Patronat medialny



Miło mi poinformować, że moja wyprawa została objęta patronatem medialnym przez portal Link to Polnad www.linktopoland.com

poniedziałek, 25 stycznia 2016

Filipiny, Cebu



Nowoczesne Cebu
Przedłużyłam bez problemów pobyt w pokoju Citi Pension House w Cebu, ba! Nawet dostałam rabat o 50 peso za każdy dzień. Bardzo mnie to cieszy. Dotychczas odsypiałam podróże i zmianę czasu oraz uzupełniałam blog.
Pagcor, kasyno i hotel
W mieście byłam jedynie w pobliżu hotelu, bo wychodziłam późno i nie było możliwości aby się dalej zapędzić w miasto. O g.18.. robi się tutaj zupełnie ciemno i nie jest bezpiecznie spacerować w pojedynkę.
Do kasyna prowadzi długa aleja palmowa
Musiałam codziennie jednak wyjść, aby zjeść jakiś ciepły posiłek raz na dzień i kupić coś na śniadanie oraz baniaki z wodą pitną. Teraz, gdy jestem już z blogiem na bieżąco, będę wychodziła zaraz po śniadaniu, bo muszę zdobyć informacje, jak dostać się na Bantayan i zobaczyć co się w Cebu zmieniło od mojego ostatniego pobytu.
Dzień otwarcia Kongresu, a zamknięcia bram dla ludzi
Odwiedzę więc Biuro Podróży, terminal autobusowy i ferry. Wiem, że najpierw muszę autobusem dotrzeć na północ Cebu Isla, a potem przesiąść się na prom lub łódkę pasażerską. Ale gdzie? Kiedy? W jakich godzinach i za ile? To wszystko  muszę się dowiedzieć. Trochę dowiem się z internetu z wpisów podróżników.
Zdążyli uprzątnąć teren i przylepić numery wejść
Internet odbieram w pokoju, ale często on się wyłącza i całe pisanie lub strony internetowe się zawieszają. Trzeba mieć wiele cierpliwości, ale to nie wina gospodarzy. Na Filipinach tak to wszystko niestety działa. 
Zawiesili też nwe logo na bramkach. Wejść mogą tylko upoważnieni.
W porywach, gdy internet się włącza, trzeba się spieszyć z robotą i nie tracić czasu na czytanie i oglądanie głupot, tylko napisać, wkleić, załączyć i spisać w zeszycie informacje.
Rozlepili też nowe banery tematyczne. Na tym jest nasz papież. Pamiętają o nim.
Teraz, gdy trochę się obrobiłam mam więcej czasu dla siebie. Za dnia będę w mieście, a wieczorami leżę sobie pod wentylatorem, CNN gada do mnie i jeśli coś ciekawe, przyciąga mój wzrok, ale generalnie czytam sobie zaległe „Wysokie Obcasy”, które Oliwia mi dała przed wyjazdem z Warszawy i sączę Red Horse, przegryzając kruchymi, sezamowymi ciasteczkami za 25 peso 10 dkg w torebce.
Weszłam do kościołą Św.Józefa, bo to niedziela była
Jest tak, jak powinno być. Wolno, spokojnie, ciepło, syto, leniwie i bez przymusu jakiegokolwiek działania. Trwaj chwilo! Aby tylko zdrowie było!
Odbywała się msza św. Weszłam na górę.
Do North Bus Terminal wybrałam się pieszo, ponieważ na mapie miasta zlokalizowałam ten dworzec w niedalekiej odległości od mojego pensjonatu. Skręciłam w Jana Pawła II  Avenue, w odwrotną stronę, niż idzie się do portu przeładunkowego i szłam cały czas prosto, aż za SM City.
Po zakończeniu mszy, ludzie z niemowlakami podeszli do stopni ołtarza
To taki duży budynek ze sklepami i restauracjami, coś na wzór naszego warszawskiego Blue City. Tam skręciłam w lewo i z daleka już widać zielony Hipermarket. Trzeba go minąć i przejść na drugą stronę ulicy, to wprost wejdzie się na BusTerminal.
Ksziądz przeszedł wzdłuż szpaleru i każde dziecko pobłogosławił.
Zanim tam doszłam, musiałam minąć teren, na którym burzone są dźwigami domy biedoty pod budowę autostrady. Słyszałam o tym przebywając tu, na Filipinach. Podobno władze celowo tak zaplanowały bieg szosy z miasta do autostrady, żeby przy okazji raz na zawsze pozbyć się slumsów rękoma inwestora, a nie miejskich służb Teraz zobaczyłam to na własne oczy. Przykry widok.
Budowa nowej szosy, która połączy miasto z autostradą
Bieda domki pokryte zardzewiałą blachą falistą stały po obu stronach niewielkiej miejskiej rzeki, która już dawno z rzeki zamieniona została w śmierdzący ściek kanalizacyjny. Buldożery poszarpały te domki, pozdzierały z nich zewnętrzne ściany, otwierając na widok publiczny wnętrza zamieszkałe przez rodziny.
Domki biedoty zostały pozbawione ścian i są systematycznie burzone koparkami
Maszyny powyrywały również mostki, po których ludzie przechodzili z drogi do swoich domów. Wygląda to strasznie,  a smród idący od rzeczki nie pozwala swobodnie oddychać. 
Cuchnie z tej rzeczki kanalizacyjnej, że od samego smrodu można tyfusu dostać.
Po powrocie do domu, musiałam wziąć prysznic i jeszcze ciągle mi tym ściekiem śmierdziało. Ponownie weszłam pod prysznic i umyłam porządnie głowę, wtedy dopiero pozbyłam się czucia tego smrodu.
Pozbawieni domów urządzają się w prowizorycznych namiotach. W tle: burzenie trwa.
Los tych wyrzuconych na ulicę ludzi jest nie do pozazdroszczenia. Dobrze chociaż, że nie ma tu zimy, to nie zamarzną, ale warunki do życia mają żadne. Na wąskich paskach ziemi między budowaną jezdnią, a rowem, w wolnym miejscu pod drzewem i gdzie się tylko da, rozwieszają płachty.
Ogrodzenie terenu i postawienie zakazów nie odstrasza ludzi. Wegetują tu nadal.
Te płachty pełnią rolę  namiotów do spania i przetrwania całych rodzin. Tam gotują jedzenie, piorą, śpią. Myślę, że stamtąd również ich wyrzucą, gdy będą kończyć budowę. Miasto ma być oczyszczone ze slumsów i koniec. Delegaci przybyli do Cebu na Konferencję Eucharystyczną powinni tam iść i zobaczyć to.
Ten pan miał zakład wulkanizacyjny. Teraz tutaj naprawia dętki i tutaj żyje.
W końcu doszłam do terminalu autobusowego i dowiedziałam się, że żółte autobusy jeżdżą do Hagnaya codziennie, również w weekendy. Podjeżdżają do samego ferry, skąd odpływają łodzie na Bantayan Island. Rozkłady jazdy tak są ułożone, żeby z autobusu zdążyć się przesiąść na łódź lub prom i płynąć do celu. Wolę rano
Po przeciwnej stronie burzonych slumsów jest ogromny plac z kontenerami.
Koszt biletu autobusowego z Cebu do Hagnaya Ferry, wynosi 132 peso, a jeśli chcemy jechać lepszym, klimatyzowanym, to zapłacimy 163 peso. Ja chcę jechać  autobusem o 10.oo rano. Podróż trwa 4 godziny, a o 14.30 mam prom do Santa Fe na Bantayanie.
 Działa już wielki hipermarket. Nowoczesność nie sprzyja slumsom.
Mój informator powiedział, że o której na terminal przyjadę, to zawsze jakiś autobus do Hagnaya będę miała. O to mam się nie martwić. Jezdzą już od godziny pierwszej po północy, do wieczora. Ale z promem to już rożnie bywa, wiec lepiej być tam za dnia, żeby nie trzeba tam zostawać na noc.
Kawałek za Hipermrketem znajduje się North Bus Terminal
Mój laptop znowu gubi literki i nie wbija ich należycie. Muszę z nim do naprawy iść, ale obawiam się, bo nie wiem czy można polegać na tutejszych specach. Zaraz będą chcieli wymienić całą klawiaturę, a najlepiej, to cały laptop. Mam problem. Ale przynajmniej moje posty będą krótsze! Bo strasznie długo wybijają się literki.
Do Hagnaya kursują żółte autobusy firmy Ceres
Żadnego Biura Podróży, ani Informacji Turystycznej jeszcze nie znalazłam w Cebu. Spróbuję jutro. Dzisiaj prosto z dworca autobusowego przybiegłam do hotelu w ogromnej ulewie, która zakończyła mój spacer po mieście. Piszę, a za oknem nadal leje deszcz, aż huczy, jakby ciężarówki się przetaczały przez patio!

sobota, 23 stycznia 2016

Filipin jeszcze nie dość

W recepcji hostelu OMP w Manili z miłą, pomocną obsługą


W Manili wylądowałam o świcie tutejszego czasu i bez namysłu wzięłam białą taxi do hostelu OMP przy 7844 Makati Avenue, w którym nocowałam będąc poprzednim razem w Manili. Bilet na taxi dostałam w budce obsługującej te taksówki przed lotniskiem, za 450 peso, ale należność płaciłam gotówką taksówkarzowi u celu podróży więc i tak wyłudził ode mnie 50 peso, niby nie mając wydać reszty. Ostatecznie machnęłam na to ręką.
Kończę pisanie, bo chcę wcześniej ustawić się pod gate.
Lepiej mieć przygotowaną określoną ilość pieniędzy, gdy im się płaci. Gdy dzisiaj brałam taxi przed hostelem (post piszę na lotnisku w Manili mając sporo czasu do samolotu, którym lecę do Cebu. Do 12.oo musiałam zdać pokój, więc wolę być wcześniej na lotnisku i trochę sobie popisać na laptopie niż pętać się po tym nieciekawym zatłoczonym mieście), ustalałam cenę przed zapakowaniem bagaży, driver bez mrugnięcia okiem zażądał 950 peso!
Rzadko bywa tak pusto na pokładzie. Trochę ludzi zostało chyba na lotnisku.
Przy targowaniu spuścił cenę do 750 peso, ale powiedziałam, że mu dziękuję. Nie jestem pierwszy raz w Manili i znam ceny. Więcej, jak 450 peso nie zapłacę. Zatrzymam inną taksówkę, rzekłam i straciłam całe zainteresowanie jego osobą ijego samochodem.
Manili już nie fotografowałam. To uliczka w Cebu.
Wobec takiej postawy, zgodził się łaskawie na moją ofertę i załadował bagaże. W czasie jazdy rozmawialiśmy i obejrzałam za jego zgodą cennik. Mają je włożone za ochraniacze przeciwsłoneczne nad przednią szybą. Z Makati do Airport – 450 peso! No, proszę! Teraz się uśmiechał uprzejmie, ale gdyby mógł, zdarłby jeszcze raz tyle. Tacy oni tu są. Z innych dzielnic jest drożej, nawet do 650 peso, ale nigdzie 950 peso
Mój pokój w Citi Pension House w Cebu
Kieruję się w stronę Cebu, ale bardzo długa podróż z Europy i spora zmiana czasu zmęczyły mnie trochę i chciałam to wszystko odespać. W Manili zatrzymałam się na weekend również z tego względu, że nie lubię jechać w nowe miejsce w dni wolne od pracy. Wszędzie jest full ludzi, głównie Filipińczyków i z sąsiednich krajów.
Całkiem wygodny. Mam duże okno i swoją łazienkę.
Trzeba się przygotować na to, że za dni weekendowe płaci się za pokój więcej, taka tu moda. W OMP Hostel, również. Nie wiem dlaczego, bo akurat hostel nie był przeładowany. W czteroosobowym dormie cały czas byłam sama, co sobie bardzo chwaliłam, ale i tak za weekend zapłaciłam po 50 peso drożej. Za piątek 500 peso, a za sobotę i niedzielę po 550 peso. W cenie są śniadania wydawane od g.7.oo do 11.oo.
Mieszkam tuż obok nowoczesnej dzielnicy.
100 peso daje się w depozyt odbierany przy zdaniu klucza od pokoju. Na śniadania serwują puchowe bułeczki opiekane w mikrofalówce, kilka rodzajów dżemów, owsiankę lub płatki kukurydziane z mlekiem, jajko sadzone, kawę, herbatę i banan.
Citi Pension House stoi przy skrzyżowaniu Cuenco Avenue z Jana Pawła II Street.
Na parterze budynku znajduje się przyjemna herbaciarnia i można tam zjeść śniadanie, jeśli komuś nie smakuje hostelowe jedzenie lub czuje się niedojedzony. Obok hostelu jest też Mini Market, w którym dokupiłam sobie małe masełko, żółty ser i jogurty, uzupełniając tym hostelowe śniadanka. Oraz 5-litrowy baniak z wodą bo w pokoju sama sobie przyrządzam kawę z samego rana i herbatę wieczorem.
Większość nowoczesnych budynków odgrodzona jest od ulicy wysokimi murami.
No i miałam swoje kabanosy, a do kawy keks z Polski. Będąc krótko w kraju objadałam się smakołykami, więc przez pierwsze dni czuję jeszcze tutaj potrzebę lepszego jedzenia. Za chwilę przywyknę i znowu będę jadła jedynie rice and chicken i ponownie schudnę. Przed hostelem, po drugiej stronie jezdni po południu, do późnej nocy serwują pod białymi namiotami różne jedzenie przy plastikowych stolikach.
Pomnik nt. przybycia do Cebu kolonialistów
Można tam spróbować smacznych potraw regionalnych, przyrządzanych świeżo na naszych oczach. Czasami kupuję tam gorące pierożki wegetariańskie lub wątróbkę drobiową na patyku (20 peso). Robią tam na poczekaniu soki z różnych egzotycznych owoców i sprzedają piwo po 50 peso. W sklepie jest po 43–45 peso, a w sieciówkach już nawet po 38 peso. Soki są po 20 peso średni kubek.
Nowoczesne budownictwo w Cebu
W tym samym budynku na Ip znajduje się inny hostel. OMP mieści się na IVp. Gdyby więc nie było miejsc w OMP, można zejść o dwa piętra niżej. W dni powszednie działa winda, która jest wyłączana na weekend, bo to winda dla biur tylko.
Bardzo częsty widok na miejskich ulicach Filipin. Bez skrępowania.
W weekendy wchodzimy na piętra pieszo. Ciekawe rozwiązanie, prawda? Mimo tego utrudnienia zatrzymuję się w OMP na IVp, bo obsługa bardziej przyjazna. Na Ip zapędziłam się już dwa razy, ale po krótkiej wymianie zdań wyszłam i pojechałam wyżej, do OMP. Warunki tam takie sobie, ale ludzie fajni.
W Porcie Cebu
Ponieważ był weekend miałam problem z kupnem biletu na samolot do Cebu na poniedziałek. W weekendy tutaj nie działają biura linii lotniczych, ani nawet agencje turystyczne za pośrednictwem których bilety lotnicze można kupić. Pozostało kupno biletu przez internet. Poprosiłam w recepcji o pomoc i otrzymałam ją.
Elvie, Orije i Marko, życzliwi turyście pracownicy OMP Hotel w Manili
W recepcji był akurat Orije Trynidad, po chwili doszła Elvie Santos i Marco Santos. Wszyscy troje bardzo mi pomogli. Znaleźli najtańszy lot (wybrałam nocny, bo dwa razy tańszy był, niż dzienny) i zapłacili swoją kartą ponieważ ja z reguły nie podaję danych swojej karty bankowej do internetu, szczególnie w krajach azjatyckich, więc był problem. Elvie zeszła ze mną na dół do najbliższego bankomatu (ATM)  po gotówkę. W dni wolne o pracy, gdy banki są nieczynne, wolę sama nie korzystć z ATM.
Są młodzi i lubią się czasami powygłupiać.
W razie połknięcia karty przez bankomat lub innego nieprzyjemnego zdarzenia, we dwie zawsze lepiej poradzimy sobie z problemem. Tym bardziej, gdy osoba towarzysząca mówi w języku tego kraju, ma komórkę do kontaktu z bankiem itd. No więc ta sympatyczna obsługa hostelu bez wahania zaofiarowała się ze swoją kartą, a ja oddałam im cash.To była grzeczność i konkretna pomoc z ich strony.
Cebu City
W Manili, poza sfotografowaniem się z załogą OMP, nie robiłam żadnych zdjęć, ponieważ pokazałam Manilę w postach z poprzedniego pobytu, a nowych w tym mieście ciekawostek nie ma.Na lotnisko w Manili bez biletu nie wpuszczą. Już przed wejściem z ulicy na główną halę żądają biletu i prześwietlają bagaże, potem przy przejściu na teren gates. Znowu bilet, paszport i rozbieranie się, macanie, prześwietlanie na taśmie, a następnie przy wejściu z gate do samolotu.
Stare na tle nowego, to częsty widok w mieście
Już bez rozbierania się i prześwietlania bagaży. Cyrk! W Nowym Yorku mnie tak często nie kontrolowali na lotnisku, jak tutaj. Nie znam tutejszych regulaminów, ale wszystkie te kontrole przeszłam z dwoma butelkami wody mineralnej w podręcznym plecaku (zupełnie o nich zapomniałam!), jednym egzotycznym owocem, porcją keksu do zjedzenia w samolocie i puszką piwa San Miguel. Naprawdę cyrk!
Mimo różnych rozwiązań, korki na ulicach tworzą się
W całej przestrzeni dla pasażerów po nadaniu bagażu głównego i  przejściu przez bramki, szukałam dostępu do Wi-Fi. Przecież free internet jest już na każdym lotnisku na świecie, myślałam. Byłam w błędzie. W Manili nie ma.
W Chińskiej dzielnicy
Pojechałam windą na górę w nadziei, że w którejś z restauracji wi-fi będzie, może w McDonaldzie? Nigdzie nie było. Upewniłam się w informacji i to prawda. Lotnisko w Manili nie ma Wi-Fi. Zaczęłam więc pisać post w wordzie, żeby wkleić go w hotelu w Cebu. Teraz go właśnie kończę. Przy pisaniu czas szybko zleciał.
Zabudowa u Chińczyków niska i życie toczy się na ulicy
Na lotnisku byłam 7 godzin przed czasem. Ze dwie godziny zajęły mi kontrole, nadawanie bagażu, szukanie wi-fi, zjedzenie obiadu. Przez godzinę czytałam sobie „Wysokie obcasy” przywiezione z Polski, które Oliwia mi odkłada i daje za każdym razem na drogę.
China Town Cebu
Po przeczytaniu zostawia się je po prostu w hostelach lub poczekalniach lotniska i bagaż robi się lżejszy. Książek trochę szkoda zostawiać, chociaż kilka w Stanach i w Australii zostawiłam dla polskich turystów, nie mając siły ich dźwigać tak długo.
Na dole sklepy, stołówki, usługi, garaże, a na piętrze mieszkania
No więc, pozostały czas do wylotu pisałam sobie na laptopie we wcześniej upatrzonym miejscu przy kontakcie. Takie miejsce nie łatwo jest znaleźć, bo wiele turystów pisze na laptopie lub ładuje komórki oblegając po kilka godzin wszystkie kontakty po kątach.
Chińczycy tradycyjnie prowadzą rodzinne biznesy
Na jednym wózku bagażowym trzymałam bagaże, a na drugim siedziałam z laptopem na kolanach i pisałam sobie, popijając „San Miguel”, żeby zszedł mi z ciężaru plecaka. Samolot do Cebu miał wylatywać o 23.oo. Ustaliłam to na bilecie i potwierdziłam na tablicy, sprawdzając numer lotu oraz gate, do którego mam się stawić o 22.30.
Życie na uliczkach China Town toczy się całą dobę
Zawsze jednak lubię być wszędzie przed czasem. Zebrałam się więc już przed 22.oo i postanowiłam czekać przed gate. Dochodzę tam, a stewardessa wpuszcza już pasażerów przez bramkę do autokaru na płytę lotniska. Co jest? Jeszcze raz sprawdzam bilet, porównując z tabliczką ustawioną przed gate. Mój lot!
Trzeba przyznać, że są pracowici. Nie przelegują w hamakach.
Ustawiam się więc w kolejce i przechodzę. Przy wejściu do samolotu pytam jednak stewardessy, bo nie daje mi to spokoju. Pokazuję bilet i mówię, że mam na 23.oo do Cebu. Tak, to ten lot, potwierdza z uśmiechem, lecimy wcześniej. O rany! siedem godzin czekania i w końcu bym nie poleciała! O 22.30 byliśmy już w powietrzu.
Ten sklep sprzedaje towar przez kraty. To chyba nie jest tu bezpiecznie.
Sporo miejsc było pustych, co jest rzadkim przypadkiem, więc ułożyłam się do snu na trzech siedzeniach, wszystkich w moim rzędzie. Zauważyłam, że więcej osób miało taki komfort. Zasypiając pomyślałam, że właśnie teraz, pół godziny przed odlotem może przed gate stać sporo ludzi na ten lot, jeśli przyszli dokładnie pół godziny przed czasem odlotu, jak zalecają informacje lotniskowe. Takie coś, to tylko na Filipinach!
Modernizacja uliczek China Town trwa
Spojrzałam jeszcze przez okno, widok rozświetlonej Manili co rusz zasłaniały czarne ogromne smugi. Chmury? Nie, to za nisko na chmury. Przyjrzałam się dokładniej, a to smog przetaczał się w dole nad miastem. Czarny, jak spaliny z ciężarówki przy jej fuknięciu. Sunął tuż nad wieżowcami miasta. Coś takiego widziałam pierwszy raz.
Przybyła nowa Cafe, chłopaki malują reklamę
Podróż była krótka. Stewardessa obudziła mnie informując, że dolatujemy do celu i mam zapiąć pasy. Było kilka minut po północy. Lotnisko w Cebu puste, w nocy nie ma nawet gdzie się kawy napić. Dopiero po wyjściu na zewnątrz znalazłam otwartą kawiarenkę i weszłam tam, aby przeczekać falę naganiaczy na taxi do miasta. Sama sobie wybiorę taxi, bo wiem, że teraz żądają zawyżonej ceny. Poczekam.
Ale Cafe już działa, zatrzymałam się tutaj na kawę.
Gdy między lotami zrobiło się przed lotniskiem pusto, wyszłam i podeszłam do białej taksówki. Kobieta stojąca obok ustaliła ze mną, gdzie chcę jechać i wyceniła trasę na 470 peso. Wypisała mi kwit i powierzyła mnie driverowi. Po zapakowaniu bagażu wsiadła z nami. Było jej po drodze do domu, bo właśnie kończyła swój nocny dyżur.
Flipiński odpowiednik McDonalda
Poprosiłam o podwiezienie mnie do „Balay Bakasyunan Hostel” przy 4 Jade Street. To podobno jest w pobliżu „Parklane Hotel”, który udało mi się wcześniej znaleźć na mapce miasta. Pokazałam to driverowi i kobiecie. Kobieta po drodze wysiadła przed swoim domem, a driver powiózł mnie dalej.
Ulica Jana Pawła II w Cebu
Minęliśmy już „Parklane Hotel”, wjechaliśmy w dzielnicę slumsów, a hostelu co nie było, to nie było. To chyba jakaś porażka! Hostel w internecie opisany był ładnie, z ogrodem, z wi-fi, ze śniadaniem w cenie, 450 peso w dormie, 650 peso w pokoju. Ale tutaj to ja nie chcę być. Pieszo wieczorem tędy nie przejdę, a żadnych przystanków autobusowych czy jeepneywskich nigdzie nie widać. Nie szukajmy już tego hostelu.
Po prawej stronie mury ogradzająe Seminarium San Carlos
Mówię do drivera, zawracamy. Jedźmy na 1571 Mj.Cuenco Avenue do Cebu City, w centrum. Do „Cebu Budget Hotel”. Zawróciliśmy. Wolno posuwaliśmy się wyboistą uliczką między drewnianymi i blaszanymi chatami mieszkańców. Co mnie zdziwiło najbardziej?  Ludzie nie spali w domach, tylko snuli się po ulicy.
Piękne drzewa rosną na tej ulicy
Siedzieli przed domami na plastikowych krzesełkach, spożywali posiłki przed dymiącymi paleniskami przy przydrożnych straganach. Kilkuletni chłopcy jeździli na desce, inni rzucali piłkę do kosza zamontowanego na słupie ulicznej latarni. Niesamowite ! dziwiłam się do kierowcy. Dlaczego oni nie śpią? spytałam go, przecież jest już 2.oo w nocy! Uśmiechał się. Tak tu żyją, odpowiedział.
Seminarium Mayor De San Carlos w Cebu
W końcu wyjechaliśmy na normalną ulicę i niebawem zatrzymaliśmy się przed hotelem. Najpierw sprawdziłam, czy mogę tu przenocować, żeby w razie co, nie zostać samej na ulicy z bagażami o 2.30 w nocy. Ok, mogę. Dogadałam się z młodym chłopakiem, który najpierw przedstawił mi się, Security, na co ucisnęłam mu dłoń i powiedziałam, a ja Sofija, nice to mi to, więc dodał szybko, że na imię ma Mark.
Trwają tu gorączkowe prace remontowe. Na dziedzińcu i na ulicy.
Recepcja hotelu w nocy nie pracuje i security Mark przyjmuje gości. Zaprowadził mnie na górę. Poprosiłam, żeby nie dawał mnie do mix room, więc pokazywał mi różne pokoje, co chwilę zbiegając na dół, bo jacyś turyści wracali nocą z miasta i musiał im otworzyć drzwi. Znowu biegał do góry i ostatecznie dał mi klucz od pokoju, w którym stało jedno łóżko piętrowe, czyli na dwie osoby.
To z powodu mającego się tu odbyć Kongresu Eucharystii w dniach 24-31.01.2016r
Powiedział, że cena jest 350 peso za noc. To ok, mówię, na tyle pokój wygląda, bo malutki, oprócz łóżka nie ma tam dosłownie nic więcej, oprócz głośnego wiatraka, okienko małe u góry, taki lufcik właściwie, wychodzący na korytarz. Typowo azjatyckie rozwiązanie. Łazienka wspólna na korytarzu. Bez śniadań. Dobrze, że mam nad sobą drugie łóżko, mogę tam kłaść swoje rzeczy, ale nie wiadomo, czy ktoś tu jeszcze nie dobije do mnie nad ranem.
To zdjęcie z zeszłego roku. Było wtedy 236 dni do Kongresu, teraz zostało 4 dni.
Tak w ogóle, to miałam obawy, czy jakikolwiek nocleg dostanę, więc cieszyłam się, że mogę dospać tutaj noc. A to z tego względu, że poprzedniego dnia zgadałam się na facebooku z pewnym chłopakiem, który właśnie świetnie się bawił w Cebu z okazji festiwalu tam się odbywającego, na który zjechało masę ludzi z różnych krajów i z różnych stron Filipin.
Dobra robota. Gdy byłam tu w zeszłym roku, nie było jeszcze murali......
Do kiedy ten festiwal? zapytałam go. Bo jadę tam i nie mam zarezerwowanego hotelu. Hotele pełne, poinformował, zostały tylko te drogie, ale festiwal jutro się kończy, to może miejsca się zwolnią. Też tak się pocieszałam. Podziękowałam za info i dodałam, baw się dobrze. Może się zwolnią, a może nie, bo turyści mogą jeszcze dzień, dwa po festiwalu zostać dla wypoczynku po tych festiwalowych szaleństwach.
Murale są, ale rozgardiasz wokół jest większy, niż wówczas. Czy oni zdążą?
Miałam nosa, że przeczekałam weekend w Manili, bo bym tu chyba musiała na lotnisku spać na wózku bagażowym. Chętnie więc skorzystałam z oferowanego przez security Marka pokoiku i umówiliśmy się, że rano zejdę piętro niżej do recepcji, zapłacę za tą noc i przedłużę pobyt, jeśli nie jest on zarezerwowany dla kogoś innego lub poproszę o inny pokój. Ze zmęczenia padłam na łóżko nie rozpakowując nawet bagaży.
Mural przedstawiający Katedrę w Cebu
Obudziłam się o 9.30 rano, wzięłam prysznic, zrobiłam sobie w pokoju kawę i zeszłam do recepcji. Okazało się, że ten mój mały pokoik bez wygód kosztuje 850 peso za noc ! lub mogą mnie zakwaterować za 450 peso w dormitorium mix. Mix? Nie, to ja dziękuję.
Wokół terenu rozwieszane są flagi narodowe różnych krajów
Za tą noc wzięli ode mnie 350 peso, bo security Mark tak uzgodnił, ale gdy chcę w tym pokoju zostać, muszę zapłacić 850 peso za następne noce. Nie zapłacę tyle, bo warunki w tym pokoju  w żaden sposób nie pasują do tej ceny. O której muszę zdać klucze? zapytałam. O 12.oo. Ok. Poszłam do góry dopakowałam co było wyjęte, zrobiłam sobie na śniadanie owsiankę, zjadłam kawałek keksu i wypiłam kawę.
Nawet wisząc tak wysoko, uśmiecha się do mnie. Tacy tu sympatyczni ludzie są.
Poszłam do banku BPI i wybrałam pieniądze. Po drodze rozglądałam się za jakimś hotelem, pensjonatem. Przed wejściem do hotelu rozmawiałam trochę z security  Markiem, który jeszcze nie zszedł z dyżuru. Wymienią go również o 12.oo. Obawiałam się, czy nie miał kłopotów, że dał mi ten pokój za 350 peso. Odrzekł, że nie, jest ok.Po drugiej stronie ulicy dostrzegłam tablicę z napisem „Citi Pension House” Poszłam tam.
Wokół katedry wyasfaltowano teren i ustawiono namioty
No i co? Dostałam samodzielny, duży pokój za 700 peso (ok.14 $, tj 48 zł) z własną łazienką, wiatrakiem, dużym oknem na wewnętrzny dziedziniec, gdzie słabiej dochodzi  uliczny hałas, z telewizorem ze stacją CNN, stolikami, fotelem, szafą i nocną szafką z nocną lampką i z dostępem do wi-fi w pokoju. Jest bardzo czysto, to też atut pokoju.
Weszłam na dziedziniec szukając naszj flagi. I proszę bardzo, wisi biało-czerwona.
Zabrałam bagaże i przeszłam na drugą stronę ulicy. Nie jest tanio, ale nie 850 peso i  warunki odpowiadają cenie. Zostanę tu jakiś czas, zanim zbiorę się do dalszej drogi w kierunku wyspy Bantayan. Mam tu warunki, żeby uzupełnić blog, połazić trochę po mieście, zajrzeć do portu, i przygotować sobie dalszą podróż.
Murale były malowane przez różnych artystów
Tak tu sobie piszę, telewizor gada do mnie w tle po angielsku, aż tu raptem słyszę polską mowę. Tutaj, na Filipinach, w filipińskich wiadomościach! Pokazują migawki z Warszawy i wypowiedzi Polaków o wystąpieniu p.Szydło w Parlamencie Europejskim. Polacy są zdegustowani. Zdziwieni, że można tak publicznie i gładko wygłaszać kłamstwa na cały świat, zaprzeczać faktom. Miny mają przy tym rzadkie. Raczej są zrezygnowani.
Nikt na Filipinach nie odwraca się, gdy chcę zrobić zdjęcie. Każdy się uśmiecha.
Jeden z młodych rozmówców tłumaczy obcemu dziennikarzowi, że w Polsce odrodziła się prawica silnie związana z religią, ale to ta zła prawica i zła religia, niestety. Nie dzieje się w Polsce dobrze i dalsze wydarzenia mogą nas zaskoczyć nieprzyjemnie.
Gdy piszę ten post, zostało już tylko dwa dni do Kongresu.
Swoją drogą to godne uwagi, że na Filipinach dają informacje z różnych krajów świata. Wszystko, co się akurat na świecie ważnego dzieje, podczas gdy w polskiej telewizji mieli się na okrągło tylko polskie tematy, pokazuje polskie twarze, narzuca się głupawe wypowiedzi parlamentarzystów i innych kontrowersyjnych osób zwanych „publicznymi” nic ciekawego o świecie nie przekazując, poza zdawkowymi doniesieniami, która głowa państwa gościła u innej głowy państwa i w jakim temacie, ewentualnie.
W budynku trwają ostatnie gorączkowe narady organizatorów
Nie jesteśmy otwarci na świat. Jesteśmy zadufani w sobie, zarozumiali. Nie interesują nas sprawy, ani ludzie z Indonezji na przykład, Filipin, Tajlandii, Singapuru czy Chin, o Ameryce środkowej i południowej nie wspominając nawet. Chociaż wiele się dzieje ciekawych rzeczy w tych krajach, a nie tylko uliczna samba w Brazylii na przykład.
Chłopaki uwijają się, żeby uprzątnąć teren pod murami z muralami
O egzotycznych krajach wspominamy w programach informacyjnych jedynie wtedy, gdy zdarzą się tam jakieś tragedie, kataklizmy, trzęsienia ziemi, wybuchy wulkanów, tsunami lub pożary buszu. Czasami wojny, ale tylko wówczas, gdy w wojnę zamieszane są kraje z zewnątrz, np. Stany Zjednoczone.
Program 8-dniowego Kongresu Eucharystii w Cebu
Wojny i tragedie wewnętrzne już nas nie interesują. Generalnie jesteśmy ograniczeni i rzeczywistość naszej planety przyjmujemy do wiadomości wybiórczo. A tutaj ludzie interesują się wszystkim, co dotyczy różnych państw na świecie i to mi się bardzo podoba. Są programy o Europie, o Afryce, o obu Amerykach, Australii i całej Azji i o Europie również, w tym o Polsce, co już kilkakrotnie w różnych krajach widziałam w ich tv.
Wskazówki dla publiczności, gdzie się co będzie odbywało
Chociaż Polska też jest dla nich egzotycznym krajem, to interesują ich poważne sprawy nas dotyczące. I nie są to tylko suche wiadomości w kilku zdaniach, ale robione są całe programy o krajach, ludziach, reportaże. Naszym dziennikarzom to się chyba po prostu nie chce, bo to trzeba naprawdę popracować nad takim programem i mieć wiedzę o świecie.
Zabawne logo dla delegatów. Myślę, że wymienią tą tabliczkę z plastrami?
U nas najłatwiej się robi programy z udziałem jakichś skłóconych stron, durnowate nagrania studyjne z udziałem ochotników, głupoty plecione przez pożal się Boże parlamentarzystów reprezentujących naród. W większości wybranych przez nikły odsetek narodu przypadkowo, ze względu na umieszczenie ich nazwiska w odpowiednim miejscu na liście. Lub nawet celowo wybranych z listy, jako mniejsze zło z otrzymanej propozycji.
Ulica Jana Pawła II, wiodąca do Seminarium
Nasza telewizja nie jest nawet zainteresowana tymi parlamentarzystami, których wybraliśmy do Parlamentu Europejskiego, bo to już dla nich za daleko i za dużo z tym roboty. Co tam robią, jak wygląda ich powszedni dzień pracy i życia, czym się tam interesują i co dla wyborców robią dobrego w czasie posiedzeń komisji i na sali posiedzeń, jak zabierają głos, co wnoszą pod obrady i z jakim skutkiem.
W drodze do Portu
No, chyba że jakiś z nich opije się i awanturuje w hotelu lub z szybkością błyskawicy pędzi do domu samochodem bez zwracania uwagi na przepisy drogowe. Wtedy to jest news! Potem nie należy się dziwić, że sami wybrani przez naród mają go za nic i mówią, że głupi lud to kupi, chociaż są w błędzie.
Portowy budynek. Bardzo pomysłowy.
Bo to nie lud jest głupi tylko ci, co robią takie nędzne programy uważając, że lud jest ograniczony i tylko takie migawki z życia parlamentarzystów go interesują. Mylą się też ci wybrani, wystawieni przez swoją partię na pierwsze miejsce na liście wyborczej, myśląc że są przez naród wybranymi pomazańcami.
Przy Porcie, Cebu
Lud nie ma raczej wyboru, musi gdzieś krzyżyk na karcie postawić lub może najwyżej na wybory nie iść, ale wtedy dzieje się to, co się właśnie w naszym kraju stało, że taki PIS wybrał się sam ze swoim kilkunastoprocentowymi zwolennikami, a cały naród musi to teraz znosić. Oni też uważają, że zostali wybrani przez naród. Żałosna sytuacja.
Obecnie w Cebu wszystko toczy się wokół mającego się odbyć Kongresu.
W tej chwili właśnie oglądam piękny program o Japonii. Wczoraj z ciekawością obejrzałam reportaż o sportowcach koszykarzach (to narodowa dyscyplina sportowa Filipin) o ich życiu, pracy, przygotowaniach do meczów, treningach itp. I to nie tylko tych najlepszych graczy, ale o wszystkich z drużyny, bo wszyscy są tu ważni. Rano przy kawie oglądałam reportaż o A. Litwinienko i raporcie z prowadzonego dochodzenia w spr. jego śmierci w Londynie.
Wnętrze kościoła
To wszystko tutaj oglądam, na Filipinach, a nie w Europie. Teraz idę do recepcji przedłużyć swój pobyt w pensjonacie, ale nie wiem, czy mi się to uda, czy pokoje nie są zarezerwowane z powodu Kongresu. Ja też chcę zostać tutaj na czas Kongresu ponieważ program jest ciekawy i będą różne atrakcje i procesje w mieście
Na dziedzińcu Muzeum Catedral, Cebu.