Patronat medialny



Miło mi poinformować, że moja wyprawa została objęta patronatem medialnym przez portal Link to Polnad www.linktopoland.com

środa, 22 czerwca 2016

Santa Fe, dłuższy przystanek w podróży

Na wyspę Virgin organizowane są wycieczki nie tylko z Bohol, ale też z Bantayan Island.

Dzisiaj jest czwartek i pojechaliśmy z Adamem jeepneyem do Bantayan City. Musiałam wyjąć z bankomatu pieniądze na opłatę mieszkania za czerwiec, a w Santa Fe nadal bankomatu nie ma. Niels mówi, że on october bankomat w Santa Fe ma już być, co mnie bardzo ucieszyło, ale inni znajomi Polacy przyjmują tą informację z niedowierzaniem i lekkim przymrużeniem oka.
Jedyny bankomat na Bantayan Island. Są dwa terminale, ale zazwyczaj tylko jeden czynny.
Póki co, do bankomatu trzeba jeździć do miasteczka Bantayan oddalonego od Santa Fe ok. 10-12 km. Tricycle biorą za kurs 200-300 pesos, od obcokrajowca ma się rozumieć. Jeepney kosztuje 25 pesos od osoby, bez względu na pochodzenie. Wystarczy podejść do naszego marketu na najbliższym rogu ulicy, skąd wyjeżdża się na właściwą drogę i tam pomachać na jeepneya, to się zatrzyma i weźmie.
Zwiedzanie Filipin, to ciągłe skakanie po wyspach zajmujących ogromną powierzchnię.
Nie ma tu ustalonych godzin kursowania, ani przystanków dla tych dziwnych minibusików motorowych ale wiadomo, jaką trasą jeżdżą, więc na takiej ulicy należy się ustawić i machać ręką, gdy pojazd nadjeżdża, a z pewnością się zatrzyma.
Kupując w kasie bilet na prom, trzeba się wpisać do specjalnego zeszytu.
Jest to dziwny pojazd o tyle, że poruszany jest siłą zwykłego motocykla, który obudowany jest skrzynką. Do tej skrzynki wsiada się od tyłu przy pomocy jednego schodka. Wewnątrz są dwie ławeczki po bokach. Blaszana obudowa jest zazwyczaj w bardzo żywych kolorach z ozdobami i w widocznym miejscu napisane ma w skrócie na jakiej trasie to coś kursuje. SF, znaczy, że do Santa Fe, OM, do Maricabana itd.
Trójkołowy autobusik filipiński napędzany motorem.
Że do i z Bantayan City, to wiadomo, bo całą wyspa, to Bantayan, więc nic takiego nie musi być napisane. Jest jeszcze kilka wiosek rozrzuconych po drodze, dokąd te jeepneye skręcają z głównej szosy, a kursują one codziennie. Te specyficzne filipińskie pojazdy są przystosowane do wzrostu Filipińczyków. Są wąskie i niskie, ławeczki wewnątrz mniejsze, niż w europejskich przedszkolach.
W środku to po prostu motor, po bokach pasażerowie i z tyłu na bocznych ławeczkach.
Nie jest łatwo nam, Europejczykom czymś takim jechać, bo nogi nam się nie chcą zmieścić. Na ławeczce po jednej stronie siedziałam ja z Adamem i już nie było miejsca. Naprzeciwko nas, na takiej samej ławeczce siedziało pięć Filipinek, w tym jedna ze śpiącym dzieckiem na kolanach i wszystkie z torbami pełnymi zakupów.
Ustalanie ceny. Bagaże pójdą na dach. SF na tablicy znaczy, że do Santa Fe jedzie.
Przy nas nikt już się nie mieścił, takie jest porównanie. Na siłę wcisnęłaby się między nas może jeszcze jedna osoba, ale to na tyle. Po jednym pasażerze siada dodatkowo z przodu, po każdej stronie kierowcy, na obudowie tej skrzynki.Tego rodzaju prywatne autobusy, to wynalazek typowo filipiński. Ale najważniejsze, że się niedrogo jedzie.
Rowerowy pojazd z fantazyjnym daszkiem nad kierowcą. Rozwoził świeże bułki.
Nieraz można zauważyć pasażerów siedzących z bagażami na dachu jeepneya, gdy w środku już się nie mieszczą nawet na podłodze i na wiszącym schodku. Jeepney bierze tyle pasażerów i towaru, ile zdoła uciągnąć japoński silnik motoru. Za każdym razem jeepney ma na trasie jeden przystanek na tankowanie paliwa. Zawsze!
