Patronat medialny



Miło mi poinformować, że moja wyprawa została objęta patronatem medialnym przez portal Link to Polnad www.linktopoland.com

niedziela, 3 kwietnia 2016

Przystanek w Kuala Lumpur

Wieze Petronas, rozpoznawalny symbol Kuala Lumpur.
W końcu się zdecydowalam i wykupiłam bilet lotniczy linii "Air Asia" do Kuala Lumpur. Jednak musiałam o jeszcze jedna noc przedluzyc pobyt w hotelu, ponieważ na 22 kwietnia bilet był znacznie tanszy, niż o dzień wcześniej, a mnie się przecież nigdzie nie spieszy, wiec nie musze przeplacac.
Menara, rowniez wszystkim znana
Do przystanku autobusu kursującego miedzy miastem, a lotniskiem miałam pare krokow, wiec spokojnie potoczylam się z bagażami na najwcześniejszy kurs, czyli na 7.30 rano. Lubie być przed czasem, bo teraz na tych lotniskach to zupełnie nie wiadomo, czego się spodziewać.
Mieszkam kilka krokow od tego turystycznego pasazu.
Kontrole zabierają coraz więcej czasu, sa opóźnienia, chociaz raz spotkałam się z sytuacja, ze samolot wyleciał przed czasem i ci, co przyszli na lotnisko w ostatniej chwili, zostali na lotnisku. Pisalam o tym na blogu. W Azji trzeba być na wszystko przygotowanym. Grunt, to sie nie denerwowac.
Na Petaling Street zawsze sa jacys turysci
Moja zapobiegliwość teraz psu na bude się zdala, bo autobus o 7.30 nie przyjechal i siedziałam tam jak głupek od 7.15 do 9.45, az podjechal następny autobus. Gdybym dużo wcześniej na lotnisko się nie wybrala, musialabym w panice brac taksowke, a to sa duże koszty, bo lotnisko ponad 30 km za miastem się miesci. Autobus natomiast kosztuje 5 RM. (1 RM = 0,96 zl, prawie tyle, co 1,oo zl).
Doszlam do bardzo ladnego Centrum Turystycznego
Nie wiem, czy to ja mam pecha, czy opóźnienia samolotow sa już tutaj na porzadku dziennym, bo znowu było duże opóźnienie mojego lotu. Na szczęście nie czekala mnie żadna przesiadka, wiec było mi raczej wszystko jedno, na która godzine zalece do celu, ale takie sytuacje sa denerwujące.
CT w Kuala Lumpur, to caly zespol budowli otoczonych ogrodem.
Kuala Lumpur już znalam z poprzedniego pobytu, wiec nie miałam problemów, gdzie skierować pierwsze kroki. Wybralam najpierw z bankomatu malezyjskie ringgity (RM) i skierowałam się do kolejki, która dojechałam do Jalan Sultan, w pobliżu Jalan Petaling, która to ulica pelna jest tanich hotelikow, chociaz cala zajeta jest przez stragany, od rana do wieczora. Miedzy parasolami i banerami trzeba wypatrywac tablicy z nazwa i wejscia do hotelu.
Oprocz info, mozna tu kupic pamiatki, wypic kawe lub odpoczac w ladnym miejscu.
Idac od stacji LRT Pasar Seni, na której wysiadłam, kierowałam się wlasnie w strone Petaling Street i wchodziłam do niedużych hotelików i guesthousow znajdujących się po drodze, ogladajac oferowane mi pokoje. Masakra.
Mozna tez zwiedzic teren wokol CT i dowiedziec sie wiecej o KL i calej Malezji.
Nie jest to latwe, żeby dostać się do hotelu. Chinskim zwyczajem trzeba zawsze wspiąć sie najpierw po wąskich wysokich schodach razem z bagażami, zeby dobrnac do recepcji. Gdy podrozuje się samemu, nie ma kto popilnować bagazy na ulicy.
Po lewej, wpisujemy sie do ksiegi gosci. Po prawej informatorki sluza pomoca.
Mimo trudu dobrniecia do recepcji, nie brałam, co popadnie, lecz rezygnowalam, gdy cena nie usprawiedliwiala oferowanych warunków. Staczalam po schodach walizke i szlam dalej. Ceny zaczynaly się od 60 RM za obskurny pokoj bez okna ze wspolna lazienka w korytarzu lub 45 RM za dorm mix. Pokoj z podwojnym lozkiem, 85 RM.
Na peronie mojej stacji kolejki "Pasar Seni". Bilety kupuje sie w automacie.
Często nie było internetu. Pomyslalam, ze nie może to być regula i postanowilam szukac dalej. Przeciez musi byc cos tanszego i lepszego w tej kategorii hoteli. Jedna, czy dwie noce mogłabym w takich warunkach wytrzymać, ale nie miesiąc.
Nadjezdza sky train. Z tych peronow ciekawie wyglada miasto.
Dwa dni wcześniej napisalam e-maila do znajomej Polki, Zuzanny, która tu mieszka na stale i ma mnóstwo znajomych z racji wykonywanej pracy, z prosba, czy zna moze kogos, kto moglby niedrogo wynajac na miesiąc  jakas kawalerke, lub niekrepujacy pokoj. Ktos by sobie zarobil, a ja miałabym domowe warunki, ale Zuza nie mogla mi pomoc.
Pod peronem Pasar Seni znajduje sie bus terminal.
Chyba w Malezji ludzie nie musza dorabiać, bo wiedzie im się calkiem dobrze. Dlatego nie ma tu być może, takiego zwyczaju, żeby oferować prywatne pokoje turystom, jak ma to miejsce na Filipinach czy na Kubie.
Wejscie do mojego hotelu. To skromniejsze, "Hotel City Inn" przy Jalan Sultan.
Ostatecznie trafiłam do „City Hotel Inn”. Na moja prosbe o cheaper room, men pokazal mi znowu ciasny pokoik bez okna. Rece opadają. Pojelam, ze musze zmienić kryterium ceny i zgodzić się na wyzsza, jeśli chce mieć znośne warunki. Ok, mowie, pokaz mi inne pokoje i okresl ich cene.
Podrozujac solo, musze byc samo wystarczalna. Robie sobie zdjecie w pokoju.
Spodobal mi się pokoj za 65 RM. Drogo, ale postanowiłam wziąć trzy noce i w tym czasie, na luzie, bez bagaży, poszukać czegos tanszego. Wlasciciel powiedział, ze jak trzy noce, to zejdzie mi z ceny do 60 RM. Tak? Postanowiłam kuc zelazo, poki gorace. A jak bym na miesiąc wynajela ten pokoj, to na ile moglbys zejść? Zapytalam.
W pokoju mam duze okno i telewizor, ktory do mnie gada.
Musi to uzgodnić ze wspólnikiem (ten wspólnik, to jego ojciec, jak się potem okazalo). Ok, uzgodnili i zdecydowali, ze mogą zejść do 50 RM (niecale 48 zl), ale to już naprawdę ostatnia możliwość. Ok, rozumiem. Przystalam na te warunki.

Po drodze do ambasady wietnamskiej zwiedzam Kompleks Kraf.
Pokoj jest nieduzy, ale okno ma na cala sciane, jest stol, wieszaki, stolik na bagaze, telewizor, airkondition, czyli klimatyzacja, ciagly dostep do free internetu w pokoju i wlasna lazienka. Czyli wszystko to, na czym zależy mi najbardziej.
Sprzedaja tu wyroby autentycznie zrobione przez rzemieslnikow i artystow.
Hotel znajduje sie 100 m do stacji  Pasar Seni, czerwonej linii kolejki LRT, 50 m do Petaling Street, jeden przystanek kolejka do Sentral i wszędzie po prostu mam bardzo blisko, spacerkiem można dojść. No, tak to mogę sobie pomieszkac.
Wypatrzylam broche dla premier Beaty Szydlo. Moglaby sobie na dobra zmiane kupic.
Zaleta jest również to, ze wszystko w pokoju i łazience działa, jak należy oraz internet działa bez zarzutu. Ostatnio dosyć długo brakowało mi takiego komfortu. Ciesze się, ze nie musze szukac innego hotelu. Znaczy to, ze nadszedł już czas, na pewna stabilizacje i ciagla zmiana miejsc pobytu przestala mi się już podobać.
