Patronat medialny



Miło mi poinformować, że moja wyprawa została objęta patronatem medialnym przez portal Link to Polnad www.linktopoland.com

wtorek, 8 marca 2016

Santa Fe, dobre miejsce do zycia

W czasie duzej fali, trudno wyprowadzic lodz na pelne morze. Ciagle ja znosi.
Wydawalo się, ze w Santa Fe problem z pradem i internetem się skonczyl, ponieważ przez trzy dni z rzedu wszystko już dzialalo, jak należy. Niestety, zle powrocilo. Ostatnio jestem już na nogach od godziny 6.oo rano, żeby zagotować wode na kawe i wziąć prysznic dopoki jest prad i woda.
Kumpel rzucil sie do wody i lina odciagnal lodke od brzegu.
Miedzy 7.30 a 8.oo prad wylaczaja i trzeba wówczas się wynieść z domu, bo bez wentylatora nie wytrzyma się dluzej w pokoju, niż 15 minut. Potem, nawet nie ruszając się z miejsca, człowiek zlany jest potem od czubka glowy po stopy. Gdy jednoczesnie nie ma wody, jest problem.
Moja plaza w Santa Fe
W takich sytuacjach hotel „Casa Blanca” stojący naprzeciwko mojego okna, natychmiast wlacza agregat pradotworczy, który halasuje, jak mlockarnia i trzeba do uszu zatyczki wkladac, żeby to przetrzymać, ale klienci nie odczuwaja awarii. Mój hotel nie jest taki wyrywny z dogadzaniem swoim klientom, wiec pozostaje mi ubrać kostium kapielowy i isc na plaze, zeby przeczekac problem.
Dziewczynki na plazy w Santa Fe.
Szykuje się do wyjazdu z Santa Fe na Borneo i potem do Wietnamu, ale w polowie maja mam zamiar  tu wrocic i zamieszkac na dobre. W tym celu robie rozeznanie w kwestii wynajmu mieszkania, domku lub apartamentu na czas dluzszy i w przyjaznej dla mnie cenie. Sa takie możliwości. Warto, aby wybrać ta najlepsza.
Nie nadazam. Zdjeli juz pasek z 1 tys.peso i wymalowali 1300 pesos/noc. Jeszcze drozej.
Nie chce się już konkretnie umawiać z wlascicielami teraz, dawac jakiegos zadatku itp, ponieważ akurat teraz ceny ida w gore. Tuz obok mojego guesthousu jest resort przed którym stoi tablica z pokojami do wynajmu od 800 peso za dobe, a wczoraj, gdy przechodziłam obok, pracownik wlasnie zaklejal ta cene i na tasmie napisał 1000 peso.
Moj balkon i okno w ceglastym budynku, a naprzeciwko parterowa "Casa Blanca".
Gdy poszlam do swojej gospodyni Mayeth, przedluzyc pobyt o cztery noce, żeby wpasowac się w date wylotu z Manili na Borneo, obawiałam się, ze powie mi 800 peso za dobe, bo przedtem dala mi dyskont do 500 peso, a teraz, skoro ceny ida w gore, może mnie już ta znizka nie dotyczyc.
Filipinczycy z natury sa pogodni i lubia zartowac.
Ale Mayeth zachowala się okay i zgodzila się przedluzyc mi pobyt w cenie dotychczasowej, czyli 500 peso (ok.10$). Przedluzylam pobyt do 9 marca, ale okazało się, ze zle i trzeba jeszcze jedna noc tu zostać, do 10 marca, do czwartku. Zalatwie to jutro, ale powiedziałam już Mayeth o tym, bo to wszystko uzleznione było od biletow, na jaki dzień i godzine uda się je dostać.
Nawet zaciagniecie dziecikow do roboty przy skubaniu kurczakow, nie psuje im humoru.
