Patronat medialny



Miło mi poinformować, że moja wyprawa została objęta patronatem medialnym przez portal Link to Polnad www.linktopoland.com

wtorek, 30 lipca 2019

Sevilla, pomarańczowe miasto.

Naturalną ozdobą Sevilli są drzewka pomarańczowe. Ona nosi je z gracją, jak kobieta korale.
Sevilla, miasto w Hiszpanii, w regionie Andaluzji. To są  piękne tereny, obejmujące południe kraju, z ciepłymi zimami i gorącym latem. Ja tam przebywałam w grudniu i styczniu. Często ubierałam na siebie lekką kurtkę, ale również często ją zdejmowałam na ulicy, a kawę i gorące churros zwykle spożywałam przy stoliku na ulicy. W południe bywało 22-23 stopnie na plusie, taki tam jest przyjazny klimat zimą. Hiszpanie marzli, bo to ludzie południa, a nie tacy odporni, jak my Polacy z północy, dlatego pod parasolami nad ulicznymi stolikami, restauratorzy montowali im grzejniki!
Pomarańcze zdobią ulice, place i placyki, których tu jest mnóstwo.
Andaluzja dzieli się na osiem prowincji. W skład tych prowincji wchodzą bardzo ciekawe, nie tylko historycznie, ale również przyrodniczo i architektonicznie, miasta i wioski. Już w samej nazwie mają coś takiego powabnego, miękkiego, kuszącego przybysza obietnicą zobaczenia czegoś niezwykłego, pięknego, niespotykanego gdzie indziej. Sevilla, Malaga, Kordoba, Grenada czy Kadyks, czyż nie brzmi pięknie? I rzeczywiście, każde z tych miast warte jest odwiedzenia, bez względu na porę roku.
Jest grudzień, ale na tyle ciepło, że można jeść na ulicy. Dla zmarźluchów są grzejniki!
Na północy Andaluzji na długości 120 km rozciąga się pasmo najwyższych gór w Hiszpanii, Sierra Nevada, niewątpliwie mające wpływ na klimat całego regionu, podobnie jak rzeka. Rzeka o trudnej dla mnie do wymówienia nazwie Gwadalkiwir, to główna rzeka Andaluzji, ciągnie się przez 680 km, również przez Sevillę. Początek swój bierze w Parku Narodowym Sierra de Cazorla (214 tys.ha), a uchodzi do Oceanu Atlantyckiego na wysokości Kadyksu. Ta trudna nazwa wywodzi się z języka arabskiego (Wadi al Kabir) i znaczy tyle, co „wielka rzeka”, jaką niewątpliwie jest w rzeczywistości.
Odpoczynek nad rzeką Gwadalkiwir wczesnym wieczorkiem.
Jedna z legend mówi, że pierwszy miasto nad tą rzeką założył Herakles. Nazwa miasta pochodzi prawdopodobnie od Rzymian, którzy nazywali je Hispalis, potem Arabowie wymawiali to po swojemu, Is billija, po zaokrągleniu do ludzkiego języka, wymawia się teraz, Sevilla. W latach 556-636, jeszcze przed przybyciem Arabów, gdy na tym terenie rządzili Wizygoci, wsławił się tu niebywałą mądrością pewien metropolita Sevilli, Izydor, który pełnił ten urząd przez 35 (może 37?) lat.
Można się trochę poduczyć zanim wypłynie  się łodzią lub żaglówką w morze.
Tworzył on szkoły, domy zakonne, wspierał biednych, zwoływał synody i mówił piękne kazania. Tak poważnie traktował Dziesięć Przykazań Bożych, że 1/3 z dochodów kościoła przeznaczał dla ubogich. Obecnie jest odwrotnie, to ubodzy przekazują kościołowi pieniądze. Nawet, jak mają małe dochody, dzielą się nimi z kościołem. Niejaki (pseudo) ksiądz Rydzyk, to nawet od bezdomnych dostaje obfite dary, czym sam się chwali publicznie. Tak się czasy zmieniły, dlatego z wielką ciekawością czytam o dawnych czasach na Ziemi. Wiele rzeczy wtedy działo się zupełnie inaczej.
Kościół za rzeką i zwiedzanie miasta dorożką.
Papież Innocenty XIII ogłosił Izydora Doktorem Kościoła, a potem Izydor został świętym. Papież Jan Paweł II w 1999r uczynił Świętego Izydora patronem internetu, internautów, informatyków i programistów. Papieska Rada ds. Środków Społecznego Przekazu w Watykanie ogłosiła tego sewilskiego Świętego, pierwszym twórcą bazy danych w historii ludzkości. A to z powodu jego dzieła, w którym uporządkował ogromny zbiór wiadomości z różnych dziedzin wiedzy i ówczesnego życia społecznego w sposób podobny do współcześnie tworzonych internetowych baz danych. Święty Izydor został również patronem całej Hiszpanii.
Ścieżka dla biegaczy wzdłuż rzeki.
Do dzisiaj powtarzane są sentencje Świętego Izydora, jak np. ”Ucz się, jak gdybyś miał żyć wiecznie, żyj jak gdybyś miał umrzeć jutro” lub „Na początku słuchaj, zabieraj głos jako ostatni, bowiem ostatnie słowo jest więcej warte, niż pierwsze”. Powstała również modlitwa internauty: „Wszechmogący Boże, który stworzyłeś nas na swoje podobieństwo i poleciłeś szukać tego co dobre, prawdziwe i piękne………pomóż nam, błagamy Ciebie, przez wstawiennictwo Świętego Izydora z Sevilli, biskupa i doktora, abyśmy podczas naszych wędrówek w internecie kierowali nasze ręce i oczy tylko na to, co podoba się Tobie Boże i traktowali z miłością i cierpliwością wszystkie te osoby, które spotkamy przez Chrystusa Pana naszego, Amen” 
Widok z mostu Królowej Izabeli II
Oj! Oj!, myślę, że to świetna modlitwa dla wielu polskich katolików korzystających z internetu. Wpisuję ją tutaj, bo z pewnością mało kto o niej wie, a przydałaby się ta wiedza do przemyśleń, szczególnie niektórym komentatorom, katolikom, księżom i nie tylko, udzielającym się na forach społecznościowych. Niech Święty Izydor ma ich w swojej opiece!
Capilla Virgen del Carmen. Kaplica Matki Boskiej z Carmen, patronki rybaków i żeglarzy.
Niegdyś w Sevilli znajdował się duży port przeładunkowy o niebagatelnym znaczeniu. Dzięki niemu miasto się pięknie rozwijało i bogaciło, a wraz z nim, jego mieszkańcy. Handel z zamorskimi krajami za pomocą transportu wodnego przeniósł się jednak w 1717r do Kordoby ze względu na zbyt duże zamulenie rzeki w Sevilli, z czym jeszcze nie umiano sobie poradzić. Dzisiaj rzeka znowu jest udrożniona, a na odcinku Sevilla-Kordoba pływają nawet statki morskie. Rzeka wykorzystywana jest do żeglugi, również do produkcji energii elektrycznej i nawadniania okolicznych upraw. W Sevilli warto się przespacerować mostem Królowej Izabeli II i spojrzeć w dal na rzekę oraz zabudowę miasta na przeciwległym brzegu. Jest pięknie!
Przy ścianie Mercado, dołem, można wejść  Aleją Inkwizycji do podziemia zamku San Jorge.
Sevilla przeżywała wiele wzlotów i upadków. Była okupowana przez różne nacje. Przez Fenicjan, Greków, Rzymian, Maurów. Każdy z nieproszonych przybyszów wnosił jednak coś nowego i pożytecznego do tego kraju, również w architekturze. Najdłużej zasiedzieli się w mieście muzułmanie, ale nie da się ukryć, że to właśnie za ich panowania nastąpił największy rozkwit miasta i całego regionu Andaluzji. Arabowie budowali piękne ogrody, charakterystyczne budowle, domy mieszkalne, meczety, do dzisiaj podziwiane za piękno architektury, kunszt wykonania i trwałość. Nic nie burzyli, lecz ulepszali i upiększali to, co wcześniej stworzyli Rzymianie i Grecy przez co Andaluzja piękniała, rozwijała się, bogaciła i jej znaczenie w świecie rosło. Był to czas świetności Andaluzji, szczególnie miasta Sevilli.
San Jorge był średniowieczną fortyfikacją, a potem Główną Kwaterą Inkwizycji i więzieniem.
Starożytni Rzymianie, jako pierwsi wprowadzili tutaj plantacyjną uprawę drzew oliwnych i palm daktylowych. Generalnie przyjmuje się, że oliwki uprawiali już Fenicjanie na obszarach zajmowanych dzisiaj przez Libię i Izrael, ale ich uprawę w Hiszpanii rozpowszechnili Rzymianie. Drzewa oliwne są najdłużej żyjącymi drzewami na świecie i przetrwały w Hiszpanii (również w Grecji, Izraelu) tysiące lat! Zdumiewa, że te ponad tysiącletnie drzewka ciągle owocują! Moim zdaniem, to fenomen w przyrodzie, w której nic tak długo nie znajduje się w stanie produktywnym. Rzymianie zakładali też plantacje winorośli, budowali akwedukty, porty, kanały wodne. Przybyli tu w 45r p.n.e i mieli ambicję zbudować sobie w tym miejscu wielkie imperium, ale w 712r ten piękny region zajęli raptem muzułmanie i trzymali go przez następne 800 lat!
Stara Farmacia (apteka-drogeria) z muralami azulejos w dzielnicy Triana.
Są dowody na to, że drzewka oliwne uprawiano już 2500 lat przed naszą erą. Obecnie gaje oliwne zajmują w Hiszpanii 2,5 miliona hektarów ziemi. Z tego, na Andaluzję przypada 80% upraw. Na całym świecie rośnie obecnie 850 milionów drzewek oliwnych, zajmując powierzchnię 10 mln ha. Dokładnie policzono, co nie jest trudne, bo drzewka są długowieczne, więc można posługiwać się danymi z poszczególnych plantacji przez wiele lat, dodając tylko nowo powstałe. Nikt tam nie niszczy starych plantacji.
Bardzo przyjemna kawiarenka El Patio. Też lubiłam tu przysiąść na kawę lub lody.
Byłam zaskoczona, że oliwki smakują w Sevilli zupełnie inaczej, niż te kupowane u nas w słoiczkach. Zaraz za mostem Izabeli II, wprost na ulicy, rolnik ustawiał każdego ranka ogromne beczki z różnymi oliwkami. Czarnymi, zielonymi, drobnymi, bardzo dużymi i wprost z tych beczek je sprzedawał za 1 euro. Nie ważył ich, wyławiał z zaprawy sitkiem i tak na oko wrzucał je do reklamówek lub pojemników przyniesionych przez klientów. Jedno sitko, jedno euro. Zawsze ustawiała się tam długa kolejka ludzi z różnymi naczyniami, jakby dawali tam coś za darmo. Rolnik sprawnie nas obsługiwał, łup, do nastawionego naczynia lub reklamówki i 1 euro proszę. Następny, łup, 1 euro, następny itd. Szło szybko.
Sevilla w czasie sjesty.
Dodatkowo dorzucił mi gratis, mały plastikowy woreczek (jeszcze nie pozbyli się plastików) oliwek z innej beczki, na spróbowanie. Te gratisowe tak mi smakowały, że kupiłam zamykany szczelnie pojemnik i chodziłam po nie co drugi dzień!  Jadłam te oliwki łyżkami do każdego posiłku i kanapek! Pycha! Zazwyczaj około godziny 11.oo wszystkie beczki były już puste. Rolnik sprzątał wszystko po swoim  straganie, że śladu nie było i wracał do hacjendy. Od tamtej pory nie jadłam jeszcze tak smacznych oliwek! Tylko trzeba tam iść rano, bo jak szybko wszystko sprzeda, to po straganie nie ma śladu już o 11.oo, a  nieraz już nawet o 10.oo!
Z pewnością przyjemnie się mieszka w takim otoczeniu.
Hiszpanie są smakoszami oliwek, dlatego zostawiają u siebie 40% zbiorów, pozostałą część eksportują do 120 krajów świata. Są liderem w tym zakresie, bo na przykład Grecja eksportuje jedynie 6% zbiorów, Turcja 12%, Syria 11%. Przyjemnie się spaceruje po gajach oliwnych. Drzewka są niskie, ale rosną swobodnie, luźno, nie zaczepia się głową o gałęzie. Przeważnie rosną na trawiastych wzgórzach, z których można podziwiać piękne widoki.
Urocze uliczki Sevilli
Arabowie docenili irygacyjny system pobudowany przez Rzymian. Oprócz praktycznej roli wodociągów, wykorzystali ten system do budowy fontann, uroczych sadzawek otoczonych roślinnością, kamiennych schodków w ogrodach, pełniących rolę mini wodospadów i różnych takich budowli sprawiających radość oczom i wywołujących u człowieka chęć dłuższego przebywania w takim miłym otoczeniu. Lubowali się w pięknie otaczającego ich świata. Ruchome budowle wodne schładzały przy okazji powietrze i dawały ludziom wytchnienie w  największe upały. Służyły też roślinności i uprawom.
Na każdym placyku pomarańczowe drzewka, kwiaty i małe knajpki ze stolikami na zewnątrz.
To Muzułmanie wprowadzili do uprawy drzewka pomarańczowe, których w Sevilli jest teraz  ponad 30 tysięcy! Pomarańczowe drzewka na ulicach i placach Sevilli, to był mój pierwszy zachwyt, utrzymujący się przez cały okres pobytu w tym pięknym mieście, a mieszkałam tam półtora miesiąca. Gdziekolwiek szłam, wszędzie w zasięgu wzroku miałam pomarańczowe drzewka obwieszone gęsto owocami, które mogłam dotknąć ręką. Mogę sobie tylko wyobrazić, jak muszą pachnieć wiosną, w okresie kwitnienia!
Ja wśród pomarańczy.
Bardzo przyjemny widok. No i to jest super, że nikt ich nie zrywa, nie rozrzuca po ulicy, nie niszczy dla zabawy, ani dla zasady, jak się nieraz obserwuje w różnych miastach w innych krajach, gdzie łamie się, miażdży i kopie wszystko, co stoi na drodze lub znajduje się w zasięgu nogi lub ręki. Całe szpalery drzewek na ulicach i placach Sevilli zachwycały mnie każdego dnia. Do jedzenia też ich nikt nie zrywa, ponieważ owoce tego gatunku są gorzkie, więc mogą być wykorzystywane jedynie do smażenia marmolady lub konfitur i to najlepiej zmieszane z innymi, słodkimi gatunkami owoców. Ulice Sevilli pachną bez przerwy kwiatami i ziołami, aż chce się oddychać.
Na miejskich klombach dzika kapusta zamiast kwiatów
Muzułmanie mieli bardzo wyrafinowany zmysł węchu i lubili otaczać się pachnącymi roślinami. Sprowadzali i sadzili w swoim otoczeniu mnóstwo różnych pachnących ziół i kwiatów. Budowali domy w taki sposób, aby wewnętrzne dziedzińce, tak zwane patia, chroniły ich od upału i dawały warunki do odpoczynku wśród żywych drzew i żywych roślin skomponowanych w sposób, aby cały rok cieszyły wyglądem i wonią. 
Mapka centrum Sevilli.Od Cristobal Colon odbiega Adriano, gdzie mieszkałam.
Obsadzali więc patia egzotycznymi drzewami, krzewami różnokolorowych kwiatów (szczególnie bugenwilla cieszy oczy swoją obfitością) i pachnącymi ziołami (czystek, tymianek, szałwia, rozmaryn). Często po środku patia budowano jakąś sadzawkę lub niewielką fontannę. Naturalny kamień, bujna roślinność i ożywcza woda, to jest to, co się teraz bardzo, również nam podoba. Patia należą do mieszkańców kamienic, więc nie można do nich wejść, jak kiedyś, gdy jeszcze bramy nie były zamykane i nie istniały domofony.
Wewnętrzne podwórka, to patia zacienione kolumnami i roślinami. Prywatne są ładniejsze.
Wokół tych domowych ogródków wytyczano przestrzeń wypoczynkową dla domowników. Patio wykładano kolorową posadzką, otaczano ją szpalerem kolumn, dających cień. Na ścianach umieszczano malowidła, często układane z azulejo. Niektóre zadaszenia tych podcieni składały się z półprzezroczystych płytek, a nieraz tworzyły się naturalnie, z rozkrzewiających się gałęzi drzew i zielonych pnączy. Ten typ zabudowy przyjął się potem w tropikalnych krajach podbijanych przez Hiszpanów. W takich ślicznych, zacienionych i pachnących patiach często spożywano posiłek, a po nim oddawano się leniwej sjeście w hamakach lub bujanych fotelach. Wtedy nie było jeszcze wentylatorów, ani klimatyzatorów, chłód podcieni w patio był zbawienny!
Azulejos na murach budynków opowiadają historię miasta.
Azulejo są to ceramiczne płytki, malowane ręcznie (kiedyś) i powlekane szkliwem. Znane już były w starożytności. W Egipcie tworzono z nich ozdobne mozaiki, ale na dobre rozpowszechnili je na Półwyspie Iberyjskim Maurowie, którzy zamieszkiwali te tereny do XIVw. Al zuleija (azuleja), to z arabskiego, mały gładki kamień. Kultura Islamu rozpropagowała azulejo i dopracowała ich technikę produkcji. Wiedzę tego rzemiosła muzułmanie czerpali od Chińczyków, którzy pięknymi malunkami i delikatnym  szkliwem pokrywali swoją cieniutką, wykwintną i słynną na cały świat chińską porcelanę, dostarczaną jedwabnym szlakiem do Europy.
Ławki z azulejos stoją na ulicach, w parkach i na skwerach miasta.
Muzułmańscy rzemieślnicy wykonywali płytki w okresie XI–XVI w w Maladze, Manises Grenadzie i Walencji. Jednak z czasem największym centrum produkcji azulejs stała się Sevilla i tu za rzeką, w dzielnicy Triana, znajdowały się manufaktury ceramiczne. Potrzeby były duże bo obok eksportu, również w samej Sevilli i w innych miastach Hiszpanii masowo używano w budownictwie i do ozdoby płytek ceramicznych azulejos. 
Z azulejos układane są święte wizerunki do ulicznych kapliczek
W XIIw, gdy jeszcze centrum wyrobu płytek znajdowało się w Maladze, wybudowano w Sevilli ogromny meczet, którego kopułę pokryto złotymi azulejos wyprodukowanymi w Maladze. Malaga specjalizowała się wówczas w produkcji płytek różnego kształtu i w złotym kolorze. Jednak od 1500r prym w produkcji azulejos wiodła Sevilla, a zaraz za nią uplasowało się Toledo.
Korytarz kamienicy w azulejos. Po lewej stronie skrzynki pocztowe lokatorów.
W Sevilli zastosowano nową technikę wytwarzania azulejo. Ograniczono się do produkcji płytek kwadratowych, co nie rozpraszało czasu i pozwalało na zwiększenie produkcji, a tym samym i na obniżenie kosztów produkcji. Tym sposobem zaczęto wytwarzać azulejos na skalę masową i wysyłano je do różnych krajów Europy. Z czasem nawet do Ameryki bo wiadomo, że wraz z odkrywaniem nowych lądów, za odkrywcami ciągnęli kupcy. Sevilla zdobyła rynki światowe, ponieważ jej płytki bardziej się ludziom podobały i  były tańsze, niż produkowane w innych miastach Hiszpanii i Portugalii.
Pamiątkowe tablice i tabliczki z nazwami ulic na budynkach są z azulejos.
Ciekawostką jest, że nowe techniki produkowania płytek wymyślił nie Hiszpan, a Włoch mieszkający wówczas w Sevilli, który nazywał się Francisco Niculoso. On też, jako pierwszy wprowadził modę na murale w postaci wykładania ścian budynków kolorowymi płytkami ceramicznymi, przedstawiającymi scenki rodzajowe z życia wzięte. Sewilskie azulejo z tamtych czasów można jeszcze dzisiaj zobaczyć w salach Watykanu (ułożono je za czasów papieża Leona X), w Genui, Neapolu, a także w Rzymie, głównie w pałacach. Azulejos stosowano głównie w pałacach, klasztorach, parkach i na ulicach Hizpanii.
Łuki mauretańskie ozdobione płytkami azulejos wyglądają ślicznie. Na balkonie też azulejos.
Król Hiszpanii Karol V panujący w latach 1516-1556, zakupił sewilskie azulejos do królewskiego pałacu Alcazar. Klasztory w Madrycie również upiększały swoje korytarze i krużganki sewilskimi płytkami. Kolorowymi azulejos wyłożone są do dzisiaj w Hiszpanii ściany, blaty barowe w restauracjach i pubach. 
Azulejos w hostelu pozwalają lepiej utrzymać czystość, bo łatwo się je myje.
Ściany, lady i stoliki w  sklepach z wędlinami, w których się kupuje i jednocześnie spożywa gotowe potrawy lub na poczekaniu robione kanapki z wędliną też wyłożone są kolorowymi azulejos. Zdobią one fontanny w patiach, ujęcia wody pitnej w mieście, ławki w parkach itp. Spodobały mi się tabliczki z nazwami ulic wypisanymi na azulejo, wiszące na ulicach Sevilli.
Kobieta (Anioł?) trzyma w ręku sztandar (żagiel?) i liść palmy. Ja tam widzę jeszcze krzyż.
Drugi okres świetności Sevilli liczy się od 1147r (ja urodzę się równo 800 lat później), gdy do władzy doszedł marokański ród Almohadów. Czas ich panowania zaznaczył się wieloma świetnymi budowlami, ale najbardziej charakterystyczną dla Sevilli stała się wieża, zwana „La Giralda”, stanowiąca minaret pobudowanego kiedyś meczetu. Gdy chrześcijanie wyparli z Sevilli muzułmanów, pobudowali w tym miejscu niezwykłą i imponującą pod względem wielkości katedrę, jednak minaret pozostawili i spełnia on do tej pory rolę wieży kościelnej przy tej naprawdę ogromnej katedrze sewilskiej.
Widok na katedrę z pozycji sprzedawcy gorących kasztanów.
W ten sposób dziedzictwo dwóch zupełnie odmiennych cywilizacji i religii połączyło się w jedną, piękną architektonicznie budowlę sakralną, która do dzisiaj stanowi główną atrakcję miasta. Budowę wieży (Giraldy) rozpoczęto w 1184r, a zakończono w 1195r. Wysokość jej wynosiła 84m (94m?) i była wtedy, w XIIw, najwyższym obiektem w całej Europie. Jeśli by nie liczyć piramid egipskich, stanowiących nieco inny rodzaj budowli, ale jednak, to nie tylko w Europie, ale nawet na całym świecie Giralda sewilska byłaby uznana za najwyższą budowlę postawioną przez człowieka.
Muzułmańska wieża tworzy całość z katolickim kościołem. Balkony dobudowano potem.
W 1248r za króla Ferdynanda III Sevilla została przejęta przez Chrześcijan. Król Ferdynand niezbyt długo cieszył się tym zwycięstwem, bo już 30 maja 1252r zmarł w Sevilli i tam został pochowany, a później przeniesiony do katedralnej kaplicy królewskiej. Ferdynand III kanonizowany został przez papieża Klemensa X, a w 1671r ogłoszony Świętym. Przez większość swojego życia walczył o kraj i wiarę katolicką. Kawałek po kawałku wydzierał ziemię hiszpańską, a konkretnie andaluzyjską z rąk muzułmanów. Wyzwalał miasto za miastem, wieś za wsią, rok po roku przez wiele lat. Ferdynand III był pierwszym królem, który został w taki sposób wyróżniony, bo za te właśnie zasługi ogłoszono go świętym. Chociaż może nie tylko za te?
Kopia Giraldy mieszczącej się na szczycie wieży katedralnej.
Był bowiem nie tylko bardzo waleczny i oddany ojczyźnie, ale również bardzo płodny i oddany rodzinie. Został ojcem dziesięciorga dzieci, a gdy po śmierci żony wyczerpanej połogami ożenił się po raz drugi, zdążył spłodzić następnych pięcioro dzieci. No, po prostu mistrz! Ciągle na barykadach, w okopach, a w przerwach walk z najeźdźcami…te dzieci…., które żony wychowywały same z pomocą służby i rodziny, bo tata wiecznie na wojnach o kraj i wiarę walczył. Gdyby tak szybko nie zmarł, pewnie zostawiłby Hiszpanii jeszcze więcej swoich potomków ku chwale ojczyzny. Lecz w tamtych czasach nie był wyjątkiem. Rodziny zwykle były wielodzietne i te bogate i te biedne. Świat się kształtował, rozwijał i zaludniał.
Widok na katedralną wieżę z bocznej uliczki.
W okresie pierwszych 150-ciu lat po przejęciu Sevilli przez chrześcijan, meczetu nie zburzono, lecz po niewielkich przeróbkach wnętrz przystosowano na kościół katolicki. Gdy w 1365r minaret został w czasie trzęsienia ziemi poważnie uszkodzony, wyremontowano go z zachowaniem wszystkiego, co się tylko dało. Dobudowano do niego w tym samym miejscu katedrę katolicką. Nic w tym nie było dziwnego, ponieważ były to jeszcze czasy, gdy szanowano prawo obywateli do wyznawania dowolnej religii i zgodnie egzystowali obok siebie Muzułmanie, Żydzi i Katolicy. Walczono tylko z najeźdźcami, zaborcami, agresorami, a nie z religiami. Niestety, niebawem to się miało radykalnie zmienić.
Rzeźby na murach katedry.
Tak więc, nie pastwiono się nad dziełami pobudowanymi przez poprzedników, wyznawców innego Boga, ale w miejscu meczetu wznoszono w latach 1402-1506 i później,  ogromną katedrę dla katolików, a minaret naprawiono, podwyższono i przekształcono w dzwonnicę, którą wyposażono w 24 dzwony. Przy okazji remontu dobudowano jej balkony oraz nowe kondygnacje, przez co osiągnęła prawie 100 m wys. W 1562r dobudowano jeszcze na szczycie taras widokowy, z którego rozciąga się przepiękny widok na całe miasto i okolicę.
Wnętrze katedry przytłacza trochę swoim ogromem.
Co kilka lat coś dokładano, dobudowywano, poprawiano, upiększano. Decydenci z tamtych czasów, którzy zdecydowali o budowie kościoła, od początku mówili, że będzie to kościół ogromny„….świątynia będzie tak duża, aby potomni myśleli, że postradaliśmy zmysły…” głosili, i tego dokonali. Budowano tą katedrę ponad 100 lat! Znajduje się w niej 50 kaplic i ołtarzy, mnóstwo gigantycznych sklepień, witraży z XV i XVI wieku, sprowadzanych przeważnie z Niemiec. Główny ołtarz jest bardzo duży, ma 360 metrów kwadratowych powierzchni i jest wysoki na niemal 30m! Czegoś takiego nie było i nie ma w żadnym innym kościele na świecie.             
Odbywa się tutaj msza i jednocześnie zwiedzanie przez turystów.Nikt nikomu nie przeszkadza.
W Katedrze sewilskiej znajduje się bardzo dużo malowideł wybitnych artystów, głównie dzieła Bartolome Estaban Murillo, który urodził się w Sevilli, tu się wychowywał, kształcił i kochał to miasto. To on namalował w głównej zakrystii katedry piękny portret Świętego Izydora, patrona miasta i wiele innych, bardzo cennych wówczas i dzisiaj obrazów. Również Francisco de Zurbaran, nazywany malarzem mnichów, malował w katedrze i Francisco Goya, który specjalizował się w malowaniu niewiast, świętych patronek Sevilli. Chodzimy po kościele, jak po muzeum malarstwa barokowego.
Styl mauretański zobaczymy w wielu miejscach katedry.
Ten sztandar (może żagiel?)znajdujący się na girladzie jest tak zamontowany, że wprawia w ruch obrotowy posąg kobiety (może Anioła?). Posąg symbolizuje Viktorię, czyli zwycięstwo wiary chrześcijańskiej nad wiarą  muzułmańską. Obiekt nazwano La Giralda. Girar w języku hiszpańskim znaczy, kręcić się. La Giralda razem ze statuą ma 104 m wysokości. Sama kobieta waży 128 kg (O Boże! dla kobiety, to musi być straszne!), a sztandar (żagiel), który trzyma w ręku, waży 180 kg! (siłaczka!) W drugim ręku trzyma liść palmowy. Niestety, wieża nie posiada windy i kto chce wejść na taras widokowy, musi wspinać się stromym podejściem o własnych siłach.
Katedra w Sevilli, z każdej strony inna.
Gdy budowano minaret, między kondygnacjami zostawiono na tyle szerokie przejście (chodnik), żeby muezin, aby wyśpiewać swój Adhan (wezwanie do modlitwy), mógł wjechać na wieżę konno! Dlatego nie zbudowano tam schodów, tylko podjazd, na który wchodzimy z wnętrza katedry. Trzeba pamiętać, że muezin musiał czynić to pięć razy dziennie! Wtedy wieża wprawdzie była niższa, miała 51m, ale jednak byłby to spory wysiłek, gdyby musiał tam wchodzić pięć razy dziennie schodami. Dlatego i teraz na wieżę wchodzimy ciągnącym się w górę chodnikiem. Nie dobudowali windy dla turystów.
Na tym zdjęciu lepiej widać Giraldę na szczycie i dzwony.
Chcąc zwiedzić La Giraldę, musimy wykupić bilet za 9,00 euro. Obowiązuje jeden bilet na zwiedzanie katedry i Giraldy. Ulgowy za 4 euro mogą kupić uczniowie i studenci >25 lat oraz seniorzy <65 lat. Dzieci do lat 14-tu i osoby niepełnosprawne wchodzą bezpłatnie. Dla tych, których bulwersuje fakt, że podejmując wyzwanie wspinania się pieszo na taką dużą wysokość (teraz już niemal 100 m), muszą jeszcze za to płacić, mam niespodziankę:
No cóż, nakazy, zakazy, ograniczenia, ale przepisy trzeba przestrzegać.
W poniedziałki wejście jest bezpłatne dla wszystkich, ale tylko w godzinach 16.30-18,00! (kiedyś było free przez cały dzień!).Normalnie na zwiedzenie katedry radzę przeznaczyć przynajmniej 3 godziny, bo bardzo dużo jest do oglądania. Gdy się zmęczymy, możemy odpocząć w cieniu pomarańczowych drzew na Patio de los Naranjos (pomarańczowe patio), na terenie kompleksu katedralnego. W normalne dni zwiedzanie zaczyna się od godz.11.00 i trwa do 17.00, w niedzielę od 14.30 do 18.00.
Dorożki czekają na turystów. Może po wyjściu z katedry zechcą przejechać się po mieście?
No, ale w poniedziałki, przy darmowym wejściu tylko na 1,5 godziny, to mamy zwiedzanie ekspresowe! Kto na Sevillę przeznacza więcej czasu, może co poniedziałek wpadać tam na te półtorej godziny, zwiedzając za każdym razem coś innego. Jednak i ten sposób ma swoje uciążliwości, ponieważ na te darmowe wejścia trzeba wcześniej rezerwować bilet i to dużo wcześniej, bo chętnych na wejście free, jest dużo.
Pomnik papieża Jana Pawła II stoi w otoczeniu drzew pomarańczowych.
Na szczęście nie trzeba stać za tym w ogromnych kolejkach, bo można rezerwację zrobić wieczorem z hostelu przez internet, na stronie specjalnie do tego przeznaczonej. Każdy zazwyczaj turysta ma przy sobie własny laptop. Hostele, guesthausy i hotele dają kody do bezpłatnego połączenia z internetem, a kto swojego laptopa nie ma, zawsze w miejscu noclegu znajdzie jakiś komputer z dostępem do internetu, przeznaczony dla klientów, w najgorszym razie skorzysta z tego w recepcji. Lub zrobi rezerwację z kafejki internetowej.
"Zimna Wojna" Pawła Pawlikowskiego nagrodzona w Sevilli.
Za mojego pobytu w Sevilli, 15 grudnia odbyła się 31-sza uroczystość rozdania nagród Europejskiej Akademii Filmowej. Takich europejskich Oscarów dla najlepszych filmów  w 2018r. Pękałam z dumy, bo kilka statuetek (chyba pięć) otrzymał nasz polski film „Zimna Wojna” Pawła Pawlikowskiego. W całym mieście wisiały kolorowe plakaty  z nazwiskami reżysera i aktorów polskich, z fotografiami odtwórczyni głównej roli, Joanną Kulig, no po prostu szok! Wielka radość! Człowiek w obcym kraju czuje się podwójnie szczęśliwy, gdy pozytywnie wyróżniani są jego rodacy. Naprawdę!
Plakaty z "Zimną Wojną"były rozwieszone w całym mieście.
Potem, szczęśliwa polska ekipa ze statuetkami w ręku ustawiała się na błękitnej ściance reklamowej do wspólnego zdjęcia i pojedynczego również, na życzenie. Niestety, Joanny Kulig nie było w Sevilli bo od jakiegoś już czasu przebywała w Los Angeles. Statuetkę dla niej, za najlepszą aktorkę roku, odebrał Pawlikowski. Nieobecność Kulig była tłumaczona jej niedyspozycją z powodu ciąży, dla której bardzo długa podróż samolotem z USA mogłaby być niebezpieczna, ale ludzie w Sevilli wiedzieli swoje. Joanna Kulig poleciała do Stanów Zjednoczonych  promować film „Zimna Wojna” i zamieszkała tam na jakiś czas. Europa, Europą, ale centrum świata filmu ciągle znajduje się w Los Angeles,w Hollywood w Stanach Zjednoczonych (mieszkałam przez miesiąc w Hollywood i trochę poobserwowałam).
Krótka recenzja filmu z podaniem polskiej obsady.
Poza tym, Kulig chciała urodzić potomka w Ameryce, żeby z tytułu „prawa ziemi” od urodzenia miał amerykańskie obywatelstwo. Tak na wszelki wypadek. Nie dziwię się. Zapobiegliwa matka. W Hollywood intensywnie promowała „Zimną Wojnę” bo już 22 stycznia miała być ogłoszona lista filmów nominowanych do tego właściwego, amerykańskiego Oscara. W LA pani Kulig stała się bardzo popularna i lubiana przez media. Wróżono jej sukces. Rzeczywiście, film został nominowany, aż w trzech kategoriach! W połowie lutego br. Kulig urodziła w LA synka, Jana i już w kilka dni po porodzie pokazała się na 91 gali rozdania Oscarów. Niestety, nie przypadła „Zimnej Wojnie” ani jedna statuetka. Hollywood rządzi się swoimi, tajemnymi prawami. W marcu Joanna Kulig wróciła do kraju z mężem i synkiem Jasiem. Hollywoodzki sen się urwał. Ale kto wie, może innym razem? Sama nominacja w Hollywood, to już jakiś sukces.
Joanna Kulig najlepszą aktorką 2018r w Sevilli!
Przy Plaza de Triunfo, na ruinach twierdzy muzułmańskiej zbudowano Real Alcazar, siedzibę królów Hiszpanii. Alcazar to arabska nazwa pałacu królewskiego. Jest to piękny i ogromny kompleks pałacowy, który zachwyci wszystkich bez wyjątku. Mieszają się tam różne style architektoniczne, bo podobnie, jak przy katedrze, w ciągu wieków ciągle coś tam przerabiano, dobudowywano, poprawiano. Kiedyś uznawano styl tej budowli za Mudejar, czyli architekturę wzorowaną na stylu Maurów z czasów średniowiecza.
Pałac Królewski Marii Luizy w Sevillii.
Pierwszy pobudował tu swoją siedzibę arabski władca z kalifatu Umayyad. Po wiekach pozostały po niej tylko fragmenty murów i niektóre komnaty pałacu zwanego Pałacem Króla Pedro, w którym zachowały się z ówczesnego stylu geometryczne mozaiki i malowidła na ścianach i sufitach. Wszystko inne uległo zniszczeniu, między innymi, w 1536r z powodu trzęsienia ziemi, lub zostało z czasem przebudowane. 
Plac Hiszpański otoczony jest wodą, po której pływają łódki.
Pałac otoczony jest przepięknym ogrodem. We wnętrzu budowli znajduje się patio zwane Dziedzińcem Dziewic ze smukłymi kolumnami w stylu arabskim. Po środku dziedzińca  stosunkowo niedawno odkryto basen. Długo nie wiedziano o jego istnieniu i była w tym miejscu podłoga, ale się w końcu dokopano i basen jest.
Trochę wody dla ochłody. Fontanna przed pałacem.
Pomieszczeniom pałacu, komnatom, dziedzińcom, nadawano bardzo ciekawe, niekiedy wręcz egzaltowane nazwy, jak już wspomniany Dziedziniec Dziewic czy Dziedziniec Lalek, z którego podobno wchodziło się bezpośrednio do pomieszczeń haremu. Inne komnaty nazwano praktycznie jak np. Salon Ambasadorów czy Pokoje Admirała. Na piętrze pałacu znajdują się duże sale dobudowane w późniejszym czasie dla cesarza Karola.
Balustrady z azulejos.
Na ich ścianach zachowały się malowidła przedstawiające mapy Europy i Ameryki w kształtach, w jakich wówczas wyobrażano sobie, że są. Pałac udostępniony jest turystom do zwiedzania, chociaż na piętrze rodzina królewska zostawiła sobie do dyspozycji kilka komnat i czasami zjeżdża tutaj na parę dni odpoczynku. Z tego powodu mówi się, że pałac w Sevilli jest najdłużej ciągle zamieszkałym pałacem królewskim na świecie.
Takich romantycznych mostków jest więcej na fosie wokół pałacu.
Zarówno Pałac Królewski, jak i Katedra zostały wpisane na Listę Dziedzictwa Kulturowego UNESCO w 1987r. Wtedy wpisano na listę zabytków również dawny Budynek Giełdy, w którym obecnie mieści się Generalne Archiwum Indii. W komnatach i ogrodach Pałacu Królewskiego Alcazar kręcono sceny do bardzo ostatnio popularnego (podobno, bo ja nie oglądam telewizji) serialu telewizyjnego pt. „Gra o Tron”. To fikcyjna opowieść o wyimaginowanych rodach królewskich na wyimaginowanej planecie, walczących o władzę.
W cieniu zabytkowych kolumn można obejrzeć i posłuchać na żywo flamenco.
A tak na serio, to w pałacu królewskim Alkazar w Sevilli, na przestrzeni wieków podejmowano ważne, niemal dziejowe decyzje dla całego kraju, również dla innych krajów i narodów. Tutaj między innymi zdecydowano o wysłaniu ekspedycji Ferdynanda Magellana na morza i oceany w celu dotarcia do Wysp Korzennych (Archipelag Malajski) i o poparciu planu Magellana opłynięcia od strony zachodniej kuli ziemskiej (aby ominąć szlak Portugalczyków). Magellan z pochodzenia był Portugalczykiem. Służył na tamtejszym dworze od wczesnej młodości.
Z turystą też można zatańczyć, dlaczego nie?
Po zmianie króla w Portugalii, nowy, Manuel I, pozbywał się ludzi poprzednika, a zatrudniał swoich. Skąd my to znamy? W niektórych sprawach świat nie zmienia się przez tysiące lat! Tym sposobem Ferdynand Magellan popadł w niełaskę, coś na niego znaleziono, coś mu przypisano, jakąś łatkę przypięto i został zwolniony ze służby. 
Chyba nie nadążają z remontami tych zabytków.
Miał już za sobą doświadczenie w żeglowaniu, bo mając 25 lat pływał do Indii w sprawach służbowych. Potem, w 1513r brał udział w bitwie w Maroku, gdzie został ranny podczas oblężenia twierdzy mauretańsko-marokańskiej. Po powrocie do kraju został oskarżony o nielegalny handel z muzułmanami (ale nie narkotykami!) i został zmuszony do opuszczenia kraju. Zrzekł się więc portugalskiego obywatelstwa i poprosił o azyl króla Hiszpanii.
Można tu spędzić wiele godzin, tak jest przyjemnie.
ciąg dalszy nastąpi niebawem.