Patronat medialny



Miło mi poinformować, że moja wyprawa została objęta patronatem medialnym przez portal Link to Polnad www.linktopoland.com

niedziela, 6 marca 2016

Spokojne? trwanie na Bantayanie

Polacy na Virgin Island ze swoim kapitanem lodzi.
Urzadzilismy sobie dwa dni temu wspolna wycieczke na Virgin Isla. Poplynelismy tam w dziesięć osob. Sami Polacy. Adam (Restauracja „Wawel” w Santa Fe) przygotowal jedzenie, curry z ryzem i pierogi z mięsem. Pierogi były niesamowicie pyszne, typowo polskie, takie jak lubie. Dostalismy spore porcje. Niebo w gebie!
Virgin widziana z lodzi
Każdy z uczestnikow zaopatrzyl się również w piwo lub rum, coca-cole, wode mineralna i była swietna zabawa. Lodka była wynajeta od teścia Grocha (Michal Grochowski staly mieszkaniec Maricabany. Znany z „pokoje u Grocha”).
Virgin Island wita nas przyjaznie, wiec cumujemy tutaj.
Ja na Virgin Isla bylam już w poprzednim roku, gdy przebywałam na wyspie Bohol,  a wlasciwie na maleńkiej wysepce Panglao przy Bohol, u Piotra Chylinskiego (dawniej, perkusista  zespołu muzycznego „Lombard”, mowia tu na niego Peter).
Wrota na wyspe. Bialy piasek i mnostwo muszelek.
Jednak Virgin jest tak piekna wysepka, ze mozna  na nia często plywac i nigdy się nie znudzi. Z Santa Fe na Virgin Isla jest nawet bliżej niż z Bohol.
Blogi spokoj, tylko lagodny szum fal i lekki zefirek od morza.
Gdy odbywalam tricyklem objazdowa wycieczke po wyspie Bantayan z Julio, z plazy w Majaderos widziałam Virgin Island, jak na dloni. Stamtad można do niej doplync nawet wpław.
Nigdy nie leze plackiem na piasku. Jak nie jestem w wodzie, to spacerek uskuteczniam.
Virgin Isla, to prywatna wysepka i trzeba placic za możliwość wejścia na nia swoja stopa. Jezeli się chce zostać na noc, to płacimy odpowiednio więcej. Nie pamietam ile teraz wstep na wyspe kosztuje, bo formalności zalatwial Grochu i opłaty pokrywal z wplat dokonanych przez nas za cala wycieczke.
Muszelki male i duze sa tutaj najpopularniejsza ozdoba
Cala wycieczka z Grochem, to 500 peso, niecale 10$ od osoby za transport tam i z powrotem. Za posiłek placilismy Adamowi po 300 peso. Byliśmy na Virgin prawie caly dzień.
Pod zadaszeniami sa stoly i lawki do dyspozycji dla przyplywajacych gosci.
Na tej wycieczce byli niemal sami mezczyzni, z kobiet była tylko Monika, zona Marcina i ja. (nie mylic z moja rodzina, bo mój syn tez ma na imie Marcin i ma zone Monike, taki zbieg okoliczności, ale moich tutaj nie ma, chociaż szkoda, bo z pewnoscia by im się tutaj spodobalo).
Muszelkowa choinke zrobili na swieta. Wieczorem jest oswietlona. Ciagle stoi.
Tutejsi M and M mieszkają na Maricabana w pobliżu Grocha. Tez maja swój motor. Z Maricabany trzeba wszędzie dojechać, bez motoru byłoby trudno tam mieszkac. W Maricabana osiedlają sie ci, którym zależy na absolutnym spokoju. Zycie czasami weryfikuje te marzenia, ale generalnie, jest tam cicho i spokojnie.
Piekne duze muszle morskie.
Nasze towarzystwo na Virgin było bardzo mile, symptyczne i zgrane. Humory dopisywaly, szczególnie w miare opróżniania butelek z piwa i rumu. Było bardzo przyjemnie i wesoło. Troche się na Virgin zmienilo od zeszłego roku.
Zar z nieba sie leje, co chwile musze zamoczyc sie w wodzie.
Przybylo miejsc noclegowych w domkach i jest więcej punktów sprzedaży roznych rzeczy. Nadal można wynajac tylko miejsce i rozlozyc swój namiot lub wypozyczyc go na miejscu. Zawsze to taniej wychodzi, niż domek campingowy. Co kto woli.
Zajelismy jeden daszek i bedziemy spozywali lunch przywieziony przez Adama.
Można tez zabrać z sobą wlasny spiwor i rozlozyc się z nim na noc pod zadaszeniem na jednej z szerokich bambusowych lawek. To jeszcze taniej wyjdzie bo placi się tylko za pozostanie tu na noc. Albo tak, jak my. Można przyplynac na caly dzień, a na noc wrocic do siebie. Lubie Virgin i z pewnoscia od czasu do czasu poplyne na ta wysepke, gdy już osiade tu na dluzej.
Grochu na Virgin Island
Najdotkliwszym problemem dla mnie jest tutaj zbyt czeste wylaczanie pradu. Wszystko  wtedy siada. Teraz wlasnie konczy się bateria w laptopie, a pradu nadal nie ma. Musze wiec przerwac pisanie. W nocy tez pradu nie było i wentylator stal. Na szczęście rano, na jakiś czas wlaczyli prad, dzięki czemu mialam możliwość przygotowania sobie kawy i sniadania. Pojde na plaze schlodzic się w wodzie.
Przyjemnie jest, bo tloku nie ma
Nie wiem, czy wylaczaja ten prad dla oszczednosci, czy z konieczności z uwagi na jakies prace remontowe. Prawda jest, ze wyspa ciagle podnosi się z ruin po tajfunie Jolanda. Duzo domow znajduje sie w budowie. Zakładane sa nowe linie energetyczne, slupy, liczniki i być może to wszystko z tego powodu. 
Na wyspie nie ma pojazdow mechanicznych. Cudowna sprawa!
Liczniki poboru pradu sa tutaj instalowane na zewnątrz, na ulicy, a nie w domach. Moze przy okazji zaczna te linie energetyczne jakos inaczej montować, żeby nie psuly tak krajobrazu wiachami czarnych, sklebionych kabli?
Woda czysta, sporo zieleni, jest gdzie sie przed sloncem schowac. Na drzewie muszelki.
Chodzac po Santa Fe, czy się chce, czy nie, wraca się mysla do tajfunu Jolanda, gdyz zbyt często napotyka się tu pamiątki po niej. Resztki domow mieszkalnych, restauracji, biale namioty otrzymane z pomocy humanitarnej. Niektorzy ludzie jeszcze w nich mieszkają, ale w większości, pobudowli sobie juz nowe domy.
Te ogromne ceramiczne baniaki , to kosze na smieci.
Większe lub mniejsze, na jakie kogo było stać, zostawiając czesc szkieletu starego domu jako pamiatke rodzinna, dla potomnych. Pozostalosci po tajfunie, robia ciagle wrazenie, szczególnie na nas, turystach, którzy takich sytuacji na szczęście u siebie nie musimy przezywac.
Jak pod reka sa pojemniki, to ludzie nie rzucaja smieci na ziemie.Moze w tym tkwi sedno?
Nastepnego dnia po wycieczce zdarzyla się przykra sprawa Piotrkowi. Piotrek nie był z nami na Virgin, bo teraz woli spedzac czas ze swoja nowa dziewczyna Jessi  i słusznie. Otoz stracil On na chwile instynkt samozachowawczy i zostawil na „oczach” bez opieki spakowany ze wszystkimi dokumentami i rzeczami plecak.
Troche cienia dla wytchnienia.
Dotychczas Piotrek pomieszkiwal katem na tylach restauracji „Wawel” u Adama, bo miał zamiar niebawem wrocic do kraju.  Gdy jednak postanowil zostać tu na dluzej (ze względu na Jessi) poszukal innego miejsca do spania.
Takie pojemniki na smieci sa dodatkowa ozdoba na wyspie.
Spowodowalo to konieczność przedluzenia wizy, wiec zapakowal wszystko do plecaka i przyniosl go do ogolnego pomieszczenia restauracyjnego. Potem podobno pojechal motorem  gdzies na chwile ze swoja dziewczyna.
Kto zmeczony, moze pobujac sie na hamaku w cieniu palm. Ja sie pobujalam.
Z plecaka zginely mu najważniejsze dokumenty, paszport, bilet lotniczy, karta bankomatowa, pieniądze….spora kwota, jak na tutejsze warunki. No, bo wszystko wlasnie spakowal, a klodeczek nie pozakladal, jak ja to zawsze robie.
Gosc mial dobry pomysl, zeby kupic sobie ta wysepke na wlasnosc.
Zostal mu tylko ten nowy motor i ta nowa dziewczyna, bo miał ich przy sobie. Wszyscy jesteśmy w szoku. Po salce tej restauracji kreca się ciagle jacys ludzie. Wiekszosc, to Polacy, ale tez i tutejsi oraz filipińskie dziewczyny Adama.
Bye, bye, Virgin Island. Jeszcze tutaj przyplyne.
Bilet lotniczy jest w tym najmniej wazny, bo i tak Piotrek zrezygnowl z powrotu do kraju. Chociaz, może planowal go przebukować na inny termin? Nie wiem. Mysle, ze ma go w swoim laptopie lub komórce. W plecaku był tez aparat fotograficzny, którego złodziej nie zabral, chociaż warty był tego.
A to juz beach w Santa Fe, wychodzi sie z niej wprost na "Wawel"
Adam mowi, ze do swoich tutejszych, co tu do niego przychodzą i do tych co sprzataja i pomagają mu w kuchni ma pelne zaufanie i oni z pewnoscia tego nie zrobili. Musial tu wejść ktoś obcy, jak w pomieszczeniu akurat nikogo nie było.
 "Wawel" Sztama Adama z Lady Boy. Ona szykuje sie na wybory Miss Lady Boys w Cebu
No, to Adas jest wielkim optymista zyciowym, bo nieraz zaufanie do rodzonego brata może okazac się zbyt idealistycznym marzeniem. Adam w tym czasie, w swoim pokoiku na tylach domu, odsypial wczorajsza wycieczke.
Polacy co rusz wpadaja do Wawelu, zeby sobie pogadac ze swoimi.
Nikt ze swoich nie miał oka na ten plecak, nikt go nie pilnowal. Lekkomyslnosc Piotrka porazila wszystkich naszych znajomych. Nie można bezgranicznie ufac wszystkim obcym napotkanym ludziom. Ale to młody chłopak i jeszcze tego nie wie. Skoro sam jest uczciwy, to zakłada, ze inni tez.
Piotrek opowiada swoja historie.
Gdy ja poszlam do Wawelu, Piotrka akurat nie było. Nieszczesny plecak stal tam nadal. Adam opowiedział mi ta historie, a potwierdzila ja Ewa (mama Michala z Pizzerii, babcia malej Mia, pisałam już o nich), która spotkałam na ulicy w powrotnej drodze. Wszyscy już o tym mowia w Santa Fe, bo to mala miescina.
Ruda zasnela na fotelu w jakiejs dziwnej pozie.
Oczywiście, pierwsze co Piotrek zrobil, to zablokowal swoja polska karte bankomatowa i zglosil sprawę na policje, aby dostać dokument niezbędny do wyrobienia tymczasowego paszportu lub czegos w tym rodzaju, żeby moc stad jakos wyjechać. Problem jest, bo nie mamy na Filipinach własnej ambasady. Nie ma tu nikogo, kto by Polakom pomogl w razie jakichkolwiek klopotow.
Piotrkowi na szczescie zostal motor i sliczna dziewczyna o imieniu Jessie.
Na policje zgłasza się takie sprawy wlasnie ze wzgledow, o których pisze wyżej, a nie żeby pomogli rozwiazac problem pokrzywdzonemu. Policja dziala tutaj podobnie, jak w naszym kraju i na jej pomoc w zasadzie liczyc nie należy. 
Za kazdym wylomem, gdzie tylko jest cien, mozna znalezc driverow i jechac.
Mandaciki, to owszem, chętnie, ale gdy mamy problem, zostajemy zdani tylko na siebie i ewentualnie na swoich przyjaciol, jeśli sa prawdziwi i mogą pomoc. Znowu wylaczyli prad, wiec ide do Wawelu, aby dowiedzieć się, czy cos nowego pojawilo sie w sprawie.                                                                                              
Jedna z uliczek w Santa Fe. Gosc po lewej, niesie w reku peczek zywych kurczakow.
Tym razem Adam był nieuchwytny, ale był Piotrek. Z daleka juz widziałam stojacy przed wejściem do domu jego nowy motor „Honda”, który nie ma nawet jeszcze wypisanej tablicy rejestracyjnej. Piotrek robil sobie pranie w miednicy, a wieczorem ma się wyprowadzić na to nowe miejsce, w pobliżu rodziny Jessi. Tu, w Santa Fe, ale zupełnie innej części miasteczka.
W ktora strone miasteczka sie nie pojdzie, dojdzie sie na beach.
Jessi i jej rodzina była bardzo poruszona tym niemiłym wydarzeniem, jakie się Piotrkowi przydarzyło. Piotrek z Jessi wydrukowali ulotki z prosba o zwrot paszportu i wyznaczyli nagrodę 7.000 peso (tyle, ile mu ukradziono). Te ulotki rozlepili w wielu widocznych miejscach w Santa Fe, ale nad ranem rozpadal się deszcz. Chociaz był krotki, to bardzo intensywny i druk na ulotkach się rozpuscil.
Ogloszenie Piotrka. Jakas slaba farbe drukarska tu maja. Nocny deszcz zmyl wszystko.
Dzisiaj chca tych ulotek dodrukować i znowu pozawieszać je w widocznych miejscach. Piotrek probowal rozmawiać z tutejszymi, co do Wawelu przychodzili, ale tylko narobil sobie wrogow. Myslal, ze mu pomoga, może cos widzieli, słyszeli, ale oni uznali, ze on ich przesluchuje i się niemal poobrazali. W takich sytuacjach koncza się przyjaznie i Filipinczycy trzymają się razem, sznurując usta
Mozna spac na plazy w namiocie. To bardzo tania wersja.
Może jest tak, ze nawet gdy ktoś z nich wie cos na temat kradzieży, nie powinien być o to pytany, bo swój swego nigdy zdradzić przed obcymi nie powinien? Nie wiem, jakie tu obowiazuja zasady lojalności plemiennej. Wiezy maja tu silne.
Dla dzieci plaza, to miejsce spotkan i zabawy..
Z drugiej zas strony doszly mnie sluchy, ze oni boja się zemsty duchow i innych sil nadprzyrodzonych i nie kradna. A jednak ktoś te rzeczy ukradl, mimo ze nie staly na ulicy, tylko we wnętrzu konkretnego, polskiego lokalu.  Może to wcale  nie był Filipinczyk? Trudno wyrokować, jak się za reke złodzieja nie zlapalo. Cala nadzieja w tym, ze ktoś na apel odpowie lub podrzuci chociaż paszport.
Santa Fe. Plaza w czasie odplywu.
Być może tutejsi ludzie sa uczciwi. Można zalozyc, ze kradzieżą się brzydzą i boja odpowiedzialności przed silami wyższymi. Co innego jest przecież oszukać, zawyzyc cene, naciagnac na wydatek, a co innego pieniadze ukraść. Przy naciąganiu mogą uznac, ze bialy placi za swoja naiwność, ale przecież placi dobrowolnie, sam wyciagajac pieniądze z portfela. Nikt mu ich nie wydziera.
Santa Fe. Kto zyw, siedzi w cieniu pod drzewami lub w cafe w centrum. Prazy!
Mentalnosc Filipinczykow jest nam malo znana i trudno o czyms przesadzac. Jedynie rodzina Jessie wykazala zrozumienie i zaofiarowala się z pomocą. Dlatego Piotrek się przeprowadza tam, na ich teren, gdzie będzie się mogl czuc zaopiekowany, zanim się ponownie nie zorganizuje. Rodzina Jessi jest liczna i ma wysoka pozycje w spoleczenstwie Santa Fe.
