Patronat medialny



Miło mi poinformować, że moja wyprawa została objęta patronatem medialnym przez portal Link to Polnad www.linktopoland.com

sobota, 18 czerwca 2016

Ale Sajgon!

Polska turystka na ulicy Sajgonu.

Zanim komunistyczna Północ Wietnamu nie zagarnęła i nie podporządkowała sobie południowej części kraju, która długo broniła się rękami i nogami z pomocą sojuszników, przed wprowadzeniem u nich  jedynie słusznej ideologii wujka Ho, miasto nazywało się Sajgon.
Muzeum Wojny w Sajgonie.
Po zwycięstwie komunistów, nazwę miasta zmieniono na Ho Chi Minh, od nazwiska najbardziej dla komunizmu zasłużonego polityka wietnamskiego. Nazwa nie zakorzeniła się jednak na dobre, skoro do dzisiaj na wietnamskich szyldach, folderach i w różnych aktualnych publikacjach nazwą Sajgon nadal się posługują.  
Centrum Informacji Turystycznej w Sajgonie.
Oficjalnie, od 1976r  miasto nazywa się Ho Chi Minh, a nazwę Sajgon zatrzymano jedynie dla francuskiej najstarszej dzielnicy nr.1. Bowiem w Sajgonie dzielnice miejskie są ponumerowane i tylko pięć z nich zostało wyróżnionych, przez dołączenie im do numeru, nazwy. To 9-cio milionowe miasto podzielono na 22 dzielnice, z czego 5 znajduje się na obrzeżach miasta, więc nazwano je dzielnicami wiejskimi.
Przed zabytkową katedrą, nowoczesna sztuka rzeźbiarska.
Dawniej, gdy z małej rybackiej wioski (należącej jeszcze wtedy do Kambodży) zaczęło kształtować się miasto, Nguyen Phuc Chu, zamożny przywódca rodu trzymającego wówczas władzę w regionie, nadał mu nazwę Gia Dinh.
Prawy pas jezdni zarezerwowany dla jednośladów, lewy dla samochodów. Dają radę.
Miasto rozrastało się terytorialnie, systematycznie było zasiedlane przez Chińczyków i Wietnamczyków. Ostatecznie przejęli je we władanie Wietnamczycy. Miasto przez lata pomyślnie się rozwijało, wyrastając na duże i ważne centrum gospodarcze i handlowe w regionie.
Wieczorem miasto się trochę uspokaja.
W okresie I wojny indochińskiej, gdy w Wietnamie władzę trzymał popierany przez Francuzów cesarz Bao Dala, Sajgon pełnił już rolę stolicy cesarstwa. Gdy cesarstwo upadło, Sajgon stał się stolicą Indochin, a gdy Francuzi ostatecznie przegrali wojnę i zostali zmuszeni do opuszczenia Wietnamu, Sajgon w latach 1954-1975 został stolicą niekomunistycznej Republiki Wietnamu.
Kolację można zjeść na odświeżonym po upalnym dniu powietrzu.
Nazwę Sajgon (Sai Gon) wymyślili Francuzi, którzy skolonizowali te tereny w 1858r i na zawsze odcisnęli na nim piętno swojego zasiedzenia, głównie w charakterze zabudowy, utrwalenia upodobań mieszkańców do dobrej, aromatycznej  kawy i do gorących chrupiących bagietek.
Kutry w zatoce.
Jednak gdy popytać mieszkańców, część z nich opowie się za nową nazwą miasta, Ho Chi Minh, wybraną z kilku nazwisk swojego bohatera narodowego, który jest dla nich prawdziwym patriotą, ponieważ scalił ich kraj w jeden organizm. Natomiast nazwa Sajgon, kojarzy im się z Amerykanami, a nie z Francuzami.
Jedzonko smaczne.
Może to mieć swoje uzasadnienie w fakcie, że na południu Wietnamu pozostało niewiele ludzi z południa, wietnamskich potomków rodzin sajgońskich z czasów francuskich. Gdy komuniści z północy zajęli te tereny, wybijali do ostatniego, wszystkich mieszkańców z południa, którym nie udało się w porę uciec.
Spacerek po bulwarze Sajgonu wieczorową porą.
Założyli sobie bowiem, że zabiją wszystkich zdrajców, a zdrajcami są wszyscy współpracujący z Amerykanami, czyli wszyscy mieszkańcy południowej części Wietnamu. To tragiczna część historii Wietnamu i ogromne koszty poniesione dla zjednoczenia tego komunistycznego kraju.
Większość miasta ozdobione jest takimi kablami. Azjatycka specjalność.