Filipińskie "puchowe" pieczywo niezbyt smakuje Europejczykom.
I zawsze tankuje za 100 pesos, czyli 2,25 l benzyny, nigdy więcej. Nie to, że bak więcej nie mieści, ale że taki jest zwyczaj Filipińczyków. Jeszcze nie jechałam jeepneyem czy motorowym tricyclem, aby driver po drodze nie tankował paliwa. Czy to jadę w tą stronę, czy w powrotną. I zawsze dokładnie za 100 pesos, 2,25 litra.
To nie coca-cola, tylko benzyna. Takie stacje benzynowe można spotkać co kilkaset metrów.
Droga z Santa Fe do Bantayan City ciągle jeszcze jest w remoncie, bo zmieniają jej nawierzchnię. Tutaj nie robi się dróg asfaltowych, tylko betonowe. Każdy asfalt zaraz następnego dnia by się stopił w tych tropikalnych upałach i został rozjechany przez pojazdy. Beton układany jest na dosyć wysokim, uprzednio przygotowanym szkielecie. Porządna robota. Ale ciężko się budowę objeżdża, w kurzu, dlatego nie robię zdjęć.
Santa Fe. To ten room do wynajęcia, co dopiero szkielet jego stoi? ale cena dobra!
Taka betonowa droga wystarczy na kilka przyszłych pokoleń, bez konieczności ciągłego naprawiania dziur. Chyba tylko wojenne bombardowanie mogłyby ją zniszczyć. Jednak w tym ciągłym upale prace ciągną się wolno, moim subiektywnym zdaniem. Od mojego poprzedniego pobytu w Bantayan City, drogi niewiele przybyło, ale może się mylę. Ludzie i sprzęt cały czas pracują.
Polskie pierogi w Santa Fe smakują jeszcze lepiej, niż w Polsce.
Przy odcinku ciągnących się robót, ruch pojazdów odbywa się wahadłowo. Nie ustawili tam świateł, tylko ludzi. Jak jeden trzyma w ręku tabliczkę „stop”, to drugi, na przeciwległym końcu drogi, trzyma tabliczkę z napisem „go” i tak na zmianę. Oni sami porozumiewają się między sobą wymachiwaniem rąk. Wszystko idzie sprawnie, tylko strasznie się kurzy w bezpośrednim sąsiedztwie robót.
Dzisiaj obsługuje nas niepełnosprawny Jo. Radosny, zawsze przybija ze mną piątkę.
Zauważyłam po sobie, że inaczej patrzymy na dane miejscowości i ludzi, jak przyjeżdżamy tu na kilka tygodni, a inaczej, gdy chcemy tu na dłuższy czas zamieszkać. Pierwsza sprawa, to konieczność zainteresowania miejscowych władz i banków, aby postawili w Santa Fe bankomat. Druga sprawa, to śledzenie postępu remontu drogi, którą będzie się często jeździło. Samo życie.
Próbuję się dowiedzieć, jaką misję pani reprezentuje w tej reklamie.
Zadaję też pytanie, dlaczego nie kursuje stąd żaden bezpośredni statek czy prom do Cebu, tylko trzeba się w Hagnaya przesiadać na autobus? Podobno kiedyś pływał na tej trasie prom. Płynęło się w nocy i już o 6.oo rano było się w Cebu. Nim się dojedzie pod Urząd Imigracyjny, akurat otwierają biura. Załatwiamy sprawę, zrobimy trochę zakupów i tego samego dnia wracamy na Bantayan. To by mi się podobało.
Podziwiam tutejszych. Miejscowość, że kamieniem przerzucisz, ale wszyscy jeżdżą tricyklami
To samo z lotniskiem. Na trasie Santa Fe–Bantayan City, trochę w bok od drogi istnieje lotnisko, a żaden samolot nie lata do Cebu, dlaczego? Nawet ten kilku osobowy GO-2. Z lotniska korzystają jedynie prywatne małe samoloty sportowe. To byłoby wielkie ułatwienie życia, nie tylko dla turystów. Autobusy "Ceres" są ok, ale to tylko autobusy i jadą długo. Może jednak w tym rzecz, aby te autobusy nas woziły?
Z mojej plaży widać ten długi tunel idący w morze do przystani promu.
Czytałam też program wyborczy kilku kandydatów na prezydenta Filipin. Wygrał, co wszyscy zresztą przewidywali, pan Duterte. Bogaty facet, który swoimi plakatami oblepił całe Filipiny, budynki, sklepy, płoty wszystkich budów w miastach, wszystkie drogi, szosy i drzewa przynich, wiadukty, promy, samochody, jeepneye i tricykle.
Prom w Santa Fe. Wyjeżdżający schodzą się wolno i lokują na promie.
W którąkolwiek stronę zwróciło się wzrok, na jeden czy drugi bok lub w górę, nasz wzrok nieodmiennie spotykał się ze wzrokiem pana Duterte z plakatu.  Przyjaźnie się do nas z tego plakatu uśmiechał i obiecywał ogólną poprawę bytu społeczeństwa, jak również ukrócenie korupcji i zakończenie wojny na wyspie Mindanao, gdzie obecnie strach jechać, żeby islamiści maczetą nie ścięli nam głowy.
W Cebu jeżdżą takie autobusy. Większe miasto, to i większe pojazdy.
Pan Duterte wygrał wybory. I co teraz będzie? Bardzo mnie to interesuje, szczególnie sprawa korupcji i bezpieczeństwa na Mindanao. Davao, stolica wyspy jest podobno największym miastem w całej Azji! A plaże na Mindanao są podobno przepiękne! Podobno. Warto by tą wyspę wreszcie kiedyś odwiedzić i sprawdzić to samemu.
Gdy prom wraca do Santa Fe, istny wyścig tricyclowców po klientów i ich bagaże.
Będąc w Bantayan City, nie omieszkałam kupić bagietek, które tam sprzedają w jednym tylko sklepie „Jelly’s, do którego zaprowadził mnie Adam. Świeże, właściwej długości bagietka kosztuje tam 30 pesos, podczas gdy w Santa Fe u Wernera, bagietka dokładnie o połowę krótsza, kosztuje 60 pesos.
W Cebu terminal portowy większy, a jego budynek administracyjny bardzo fantazyjny.
Nie wiem ile będzie kosztowała u Francuza, jak wróci w lipcu z urlopu do Santa Fe. Nie mogę przecież ciągle jeździć po bagietki do Bantayan City, kupuję  jedynie będąc tam przy okazji. Tą okazją jest zazwyczaj konieczność skorzystania z MTM.
W Santa Fe można zamieszkać też w takim resorcie, na plaży.
Kupiłam w Bantayan również małe pączki nadziewane kokosem, po 4 peso sztuka. W Santa Fe takich nie smażą. Jest tutaj wiele różnych ciast i ciasteczek, ale wszystkie zbyt słodkie, jak na mój gust i nie mogę ich jeść. W Bantayan najpierw kupiliśmy sobie z Adamem po jednym pączku. Stwierdziliśmy, że nie są słodkie i dopiero wtedy dokupiłam 10 szt. Są pyszne do kawy.
Odważni romantycy mogą zamieszkać w domku na drzewie.
I było masło! Marzyłam o maśle od dawna, ale wszędzie była tylko margaryna. Wreszcie mam masło i bagietki. Taka tu radość z rzeczy w Polsce oczywistych. Jeszcze lepsze zaopatrzenie jest w Cebu, ale to daleko, więc rzadko się jedzie. Zazwyczaj, gdy trzeba przedłużyć wizę. Niby ułatwiono turystom życie, że przez internet można już wizę wykupić, ale i tak trzeba do Office Imigration do Cebu jechać, żeby to potwierdzić i żeby ją wkleili do paszportu. Coś tu nie przemyślano do końca.
Z każdej strony jest ładny widok na morze. Właśnie z przystani odpływa prom.
A co jeszcze w Bantayanie można kupić, czego nie ma w Santa Fe? Można kupić tam tanio świeże ryby przywożone każdego ranka przez rybaków, którzy podpływają pod market rybny bezpośrednio swoimi łódkami, prosto z połowu. Można kupić podroby z kurczaków, wątróbkę i serca. Dostępny jest wędzony boczek i polędwica wieprzowa w takiej samej cenie, jak inne mięso.
Reklama gorących bułeczek z ekologicznej mąki?
Te wątróbki i serca zdziwiły mnie, bo bardzo lubię podroby, ale dotychczas nigdzie ich nie widziałam. Ani  w stanie surowym, ani w knajpkach z jedzeniem. Podobnie  dziwiłam się, że w barach dostaje się tylko kurze skrzydełka, szyjki, dolne części nóżek. A kto zjada udka i piersi od tych kurczaków? dopytywałam się namolnie. Na tym targu można kupić każdą część kurczaka i to mnie cieszy.
Koniecznie musiałam spróbować taką bułeczkę. Jest ok, lepsza, niż te dmuchane.
Przy banku w Bantayanie stoją dwa bankomaty, ale jeden z nich znowu był nieczynny. Kolejka przy tym drugim była ogromna i stała w nasłonecznionym miejscu. W piątki kolejki bywają jeszcze większe, a w weekendy w bankomatach przeważnie brakuje pieniędzy, więc nie ma tam po co jechać. Bank nie pracuje, to nie ma kto dokładać.
Jedna z Cafe internet w Santa Fe.
Do bankomatów na Filipinach mam zaufanie ograniczone i dobrze, że stoi tam facet z karabinem, który widzi co i jak i w razie co, poświadczy urzędnikom banku, a oni sprawdzą co się dzieje oraz w razie czego, oddadzą mi kartę. Limit jednorazowego pobrania pieniędzy wynosi 10.000 peso, czyli 800 zł, ale można brać kilkakrotnie pod rząd. Dla bezpieczeństwa wolę brać dwa razy po 5.000 pesos.
Przywiozłam sobie z Wietnamu koszulkę ze znanym tytułem filmu i szpanuję w Santa Fe.
Dla mnie już przy pierwszym wybieraniu bankomat się zaciął, czas operacji minął i karta wróciła do mnie. Ten gość z karabinem, który stoi tam zawsze, powiedział, żebym jeszcze raz próbowała, spróbowałam i bankomat dał mi pieniądze, ale ja bardzo nie lubię takich sytuacji, więc tym razem nie odważyłam się drugi raz ryzykować. Wkurza mnie, że zawsze coś się zacina, gdy to ja biorę pieniądze. Po następną kasę pojadę w przyszłym tygodniu z Adamem.
Przyjemnie tak siedzieć na tarasie i obserwować, co się dzieje na morzu.
Oczywiście, jeśli Adam pojedzie po towar dla Wawelu, jak zapowiadał. Jeśli nie, to pojadę sama. Na razie Adam ma bar nieczynny, bo nie ma pieniędzy. Czeka na przekaz z Polski, ale nie wiadomo kiedy te pieniądze dotrą do Santa Fe. Szkoda, że tak zaniedbał swój biznes. On bardzo smacznie gotuje różne typowo polskie potrawy i zawsze miał ruch w Wawelu, ja też chętnie bym od czasu do czasu poszła do niego na obiad, np na pierogi. Każdy obiad kosztuje u niego 200 pesos.  Ale teraz są tam pustki.
Z tej knajpki też lubię oglądać morze, tylko muszę się zaprzyjaźnić z tym ślicznym psem.
Nawet Polacy  z Maricabany już tak często nie wpadają na pogawędkę, jak kiedyś. Został mu tylko Niels i ja. Co jakiś czas tam idziemy ze swoim piwem, aby pogadać, żeby nie czuł się przez wszystkich opuszczony. Nie nam go oceniać. Każdy kiedyś potrzebuje wsparcia. Ale już czas, aby wziął się do roboty i rozruszał tą swoją knajpę.
Na morzu ciągle coś się dzieje. Można tak długo siedzieć i obserwować.
U Bibi nadal nie mam dostępu do internetu, a mamy już czwartek. Gdy wróciłam z Bantayan, zaczepiła mnie na podwórku sama, tłumacząc coś i obiecując, że dzisiaj, to już na pewno internet będzie, ale ja już w to nie wierzę. Jutro już piątek. W sobotę rano zamieszkam u Nielsa i Janet i internet będę miała. Wytrzymam tyle.
Takie skromne sklepiki też są w Santa Fe.
U Bibi turyści uprzyjemniają sobie wieczornymi czas koncertami karaoke. Drą się niesamowicie w te mikrofony, a niektórzy, to naprawdę zupełnie bezkrytyczni w stosunku do swojego talentu, głosu i słuchu, ale cóż, zabawa jest. Karaoke to narodowa rozrywka Filipińczyków, podobnie jak walki kogutów. Trzeba to jakoś wytrzymać. Ludzie są tu z natury weseli, ciągle się śmieją, śpiewają, tylko przykład brać.
Wyspa Bantayan.
Zdaje mi się, że jedno lub dwa z powyższych zdjęć już pokazywałam kiedyś na blogu, ale nie mam pewności. Jeśli już, to musiało być to dawno temu, więc  możemy je znowu obejrzeć. Dobieram je tematycznie. Nie każdy przecież czyta wszystkie moje posty. Zdjęć mam dużo, stąd lekkie zamieszanie. Sorry.

