Patronat medialny



Miło mi poinformować, że moja wyprawa została objęta patronatem medialnym przez portal Link to Polnad www.linktopoland.com

piątek, 26 kwietnia 2019

Witaj Europo! Życie, jak w Madrycie.

Niedźwiadek pod drzewem truskawkowym na Plaza del Sol. Symbol miasta.
Listopad i grudzień to nieciekawe miesiące w Polsce, nie licząc okresu przed Bożym Narodzeniem, kiedy to przedświąteczna gorączka generalnych porządków, robienia zakupów, gotowania i pieczenia smakołyków pobudza nas do działania. Przez większość czasu jest jednak ponuro i ciemno, często wieje zimny wiatr, zacina deszcz lub pada śnieg, z którego chyba jeszcze tylko dzieci mają uciechę. Urok celebrowania świąt nie wynagradza tej smutnawej scenerii w okresie polskiej zimy.
Senna uliczka Madrytu. Widzicie te drzewa na II piętrze?
Ludzie (ci bez samochodów, do których należę) skuleni z zimna, przemykają w pośpiechu po ulicach, z pracy do sklepu, ze sklepu do domu. O żadnych spacerach czy posiedzeniu na ławce w parku, mowy nie ma. Dzień jest bardzo krótki. Rano jeszcze jest ciemno, po południu już jest ciemno. To najtrudniejsza dla mnie do przetrwania pora roku, trochę taka depresyjna, chociaż dawniej bywało inaczej. Z wiekiem czar niektórych zdarzeń, pryska.
Praktycznie przez cały rok w Madrycie można pić kawę na ulicy.
Gdy jeszcze pracowałam zawodowo, nie odczuwałam tego w ten sposób. Dni były wypełnione pracą, a potem następnymi obowiązkami w domu, dla rodziny. Zawsze wiele czynności do wykonania, na nic czasu nie starczało, więc zima szybko mijała. Teraz, to co innego. Czasu dla siebie mam dużo, którego jednak szkoda marnować na siedzenie w domu i wypatrywaniu z okna wiosny, przez co najmniej trzy miesiące.
Piwiarnie mieszczą się w stylowych, starych lokalach.
Dlatego w listopadzie nie wróciłam z Dominikany wprost do Warszawy, lecz po drodze zahaczyłam o Hiszpanię. Już Europa, ale jeszcze nie Polska. Chociaż Hiszpania to nie Karaiby i w swoich porach roku też ma zimę, ale jakoś taką łagodniejszą, łatwiejszą do zniesienia, niż w moim kraju. No, i kiedy otworzę telewizor lub radio, nie widzę i nie słyszę naszych polityków. Co za ulga! Dlatego postanowiłam tam trochę pomieszkać, zanim wrócę do domu. Wylądowałam na lotnisku w Madrycie.
Uliczni muzycy umilają zwiedzanie miasta.
Madryckie Lotnisko im. Adolfo Suareza jest ogromne. Mieści się przy Avenue de la Hispanidad w dzielnicy Barajas, na wysokości 610 m nad poziomem morza. Adolfo Suarez był pierwszym, wybranym w pierwszych demokratycznych wyborach premierem Hiszpanii. Pełnił tą ważną funkcję w latach 1976-1981. Zmarł w 2014r i jeszcze w tym samym roku nadano jego imię stołecznemu Aeroporto.
Pożywne przekąski tapas, dostępne są na każdym kroku.Na zimno i na gorąco.
Lotnisko posiada cztery terminale. Pierwsze trzy znajdują się blisko siebie, a czwarty oddalony jest od pozostałych o 3 km i znajduje się po przeciwnej stronie dzielnicy Barajas. Wszystkie terminale są dobrze między sobą skomunikowane, więc nie ma się co obawiać, że się zagubimy przy przemieszczaniu się na odpowiedni terminal. Całą dobę kursują między nimi bezpłatne autobusy. Dosłownie co 15–20 minut. Z Polski samoloty zazwyczaj lądują na terminalu 1 (tanie linie) lub na terminalu 3 (LOT).
Stare lokale Madrytu zazwyczaj są całe wyłożone ceramicznymi kafelkami, azulejos.