Piotrek pomogl mi w zalatwieniu kilku spraw, rowniez w zakupie biletu i rozmowach po angielsku z paniami w agencji turystycznej i w guesthousie. Piotrek, to bardzo uczynny chlopak, z glowa pelna pomyslow, ktore konsekwentnie realizuje. Dylematy go nie omijaja, ale daje sobie wspaniale rade w tym Wielkim i dziwnym Swiecie.
Tu moglam wynajac domek, na samej plazy, ale brak bylo tego, na czym mi zalezy.
Teraz mam wszystko już zdecydowane. Z Santa Fe wyjezdzam autobusem firmy Ceres 10 marca o g.7.45 rano. Autobus w Santa Fe laduje się razem ze mna na prom do Hagnaya, a stamtąd już droga ziemska do Cebu. Ok. godziny 16-17 powinnam być w Cebu. Z autobusu pojade prosto na lotnisko.
Sporo jest domow do kupienia. Ten swiezo wybudowany, frontem do plazy.
Dokladnie, to nigdy nie wiadomo, na ktora zajade, bo w tych stronach swiata punktualność to raczej abstrakcyjne pojecie. Jak dojedziemy, to będziemy. Z lotniska w Cebu mam samolot do Manili o 21.20, to chyba zdaze. W Manili na lotnisku oczekiwac bede na samolot do Kota Kinabalu, który mam o swicie 11 marca.
Gdy zamieszkam tu juz na dobre, bede plywac na rozne inne wyspy, na weekendy.
Tym sposobem nie nocuje już w zadnym hotelu, ani w Cebu, ani w Manili, lecz caly czas jestem w podrozy na Borneo. Nie ma tanich hoteli w pobliżu lotnisk, musiałbym jechać glebiej w miasto, ponieść dodatkowe koszty na taxi, szukanie hotelu, bo przy lotniskach ani tricykle ani jeepneye nie jezdza, tylko taksówki.
Moja ulubiona (ze wzgledu na menu i ceny) "Asian-American Internacional Cusina"
Potem musiałabym zrywac się bladym switem z lozka i znowu brac taxi na lotnisko, a może jak kiedyś już mi się to zdarzylo, utknąć w korku i tracic nerwy, czy zdaze na swoj smolot. Wole już nocować na lotnisku. W Manili lotnisko jest bardzo nowoczesne i dobrze strzeżone. Sa miejsca, gdzie można cos zjeść i  spokojnie się zdrzemnąć w oczekiwaniu na swój lot.
Kurczak w sosie limonkowym. Pyszny, szkoda tylko, ze nie daja do tego warzyw.
Wszystko tu zalatwilam pomyslnie dzieki pomocy Piotrka, jego motorem jezdzilismy do Bantayan City do bankomatu i do biura, gdzie można kupic bilety lotnicze, autobusowe, promowe itd. Takie male biuro znajduje sie w Santa Fe, ale ja sama przedtem nie natknelam sie  na nie i nic o nim nie wiedziałam. Dobrze miec w zupelnie obcym kraju kogos swojego, z Polski, kto z zyczliwosci nam pomoze.
Piotrek z Jessi przed restauracja, w ktorej pracowala Jessica i w ktorej ja sie zywie.
Z Piotrkiem bylam umowiona dnia poprzedniego o 12.oo w południe, gdy wroci z Cebu, ale nic z tego nie wyszlo. Przedluzylam pobyt w hotelu do 9 marca, bo dotychczasowy mi się już skonczyl i cos musiałam zdecydować. A Piotrek nie wrocil z Cebu tego samego dnia, co wyjechal, bo po prostu to jest niemożliwe, o czym dowiedziałam się pozniej w „Wawelu”, w rozmowie z Polakami.
Bedac z Piotrkiem w Bantayan City, zahaczylismy o targ owocowo-warzywny.
Byliśmy z Piotrkiem zbytnimi optymistami, myslac, ze jak o swicie wyjedzie do Cebu, to załatwi swoje sprawy w urzędzie i wieczorem wroci na Bantayan. On tam jechal do Office Imigrtion w związku z kradzieza swojego paszportu i upływem waznosci wizy na dalszy tutaj pobyt. Nie dalo rady zalatwic wszystkiego w takim tempie i wrocil dopiero następnego dnia.
