Patronat medialny



Miło mi poinformować, że moja wyprawa została objęta patronatem medialnym przez portal Link to Polnad www.linktopoland.com

sobota, 25 czerwca 2016

Czas się zatrzymać na chwilę i stworzyć sobie dom.

Dom Nielsa i Janeth został przystrojony flagą narodową Ojczyzny Nielsa.

Podróżując przez długi czas po różnych krajach świata, można sobie wyrobić zdanie o pewnych sprawach i zauważyć różnice w traktowaniu podróżników przez miejscowych ludzi. Wypasione hotele, resorty i hotele udostępniane dla zorganizowanych wycieczek nie są włączone do mojej oceny, bo nie znam ich.
Siedzę sobie na tarasie i myślę, z jakiej to okazji? Święto Narodowe Danii? Euro 2016?
Jestem niskobudżetową podróżniczką w jednoosobowym składzie i tylko o takim stylu podróżowania mogę się wypowiadać. Tanie hoteliki i guesthousy azjatyckie uważają, że jak są tanie, to nie muszą być czyste i wygodne i to jest dla mnie problemem.
Wejście na naszą ulicę przez bramę "Welcome to Barangay Talisay".
W takim tanim hoteliku nikt nie da upustu za to, że pokój brudny, ze wspólną łazienką na piętrze, lub nawet piętro niżej, gdzie jest urwany prysznic, a woda często jest wyłączana, ze szczególnym upodobaniem wtedy, gdy turystka już się w kabinie znalazła i cała jest namydlona. Śniadania w cenie, nie wchodzą w grę.
Janeth przed domem swoich rodziców, znajdującym się na tej samej ulicy.
Mieszkając w hoteliku BiBi tak właśnie było, ale w wielu innych hotelach w poprzednich krajach azjatyckich bywało podobnie. Przy ustalaniu ceny podawano atuty: jest okno (okno w azjatyckich tanich hotelach, to luksus), łazienka jest piętro niżej, ale w cenie jest free internet, całodobowy w pokoju i fan. Pokój kosztuje 400 pesos.
Tu mieszkam. Jest przyjemnie.
Fan, to jest wiatrak, jest też aircondition (klimatyzator), ale jeśli chcę go używać, cena podskakuje o następne 200 pesos. Bierzesz więc fan, potem okazuje się, że internet działa tylko na początku, potem nie jest opłacany na bieżąco przez właścicielkę i przestaje działać. Fan musisz sobie sama wyszorować, bo inaczej będzie ci po twarzy rozwiewał cały zebrany w sobie kurz i paprochy różne.
Na półeczce siedzi Budda, ale też Kopenhaska Syrenka. Żałuję, że nie mam warszawskiej.
Z wodą, jak wyżej napisałam, w łazience nie ma na czym powiesić ręcznika, ani położyć mydła, jakby wbicie chociaż jednego gwoździa w ścianę, było dodatkowym luksusem. Pod prysznic bezpieczniej wchodzić w plastikowych klapkach, nie boso. O zmianę pościeli trzeba poprosić, ale nie za często, pokój trzeba sobie samemu sprzątać, wymyć okno, żeby coś przez nie zobaczyć.
Z kuchni mam osobne wyjście na podwórko, a na prawo, do łazienki.
Nie ma w łazience żadnej miski, ani wiadra, abyś sobie podróżniku nie robił czasem samodzielnie prania, bo pranie trzeba oddać gospodarzowi do laundry lub po sąsiedzku (to też zazwyczaj rodzina) i osobno zapłacić za usługę. Byłam kiedyś w takim hotelu, gdzie fan był zawieszony pod sufitem i w całym pokoju nie było ani jednego kontaktu, żeby nie używać laptopa i nie ładować sprzętu fotograficznego, czy komórki. Pomysłowość właścicieli czasami szokuje.
W razie, gdyby mnie odwiedził ktoś z przyjaciół, mam w pokoju drugie łóżko pod oknem.
Zgłaszając u gospodarzy awarie, nie należy spodziewać się pozytywnej reakcji, przysłania kogoś, żeby prysznic, czy spłuczkę naprawił. Gospodarz wzruszy ramionami i powie, no trudno, zepsuło się, to nie ma. Można polewać się wodą z kranu, kubełkiem, a inne wc w podwórku działa, to można tam chodzić. Na wszystko jest gotowa odpowiedź.
Mango, to ja bym mogła jeść tonami.
Jednym słowem, w tanich hotelach azjatyckich cena nie jest ustalana od położenia, wielkości pokoju, wyposażenia (tv,czajnik elektrycny, lodówka lub ich brak), udogodnień (własna łazienka, free internet),lecz od tego, że wogóle jest, że można się w nim wyspać.
Dobrze mi tu, w domu Nielsa i Janeth. Oboje są mili i mam w nich oparcie.
Zupełnie inaczej jest w tanich hotelikach i hostelach w takich krajach, jak Stany Zjednoczone, Australia, nie wspominając o krajach europejskich. Do czystości przywiązuje się tam dużą wagę, zazwyczaj w cenie jest śniadanie, a gdy coś nie działa jak należy, proponowany jest upust, zostaje przysłany pracownik, który to naprawi. Gdy nie może naprawić, zmieniają nam pokój. Wszystko uprzejmie, z uśmiechem.
Spacerek po Santa Fe. Sporo tu domów "for rent" i "For sale"
Byłam w Australii w takim hostelu, gdzie od rana do wieczora uwijało się troje wolontariuszy i bez przerwy myli łazienki, korytarze, posadzki, naczynia w kuchni, kuchenki gazowe, szorowali stoły, wszystkie półki i rzeczy na nich stojące, framugi drzwi, okna itp. No, po prostu szoku tam doznałam. Robili to nie okazjonalnie, lecz codziennie wykonywali te czynności.
Dzieciaki są tutaj wesołe i lubią być fotografowane.
Sami tam sobie smażyliśmy pancakes z ciasta przygotowanego i ustawianego na blatach w wysokich dzbankach przez tych wolontariuszy i jedliśmy to na śniadanie z syropem klonowym. Oprócz tego opiekaliśmy sobie tosty, było masło, serki topione, dżemy i płatki kukurydziane z mlekiem.Wybór był duży i nikt głodny niewychodził.
W Santa Fe mamy terenowe biuro "Caritas". Główne biuro jest w Cebu.
Można sobie wyobrazić, jaki bałagan, my turyści różnych narodowości, robiliśmy w kuchni. Największymi bałaganiarzami byli Chińczycy, ale nikt z obsługi nigdy żadnego turysty nie upominał. Wszystko z uśmiechem było natychmiast sprzątane. Spóźnialskie śpiochy zawsze zastawali kuchnię czystą i wszystko dla siebie przygotowane na świeżo. Podobnie było w USA, chociaż zależy, gdzie.
Rybacy przywieźli świeże ryby. Od razu poszły na stół do sprzedaży. Wiatrak odgania muchy
Azja ma wiele do zaproponowania podróżnikom. Ciepłą przewidywalną pogodę, piękne plaże, ciepłe morze, warunki do sportów wodnych i inne ciekawe do zwiedzania miejsca na lądzie, unikalne zabytkowe budowle, historię kolonialną. Ale Azja ma też swoją specyficzną mentalność, czasami trudną do akceptacji.
Takich maleńkich kościółków jest tu kilka.
Azjata nie będzie się przejmował niezadowoleniem turysty. Jak się nie podoba, to wypad. Przyjedzie inny turysta, zapłaci i nie będzie nosem kręcił, że pokój jest zapyziały i latają po nich karaluchy. Nic nie jest w stanie zmobilizować Azjatę, aby porządnie sprzątnął pokoje i łazienki oraz uporządkował teren przed hotelem, żeby z czystym sumieniem móc zażądać wyższą cenę. I tak zażąda. A zamiast sprzątać, woli w cieniu pobujać się w hamaku, w oczekiwaniu na następnego klienta.
Dzisiaj urządzono tu festyn dla dzieci.
Będąc bardzo długo w podróży po Azji, przychodzi taki moment, że potrzebujemy wypoczynku. Azja potrafi umęczyć człowieka i to nie tylko upałem. W pewnej chwili pragniemy zatrzymać się gdzieś na dłużej. Żeby móc wreszcie rozpakować walizkę i plecak całkowicie, wywietrzyć, wyprać, posegregować rzeczy, odświeżyć je i nie gonić ciągle w nowe miejsca, żeby w jak najkrótszym czasie zobaczyć, jak najwięcej.
Starsi przyglądają się zza płotu i cieszą się, że kościół dba o ich dzeci.
Ba! Zrobić sobie nawet przerwę od zwiedzania. Znaleźć przyjemne miejsce, wynająć jakieś niedrogie, wygodne samodzielne mieszkanie z opłatą miesięczną, a nie za dobę, co zawsze wychodzi taniej i pomieszkać sobie w jednym miejscu, jak zwykły mieszkaniec. Slow life stało się moim marzeniem. Postanowiłam znaleźć takie miejsce, w którym chciałabym zatrzymać się na dłużej.
To ruletka, w którą można wygrać chipsy. No, nie wiem czy to dobry pomysł dla dzieci.
Ruszyłam więc na poszukiwanie odpowiedniego miejsca do zamieszkana, gdzie bym się dobrze i swobodnie czuła, a jednocześnie nie zrujnowała swojego skromnego budżetu polskiej emerytki. I co? zamieszkałam  w Santa Fe u Nielsa i Janeth. Jest pięknie, bardzo czysto, przestrzennie. Dodatkowo zyskałam bardzo serdecznych przyjaciół, na których zawsze mogę liczyć w razie potrzeby. To najładniejszy dom w Santa Fe! A Janeth codziennie dopieszcza ogród, grabi piasek, zamiata werandę.
Business woman chyba czuje, że to nie fair, bo niechętnie patrzy na mój aparat foto.
Jestem szczęśliwa, że trafiłam na to fantastyczne małżeństwo, że zaproponowali mi zamieszkanie w swoim domu. Żałuję jedynie, że nie znam na tyle języka, aby swobodnie sobie z nimi rozmawiać. Ale rozmawiamy, rozmawiamy na różne sposoby i piszemy do siebie zabawne liściki. Jest very ok! Mówiłam już, że od chwili zamieszkania w Santa Fe, moje posty będą krótkie? I są.

4 komentarze:

  1. zapraszam na mini blog o Grecji środkowej , stworzyłem go w 2 dni z mojego ostatniego krótkiego pobytu na potrzeby turystów (zdjęcia,filmy,komentarze) , blog będzie uzupełniany w miarę możliwości ,pozdrawiam serdecznie
    https://kokkinoneroblog.wordpress.com/

    OdpowiedzUsuń
  2. a tu z 2015 roku mini blog z Filipin (zdjęcia,filmy,komentarze)
    https://triponthephilippines.wordpress.com/
    może jeszcze raz odwiedzę Filipiny ?!!!,:)mimo wszystko to niesamowity kraj,...

    OdpowiedzUsuń
  3. Pani Zosiu obiecała Pani krótkie posty ze stacjonarnego pobytu na Filipinach, czy ma Pani problemy techniczne? Serdecznie pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  4. Czytam Pani bloga z wielką przyjemnością,i też czekam na kolejne posty, mam nadzieje że wszystko w porządku. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń