Patronat medialny



Miło mi poinformować, że moja wyprawa została objęta patronatem medialnym przez portal Link to Polnad www.linktopoland.com

niedziela, 20 marca 2016

KK, male przyjemne miasteczko


Kota Kinabalu wita nas.
Podoba mi się na Borneo w Kota Kinabalu. Wiekszosc atrakcji w okolicy zwiedziłam za poprzednim pobytem, rok temu, wiec teraz mam czas tylko dla siebie i pobyt swój ograniczam jedynie do pomieszkania sobie w tym uroczym miasteczku.
Lodki pedza po morzu, jak szalone.
Miasto jest pięknie polozone. Tworzy dlugi prostokąt ograniczony z jednego długiego boku stroma gora, a z drugiego, morzem. Jak na azjatyckie zwyczaje, miasteczko jest czyste, zadbane. Mowia, ze to dzięki Muzulmankom, które z natury lubia czystość i sa bardzo pracowite, chociaż ja bym nie uogolniala opinii.
Dziecko rybaka w oczekiwaniu na tate.
Przebywalam w roznych krajach muzułmańskich, co pozwolilo mi wyrobić swoje zdanie na ten temat. Nie od nacji i przynaleznosci religijnej to zalezy, ale od poszczególnego człowieka. Jeśli już, to od nawykow wyniesionych z rodziny.
stoisko z muszlami morskimi.
Niestety, nawyki ludzi trudno zmienić i nawet w takim ogolnie zadbanym miasteczku, przy brzegu morza plywaja śmietniska, glownie plastikowe butelki i torebki foliowe. Na ulicach często widać osoby sprzatajace wokół posesji, oczyszczające grządki z kwiatami z zielska i rzucanych przez ludzi smieci.
Smietnik morski przy bulwarze
Wniosek z tego taki, ze owszem, ludzie sprzataja, ale tylko wokół siebie, swoich domow, swojego sklepu, swojej stolowki, za krawężnikiem niech już się dzieje, co chce. Widzialam, jak kobieta zamiatając swoje podwórko wymiatala smieci wprost na ulice i tam je zostawila. Na chodniku.
Myslalam, ze on bedzie zbieral, a on dorzucil do morza swoje smieci.
Wczoraj rybak sprzatal swoja lodke na wodzie pod murem bulwarowym i wszystko z niej wyrzucal do wody, takim ogromnym sitkowym nabierakiem. Papiery, plastikowe butelki, foliowe torebki z resztkami jedzenia i inne cudaczne rzeczy. Wszystko to wywalal wprost do morza!
Kupilam u tej milej dziewczyny pomidory, a  ona gratis dorzucila mi garsc papryczek.
Z poczatku myslalam, ze to pracownik miejski zbierający z powierzchni wody te smieci do lodki, żeby je stad wywieźć. Podeszlam bliżej i okazalo się, ze jest wręcz odwrotnie i on te swoje smieci dorzuca do morza i w ten sposób sprząta i myje swoja lodke. To jest przerazajace podejście do natury, do przyrody. Wkurza mnie takie cos.
Czy ktos zna te owoce? ja nie znam, a jakie drogie!
Kraje azjatyckie maja takiego ogromnego farta, ze dostaly od losu jedne z najpiękniejszych terenow ziemskich pod względem bogactwa przyrodniczego i cudownego klimatu, a nie potrafią tego docenic i o to zadbac. 
Na targu warzywnym jest duzy wybor znanych produktow i mniej znanych.
Mimo, ze latwiej i taniej jest zyc w ciągu całorocznego lata, a przyroda tworzy się i pomnaża sama, bez ingerencji człowieka. Czlowiek powinien tylko jej nie przeszkadzać i nie niszczyc jej dla zysku lub bezmyslnie.
A to, co to takiego? ostatecznie kupilam tylko pomidory, cebule i male bananki.
W odróżnieniu na przykład od Kambodzy, latwo tutaj znaleźć kosze na smieci, ale nie każdemu chce się podejść. Prawdopodobnie nie maja tutaj opracowanego programu ekologicznego i nie przewiduja zadnych kar za zaśmiecanie, skoro takie rzeczy można robic. Gdyby musieli placic kary, jak w Singapurze, nie robiliby tego przyrodzie.
Strzelam sobie fotke na nadmorskim deptaku.
Ochrona środowiska przewidziana jest chyba tylko dla parkow narodowych i ogrodow botanicznych, które podlegają międzynarodowym specjalnym przepisom. A myslalam, ze z tym problemem w Malezji jest lepiej. Ogolnie ten kraj stoi na wyzszym poziomie od wielu innych azjatyckich panstw. W temacie ochrony srodowiska, zawiodl mnie.
Wzdluz wybrzeza same restauracje. Zapelniaja sie dopiero wieczorem.
Ja to się bardzo dziwie, ze ludzie godza się na takie niszczenie przyrody w miejscach publicznych. Siadaja przy stolach na bulwarze i spozywaja posiłki majac przed sobą widok kołyszącego się na falach morskich, smierdzacego śmietnika.
Kazde miejsce dobre do wspolnego posilku, aby bylo w cieniu.
Mój laptop robi mi rozne tajemnicze psikusy i na przykład pozbawil mnie możliwości korzystania z internetu mimo, ze internet jest dostępny. Malezyjka siedzaca w recepcji nawet niezle sobie radzi z komputerami, ale tej sprawy tez nie zdolala zrozumieć, ani tego naprawić. Internet jest, a laptop go nie przyjmuje.
Widok z mojego okna. To jest sliczna uliczka w KK.
Malezyjka zawolala Igora, który po dluzszym poszukiwaniu znalazł w końcu awarie i przywrocil sprawność laptopowi w laczeniu sie z internetem. Laptop sam odlacza mi niespodziewanie funkcje internetu na dysku. Od nowa trzeba było instalować poczte, facebooka i bloga.Co sie dzieje z tym sprzetem? zachodze w glowe.
Te wszystkie czarne punkciki, to ptaki. Dra sie niesamowicie, jak koguty w Santa Fe.
W ten oto sposób poznałam Igora, Rosjanina z Kanady, który mowi po polsku, ponieważ jego matka wywodzi sie z naszego kraju. Mogłam swobodnie pogadać sobie po polsku na rozne tematy. Goracymi tematami sa teraz:
To moj drugi hotel. "Garden Budget Hotel". Nawet nie 100m w bok, od poprzedniego.
Totalitarne rzady pisu w Polsce (co się tam u was dzieje? pytaja mnie, a ja sama nie wiem, jak to najprościej wytlumaczyc), wybory prezydenckie w Stanach Zjednoczonych (co czeka Swiat, jak wygra ten złotousty i zlotowlosy Donald Trump?) oraz porywanie dla okupu bialych turystow na południu Filipin (nikt tego nie może ukrocic w tym państwie?).
Pokoj duzo mniejszy, ale ma wszystko, co potrzeba.
Wrzucili wlasnie filmik na fcebooka z czworka porwanych turystow kanadyjskich Az się slabo robi, gdy się na to patrzy. O porywaniu i zabijaniu maczeta białych turystow na wyspie Mindanao i okolicznych małych wysepkach Archipelagu Sulu, mowi się i pisze od dawna. MSZ ostrzega, turysci na swoich blogach ostrzegaja i nic to nie daje.
Wazne, ze mam swoja lazienke.
Ja nie wiem, po co ludzie nadal pchaja się w tamte niebezpieczne rejony? Spragnieni adrenaliny? Nie wiem, czy władze Kanady odbija tych swoich lekkomyslnych obywateli, czy tez zaplaca wymuszony okup. Nie mogę sprawdzić, bo internet mi się wlasnie wylaczyl. I tak tutaj wszystko działa. Kiedy i jak chce.
Z okna widok na schody do lasu.Tu tez ptaki urzadzaja wieczorne koncerty.
Igor, to bardzo sympatyczny facet, jest w tym hotelu już prawie rezydentem. Pracuje na swoim duzym laptopie w holu hotelu przy dużym stole, a ostatnio postawil sobie ogromny hotelowy ekran tv przed nosem i obserwowal gielde. Jego praca ma chyba cos z tym wspólnego, ale nie dopytywałam.
W Kota Kinabalu maja rowniez swoje blokowiska.
Na koniec Igor stwierdzil, ze chyba już za długo tu siedzi i trzeba pomyslec o jakiejś zmianie. Ja tez postanowiłam zmienić hotel, bo uznałam, ze ten jest za drogi, jak na oferowane warunki. 60 zl to cena, która powinna zapewnić mi minimum komfortu.
Park Miejski bardzo skromniutki.
Na przyklad wlasna lazienke, a  nie zebym za każdym razem musiala paradować w kusym reczniku przez caly hol, rozdając turystom po drodze uśmiechy na prawo i na lewo. Do łazienek przechodzi się miedzy stolikami, przy których się jada.
Na ulicy, przy ktorej teraz mieszkam, jest wiecej malych hotelikow.
Znalazlam niecale 100 m dalej „Garden Budget Hotel”, w którym pokoj z wlasna lazienka kosztuje 50 zl, a na dodatek mam w pokoju telewizor i dostep do internetu również (jeżeli akurat działa). Zarezerwowałam ten pokoj i się do niego przeniosłam z bardzo przyjemnego poza tym hoteliku „North Borneo Cabin”. Ale cos za cos.
Tutaj mozna zjesc wloska paste na rozne sposoby. Za 6,50 zl porcja.
W tym drugim hotelu nie mam sniadan. Biorac jednak pod uwage, ze na sniadania serwowano nam jedynie chleb tostowy z margaryna i dżemem, nie mam czego zalowac. W innych krajach sniadania w hostelach były bardziej urozmaicone. Jakiś serek topiony był, pancake swiezo smażone z masa czekoladowa itp.
Zjadlam tu wloskie danie. Zawsze to jakas odmiana od rice and chicken.
Mam na szczęście swój maly czajniczek elektryczny, swoja kawe i herbate i sniadania przyrządzam sobie w pokoju sama. Zreszta w poprzednim hotelu tez na sniadania przynosiłam swoje bulki, kupiony ser, pomidory i takie tam. W tym nowym pokoju mam tez klimatyzacje, a nie wiatrak, co wszedzie zwieksza cene pokoju, chociaż ja osobiście wole wiatrak.
Tutaj kupilam wreszcie bilet lotniczy do Kuala Lumpur. Lece 22 marca, we wtorek.
W „Garden Budget Hotel” mam trochę taniej mimo, ze mam swoja lazienke, telewizor i aircondicion, a to z tego powodu, ze to jest po prostu pokoj jednoosobowy. W Azji za pokoj jednoosobowy placi się mniej, bo pokoj mniejszy, jedno lozko, mniej sprzątania, mniej pościeli itp. W Europie odwrotnie. Do pokoju jednoosobowego trzeba było zawsze doplacac, czego do dzisiaj nie rozumiem.
Przy deptaku stoi ogromny Dom Towarowy "Oceanus".
Niestety, w krajach azjatyckich rzadko można znaleźć tani hotelik lub guesthouse z pokojem dla jednej osoby. Przewaznie maja dwuosobowe (i większe, family room) i trzeba placic za pokoj, a nie za osobe, wiec single zawsze przeplacaja.
Ale ja nie lubie duzych sklepow. Wole spacer nad morzem.
Jeśli zas chodzi o czystość, to jest tak, jak w większości tanich hoteli. Znaczy to, ze sprzątany jest na bieżąco, ale sciany az się prosza o odswiezenie,  urządzenia w łazienkach wiecznie się psuja i nikt tego na dobre nie potrafi naprawić. Internet się zawiesza, albo działa z przerwami, nie wiadomo z jakiego powodu.Utrapienie boskie.
Dalej znowu ciagna sie restauracje, az do portu.
Najwazniejsze, ze nie ma tutaj tych cholernych mrówek, które nigdy nie wiadomo skad przychodzily i zjadaly kazda zywnosc przyniesiona do pokoju. Szczelne i wielokrotne opakownie zywnosci nie stanowilo dla nich problemu. Dobieraly się do wszystkiego, sobie tylko znanym sposobem. N Filipinach trzeba wszystko trzymać w szczelnej lodowce. Jak się ja ma.
Mala dama w kapeluszu mamy, a ponizej, rybak smieciarz.
Na Borneo nie mam tego problemu. Nie atakują mnie tu również komary, ale w Santa Fe tez nie mogłam na to narzekac. Jest dobrze. W Kota Kinabalu wszędzie mam blisko, wiec wszędzie chodze pieszo. Mój obecny hotel stoi tuz przy schodach wiodących lasem na taras widokowy, polozony 250 m nad miastem.
Wszedzie, gdzie spojrzec, widac wyspy male lub wieksze.
Patrzac w druga strone, widać wysoka, biala wieze zegarowa, która stanowi charakterystyczna i rozpoznawalna budowle dla Kota Kinablu. Jest tutaj gdzie spacerować, odpoczywać i delektować się ladnymi widokami.
Starsza siostra zabawia braciszka. Ta z kolei jest w za duzych butach mamy.
Wczoraj poszlam na nadmorski bulwar obejrzeć zachod slonca. To bardzo uczęszczany bulwar, bo morska bryza daje wytchnienie od niesamowitego upalu panującego w miescie. Wieczorami, gdy jest chłodniej, miasto ozywa. Zapelniaja się restauracje i te na ulicach w miescie i na bulwarze oraz przy targu rybnym.
Przystan lodek pasazerskich. Rozwoza ludzi po okolicznych wyspach.
Czuje się w tym miescie bezpiecznie nawet w nocy, chociaż to islamski kraj. Znajomi uprzedzaja mnie jednak, zebym się czasami sama nie wyrywala w góry, bo tam bezpieczeństwo się konczy. Wiem, wiem, nigdzie się nie oddalam sama, ale w samym miasteczku czuje się bezpiecznie.
Moj hotel noca. Schody do lasu tez sa oswietlone.
Bylam w Agencji Turystycznej i dowiedziałam się, ze chcąc dolecieć do Wietnamu, musze zawsze z przesiadka w Kuala Lumpur leciec. Promesę lub nawet wize do Wietnamu mogę podobno dostać w wietnamskiej ambasadzie w Kuala Lumpur. Wobec tego musze tam jechać wcześniej i zatrzymac sie na pewien czas w miescie.
Nawet noca czuje sie bezpiecznie w tych uroczych uliczkach.
Bilet lotniczy linii Air Asia z Kota Kinabalu, Borneo do Kuala Lumpur kosztuje 246 zl. Jestem na etapie myslenia, którego dnia jechać do Kuala Lumpur. Posiedziec dluzej w Kota Kinabalu? Czy lepiej w KL? Jak się zdecyduje, to pojde kupic ten bilet.
"Informacja Turystyczna" w Kota Kinabalu, Borneo.
Jeszcze wczoraj miałam przez skype kontakt z Piotrkiem. Sytuacje ma nie do pozazdroszczenia. Ciagle siedzi w Manili i wyjasnia sprawę kradzieży swojego paszportu w Santa Fe. Tyle czasu! W żaden sposób nie może opuscic Filipin, dopóki nie dadza mu jakiegoś zastępczego dokumentu.
Zachod slonca w Kota Kinabalu. Piekny !
Nie znam szczegolow, bo na skypie się przecież nie pogada, ale te krótkie komunikaty od Piotrka, niepokoją. Dobre wieści tez sa. Dostal dwie ciekawe i dobrze płatne propozycje pracy w roznych krajach. Sama jestem ciekawa, która wybierze. Chyba kiedyś w końcu wypuszcza go z tych Filipin? A co z Jessika?
Ktos mi zrobil zdjecie, ale i tak mnie nie widac. Za to wyraznie widac pobliskie wyspy.

5 komentarzy:

  1. Witaj Zofka, zdrowych i pogodnych Swiąt Wielkanocnych.

    OdpowiedzUsuń
  2. Bardzo dziekuje, Ewa i rowniez zycze Ci Wesolych Swiat, wiosennego nastroju i wiele radosci :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Czytam Pani bloga i wracam do swoich wspomnień z półrocznej podróży po Azji 😊 i sobie wspominam... Podziwiam Panią! Jest Pani świetną osobą, która realizuje swoje marzenia 😊 i oto w życiu chodzi 😁 Pozdrawiam serdecznie 😊

    OdpowiedzUsuń
  4. Dziekuje bardzo :) rowniez pozdrawiam i Wesolych Swiat zycze! jesli pisalas blog, to podaj adres, chetnie poczytam, zeby skonfrontowac nasze odczucia z podrozy po azjatyckich krajach:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie piszę żadnego bloga, ale moja siostra ma bloga i postanowiłam napisać kilka artykułów o azjatycjich krajach (porady, odczucia, itp.) W wolnym czasie zapraszam do odwiedzenia -> www.swiatnaszpilkach.pl

      Pozdrawiam.
      Paulina

      Usuń