Mozna obejrzec makiety dawnej zabudowy malajskiej
Może się po prostu trochę rozleniwiłam i dlatego wole dluzej pobyc w jednym miejscu? A zaczelo się to od chwili, gdy postanowilam zagrzać dluzej miejsce na Filipinach.
Kompleks Kraf zajmuje spory, bardzo zadbany obszar w miescie.
W Santa Fe podoba mi się bardzo, nie jest nudno, mimo ze miasteczko kamieniem mozna przerzucic. Nie za wielkie miasto, nie za mala wies. Wszystko tam jest w sam raz i ludzie bardzo mili oraz staly kontakt z Polakami jest, którzy już tam mieszkają na stale lub zostają na jakiś czas.
Na terenie kompleksu stoja tez autentyczne dawne domy i mozna do nich wchodzic.
Nawet teraz, gdy przebywam w Malezji, odzywaja się na fcebooku i pisza do mnie krótkie informacje na skype. Tym sposobem jestem na biezaco ze sprawami w Santa Fe. Bardzo to jest mile, gdy na przyklad pisza: czekamy tu na Ciebie, Zosia.  Wracaj!
Sztuka malajska
Inni pisza, ze znalezli dla mnie domek, ale odpowiedziałam, ze wynajelam już sobie mieszkanie przed wyjazdem, u Nelsona. Jednak to mile, ze mysla o moich sprawach, o moich potrzebach. Ja zawsze z sympatia mysle o Santa Fe i tamtych ludziach.
Te stare domy sa sliczne. Wewnatrz urzadzone sa tak, jak kiedys byly.
Piotrek przyslal info, ze zalatwil w końcu cos w tej Manili i zdolal wrocic do Polski. Jeszcze nie wiem, czy jak wyrobi nowy paszport, to wroci na Filipiny, czy tez ulegnie nowym wyzwaniom. Miał kilka ciekawych planow.  Mlody i odważny chłopak, wszystko jeszcze przed nim. Jessika z pewnoscia czeka na jego powrot.
W obszarze sklepow z pamiatkami mozna wymienic walute. Takie tu maja kursy.
Ja w Kula Lumpur musze przede wszystkim zalatwic sobie wize do Wietnamu i kupic bilet do Ho Chi Minh na ten sam dzień, w którym do Wietnamu przylatuje Oliwia. Kazde spotkanie z moimi dziecmi jest dla mnie swietem i radoscia, bo nigdy nie widomo, czy nie jest ono dla mnie ostatnie.
Gdzie sie nie obejrzec, widac Petronas Tower. Jak u nas Palac Kultury.
Przez trzy tygodnie będziemy razem zwiedzaly Wietnam, jak w ubiegłym roku Meksyk. Wtedy, ja już w Meksyku bylam i tam czekalam na Oliwie. Teraz spotkamy się na lotnisku i obie Wietnam zobaczymy po raz pierwszy w zyciu.
Miasto poprzecinane jest przewieszkami dla pieszych. Mozna tak chodzic kilometrami.
Z tego tez powodu, gdy się tylko jako tako rozgoscilam w hotelu, znalazlam w internecie adres ambasady wietnamskej w Kuala Lumpur i poszlam po mapki miasta do Centrum Informacji Turystycznej, które już samo w sobie jest warte zwiedzenia. Następnego dnia pojechałam z wizyta do embassy.
Sa wentylatory, wiec lepiej sie chodzi przewieszkami, niz ulica.
Wcale nie jast latwo tam trafic, bo ambasada Wietnamu miesci się w takiej malej, nieciekawej z wyglądu, bocznej uliczce, jakby przycupnieta na tylach dwóch wiezowcow. Z daleka mozna pomyslec, ze to jakas dyspozytornia ciezarowek.
U podnoza dwoch wiezowcow znajduje sie ambasada wietnamska.
Sam budynek ambasady ma wyglad taki bardziej..…komunistyczny, czyli bardzo skromny architektonicznie, trochę jakby zaniedbany, odrapany, bez zadnego ogrodka, czy chociaz skromnego trawnika, krzaczka, drzewka chociazby jednego. Taki smutny domek. Byc moze Wietnam ma ograniczone srodki na utrzymanie ambasad, stad wynajecie takiego wlasnie budynku i w takim wlasnie miejscu.
Po przeciwnej stronie ulicy, stolowka. Nawet smacznie tu karmia i niedrogo.
Dla zainteresowanych podam, ze Ambasada Wietnamu w Kuala Lumpur miesci się przy Persiaran Stonor Street 4. To jest ulica rownolegla do Jalan Conlay, a krzyzujaca się z Jalan Tun Razak. Żeby nie bladzic, bo to nie sa równo krzyzujace się ulice, to najlepiej jechać tam kolejka LRT do stacji Ampong Park.
Dobrze, ze jest tablica, bo ta brama bardziej wiezienne wejscie przypomina.
Po wyjściu ze stacji na ulice, rozejrzeć się i ruszyc w strone, gdzie z daleka widać wieżowiec „International Hotel” caly czas isc prosto ta ulica i czytac nazwy małych ulic odchodzących od tej wiodacej w bok, az się trafi na Persiaran Stonor.
Wpuszcza nas tymi drzwiami. To okienko nie dziala. Ooo! zakaz fotografowania.
Po lewej stronie znajduje się ambasada. Zanim zobaczylam zakaz fotografowania, zdazylam trzy zdjecia wykonac. Po prawej stronie ulicy jest zadaszony placyk z plastikowymi stolikami i krzesełkami, czyli strefa jedzenia. W czasie przerwy na lunch, pracownicy ambasady przychodzą do tej skromnej restauracji na obiad.
Wszedzie samemu mozna trafic, bo miasto ma chodniki, nazwy ulic i sporo informacji.
Ja już tak mam, ze gdy chce jakas sprawę zalatwic, to zawsze trafiam na „closed” z powodu jakiegoś swieta narodowego lub okazuje się, ze wlasnie zaczal sie weekend, albo przerwa na lunch. Tym razem była to przerwa na lunch i akurat się rozpoczela, dokładnie o 13.oo, gdy dobrnelam w końcu w tym upale, zziajana, jak pies, do drzwi ambasady.
To tez informacja, obrazkowa, jak by kto nie znal jezyka. Trzeba patrzyc, gdzie sie wlazi.
Pracownicy przechodzili na druga strone ulicy, żeby się posilić, a pan ambasador wyjechal z bramy swoim samochodem terenowym, bo widocznie jada lunch w innych miejscach. Lecz zatrzymal się i zainteresowal moja osoba.
Obrazki z miejskiego zycia.
Powiedzialam, ze przyszłam po wize, ale nie jestem Malezyjka, tylko z Polski jestem, w czasie podrozy po Azji, to czy dostane tu, w Kuala Lumpur wize do Wietnamu? Dostane, tylko mam przyjść o 14.oo. Ok.
Przyjemna instalacja. Blue pan daje przechodniom kwiatka.
Przeszlam na druga strone ulicy i postanowiłam tez tam zjeść obiad, bo nic ciekawszego w pobliżu nie było, a godzina, to znowu nie za wiele czasu, aby gdzies się oddalać zbytnio. Jedzac obiad, obserwowlam teren przed ambasada i zobaczyłam, ze zbiera się tam coraz więcej ludzi.
odlotowy motocykl.
Para Malezyjczykow siedzaca przy sąsiednim stoliku zagadala do mnie, bo oni tez czekali na otwarcie biura ambasady. Nie podejrzewałam, ze az tyle ludzi stara się codziennie o wize do Wietnamu. Sporo osob jeździ tam podobno do pracy. 
Nie tylko gora, ale i na dole zadbano o cien dla pieszych. Wszystko przez te upaly.
Czesc ma tam ulokowane swoje firmy. Wiekszosc ludzi tylko przedluza sobie wizy. Moi rozmowcy tam pracują. Ale czesc ludzi, rzeczywiście wybiera sie tam turystycznie, tak jak ja. Mlezyjczycy sporo podrozuja po sasiednich krajach.
Osiedle mieszkaniowe w Kuala Lumpur. Jedno z wielu i kazde inne.
Drzwi otworzyli z 20 minutowym opóźnieniem, w Azji nic chyba nie może odbyc się punktualnie. Może to sprawa honoru? Kolejka się zalamala i wszyscy naraz chcieli sforsować drzwi, ale bramkowy szybko zapanowal nad sytuacja, zatrzymal krewkich interesantow, kilku wyprosil i kazal czekac na zewnątrz, az ich zawola, a na mnie kiwnal palcem i powiedzial, a ty wejdz. No to weszłam.
Przyjechalam kolejka na stacje "Bukit Bintang" do biura Air Asia.
Był to najwyższy czas, bo myslalam, ze nie wytrzymam już nawet minuty dluzej w tym upale. Plastikowy daszek nad drzwiami i okienkiem nie chronil przed zarem slonecznym, a wręcz jeszcze tlumil lekki powiew powietrza. Cala się gotowałam. W srodku wreszcie odetchnelam, bo były wentylatory.
Ladnie tu. Po kupieniu biletu do Wietnamu, zwiedzilam okolice tej dzielnicy.
Wewnatrz bardzo skromnie urządzone pomieszczenie biurowe, jak u nas w latach 60-tych ubiegłego wieku. Okienka, jak na poczcie, z zapalającymi się kolorowo numerkami i strzalkami, do którego okienka należy podejść. Najpierw jednak trzeba wypelnic otrzymany kwestionariusz i podac go razem z paszportem.
Widok na poczte i wiezowiec z mojej stacji "Pasar Seni"
Nastepnie uiscic oplate za wize i wtedy dostaje się informacje ustna, którego dnia należy przyjść tu ponownie po odbior wizy. Zadnego pokwitowania nie daja, wszystko na gebe jest. To mi się nie spodobalo i powiedziałam, ze proszę, aby mi paszport oddali, bo ja nie jestem Malezyjka, tylko Polka i po obcym kraju przez tydzień nie mogę bez paszportu się poruszać, bo mnie policja zaaresztuje.
Mieszkam bardzo blisko  zabytkowego "Central Market"
Wzieli przecież xero paszportu. Albo niech mi jakies kwity dadza, ze mój paszport tutaj się znajduje, w ambasadzie, albo co. Dzien lub dwa bym jakos się przechowala w miescie bez paszportu, ale tydzień?
Sojac na peronie Pasar Seni, widac moj hotel. To ten bialy budynek na wprost.
Podobno normalnie, to trzy dni się czekana wize, ale teraz akurat wypadly swieta wielkanocne, wiec dopiero po swietach ambasada będzie czynna i dlatego dopiero za tydzień mam przyjsc. No to ja nie wiem, jak to jest.
W miescie jest duzo fontann, sztucznych wodospadow itp. Schladza to troche powietrze.
Wielkanoc, to katolickie swieta, ja jestem w muzulmanskim kraju, ambasada należy do kraju, w którym w przewadze jest wyznawana religia plemienna (ponad 43%), niewierzących jest prawie 30%, buddystów ponad 16%, a katolikow lekko ponad 6% tylko, a jednak w swieta katolickie urzędy nie pracują?
Zabudowa miasta jest bardzo wysoka i nowoczesna.
Czlowiek oddal mi paszport, czego nie mogla zrozumieć kobieta malezyjska z która poznalysmy się siedząc obok siebie na lawce i czekając, az się nasze numerki nad okienkiem wyswietla. Musisz zostawić swój paszport, upierala się. Nie musze. Jak będę bez paszportu chodzila po obcej ziemi?
W odroznieniu od Panamy, w dole wiezowcow, na ulicy toczy sie zycie.
Czy w hotelu, czy w banku czy w biurze Air Azja, gdzie zamierzam bilet lotniczy do Wietnamu kupic, wszędzie zadaja okazania paszportu. A jak policja zechce mnie skontrolować na ulicy, a ja bez zadnego dokumentu tozsamosci jestem, to mnie zamkna. No tak, przyznala, ale jak ci wize wlepia? zastanawiala się Aisa.