W tropikach, suszaca sie wszedzie bielizna nalezy do krajobrazu.
Już z tego samego powodu Piotrek będzie mogl czuc się w miasteczku bezpieczniej, niż dotychczas. Z ta rodzina w Santa Fe wszyscy siępodobno bardzo licza. Pozostaje problem paszportu.
Rozplatywanie sieci rozlozonej wzdluz drogi lesnej.
Trzeba z tym jechać do Cebu. Sprawa o tyle pilna, ze konczy się zezwolenie na pobyt i za chwile Piotrek będzie tu nielegalnie, a wiemy, jak tutejsze urzędy długo zalatwiaja takie sprawy. Może dojść kara za przebywanie tutaj bez ważnej wizy. Miejmy nadzieje, ze nie sa to duże pieniądze.
Praca rybakow wymaga przestrzeni i na ladzie i na morzu.
Pisze to wszystko ku przestrodze dla mniej doświadczonych podroznikow, żeby na obcym terenie ograniczali zaufanie do ludzi i dyskretnie, ale zabezpieczali swoje rzeczy, dokumenty i pieniądze.
Lasy palmowe i mieszane nad brzegiem morza. Bardzo ucierpialy podczas tajfunu.
Ograniczone zaufanie pomaga przetrwać w roznych sytuacjach, nie tylko w obcych krajach, w swoim tez. I trzeba zawsze pamietac, ze majac wokół  siebie wiele nowych przyjaciol, w razie jakichs problemow, pozostaniemy sami. Mysle, ze Piotrek tez już posiadl ta wiedze.
Niektore domy przetrzymaly sile tajfunu, chociaz nie bez uszczerbku.
W międzyczasie dowiedziałam się dlaczego tak często i cyklicznie wylaczaja nam prad. Otoz sa tutaj na wyspie dwie elektrownie. Widocznie ciągnęli budowę linii energetycznej jednocześnie z jej dwóch koncow i spotkali się po srodku drogi.
Kiedys tu byly tylko takie drewniane domy. Sa bardzo ladne.
Jakis czas temu, jedna z elektrowni się zepsula i caly czas ja naprawiają, jak widzimy, z marnym skutkiem. Dziala tylko jedna, wiec co kilka godzin przelaczaja prad, raz na jedna polowe wyspy, raz na duga polowe, żeby było sprawiedliwie.
Ze swojego balkonu widze, ze puszczaja na plazy latawce. Ide tam.
Ze względu na czesta ingerencje przyrody w ludzkie wynalazki techniczne, prawie każdy ma tu agregat paliwowy, zasilający w prad, co trochę ratuje sytuacje i pozwala przetrwać. Mam jednak nadzieje, ze niebawem uda się fachowcom uruchomić ta druga stacje przekaznikowa pradu.
Bebniarz wprowadza wokol nastroj tajemniczosci.

2 komentarze:

  1. no tak przykra historia z tym Piotrkiem , ale naiwność czasami dużo kosztuje , ja bym Filipińczyków o kradzież raczej nie posądził , owszem oszukują na cenach zawyżają ceny nawet 2-3 krotnie turystom , ale żeby kogoś okraść to już w to nie wierze chociażby dlatego że oni żyją w dużych rodzinach i jak to by wyszło na jaw na takiej prowincji to by była to hańba dla całej rodziny ,
    obstawiam , że mógł by to zrobić ktoś z zagranicznych turystów lub inny Polak , wniosek taki że pieniądze i dokumenty trzeba mieć zawsze przy sobie , bardzo pouczający ten post Pani Zofio !!!

    OdpowiedzUsuń
  2. To mamy podobne zdanie w tym temacie. Winnego z pewnoscia sie nie da juz ustalic. Dobrze by bylo, zeby chociaz podrzucil paszport, bo i tak z niego nie skorzysta, a Piotrkowi by to bardzo ulatwilo zycie. pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń