Patronat medialny



Miło mi poinformować, że moja wyprawa została objęta patronatem medialnym przez portal Link to Polnad www.linktopoland.com

poniedziałek, 6 maja 2019

Zwiedzamy Madryt


Teatr Królewski w Madrycie.200 lat!
Co zwiedzać? Dla przyjemności i wytchnienia od upału oraz miejskiego zgiełku, polecam odwiedzić Park położony wprawdzie nieco dalej od centrum, no powiedzmy prawdę, całkiem daleko, niemal godzinę jazdy od centrum, ale z dogodnym dojazdem metrem, linią nr.5 do stacji El Capricho lub linią nr.8 do stacji Campo de las Naciones. W kierunku lotniska.
Królewski Ogród Botaniczny
Jest to Parque Juan Carlos I, który został zaprojektowany przez architektów Jose Luisa Estebana  Penelas i  Emilio Esteras Martina. Utworzono go w 1992r, kiedy to Madryt miał zyskać miano Europejskiej Stolicy Kultury. Znajduje się tam bardzo ciekawe miejsce, Ogród Trzech Kultur. Kultury chrześcijaństwa, judaizmu i islamu.
Świetne są te okrągłe bankomaty, bardzo łatwe w obsłudze. A ten facet jest żywy i wisi.
Park Juana Carlosa Pierwszego jest jednym z największych parków w Madrycie, zajmuje powierzchnię 160 ha! Znajduje się w nim wiele gatunków roślin, krzewów i drzew, w tym także tropikalnych. Oprócz różnych gatunków palm, rosną tam również drzewka, które pozostały tam po dawnym gaju oliwnym, sięgającym wieku XVIII. Już samo to zachęca.
Zaczytane dzieci w parku przed Biblioteką.
W parku znajdują się  jeziora, rzeki, fontanny i różne takie ciekawe elementy artystyczne i rzeźby. Te artystyczne dzieła stworzyli artyści z różnych państw świata, nawet tak odległych, jak Japonia czy Meksyk. Na terenie parku wytyczono 13 km ścieżek spacerowych, a kto nie lubi długich spacerów, może za darmo wypożyczyć rower i objechać cały ten teren.
Madrycka Biblioteka Narodowa.
Gdy wypoczęci i zrelaksowani wrócimy do centrum Madrytu, możemy  wyruszyć w miasto na zwiedzanie ciekawych miejsc, których w Madrycie jest tak dużo, że nie wiadomo na co się zdecydować. Na Plaza de Santa Ana z 1810r, znajduje się najstarszy teatr w Madrycie, Teatro Espanol. Na placu stoi pomnik znanego również nam poety, Federico Garcia Lorca. Jest tam sporo uroczych kawiarenek, w których dawniej przesiadywali artyści. Być może i dzisiaj ich tu spotkamy, bo często tworzą swoje dzieła na placu.
Mercado de San Miguel.
Przechodząc w pobliżu Plaza Mayor, natkniemy się na Mercado de San Miguel, który to market działa nieprzerwanie w tym miejscu od 1916r. Wprawdzie został w międzyczasie przebudowany, zadaszony i unowocześniony, na ile tego wymagały obecne przepisy bhp, ale w zupełności zachował swój specyficzny charakter. Można tu kupić zawsze świeże produkty dostarczane bezpośrednio przez rolników. Na terenie Mercado de San Miguel można się pożywić przy ustawionych stolikach miedzy stoiskami. Jest klimatycznie.
Stoiska z owocami w Mercado de San Miguel.
Na Plaza de Espana stoi pomnik znanego nam pisarza Miguela Cervantesa oraz bohaterów jego książki,  błędnego rycerza Don Kichota z la Manchy i jego gieremka Sancho Pansa. Obok placu znajduje się park miejski Parque de la Montana, a w nim stoi egipska świątynia z II w p.n.e. którą w 1968r rząd Egiptu ofiarował Hiszpanii za pomoc w konserwacji kompleksu egipskich świątyń Abu Simbel, pochodzących z czasów Faraona Ramzesa II (1264-1244 p.n.e).
Krótkie churios, czyli porras. Podgrzewają nas pod parasolami grzejnikami bo chłodno.
Jeżeli z Plaza de Espana ruszymy w słynną, najbardziej reprezentacyjną ulicę Madrytu, Gran Via, ciągnącą się przez prawie półtora kilometra, dojdziemy do  Edificio Metropolis.   To imponujący, narożny budynek, stojący u wylotu Calle Alcala i Calle Gran Via, ze złotą kopułą pokrytą 30-toma tysiącami złotych blaszek w kształcie liści. 
Spotkanie z inną epoką. Ciekawe, co by powiedzieli, gdyby mogli nas teraz zobaczyć.
Budynek zaprojektowali Jules i Raymond Fevier dla Towarzystwa Ubezpieczeniowego La Union y el Fenix.  Oddany został do użytku w styczniu 1911r. Obecnie mieszczą się tam biura różnych firm. Prosperują chyba dobrze, mając „na szczęście” tyle złota nad głową, na dachu. Na Gran Vija jest mnóstwo eleganckich sklepów, kawiarni, barów, kin i teatrów. Koniecznie trzeba się przejść tą reprezentacyjną, chociaż gwarną ulicą.