Piotrek zapoznal mnie z owocami, ktorych nie znalam i kupilam kilka na sprobowanie.
No wiec pojechaliśmy do Bantayan City, do tego jedynego bankomatu na wyspie, zebym wybrala gotowke, a potem zawiozl mnie do tego, również jedynego biura z biletami na samolot i wykupiłam lot z Cebu do Manili na 10 marca. Upal byl niemilosierny. Wystarczylo na chwile zostawic motor na ulicy, zeby po chwili oparzyc sobie tylek na okropnie rozgrzanym siedzeniu.
Dalam sie skusic na lody z roweru, bo Piotrek zapewnil, ze czesto je i nigdy sie nie zatrul.
Jak mam nocować w Cebu, to jednak wole zostać o jedna noc dluzej tutaj, w Santa Fe, które lubie i czuje się tutaj, jak w swoim stalym miejscu zamieszkania. Stad konieczność ponownego przedluzenia pobytu, ale już tylko o jedna noc.
Tu kupilismy dla mnie bilet na lot do Manili. Troche biuro, troche sklep, taki family biznes.
Piotrek wyjezdza wcześniej z Santa Fe, niż ja, ponieważ musi leciec…no wlasnie. I tutaj ma dylemat, który musi sam rozwiazac i podjąć wlasciwa decyzje. Albo leciec do polskiej ambasady w Kuala Lumpur i tam wyrobić paszport tymczasowy, po czym wrocic na jakiś czas do Jessi, do Santa Fe.
W tych drzwiach "Tisay" mozna z pendrive wydrukowac sobie bilet za 5 peso 1 strona.
Albo leciec od razu do Polski i tam wyrobić nowy, staly paszport, zalatwic swoje polskie  sprawy, spotkać się przy okazji z rodzina i przyjaciolmi i wtedy dopiero wrocic do Santa Fe na dluzej. Najpierw jedzie do Manili i tam postanowi, co dalej.
Fajne dzieciaki, ale na zlym tle sie ustawily. Trudno odmowic ich prosbie o fotke.
Sama jestem ciekawa, jaka decyzje podejmie. Przysle mi e-maila, co postanowil. Wczoraj, po dość długiej przerwie ruszyl pelna para bar „Wawel” z nowym zaopatrzeniem i nowa obsluga, wiec zjadłam polski obiad: kotlet schabowy, tłuczone ziemniaki i mizerie. Polskie jedzenie jest jednak najlepsze! Dzisiaj ide tam na polskie pierogi z mięsem. U Adama jest drozej, niz w mojej dotychczasowej restaurcji na deptaku, ale kilka razy moge zjesc te polskie specjaly. Potem bede sama gotowala.
Gdy powiedzieli, ze dzisiaj beda u Adama pierogi, poszlam na obiad do Wawelu.
Może Adam znajdzie chwile czasu i zaprowadzi mnie do domu Dunczyka (niektórzy mowia, ze to Norweg), który ma bardzo fajny apartment do wynajęcia w centrum Santa Fe i jednoczesnie blisko plazy i nie za jakies wielkie pieniadze. Jest tam salon, sypialnia, kuchnia, lazienka, lodowka, tv i jeszcze jakies inne bajery. 
Jakas dziwna gra w karty. Wieczorami zbiera tu sie sporo tutejszych i graja.
Teraz ten apartament jest zajęty, ale już wiemy, ze od czerwca można będzie wynająć go na dluzej. Adam nagrywa mi ta sprawe, bo Niels wpada do niego czesto przed poludniem na piwo. Gdybym się na to zdecydowla, to mogę już zarezerwować.  Nie spotkalam sie jeszcze z Nelsem, bo ja do Adama chodze popoludniami.
Nad numerem domu namalowano info, ze tu mieszkaja ludzie wyznajacy islam.
Ogladalam też bambusowy domek na samej plazy. Sypialnia, kuchnia, lazienka, taras. Jest tam kuchenka gazowa na butle, garnki, talerze, lodowka. Internet trzeba sobie samemu kupic, tak jak maja tutaj inni Polacy. Pozytyw, to ze sie jest wprost na plazy.
W mojej restauracji sznycel z kurczaka z sosem majonezowym kosztuje 100 pesos (2 $).
To sa na razie dwa miejsca, których warunki i cena mi odpowidaja, żeby sobie tu spokojnie zyc. Na skype ukazala się wlasnie wiadomość od Adama „W Wawelu jest ten Norweg od mieszkania, przyjdź” ok, odpisałam, już ide. Przerwa w pisaniu……...
Dom Nelsa znajduje sie za brama "Barangay Talisay", Cicha uliczka, na jej koncu, plaza.
No i był tam Nelson. Z jakiego kraju jesteś, zapytałam, bo mam tu sprzeczne informacje, na co Nels odpowiada, z Denmark. I sprawa jasna. Adam, mowie, zapamiętaj i nie mow o nim Norweg. On jest Dunczykiem. Adam szybko zniknal na tylach Wawelu, bo przyszla do niego masazystka. Cos Adama w nocy polamalo i konieczny był masaz. Do lekarza tu się raczej nie jeździ, tutejsi sa specjalistami.
Dom, ktory w Santa Fe wybudowal sobie Dunczyk. Motor stoi, znaczy Nels jest w domu.
Dogadywalismy się sami i Nels stwierdził, ze zanim zaczniemy mowic o cenie, to musze zobaczyć ten dom. Ok, chętnie zobaczę. Nie wychylałam się już z wiadomoscia, ze widzialam ten jego dom, bo on jest bardzo ladny, rzucający się w oczy i stoi blisko mojego hotelu. Chetnie jednak zobaczę ten apartament wewnatrz. Tym sposobem nie musialam juz prosic Adama, zeby tam ze mna poszedl, bo sam Nelson zaproponowal mi spacer do swojego domu, a raczej jazde tricyclem.
Bede mieszkala w tych drzwiach po lewej stronie. Po prawej mieszka Nels z Janet.
Dla mnie podstawowa sprawa to całodobowy dostep do internetu w pokoju i lodowka w kuchni, bo cokolwiek z jedzenia polozy się na stole czy wlozy do szafki, po pieciu minutach wedruje już tam cala armia mrówek i zjada w zastraszającym tempie co się tylko da. Kazde jedzenie razem z chlebem, musi być schowane w szczelnej lodowce.
Na wspolnym tarasie mozna sobie przy drinku milo spedzac wieczory.
Pojechalismy, do tego pięknego bialo-blekitnego domku w greckim stylu, który już pierwszego dnia pobytu w Santa Fe  zrobil na mnie wrazenie. Sa w nim tylko dwa apartamenty z oddzielnymi wejsciami. Z werandy i ogrodka mozna korzystac.W jednym apartamencie mieszka Nels wraz ze swoja filipinska zona Janet, a drugi jest na wynajem. Nelsowi zalezy na spokojnej, niepalacej osobie. To ja jestem idealna osoba.
Tylnymi drzwiami mozna wyjsc wprost na podworko np. wywiesic pranie.
Obecnie ten apartament jest w wynajmie, wiec obejrzałam mieszkanie Nelsa. Sa podobno bliźniacze. Od czerwca mieszkanie będzie wolne, wiec po powrocie z Wietnamu mogłabym w nim zamieszkac na rok, albo i na dluzej. Nels chcialby tu miec osobe spokojna, niepijaca, nie palaca, porzadna. To dobrze trafiles Nels, powiedzialam, bo ja wlasnie taka jestem. Idealnie nadaje sie do zamieszkania w Twoim domu.
Na plaze wychodze w pareo, bo mam tak blisko.
Potem przyjechal Piotrek z Jessi i we trojke na jednym motorze (ale tutaj tak się jeździ. Filipinczycy drobni to i w cztery osoby na motorze jada i jeszcze dziecko z przodu na baku wioza), pojechaliśmy obejrzeć inne mieszkania W kazdym czegos mi brakowało i chociaż były tansze, to ciagle najbardziej podoba mi się mieszkanie u Nelsona.
Zielony domek. Nie wszystko zloto, co sie swieci. Z zewnatrz ladny, a w srodku nie.
Jedno z tych proponowanych było na parterze tego zielonego, waskiego domku przy glownej ulicy, który już pokazywalam i mowilam, ze by mi się podobalo mieszkac tu na pieterku, z którego z pewnoscia widać morze. Ale do wynajęcia jest tylko parter. Stoi tam jedynie lozko i smierdzi stechlizna. Kobieta nie chciała zejść z ceny 15 tys/m-c mimo, ze dodatkowo trzeba samemu sobie kupic internet i placic za prad. 
Rower mozna wynajac za 150 pesos za dobe. Troche ponad 3 $.
Juz podstawowa cena jest wyzsza, niz apartament u Nelsa, a warunki mieszkaniowe gorsze. Lazienka malenka, zaniedbana, a tylne podworko, to pusty, ogrodzony siatka kwadrat ziemi 4x4 m, bardziej pasujacy na klatke, w ktorej trzyma sie koguty tresowane do walki, niz na podworko, ktore gospodyni z niewiadomych mi przyczyn nazywa ogrodkiem. Mimo to, kobieta nie chciala zejsc z ceny. 
Kosciol katolicki w Santa Fe
To mnie nie urzadza. Jest za drogo, powiedzialam. Poza tym kuchnia na zewnątrz i wspolna z innymi osobami. Często tutaj tak jest, ze stawiają palenisko na podworku pod prowizorycznym zadaszeniem, przy palenisku zlew i kawalek zabudowy kfelkowej, sluzacej za stol i tyle. Moze tak byc, ale wowczas cena powinna byc odpowiednio nizsza. Nie bylo tez lodowki, tylko mozliwosc noszenia produktow do lodowki rodzinnej, stojacej w ich prywatnej kuchni.
Ten sam kosciol z boku. Azurowy. W Santa Fe sa koscioly roznych wyznan.
Kobieta nie chciala tez uwzglednic niskiego sezonu przez kilka miesiecy w roku. Woli zeby pokoj stal pusty i nadal lapal wilgoc i nieprzyjemny zapach przez to, ze nie toczy sie w nim codzienne zycie, niz zejsc z ceny, wybierajac srednia z sezonu niskiego i wysokiego. No, to niech ten pokoj nadal stoi pusty i plesnieje.
W remoncie kosciol Adwentystow Dnia Siodmego. Z korona na dachu.
Ten internet, co się samemu kupuje, to laduje się raz na tydzień za 500 pesos, co miesięcznie wychodzi 2.000 pesos. Adam ma taki, ale ciagle slysze jak się wścieka i klnie pod nosem, bo przestaje mu internet dzialac w najmniej spodziewnym momencie, gdy jeszcze tydzień nie minal. Nie jestem wiec do tego rozwiązania przekonana i wole mieć stale lacze, o które nie będę się musiala sama martwic.
Miejscowi unikaja slonca i rzadko kapia sie w morzu. Jesli juz, to dzieciaki.
Jak się jest zdeterminowanym, to można tutaj wynająć lokum już za 6-7 tys pesos za miesiąc. Ale warunki surowe. Takie cos można krotki okres wytrzymać, żeby zaoszczedzic pieniadze. Majac w planie dluzszy pobyt, chce się jednak mieć jakies minimum komfortu i niezaleznosci, a to jest już droższa opcja.
Po poludniu miasteczko objezdza sprzedawca mandarynek, jablek i orzeszkow.