U stop Petronas Tower
Wlepia, jak tu wroce za tydzien. Maja kwestionariusz, xero paszportu, dowod wplaty, zatwierdza pozytywnie wize, a wkleja, jak przyjde i tyle. Ale niepewność we mnie Aisa zasiala tymi swoimi wątpliwościami, wiec jeszcze raz podeszłam do urzędnika i się upewniam.
Miedzy wiezowcami sporo jest zieleni, parkow i wodnych instalacji.
Powiedzial, ze wlasnie tak będzie, jak mowie, ale będę tutaj dwie godziny czekala, zanim wkleja ta wize, a gdybym paszport zostawila, to bym go bez czekania za tydzień odebrala. Ok, to ja już te dwie godziny poczekam, ale wole mieć paszport przy sobie. Dwie rzeczy, których nie lubie tracic z oczu, to paszport i karta bankowa. I zawsze walcze o to, jak o niepodleglosc.
Dzieki temu spcer po miescie nie meczy bardzo, mimo wiecznego upalu.
A w tym kwestionariuszu, oprócz oczywistych danych o sobie i paszporcie, trzeba wypelnic rubryki z pytaniem o adres w moim kraju, adres tutejszy, w Kuala Lumpur i adres, gdzie zatrzymam się w Ho Chi Minh oraz podac stan cywilny i jaka wyznaje religie. No, cos takiego! Moze jeszcze o orientacje seksualna zapytaja? Adresy podalam hotelowe, bo w notatniku miałam wynotowane hotele wietnamskie,  a wyznanie podalam zgodnie z prawda.
Na tej roslinie pekaja takie jakby skorupki jajka i z hukiem wyskakuja w powietrze.
Po tygodniu poszlam i rzeczywiście czekałam, wprawdzie nie dwie, ale ponad godzine i dostałam turystyczna wize na miesiąc, od dnia, który podalam w kwestionariuszu, czyli od 25 kwietnia. Dobrze, ze się nie pomylili i nie dali od jutra. Wówczas dopiero poszlam do biura Air Asia i kupiłam bilet lotniczy.
No coz, albo ja, albo wiezowce. Wszyscy sie w kadr nie zmiescimy.
Powrotny z Wietnamu chciałam od razu do Cebu na Filipiny, ale się tak nie dalo. To może chociaż do Manili? Ale tez się nie dalo. Pani powiedziała, ze dokad bym na Filipiny nie leciala, to i tak w Kuala Lumpur musze się przesiadać.
Kawalek drogi mozna przejsc parkiem miejskim.
Kupilam wiec tylko do Kuala Lumpur z nadzieja, ze po przylocie zaraz na lotnisku cos do Cebu znajde. Może w innych liniach lotniczych. A z Cebu poplyne sobie juz spokojnie na Bantayan. Pewnych rzeczy w Azji się nie przeskoczy.
Czasami trzeba wreszcie gdzies usiasc i cos zjesc. Zwiedzanie, to ciezka praca.

2 komentarze:

  1. Uwielbiam KL! My z Wietnamu (z Sajgonu) lecieliśmy bezpośrednio do Manili, więc nie wiem czemu Pani powiedzieli, że i tak będzie przesiadka - moim zdaniem jakieś kłamstwo...

    OdpowiedzUsuń
  2. Dzieki za komentarz. Byc moze nie bylo lotow wprost do Mnili w podanych przeze mnie terminie, bo jakis lot proponowali mi wprost do Manili, ale tydzien pozniej. Szukalam czegos w konkretnym dniu i bezposrednio do Cebu, bo przeciez jest tam lotnisko Internecional.Mam nadzieje, ze w powrotnej drodze znajde jakies polaczenie z KL inna linia lotnicza wprost do Cebu. Twoj blog z przyjemnoscia poczytam bo generalnie lubie czytac blogi podroznikow, ktorzy z natury rzeczy sa mi bliscy stylem zycia i zainteresowaniami. KL jest super, wiekszosc atrakcji opisalam w blogu, gdy bylam tu w zeszlym roku. Teraz juz tak intensywnie nie zwiedzam, bo znam. Delektuje sie. Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń