Patronat medialny



Miło mi poinformować, że moja wyprawa została objęta patronatem medialnym przez portal Link to Polnad www.linktopoland.com

poniedziałek, 30 kwietnia 2018

Muzeum Czekolady


Pracownik na tiszercie prezentuje napis "Ratujmy Ziemię, bo to jedyna planeta z czekoladą"
Muzeum Czekolady w Puerto Vallarta mieści się przy Calle Josefa Ortiz de Dominguez Nr.128, parę kroków od Malekonu, Dziewczyny w firmowych sukienkach, już na ulicy zachęcają przechodniów do odwiedzenia muzeum, sklepu z wyrobami czekoladowymi i informują o warsztatach, które często w muzeum się odbywają i dzięki którym można wziąć bezpośredni udział w produkcji czekolady.
Budynek Muzeum Czekolady nie jest duży, ale ma dwa piętra
Takie muzea są również w innych miejscowościach Meksyku i warto je odwiedzić, gdzie się akurat przebywa, chociaż z tej przyczyny, że czekolada swój początek ma właśnie w Meksyku i temu krajowi świat zawdzięcza kakao i słodkości czekoladowe. Do Europy czekolada dotarła późno, ale Meksykanie i Ameryka Środkowa znała czekoladę już bardzo, bardzo dawno temu.
Wejście do Muzeum Czekolady jest bezpłatne
Wszystkie źródła informacyjne od lat podawały, że to Aztekowie odkryli kakao i zastosowali go w pożywieniu. Teraz już wiadomo, że  Olmekowie znali czekoladę co najmniej 1000 lat przed Aztekami i Majami. Aztekowie przejęli plantacje kakao po Olmekach na terenie dzisiejszego Jukatanu i Belize.
Godziny otwarcia w poszczególne dni tygodnia
Olmekowie, to były plemiona, które ucywilizowały się jako pierwsze w zatoce meksykańskiej jakieś 2500 lat przed naszą erą. Z koczowniczego trybu życia przeszli na osadnictwo i zapoczątkowali uprawę ziemi. Uprawiali kukurydzę fasolę, bawełnę, i jak się okazuje, również kakao. Znali już sztukę tkactwa, wyrabiali garnki z gliny, łowili ryby, jednym słowem przeszli na osadniczy tryb życia, wiążąc się z ziemią. Nie wiadomo skąd przybyli. Być może z Afryki.
W Muzeum mieści się kawiarnia, gdzie można wypić też kawę i zjeść ciastko
Każdy z pewnością o Olmekach słyszał, to są te plemiona od wielkich kamiennych głów. Głowy są ogromne, o okrągłym kształcie, ważące od kilku, nawet do 50 ton. Posiadają szerokie nosy i wydatne usta oraz różne nakrycia głowy. Dlaczego? Do dzisiaj wszystko związane z Olmekami jest owiane tajemniczością. Ale wiadomo, ze oni pierwsi posługiwali się pismem, pierwsi budowali schodkowe piramidy ze świątyniami na samym szczycie i pierwsi zajęli się rzeźbą w kamieniu i glinie.
Degustujemy, wybieramy i kupujemy
Tymczasem to Aztekowie i Majowie doczekali się wnikliwych badań i popularności. Zagustowali w czekoladzie i nazwali ją napojem bogów mimo, że nie był on jeszcze taki smaczny, jak w obecnych czasach. Ziarna kakao rozcierano wówczas na proszek, dodawano dziki miód, ostrą przyprawę chili, zalewano zimną wodą i mieszano do uzyskania pianki. Napój był gorzkawy, ale wzmacniający i poprawiający humor.
Bardzo mili pracownicy wszystko objaśnią i pomogą wybrać słodkości
Kiedy dotarli do Meksyku Hiszpanie, a król Azteków Montezuma II zatracając instynkt samozachowawczy przyjął ich po przyjacielsku, poczęstował przybyszów czekoladą. Pierwsza opinia Hiszpanów była taka, że napój jest okropny. Trzeba było czasu, żeby odkryli potencjał kakaowca i zainteresowali się nim. Wtedy, to chyba Hiszpanie podali Montezumie jakiś tajemniczy napój, bo dał się zaaresztować we własnym królestwie i stał się pierwszym na świecie marionetkowym władcą, kierowanym przez hiszpańskich konkwistadorów.
Prezentowane są różne rodzaje czekolady
Azteków zgubiła wiara, że na ich ziemię ma wrócić Bóg Quetzalcoatl, który kiedyś był już na Ziemi, jako król i kapłan i zapowiedział, że tu wróci w roku jednej trzciny (?). Ten rok właśnie nastąpił i Aztekowie wypatrywali swego boga, a oto nagle pojawił się krwawy Hernan Cortez, dlatego tak łatwo mu się poddali. Po prostu zmyłka losu.
I co my tutaj mamy? pan zaprasza do spróbowania
A wszystko to przez brak informacji. Rozumiem, że nie było wtedy jeszcze telewizji, radia, nawigacji satelitarnej GPS, ani telefonów komórkowych, ale ludzie różnych krajów porozumiewali się, pływali po morzach i oceanach, prowadzili handel między swoimi krajami i wymieniali się różnymi wieściami ze świata.
Wszystko wygląda bardzo apetycznie. Można też kupić firmowy tiszert.
Cortez w 1519r  na pewniaka wpłynął do Meksyku i wziął co chciał, jak swoje bo Aztekowie uznali go za wyczekiwanego boga. A przecież już od 1493r Hiszpanie szaleli na swych okrętach w rejonie Karaibów. Zagarniali poszczególne wyspy, począwszy od Dominikany. Na Kubie urządzili sobie bazę wypadową do dalszych podbojów. I co? Aztekowie będąc tak blisko Karaibów, nic o tym nie wiedzieli? nie wiedzieli, bo nie interesowali się niczym innym poza sobą.
Na ścianach rozwieszone są tablice z całą historią czekolady
Oto skutki braku otwarcia na świat zewnętrzny i braku wymiany informacji. Cała cywilizacja zginęła z tego powodu. Wracając do tematu, to najwcześniej o kakaowcu dowiedział się Krzysztof Kolumb, bo już w 1502r będąc na  wyspie Guanaja, niedaleko Hondurasu. Gdy opuszczał tą wyspę, Indianie przynieśli mu na pokład statku nasiona, mówiąc, że to ziarna cacao. Ale rozpowszechnił tą roślinę w Europie Hernan Cortez, ten bezwzględny konkwistador, bo musiał się czymś wykazać, a za bardzo nie miał czym. Hiszpania czekała na skarby z podbitych krajów zamorskich, liczyli na złoto, srebro, tymczasem Cortez przywiózł im ziarna cacao. Aż tyle.
Można prześledzić historię czekolady w poszczególnych okresach rozwoju Mezoameryki
Pierwsze plantacje powstały w dżungli Jukatanu i Belize za czasów Olmeków. W XVII wieku Holendrzy przewieźli sadzonki kakaowca do swoich kolonii na Sumatrze i Jawie, potem z powodzeniem zakładano plantacje na Filipinach, w Indonezji i Nowej Gwinei. W XIXw w Sri Lance i Kamerunie. Kakaowiec wymaga wilgotnego i gorącego klimatu oraz odpowiedniego zacienienia, nie wszędzie może być uprawiany, lecz gdzie się przyjmował, tam zakładano plantacje.
Drzewka kakaowca wymagają specjalnych warunków, temperatury, wilgotności i zacienienia
Swoją karierę w Europie kakao i czekolada zaczęły od Hiszpanii z oczywistych względów. Hiszpanie czuli, że to przyszłościowe owoce, ciekawy napój, ale żeby ludzie polubili czekoladę, coś trzeba w niej zmienić. Próbowali różnych kompozycji, dodatków, smaków. Zamiast miodu, dodali trzcinowy cukier, zimną wodę zastąpili gorącą, dodali cynamonu i tak pomału dochodzili do sukcesu. Ale czekolada ciągle była napojem, a nie twardą, słodką tabliczką, tak dzisiaj popularną.
Kakaowiec lubi wilgotne lasy tropikalne. Rośnie w krajach Afryki, Azji, Ameryki Płd.i Śrd.
Na początku czekoladę pito tylko wśród kolonizatorów w Meksyku i na dworze hiszpańskim. Hiszpanie bardzo chronili swoją recepturę lecz było wiadomo, że kiedyś upowszechni się picie czekolady również w innych krajach. Do Francji czekolada trafiła dzięki hiszpańskiej księżniczce Annie, która w 1615r została żoną francuskiego króla Ludwika XIII.
Sympatyczna obsługa zapoznaje mnie się ze sposobem przyrządzania czekolady pitnej
W 1657r przyjemność picia czekolady uzyskali Anglicy, gdy pewien Francuz o nieutrwalonym dla historii nazwisku, otworzył w Londynie przy Bishopsgate Street pierwszą kawiarnię, nazywając ją pijalnią znakomitego napoju zachodnio-indyjskiego. Ciągle doskonalono recepturę. Do znanego nam smaku czekolady doszli ostatecznie Anglicy, gdy zastąpili wodę mlekiem. Oni dodawali mleko nie tylko do kawy, ale i do herbaty, spróbowali więc tej sztuczki z czekoladą i efekt gotowy! Cała Europa zachwyciła się taką czekoladą.
W holu na tablicach oglądam poszczególne etapy obróbki, od kakao do czekolady
Jednak na tamte czasy to była bardzo droga przyjemność i tylko nieliczni mogli sobie na picie czekolady pozwolić. Oprócz mleka dodawano też do niej kogel-mogel. Czekolada już nie była gorzka i zyskała połyskliwą aksamitność. Do Polski prawdopodobnie trafiła dzięki królowi Augustowi II z dynastii Wettynów. Nie mógł się wprost bez czekolady obyć. Budził się wczesnym rankiem i najpierw prosił o  filiżankę gorącej czekolady. Potem dopiero wstawał i jadł śniadanie.
Kiedyś takimi wałkami,siedząc na matach, rozdrabniano ręcznie ziarna kakao
Do spopularyzowania czekolady w Polsce przyczynił się Ernest Karol Wedel, który w 1859r zapoczątkował karierę rodzinnej firmy „Wedel” i zasłynął w Polsce na długie lata, jako najlepszy producent wyrobów cukierniczych i czekoladowych. Opracował własną recepturę, którą przekazywano sobie potem w rodzinie Wedlów.
Prezentacja różnych rodzajów i gatunków czekolady
Wynalazkom nie było końca. W 1824r Holenderski chemik Conrad van Houten dopracował prasę hydrauliczną do miazgi kakaowej w ten sposób, że wyciskała ona 50% tłustego masła kakaowego. Czyli, tak odtłuścił masę kakaową, że powstało suche kakao. Po rozbiciu odciśniętego z tłuszczu tabletu, otrzymał kakao w proszku takie, jakiego używamy do dnia dzisiejszego.
Info nt. sposobu uzyskiwania czekolady białej z naturalnej masy kakaowej
W 1846r w Anglii, Joseph Fry (potem firma Fry and Son weszła w skład Cadbury), jako pierwszy wykorzystał sproszkowane kakao do wyprodukowania twardej tabliczki czekolady. W 1855r niemiecki aptekarz Henri Nestle wypracował w Vevey w Szwajcarii nowy wynalazek, mleko skondensowane dla niemowląt pn. "lactee farine". Miało ono służyć niemowlakom, które z różnych względów nie mogły być karmione piersią matki. Pracował z myślą o zapobieganiu śmiertelności niemowląt, a całkiem przypadkowo zyskał sławę dzięki czekoladzie i zbudował potężny koncern produkcji czekolady, lodów i kawy rozpuszczalnej, prężnie funkcjonujący do dnia dzisiejszego. Ten wynalazek zmienił jego życie i jego kariera potoczyła się w nowym kierunku.
Historia czekolady od czasów Azteków i Majów
W 1875 roku, Szwajcar Daniel Peter wykorzystał  wynalazek niemieckiego aptekarza mieszkającego w Szwajcarii i użył skondensowanego mleka w produkcji czekolady. Tym sposobem powstała czekolada mleczna. I tak drogą eksperymentów ulepszano recepturę czekolady, urozmaicano smaki, nadziewano, dodawano a to rodzynki, a to skórkę pomarańczy, a to avocado i tak to trwa do chwili obecnej. Czekolada ciągle bierze udział w postępie i twórczej pracy cukierników, dostarczając nam nieustającej przyjemności z jej spożywania.
Jak czekolada zdobywała Europę i Północną Amerykę.
Odkąd wymyślono twardą czekoladę i zaczęto sprzedawać ją w tabliczkach, stała się dostępna dla większości osób, nie tylko dla bogatej części społeczeństwa, chociaż przez długie jeszcze lata była produktem luksusowym. Dostawało się ją w prezencie z różnych okazji lub kupowano od święta. W kawiarniach ciągle jest serwowana gorąca czekolada do picia i nie jest już taka droga, jak kiedyś. Ja uwielbiam pitną czekoladę.
Na pierwszym piętrze muzeum, czekolada jest krojona i pakowana do sprzedaży
Po II wojnie światowej, komunistyczne władze Polski wyrzuciły Wedlów z ich fabryki i biur, przejęły cały biznes i zmienili nazwę na „ZPC im.22-go Lipca” z dopiskiem (d.E.Wedel), żeby nie stracić klientów. ZPC, to Zakłady Pieczywa Cukierniczego, 22 Lipca, to data obchodzonego w PRLu Święta Odrodzenia Polski, kiedy to Polska odrodziła się według ówczesnych władz, z chwilą napisanego w Moskwie i ogłoszonego w dniu 22 lipca 1944r Manifestu PKWN, od której to chwili stała się niepodległym, demokratycznym państwem polskim. Uśmiechamy się?, ale tak to było.
Wesołe dziewczyny pracują tutaj, zawijając czekoladę w te sreberka
Podczas mojego dzieciństwa i lat młodości przeżytych w PRLu, tabliczka czekolady zawsze kosztowała 19 zł, przynajmniej do lat 70-tych ub.w. a najpopularniejsza nosiła nazwę ”Jedyna” z dopiskiem u góry „dawny E.Wedel”. Emil Wedel otrzymał fabrykę czekolady od swojego ojca, Karola Wedla w 1876r w prezencie ślubnym. Po śmierci Emila, fabrykę przejął jego syn, Jan Wedel i to on był ostatnim właścicielem do chwili, kiedy to w 1949r cały dorobek dziadka i ojca zabrało mu państwo polskie.
Potem pakują w kolorowe kartoniki z logo i przygotowują do sprzedaży
Obecnie czekolada zarówno w Polsce, jak i w innych krajach jest ogólnie dostępna, produkowane są różne jej warianty, w zależności od stosowanych dodatków czy nadzienia i cena jest przystępna. Droższe są czekolady ekologiczne. Kakao pochodzi z plantacji ekologicznych, obrabia się go ręcznie, jak dawniej, za pomocą prostych urządzeń, ręcznie też zawija się czekoladę w folię aluminiową i pakuje w firmowe kartoniki . Tak właśnie robią czekoladę w tutejszej manufakturze, w Puerto Vallarta.
Na samej górze mieści się pijalnia czekolady, taka kawiarnia właściwie, bo kawę też dają.

wtorek, 24 kwietnia 2018

Niedziela w Puerto

Piękny kościół Guadelupe z aniołami na kopule podtrzymującymi koronę.

Puerto Vallarta, mimo że ma swoją długą historię istnienia, nie posiada wielu zabytków do zwiedzania, ani starych budowli, ruin, fortów.  Mimo to trzeba przyznać, że miasto ma swój klimat. Kiedyś funkcjonowało, jako dogodnie położony morski  port przeładunkowy, teraz żyje z turystyki.
Znowu kręcą jakąś reklamę na Malekonie
Puerto Vallarta położone jest na wzgórzach z górami Sierra Madre w tle. Nie jest łatwo chodzić po mieście pieszo. Ulice Centro i Old Town są wąskie i często tak stromo pną się w górę, że rezygnuję ze zdobywania tych szczytów i skręcam w calle wiodącą na brzeg morza.
Skoro nie ma dostępnej plaży nad brzegiem morza, trzeba szukać atrakcji na lądzie.
Kolonialna zabudowa starego miasta usytuowanego za rzeką Cuale jest sama w sobie zabytkiem i największą atrakcją turystyczną. Nic dziwnego, że nazywają ją Zona Romantica. Całe Old Town jest romantycznym miejscem. Pary biorące ślub, fotografują się zawsze w uliczkach Zona Romantica.
Daleko nie szukałam i atrakcja jest! Orkiestra gra, ludzie ruszyli w tany, jest wesoło.
Wąskie, brukowane uliczki toną po prostu w kwiatach. Każdy z domów jest inny i każdy piękny. Niektóre mają żelazne, kręcone schody zewnętrzne, bo jak już wspomniałam, wszystko tu pobudowane jest na wzgórzach, nieraz bardzo pionowo pnących się do góry.
Jednych przyciąga jedzenie, innych żywa muzyka i taniec. Panie w moim wieku też zainteresowane imprezą.
Żeby dostać się do domu z ulicy, trzeba pokonać żelazne lub ceglane schody. Domy mają piękne stylowe balkoniki lub rozległe tarasy na dachu, oczywiście również tonące w kolorowych kwiatach. Architektura kolonialna jest różnorodna i dzięki temu wyjątkowo piękna. Dobrze, że się zachowała do naszych czasów.
Stoiska z jedzeniem dopiero się rozkręcają, trzeba poczekać.
Najbardziej płaską częścią miasta jest Malekon, szeroki bulwar ciągnący się wzdłuż brzegu morza na długości jednej mili, czyli 1,6 km. Wszystko inne idzie w górę lub w dół, na przemian. Ładnie to wygląda na fotografii, ale w życiu codziennym daje się we znaki pieszemu.
Tortille się już pieką
Malekon w Puerto Vallarta uznawany jest za najładniejszy w tej części świata. Ma piękną mozaikę na deptaku, środkiem ciągną się rzędy smukłych palm, a w dolnej partii płożą się krzewy z niesamowicie kolorowymi kwiatami. Zawsze jest czysty i zadbany. Monitorowany pod względem bezpieczeństwa. Jedyne miejsce, gdzie można oddychać świeżym powietrzem.
Guisados już gotowe, czeka na zgłodniałych.
Od morza Malekon oddzielony jest niewysokim murkiem, ponieważ plaż przy Malekonie nie ma. Brzeg jest kamienisty, a fale morskie dość burzliwie biją o brzeg. Po przeciwnej stronie deptaku ciągną  się na jego całej długości restauracje, lodziarnie, bary, sklepy jubilerskie, odzieżowe i z pamiątkami. Są też kantory wymiany walut oraz bankomaty z meksykańskim peso i amerykańskimi dolarami, do wyboru.
Uliczne kawiarenki
Stoliki restauracyjne i kawiarniane ustawione są wprost na ulicy, oddzielone od spacerujących turystów ukwieconymi krzewami. Dobrym pomysłem są ławki ustawione w pewnych odległościach na całej długości bulwaru, żeby móc odpocząć, niekoniecznie przy konsumpcji, ale obok.
Publiczność dopisała. Ławki i murki zajęte.
Ot, tak sobie posiedzieć, popatrzeć na morze, białe motorówki, kolorowe latawce, odważnych voladores, artystów przy pracy, malujących obrazy lub portretujących turystów, na nurkujące pionowo do wody pelikany, łowiące ryby i na różnorodność ludzi spacerujących po Malekonie.
Meksykanie lubią się bawić. Są towarzyscy, lubią być wśród ludzi.
Różne atrakcje organizowane w mieście dzieją się właśnie na tym bulwarze. W amfiteatrze na otwartym powietrzu organizowane są koncerty i przedstawienia. Głównie w weekendy lub święta narodowe albo regionalne. Są one za darmo dla widzów, odbywają się na koszt miasta.
Na początku tańczyli tyko starsi ludzie, ale pod wieczór impreza się rozkręciła i przybyli młodzi. Chyba zeszli z plaż.
Takie koncerty organizowane są przeważnie wieczorami i zawsze gromadzą dużo turystów i miejscowych. Czasami odbywa się to w scenerii zachodzącego słońca, które rzuca tęczową poświatę na chmury i  ciemnogranatową taflę  morza. Kolorowe lampiony i  stylowe latarnie oświetlają scenę, stwarzając romantyczną atmosferę. Nad bezpieczeństwem ludzi zawsze czuwa policja i wojsko.
Wojsko czuwa nad bezpieczeństwem, a w bocznych uliczkach stoją samochody policyjne, ale nie za wiele. Kilka.
W ostatnią niedzielę  turystów i miejscową ludność przyciągnął Kiermasz Potraw Meksykańskich  urządzony w końcowej części Malekonu, przy amfiteatrze. W amfiteatrze odbywał się koncert żeńskiego zespołu piosenkarsko-tanecznego, na białej ażurowej  rotundzie grała orkiestra taneczna, a wokół niej tańczyli ludzie. Mieszkańcy miasta i turyści. To była bardzo fajna atrakcja dla turystów.
Nawet nie tańcząc, przyjemnie jest posiedzieć i posłuchać muzyki na żywo oraz popatrzyć, jak bawią się inni.
Na placu i w bocznej uliczce wiodącej do kościoła Matki Bożej z Guadalupe, rozstawiono krzesła i stoły dla konsumujących. Stoły nakryto  kolorowymi obrusami z materiału. Nie ceratami. Ustawiono stoiska, kazde w takiej kolorowej ramie, specjalizujące się w jakiejś jednej, konkretnej potrawie meksykańskiej. Tacos, burritos, quesadillas,  guacamole, tortile, tostadas, enchiladas, pozone, chili con carne czy fajitas. Nawet hiszpańskie churros było.
Churros są krótko smażone w głębokim oleju. Pyszne słodkości hiszpańskiego pochodzenia polubili Meksykanie.
Większość potraw prezentowanych na kiermaszu ma tradycję jeszcze z czasów prekolumbijskich, zmodyfikowanych doborem warzyw i przypraw. Pszenica, czosnek, oliwa, nabiał, chleb, kiedyś były nieznane Meksykanom.  Sprowadzili je tutaj Hiszpanie. Konkwistadorzy sprowadzili też do Meksyku świnie i kurczaki, aby wzbogacić swoje menu, które w Meksyku było bardzo ubogie. Meksykanie zasmakowali w nowych produktach i chętnie zaczęli je stosować w swoich tradycyjnych potrawach.
Dobór dodatków do farszów, to tajemnicza fantazja każdego kucharza.
Tortille, to do dzisiaj chleb powszedni Meksykanów. Chleba takiego, jaki jemy w Polsce, nie uświadczy się w Meksyku, ale są tu w powszednim użyciu bagietki, chleb tostowy i różnego rodzaju bułki oraz drożdżówki. Chleb również można w niektórych sklepach kupić, ale robią go jakoś inaczej, niełatwo go ukroić, bo jest taki mało zwarty, znika pod nożem, jak to nazywam. Dla Meksykanów chlebem powszednim ciągle są tortille, czyli placki wypiekane na gorących blatach.
Mixiote, to peklowane, ostro doprawione mięso zawinięte w liście agawy i gotowane na parze.
Tortille robi się z mąki kukurydzianej lub pszennej i wody i potem piecze. Nie smaży na tłuszczu na patelni, jak naleśniki, ale właśnie piecze się na sucho, na blasze. Następnie nadziewa się je różnymi farszami, których podstawę stanowi mięso, fasola i kukurydza lub podaje suche, na gorąco, jako dodatek do innych dań, jak w Polsce chleb do zupy. Do każdej potrawy przynoszą ciepłe tortille w koszyczku, zawinięte w bawełnianą serwetkę. Cała różnorodność tej potrawy tkwi w farszu i sosach.
Burritas oferowany jest z różnymi farszami. Kto nie umie czytać w żadnym z dwóch języków, ma narysowany obrazek.
W zależności od rodzaju farszu, tortille przyjmują odpowiednie nazwy. Tacos, to tortille z mąki kukurydzianej, wypełniane  farszem mięsnym lub warzywnym z odpowiednio ostrymi przyprawami i sosami. Są mniejsze od tortilli, takie na trzy kęsy.  Burritas, to tortille z mąki pszennej, nadziewane również różnymi ostrymi farszami mięsnymi z fasolą lub ryżem z dodatkami, zawinięte tortillą w rulon i podsmażone z obu stron. Tostadas, to takie na krucho smażone placki na głębokim oleju, na których kładzie się mięso z dodatkiem warzyw lub jedno z tych składników, według gustu klienta.
Mnóstwo farszów. Jest też salsa i guacamole, na dole, po lewej  oraz sporo dodatków. Będzie wyżerka!
Quesadillas, to też tortille, ale z farszem serowym, przyprawionym na różne sposoby. Tradycyjnie używa się do quasadillas sera typu Oaxaca. Nadziewa się je różnymi farszami, przeważnie papryką, mięsem, fasolą, ale też grzybami. Niektórzy nadziewają quesadillas małymi kiełbaskami chorizo. Takie quesadillas można poddusić w jakimś ostrym sosie, wtedy będziemy mieli pyszne enchiladas.
Jedni trzymają miejsca, drudzy przynoszą jedzenie.
Chili con carne, czyli chili z mięsem, powstaje z mielonego mięsa, przeważnie wołowego, kukurydzy, fasoli i ostrych  papryczek chili. Do potrawy dodaje się cebulę, pomidory i czosnek. Często słyszymy, że to potrawa amerykańska, ale tak naprawdę powstała ona w Meksyku, gdzieś tam  przy granicy z Texasem, stąd popularna jest po obu jej stronach.W Ameryce i w Meksyku.
Pozole ma wzięcie, mimo upału.
Pozole, nazwa pochodzi od słowa pozoni , co w tłumaczeniu znaczy gotowane w glinianym garnku. Wreszcie coś gotowanego, a nie smażonego lub pieczonego na blasze! Bo pozole to taka gęsta zupa  z ziaren kukurydzy odmiany cacahuazintle, gotowanych na świńskim ryju z różnymi dodatkami warzyw. Na domowe potrzeby można ugotować tą zupę na kurczaku, nie trzeba koniecznie szukać świńskiego ryja. Wrzucamy potem do zupy różne warzywa i odpowiednio ostro doprawiamy. 
Na murku i w cieniu drzewa też smakuje wybornie.
Ciekawostką jest to, że te kukurydziane ziarna najpierw gotowane są dosyć długo w lekkim roztworze wapna, czyli poddaje się je procesowi nixtamalizacji, co powoduje, że z ziaren kukurydzy wydobywają się najbardziej wartościowe składniki. To bardzo pracochłonna potrawa, ale można tego nagotować duży gar i potem odmierzonymi porcjami podgrzewać, jak u nas bigos. Potrawa podawana jest z okazji różnych świąt rodzinnych i narodowych, a już obowiązkowo 16 września, w Dzień Niepodległości Meksyku.                 
Są też soki,  świeże owoce i nieznane mi napoje w słojach.
fajitas, to tortille nadziewane grillowanym mięsem oraz grillowanymi papryczkami, czosnkiem i cebulą, przyprawione rzymskim kminem. To wszystko posypuje się tartym serem i serwuje z ostrą salsą lub zielonym quacamole. Tamales, to bodaj najstarsza potrawa prekolumbijskiego Meksyku. Danie składające się głównie z kukurydzy. Na tortillę z mąki kukurydzianej nakłada się odpowiednio przyprawioną masę kukurydzianą, zawija się to w rulon, jak naleśnik, owija w liście kukurydziane i gotuje na parze. 
Małe kiełbaski chorizo zawijane w ciasto. Na deser, truskawki.
Jedli je już Aztekowie i Majowie, dla których kukurydza była podstawą pożywienia. Była czczona, wierzono, że z masy kukurydzianej powstał człowiek. Tamales, jak wszystkie meksykańskie potrawy są ostre. Dodaje się do nich  ostre papryczki i bardzo ostre sosy. Do każdej z potraw podaje się limonkę, aby przed samym spożyciem spryskać potrawę sokiem. Sosy sporządzane są na bazie pomidorów. 
Jest też kebab, chociaż nie jest to tradycyjne meksykańskie jadło, a przysmak krajów bliskiego wschodu.
Salsa, to sos z drobniutko pokrojonych czerwonych i zielonych pomidorów, czosnku i cebuli, często z dodatkiem szczypiorku i zielonych ogórków. Sos guacamole, to gęsty, zmiksowany ostry sos z avocado, czerwonej cebuli i czosnku, doprawiony kolendrą, sokiem z limonki, chili i olejem z oliwek. To mój ulubiony sos. Do mięs często podaje się sos mole, składający się z zadziwiających dla nas składników, ostrych papryczek i czekolady.  
Pan Artesanal, znaczy chleb własnego, rzemieślniczego wypieku, więc podeszłam......a tu ciastka.
Meksykanie ogólnie kochają jeść, nie może więc w ich tradycyjnej kuchni zabraknąć deserów, różnych flan, ciast, ciasteczek, kremów. Tradycyjnym deserem jest ciasto czekoladowe z likierem kawowo-cynamonowym, można je dostać do kawy w każdej kawiarni. Lubiane tu są churros, pochodzące z Hiszpanii. Zajadałam się nimi w Barcelonie, a teraz odkryłam ten smakołyk w Meksyku, który jest tutaj równie popularny i smaczny, jak w Hiszpanii.
Churros, karbowane paluszki o smaku pączków, posypane cukrem pudrem lub oblane czekoladą.
Cukier do Meksyku również sprowadzili Hiszpanie, czego przykre skutki można obserwować dzisiaj na sporej części meksykańskiego społeczeństwa. Wszystko, co w Meksyku nazywa się słodkie, jest dwa razy słodsze, niż w Europie. Jest po prostu przesłodzone, ale Meksykanie to uwielbiają. 
Tymczasem w amfiteatrze przygotowania do występów i inny rodzaj muzyki.
Można również powiedzieć, że w Meksyku, wszystko co ostre, jest dwa razy ostrzejsze, niż w Europie. Meksyk lubi skrajności, lubi dobrze zjeść,  dobrze się zabawić i nic sobie nie robi z tego, że sposób odżywiania nie wychodzi im na zdrowie i źle wpływa na sylwetkę. Trudno spotkać na ulicy chudą Meksykankę. Chyba, że to aktorka lub inna artystka zmuszona do przestrzegania diety.
Najedzeni i wytańczeni mieszkańcy i turyści schodzą się teraz do amfiteatru, aby łyknąć trochę sztuki.
Badania wykazały, że już ponad 70% obywateli Meksyku cierpi na otyłość. Widać to na ulicach, ale widać również, jak ci naprawdę zbyt otyli ludzie zajadają się ciągle tortillami, ciastkami, lodami i z rąk nie wypuszczają butelki z coca-colą. Co kraj, to obyczaj. Ranga żywności jest w Meksyku wysoka. Wszystko widać, bo Meksykanie w większości żywią się na ulicy.
Przy muzyce z głośnika mały zespolik wykonuje tańce meksykańskie.
Tutaj, każdy ciągle coś je. Policjant za rogiem budynku, ludzie siedzący na ławkach, pani w sklepie dziama coś schylona pod kasą fiskalną, taksówkarz dokarmia się przy bagażniku swojego samochodu, zeby wewnątrz nie rozchodził się zapach, co mogłoby odstraszyć klientów. Dziewczyny za straganem z ciuchami siedzą w kucki i jedzą coś, trzymając na kolanach styropianowe pojemniki. Gdzie się nie obejrzeć, każdy wszędzie i o każdej porze dnia, coś tutaj je. Przybywający na plażę, zaczynają relaks od rozłożenia koca i otwarcia torby lodówki. Nie widać tu biednych, chudych dzieci.
Występ niby darmowy, ale na koniec chodzi pani z kapeluszem i zbiera, co łaska.
No, a teraz, na kiermaszu tradycyjnych potraw meksykańskich, to już obowiązkowo się je. Miejsca przy stołach szybko się zapełniły ludźmi. Jedzący spożywali zakupione potrawy na stojąco, siedząc na plastikowych krzesełkach, murkach, kamieniach pod palmami czy na białych ławeczkach rozstawionych na placu. Słońce zaszło i robiło się ciemno, ale miasto ciągle tętniło życiem towarzyskim, rozświetlone światłami latarń i kolorowymi lampionami w miejscu kiermaszu i amfiteatru. Ludzie jeszcze długo w noc będą się bawili i jedli, ale na mnie już czas. Idę do domu.
Wracam na kiermasz, a tam ciągle tańczą....
Pierwszy raz wracałam do domu po ciemku, tak bardzo podobały mi się tańce Meksykanów i turystów również. Meksykanie to wesoły naród i lubią takie różne potańcówki uliczne. Gdzie tylko jest muzyka, jest też taniec. W każdy weekend się coś ciekawego w mieście dzieje. Tylko restauracje na Malekonie nie były chyba zadowolone. Zawsze to one gromadzą ludzi w weekendy, teraz, gdy wracałam do domu, ziały pustkami. Większość ludzi znajdowała się w rejonie amfiteatru.
.....i jedzą, jedzą, jedzą. Tradycyjne potrawy Meksyku są pyszne. Trudno się oprzeć. I przecież to jest kiermasz jedzenia!