Narożny budynek Metropolis na Gran Via
Plaza de Oriente, to z kolei szeroka aleja ciągnąca się od Palacio Real (Pałacu Królewskiego) do Puerta del Sol (Placu Słonecznego). Została wybudowana w latach 1809-1810 według projektu Narciso Pascual y Colomer. Żeby zbudować tą  promenadę, król Jose I kazał wyburzyć wszystkie średniowieczne kamieniczki tam się znajdujące. Strata nie do odtworzenia, ale kto rządzi, ten decyduje i nic na to nie można poradzić. Jedni budują, inni rujnują, chociaż widzą, że następujące pokolenia cieszą się z każdej uratowanej ruinki.
Artysta przy pracy. Na ruchliwej ulicy, między samochodami próbuje uchwycić szczegóły.
Spacerując po Plaza de Oriente, mamy możliwość obejrzenia 44 rzeźb-postumentów królów hiszpańskich, które tam ustawiono, a po środku placu stoi pomnik Filipa IV. Pięknie też prezentuje się budynek Teatru Królewskiego (Real Teatro). 
Centrum Kulturalne Kolumba znajduje się w centrum miasta.
Na Plaza de Oriente całymi dniami przesiadują (i pracują przy sztalugach) uliczni malarze i portreciści, grają muzycy, spacerują lub siedzą przy kawiarnianych stolikach różni inni artyści, mieszkańcy oraz turyści. Przyjemne klimatyczne miejsce. Co jakiś plac, to coś ciekawego do oglądania i fotografowania. O wszystkich nie sposób opowiedzieć. Nie wszystko też, czym się ja zachwycam, musi zachwycić innych.
Muzyka rozbrzmiewa w różnych częściach miasta.
Przede wszystkim nie wszystko jesteśmy w stanie zwiedzić w czasie tak zwanym turystycznym, czyli sztywno określonym. Ja mam to szczęście, że czasu mam już dużo i mogę wszędzie, gdzie się znajdę, przebywać tak długo, jak długo zechcę. Zazwyczaj na takie miasta, jak Nowy York, San Francisco, Los Angeles, Montreal, Sydney czy właśnie Madryt albo Sevilla, Barcelona czy Lizbona, daję sobie zawsze miesiąc (na każde z nich).
schodzę ze wzgórza w bardzo ładnych okolicznościach.
Zwiedzam powoli, smakuję obrazy, wdycham zapachy, zaglądam w każdy kąt,dotykam, wącham, patrzę z bliska, z daleka, wewnątrz, zewnątrz, napawam wzrok siedząc jakiś czas dalej, na parkowej ławce, bo wszystko to bardzo mnie interesuje i bardzo mi się podoba przebywanie w takich miejscach. Czasem wracam w te same miejsca wieczorem, żeby zobaczyć, jak to wszystko wygląda w nocnym oświetleniu. Taka maniera.
Pomnik Jana Pawła II w Madrycie
Po placach i budowlach z poprzednich wieków, czas na muzea. Jest ich w Madrycie bardzo dużo i z pewnością nie sposób o wszystkich się doczytać, a co dopiero je obejrzeć, a jeszcze mniej zwiedzić, ponieważ wstępy do muzeów są drogie. Gdy mamy więcej czasu, można dopasować się do określonych dni, w których wstęp jest za darmo lub bilety wstępu sprzedawane są z dużą zniżką, albo bilety są łączone, co wychodzi taniej itp.
Kiermasze świąteczne ustawiono na wielu placach Madrytu.
Często można na  takie okazje trafić. Zazwyczaj zachodzę najpierw do miejskiego Biura Turystycznego, skąd biorę mapki miasta, foldery o muzeach, galeriach, wystawach sztuki itp. Dopytuję o aktualne atrakcje free, albo wykupuję kartę Art Walk Pass, która daje całkiem korzystne możliwości zwiedzenia wielu ciekawych miejsc. 
Chwila odpoczynku.
Pracownicy takich biur są tam zazwyczaj bardzo pomocni i kompetentni, znają kilka języków, nieraz nawet nasz język polski i pomogą wybrać pass odpowiednie do naszych zainteresowań i potrzeb. Bywa, że można natknąć się na pracownika, imigranta z Polski, wtedy to w ogóle nie ma problemu, a wręcz można sobie przy okazji pogadać do woli.
Na dziedzińcu przed Muzeum Prado.
Do zwiedzenia mamy w Madrycie Museo Nacional de Prado - Narodowe Muzeum Prado przy Edyficio Villanueva (Pierwotnie nazywane Królewskim Muzeum Malarstwa i Rzeźby), z setką sal wystawowych, które zajmują aż trzy piętra zabytkowego budynku z XVIII w.W tym roku mija dokładnie 200 lat od rozpoczęcia działalności tego wspaniałego muzeum.
Muzeum Prado od strony zielonych wzgórz.
Budowę muzeum rozpoczęto za panowania króla Karola III w 1785r, a zakończono w 1819r, za czasów jego wnuka Ferdynanda VII. Obecnie jest to największe i najpiękniejsze muzeum na Ziemi!. Prezentowane w nich są dzieła sztuki artystów z różnych krajów Europy. Z Holandii, Włoch (m.in.Sandro Boticelli), Niemiec, Francji i naturalnie, z Hiszpanii.
Francisco Jose de Goya. Hiszpański malarz scen rodzajowych i portretów.
Zebrano tam dzieła hiszpańskich malarzy, tworzących na przestrzeni wieków, od XII do XIXw. Zaraz przy wejściu zobaczymy pomniki wielkich malarzy, Francisco Goya (Był nadwornym malarzem władców Hiszpanii) i Diego Valazqueza. Dzieła sztuki pochodzą z różnych okresów, od średniowiecza poprzez renesans i barok. Znajdują się tam również inne zabytki, ceramika, wachlarze, ryciny oraz rzeźby greckie i rzymskie z XVI, XVII i XVI w.
Pomnik Krzysztofa Kolumba o wys. 17 m na Plaza de Colon w Madrycie.
Muzeum Thyssen-Bornemisza mieszczące się w Palacio de Villahermosa z 1806r przy Paseo del Prado nr.8, stacja metra Banco de Espana (odkupione przez państwo muzeum z prywatnymi zbiorami biznesmena i kolekcjonera sztuki Heinricha von Thyssona, pochodzącego z Holandii i jego syna Hansa) Prezentowane są tam dzieła takich wielkich malarzy, jak Francisco Jose de Goya, Henriego de Toulouse–Lautreca, Edwarda Muncha, Rembrandta, Vincenta Van Gogha i wielu innych wspaniałych i podziwianych przez wieki.
Przed Muzeum Prado. Ogromne jest, muszę obejść dookoła. 200 lat! wspaniałe!
Znajdują się tam również obrazy malarzy ze szczególnie przeze mnie ulubionego okresu impresjonizmu paryskiego, jak Auguste Renoir, Edgar Degas, Claude Monet, Edouard Manet, Henri Matisse, czy Paul Cezanne. Można w tym muzeum spędzić wiele godzin z uczuciem przyjemności w celebrowaniu sztuki. Jeśli zgłodniejemy, mamy tam na miejscu restaurację, a dla oszczędniejszych, bar samoobsługowy z kawą i przekąsami.
Przed Muzeum Królowej Zofii.
Museo Nacional Centro de Arte Reina Sofia, Muzeum Narodowe Centrum Sztuki Królowej Zofii na Calle de Santa Isabel 52 otworzono w 1992r. Muzeum utworzono w zabytkowym budynku Hospital General z XVIII w z myślą o hiszpańskich artystach. Z czasem umieszczono tam również dzieła innych artystów, niehiszpańskich. W muzeum Zofii obejrzymy prace popularnego u nas Pabla Picassa, Salvadora Dalego, ale i mniej nam znanych, jak Lucio Fontana, Ives Tangua i jeszcze kilku innych ciekawych sław malarstwa.
Na dziedzińcu Muzeum Prado. Ciekawe położenie w takiej niecce, poniżej ulicy.
Te trzy muzea uważane są za najważniejsze muzea madryckie o światowej renomie. Znajdują się blisko siebie, w tak zwanym Trójkącie Sztuki. Można na wszystkie trzy  wykupić jeden ticket-pass, co wyniesie taniej, niż kupowanie biletów pojedynczo. Pozostałe muzea, to np. Muzeum Carralbo mieszczące się przy Paseo del General Martinez Campos 37. 
Królewska Katedra La Almudena w Madrycie
Są to prywatne zbiory Markiza Carralbo, historyka, polityka i zarazem zamiłowanego archeologa. Jego zbiory archeologiczne trafiły do Muzeum Archeologicznego. Tutaj, w jego
prywatnym domu, a właściwie pałacu z 1893r, w którym mieszkał z rodziną, zgromadzono zebrane przez niego obrazy, rzeźby oraz takie różne domowe skarby, jak stare meble, ceramikę, zegary, fotografie. 
Woda święcona w oryginalnej muszli.
Markiz zmarł w 1923r, a jego żona zapisała to wszystko miastu. Miasto utworzyło muzeum w 1944r. Odwiedzając to miejsce, można zobaczyć i porównać, jak w tamtych czasach żyły rodziny hiszpańskie o takim statusie, jak dzisiaj np. nasi profesorowie, czy politycy.
Wnętrze Katedry Królewskiej.
Warto pójść do Caixa Forum na Paseo del Prado 36. Jest to Muzeum Sztuki Współczesnej, które swoją architekturą zadziwi i zachwyci każdego, zanim jeszcze wejdzie do środka, aby wybadać, co tam jest. Budynek zawieszony jest jak gdyby w powietrzu, a po bocznej, odrębnej ścianie pnie się na kilka pięter wzwyż, pionowy ogród z kaskadą kolorowych roślin. Ten budynek przyszłości zaprojektowało dwóch Szwajcarów, Jacques Herzog i Pierre de Meuron. W budynku dawniej znajdowała się Elektrownia Miejska.
Przy tym budynku pomnik Kolumba wydaje się bardzo mały.
Museo de America, Muzeum Ameryki znajduje się przy Avenida de los Reyes Catolicos. Mimo, że to nie z Madrytu wyruszały wyprawy na poszukiwanie Indii i w rezultacie odkrywanie Ameryki, jednak decyzje o wyprawach, jak również ich finansowanie pochodziły stąd, z Pałacu Królewskiego, więc takie muzeum w Madrycie ma pełne uzasadnienie.
Chodzę i zwiedzam.
Zgromadzono tu najbogatsze zbiory sztuki prekolumbijskiej, jakich nie ma nigdzie indziej w Europie. Bo nikt przecież nie miał takiego Kolumba, który by różne skarby ze świata zwoził. Rzeźby, naczynia, figurki, ceramika, tkaniny i inne przedmioty składają się na 25.000 muzealnych eksponatów. I to nie są wszystkie. Wiele skarbów z wypraw zamorskich zdobi do dzisiaj Pałac Królewski, pałace arystokratów i domy ich potomków.
Ciężkie bryły kamienne na Placu Kolumba. Na każdej sentencja jakiegoś myśliciela.
W muzeum znajduje się również wiele przedmiotów ze złota, zrabowanych rdzennym mieszkańcom przez konkwistadorów okupujących ziemie zamorskie. To właśnie złoto było głównym skarbem pożądania, które uzasadniało dalsze finansowanie wypraw i penetrację odkrywanych lądów. Zbiory pochodzą z czasów wypraw Krzysztofa Kolumba, ale również jego późniejszych naśladowców, którzy długi czas wzbogacali skarbiec królewski Hiszpanii.
Park Kolumba. Wiele mu Hiszpania zawdzięcza, więc go czczą godnie i na różne sposoby.
Wiele Hiszpanów w trakcie i po zakończeniu okupacji, powracało ze skolonizowanych terytoriów amerykańskich ze swoimi własnymi łupami-skarbami. Koniec kolonialnego Imperium hiszpańskiego na świecie nastąpił w XIXw (początek kolonizacji to wiek XV. Od tego czasu zdobywano, grabiono i włączano do Królestwa Hiszpanii kraje w obu Amerykach, Afryce, Azji, Oceanii, również w Europie i ciągle zwożono do Hiszpanii łupy).
Muzeum Szynki, sklep i restauracja w jednym.
Poza tymi przybytkami wspomnień, istnieją w Madrycie jeszcze inne muzea, niektóre doprawdy zadziwiające, jak opisana w poprzednim poście nieczynna już stacja metra, albo takie na przykład Museo del Jamon (Muzeum Szynki) przy Avenida de Cordoba nr.7 (ale są również w innych dzielnicach miasta). 
Świeże kanapeczki z szynką można tu nabyć, plus kawa i lunch gotowy.
W pierwszej chwili nie wiedziałam, co to jest. Napis głosi, że Museo, wchodzę, a tam sklep z wędlinami, to wychodzę. Stoję, myślę chwilę i znowu wchodzę. No tak, to muzeum, sklep, bar i restauracja w jednym. Czerwona kolorystyka lokalu muzeum, to w odcieniu krwistego mięsa, czy czerwonego wina? Wybór szynek imponujący.
Szynki widzę ogromne!
We wnętrzu opisana jest historia szynkarstwa, stare fotografie, ogromne szynki wiszą pod sufitem, mnóstwo klientów przy wysokich stolikach spożywa na stojąco przyrządzane na miejscu kanapki z hiszpańską szynką lub chorizo i popija piwem. Ogólnie panuje tu swoboda i gwar rozmów, a za ladą w białych fartuchach i czepkach uwijają się sprzedawcy, bo przy ladzie zawsze kolejka oczekujących ludzi. Dlaczego? Bo smacznie, tanio i szybko, a to ważne, gdy wyskoczy się z biura na szybki lunch.
Na pięterku mieści się restauracja. Tu też na ścianie wiszą szynki.
Museo Taurino czyli Muzeum Corridy mieści się na Calle de Alcala nr.237. Można tam zapoznać się z historią tej barbarzyńskiej rozrywki białych ludzi, obejrzeć obrazy poświęcone pokazom na arenie, stare fotografie przedstawiające najsławniejszych torreadorów, ich zdobne ubiory, dyplomy itp. Jestem przeciwniczką walki byków i wszelkich takich „atrakcji” w których znęcanie się nad zwierzętami stanowi rodzaj sportu i rozrywki dla ludzi, więc nie będę zgłębiała bardziej tego tematu. Kto lubi, niech sam idzie i obejrzy.
Kolorowe azulejos  odzwierciedlają życie dawnego Madrytu.
Museo de Historia la Madrid, Muzeum Historii Miasta przy Calle Fuencarral nr. 78. To bardzo ciekawe miejsce, ponieważ możemy się tam zapoznać z historią miasta. Mamy możliwość prześledzenia rozwoju miasta, od czasu, gdy było siedzibą dworu, stolicą, aż do okresu I wojny światowej. Siedzibą muzeum utworzonego w 1929r jest barokowy XVIII-wieczny budynek, projektu Pedra de Ribery, w którym dawniej znajdowało się hospicjum, na który dawniej mówiono, przytułek dla biednych i chorych (Real Hospicio de San Fernando).
Późny listopad, a mimo to można siedzieć na zewnątrz restauracji. Pogoda sprzyja.
Pierwszy raz w życiu spotkałam się z istnieniem muzeum dla niewidomych. Takie właśnie muzeum, Museo Tiflologico znajduje się w Madrycie. W 1992r zorganizowała je Narodowa Organizacja Niewidomych w Hiszpanii. Ciekawa inicjatywa, warta naśladowania. Muzeum dla niewidomych mieści się przy Calle La Corruna nr.18. Jedyne chyba muzeum, w którym można  bezkarnie dotykać, głaskać i macać eksponaty! Teraz, również ludzie niewidomi mają możliwość obcowania ze sztuką.
Pomnik poświęcony pięciu prawnikom zamordowanym przez terrorystów w 1977r.
Jest jeszcze Museo Naval (Morskie Muzeum) mieszczące się przy Paseo de Prado nr.5. Wstęp za darmo! Są tam prezentowane makiety statków należące do korony hiszpańskiej. Pokazano historię żeglugi morskiej Hiszpanów, słynnych odkrywców nowych lądów. Wyjątkowym eksponatem w tym muzeum jest z pewnością pierwsza na świecie mapa Ameryki! Natomiast w Parque Enrique Tierno Galvan znajduje się Świątynia Debod chętnie odwiedzana przez turystów. Odbywają się tam koncerty muzyki elektronicznej połączone z pokazami pirotechnicznymi. Jak ktoś lubi, to dlaczego nie?
Cortylandia, coś dla dzieci też jest w Madrycie.
Przy Plaza de Cascorro ,niedaleko stacji metra La Latina znajduje się wielki pchli targ El Rastro. Czynny jest w każdą niedzielę w godzinach 9.oo-15.oo i można na nim kupić dosłownie wszystko. Bardzo ciekawe miejsce nawet dla tych, co nic kupować nie chcą, a tylko obejrzeć. Od placu rozchodzą się małe urokliwe uliczki, do których stragany targu się już przelały. Wszystko to wygląda bardzo interesująco w zielonej scenerii drzew i pięknych kamieniczek w nich tonących. Ten pchli targ istnieje od XIX wieku. Bardzo klimatyczne miejsce na niedzielną wycieczkę. Można tam spędzić całe godziny!
Takimi bramami można przechodzić z placu na plac.Nocami często śpią tu bezdomni.
Puerta de Europa, czyli Brama Europy, to dwa drapacze chmur. Dwie bliźniacze wieże o wysokości 114m każda,  posiadające po 26 pięter, stoją na Plaza de Castilla przy stacji metra Chamartin. Być może to z nich architekt czerpał natchnienie przy projektowaniu wież na Srebrnej w Warszawie? kto wie? Co w nich dziwnego? Otóż to, że te dwie wieże, Puerta de Europa, nachylone są ku sobie, odstając od pionu o 15 stopni. 
Chocolateria de San Gines zawsze oblegana przez smakoszy.
Budynki Puerta de Europa zostały wybudowane w połowie lat 90-tych XXw, w oparciu o projekty amerykańskich architektów, Filipa Johnsona i Johna Burgee,a. W wieżowcach mieszczą się różne firmy i biura. Budowę biurowców realizowała firma z Kuwejtu. W dole miedzy wieżami stoi pomnik Jose Calvo, ekonomisty, doktora praw, przywódcy hiszpańskiej partii prawicowej z1936r. Na dachach wieżowców wybudowano lądowiska dla helikopterów.
Meksykańska restauracja w Madrycie.
Po intensywnym zwiedzaniu z przyjemnością zatrzymamy się w pięknym El Parque del Buen Retiro. Wejście od Plaza de Independencia. Ten śliczny, wymuskany park królewski stworzony został w XIXw przy pałacu Palacio de Cristal, dla wygody rodziny królewskiej. Znajdują się w nim piękne posągi, fontanny o egzotycznych nazwach, jak np. El Angel Caido (Upadły Anioł) czy Los Galapagos (Żółwie). Uroczo wyglądają barokowe mostki na wodzie, po której można pływać łódkami.Piękno wśród natury w środku miasta.
Aleja w parku Buen Retiro wieczorem.
Spacerując po parku wytyczonymi ścieżkami, natrafimy na imponujący pomnik Alfonsa XII. Wzdłuż parkowego Paseo de las Estatuas ustawiono rzeźby królów hiszpańskich. Dużo jest tu zadbanej zieleni, są ławeczki i inne bajery. Król Filip IV wydawał w tym ogrodzie wytworne przyjęcia i urządzał pokazy na wodzie dla swoich gości. Teraz po parku biegają ci, którzy chcą zgubić sadełko lub wzmocnić mięśnie. Pędzą po ścieżkach zapaleni rolkowcy, przechadzają się wolno mieszkańcy i turyści, a młodsi jadą cichymi, elektrycznymi hulajnogami. Znajdują się tu letnie wystawy artystyczne. Można odpocząć i się nie nudzić.
Zielone ulice Madrytu. Nawet zimą.
Zapomniałam napisać o Plaza de la Cibeles? To niewybaczalne! To zdecydowanie najbardziej reprezentacyjny plac w Madrycie, niemal symbol miasta! Po środku stoi duża fontanna i ogromny posąg pięknej Kybele, frygijskiej bogini płodności, która powozi karetą zaprzężoną w dwa lwy. Kybele trzyma w ręku znaczące symbole: berło i klucz. Sylwetkę bogini zaprojektował Ventura Rodriquez, a rydwan, Miguel Jimenez. Fontanna wraz z pomnikiem powstała w latach 1777-1782. Na jej budowę zużyto 10 ton kamienia!
Kybele, frygijska bogini płodności w swoim powozie na Placu Cibeles.
Pierwotnie woda w fontannie była idealnie czysta. Ludność Madrytu przychodziła tu czerpać wodę do picia. Zabierała ją w pojemnikach do domu. Od 1895r zaprzestano tego zwyczaju i fontanna pełni od tego czasu rolę jedynie dekoracyjną, bo woda stała się niezdatna do picia. Plaza de la Cibeles nie została wyłączona z ruchu kołowego. 
Historię można też zgłębić na azulejos w tradycyjnych tawernach.
Z tego powodu zatraciła wygląd placu i stała się ruchliwym rondem, na którym przez cały dzień panuje wzmożony ruch. Turyści skarżą się, że utrudnia to oglądanie fontanny oraz jej fotografowanie. Po meczach klubu Real Madryt, kibice przychodzą tu i kąpią się w fontannie. Oczywiście wtedy, gdy ich klub odnosi sukces i  drużyna wygra mecz.
Pałac na Plaza de la Cibeles.
Plaza de la Cibeles otoczona jest pięknymi starymi budynkami. Najbardziej  okazały jest Palacio de Comunicaciones, budynek starej poczty pełniący do dzisiaj tą rolę. Zbudowany został w latach 1907-1919 (warto zajrzeć do środka). Teraz, oprócz poczty, w części budynku znalazły swoją siedzibę biura Ratusza Miejskiego. Można wjechać windą na dach budynku, gdzie znajduje się restauracja i roztacza się na Madryt piękny widok. 
Poczta. Ciężkie mosiężne skrzynki z nazwami miast, do których kiedyś wrzucano listy
Ten ogromny budynek przyćmiewa nieco piękne zabytkowe budynki stojące w sąsiedztwie, które wznoszono tu od XVIII do XX wieku włącznie. Obecnie mieszczą się w nich różne instytucje państwowe, Ministerstwo Obrony Narodowej,Centrum Kultury Ameryki Łacińskiej,  Narodowy Bank Hiszpański. Każdy z nich wart jest naszej uwagi ze względu na wyjątkową architekturę. Zwiedzanie zakłóca trochę wzmożony ruch na rondzie, ale dajemy radę.
Wnętrze zabytkowej poczty całkiem nowoczesne.
Reasumując. Największe budowle Madrytu powstały w dawnych czasach. W XVw – Kościół San Pedro el Real. W XVIw – Klasztor Descalzas Reales i most Segovia. W XVIIw – Katedra San Isidoro el Real. W XVIIIw – Pałac Królewski, Pałac Sprawiedliwości, Puerta de Alcala, Park Casa de Campo (1447 ha!) z Fontanną Księcia, Plaza de la Cibeles i most Toledański. W XIXw – Pałac Kongresowy, Pałac Senatu, Park Retiro, Muzeum Prado, Plaza de Oriente. W XXw – Katedra Almudena, Poczta Główna, Edificio Metropolis, Brama Europy. To tylko część z bogatej zabudowy zabytkowej Madrytu.
Z szefem poczty
Spacerując po parku del Oeste niedaleko Placu Hiszpańskiego, trudno nie zauważyć ogromnych surowych brył betonowych  na wodzie. To egipska Świątynia Debod z II w p.n.e Świątynia Boga Amona i Bogini Izydy. Kawałek starożytnego Egiptu w Hiszpanii.Taki prezent podarował Hiszpanii Rząd Egipski w 1968r z wdzięczności za pomoc w ratowaniu cennych egipskich zabytków. 
Tuk-tuk w Europie? chyba przywieźli z dawnych zamorskich kolonii.
W latach 60-tych, podczas budowy Tamy Asuańskiej, pojawiło się bowiem zagrożenie zalania wielu cennych starożytnych zabytków Egiptu. Hiszpanie podążyli tam, aby pomóc Egipcjanom ratować te unikalne starożytne budowle. Świątynię Debod  przywieziono  najpierw statkiem do Walencji, a stamtąd ciężarówkami do Madrytu.
Pijalnia Czekolady i spożywania gorących churros.
Wstąpiłam do słynnej, starej Chocalaterii (Pijalni Czekolady) na de San Gines nr.5, obok deptaka Calle Arenal. Trudno się było oprzeć. Zapach czekolady i gorących churros  osadził mnie w miejscu, gdy przechodziłam obok budynku. Na tą słodką ucztę przysiadłam przy ulicznym stoliku, ale najpierw weszłam do środka, aby obejrzeć ten kultowy lokal. Pijalnia czekolady istnieje w tym miejscu od 1894r. W środku można obejrzeć pamiątki z dawnych lat i stare fotografie. Można przyjrzeć się pracy cukierników na żywo. Bardzo długie churros wychodzą z maszynki i zwijają się w ogromne koła, a potem  smażone są w głębokim oleju.
Świeżutkie, apetyczne churros.
Następnie te krążki ciasta cięte są na porcje. Cienkie i owalne, to churros, natomiast grube i proste, to porras. Dzisiaj, podobnie jak dawniej, publiczność wychodząca późną porą z pobliskiego Teatru Królewskiego, zatrzymuje się tutaj nocą, aby zjeść porządną porcję churros i bez pośpiechu popijać je gorącą czekoladą. Niesamowite jest, że ta Pijalnia Czekolady czynna jest przez 24 godziny na dobę, przez wszystkie  365 dni w roku! Firma posiada filie w Bogocie, Szanghaju i w Tokyo.
Po lewej stronie churros, po prawej porras. Różnica w kształcie i grubości. Smak ten sam.
Kociarzy, a takich kilku mam wśród swoich znajomych, zainteresuje z pewnością kocia kawiarnia La Gatoteca, znajdująca się w cichym, spokojnym miejscu na Calle Argumosa 28, obok Parku Retiro. Mieszkają tam koty różnej maści, przygarnięte przez właścicielkę lokalu. Za pobawienie się z nimi przez określony czas jest nagroda w postaci darmowej kawy lub zimnego soku. Koty urzędują na dole i na pięterku. Wszędzie mają drapaki, zabawki i wygodne legowiska. Interesujące miejsce.
Tym razem jem grubsze, krótkie, czyli porras.
Są rozpieszczane przez właścicielkę i klientów w myśl zasady, że głaskanie kotów dobrze wpływa na człowieka i na kota. Generalnie koty przeznaczone są do oddania. Jeśli ktoś zechce jakiegoś kota przygarnąć, to go otrzyma. Gospodyni przygarnie następne bezdomne. Takie kocie kawiarnie powstają również w Polsce. Są podobno już w Krakowie i Warszawie, ale nie są to schroniska, czy czasowe przechowalnie bezdomnych kotów, jak w Madrycie. W Polsce koty, to kawiarniani  rezydenci.
Taniec, tak tańczy się na Fiestas de San Isidoro w połowie maja.
W Madrycie łatwo natknąć się na różnego rodzaju święta i fiesty. Jest ich dużo przez cały rok. Fiestas de San Isidoro odbywa się w dniach 11-15 maja. W tych dniach od Calle de Sal, aż do Plaza de la Villa przechodzi długi kolorowy pochód rozbawionych przebierańców, zabierając po drodze z sobą zwykłych ludzi w krąg taneczny. Potem następują przemówienia, odbywają się koncerty i ogólne tańce. Charakterystycznym tańcem na Fiesta de San Isidoro jest  el chotis. Do Hiszpanii taniec ten trafił w XIXw z Czech, ale dopiero tutaj zyskał popularność. El Chotis tańczą pary w specjalnych do tego tańca uszytych strojach.
Taniec el chotis przywędrował do Hiszpanii z Czech.
Panowie w ciemnych spodniach, kamizelkach i jasnych marynarkach, w kraciastych płaskich beretach z daszkiem na głowie. Tańczą? właściwie stoją w miejscu, czasem przytupują. Panowie obracają wokół siebie panią, ubraną w długą kolorową falbaniastą suknię, z  chustą na głowie. Ważne w tym tańcu są tylko kroki i obroty. Pary taneczne nie  suną  po parkiecie, nie wywijają hołubców. Wolno, w rytm muzyki powtarzają określone kroki i obroty. Bardzo spokojny taniec. Często w ogrodach Las Vistillas lub Parque  de San Isidoro można usłyszeć  też flamenco, ale też i jazz. Hiszpanie lubią muzykę i publiczne tańce, prawie jak Dominikańczycy wspólne karaoke.
Tutaj raczej żywiołowe wykonanie tańca bez nazwy, w rytm muzyki ulicznych grajków.
W ostatnim dniu fiesty, w dniu 15 maja, od godziny 13.oo wydawany jest gościom posiłek. Taka jednogarnkowa potrawa gotowana w wielkich kotłach według przepisu z XVIIw. Nosi ona nazwę cocido madrileno. To specjalność i tradycja Fiestas de San Isidoro. Na potrawę składają się różne gatunki mięs, wędlin i warzyw. Ważnym składnikiem potrawy jest ciecierzyca. Gotuje się po prostu to wszystko w kotle, co pozostało po dwóch dniach  świętowania i na zakończenie fiesty jest ogromne wspólne żarcie!
Panie dają czadu, przechodnie się cieszą.Panie się nie znają. Wyszły z gapiów i tańczą.
Na koniec apeluję o ostrożność i pilnowanie swoich rzeczy przed kradzieżą, co właściwie może zdarzyć się wszędzie, ale jak się okazuje, może się zdarzyć nawet w miejscach, zdawałoby się bezpiecznych, pilnowanych i zabezpieczonych. Otóż przydarzyło mi się coś takiego w „Motion Chueca Hostel” w Madrycie, Plaza de Pedro Zerolo 3. Mieszkałam tam już kilka dni, nie chciałam przedłużać pobytu i szukałam czegoś innego. 
Mój drugi Hostel "Generator" nocą. Wygodna lokalizacja.
Znalazłam miejsce w hostelu „Generator”, zarezerwowałam łóżko od następnego dnia. Gdy wieczorem wróciłam do swojego pokoju, wzięłam prysznic, położyłam się do łóżka i czytałam przewodnik, żeby ustalić sobie miejsca na zwiedzanie następnego dnia.Uznałam, że zdążę się spakować jutro po śniadaniu, bo wymiana podróżnych odbywa się zazwyczaj od godz. 11.oo. W pewnym momencie wstałam jednak z łóżka i zaczęłam się pakować, nie wiadomo dlaczego. 
Jest kilka zacisznych kątów w hostelu, aby poczytać Przewodnik lub pisać na laptopie.
Wyjęłam wszystko z szafki, którą zajmowałam i która była pełna najważniejszych dla mnie rzeczy, które trzeba chronić. Dlatego trzymałam je pod kłódką. A chowałam tam takie cenne rzeczy, jak laptop, aparaty fotograficzne, ładowarki, paszport, karty bankowe, saszetkę z pieniędzmi, zegarek, czajnik elektryczny itp. Spakowałam to wszystko do plecaka. W szafce zostawiłam tylko zapasowe buty w pokrowcach, które się nie zmieściły do walizki i miałam je nazajutrz nieść luzem. Walizkę ustawiłam tuż przy głowie łóżka, a plecak przy swojej poduszce na łóżku, od strony ściany. Wszystko to też miałam pozamykane na kłódeczki.
Moja szafka w pierwszym hostelu. Złodziejka wyrwała cały zawias wraz z kłódką.
O świcie wstałam i poszłam do toalety, która mieściła się przy kabinie prysznicowej. Pierwsze, co zauważyłam, to rozrzucone rzeczy na posadzce przy kabinie mimo, że nikogo pod prysznicem, ani w wc nie było. Gdy przyjrzałam się bliżej, zauważyłam swoje spodnie walające się wśród tych ciuchów. Natychmiast się dobudziłam, oprzytomniałam, zabrałam spodnie i wróciłam do pokoju. Obudziłam Chinkę, bo tylko ona ze mną spała w pokoju i zrobiłyśmy raban w hostelu. Chince ukradli laptop i telefon komórkowy. Kabelek ładowarki smętnie zwisał z kontaktu. Na szczęście, karty bankowe miała przy sobie i się uratowały.Te wszystkie ciuchy wywleczone do łazienki, też były jej. Nasze ciuchy tutaj przeszukiwano.
Zostały tylko buty w pokrowcach. Tenisówki i klapki. Już widzę rozczarowanie złodziejki.
Moja szafka miała wyrwany skobel razem z kłódką, ale że była pusta, taka też pozostała. Buty w pomarańczowych pokrowcach złodziejkę nie zainteresowały. Byłam w szoku, bo wyobraziłam sobie, co by to było, gdybym wieczorem wszystkiego z szafki nie zabrała. W recepcji nie chcieli Chince pomóc. Prosiłam, aby przejrzeli monitor, sprawdzili w komputerze, kogo nam w nocy dokwaterowali (ktoś leżał na łóżku pod oknem, widziałyśmy to przed snem, nawet się dziwiłam, że jest bez żadnego bagażu, ale w głowie lampka się nie zapaliła i spokojnie zasnęłyśmy. Zdarza się bowiem, że któraś z pracownic, gdy źle się poczuje, lub nie ma w nocy ruchu, odsyłana jest do pokoju, w którym są wolne łóżka).
Na tym dolnym łóżku pod oknem położyła się złodziejka i czekała aż zaśniemy.
Chinka podała swój numer telefonu, żeby wyśledzili, gdzie jest jej komórka. Nic z tego. Nie chcieli nic zrobić w tej sprawie. W końcu ja zostałam w ogólnym pomieszczeniu pilnując swoich i Chinki bagaży (bo obie zwolniłyśmy już pokój), a ona poszła zgłosić sprawę na policję. Policja też rozłożyła ręce, no bo gdzie ma szukać złodziejki? Monitoru w hostelu sprawdzać nie chcieli, bo niech to zrobi hostel. Jednym słowem na nikogo liczyć nie mogłyśmy i rzeczy Chinki stały się nie do odzyskania. Pożegnałyśmy się i przeszłam pieszo do swojego nowego hostelu „Generator”, mieszczącym się kilka przecznic dalej.
W drugim hostelu nie było szafek, tylko szuflady pod łóżkiem zamykane na kłódkę.
Czy nocna zmiana recepcji hostelu Motion Chueca była w zmowie ze złodziejką, że nie chcieli sprawdzać monitoringu? nie mieli jej meldunku? To kto jej dał zakodowaną kartę, którą otwiera się drzwi pokoju? Przecież takie rzeczy nie jest trudno ustalić. Ale mi się udało uniknąć nieszczęścia! Długo nie mogłam przestać o tym myśleć. Już drugi raz próbowano mnie okraść, na szczęście nieskutecznie. (Raz w Cancun w Meksyku chłopak ukradł mi laptop w kwaterze prywatnej. Laptop odzyskałam i opisałam tą sprawę w poście). Już nigdy w żadnej szafce nie zostawię swoich dokumentów. A teraz w drogę! Sevilla na mnie czeka!
Ale miałam farta, że wszystko intuicyjnie schowałam przed kradzieżą!