Południe zostało zasiedlone ludźmi z północy, którzy nie czuli klimatu dawnego Sajgonu, nie czuli z nim silnych związków emocjonalnych, nie mieli ani osobistych, ani rodzinnych wspomnień związanych z tamtym okresem i miastem. Ale pamiętają dobrze interwencję wojsk amerykańskich w swojej wojnie o połączenie kraju z jedną słuszną ideologią głoszoną przez Ho Chi Minha.
Świątynia hinduska w komunistycnym Sajgonie.
Ta wojna została na zawsze utrwalona w ich pamięci i nadal żyje we wspomnieniach rodzin, dlatego Sajgon kojarzą oni głównie z Amerykanami i z tego też powodu są im niechętni. Tymczasem charakter miasta jest typowo francuski i z Amerykańskiego stylu nie ma w tym mieście dosłownie  niczego, poza starymi czołgami i fotografiami w muzeum.
Uliczna sprzedaż jedzenia zaczyna się wieczorem.
Podejrzewam, że jedynie znane na całym świecie powiedzenie, ale Sajgon!, z odpowiednim rozłożeniem akcentu i emocji w głosie, wiązać się może z pobytem tutaj Amerykanów. Już wcześniej opisałam gwałtowne walki toczące się w południowej części Wietnamu o niedopuszczenie do opanowania Południowego Wietnamu przez komunistów.
Gdyby nie światła, nie zatrzymaliby się do wieczora.
Toczyły się tam tak ostre i bezwzględne walki Południowych Wietnamczyków i Amerykańskiego wojska z żołnierzami Vietkongu i regularnego wojska Północnego Wietnamu, że przeszły najśmielsze wyobrażenia ludzi o wojnie. To była pierwsza tak straszna wojna na świecie, biorąc pod uwagę, że walczył ze sobą ten sam naród w imię ideologii.
Nowoczesna dzielnica Sajgonu.
Każda jakaś gwałtowna sytuacja, kataklizm, tragiczne zbiorowe wydarzenia, karambol na drodze lub chociażby większe zbiorowisko ludzi zakłócające jakieś wydarzenia, lub np. rozganianie marszów protestacyjnych, albo akcje kiboli na meczach, czy najazdy rosyjskich grup chuligańskich na Euro 2016, można podsumować powiedzeniem, ale Sajgon!
Białe sajgońskie taksówki.
Była to również pierwsza wojna tocząca się na oczach całego świata dzięki dostępnym już wszędzie środkom masowego przekazu, nie tylko prasy i radia, ale przede wszystkim telewizji. Świat, siedząc sobie w kapciach przy rodzinnej kolacji, lub odpoczywając na kanapie, mógł na bieżąco śledzić nagrane kamerami sceny wojenne i obejrzeć relacje fotoreporterów.
Można spotkać w Sajgonie spokojne, ciche uliczki.
Odbierali to,  jak jakiś serial wojenny, bo wojna wietnamska toczyła się przecież bardzo długo i bardzo daleko od ich spokojnego kraju. Gdy sami czujemy się bezpiecznie, inaczej oceniamy wojnę, niż ludzie żyjący na terenie, na którym się ona toczy. Chyba, że w wojnie biorą udział nasi bliscy.
Peron Dworca Kolejowego w Sajgonie.
Wojna skończyła się 30 kwietnia 1975r. Mimo odnoszonych sukcesów, Amerykanie odpuścili pod naciskiem opinii publicznej w Ameryce i na Świecie. Oliwy do ognia dolała pewna fotografia, o czym napiszę za chwilę. Amerykanie zabrali się do domu, a do Sajgonu wkroczyły wojska Vietkongu oraz północno wietnamska armia Ho Chi Minha.
Jeżdżą takie bezprzedziałowe pociągi.
Prawdą jest, że media mają taką siłę, że z każdym mogą zrobić co zechcą. Z bandyty mogą uczynić ofiarę, a z ofiary niebezpiecznego przestępcę. Widzimy to nawet dzisiaj na przykładzie mojego kraju, chociaż nie w takich drastycznych okolicznościach, bo póki co, wojny domowej w Polsce na szczęście nie mamy i nie przewidujemy w najbliższej przyszłości.
Restauracja całą udekorowana blaszanymi beczkami w wojskowych barwach.
Ale mamy zmianę władzy, która chroni "swoich ludzi" przed poniesieniem kary za czyny podlegające karze, unieważnia wyroki sądowe wydane za poprzedniej władzy i powierza uwolnionym ludziom wysokie stanowiska w Rządzie. Z tego wniosek, że sądy nie mogą rozstrzygać niezależnie, zgodnie z prawem, tylko zgodnie z wolą aktualnie rządzących. W innym przypadku sędziowie stracą pracę.
Przed wyjściem z naszego hotelu, cały chodnik zajmują restauracje.
W czasie wojny w Wietnamie media pokazywały tragiczne sytuacje, publikowały wyjątkowo drastyczne zdjęcia, nie zagłębiając się w szczegóły, co zwykłym ludziom żyjącym pokojowo we własnych krajach, dawało zupełnie inny, często mylny przekaz.
Sprzedawcy ręcznie wycinanych i klejonych kartek pocztowch. Kupiłam i wysłałam.
Tak było z fotografią wietnamskiej dziewczynki poparzonej napalmem, co już opisywałam wcześniej i tak było z fotografią  amerykańskiego dziennikarza Eddiego Adamsa, który opublikował zdjęcie, na którym południowo wietnamski policjant Nguyen Ngoc Loan  strzela z pistoletu w głowę, jakby się zdawało, zwykłego Wietnamczyka.
Ratusz miejski w Sajgonie mieści się w zabytkowym dawnym pałacu.
Fotografia została wykonana w Sajgonie 1 lutego 1968r i ukazała się na okładkach licznych tytułów gazet w całej Ameryce. Antywojenne ruchy społeczne przeciwko wojnie w Wietnamie zyskały dowód na swoją rację i natychmiast wykorzystały to zdjęcie przeciwko politykom amerykańskim.
Ja wśród armat wojennych w Sajgonie.
Tymczasem ofiarą  policjanta nie był bezbronny wietnamski jeniec wojenny, jak poszło w świat, tylko oficer Vietkongu, Nguyen Van Lem, dla zmyłki działający na terenie południowego Wietnamu w cywilnym ubraniu, który dosłownie dwa dni wcześniej dowodził jednym z plutonów śmierci (ofensywa Tet) i wymordował całe bezbronne rodziny wietnamskich policjantów, przebywających w tym czasie na służbie.
Plenerowa wystawa obrazów na ulicy sajgońskiej.
Po prostu ustalili wcześniej adresy rodzin policjantów w Sajgonie i systematycznie wchodzili po kolei do ich domów, mordując bez mrugnięcia okiem wszystkich po kolei domowników, siostry, żony, dzieci, matki, teściowe, kogo tylko w domu zastali, bez względu na płeć i wiek. A wiemy, że Azjaci mieszkali w domach całymi pokoleniami. I tak jest do dzisiaj.
Artyści sajgońscy wystawili swoje prace dla szerokiej publiczności.
Gdy ten policjant, Nguyen Ngo Loan wraz z kolegami oglądali na swoim osiedlu wyrzucone do rowu stosy trupów swoich członków rodzin i przyjaciół, przyprowadzili mu schwytanego właśnie  oficera Vietkongu, Nguyen Van Lema. Policjant natychmiast wykonał na nim wyrok, co w takich okolicznościach było dopuszczalne i zgodne z zapisami konwencji genewskiej.
Z przyjemnością obejrzałam prace tutejszych malarzy artystów.
Czegoś takiego w tej wojnie jeszcze nie było. Było mnóstwo cywilnych ofiar z różnych przyczyn, ale żeby wchodzić do prywatnych mieszkań i systematycznie strzelać do każdego domownika, od niemowlaka do staruszki, to była jakaś tragiczna i niezrozumiała nowość.  
W Warszawie też w ten sposób wystawiają prace art.Na płocie Parku Łazienkowskiego
Ale tego dziennikarz amerykański, Eddie Adams i kamerzysta stacji NBC News nie opisali pod wykonanym i opublikowanym zdjęciem, więc każdy w Ameryce i na świecie wyrabiał sobie własne zdanie, nie dopytując o powód i okoliczności związane z tą fotografią. 
Rondo w Sajgonie udekorowane na Święto Pracy 1-go Maja.
Eddie Adams otrzymał za tą fotografię nagrodę Pulitzera. Może o to właśnie mu chodziło, o otrzymanie tej prestiżowej nagrody, ale miał potem ogromne wyrzuty sumienia, bo fotografia nie oddawała prawdy, a co poszło w świat trudno było potem odkręcić.
To ja z właścicielką naszego hotelu.
Eddie Adams się starał i gdzie tylko mógł, prostował informacje i na prawo i lewo tłumaczył w czym rzecz. Ale nikt już go słuchać nie chciał. Ludzie wiedzieli swoje. Z goryczą potem powtarzał "Generał zabił zbrodniarza, ja tą fotografią zabiłem generała". Przeżywał tą sprawę bardzo. Nguyen Ngo Loan z końcem wojny wyemigrował do Stanów Zjednoczonych i tam ułożył sobie życie.
Wycieczka rzeką w okolice Sajgonu.
Ale Sajgon!









































Brak komentarzy:

Prześlij komentarz