Gdyby jednak Nels nie mogl mi wynająć ta polowe swojego domu, to mam sporo tansza wersje na oku, w domu u Family Espinosa, chociaż z komfortu musze wtedy zrezygnować, ale warunki do wytrzymania. Nie na rok wtedy wynajme, ale na trzy miesiące i potem zobaczę.
"Coco Bar" kusi "happy hour", ale tu dla mnie jest za drogo.
Wszystkie szesc miejsc, jakie z Piotrkiem ogladalismy, sa w wersji opłaty miesięcznej i osobno platnej energii elektrycznej, według licznika przynależnego do danego apartamentu lub domku. Kuchenka gazowa na gaz z butli, ktora wystarcza na dwa miesiace, albo i dluzej, a potem sami placimy za jej wymiane na pelna. Nie wszędzie była lodowka i internet,  a dla mnie, to podstawa. 
Co niedziele pod moim balkonem przechodzi procesja.
Opisuje te mozliwosci, bo moze komus z czytelnikow mojego bloga takie informacje sie przydadza, kto by tutaj chcial na jakis czas przyjechac i mieszkac poza resortami i gueshousami. Jest dobrze. Jest sympatycznie. Jest cieplo. Czy jest tanio? Mysle, ze kazdy turysta mowiac "tanio" ma inna cyfre na mysli, w zaleznosci od swojej wlasnej sytuacji finansowej i oczekiwan.
Zeszlam na dol, bo przed nasza brama tez jest oltarzyk. Moja gospodyni stoi z pieskiem.
Ogladam te rozne kwatery, ale czuje, ze mam ochote zamieszkac u Nelsa. Jego filipinska zona Janet, to bardzo przyjemna osoba, to tez jest atut, bo z pewnoscia nie raz będziemy obie siedziały sobie na werandzie przy kawie lub drinku. Ogrodeczek tam jest malutki i jest cisza na tej malej uliczce, a do morza kilka krokow. 
Wszedzie sa dostepne kokosy, podobno bardzo korzystne dla zdrowia.
Po większych ulicach, np. po tej, gdzie teraz mieszkam,  jezdza motory, czesto bez tlumikow i tak spektakularnie dodaja gazu tuz pod oknami i najczesciej bladym switem, ze zdezorientowana wyskakuje z lozka, nie wiedzac, co się dzieje. Wiec boczna uliczka jest dla mnie bardziej okay.
W takim wraku mozna nawet mieszkac. Ale bezdomnych ludzi tu nie ma.
Poza tym, warto mieć w pobliżu takich przyjemnych ludzi, jak Nels i Janet. Mysle tez, podciagnac przy nich swój angielski, bo oboje sa bardzo komunikatywni, wiec bedziemy rozmawiali. Nelson u siebie w Danii był profesorem na Uniwersytecie.
Plaza w czasie odplywu.
Pisze ten post na raty i co wylacza prad, to ide na spacer lub na plaze. Gdy przed godzina przechodziłam obok domu Nelsa na plaze, oboje z Janet wyszli przed dom, zatrzymali mnie i znowu zaprosili do siebie. 
Z Nelsonem Ruda pozwala sobie na jeszcze wiecej, niz ze mna.
Widocznie doszli do wniosku, ze rzeczywiscie spelniam warunki idealnej lokatorki i postnowili dobic targu. No i tym sposobem podjelam ostateczna decyzje. Umowilam się z nimi na dobre i zarezerwowałam ten apartament od czerwca. Wymienilismy się wizytówkami, mailami i mam już to miejsce zaklepane. Zamieszkam w Santa Fe na Filipinach! Mysle, ze to dobre miejsce do zycia na emeryturze.
Przyjemnie posiedziec na plazy przy zimnym, kokosowym drinku.
Zrobilo sie juz pozno, a dzisiaj Adam mial miec mielone z ziemniaczkami! biegne do "Wawelu" na obiadek i male, zimne piwko "San Miguel". Pojutrze wyjezdzam z Santa Fe, ale tylko na jakis czas.
