Patronat medialny



Miło mi poinformować, że moja wyprawa została objęta patronatem medialnym przez portal Link to Polnad www.linktopoland.com

sobota, 13 lutego 2016

Wreszcie na Bantayan Isla



Wyspy na horyzoncie widoczne z portu.
Zerwalam się z samego rana z poslania, chociaż ciężko mi się ostatnio rano wstaje, ale chciałam jak najszybciej wyjechać z Cebu. Pozegnalam się z Flora, smiejac się, ze jeszcze trochę i zamieszkałabym z nia na stale przez ten filipiński sposób załatwiania spraw w urzędach i nie konczace sie hollydays. Tak naprawdę, to nawet gdyby mi w Cebu za darmo dawali mieszkanie, to bym tu nigdy nie zmieszkala z własnej woli, chyba ze za jakas kare.
Ustawiamy sie do wjazdu na prom. Bedziemy wjezdzac tylem.
Pojechalam taxi na Bus North Terminal za 70 peso. Tam już staly gotowe do odjazdu dwa autobusy firmy Ceres. Jeden do Hagnaya, drugi bezpośrednio na Bntayan Isla. Do Hangaya szosa, a potem promem do Santa Fe i dalej znowu szosa, tym samym autobusem do samego Bantayan City. Chcialam oczywiście do tego autobusu się dostać, ale miał już komplet pasazerow.
Juz stoimy na pokladzie promu. Dochodza ostatni turysci.
Kierowca powiedział, ze za godzine będzie następny. Za godzine? Ja teraz chce jechać. Znam ja już te filipińskie sposoby upychania pasazerow ponad miare i wiedziałam, ze mogę podyskutować. Widze jedno wolne miejsce zaraz za kierowca, mowie. Widze drugie wolne miejsce po przeciwnej stronie, na którym leza czyjes bagaże, wskaz mi ktores z tych miejsc i zabierz moja walizke do luku, ok?
Przypinaja nasz bus tasmami. Ten niebieski, to samochod Caritasu.
Za kierowca siedzi pasazerka, która zaraz przyjdzie, ale rozloze ci krzesełko dodatkowe obok, mowi konduktor, który w międzyczasie się pojawil i kierowca mu przekazal, ze uparlam się jechać z nimi. Ok, na razie siade na tym wolnym miejscu. Konduktor zabral walizke, a plecak upchalam miedzy nogami, bo się na gorna polke bagazowa nie miescil.
Plyniemy. Male dzieci tez zostaly w autobusie.
Pasazerka przyszla i była to taka filigrnowa dziewczyna, ze swobodnie się na tym niskim rozkładanym krzesełku miescila, a ja bylam za duza, wiec zostałam na tym normalnym siedzeniu. Potem okazalo sie, ze konduktor upchal jeszcze dwie dodatkowe osoby, ktore pojawily sie w ostatniej chwili. Bilet do Santa Fe, bo to miasto wskazałam, jako docelowe, kosztowal 200 peso. Autobus do Hagnaya i bez klimatyzacji kosztuje taniej, ale ja koniecznie chciałam tym jechać, bo bezpośrednio do Santa Fe jechal.
Bantayan. Spuszczaja klape, a na ladzie czekaja juz chetni, zeby nas przejac.
Nie musiałam się wiec platac z bagażami po Ferry i czekac na jakiś prom lub lodke. W Hagnaya wysiedlismy bez bagaży i ustawiliśmy się w kolejce po bilet na prom, który kosztuje 170 peso. Ja zaplacilam 135 peso ponieważ skorzystałam ze zniżki dla seniorow. Wrocilam do autobusu, ale kierowca powiedział, ze trzeba isc wejściem dla pasazerow na prom, a bagaże mogą zostać w autobusie.
Myslalam, ze to my mamy wysiasc na lad, tymczasem ladowi wbiegaja na poklad.
To dlaczego ja widze dwie pasażerki w autobusie, się pytam? Bo to seniorki i one mogą plynac siedząc w autobusie. To ja, proszę pana tez wlasnie jestem seniorka, nawet mam bilet dla seniorow, pochwalilam sie i tez chce jechac w autobusie.
Ja nie wysiadam, bo to Port Hagnaya, a ja jade do Santa Fe.
Tak? zdziwil się zaskoczony. No, tak. To proszę bardzo, powiedział i wpuscil mnie do autobusu. Tak naprawdę, to chciałam wreszcie zjeść sniadanie, które miałam w duzym plecaku w autobusie i zobaczyć, jak autobus będzie się ladowal na ten prom.Takie rzeczy mnie pasjonuja.
W Santa Fe tez bylo duzo chetnych driverow, wybralam stojacego na uboczu Julio.
Ciekawie było. Zjadlam swoje sniadanie przygotowane jeszcze w hotelu w Cebu, wypilam red horsa z pozostałego mi zapasu i spokojnie sobie siedziałam na schodkach otwartego autobusu, wpatrując się w morze, czasami cos fotografujac.
Troche pojezdzilismy tricyklem, nim znalezlismy dla mnie odpowiednie locum.
Na pokładzie jechal jeszcze z nami samochod prywatny i samochod Caritasu, ktory ma swoja misje w Snta Fe. Po godzinie dobiliśmy do brzegu Bantayan Isla. Ja już konsekwentnie z autobusu nie wychodziłam, tylko czekałam, az samochody wyjada na lad.
Warunki w tym Guest Housie najbardziej mi odpowiadaly. Lewe okno na Ip i balkon, moje!
Nasi pasażerowie się niebawem odnaleźli. Jedni zabrali swoje bagaze i zostali przy przystani, większość wsiadła do autobusu i pojechalismy dalej. Ja nie znam tej wyspy i za bardzo nie wiedziałam, gdzie wlasciwie mam wysiasc. Pytam kierowcę, gdzie też jesteśmy, bo widze, ze co rusz się zatrzymuje i czesc ludzi wysiada.
W recepcji siedzi Mayeth. Mozna u niej kupic piwo z lodowki za 35 peso. "San Miguel"
Jestesmy w Santa Fe, tłumaczy mi kierowca jasno i cierpliwie. Jak powiem jaki hotel mam zarezerwowany, to on mnie tam wysadzi. Generalnie autobus jedzie do Bantayan City, to jest 13 km dalej za Santa Fe. To gdzie mam swój hotel? W Santa Fe czy w Bantayan City?
Pokoj duzy, przestronny, z wneka kuchenna i oknem na wschod slonca.
Nie mam zarezerwowanego hotelu, odpowiadam, ale chce się zatrzymać w Santa Fe. To ja poproszę o wysadzenie mnie w centrum Santa Fe, dobrze? Ok, kierowca na to i po paru minutach zatrzymal się. Konduktor wysiadł i wyjal moja walizke z luku bgazowego. Przez chwile pomyslalam, ze może powinnam jechać dalej, do  Bantayan City? Może tam jest ladniej, bo przecież ci Polacy z internetu wlasnie tam mieszkają.
Lazienka w sam raz i wszystko dziala
Ostatecznie doszłam do  wniosku, ze nie będę zmieniac swoich planow. Chcialam do Santa Fe, to w Santa Fe zostane. Majac stala baze, mogę jezdzic i zwiedzac wszystkie inne ciekawe miejscowości i ladne plaze na wyspie Bantayan oraz sąsiednie wysepki.
Na pierwsze sniadanko w nowym domu, owsianka i kawa.
W centrum staly tricykle. Kazdy byl chetny, zeby mnie wiezc. Jeden z nich podszedł do mnie i spokojnie zapytal, gdzie chce, zeby mnie zawieźć? Nie wiem, odpowiadam zgodnie z prawda. Szukam jakiegoś niedrogiego pokoju z lazienka na dluzszy pobyt. To on może za 20 peso zawieźć mnie w takie miejsce. Ok!
Widok z balkonu na wprost, to droga do plazy.
Rzadko korzystam z podwozki, generalnie wszedzie chodze pieszo. Szukajac w nieznanym miejscu noclegu zawsze jednak wole skorzystac z uslug drivera, bo oni maja dobre informacje i tak dlugo jezdzimy, az cos znajdziemy. Driver miał na imie Julio, a jego niebieski tricykl zwal sie Tristan. Najpierw zawiozl mnie do swojego brata, który ma tanie pokoje. Sorry, mowie, ale chodzi mi o cos innego, lepszego, Julio.
Patrzac w druga strone, uliczka z restauracjami, barami z muzyka, sklepikami.
Skoro mam mieszkac tutaj caly miesiąc, potrzebuje trochę lepszych warunków. Julio nie obrazil się i zawiozl mnie w inne miejsce, potem jeszcze w inne. Wszedzie cierpliwie ze mna wchodzil, rozmawial, ogladal, az w końcu przywiozl mnie do „N and F” cokolwiek to znaczy. I to było miejsce, gdzie mi się wreszcie spodobalo.
Za rogiem w bocznej uliczce hotel i restauracja Polaka, Micky Santoro.
Hotel polozony jest w centrum miasteczka, za rogiem dzielącym go od gwarnego deptaku, nie dochodzi tu wiec wieczorny gwar z lokali pelnych turystow. Drugi lokal za zakrętem, to lokal i hotel Polaka.  Ma On rowniez obok swoja Laundry. Mozna tu oddac rzeczy do prania.
Plaza w Santa Fe wczesnym popoludniem.
Polak specjalizuje się w pizzy, ale można czasem dostac tez cos innego do zjedzenia. Polak ozenil się z Filipinka, a w interesach pomagaj mu również rodzice Krzysztof i Ewa, ktorzy przybyli tu z Polski na stale. To taki rodzinny, polsko-filipinski biznes. Zona Michala podobno bardzo smacznie gotuje, wiec bede tam mogla sprobowac jakiegos filipinskiego dania.
Dokladnie naprzeciwko, na bawarskie kielbaski zaprasza Niemiec.
W recepcji „N and F” okreslilam, jakich warunków oczekuje. Chcialabym jakiś jasny pokoj na piętrze (z doświadczenia już wiem, ze na parterze sa zazwyczaj ciemne pokoje), z wlasna lazienka, żeby był jakiś stol, szafa i koniecznie dostep do free internet w pokoju.
Chociaz nie przepadam za pizza, zjadlam ja u Polaka i pogadalismy sobie po polsku.
Ok, mowi kobieta i prowadzi mnie na gore. I to było wlasnie to, o co mi chodzilo. Jasny przestronny i bardzo czysty pokoj z lazienka i balkonem. Jest szafa, stol, krzesła, telewizor i nawet wneka kuchenna z szafkami i zlewozmywakiem. Nie ma kuchenki gazowej ani lodówki, niestety. Co potrzebuje, mogę  wkladac do lodówki stojącej w recepcji. Z balkonu widać wejście na plaze. Spodobal mi się ten apartament.
Wnuczka Krzysztofa, Mia bawi sie miedzy stolikami.
Wiedzialam, ze taki apartament to nie jest z tych przysłowiowych tanich pokoikow, jakie bralam dotychczas. Postanowilam tym razem zaszaleć na koniec pobytu na Filipinach i skoro mam tu mieszkac przez caly miesiąc, to chce mieć dobre warunki.
Kafejki, restauracje i hotele stoja tu gesto obok siebie. Wybor jest.
Zaczelismy negocjować cene. Stanelo wstępnie na 15.000 peso czyli 500 peso za noc (10 $) Pani musiala telefonicznie porozumiewać się caly czas z wlascicielem, który ciezki był w negocjacjach, ale ta cena, jaka udalo nam sie wynegocjowac, odpowiadala mi. 
Sa tutaj tez inne ladne miejsca, ale ceny zaczynaja sie od 800 peso za noc.
W Cebu placilam 650 peso za noc, w niektórych innych miejscach nawet 700 peso, a przeciez nigdzie tam tak dobrych warunków zmieszkania, ani polozenia nie miałam. Za brak atrakcyjnosci miasta i smog na ulicach w Cebu, ceny powinny tam byc obnizone o 50%.
Wieczorami mozna posluchac muzyki na zywo.
Moje szaleństwo ma oczywiscie swoje granice i gdy wlasciciel zazadal w pewnej chwili osobnej zaplaty za zużycie pradu według licznika, wkurzylam się i powiedziałam do Julio, ze rezygnuje i szukamy dalej. Może jeszcze dodatkowa zaplata za wode? burzylam się. Za oddychanie swiezym powietrzem? Proszę zapytać wlasciciela, co jeszcze sobie zazyczy?
Wybor alkoholi niemal taki, jak w "Trzech Kolorach" w Warszawie.
Na kilka czy kilkanaście nocy wynajmuje się pokoj i nigdzie nie placi się osobno za prad. To nie jest osobny domek czy bungalow, wynajmowany na rok czy dwa lata, tylko normalny pokoj w hotelu. Ewentualnie moglabym placic osobno za prad, gdyby cena za miesiąc wyniosla 9.000 - 10.000 peso. Ale nie w takiej sytuacji, gdy place normalna cene za room.
Na plaze poszlam dopiero po zachodzie slonca.
Przyznaje sie sama przed soba, ze zużywam dużo pradu. Wentylator chodzi na okraglo w moim pokoju, gasze go tylko, gdy wychodze. Używam elektryczny czajnik i ładowarki do laptopa oraz do aparatu fotograficznego. Dlugo pale swiatlo w pokoju, bo przecież pisze blog. Caly czas wlaczony jest tv. Chyba dlatego tak wkurzyla mnie ta propozycja, a poza tym ja nigdy nie udowodnię ile tak wlasciwie tego pradu zuzylam, wiec moga potem zazadac zaplaty ile zechca. To nie jest otwarta gra.Wole miec wszystko w cenie.
Nie zdazylam wczesniej plazy zobaczyc, ale spacerek wieczorny jest ok!
Mayeth (tak ma na imie recepcjonistka) powiedziała właścicielowi w telefon, ze ja się zdenerwowałam jego propozycja i rezygnuje, wtedy on kazal mnie zatrzymać i powiedzial, ze cena za wszystko może wyniesc te 15 tys peso, jeśli zgodze się zamiast klimatyzacji, mieć w pokoju wentylator stojący. No, to juz inna rozmowa. Pewnie, ze się zgodze. Ok, biore ten pokoj. W takich negocjacjach mnie tez sie musi oplacac, nie tylko wlascicielowi.
Za dnia slonce pali niemilosiernie. Moze obudze sie kiedys na wschod slonca?
Nie chwaliłam się już, ze ja nawet wole wentylator, bo w klimatyzowanym pokoju zawsze marzne i dostaje kataru. Poza tym, te urzadzenia zawsze cos rozsiewaja ze swego wnetrza i ja dostaje alergii i kicham ciagle. Z reguly unikam klimatyzowanych pomieszczen. Wiec to tylko o to chodzilo! Julio wraz z Vismarkiem, pracownikiem hotelu, do którego należy się zwracac Mark, ochoczo złapali moje bagaże i wnieśli je do pokoju. Wszyscy bylismy zadowoleni z wyniku negocjacji.
W Santa Fe jest cicho i spokojnie. O to mi wlasnie chodzilo.
Powiedzialam Mayeth, ze jak się dokopie w bagażu do pieniędzy, to zaraz zejde na dol i zaplace za caly miesiąc pobytu z gory. Tak tez zrobiłam. Gdy zeszłam na dol, Julio jeszcze tam był. Spytalam, czy zna jakiegos informatyka? kogos, kto moglby naprawić mój laptop? Powiedzial, ze tak. Wzielam wiec laptop i pojechaliśmy do Alana.
W cafe internet u Alana. Alan, obok niego pracownica? zona? z lewej strony, Julio.
Alan prowadzi swój biznes, kawiarenke internetowa z osmioma stanowiskami w bieda-budzie i zna się podobno na komputerach. Jeśli zas chodzi o klawiaturę, to doradzil aby dokupic zewnetrzna klawiaturę i polaczyc z laptopem, bo zreperować się tego nie da. Zaprezentowal, jak to działa, podlaczajac do mojego laptopa jedna z klawiatur od swoich komputerow. Dzialalo.
Jeden z prywatnych domow w Santa Fe.
Było już pozno, a w Santa Fe takiego sklepu nie ma. Umowilam się z Julio na następny dzień, na wyjazd do Bantayan City na godz.10.oo. On powiedział, ze to jest 11 km, a nie 13. Wzielam prysznic, przebrałam się i poszlam na plaze, która widać z mojego balkonu.
Jedziemy tricyklem do Bantayan City po klawiature.

Piekne miejsce. Woda czysta, płycizny, które bardzo lubie, czysty piasek, z daleka widać przeplywajace kolorowe filipińskie lodzie i biale statki spacerowe. Super miejsce. Na plaze to ja mogę ze swojego hotelu isc już w kostiumie kąpielowym, okryta jedynie pareo, tak jest blisko. Z balkonu widze przeplywajace morzem kolorowe lodki.
Miasto wita nas.
Wieczorem zapelnily się restauracje na mojej ulicy, której nazwy nie znam, bo nawet w hotelu nikt nie potrafil mi powiedzieć, przy jakiej ulicy ich hotel stoi. W końcu orzekli, ze nie uzywaja tu nazw ulic, tylko kierują się nazwami hoteli, restauracji lub firm. Tablicy z nazwa ulicy nie znalazłam w zadnym miejscu. Ot, co kraj, to obyczaj. Ooo! Juz wiem, powiedzial mi Lary, u ktorego jadlam dzisiaj kolacje w pasazu. Moja ulica nazywa sie Raska .
Bantayan City. Ladny kosciol, ale w remoncie.
Weszlam do pizzerii Polaka. Był tylko Krzysztof, bo jego zona oraz syn Micky z zona Filipinka o imieniu Leni, nie wrócili jeszcze z Cebu, gdzie pojechali po zaopatrzenie oraz zalatwic kilka spraw urzędowych. Po sali restauracyjnej biegala mala dwuletnia wnuczka Krzysztofa o egzotycznym imieniu Mia. Przy piwku troche porozmawialiśmy sobie o Santa Fe, Filipinach i o obecnej polskiej polityce.
Jedynie park w tym miescie jest ladny.
Zjadlam pizze wlasciwie z grzecznosci, bo generalnie nie przepadam za pizza, ale ani Ewy, ani Lani nie ma dzisiaj, wiec w menu brak urozmaicenia. Milo się z Krzysztofem rozmawialo, jeszcze kiedyś tam z pewnoscia wstapie, żeby poznac jego syna Micky,ego, wlasciciela lokalu i zjesc jakis przysmak przyrzadzony przez Leni. Dokladnie naprzeciw pizzerii Polakow, stoi restauracja Niemcow. Serwuja tam bawarskie kiełbaski. Wyczulam, ze Krzysztof za nimi nie przepada. Za Niemcami, nie za kiełbaskami, ma sie rozumiec.
Dlatego tutaj glownie skupia sie zycie towarzyskie.
Nastepnego dnia Julio stawil się pod moim hotelem punktualnie, co nie jest standardowym zachowniem na Filipinach, wiec cieszy. Pojechalismy do Bantayan City. Już na wstępie mi się tam nie spodobalo i bylam sobie wdzieczna, ze nie uległam pokusie, zeby jechac dalej, tylko zatrzymałam się w Santa Fe. Porownania nie ma. Niebo, a Ziemia!
Ludzie w parku cwicza przy muzyce.
Bantayan City to takie male Cebu. Halasliwe, brudne, zatloczone i brzydkie. Ale to wlasnie tam jest sklep ze sprzętem oraz bankomat, a nie w Santa Fe, gdzie przebywa wiecej turystow.  Wyboru klawiatur nie było. Same ogromne, nie do wozenia się z nimi po swiecie. A taki sklep tylko jeden w miescie.
Jest nawet Biuro Turystyczne, ale nieczynne.
W końcu szef sklepu pokazal mi jedna malutka klawiaturę, ktora podobno odlozyl dla siebie, ale przywiezie sobie z Cebu druga. Bo wlasnie wszystkie sklepy i restauracje zaopatrują się w towar w brzydkim miescie Cebu. Musialam dokupić tez koncowke, bo oryginalna była za mala do laptopa. Za komplet zaplacilam 370 peso (7,5 $, tj. 30 zl). I znowu mogę pisać.
Kupilam ta mala, biala klawiature do laptopa. Narazie musi wystarczyc.
Ostatnio na laptopowej klawiaturze już wcale nie można było pisac i nic się nie chcialo odblokować, nawet na chwile. Ta jest ulomna, bo nie ma polskich znakow, ale cos jednak można zrozumieć z tego pisania. Pisanie weszlo mi tak w nawyk, ze stalo sie moja potrzeba
Jedyny bankomat w Bantayan City, PNB. Philippines Nationality Bank.
Korzystajac z okazji pobytu w tym miescie (i zebym zbyt szybko nie musiala tu znowu przyjezdzac), podjelam trochę peso z bankomatu. Jest tylko jeden i należy do banku PBN. Mojego ulubionego BPI nie ma tu, niestety. Caly czas do tego jednego bankomtu stoja kolejki ludzi. Uff! Z przyjemnoscia wrocilam do Santa Fe i ciesze się, ze tutaj jestem.
Szczesliwa, ze do zamieszkania wybralam Santa Fe.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz