie mając granice, ustrój państw, kolor skóry ludzi, ich wyznanie i orientację seksualną.

Często chodzimy z Grażynką na spacery po mieście, bo ciągle tu się coś dzieje ciekawego.
Do wszystkich ludzi na świecie dotarło w jednej chwili, że to coś zupełnie nowego, czego Świat jeszcze nie oglądał i nie znał. W XXI wieku, w czasach wielkich osiągnięć technicznych i medycznych ludzie umierają masowo i nie można w żaden sposób tego powstrzymać, ani zapobiec rozszerzaniu się. Ci, co przeżyją, będą żyć już w zupełnie innym świecie i z pewnością już nigdy nie będą tacy pewni siebie. Codziennie pojawiają się informacje o tysiącach nowych zarażonych osób w różnych krajach Europy, Azji, w Tajlandii, Malezji, Singapurze, Hongkongu, Tajwanie, Sri Lance. W Zjednoczonych Emiratach Arabskich, Wietnamie, Kambodży, Korei Południowej…...itd…..itd….itd.

 A z miasta tylko kilka kroków i jesteśmy z dala od ludzi i gwaru miejskiego.
Wpadłam w popłoch, gdy dowiedziałam się, że koronawirus dotarł już do Stanów Zjednoczonych i Kanady. Nawet do Australii, na całkowicie odrębny kontynent! U nas w Europie odnotowano go już w lutym. Niemcy, Finlandia, Francja. Podano, że oprócz Chin, koronawirus dotarł już do 97 krajów świata, praktycznie na wszystkie kontynenty, oprócz Antarktydy. W Polsce pojawił się 4 marca 2020r. Mniej więcej w tym samym czasie, we Włoszech. Nikt się jeszcze wtedy nie spodziewał, że Włochy ucierpią najbardziej. Nikt!

Urząd Rady Ministrów w Alejach Ujazdowskich, gdzie urzęduje premier.
Dyrektor WHO Tedros Adhanom Ghebreyesus na posiedzeniu w Genewie w dniu 11 lutego 2020r oficjalnie podał nazwę choroby wywołanej przez wirusa: COVID-19, gdzie CO oznacza koronę, VI oznacza wirus, D oznacza chorobę (od angielskiego słowa disease), a 19 wskazuje na rok 2019, w którym wirus się pojawił. Niebawem WHO ogłosiło zagrożenie koronawirusem, jako globalne, na poziomie możliwie najwyższym. W Polsce w tym samym czasie, intensywnie pracowano nad pozyskaniem jak największej liczby zwolenników PISu i kandydata Andrzeja Dudy dla zapewnienia mu drugiej kadencji. To było istotne dla zabezpieczenia rządowi pewnej, absolutnej i bezdyskusyjnej gotowości prezydenta do akceptowania każdego pisowskiego pomysłu wychodzącego z jego większościowego Parlamentu. Nikt w rządzie nie miał głowy do jakiegoś tam azjatyckiego wirusa. Premier Morawiecki osobiście był zaangażowany w promowanie pana Dudy i jeździł po kraju głosząc jego nadzwyczajne uzdolnienia i dokonania. Ministrowie przygotowywali wybory.

 Dokładnie naprzeciw URM ustawiono punkt info, który władzy przypomina, o co chodzi.
W Polsce ciągle powtarzano (głównie premier Morawiecki), że nie trzeba się bać, panikować, być może ten wirus w ogóle do nas nie dotrze, no bo proszę, wszędzie już jest, a w Polsce go ciągle nie ma. Robiono sobie nawet prześmiewki w rządowych gremiach, że w gotowości czekamy na niego, żeby go powitać, a jego ciągle nie ma (tego wirusa).  Gdy koronawirus pojawił się w sąsiednich europejskich krajach, nasz minister zdrowia nie owijał już w bawełnę i przyznał, że z pewnością wirus  się u nas  pojawi, że to już tylko kwestia czasu, ale zaraz uspokajał, że nie ma powodu do paniki, bo jako kraj, jesteśmy na niego doskonale przygotowani (przecież więcej na to czasu mieliśmy, niż inni, których COVID-19 zaskoczył w pierwszej kolejności) i świetnie sobie z nim  poradzimy. Ooo! pomyślałam  i natychmiast  poszłam do miasta kupić maseczki, płyny i żele odkażające i inne niezbędne w takiej sytuacji medykamenty. Jak już PISowski rząd mówi, że sobie z czymś poradzi, to trzeba się przygotować na najgorsze, a przede wszystkim na samodzielne zmaganie się z problemem. Ogólnie przecież wiadomo, że PIS od początku mówi wszystko odwrotnie, niż jest. Na dodatek Minister Zdrowia mówi co innego, niż premier, a obaj często zmieniają swoje zdanie w tym temacie, powodując ogólny chaos.

 Pomnik Powstania Warszawskiego na Placu Krasińskich. W tle, gmach Sądy Najwyższego.
Za późno. Inni widocznie pomyśleli w ten sam sposób, co ja, tyle, że szybciej. Już niczego z potrzebnych rzeczy w marketach, Rossmanie, ani w aptekach nie było. Następnego dnia poszłam znowu na poszukiwania. Kręcąc się między półkami w markecie, zobaczyłam, że pracownicy przyciągnęli duży karton i zaczęli wykładać maski p/wirusowe, nie te cienkie chirurgiczne, tylko takie białe, wypukłe, z wywietrznikiem, czy czymś takim. Po 20 zł sztuka! To nie dla mnie, ale ludzie natychmiast je wykupili, nim zdążono je ułożyć na półkach. Drugie pudło wciągnięte między półki, zawierało mydło przeciwbakteryjne w płynie. Udało mi się pozyskać dwie sztuki po 400 ml, prosto z kartonu. W mig ludzie wszystko zabrali uwalniając ekspedientki od konieczności wykładania towaru na półki. Nawet nikt nie zapytał, w jakiej ono jest cenie. W innym sklepie sprzedawali cienkie chirurgiczne maseczki po 5 sztuk w paczce za 60 zł! No, rozbój w biały dzień! za kawałeczek płótna! 12 zł za jedną maseczkę, która jeszcze niedawno była po 3,- zł! Nie kupiłam. W takiej panice jeszcze nie jestem. Poszłam na spacer odetchnąć świeżym powietrzem z nadzieją, że w razie zatrzymania przez policję, wytłumaczę się, że szukam w aptekach swojego lekarstwa, które mi się właśnie skończyło, a które codziennie muszę zażywać. Na ulicach warszawskich nigdy jeszcze nie było tak pusto, za to powietrze jest zdrowsze, bez spalin. Lubię w Warszawie oglądać różne uliczne wystawy fotograficzne. Zazwyczaj są one ustawiane w Alejach Ujazdowskich, na Krakowskim Przedmieściu, na Placu Bankowym lub przed muzeami. Na spacerach oglądam je wszystkie.

Wystawa prac fotoreportera wojennego, zmarłego śmiercią samobójczą Krzysztofa Millera.
Po powrocie do domu, przytargałam do pokoju walizki i plecaki i zrobiłam przegląd w swoich turystycznych rzeczach wożonych po świecie. Znalazłam dwie maseczki (z Kambodży), żele p/bakteryjne (z Malezji) i swój cudowny zielony płyn (z Filipin), który odkażająco na wszystko mi pomagał w ciężkich chwilach, gdy zachorowałam w Santa Fe. Kupiłam wtedy jego mały zapas i do Polski przywiozłam. Następnego dnia udało mi się kupić w Rossmanie spirytus salicylowy i wodę utlenioną oraz kostkę mydła p/bakteryjnego. Również trzy mini antybakteryjne spraye do odkażania jamy ustnej i gardła, do noszenia przy sobie w torebce, jako, że wirus drogą kropelkową głównie przez jamę ustną (i nos, czasami nawet oczy) się do organizmu dostaje, więc warto co rusz sobie ten organ odkazić. Szczególnie w miejscach publicznych pełnych ludzi (metro, tramwaj, centrum handlowe itp) pomyślałam, że warto. Kupiłam też dużą butelkę płynu do odkażania jamy ustnej "Listerine", uznając, że skoro on działa przeciw bakteryjnie, to na tego wirusa też może pomóc. W domu miałam wprawdzie w użyciu jedną butelkę i drugą w zapasie, ale dokupiłam jeszcze jedną, bo inni też mogą drogą dedukcji dojść do tego wniosku i gotowi są wykupić ten specyfik, jak inne.  Koniec. Nic innego w sklepach nie było. W domu znalazłam cały kartonik białych, cienkich lateksowych rękawiczek. Wspaniałe odkrycie! Mając te wszystkie rzeczy, poczułam się wreszcie dobrze zaopatrzona. Na jakiś czas.

Pierwsze wolne wybory w Kongo w 2006r. Fot. Krzysztof Miller
4 marca 2020r wirus pojawił się w Polsce. Sytuacja w Warszawie robi się coraz groźniejsza, więc postanowiłam nie chodzić przez jakiś czas do miasta. Prezydent Duda intensywnie udziela się publicznie prowadząc własną kampanię wyborczą, a Polakom nakazał siedzenie w domach przed telewizorami, jak ten Kiepski z serialu, przez całe dnie. Mają oglądać propagandowe popisy polityków PISu oraz "spotkań gospodarczych w terenie" Andrzeja Dudy, jak kiedyś za Gierka to było. Premier Morawiecki też co rusz występuje publicznie i uspokaja społeczeństwo, zapewniając, że wszystko znajduje się pod kontrolą i ciągle reklamuje Dudę, jako zapobiegliwego prezydenta. Inni kandydaci nie mogą się reklamować, bo jest zakaz wieców i zgromadzeń, tylko rządowi mogą, bo oni jeżdżą po Polsce niby służbowo. Tak naprawdę, to wszystko wokół nas się sypie i stwarza wielkie niebezpieczeństwo dla nas wszystkich. Szpitale pośpiesznie zaczęto przekształcać w zakaźne, tak zwane jednoimienne. Brakuje w nich wszystkiego, maseczek, respiratorów, rękawiczek ochronnych, lekarzy i pielęgniarek. Gdy jedna z pielęgniarek podzieliła się tym problemem na forum społecznościowym, następnego dnia została dyscyplinarnie zwolniona z pracy. Takie coś dzieje się teraz, w czasach zarazy, gdy każde ręce pielęgniarskie są na wagę złota! Oglądając polską telewizję (mam ją szczątkowo w internecie, niektóre tylko stacje), można teraz poczuć się, jak w czasach realnego socjalizmu, gdzie na okrągło widać było i słychać tylko jedną jedynie słuszną partię i jej wielkie, wydumane, zakłamane osiągnięcia i sukcesy.

Uganda 2006r. W obozie uchodźców. Fot.Krzysztof Miller był na 14 wojnach
Również lekarzom zapowiedziano, że mają milczeć na temat korona wirusa, stanu szpitali, ilości i stanu chorych, pod groźbą wysłania ich w delegację do szpitali na drugi koniec Polski lub całkowitej utraty pracy. Te metody już są stosowane. Lekarzom brak maseczek, rękawic, kombinezonów, więc coraz częściej się zarażają od chorych i są odsyłani na kwarantannę, która trwa dwa tygodnie. Znowu ubytek rąk do pracy. Część lekarzy wypada z pracy, bo się zarażają i sami potrzebują leczenia. Po prostu szok, co się tu w naszym kraju dzieje. Reżim na wzór chiński wprowadzają. Może niebawem do karnych obozów wysyłać ich będą? Już kiedyś był taki jeden bajkopisarz, co to w kamasze lekarzy chciał brać (z nakazu do wojska), ale ostatecznie okazało się, że to on jest zbędny, a lekarze ciągle potrzebni. Nie ma go już w rządzie, ani w parlamencie, mimo że to on współtworzył partię PIS i wymyślił jej nazwę. Teraz znowu lekarze się wystraszyli i milczą. Mają rodziny na utrzymaniu, kredyty do spłacenia, więc nie ryzykują. Pracują ponad siły, izolują się od rodzin, społeczeństwa, chorują, a niektórzy nawet umierają. Wygrani są Ci, co się odważyli i  sami lub wraz z rodzinami z kraju wyjechali. Pracują w zagranicznych szpitalach, w normalnych warunkach i atmosferze sprzyjającej wypełnianiu tak ważnej pracy.

 Gruzińscy uchodźcy. Fot.K.Miller, cierpiał na zespół stresu pourazowego przez te wojny.
W PISowskiej telewizji narodowej bezczelnie kłamią ludziom prosto w kamerę, że wszystko jest w porządku, rząd dba o zdrowie Polaków, jak żaden inny do tej pory, a wszystko, co złego się dzieje i cały ten bałagan z brakiem podstawowych rzeczy do ratowania ludzkiego życia, to przecież wina Tuska i całej tej opozycji. Przez całe pięć lat rządów PISu, cokolwiek im nie wychodziło, a było tego wiele, bo afera goni aferę od pierwszych dni przejęcia przez nich władzy, zawsze zwalają winę na innych. Taką przyjęli taktykę. Pis od lat przekonuje Polaków, że to wszystko wina Tuska. Robi to, żeby w narodzie wzbudzić jak największą nienawiść do byłego premiera, a obecnie ważnej unijnej osobistości, w ogóle do Unii Europejskiej i do opozycyjnej partii PO (Platformy Obywatelskiej). To taka osobista zemsta Jarosława Kaczyńskiego na Donaldzie Tusku i opozycji, dokonywana za pośrednictwem podzielonego społeczeństwa. Kaczyński, jak wszyscy maluczcy, co się dorwali do władzy, nie lubi ludzi mądrzejszych od siebie, więc ich zwalcza. I ktoś mi powie, że Kaczyński nie traktuje ludzi, jak głupków? Wmawiając im, że za wpadki, błędy, zaniechania i kryminogenne poczynania rządu PISu, w czasie ich już pięcioletnich rządów, ponosi winę opozycja i były premier Donald Tusk? Gdzie tu logika? Ja się czuję urażona takim traktowaniem mojej inteligencji.

 Warszawa w starych fotografiach interesuje nie tylko turystów, ale i Warszawiaków.
Wiem, że społeczeństwo jest skołowane, ale powinno chociaż trochę samodzielnie myśleć i wyciągać logiczne wnioski z dziejących się zdarzeń. To ja tak myślę, ale Kaczyński wie, że ludzie są z natury leniwi w myśleniu i łykną wszystko, co się im rzuci w mediach. Ogólnie wiadomo, że prezes kraju, Jarosław Kaczyński społeczeństwa nie szanuje i wyznaje pogląd Jacka Kurskiego, że „głupi lud to kupi”, gardzi ludźmi za ich upodlanie się za byle jakie pieniądze, dlatego z niesmakiem i wyższością dobrego pana nad poddanymi, rzuca im co rusz z pogardą a to 500+, a to 300+, a to 13-tkę dla emerytów, która trzynastką wcale nie jest, a tylko jednorazową zapomogą dla wszystkich równo po 800 zł, i z satysfakcją przygląda się, jak poczciwy filantrop rozdający jałmużnę, jak ta gawiedź rzuca się wygłodniała na ofiarowane im srebrnikowe ochłapy i skanduje „Jarosław, Polskę zbaw”. Jak ta masa czołga się u stóp dobrego pana obiecując, że wszystko dla niego zrobi, co tylko rozkaże i buty mu lizać będą z wdzięczności. Potem głosują tak, jak dobry pan każe, żeby mógł utrzymać władzę, bo a nóż rzuci im więcej?. Trollują w obrzydliwy sposób  przeciwników Kaczyńskiego, trzeźwo myślących ludzi i obrzucają ich inwektywami w mediach społecznościowych. Atakują zupełnie nieznanych sobie ludzi, którzy stanęli „dobremu panu” na drodze, a niektórzy nawet w realu biorą się do bicia ich w tramwaju lub na ulicy, gdy coś im się u nich nie podoba, wiedząc, że są bezkarni, bo w obronie dobrego imienia swojego pana, Jarosława to robią. Pisowskie sądy lub prokurator przecież ich obronią. Pan jest wielki i łaskawy dla swoich. I rzeczywiście, chuligani wypuszczani są po przesłuchaniu lub nawet wcale nie zatrzymywani, a na skargi, prokuratura odmawia wszczęcia dochodzenia.

 Latem, życie toczyło się na ulicach. Do czasu pandemii.
Trolle od prezesa z zawistną satysfakcją oczerniają  publicznie Bogu ducha winnych ludzi, przypisując im każdą podłość, jaką zdołają wymyślić, wzorując się na sobie. Wymyślają więc zdradziecką przeszłość, posądzają z tupetem godnym lepszej sprawy, o jakieś defraudacje, łapówki, kradzieże tego, czy owego. Zawsze coś się przylepi. Udowodnienie, że to są pomówienia i kłamstwa, trwają przecież latami, a ofiara potrzebna jest tu i teraz. No, przecież „głupi lud to kupi”. Takimi ofiarami prezesa najczęściej stają się politycy z opozycji, ale sięgają już po prawników, lekarzy, profesorów, artystów. Ostatnio pastwili się nad Marszałkiem Senatu Tomaszem Grodzkim. Wszyscy świadomi zdają sobie sprawę z absurdalności sytuacji, zaciskają kciuki, aby pan Grodzki przetrzymał tą obrzydliwą nagonkę, aby się nie załamał, aby nie zrezygnował z walki w Senacie o przywrócenie nam praworządności w kraju, bo tylko jeszcze ta krucha większość w Senacie nam została. Czy wytrzyma? Nie wiem. Walka się toczy.

Moja ulubiona księgarnia na Nowym Świecie. Można tu taniej kupować książki.
Rząd opracował ostre przepisy, niby na czas epidemii, ale podejrzewam, że tak szybko z nich potem nie zrezygnuje, bo rządowi jest na rękę trzymanie ludzi w dyscyplinie i pod kontrolą. Ten rząd ma zapędy Kim Ir Sena. Nie ogłosił stanu wyjątkowego, ani klęski żywiołowej, tylko stan epidemiczny. Żeby Polakom nie rekompensować strat spowodowanych własnymi ustawami i zarządzeniami, które  pozbawiają ludzi środków do życia. Mimo szerzącej się zarazy, rząd zamierza przeprowadzić zaplanowane na 10 maja 2020r wybory prezydenckie, ponieważ zdaje sobie sprawę, że potem tak sprzyjającego klimatu dla zwycięstwa swojego kandydata nie będą mieli. Wobec plagi wirusa, wyjątkowo trudnej w związku z tym sytuacji wielu ludzi, szerzącej się choroby i śmierci, ludzie w przeprowadzanych sondażach deklarują, że owszem, będą głosowali na obecnego prezydenta Dudę. Tak to wygląda, jakby w swoim zmaganiu się z kłopotami i chorobą, odganiali się od natrętów i machali ręką na wszystko inne, aby się ratować…. a  idźże pan, dajcie nam spokój, weźcie sobie prezydenta, jakiego chcecie, nie mamy głowy do tego, musimy siebie i rodzinę ratować! Dlatego pis postanowił wykorzystać tą tragiczną sytuację i kuć żelazo póki gorące. Taka okazja dla ich kandydata może się już nigdy nie powtórzyć. Pisowski kandydat będzie mógł prowadzić kampanię wyborczą (już prowadzi), tłumacząc, że to prezydenckie spotkania robocze. Inni kandydaci muszą siedzieć w domu, jak wszyscy obywatele, pod rygorem kary.

Kościół Sióstr Wizytek z XVIIIw. Na tyłach jest ogród, gdzie siadywał ksiądz Twardowski.
Gdy Polacy zaczną liczyć straty po korona wirusie i odkryją w jakim stanie są finanse państwa i ich osobiste, jak bardzo ograniczona została ich wolność i naruszone prawa człowieka, spojrzą zapewne przytomniej na otaczającą ich rzeczywistość. Poparcie społeczne gwałtownie może spaść, a wtedy Prezydentem może zostać zupełnie ktoś inny i pis nie będzie już w sejmie mógł uprawiać samowolki, jak czyni to obecnie. Tego się ten PISowski nikczemnik boi i dlatego za wszelką cenę do wyborów w dniu 10 maja prze. Za wszelką cenę, po trupach własnych obywateli, jak po trupach ofiar katastrofy samolotu pod Smoleńskiem w 2010r do władzy doszedł, bazując na fałszywych oskarżeniach przeciwników politycznych i współczuciu ludzi. Pomimo szerzącej się zarazy na terenie Polski, prezes kraju znowu oświadczył, że nie widzi powodu, żeby datę wyborów przekładać na inny termin. Przeprowadzi wybory korespondencyjne! No! to już woła o pomstę do nieba! Nigdy korespondencyjnych wyborów w Polsce nie mieliśmy, w żaden sposób do nich nie jesteśmy przygotowani. W tak ważnej kwestii, jaką dla każdego kraju są wybory Prezydenta, omija się procedury, nie uchwala się odpowiednich ustaw, lecz wprowadza do wykonania decyzją premiera. Bez uzgodnienia, bez uzasadnienia i bez możliwości odwołania.

 Polska wersja tuk-tuka.
Rząd myśli, że jak premier Morawiecki wyda decyzję 16 kwietnia na drukowanie kart wyborczych i każe rozesłać je pocztą wszystkim obywatelom w kraju i za granicą, to znaczy, że są one już zorganizowane i wybory 10 maja mogą się odbyć? Czy ten Morawiecki, to aby na pewno jest przytomny człowiek? Teraz, co rusz wprowadza nowe przepisy zaostrzające restrykcje dla obywateli i zapowiada następne. Wymyślono różne zakazy i nakazy pod rygorem wysokich kar pieniężnych, nawet 10 tys.zł i nie tylko. Więzienia również. Po prostu pastwi się nad nami. Przede wszystkim nakazano wszystkim siedzieć w domach. Ci, co już muszą wyjść, to koniecznie maseczki na twarzy (jednak!) i zachowanie odległości. Zamknięto szkoły, uczelnie, żłobki i przedszkola oraz sklepy (oprócz spożywczych, drogeryjnych i aptek). Przedłużono nakaz zamknięcia salonów fryzjerskich, klubów fitnes, siłowni,  restauracji, barów i kawiarń, wystaw, kin i teatrów. Aktorzy, jak nie występują na deskach teatru, to nie zarabiają. Teatry też sprywatyzowane i tylko na siebie liczyć mogą. Za co mają teraz żyć? Na wprost mojego domu na przykład, znajduje się „Och Teatr” Krystyny Jandy. Z czego czynsz zapłaci? Wątpię, żeby rząd cokolwiek jej przyznał z tarczy antykryzysowej, bo zwalcza panią Jandę od dawna, ponieważ ona krytykuje (i słusznie) poczynania rządu i prezesa Kaczyńskiego oraz uczestniczy w protestach. Ma tam przy teatrze taką małą kafejkę, kawka, ciasta i takie tam, ale przecież kawiarni też nie wolno otworzyć. No, po prostu nic nie działa. Restauratorzy w zamkniętej restauracji nie zarobią ani na życie, ani na wypłaty pensji dla pracowników, czy opłacenie czynszu, podatków, obowiązkowego ZUSu i różnych innych danin na rzecz państwa. Niektóre małe restauracje i pizzernie mogą pracować, ale tylko na wynos lub dostarczać potrawy klientom na zamówienie do domów, w których Ci zostali uwięzieni. Lecz kto będzie, siedząc całe dnie w domu, zamawiał jedzenie z restauracji? Może kilku na sto potencjalnych klientów. Państwo zabroniło lokalom zarabiać, ale nie zwolniło ich z płacenia czynszu za te lokale na rzecz państwa, ani z innych nałożonych na nich opłat. To chyba jakiś rządowy dowcip jest? jeśli tak, to zupełnie bez polotu, jak cały ten rząd.
 
 Chwila wytchnienia przy aromatycznej małej czarnej.

c.d. w następnym poście.
 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz