Patronat medialny



Miło mi poinformować, że moja wyprawa została objęta patronatem medialnym przez portal Link to Polnad www.linktopoland.com

niedziela, 29 maja 2016

Wietnam, Hoi An, piekno uratowane



Pierwsze spojrzenie na Hoi An
Hoi An. To niewielkie miasteczko liczace niespelna 75 tys ludności, zaskoczylo nas swoim niecodziennym pięknem. Lezy 30 km na południe od Da Nang. W 1999r wpisane zostalo do rejestru zabytkow swiatowego dziedzictwa UNESCO.
Lodki pod mostem czekaja na klientow.
W 1454r papiez Mikolaj V wydal bulle, która gwarantowala  Portugalczykom wylacznosc na kolonizacje Azji. Portugalczycy pojawili sie w Wietnamie, ale nie wykorzystali odpowiednio sytuacji, kolonizacja tych terenow szla im opornie.
Kaskady kwiatow na ulicach miasteczka.
Pierwszym Portugalczykiem, ktory droga morska dotarl do Wietnamu, byl prawdopodobnie Antonio de Faria. W 1535r zalozyl osade Faifo z nadzieja, ze zapoczatkuje to osiedlanie sie Portugalczykow w Wietnamie.  Port morski w Faifo stal się z czasem największym portem na tak zwanym jedwabnym szlaku kupieckim.
Tutaj mozna wykupic wycieczki
Do końca XVIIIw Faifo był jednym z najważniejszych portow handlowych, do którego przypływali kupcy z Holandii, Danii, Portugalii, Chin i Japonii. Handlowano ryzem, herbata, porcelana, masa perlowa i jedwabiem oczywiście. Wszak to szlak jedwabny. Faifo, to jest wlasnie dzisiejsze urocze miasteczko Hoi An.W tym samym mniej wiecej czasie przybyl tu holenderski fabrykant.
 Oliwia wykupuje dla nas wycieczke.
Z czasem do Wietnamu zaczeli przybywac jezuici, aby nawracać Wietnamczykow na wiare katolicka. Najpierw z Portugalii i Hiszpanii, potem z Francji. Budowano tu nowe katolickie koscioly i pozyskiwano wiernych. Budowano tez swiatynie buddyjskie i pagody, jako ze Chinczykow zawsze było wszędzie najwięcej i w zasadzie oni pierwsi pojawiali się na nowo odkrywanych terenach.
Ceny wycieczek.
Francuski jezuita, Alexaandre de Rhodes przybyly tu w 1626r (plus: przystosowal do wietnamskiego jezyka lacinski alfabet) uparcie czynil starania, aby Watykan zmienil decyzje i uniewaznil zapis dajacy Portugalczykom wylacznosc na kolonizowanie Azji. Francja miała wielka ochote zagospodrowac ten kraj, a Portuglczycy osiagali mierne wyniki w kolonizowaniu i zarzadzaniu zamorskimi posiadłościami w Indochinach.
W recepcji naszego hotelu
Sprawa ciagnela się dlugo, ale w końcu papiez się zgodzil i zadanie chrystianizacji Wietnamu przekazal Francuzom. Wprowadzanie wiary katolickiej do Azji, to było duże wyzwanie dla misji katolickich. Oprocz misji nawracania, robili tez biznes.
Miasto krawcow, to i sklepow z odzieza duzo.
Wietnam i Filipiny, to wlasciwie  jedyne dwa państwa azjatyckie, w których udało się tak wielu ludzi przekonać do wiary katolickiej. W Wietnamie latwo nie było, bo opor każdej wladzy był od zawsze. Przewage miala tu wiara a raczej filozofia konfucjanska, ktora zapewniala wladcom posluszenstwo poddanych, zchowanie hierarchii i tradycji.
Przed wejsciem do zabytku, fotka z paniami sprzedajacymi owoce.
W Paryzu powstalo Stowarzyszenie Misji Katolickich, na bazie ktorego utworzono prywatna spolke pn. „Kompania Indii Wschodnich”. Zapewniala ona zakonnikom katolickim transport do krajow azjatyckich i utrzymanie, a oni oprocz nawracania, mieli obowiązek pelnic tam dodatkowo funkcje przedstawicieli handlowych Kampanii.
Za ta brame, pojazdom wstep wzbroniony.
Hoi An rozwijalo się zadawalajaco i z czasem jego port polozony przy ujściu rzeki Thu Bon, stal sie jednym z najważniejszych portow na Morzu Poludniowochinskim. Przybywali tu kupcy z wielu krajów Azji i Europy. Port pracowal pelna para, a miasto tetnilo zyciem.
Bedziemy jesc i ustalac nastepne miejsca do zwiedzania.
Przedstawiciele kupcow z Chin, Japonii, Indii i z takich krajów europejskich, jak Holandia, Francja, Anglia czy Portugalia, osiedlali się w miasteczku, wnosząc ze soba wlasna kulture, religie, styl w architekturze, ubiorze oraz zwyczaje kulinarne.
Zwiedzamy Quan Cong's Temple
W Wietnamie nie mialam problemu z kupnem swiezych, chrupiących bagietek lub ciemnego chleba z ziarnami, czego mi tak brakuje w innych azjatyckich krajach. W Wietnamie to zasluga Francuzow, ktorzy przybyli tu pozniej.
Wnetrze swiatyni.
Mieszanina starych stylow w budownictwie Hoi An, ciagle zachwyca. Budynki sa niskie, kryte dachowka. Niektóre rozlozyste, przestrzenne na wzor chiński, z charakterystycznymi zdobieniami na dachu i gankach, inne waziutkie, malutkie, skupione na wzor europejski, przytulone do siebie, jak w Holandii czy Danii.
Wewnetrzne patio swiatyni.
Albo np.  taki japoński most Chua Cau. Ten 18-to metrowy most, zbudowali przybysze z Japonii. To unikatowy zabytek i jedyny na swiecie most, który posiada zadaszenie oraz swiatynie buddyjska w swoim wnetrzu. Ten most, to wizytowka i znak rozpoznawczy Hoi An. Drugiego takiego nie ma na swiecie.
Most Japonski w Hoi An od strony rzeki. Rzeka w fatalnym stanie.
Ten piękny drewniany most został zbudowany prawdopodobnie w latach 1593-1595. Dokladnie nie ustalono. Budowe sfinansowali kupcy japońscy, którzy się w miasteczku osiedlili n stale. Z roznych powodow most był potem niszczony, ale zawsze był odbudowywany. Waznym elementem sa tu wizerunki malpy i psa.
Opis mostu japonskiego.
Jedni mowia, ze budowe rozpoczeto w roku malpy, a zakonczono w roku psa, inni, ze wielu wladcow Japonii urodzilo sie w latach malpy lub psa i to dlatego. Ostateczna wersja mostu pochodzi z 1763r. Most polaczyl dzielnice japonska z dzielnica chinska w miasteczku. Wtedy nie było jeszcze uprzedzen rasowych.
Wewnatrz mostu. Z prawej strony wejscie do pagody.
Ludzie z roznych krajów o roznym kolorze skory i roznego wyznania, zyli w symbiozie i wspólnie budowali nowy swiat oraz swój dobrobyt. W Hoi An zachowala sie atmosfera starej Europy. Dlatego to miasteczko tak rozni sie od innych.
Uliczki Hoi An w samo poludnie.
Niektóre ulice przypominają swoim wyglądem i zapachem swiezo parzonej kawy, urocze, zacienione konarami drzew uliczki portugalskich lub francuskich miast. W XIXw miasto zaczelo podupadać ze względu na koniec boomu w porcie. 
Mostek spacerowy.
Rzeka coraz bardziej się zamulala, az z czasem port został zupełnie odcięty od dostępu do morza. Port przeniesiono do pobliskiego Da Nang, a Hoi An zaczelo popadać w ruine. Ludzie wynosili sie z miasta bo nie bylo tu pracy,a turystyka jeszcze nie istniala.
Lodki zacumowane pod mostem.
I w koncu byłoby w XXw zrównane z ziemia, a w jego miejscu straszylyby socjalistyczne, jak zwykle w tym ustroju, zaniedbane wielorodzinne bloki z wielkiej plyty, gdyby nie nasz rodak, Kazimierz Kwiatkowski. Pamiec o nim jest wielka.
Pomnik Kazimierza Kwiatkowskiego w Hoi An.
Doprowadzil on do porządku zabytki w kilku wietnamskich  miastach, ale to wlasnie mieszkancy Hoi An wystawili mu pomnik z wdziecznosci za uratowanie ich miasta od socjalistycznej nijakości i marazmu.
Przed Galeria Artystyczna
Hoi An jest obecnie slicznym, zadbanym miasteczkiem, calkowicie niepodobnym do pozostalych miast wietnamskich. Jest po prostu wyjątkowe. Ma swój charakter i swoja atmosfere. Artysci czesto wybieraja je, jako miejsce do zycia i tworzenia swoich dziel.
Jednoslady moga tu wjezdzac, ale samochodow i ciezarowek tu nie ma. Jest blogo.
Jest wygodne, parterowe, zaciszne, a poza tym można spokojnie obejść je pieszo. Stare miasto nie jest skansenem, w zabytkowych domach kupieckich toczy się normalne zycie. Mimo, ze ludzie zyja na codzien w tych zabytkowych domach, udostepniaja dla turystow jakies wydzielone powierznie, pokoje, patia.
Zycie sie toczy w Hoi An swoim rytmem.
Plaza miesci się teraz ok. 2-2,5 km za miastem. Turysci najczęściej jezdza tam wypożyczonymi rowerami. My z Oliwia również wybralysmy się rowerami na taka przejazdzke. Nie ma tu szalonego ruchu typowego dla azjatyckich miast, wiec spokojnie rowerem mozna sobie do pewnych miejsc jezdzic.
Przy hotelu mielismy do dyspozycji basen i lezaki. Dostepny tez jest masaz.
Nasz hotel udostepnial swoim klientom rowery bezpłatnie. Nocowalysmy w „Paradaise Hotel” przy 86/6 Tran Hung Dao St. Niedrogo. Mimo, ze mialysmy do dyspozycji hotelowy basen, wybralysmy sie rowerami na plaze za miasto.
Rowery, to bardzo popularny srodek komunikacji w malym, zacisznym Hoi An.
Jeżeli jakies hotele dla swoich gosci rowerow nie posiadaja, to można je wypozyczyc na caly dzień za rownowartosc 1 $ w wielu punktach w miescie. Nie trzeba szukac, widac z daleka stojace gromadami rowery na ulicach, pod tabliczkami "do wynajecia" W dolarach latwiej tu podawac ceny.
Drobne zakupy upominkow dla przyjaciol w Warszawie.
W wietnamskich dongach trzeba operować tysiącami i milionami, co zawsze kaze mi się dluzej zastanowić, ile to wlasciwie jest dolarów lub złotych polskich. Wartosc dolara każdy z nas przelicza w mig. Placimy oczywiscie w dongach, chyba ze ktos sie uprze i chce zaplacic w dolarach, to tez jest mile widziane.
A moze taki lampionik? Hoi An slynie z kolorowych lampionow.
Jazda na plaze rowerem jest bardzo przyjemna i polecam ja, jako dodatkowa atrakcje Hoi An. Jedzie się miedzy polami ryzowymi, lasami palmowymi, mijając po drodze pasace się krowy, kozy i innych rowerowych turystow. Tylek troche mnie bolal, bo rzadko jezdze rowerem, a na dodatek moj rower byl jakis taki maly. Sama wybralam.
Na targu w Hoi An.
Teraz Wietnam dynamicznie się rozwija. Mimo socjalistycznej gospodarki nie zamknal się w sobie, nie odizolowal od swiata. Należy juz do strefy wolnego handlu azjatyckich krajów  stowarzyszonych w ASEAN, czemu nie tak dawno poswiecilam caly post. Teraz przyjęto go do strefy wolnego handlu Pacyfiku (Trans Pacyfic Partnership, TPP).
Glownie rolnicy sprzedaja tu swoje plody rolne. Widzicie te kurczaki stloczone w koszu?
Do TPP pierwsi przystąpili, Singapur, Nowa Zelandia, Brunei i Chile. Strefa Wolnego Handlu Pacyfiku rozwija się na tyle pomyślnie, ze ostatnio w Nowej Zelandii, gdzie miesci sie centrala, umowę z TPP podpisaly następne kraje. Sa to Stany Zjednoczone, Kanada, Australia, Japonia oraz Malezja, Meksyk, Peru i Wietnam wlasnie.
Rolnicy sprzedaja to, co sami wyhodowali. Wszystkiego po trochu.
Na Stowarzyszone w TPP państwa Pacyfiku przypada teraz 40% swiatowego handlu. TPP, wiazac się z takimi znaczącymi w swiecie panstwami, będzie silna nie tylko gospodarczo, ale i politycznie. Azjaci sa zadowoleni. To przyspiesza ich postep.
Bardzo cieszyly mnie gorace, chrupiace bagietki, zamiast dmuchanego pieczywa.
Chinom się to za bardzo nie podoba, tym bardziej, ze w stosunku do niektórych z tych państw, w tym również do Wietnamu, maja jakies roszczenia terytorialne i nie tylko.
Ale jaja!
Chinom będzie trudniej cos wyegzekwować od kraju, ktory ma oparcie w tak silnych panstwach zrzeszonych w stowarzyszeniu. Unii Europejskiej tez nie sa te rozwiązania na reke, bo traci dotychczasowe rynki zbytu. UE powinna teraz silniej  sie zintegrowac z państwami europejskimi, ale wiemy, ze dzieje się odwrotnie, niestety.
Zwiedzamy stary dom kupiecki rodu Quan Thang z XVII w.
Azjatyckie tygrysy za chwile beda gora i niebawem mogą zepchnąć Europe do kata. Europe! Przed która nie tak dawno czuli jeszcze respekt. Swiat się bardzo zmienia na naszych oczach i obawiam się, ze nasz zacietrzewiony rząd pisowski w kraju tego nie ogarnia, wszczynajac awantury i walczac o izolacje Polski od reszty swiata.
Kuchenne paleniska.
Wspomnialam już o naszym Polaku w Wietnamie, Kazimierzu Kwiatkowskim, a więcej o nim napisalam w poscie o Hue. Otoz dla Hoi An poniosl on wyjątkowe zasługi, za co mieszkancy sa mu bardzo wdzięczni do dzisiaj. 
Gospodyni lepi malenkie chinskie pierozki.Dla rodziny i na sprzedaz przed domem.
W ostatniej dekadzie XXw miejskie władze Hoi An chcialy zburzyć stare zaniedbane budynki, żeby oczyscic centrum miasta pod nowe budownictwo mieszkaniowe, typu blokowiska. Na ponizszym zdjeciu zasluzony dla Hoi An polski architekt Kwiatkowski przypomina mi pewnego aktora grajcego w serialu "Noce i dnie". Wam tez?
Kazimierz Kwiatkowski namalowany przez artyste w Hoi An. fot.google.
Kazimierz Kwiatkowski pracowal wówczas nad konserwacja starych budynkow w pobliżu Hoi An, w miejscowości My Son. Gdy dowiedział się o planach zarządu miasta, pojechal tam i zglosil swój protest. Namawial goraco władze miasta do pozostawienia i odnowy starówki Hoi An.
Ulica ogladana z gory.
Widocznie uzyl mocnych argumentow, bo miasto wycofalo się z planow wyburzenia starej czesci miasta, ktora przez zespol K.Kwiatkowskiego zostala odrestaurowana.
Posilanie sie w taki sposob na ulicy, to specyfika Azji.
Dzieki temu możemy teraz podziwiać uroki Hoi An i cieszyc się jego niepowtarzalna atmosfera. Znajduje sie tu az 844 zabytkowych obiektow.
Oliwia przed galeria jubilerska.
Nazwa Hoi An oznacza Spokojne Miejsce Spotkan i jest to caly czas prawda. Jest cicho, starowka wylaczona jest z ruchu samochodowego.  Owszem, bywa tu sporo turystow, ale szaleństw nie ma. Po zmroku miasteczko pustoszeje. Jest spokojnie, cicho i przyjemnie. Niektorzy ludzie narzekaja, ze jest duzo turystow, tlok itp.
No, i tak sobie siedzimy przy piwku. Tylko tutaj maja nalewane z beczki. Pyszne.
Trudno jednak wymagac, żeby takie atrakcyjne turystycznie perełki były tylko dla nas dostępne. Jest wiele miejsc na swiecie, gdzie nie ma dosłownie nic do zwiedzania, tam tez nie ma turystow i komu obecność turystow bardzo przeszkadza, może sobie tam jechać i kontemplować w ciszy przyrodę. Mnie inni turyści nie przeszkadzają, jeśli tylko nie jest to chinska wycieczka zorgnizowana. Ich masa i halasliwosc przytlaczaja.
Apetyt rosnie od patrzenia.
Z każdym rokiem do Hoi An przybywa coraz więcej turystow ze swiata, zauroczonych tym miastem. Loney Planet podaje, ze jest to jedno z najczesciej odwiedzanych miast w dawnych Indochinach i jedno z najbardziej przyjaznych turystom miejsc w tym regionie. 
Balonowo, lampionowo i kolorowo jest na tutejszych ulicach.
Mieszkancy tez się ciesza z odwiedzin turystow, bo miasto zyje z turystyki. Jest tu wiele hoteli na rozna kieszen, restauracji, barow.
Panowie przy pracy.
Hoi An, to miasto tkaczy, krawcow, szewcow i artystow. Można tu w ekspresowym tempie i tanio uszyc sobie ubranie na miare lub obstalować buty. W wielu miejscach można kupic (ale jak to przewiezc do kraju?) lub obejrzec obrazy sprzedawane osobiście przez artystow malarzy na ulicach i w galeriach.
Szycie na miare
W każdym niemal domu znajduje się galeria sztuki lub pamiątek, bar, restauracja, kawiarnia albo sklep. Można zjeść tu naprawdę tanio i smacznie. Wyjatkowo smacznie, w porownaniu z innymi znanymi mi krajami azjatyckimi.
Dom Rzemieslniczy.
W Hoi An, oprócz napawania się pięknem starego miasta, jego architektura lub przesiadywania w knajpkach z pysznym jedzeniem, można jeszcze co nieco zwiedzić.
Rowerowi rikszrze w Hoi An.
Od czasu, gdy zabytki Hoi An zostały wpisane na liste UNESCO, za zwiedzanie historycznych obiektow pobierne sa oplaty. Wkurza mnie to wtedy, gdy ceny sa na nieakceptowalnym poziomie, ale w Hoi An tego nie ma. 
Galeria sztuki.
Niektorzy turyści wchodzą bez biletu, bo często nie ma tam kontroli biletow, ale mysle, ze to nie fair przy tak niewygorownych cenach.
Patio w galerii sztuki.
Bilet wstepu na zwiedzenie po jednym obiekcie z każdej grupy zabytkow starego miasta wynosi niewiele ponad 3 $. W tym pakiecie możemy sobie wybrać do zwiedzenia jeden zabytkowy dom, jedno muzeum, most japoński, jedna swiatynie, jakas sale zebran i wybrany warsztat rzemieślniczy. W bonusie możemy wybrać dodatkowo jeszcze jeden obiekt z upatrzonej przez siebie grupy.
Kameralne spotkanie przy muzyce dawnej.
Pieniadze z biletow wstępu nie ida do kasy miasta. Pobiera je Hoi An World Cultural Heritage Organization i przeznacza na biezaca konserwacje zabytkow. Jeżeli chcemy zwiedzić więcej zabytkow w miescie (wszystkich nie damy rady, bo jest ich ponad 800), musimy kupic odpowiednio dwa albo trzy bilety i oczywiscie więcej wówczas zaplacic.
Mozna pospacerowac w cieniu, poogladac lub cos kupic.
Warto zobaczyć Muzeum Kultury i Sztuki Hoi An znajdujące się w zabytkowym budynku z 1653r przy 7 Nguyen Hue. Trzeba się pilnować, bo godziny urzędowania w zabytkowych obiektach sa stosunkowo krótkie. To muzeum otwarte jest od g.8.oo do 17.oo. W Hoi An widocznie wychodzą z zalozenia, ze wieczorami, to turyści nie zwiedzają, tylko wlocza się po barach.
Tablica przed Muzeum Ceramiki.
Muzeum Ceramiki miesci się również w pięknym zabytkowym budynku. Oprocz wystawionych tam ceramicznych eksponatow, roznych kubkow, garnkow, talerzy, misek, podziw budzi sam budynek i jego wnętrze oraz patio z ceramiczna fontanna.
Ceramiczna fontanna w patio muzeum.
Muzeum czynne jest od g. 8.oo do 17.oo, tak jak wiekszosc muzeow w Wietnamie, a miesci się przy 80 Tran Phu. Wszedzie zreszta latwo trafic, bo wszystko do zwiedzania miesci się w jednym kompleksie starego miasta. Sa tez tabliczki informacyjne.
Muzeum miesci sie w bardzo starym, drewnianym budynku z kruzgankami.
Warto odwiedzić dom rodziny Tran Tu Nhuc przy 21 D Le Loi. Ogladac można tylko dwa pomieszczenia, ale warto zobaczyć ten elegancko urządzony dom, którego gospodarz przez pewien czas pelnil funkcje ambasadora w Chinach.
Kazdy sprzedaje, co moze, a jak nie moze, to sobie przynajmiej posiedzi w towarzystwie.
Zachowano tam oryginalne chińskie meble z dawnych czasów. Dom zbudowano w 1802r. Ogromny salon podzielono na trzy części, z srodkowej części wchodzi się na prawo do salonu dla kobiet,  na lewo, do salonu dla mężczyzn. Rodzina miała przy swoim domu wlasna kaplice.
Slynne lampiony w Hoi An.
Po Hoi An można samemu pokrecic się po starowce, na wyczucie i zawsze znajdzie się cos ciekawego, co zatrzyma nasza uwagę. Przyjemnie jest tez posiedzieć przed kafejka na ulicy i chlodzac się ulubionym napojem, obserwować toczące się zycie.
Francuska cafe i bakery z bagietkami.