Patronat medialny



Miło mi poinformować, że moja wyprawa została objęta patronatem medialnym przez portal Link to Polnad www.linktopoland.com

niedziela, 7 lutego 2016

Przyspawana do Cebu


Filipinczycy nawet w czasie deszczu nie traca dobrego humoru.

Pogoda jest niespecjalna. Co rusz pada deszcz. Miejscowi mówią, że jest teraz wysoki sezon, ale chyba tylko po to, by odpowiednio wyceniać turystom noclegi. Zauważyłam, że od pewnego czasu dysponujący noclegami przestali stosować zmienne ceny ze względu na sezon/poza sezonem, atrakcyjne położenie, w centrum, przy plaży, czy na peryferiach, standard pokoju, z wlasna lazienka, czy ze wspolna, z oknem czy bez, kontakty, tv, stół, szafa, czy jedynie łóżko w pokoju), czy też biorac pod uwage czystość obiektu.
Musze wejsc na chwile do galerii, zeby przeczekac deszcz.
Każdy wycenia wysoko bez względu na to co oferuje, wiedząc, że turysta zapłaci, bo gdzieś spać musi, a na drogie hotele i  resorty go nie stać. Ceny idą jeszcze wzwyż, gdy w pokoju jest klimatyzator zamiast wiatraka. Można się układać indywidualnie, prosić o dyskont, czasami się udaje obnizyc cene.
Przy kolekcji sukien karnawalowych
Czasami jednak rezygnuję i po obejrzeniu pokoju wychodzę, gdy cena jego jest wprawdzie do akceptacji, czyli normalna, ale nienormalny jest pokój, śmierdząca pleśnią klitka bez okna, w której nawet nie ma kontaktu elektrycznego, a z umeblowania stoi tylko nieświeże łóżko. O coś takiego nawet nie warto negocjować ceny tylko należy natychmiast wyjść. Niektórzy właściciele, to  mają tupet.
Suknia z aniolkami podobala mi sie szczegolnie.
Mam porównanie, ponieważ oprócz Azji, poróżowałam również po Australii i  Stanach Zjednoczonych, czyli po krajach z zasady drogich. Hotele i hostele były tam dobrze wyposażone, utrzymane w nieskazitelnej czystości, zapewnione były wszystkie niezbędne media, często też było śniadanie w cenie. Za 18-25 $ można tam uzyskać naprawdę dobre warunki noclegowe. Azja takiego standardu długo nam jeszcze nie zaproponuje, a ceny chcieliby mieć takie same.
Portret kobiety na wystawie fotograficznej.
Kiedyś kraje azjatyckie były podobno bardzo tanie i to zwabiało turystów. Teraz turystów jest tu bardzo dużo, więc hotelarze ceny podnoszą, ale rownocześnie nie dbają o podwyższenie standardu, ani o czystość. Dla mnie w podróżowaniu po krajach azjatyckich, najdroższe są właśnie noclegi, skoro w norach spać nie chcę. Płacę również więcej dlatego, że podróżuję sama.
Stary zabytkowy drewniany dom rodziny mieszczanskiej
Najczęściej płaci się tutaj za pokój,  nie za osobę. Pokoje jednoosobowe bywają rzadkością. W zasadzie w pokoju zawsze jest jedno dwuosobowe łóżko, bądź dwa pojedyncze. Płacę więc za dwie osoby. No, chyba że biorę nocleg w wieloosobowym pokoju hostelowym. Wtedy płacę tylko za siebie, za jedno miejsce do spania. Ale najczęściej mają tu pokoje mix, więc nie biorę. Marudze trochę, chyba z tej przyczyny, ze pogoda brzydka.
Widok z wiaduktu na Browar Piwny. Na dachu butelka z "San Miguel"
Wracając do tematu wizy, zrobiło się niefajnie. W poniedziałek pojechałam na Mactan taksówką, bo Flora powiedziała, że inaczej tam nie trafię. Wyszła ze mną na ulicę i zatrzymywałyśmy białe taksówki. Trochę to trwało, chociaż taxi jeździło po ulicy dużo. Najczęściej były już zajęte lub jechały na zmówienie pod konkretny adres.
Historia calesy, ktora tutaj nazywa sie tartanilla.
W końcu jedna się zatrzymała. Flora dokładnie wytłumaczyła kierowcy, gdzie ma mnie zawieźć. Na cenę nie można się umawiać, bo białe taxi mają liczniki. Na trzaśnięcie drzwiami na liczniku jest już 43 peso czyli prawie 1 $. Na Mactan nie jest blisko, a tam również trzeba w korkach dojechać jakoś do budynku. Wyszło 160 peso.
Muzeum tartanilli w Cebu
Gausano Mactan Mall, to wielopietrowy budynek ze sklepami, restauracjami i roznymi innymi firmami. Taki tu styl, ze do biura trzeba miedzy wieszakami z ciuchami przejść, miedzy bielizna damska, meska i miedzy stolikami pelnymi jedzenia i brudnych naczyń. 
Budynek administracji Portu Cebu.
Na szczęście w biurze imigracyjnym nie było klientów i natychmiast przystapilam do wyjasniania sprawy. Najpierw poprosiłam o korektę przy pierwszej pieczątce, nie do 13 lutego, lecz do 13 marca powinno byc, a następnie o przedluzenie pobytu o jeden miesiąc, t.j. do 13 kwietnia.
Nie wszyscy jeszcze maja pojazdy z napedem silnikowym.
Pan przyjrzal się wizie wydanej w filipińskiej ambasadzie w Warszawie i pieczątce wstawionej mi przez pracownika lotniska w Manili i przyznal mi racje, ze powinnam mieć wpisany pobyt na dwa miesiące, czyli do 13 marca. Natomiast przedluzenie wizy o miesiąc kosztuje 7.300 peso. To niemożliwe, odrzekłam.
Rybak indywidualny.
Pierwsze przedluzenie kosztowalo w ubiegłym roku 3.000 peso, a dopiero drugie 7.300 bo w tym była karta identyfikcyjna za 4.000 peso (której zresztą się nie dostaje, dopiero za trzecim przedluzeniem wizy ja daja). On upieral się, ze przedluzenie o miesiąc kosztuje 7.300. To ja rezygnuje z przedluzenia, odrzekłam i proszę tylko o korektę wizy na pobyt do 13 marca br. W zyciu nie wydam tyle pieniędzy, skoro w kwietniu i tak musze się wyniesc z Filipin bo lece do Wietnamu.
Ludzie odpoczywaja gdzie popadnie. Wazne, aby w cieniu.
Zrobilismy xero strony paszportu z wiza i pieczatka z Manili i pan powiedział, ze musi zatelefonować do Manili oraz wyslac im to xero z paszportu. Ok, mowie, niech dzwoni i faxuje, ja poczekam. Otoz nie, to potrwa trzy dni i mam tutaj przyjść w srode, ale najpierw  mam zadzwonić, czy sprawa już zalatwiona i wtedy przyjechać na Mactan. O rany! trzy dni? nie zdzierze! Ale na Filipinach pewnych spraw się nie przeskoczy.
Chinskie Muzeum, ale jeszcze nieczynne.
Wreczyl mi kartke z numerem telefonu. Na szczęście nie zatrzymal paszportu, wystarczylo mu xero. Znowu musiałam przedluzyc pobyt w Cebu o trzy noclegi. Bardzo mi się to nie podobalo, bo Cebu to brzydkie miasto i nie ma tu nic ciekawego do roboty, tym bardziej, gdy ma się zepsuty laptop i nic pisać nie można. Na szczęście dzialal internet i mogłam sobie sluchac „trojki” w polskim radiu i czytac inne blogi oraz info o miejscach, do których się wybieram w przyszlosci.
Miejsce poswiecone Ferdynandowi Magellan.
Po wyjściu z tego Mactan Mall Building, zobaczyłam tablice z napisem „Terminal 200 m” poszlam tam i odkryłam, ze to terminal białych minibusow, które miedzy innymi jezdza do Ayala Mall, od którego do mojego hotelu jest już bardzo blisko. Wrocilam wiec minibusem za 30 peso.
Tablica pamiatkowa
W srode dostane korektę pobytu, a w czwartek rano wyjade wreszcie na Bantayan. Ten pracownik na lotnisku, co nie chciał mi uznac wizy, powinien dostać nagane. Teraz wiem, ze ja tez zrobiłam blad, bo powinnam z ta jego pieczatka podejść wtedy do innego pracownika i powiedzieć, ze zle mi ten facet wbil pobyt, może od razu zrobiliby korektę tego wpisu. Ale wiadomo, Polak madry po szkodzie.
Targ z owocami
W srode rano Flora dwa razy wykrecala numer w telefonie do biura imigracyjnego i nikt się nie zglaszal, powiedziałam wiec, żeby już nie dzwonila, ja tam pojade. Gdy się okaze, ze jeszcze nie ma decyzji z Manili, to się dopiero wkurze. Gdy weszłam do biura, najpierw zdjelam z siebie plecaczek z boku przy krześle. Pare klientów było przy stanowiskach pracowników, wiec miałam czas na wyjecie odpowiednich okularow, paszportu i kwestionariusza, który wtedy, w poniedziałek musiałam wypelnic.
Targ kwiatowy
Do tego kwestionariusza to kazali mi wówczas zrobić nowe zdjecie, tam na miejscu, ale ja się nie zgodziłam. Mam zapas swoich zdjęć na takie potrzeby. Pan tlumaczyl, ze moje zdjęcia maja zly format, sa za male, bo musza być takie duże, kwadratowe, ale powiedzialam, ze to pic na wode, fotomontaż i niech mnie w dodatkowe koszty nie wpedza, bo i tak mam przez ich marnych urzednikow wystarczająco dużo problemów i dodatkowych wydatkow. Powiedzialam to po polsku, a pan jakby zrozumial, bo machnal reka, wzial z mojej reki zdjecie i przyszpilił je do kwestionariusza zszywaczem.
 Ludzie chetnie cale dnie przebywaja na ulicy. Dlaczego?
Z tym plecaczkiem to zawsze trochę czasu mi schodzi, bo ja wszystkie komory na kłódeczki mam pozamykane. Może to i smieszne jest, a może dzięki temu nic mi jeszcze w zadnym kraju z plecaczka nie zginelo. Nim się z tym uporałam, pan już na glos mnie zza kantorka wolal – Maleska? Sofija Maleska? Yes, mowie i szybko do niego podeszłam. Yes ok, mowi do mnie i smieje się, jakby sam był szczęśliwy, ze sprawę pozytywnie udalo się zalatwic.
Moze dlatego, ze ich domy sa burzone?
Podalam mu paszport i obok tamtej pieczatki wpisał korektę i pobyt do 13 marca 2016r. Za darmo, bo przecież za wize w Warszawie już raz zaplacilam. Jest ok. Jak taki szczęśliwy jest, pomyslalam, to może i przedluzenie o miesiąc mi zrobi na poczekaniu za 3000 peso, ale tu się zawiodłam. Szczescie odczuwal tylko w stosunku do korekty. Do przedluzenia już nie. Nadal wyjasnial, ze przedluzenie o miesiąc to 7.300 peso trzeba zaplacic. Ok, trudno. Tyle nie zaplace. Wyniose się 11 marca na Borneo.
W miejscu dotychczasowych slumsow powstanie piekny park dziedzictwa narodowego.
Być może to przedluzenie dotyczy miesięcy, a nie ilości przedluzen. Skoro mam już pobyt na dwa miesiące z tytułu wizy, to przedluzenie mogą liczyc, jako trzeci raz, trzeci miesiac i dlatego 7.300 peso sobie zycza. Ale i tak troche zaoszczedzilam. 3000 peso biora tu za drugi miesiąc pobytu, tj. 60$ x 4 zl = 240 zl, a ja za wize zaplacilam w Warszawie 90 zl. 150 zl w kieszeni zostalo i dwa miesiace mam do dyspozycji.
A gdzie beda mieszkac ci ludzie? o tym nikt nie mowi.
Do Biura Imigracyjnego i tak bym jechala w sprawie tego przedluzenia, wiec i tak bym wydala pieniądze na taxi. Wrocilam znowu minibusem, po drodze do hotelu wybrałam pieniądze w bankomacie BPI ponieważ mam informacje, ze na Bantayan Isla jest tylko jeden bankomat, a na dodatek nie wiem jeszcze, czy ja zamieszkam w Santa Fe, czy w Bantayan City. Bankomat jest tylko w Bantayan City. Na oplacenie mieszkania musze mieć gotowke, a chce tam cos wynająć na caly miesiąc. No, to w droge!
W przyszlym pokoleniu nadzieja. Dziadek tanczy z wnuczka przy muzyce z radia.
Przepraszam, ze pisownia na moim blogu bedzie przez jakis czas ulomna. Wole tak pisac, niz nie pisac wcale. Dopiero od maja, gdy Oliwia przywiezie mi zewnetrzna klawiature z Polski, z polskimi znakami, bede mogla znowu pisac normalnie.

3 komentarze:

  1. tak , tak Pani Zofio jest Pani na Filipinach a tam wszystko jest możliwe , jest bardzo duża korupcja i w te 7.300 peso nie wierze że przedłużenie visy ,tyle kosztuje jak niedawno kosztowało 3000 pesos,podejrzewam że chciał Panią naciągnąć ,zresztą na tych Filipinach to prawie wszyscy oszukują turystów jak mogą przynajmniej sam takie wrażenie odczuwałem ,a wynajmowanie pokoi to też ból głowy ,przeważnie biorą od 800 pesos w górę za byle jaki pokój , ceny jak w Europie a jakość jak to na Filipinach , byle jaka filipińska
    jestem ciekaw czy Pani się uda dojechać na wkrótce Bantayan
    szczerze to ciekawe te Pani przygody będzie miała Pani co wspominać
    pozdrawiam serdecznie Robert K.

    http://www.immigration.gov.ph/

    OdpowiedzUsuń
  2. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  3. Dzieki za wpis, Robercie :)tak, drugie przedluzenie kosztuje cos ponad 2900 peso, ja tak zaokraglam do 3000 peso bo ta koncowka to juz zadne pieniadze. Natomiast zrozumialam dobrze, facet powtarzal zreszta kilka razy, ze one month 7.300 peso i nie bylo dyskusji, wiec zrezygnowalam. Mysle, ze te 7300 liczone jest do trzeciego miesiaca. Pierwszy miesiac na lotnisku jest free, drugi 3000, przedluzajac na trzeci miesiac chca juz te 7300 z oplata za karte. Skoro mam juz 2 miesiace, to uznal, ze przedluza o trzeci miesiac. Albo chcial mnie naciagnac na kase. To prawda, ze naciagaja tu turystow bez litosci, trzeba sie bardzo pilnowac. Mysle, ze dzisiaj wieczorem wstawie juz post, jak dotarlam na Bantayan i co tutaj. Opisuje takie duperele, rozne sytuacje, problemy, no bo sam opis miejsc to kazdy ma w przewodniku, jak rowniez na zalaczonych przeze mnie zdjeciach z opisami. Ciesze sie, ze blog sie podoba :) pozdrawiam serdecznie :)

    OdpowiedzUsuń