Santa Fe. Pogawedki rybakow w porze zachodzacego slonca.

6 komentarzy:

  1. muszę przyznać , że ceny na Filipinach są już wyższe niż w Europie , ciekawe czym to się skończy pewnie wszyscy turyści pouciekają, a większość właścicieli pokoi do wynajęcia zbankrutuje a nowi turyści będą omijać ten kraj z daleka , jako przykład mogę podać w połowie czerwca lecę do Grecji z Gdańska i za samolot w 2 strony oraz transfer do hotelu z lotniska i 15 noclegów w bardzo dobrych warunkach 50 metrów od morza zapłaciłem tylko 1000 zł czyli jakiej 12000 Pesos , a tu Pani podaje że za pokój wołają już od 1000 do 1300 pesos za dzień czyli 15 noclegów to jakieś 1300 zł naprawdę koszmarnie drogo tak samo bardzo drogi wydaje mi się internet , w Polsce płacę za nielimitowany internet bezprzewodowy 49 zł na miesiąc a tu Pani podaje aż 2000 pesos czyli około 170 zł , te ceny na Filipinach zniechęcają szczerze pisząc i do tego ten upał , pamiętam to z mojego pobytu jak dawał mi się we znaki , nie wiem czy Filipiny jeszcze raz odwiedzę bo ten kraj powoli staje się cenowo nie przyjazny turystom , ... pozdrawiam serdecznie Robert i życzę udanego pobytu na Borneo

    OdpowiedzUsuń
  2. Tak, to prawda. Ceny wszedzie ida w gore, szczegolnie noclegi. Zywnosc jest jeszcze stosunkowo tania, ale marny wybor. Owoce tez nie sa jakos rewelacyjnie tanie. Ta Grecja, to Ci sie udala, Robert :) rewelacja! kiedys lubilam jezdzic do Chorwacji, ale teraz tam rowniez jest drogo.Takie czasy :( pozwiedzam teraz troche co innego i wroce na Filipiny do Santa Fe. Dobrze sie tu czuje :) pozdrawiam i dzieki z wpis :)

    OdpowiedzUsuń
  3. to prawda Chorwacja jest teraz bardzo droga byłem tam kilka razy , ale teraz od kilku lat wolę Grecję jest porostu taniej lecę tam już po raz czwarty , ceny podobne do polskich doskonały klimat woda w morzu jak w basenie palmy też są (ale nie takie jak na Filipinach)Grecy są w porządku nie są tak wyrachowani jak Filipińczycy którzy za wszystko chcą pieniądze ,naciągaczy nie ma , ogólnie w Grecji czuję się doskonale :) ciekawy kraj jaki mogę polecić to Montenegro czyli Czarnogóra i miasto Kotor wraz z południowym fiordem jedno z najładniejszych miejsc w Europie byłem tam kilka lat temu , pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Tak, Grecja to piekny kraj. To milo, ze cenowo jest teraz bardziej dostepna. Przyjemnego pobytu zycze. W Czarnogorze jeszcze nie bylam i malo o niej wiem, byc moze kiedys ja odwiedze, gdy wroce do Europy :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Zosiu UWIELBIAM TWOJE zdjęcia i to nie tylko te z moim Piotrusiem ale rownież opisy dzięki nim przedłużyłaś moj pobyt w S.F i na wyspie.Pozdrawiam i dziękuję.


    OdpowiedzUsuń
  6. Naprawde? to wspaniale :) moze sie kiedys tam spotkamy, jesli Piotrek postanowi zostac z Jessi w Santa Fe? poki co, nie wiadomo, jak to sie wszystko ulozy, prawda? zycze mu wszystkiego dobrego, bo to wspanialy chlopak:)z pewnoscia jestes z niego dumna! pozdrawiam i do zobaczenia :)

    OdpowiedzUsuń