Lotnisko w Madrycie obsługuje rocznie dziesiątki milionów pasażerów, ponieważ stanowi w Europie dobry punkt przesiadkowy na loty z lub  do państw obu Ameryk. Zawsze tak jest, że kraj, który miał w innych częściach świata swoje kolonie, ma z tymi państwami  w czasach obecnych dobre połączenia lotnicze (i tańsze!), mimo, że tych kolonii już nie posiada. Powód? nostalgia i wola utrzymania dobrych stosunków. Jakby nie patrzeć, zostawili tam swoje budowle, kamienice, swoich potomków, swoje zwyczaje, swoją kuchnię i przede wszystkim swój ojczysty język. W takiej sytuacji, nostalgia nie dziwi.
Pijalnia wina
Lotnisko oddalone jest od centrum Madrytu 12 km, ale nie ma problemu z tańszym  dojazdem do i z miasta. Nie trzeba brać taksówki. Na lotnisko lub z lotniska, możemy spokojnie dojechać metrem, linią numer 8. Należy jednak pamiętać, że metro w Madrycie nie kursuje przez całą dobę na okrągło, tylko w godzinach od 6.oo rano do 1.oo w nocy. Bilet na lotnisko kosztuje trochę drożej, niż na normalnych liniach metra, ale zawsze o wiele taniej, niż taxi. Metrem dojedziemy bezpośrednio na terminal 1 i 4. Jeśli musimy dostać się na terminal 2 lub 3, to z któregoś z tych terminali dojedziemy tam wahadłowym bezpłatnym autobusem lotniskowym.
 Gran Via, bardzo ruchliwe miejsce miasta.
Możemy też na lotnisko dojechać autobusem miejskim z napisem na czole „Ekspres Aeropuerto”. Jeździ on na terminal 1, 2 i 4. Kursuje z Dworca Kolejowego Atocha od godziny 6.oo rano do 23.oo, a od 23.oo do 5.30 z Plaza Cibeles. To ten piękny plac z fontannami i posągiem Bogini Kybele. Tak więc, w godzinach nocnych, gdy nie kursuje metro, można na lotnisko, lub z niego, bez problemu dostać się autobusem. Bilet kosztuje 5 euro i można go kupić w autobusie. Autobus kursuje co 20-30 minut.
Poznawcza ciekawość dziecka
Wreszcie, możemy też na lotnisko dojechać pociągiem z Dworca Kolejowego Atocha. Bilet kupujemy w automacie i kosztuje on jedynie 2,60 euro. Na terminal 4  lotniska madryckiego w pół godziny dojedziemy linią kolejową C1 i C10. Na inne terminale dostaniemy się z terminalu 4 wahadłowym, bezpłatnym autobusem lotniskowym. Pociągi kursują od 5.oo rano, do północy, a podróż nie przekracza czasu 30 minut. Oczywiście, kto chce, lubi i go stać, może z każdego miejsca w mieście, dojechać na lotnisko taxi.
Fontanna przy Parku Retiro
Skoro już jestem przy transporcie, to zanim przejdę do madryckich atrakcji, napiszę kilka ciekawostek na temat metra i dworca kolejowego Atocha, ponieważ ich historia zrobiła na mnie duże wrażenie. Pasjami lubię takie opowieści! Otóż wyobraźcie sobie, że Metro w Madrycie zaczęło kursować już w 1919 roku! Równo 100 lat temu!
Drogowskazy w wielu miejscach pozwalają bez kłopotu trafić do każdej atrakcji miasta.
Pierwszy kurs wykonano 17 października 1919r. Wprawdzie było wówczas tylko osiem stacji na jedynej linii, długości niecałych 3,5 km, ale też i miasto było wówczas odpowiednio mniejsze, niż jest dzisiaj. Madryt liczył w tamtym czasie 600 tysięcy mieszkańców. Były to czasy, gdy  w Pałacu urzędował jeszcze Król Alfons XIII. Dla nas czasy zamierzchłe.
Czasami można zapędzić się w niezaplanowane, ale ciekawe miejsca.
Metro połączyło Puerta del Sol (Brama Słońca) z Cuatro Caminos, znajdującej się na granicy dwóch dzielnic miasta: Tetuan i Chamberi. Obie te dzielnice mają swoją historię. Tetuan stanowi obecnie centrum finansowe Madrytu, a jednocześnie mieszka tu najwięcej imigrantów z Ameryki Południowej i Afryki.
Trafiłam na targ różnych staroci, w tym starych książek, kalendarzy i obrazów.
Obecnie Metro posiada 300 stacji na 13 liniach, o ogólnej długości przekraczającej 290 km!
A miasto Madryt liczy 3,2 miliona mieszkańców skupionych na pow. 606 km kw. licząc tylko w centrum administracyjnym miasta. Bez obszarów miasta i aglomeracji. W Unii Europejskiej większe są tylko Londyn i Berlin.
Taka sobie instalacja miejska.
Zachowała się stacja pod nazwą Chamberi, na której Metro się nie zatrzymuje już od 53 lat!. To peron 0, na którym nie czeka już żaden pasażer. Świat się tam zatrzymał, jak obraz w kadrze niemego filmu. Jadąc linią L1 można było tą stację podejrzeć, między stacjami Bilbao i Iglesias. Taka stacja widmo, ukazująca się na mgnienie oka, o której całkowicie zapomniano na całe dekady. Ogrodzono, zabito dechami i na długo o niej zapomniano. Niemal na całe pokolenie. W końcu przyszedł czas, że władze miasta postanowiły tam zajrzeć, wysprzątać i otworzyć stację dla publiczności, jako atrakcję turystyczną. 
Odkryłam, skąd jeżdżą autobusy do Sevilli. Tam się wybieram z Madrytu.
Stację otworzono w 2008r i nazwano „Muzeum Peron 0”. Teraz już nie z okna wagonu, ale osobiście możemy tam pójść i obejrzeć to historyczne miejsce. Wszystko pozostało takie samo, jakie było dokładnie 100 lat temu. Zachowały się w nienaruszonym stanie stylowe kasy biletowe, bramki wejściowe, reklamy na białych kafelkowych ścianach. Na stacji-muzeum można obejrzeć stare pamiątkowe fotografie, dawne bilety i przeczytać o historii madryckiego metra. To już prawdziwe muzeum!
Często chodzę wieczorami i czuję się w tym mieście całkowicie bezpieczna.
Białymi kafelkami wykładano tunele prowadzące do Metra z takiego powodu, że były one bardzo wąskie i niskie. Obawiano się, że ludzie klaustrofobiczni tego nie wytrzymają. Biel rozjaśniała trochę przestrzeń i sprawiała, że tunele zdawały się większe. Przyczyna zamknięcia stacji metra Chamberi w 1966r była prozaiczna. Z uwagi na rozbudowę linii metra i ciągle zwiększającej się ilości podróżujących pasażerów, nastąpiła konieczność zwiększenia ilości składów wagonów.
Do niektórych stacji metra wchodzi się, jak do sklepu w szeregu pawilonów.
Peron stacji Chamberii stał się za krótki o kilkadziesiąt metrów i skład wagonów nie mieścił się na nim. Nie można było go wydłużyć, bo znajdował się na linii łuku, na samym zakręcie. Trzeba było obok, w linii prostej pociągnąć szyny i pobudować nowy peron, a ten zamknąć dla ruchu. Na szczęście go nie wyburzono! Dzięki temu Madryt ma teraz dodatkowe, unikatowe i bardzo ciekawe miejsce do zwiedzenia.
Są też stacje w zupełnie starym stylu. Takie wąskie wejścia z ulicy głęboko pod ziemię.
Na dwóch innych, czynnych stacjach Metra również znajdują się muzea. Na stacji Opera mieści się małe muzeum archeologiczne Canos del Peral, podobnie, jak Peron 0, jest ono czynne trzy weekendowe dni w tygodniu (piątek, sobota, niedziela) i  jest bezpłatne. Zaś drugie znajduje się w podziemnym przejściu do stacji Carpetana, więc do oglądania jest zawsze, kiedy się tamtędy przechodzi do Metra.
Bardzo wysoki i bardzo zadbany wiadukt w środku miasta. Ładne widoki z niego.
Dla porównania podam, że takie zupełnie pierwsze Metro zbudowano w Nowym Yorku w 1845r  pod ulicami Brooklynu. Miało ono jednak zaledwie 500m długości. Trzeba więc przyjąć, że pierwsze Metro, takie z prawdziwego zdarzenia, powstało w Londynie, gdzie długość trasy wyniosła 6 km. Otwarto je 10 stycznia 1883r, dokładnie w czasie, gdy Polacy w Królestwie Polskim ostrzyli szable do pospolitego ruszenia przeciwko Rosji, znanego nam z historii, jako Powstanie Styczniowe. Bowiem znajdowaliśmy się wówczas pod zaborami obcych państw. A świat zdążał do przodu.
Można dołączyć do wolontariuszy turystycznych oprowadzających gratis po mieście.
Pierwsza linia londyńskiego Metra wiodła od stacji Paddington (najstarsza stacja metra na świecie!) do Farrington Street. Obecnie Londyn posiada 11 linii Metra. Następne podziemne metra wyrastały na świecie, jak grzyby po deszczu: 1896r w Budapeszcie (Węgry), 1897r w Bostonie (USA), 1900r w Paryżu (Francja),1904r w Nowym Yorku (USA),1913r w Buenos Aires (Argentyna), 1927r w Tokio (Japonia)…  …………wreszcie w 1995r w Warszawie (Polska). 112 lat po Anglikach. Ale jest!
Piękny budynek dworca kolejowego Atocha z zabytkowym zegarem po środku.
Drugą atrakcją turystyczną w Madrycie związaną z transportem jest Dworzec  Kolejowy Atocha przy Glorieta Carlos V, który otwarto w lutym 1851r.Wprost nie mogłam uwierzyć w to, co zobaczyłam. Dworzec kolejowy z tropikalnym ogrodem botanicznym! Niemal dżungla tropikalna na dworcu! Palmy, staw z wodą, wylegujące się na kamieniach żółwie, kolorowe rybki, fontanny i tuż obok oczekujący na pociąg pasażerowie. Niesamowita sprawa. Ławeczki, bary i kawiarnie w dżungli. Można tu bez irytacji oczekiwać na spóźniony pociąg.
Perony Estacion de Atocha
W 1888r dobudowano do dworca Atocha następny budynek, celem zwiększenia jego powierzchni. To był pierwszy dworzec kolejowy w Madrycie. Potem jeszcze go poddawano dalszej rozbudowie, remontom i unowocześnianiu, ale w taki sposób, żeby nie zatracił swojej pięknej XIX-wiecznej architektury. Dworzec zabytkowy, a jednak nie stał się zabytkiem-muzeum, lecz nadal prężnie działa. Ma też część nowoczesną. Posiada 15 peronów i oprócz normalnych i pospiesznych pociągów, obsługuje również nowoczesną linię super szybkiej kolei AVE, dla której specjalnie przystosował kilka torów z peronami.
Poczekalnie, bary, kawiarnie, w ogromnej wolnej przestrzeni dworca.
Dla ludzi, to fantastyczna sprawa, ponieważ Atocha znajduje się w samym centrum miasta, skąd i dokąd wszędzie jest blisko. Dostępne są z dworca wszystkie środki komunikacji miejskiej. Umiejętnie połączono nowoczesność z zabytkową częścią dworca. Zostawiono stare, stylowe kasy i inne zabytkowe szczegóły. Znajdują się tam również lokale gastronomiczne, serwujące potrawy z różnych stron świata. Główną powierzchnię starego holu dworca zajmuje ten niesamowity, tropikalny ogród i mnóstwo miejsc do siedzenia.
Na pociąg możemy czekać w tropikalnej dżungli.
W każdym miejscu mamy dostęp do internetu. Jednak smutne momenty też były. To na tym właśnie dworcu kolejowym Atocha, dokonano zamachu terrorystycznego w dniu 11 marca 2004r, o którym usłyszał cały świat. Wtedy dowiedzieliśmy się, że również ta stara, poczciwa Europa nie jest już bezpiecznym miejscem na Ziemi (po zamachu na WTC z 11 września 2001r w NYC). W Madrycie zginęło wówczas 191 osób, w tym czworo Polaków, a 2050 osób zostało rannych. Względnie spokojne życie (z wyjątkiem II wojny światowej) na Planecie Ziemia skończyło się wraz z XX wiekiem. Nic już nie będzie takie samo.
Wjazdy dla taxi na Dworzec Kolejowy Atocha, Madryt.
Wiek XXI zapoczątkował okres perfidnego terroryzmu, do którego świat nie zdążył się przygotować. Wydawać by się mogło, że doświadczenie II wojny światowej powinno przyspieszyć poszukiwania, wynalazczość środków do zwalczania masowego uśmiercania ludzi, do wzajemnego unicestwiania się ludzkości. Tymczasem postęp poszedł w kierunku odwrotnym, doskonalenia broni i środków masowego rażenia, gdzie jeden człowiek może spowodować śmierć setek i tysięcy ludzi jednocześnie w bardzo krótkim czasie i w każdym miejscu, nie wypowiadając wojny.
Ja, przyjemnie zaskoczona na dworcu Atocha.
Nie wynaleziono nic, co by chroniło ludzi przed takimi niespodziewanymi atakami, nie wiadomo za co. Zbrodniarze nie muszą już budować komór gazowych. Słowa, bandyta, zbrodniarz, zostały zastąpione przez słowo terrorysta. Terrorysta działa z zaskoczenia, na otwartym terenie, wśród wielu niczym mu niezawionionych ludzi, podczas ich zwykłych czynności dnia codziennego. W trakcie nauki, pracy, podróży, wypoczynku. W żaden sposób nie można się przed takim atakiem obronić. Przed Estacion Atocha postawiono symboliczny, szklany pomnik pamięci, w którym umieszczono nazwiska wszystkich ofiar terrorystycznego zamachu z 2004r. Pomnik osobiście odsłonił król Juan Carlos w 2007r.
Spojrzenie na hol dworcowy z antresoli.
Może zbytnio się rozwijam, niezupełnie na temat tego postu, ale pisząc go, wsłuchuję się jednocześnie w radiowe komunikaty (telewizora nie mam) o ciągle zwiększającej się ilości ofiar ataków terrorystycznych na Sri Lance. Moja ulubiona Sri Lanka, w której spędziłam z wielką przyjemnością kilka miesięcy, teraz płacze i ja płaczę razem z nią. Na obecną chwilę, nie żyje już 359 osób. Niestety, liczba ofiar co rusz się zwiększa. Rannych zostało prawie 500 osób i ta liczba jest raczej stabilna, ale nie wiadomo ile z nich uda się uratować, a ile pozostanie inwalidami. I to wszystko spotkało Lankijczyków w pierwszy dzień Świąt Wielkiej Nocny! Chociaż katolików tam jest, jak na lekarstwo i nijak nie zagrażają innej religii.
Wszystko, co dawniej podróżny miał ze sobą. A teraz plecak, laptop, komórka i karta bankowa.
Sri Lanka, to w większości buddyjski kraj, pokojowo nastawiony do świata. Własne Tamilskie Tygrysy (wojna domowa skończyła się tam w 2009r, podczas mojego pobytu) zostały zastąpione przez obce państwo ISIS. Państwo mobilne, państwo bez granic, działające w dowolnie wybranym czasie i w każdym miejscu na kuli ziemskiej. Na Ziemi i w powietrzu. Życie stało się nieprzewidywalne, więc każdego dnia należy się cieszyć, że jeszcze żyjemy. Szczególnie podróżnicy, ufnie wałęsający się po tym niespokojnym świecie. Ale, ale…..wracając do tematu:
Stalowo szklany dach wysoki na 27 m przykrywa perony na długości157m
Mieszkańcy Madrytu cały czas pamiętają o tej strasznej tragedii na dworcu Atocha. Gdy pewnego dnia 2017r rozległy się strzały w metrze, ludzie pomni horroru z 2004r, padli plackiem na ziemię, spodziewając się powtórki z 11 marca, ale na szczęście nie był to zamach.To imigranci pokłócili się o coś między sobą i do siebie strzelali. Metro ewakuowano na stacji El Carmen i winowajców aresztowano. W ludziach została świadomość, że nigdzie już nie jest bezpiecznie i trzeba być czujnym bez przerwy, o każdej porze i w każdym miejscu pobytu. Ciągle o tym musimy pamiętać w podróżach, ale bez paniki.
Na dworcu kawiarnie, nie tylko sieciowe.
Warto wiedzieć, że najpierw, od 1085r, stolicą Hiszpanii było miasto Toledo. Madryt uzyskał prawa miejskie dopiero w 1118r, a  443 lata później, w 1561r ówczesny Król Hiszpanii Filip II przeniósł stolicę z Toledo do Madrytu i właśnie od tego czasu datuje się szybki rozwój miasta. Z czasem Madryt stał się dużym i znaczącym gospodarczo  ośrodkiem kraju. Szczególnie po 1851r, gdy zbudowano tu kolej i dworzec Atocha.
Na Atocha kontrola bagaży, jak na lotnisku.
Zwiedzanie zaczynam od Puerta del Sol, czyli od Bramy Słońca, znajdującej się teraz  w centrum miasta. Kiedyś to miejsce było wstępem do miasta, tędy się do miasta wjeżdżało od wschodniej strony, stąd nazwa Brama Słońca. To wyjątkowe miejsce. Stoją tu dwa bardzo ważne dla Madrytu pomniki. Jeden, to pomnik Króla Hiszpanii Karola III z dynastii Burbonów, który  urodził się 20 stycznia 1716r w Madrycie. Na tronie Hiszpanii zasiadał od1759r, aż do śmierci w 1788r. Zapisał się w historii miasta pozytywnie i często jest nazywany Wielkim Budowniczym Madrytu.
Pomnik Karola III na Puerta del Sol i tradycyjni muzycy hiszpańscy na żywo.
Historia życia i panowania Karola III jest bardzo bogata i interesująca, ale do uczczenia przez społeczeństwo swojej osoby pomnikiem, musiał czekać dosyć długo. Zasługi Króla dla kraju i miasta, doceniono dopiero pod koniec XXw i w 1994r zdecydowano o budowie pomnika. Ciekawostką jest, że decyzję o pomniku i miejscu, w którym należy go postawić, podjęli w referendum sami obywatele miasta. Nasz obecny rząd mógłby brać lekcje demokracji od Hiszpanów w sprawie stawiania pomników.
Na kafelkach azulejos można by się uczyć historii Madrytu.
Drugą ciekawostką jest, że Karol III ożenił się z polską księżniczką Marią Amalią Wettyn, córką polskiego Króla Augusta III Sasa. Karol III był znanym filantropem i zasłużonym dla rozwoju swojego rodzinnego miasta. Zmarł również w Madrycie. Na żeliwnym cokole spisano najważniejsze fakty z jego życia i panowania, które spowodowały, że w przekonaniu potomnych zasłużył na pomnik. Żeby przeczytać historię jego życia, trzeba kilkakrotnie obejść pomnik dookoła, bo tak na okrągło jest to napisane.
Na ulicach Madrytu bez przerwy panuje wielki ruch. Wieczorami też.
Na Puerta del Sol znajduje się też punkt, od którego zaczyna się mierzyć odległość z Madrytu do innych hiszpańskich miast, tak zwany kilometr 0, dla ustalenia ilości kilometrów na mapach kraju. Stoi tam oznaczony kamień, a należy go szukać przed budynkiem dawnego Królewskiego Urzędu Pocztowego (Real Casa de Correos), który później był siedzibą Ministerstwa Spraw Wewnętrznych, następnie siedzibą policji, a obecnie urzędują tam władze regionalne. Tu właśnie jest dokładnie środek Hiszpanii.
Puerta del Sol.Za niedźwiadkiem w tle szkielet choinki. Nadchodzą święta, miasto się stroi
Drugim bardzo ważnym pomnikiem na Puerta del Sol jest ważący dwadzieścia ton postument ogromnego niedźwiedzia, próbującego sięgnąć korony drzewa truskawkowego. Ten niedźwiedź przy drzewie to symbol stolicy kraju, Madrytu, który znajduje się również w herbie miasta. Pomnik powstał w 1967r za sprawą artysty Antonio Navarro Santa Fe. Przy niedźwiadku turyści lubią się fotografować, a zakochani wyznaczają sobie często to miejsce na randki. Poza tym na placu znajduje się sporo kawiarenek, gdzie można posiedzieć przy dobrej kawie i churros maczanym w gorącej czekoladzie.
Trudno się oprzeć takim smakołykom. Skusiłam się na churros i gorącą czekoladę.
Puerta del Sol (Słoneczny Plac), to również miejsce, gdzie organizowane są świąteczne i okolicznościowe parady, ale też różne demonstracje, manifestacje oraz protesty społeczne, które w Madrycie odbywają się bardzo często. Społeczeństwo bowiem żywo interesuje się wszystkim, co się w kraju dzieje i w razie niezadowolenia z decyzji rządzących, natychmiast organizowany jest protest. Wielki bunt miał tu już miejsce za panowania Króla Karola III, gdy sprowadzony z Włoch reformator Leopoldo de Gregorio, markiz Esquilache próbował naprawić finanse państwa, poprzez zmuszenie kleru i szlachty do płacenia podatków.
Restauracja, jak wystawa dawnego  malarstwa. Na zewnątrz i wewnątrz też.
Niestety, poniósł fiasko. Król, chociaż z bólem serca, musiał odwołać markiza z funkcji Ministra Finansów. Na otarcie łez, w 1771r powierzył mu funkcję ambasadora hiszpańskiego we Włoszech. Jak widać, w tych kwestiach świat za bardzo się nie zmienił od stuleci.
Za czym ci ludzie tak stoją? za loterią! Hiszpanie pasjami grają na loterii.
Różnica jest tylko taka, że Król liczył się z wolą protestujących (chociaż podatki powinni płacić wszyscy). Odwołał ministra i odłożył planowane reformy na półkę. Natomiast teraz, na przykład w moim kraju, rząd nie liczy się w żadnym stopniu z protestującym masowo społeczeństwem i z uporem maniaka przepycha swoje, szkodliwe dla kraju i ludzi pomysły, nie licząc się z konsekwencjami, w myśl zasady, a po nas choćby potop! Masowe protesty społeczeństwa są w Polsce całkowicie ignorowane, a ludzie upokarzani przez rządzących.
Artystyczne murale na budynkach są często widoczne w Madrycie.
Na Puerto del Sol zawsze się działo. W 1919r zbudowano tam pierwszą stację Metra, w 1932r proklamowano Drugą Republikę. W latach 80-tych XX w Hiszpanie tu demonstrowali przeciwko wstąpieniu do NATO, w latach 90-tych, przeciwko terroryzmowi. Na początku XXIw demonstrowano przeciwko angażowaniu się w wojnę w Iraku. Również na tym placu, mieszkańcy i goście od lat bawią się w każdą noc sylwestrową, witając pod zegarem Nowy Rok, hucznie i zbiorowo. O północy, po każdym uderzeniu zegara, zjadają jeden owoc winogrona, za pomyślność w nadchodzącym roku. Taki zwyczaj.
Piękne stare kamieniczki i mnóstwo małych sklepów. Nie trzeba szukać supermarketów.
Wieża zegarowa na Puerta del Sol pochodzi z XIXw, a zegar prawdopodobnie  wykonał Jose Rodriguez Losada, hiszpański zegarmistrz z Londynu, w którym to mieście zrobił oszałamiającą karierę w stylu amerykańskim „od pucybuta, do milionera”. A zaczynał od sprzątania pracowni zegarmistrzowskiej. Ale to już zupełnie inna historia. Królowa Izabela II w roku 1866, w dniu swoich urodzin przypadających na dzień 19 listopada, dokonała uroczystego odsłonięcia zegara na wieży  Puerta del Sol , który chodzi do tej pory.
Plaza Mayor. Wszystkie domy mają balkony, z których oglądano kiedyś egzekucje.
Następny ciekawy plac, Plaza Mayor, zasłynął z kolei z przeprowadzanych na nim w dawnych czasach wyroków inkwizycji, którą zniesiono dopiero w 1834r. Wykonywano też na nim wyroki, poprzez publiczne ścinanie głów skazańcom. Plac istnieje w Madrycie już od czasów średniowiecza. Wówczas znajdował się poza murami miasta i pełnił rolę targowiska.
Wiele fontann w Madrycie. Przydają się w bardzo upalne dni lata.
Gdy przeniesiono stolicę państwa do Madrytu, postanowiono powiększyć miasto, zlikwidować targ, a w jego miejsce wybudować reprezentacyjny plac i otoczyć go eleganckimi budynkami.Tak też uczyniono. Plaza Mayor został włączony do centrum miasta. Odbywały się na nim koronacje królów, wystawiano tu sztuki teatralne, ogłaszano różne ważne informacje dla mieszkańców. Od 1848r stoi na placu pomnik Króla Filipa III na koniu.
Pomnik króla Filipa III na Plaza Mayor.
Takie przeznaczenie placu było z góry zaplanowane, dlatego budując te wszystkie czterokondygnacyjne budynki, zaopatrzono je od razu w balkony, aby mieszkańcy mogli z nich wygodnie obserwować wszystko, co się na placu dzieje. Na budynkach okalających plac, znajduje się 237 balkonów z widokiem na rozległy plac! Z tych balkonów w wielkich emocjach oglądano krwawe corridy i z nie mniejszym zainteresowaniem przyglądano się egzekucjom, np. Rodrigo Calderona, hrabiego Oliva i innych nieszczęśników.
Plaza Mayor wieczorem. Ustawiono już pawilony na świąteczne kiermasze.
Hiszpanie lubują się wprost w krwawych scenach odbywających się w realu. Do dzisiaj pasjonują ich walki byków i kogutów, podczas których krew bryzga na boki. Obecnie na Plaza Mayor w niedziele odbywają się targi kolekcjonerów, Można na nich kupić różne starocie oraz obrazy, książki, numizmaty itp. Tak, jakby Plaza Mayor wracał do swojej pierwotnej roli, chociaż to już zupełnie inny rodzaj targowiska.
Pałac Królewski w Madrycie.
Następna atrakcja miasta, to Palacio Real, czyli Pałac Królewski. Ma on swoją, trochę dziwną i tajemniczą historię. Postanowiono bowiem wybudować go w miejscu, gdzie w wigilię Bożego Narodzenia 1734r  spłonęła dawna siedziba Habsburgów, tak zwany Palacio Viejo Alkazar. Czyli, jak gdyby na pogorzelisku. Decyzję o budowie pałacu w tym właśnie miejscu, podjął ówczesny Król Filip V Burbon. Pracę nad projektem budowli powierzył włoskiemu architektowi Filippo Juvara, który jednakże zbytnio pofolgował swojej wyobraźni i wykonał pracę ze zbyt wielkim rozmachem, jak na możliwości akceptacji króla.
Wejście po bilety dla zwiedzających do Pałacu Królewskiego.
Projekt, zdaniem króla, wyszedł za drogi, a zaplanowany pałac był zbyt duży, więc kazał architektowi projekt skorygować. Juvara nie zdążył jednak przerobić projektu, bo zmarł w 1736r. Projektem Juvary zajęli się teraz inni architekci włoscy, Giovanni Battista Sacchetti i Sabatini, uczniowie Juvary. Co trzeba, zmniejszyli, co trzeba, przerobili, jednak projekt ciągle był za duży. Ostatecznie król machnął ręką i przystąpiono do budowy pałacu.
Pałac Królewski z bocznym przejściem między kolumnami.
Budowę pałacu zakończono w 1755r, lecz Filip V Burbon nie zdążył się już do niego wprowadzić, ponieważ w międzyczasie, w lipcu 1746r również zmarł. Po raz pierwszy do pałacu wprowadził się dopiero w 1764r Król Karol III  Burbon (Wielki budowniczy Madrytu i Reformator). Wprawdzie był już królem od 1758r, ale nie wiadomo dlaczego ociągał się z przeprowadzką do nowego pałacu aż 6 lat.
ja na dziedzińcu Pałacu Królewskiego.
Obecnie na tronie hiszpańskim zasiada Filip VI Burbon, który przełamując dotychczasowe  królewskie zwyczaje koligacyjne, ożenił się ze śliczną dziennikarką, tak zwaną dziewczyną z ludu. Nowoczesna para, która po raz pierwszy od pradziejów dynastii, o narodzinach swoich córek informowała media za pomocą smsów! Tak się czasy zmieniły. Para królewska, podobnie, jak poprzednia (rodzice Karola VI też nie mieszkali w pałacu), zamieszkała w mniejszym rodzinnym obiekcie, w Palacio de la Zarzuela pod Madrytem.
Otoczenie Pałacu Królewskiego sprzyja spacerom.
Pałac Królewski w Madrycie nie ma jakoś wzięcia wśród panujących, dla których przecież specjalnie go wybudowano. Być może uważają, że jakieś fatum nad nim wisi? Ostatnim monarchą, który w nim zamieszkiwał, był Alfons XIII. Od wielu lat pałac pełni jedynie rolę oficjalnej rezydencji królewskiej, w której przyjmowane są głowy innych państw, dyplomaci, organizowane są różne uroczystości i ceremoniały państwowe, a miedzy tymi zdarzeniami pałac udostępniany jest do zwiedzania dla publiczności i turystów.
Ogrody królewskie z pomnikami słynnych osobistości.
W pałacu  znajduje się 2800 pomieszczeń, w tym: sala tronowa, kaplica królewska, galeria obrazów z dziełami m.in. Diego Rodriguez de Silva Valazqueza, El Greco, Rubensa i innych. Można tam obejrzeć stare gobeliny, zegary, królewską porcelanę i zabytkowe meble, a także skrzypce słynnego lutnika z Cremony (Włochy), Antonio Stradivariego. Dostępne do obejrzenia są też, zbrojownia i powozownia królewska.
Na azulejos sceny z życia wzięte.
c.d.n.