8 komentarzy:

  1. ah te Filipiny , rok temu byłem tam miesiąc a obecnie jestem w Grecji ,
    i zdecydowanie wolę Grecję , pokoje 2 x tańsze , za pokój z kuchnią i łazienką , balkonem i wifi płacę 5 euro za noc 50 metrów od morza ,niektóre owoce 3 x tańsze niż na Filipinach ,ceny w sklepach podobne do Polskich a czasami niższe , ludzie fantastyczni , żadnego naciągania na wyższe ceny turystów ,super klimat temperatura +35 C , w ciągu 1 dnia kapałem się w morzu Jońskim ,więcej razy niż na Filipinach przez miesiąc ,Filipińczycy muszą się jeszcze sporo nauczyć co to znaczy turystyka , jak nie obniżą cen o 50 % na wszystko to nikt tam nie będzie jeździł cenowo Filipiny są dla mnie nieatrakcyjne ogólnie nie wszystko mi się tam podobało ,pozdrawiam i polecam Grecję , szczególnie maj-czerwiec bo wtedy jet bardzo tanio , ps.tzw,uchodźców nie ma , jest super bezpiecznie

    OdpowiedzUsuń
  2. Chętnie bym sobie w Grecji za takie pieniądze, jak piszesz, pomieszkała, ale gdy dochodzi co do czego, okazuje się, że nigdzie za 5 euro noclegów nie dostanę w takim położeniu. Być może Ty masz takiego farta wyjątkowego, czego Ci nadal życzę. Fakt, że Filipiny są dopiero na początku drogi w rozwoju turystyki. Głównym atutem Filipin jest niezmiennie letnia pogoda i ogrom wspaniałego morza wokół z płyciznami na pływanie, snorkowanie i takie tam :)gdybyś więcej konkretów o Grecji chciał mi napisać, to proszę o kontakt na mój priv email, co widnieje przy tytule blogu. Chętnie bym się czegoś więcej dowiedziała, bo szukam jakiegoś przyjemnego miejsca na Ziemi, gdzie bym mogła dłużej pomieszkać w cieple naturalnym i w przyjemnych warunkach oraz tanio, ze względu na nasze polskie złotówkowe możliwości finansowe :) pozdrawiam serdecznie :)

    OdpowiedzUsuń
  3. tak są takie ceny 5-10 euro za pokój w Kokkino Nero , głownie są tu Polacy i Grecy ,w sklepach rozmawia się po Polsku ,jest tanio bo jet mało turystów bo wszyscy się wystraszyli uchodźców , można z tego miejsca odbyć ciekawe wycieczki w inne miejsca Grecji za niewielkie pieniądze korzystając z oferty 2 Polskich biur podroży bo mają tutaj siedziby i organizują wypady razem z Grekami , traktuje to miejsce jako bazę wypadowa do zwiedzania okolic i nie tylko , jest 6 plaż do wyboru w obrębie 3 km od mojego hotelu oraz baseny czerwonej żelazowej wody jako darmowe spa , woda pitna jest za darmo ,obecnie w Grecji 70 % turystów to Polacy a 30 % to Rosjanie innych nie spotkałem a zjechałem już z 500 km po tym Kraju ,
    a przede wszystkim odpowiada mi klimat wilgotność powietrza przy morzu 16-25 % więc można się tu czuć komfortowo , na Filipinach wilgotność to 80-90 % więc ciągle jest się spoconym ,pozdrawiam serdecznie :)

    OdpowiedzUsuń
  4. jako ciekawostkę mogę dopisać że niektórzy turyści nic nie płaca za noclegi czyli 0 euro , po prostu stawiają sobie namioty na plaży i tak nocują klimat na to pozwala a po drugie jest bardzo bezpiecznie i nikomu to nie przeszkadza :)

    OdpowiedzUsuń
  5. To bardzo ciekawe, co piszesz, dzięki za info :) od pewnego czasu myślę o Grecji, bo to i czyściej niż w Azji i bliżej domu, i te wspaniałe biele, błękity:)ale właśnie ceny powalały mnie zaraz na wstępie przeglądania ofert. Ja szukam czegoś na dłużej, a nie tylko na 2-3 tygodnie, dlatego ceny są dla mnie ważne bo sytuację finansową, to ja mam przecież typowo polską:) W te 5 euro to mi było trudno uwierzyć, ale za 10-12 euro może by już się coś zanlazło? a gdy np. na pół roku, to może i na jakiś upust można by liczyć? zainteresuję się tym. Narazie pomieszkam sobie w Santa Fe, ale już czegoś szukam na przyszłość. Dużo też zależy od dzisiejszych wyników referendum w Anglii. Jeśli wyjdą, UE będzie osłabiona i nie będzie mogła już tak ciągle wspierać Grecji finansowo i sytuacja Greków może się zmienić. Ich wymagania względem turystów też mogą się wtedy zmienić. Dzięki pozdrawiam serdecznie :)p.s. jeśli piszesz bloga, to podaj mi namiary, chętnie bym poczytała o Twoich podróżach :) jeśli zaś nie piszesz, to może zaprosisz mnie na fejsa? to sobie fotki z Twoich podróży pooglądam? pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
  6. Pani Zofio za jakieś 2 tygodnie wrzucę na youtube filmiki i pokaz zdjęć ,
    więc Pani będzie mogła zobaczyć jak w tej okolicy wygląda, bloga nie piszę bo nie potrafię tak ciekawie pisać jak Pani ,ja tu przyjechałem tylko na 17 dni
    i za samolot z Gdańska do Thesaloniki i z powrotem oraz transfer do Kokkino Nero z lotniska do hotelu i z powrotem oraz 16 noclegów zapłaciłem aż 1015 zł za wszystko, pokoi do wynajęcia jest bardzo dużo typu studio z aneksem kuchennym , balkonem i wifi , ja wybrałem najtańszy a i tak mam 2 x lepszy pokój niż na Filipinach ,miejscowość jest urocza gdybym miał więcej wolnego czasu to bym tu chętnie został nawet z 3 miesiące , niestety UK wychodzi z UE złotówka się mocno osłabiła wojaże zagraniczne podrożeją , jak Pani się znudzi Azja to warto pomyśleć o Grecji :) to tylko 2 godziny lotu z Polski ,pozdrawiam serdecznie
    PS.zdjęcia wrzucę na FB i prześlę linka zrobiłem ich już z 800 to będzie co oglądać i będzie Pani mogła zobaczyć jak mniej więcej wygląda tutaj
    arbuzy tutaj kosztują 0,5 euro za 1 kg a czasami da się coś utargować przy dużych okazach , pomidory są po 1 euro za kg ,a piwo kosztuje 0,9 euro , 1,5Litra wina greckiej roboty kupowałem po 3 euro bardzo dobre polecam , cenowo jest mniej więcej jak w Polsce ale klimat niesamowity

    OdpowiedzUsuń
  7. OK, dzięki :) to, co opisujesz jest interesujące i coraz bardziej napalam się na tą Grecję :) ale nie wiadomo, co może być za kilka miesięcy, bo podobno Grecja też chce opuścić UE i Holandia i Dania...Europa zaczyna się sypać. Gdyby Grecja wyszła z UE, to znowu mogą wizy wprowadzić i na dłużej nie będzie można tam jechać. Ale ok,nie ma co krakać,bo nic jeszcze nie jest przesądzone. Czekam na fotki i filmiki na fb i pozdrawiam serdecznie :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Grecy tutaj strasznie psioczą na UE a szczególnie na Niemcy i Merkel , bo teraz zarabiają 50 % mniej , wcale mnie nie zdziwi jak wyjdą z UE co wyjdzie im tylko na dobre ,pozdrawiam serdecznie :)

    OdpowiedzUsuń