Patronat medialny



Miło mi poinformować, że moja wyprawa została objęta patronatem medialnym przez portal Link to Polnad www.linktopoland.com

poniedziałek, 17 sierpnia 2015

Australia - Sydney Opera House

Sydney, Circular Quay

Remika poznałam w 2009r podczas podróży po Azji Południowo-Wschodniej, w Singapurze. Chodził z zadartą do góry głową, nie mogąc znaleźć nazwy hostelu, przed którym stałam. Ja wcześniej też miałam ten problem, więc mówię sobie pod nosem po polsku, o, następny, co nie może wejścia znaleźć, czy coś w tym sensie.
Remik(w środku) w swoim biurze. Odwiedzili go koledzy i ja.
Często sobie po polsku coś komentuję, będąc przekonaną, że przecież i tak w tej części świata nikt nie zna języka polskiego, ale Remik odpowiedział mi po polsku. I tak się zaczęła nasza znajomość.
Ciekawy pomnik. Nabojów karabinowych i łusek.
W naszym hostelu poznaliśmy wówczas jeszcze piękną Włoszkę Federicę podróżującą ze swoim chłopakiem Daniele. Federica ma matkę Polkę, która nauczyła ją polskiego. I tak przez kilka dni zwiedzaliśmy we czwórkę Singapur. To były bardzo miłe, do dzisiaj niezapomniane chwile spędzone wspólnie w tym pięknym małym kraju.
Artystyczny narożny budynek. Dużo tu jest  narożnych domów.
Remik właśnie kończył swoją bardzo długą podróż po świecie i Singapur był jego ostatnim przesiadkowym krajem przed wylotem do Australii, gdzie na stałe mieszka. Właśnie się dowiedziałam, że to już 14 lat Remik w tej Australii mieszka.
Opis tego projektu
Ma świetną pracę, samodzielnie prowadzi biuro w nowoczesnej dzielnicy Sydney. Radzi sobie bardzo dobrze i żyje po swojemu. Dla niego Australia już nie jest droga. Zarabia po australijsku i wydaje po australijsku. Jest tutejszy, wrósł w środowisko.
Każdy centymetr ziemi okalający zatokę jest wykorzystany z pożytkiem dla ludzi
Po powrocie od Remika do hostelu YHA stwierdziłam, że znowu skradziono mi jedzenie! Czy ten złodziej za mną jeździ, czy też los się na mnie uwziął? w Melbourne i w Sydney? Raz po razie? Tym razem nie torbę-lodówkę ze wspólnej dużej lodówki w kuchni zabrał, a torbę płócienną z suchym prowiantem z półkowej przegródki, do których swoje torby z żywnością i identyfikatorem wstawiamy.
Można posiedzieć sobie na ławeczce i patrzeć na piękną zatokę
Mając już doświadczenie w byciu ofiarą żywnościowego złodzieja hostelowego, przeszukałam wszystkie kąty i znalazłam swoją pustą płócienną torbę (z napisem „Panama”, bo tam ją kiedyś kupiłam) zwiniętą i rzuconą na dolną półkę.
Odwiedziłam Royal Botanic Garden
Leżały tam w podobnym stanie jeszcze dwie inne torby, co pozwala przypuszczać, że więcej osób podzieliło ze mną ten smutny los. Poszłam z tą pustą torbą do recepcji. Pokazuję  i mówię, co się stało. Przecież tak nie może być! Co się zrobi zakupy, to dla kogoś obcego? To nie nakazujcie nam trzymać żywności we wspólnej kuchni, jak nie macie rady na złodziei.
Dużo ciekawych okazów przyrodniczych jest w Ogrodzie Botanicznym
Menager przeprosił, dał mi talony na śniadania w cafe obok i powiedział, że jedynie  tyle może dla mnie zrobić. Wiem, wiem. I tak zachował się lepiej, niż menager w YHA w Melbourne, który żadnej rekompensaty dla ofiary kradzieży nie przewidział. Dzisiaj rano poszłam do cafe i pierwszy raz zjadłam talonowe śniadanie na koszt firmy.
Ptaki wcale nie boją się ludzi
Jest ok. Trzy rodzaje płatków zbożowych do wyboru, mleko w dzbanku, czyli ile kto chce i potrzebuje, dwa tosty, dwa masełka porcjowane i dżemiki, sok pomarańczowy, herbata lub kawa do wyboru i bez ograniczeń. Mleczko do kawy jest. Nie jest źle, biorąc pod uwagę, że mam jeszcze swoje jedzenie w torbie-lodówce. Kabanosy, żółty ser itp.
Ogród Botaniczny mieści się w centrum miasta
Teraz i suchy prowiant i torbę lodówkę muszę trzymać w pokoju, bo po prostu widzę, że nie mam szans utrzymać we wspólnej kuchni swojego prowiantu. Zostawiłam we wspólnej lodówce tylko mleko. Wobec takiej sytuacji nie przedłużam swojego pobytu w tym hostelu. Hostele YHA nie są dla mnie przyjaznym miejscem, stwierdziłam.
Papugi robią niesamowicie śmieszne miny
W pokoju hostelowym jest bardzo zimno (tylko w YHA w Melbourne ogrzewali pokoje), internet słabo działa, często nie można otworzyć poczty i działa tylko na poziomie jadalni na I p, ja mieszkam na 7 p. Teraz muszę na dodatek wwozić za każdym razem   na to 7 p torby z jedzeniem. Masakra.
Satyr w Royal Botanic Garden . Dzieło Franka Lyncha
Żeby pisać blog lub wstawiać zdjęcia muszę do nocy siedzieć na dole, bo nie mam tu kontaktu. Jest w pokoju jeden, ale na końcu pokoju, za zakrętem ściany, moje kable do niego nie sięgają. To zbyt wiele niedogodności. Poszłam szukać innego hostelu.
Takie małe domki również są w wielkim mieście Sydney
Znalazłam w pięć minut, tuż obok YHA, gdzie skręca się w George Street. Zarezerwowałam łóżko w dormitorium żeńskim od 17 sierpnia. Obejrzałam pokój. Jest ciepło (grzeją). Nad każdym łóżkiem jest lampka i kontakt. Jak działa internet, przekonam się dopiero, gdy tam zamieszkam. Noclegi są tańsze, niż w YHA.
Ten gość spokojnie idzie sobie chodnikiem po ulicy
Odbyłam dzisiaj długi spacer po Ogrodzie Botanicznym i nad zatoką. Była piękna, słoneczna pogoda. Royal Botanic Gardens ciągnie się wzdłuż Macquarie Street wchodząc w zatokę, gdzie na końcu cypla stoi Sydney Opera House.
Z każdej strony budynek Opbery wygląda inaczej
Jak by nie iść brzegiem zatoki, zawsze dojdzie się do Opery. To naprawdę piękny i wyjątkowy budynek. Oprócz Sali Operowej na 1550 miejsc, mieści się w budynku również Teatr Dramatyczny ( 550 miejsc ), Sala Koncertowa (2.700 miejsc) i Sala Kameralna (420 miejsc). Regularnie odbywają się tam również spektakle dla dzieci.
Z daleka Opera wygląda na jednolity budynek, a jest to kilka odrębnych segmentów
W budynku opery znajdują się kafejki, bary, sklepy z pamiątkami. Wyjątkowo dużo jest pamiątek dotyczących samej Sydney Opera House, również książki i albumy o operze. W sklepie z pamiątkami spotkałam bardzo sympatyczną młodą Polkę, która studiuje w Sydney i pracuje w tym sklepie. Jest bardzo zadowolona, że akurat w takim miejscu.
Wokół pawilonów Opery jest sporo wolnej przestrzeni
Sydney Opera House budowano bardzo długo. Zaczęto w pierwszym kwartale 1959r, a zakończono w ostatnim kwartale 1973r. Uroczystego otwarcia 20 października 1973r dokonała Królowa Wielkiej Brytanii i Australii, Elżbieta II. Swoją działalność Opera rozpoczęła IX Symfonią Bethovena.
Ceny biletów na zwiedzanie gmachu inne dla Europejczyków i inne dla Azjatów (niższe)
Gmach Opery stoi dokładnie w tym miejscu, gdzie 26 stycznia 1788 r  z angielskiego statku dowodzonego przez kapitana Arthura Philipa wysadzono pierwszych więźniów na tym kontynencie. To byli absolutnie pierwsi obcy osadnicy na australijskiej ziemi.
Pod "Żaglami" beton i szkło. Wszystkie ściany przeszklone
28 czerwca 2007r, czyli dopiero w XXI w budynek opery w Sydney został wpisany na listę Światowego Dziedzictwa Kultury UNESCO, cztery lata po uhonorowaniu nagrodą jego duńskiego projektanta Jorna Utzona.
Info o zwiedzaniu gmachu opery
Utzon był wówczas bardzo młodym, ale wyjątkowo uzdolnionym architektem, naukę pobierał u samego Franka Lloyda Wrighta. Konkurs na projekt opery w Sydney był międzynarodowy (wpłynęły 223 prace) i On go po prostu wygrał.Był najlepszy.
Wyraźnie widać położenie budynku na wysuniętym w morze cyplu
Tym projektem na zawsze wpisał swoje nazwisko do historii architektury mimo, że w trakcie budowy wyrugowano go wraz z jego zespołem z tej roboty i zastąpiono trzema innymi architektami z Australii, którzy trochę uprościli projekt i dokończyli dzieło. Sedno projektu opery Jorna Utzona zostało jednak utrzymane.
Opera wyraźnie wygląda, jak płynący okręt pod pełnymi żaglami. Czyż nie?
Opera stała się niekwestionowanym symbolem Sydney i całej Australii (obok kangura, myślę). Każdy w takiej sytuacji woli już nie pamiętać, że koszty w trakcie budowy wzrosły (przez te nieporozumienia architektów) z planowanych 7mln $ do ponad 100 mln $ australijskich. W czasie realizacji budów, koszty zawsze rosną.
Aktualny repertuar operowy
Na szczęście pieniądze pochodziły z rozpisanej wcześniej loterii operowej, a nie z budżetu państwa, która to loteria funkcjonowała tak długo, aż koszty te pokryła. Jednym słowem, zarówno wola budowy opery, jak i fundusze na nią, pochodziły od społeczeństwa, które teraz może cieszyć się popularnością Sydney Opera House w świecie, jak swoim dziełem. Opera podlega władzom miasta, czyli społeczeństwu, a nie Rządowi.
Mieszkańcy Sydney lubią w weekendy siedzieć na trawie na Circular Quay
Dach opery przypomina białe żagle łopoczące na błękitnym morzu, chociaż niektórzy widzą w nim muszle morskie lub przyjmują takie widzenie za pewnik, bo taki podobno był zamysł autora projektu. Te żagle-muszle pokryte są  płytkami z białego granitu sprowadzonymi ze Szwecji. Na ten wielowarstwowy dach nałożono milion takich płytek, które charakteryzują się tym, że nie trzeba  ich czyścić i zawsze są białe. Ściany budynku są ze szkła.
Opera widziana od strony morza
Repertuar podawany jest jednocześnie na operę, teatr i koncerty muzyczne, a także na dziecięcą scenę, która znajduje się w gmachu Opery. Nie można zwiedzać gmachu wewnątrz samemu, żeby tak sobie łazić, gdzie się chce. Można zwiedzać z przewodnikiem w godzinach od 9.oo rano do 17.oo. Zwiedzanie trwa 1 godzinę.
Opera nocą
Bilety kosztują odpowiednio: dorośli 37 $, dzieci 20 $, rodzinne 95 $. Dla Polaka trzeba to pomnożyć razy trzy, żeby zyskać wiedzę o cenie w złotówkach. Przewodnicy mówią w języku angielskim, niemieckim, francuskim, chińskim mandaryńskim i japońskim. Mogliby zatrudnić jakąś studentkę z Polski, żeby nasi turyści też mieli łatwiej.
Widok na most
Nie twierdzę, że turyści z Polski nie znają angielskiego. Absolutnie! Wszyscy znają! To ja tylko nie mówię po angielsku. Nie wszyscy jednak znają ten język perfekcyjnie i opowiadanie Przewodnika o szczegółach czy różnych ciekawostek o obiekcie w języku polskim pogłębiłoby wiedzę Polaków. Mogliby śmiać się w tym samym miejscu, co inni.
Wokół Opery są kafejki, ludzie siedzą tu do nocy
Chińczycy nie muszą się uczyć żadnych języków obcych, ponieważ zawsze i wszędzie mają przewodników mówiących w ich języku, a także foldery, napisy i inne informacje podawane są w ich języku, zaraz obok angielskiego. Nawet na szyldach i tablicach z nazwami ulic. Farciarze.
Kawiarnia na deptaku
Następni po Chińczykach, których język jest honorowany, to Niemcy, Francuzi i Rosjanie. Dopiero potem idą inne kraje. Sporadycznie znajdzie się przewodnika mówiącego językiem czeskim, polskim, holenderskim, fińskim, norweskim, rumuńskim czy węgierskim.
Widok na wieżowce Sydney
Alan John napisał operę pt.”The Eight Wonder” (Ósmy Cud), która przedstawia perypetie z budową gmachu opery w Sydney. Australijczycy bardzo ją lubią, bo opowiada o ich sprawach, chociaż nie zawsze miłych.
Grajków ulicznych w Sydney jest sporo i nad zatoką i w city
Autorem libretta jest Dennis Watkins. Opera ta po raz pierwszy została wystawiona w październiku 1995r. Można sobie wyobrazić ile emocji i dyskusji budziła budowa Opery, że aż operę o tym trzeba było napisać..
Zupełnie bezpiecznie chodzi się nocą po Sydney
Obecnie w Operze grają „The Marriage of Figaro” czyli „Wesele Figara” Mozarta oraz „Turandot” Pucciniego. W teatrze „ The Tempest” czyli „Burza” Williama Szekspira, komedię  „Kitty Flangan” oraz musical Cole Porter „ Anything Goes” tj. ”Wszystko idzie”.
Bardzo lubiany przez Sydneyczyków musical "Anything Goes"
To bardzo zabawne piosenki prześmiewcze ze znanych osób w świetnym wykonaniu i ze świetną muzyką. W Sydney Opera House odbywają się cały czas również koncerty „Sydney Symphony Orchestra”. Grają Bacha, Brahmsa, Czajkowskiego i innych klasyków. Posiadają największe na świecie organy. Opera zatrudnia również świetny Chór.
Te statki są jak tramwaje. Podpłynęłam jednym z nich do ferry, bliżej centrum
Wnętrza nie udało mi się sfotografować, bo są tam bramki i tylko z biletem można wejść lub z wykupioną wycieczką. Wiem, że akustyka jest tam dobra, chociaż nie taka idealna, jak zaplanował Jorn Utzon. Ściany i sufity wyłożone są drewnianą boazerią z egzotycznych drzew.
Nocą na spacerowniku
Sklepienia przypominają gotyckie kościoły. No cóż, w końcu to jest również świątynia, tyle że sztuki. W jednej z sal są piękne organy. Może rzeczywiście warto wykupić bilet i zobaczyć to wszystko na własne oczy. Niemożliwie droga ta Australia jest, ale interesująca i  piękna.
Do późnych godzin nocnych autobusy rozwożą potem ludzi do domów.

sobota, 15 sierpnia 2015

Australia - Boskie Sydney!

Opera Sydney na tle wieżowców dzielnicy biznesowej

Sydney jest największym miastem Australii i kto wie, czy obszarowo nie największym na świecie. Rozciąga się na przestrzeni o pow. 12.368 km2, na której zamieszkuje 4.8 mln mieszkańców miasta. Zatoka nad którą położone jest Sydney ma 55 km2 powierzchni. Chyba też drugiej takiej wielkiej zatoki nie ma nigdzie na świecie.
Ruch statków wycieczkowych w zatoce duży, szczególnie w weekendy
W zatoce prężnie funkcjonuje Port Jackson. Wszystko bowiem co się przywozi do Australii  i z niej wywozi z natury rzeczy odbywa się drogą morską. Australia nie graniczy na lądzie z żadnym innym państwem. Jest krajem samotnie osadzonym na morzach i oceanach, dlatego została najpóźniej przez Europę odkrytym kontynentem. Szczęśliwy kraj!
Niektórzy nie mogą się już doczekać otwarcia letniego sezonu
Wejście do Zatoki Port Jackson pierwszy odkrył James Cook w kwietniu 1770r. Potem, 18 stycznia 1788r przybył tu ze swoją załogą Arthur Philip i już 26 stycznia wciągnął na maszt w zatoce flagę angielską, zaznaczając tym samym, że od tej chwili teren ten należy do Królowej Anglii.
Sydney nad Zatoką Jacksona. Stary budynek, to Muzeum
Tak łatwo anektowano kiedyś zamorskie terytoria. Arthur Philip przybył do Sydney w środku australijskiego lata. Jakże wtedy musiało tu być pięknie, naturalnie i dziko.  Sydney zostało pierwszą angielską kolonią na nowym kontynencie (karną zresztą przez długi czas). Od tamtej pory, w dniu 26 stycznia obchodzi się święto narodowe w Australii.
Australijska zima się kończy, kutry stoją już w pogotowiu do wypłynięcia w morze
Wszystko w Australii jest ogromne. I pomyśleć, że kiedyś wmawiano nam, że wszystko największe, to jest w Związku Radzieckim!, potem, że w Ameryce! A teraz okazuje się, że największe wszystko jest w Australii! Miasta, plaże, prerie, porty, odległości, itp.
Budynki w Sydney wysokie, skupione, ulice, jak czeluście
Zatoka w Sydney jest tworem naturalnym. To zalana wodą dolina w bardzo, bardzo  dawnych czasach. Historycy i antropologowie obliczyli, że w miejscu, gdzie obecnie leży  największe australijskie miasto Sydney, Aborygeni mieszkali już 40 tysięcy lat temu!
Ja pod fontanną na Martin Place. Zrobiło się ciepło.
Sydney z jednej strony otoczone jest Pacyfikiem, a z drugiej Górami Błękitnymi. Góry nazwę Blue Mountain zyskały z tego powodu, że drzewa eukaliptusowe, których tutaj jest mnóstwo, wydzielając pięknie pachnące olejki eteryczne, tworzyły nad górami błękitną mgiełkę. Z samego miasta do Gór Błękitnych jest zaledwie 50 km. To bliżej, niż z Warszawy do Skierniewic. W miejskich granicach Sydney znajduje się również spora ilość Parków Narodowych i miejsc objętych ochroną.
Sydney, George Street (myślę, że to główna ulica miasta) Mieszkam tuż przy niej.
Mimo, że już 1852r Sydney zyskało prawa miejskie, nie stanowi jednolitego miasta w czystym tego słowa rozumieniu, lecz składa się z 38 gmin, lokalnych samorządów terytorialnych. Należy tylko podziwiać ich sprawność w zarządzaniu, wyrazem czego jest piękne, jednolicie zadbane miasto z odważną architekturą, dobrze działającą komunikacją miejską, sprawnymi zakładami oczyszczania miasta, zadbanymi plażami (jest ich tu 70!) i terenami zielonymi na całym obszarze tej ogromnej aglomeracji.
Most w Sydney z 1932r XXw
Sydney ma spośród wielu, dwie wyjątkowo znane w świecie wizytówki. Są to: Łukowy most nad Zatoką Jackson i absolutnie wyjątkową pod względem architektonicznym Operę zbudowaną w latach siedemdziesiątych ubiegłego wieku. Operę można podziwiać z lądu i z morza, znajduje się ona bowiem na cyplu, który wchodzi w zatokę.
Sydney Opera, widok z boku
Płynąc łodzią, obowiązkowo trzeba obok niej przepłynąć. Słynny most Sydney Harbour Bridge zbudowany został w 1932r. Ze względu na jego kształt, Australijczycy nazywają go „coathanger”, czyli po prostu „wieszak”. Organizowane są wejścia na szczyt mostu, na jego łuk, gdzie zamocowana jest narodowa flaga. Wejścia oczywiście pod kontrolą i zabezpieczeniem. I za odpowiednią opłatą.
Sydney Opera od strony morza
Sydney Opera House zaczęła działać w 1973 i od początku stała się widokówkowym hitem z tym swoim charakterystycznym dachem. Trzeba przyznać, że do popularności budynku opery przyczyniło się również miejsce w zatoce, które wybrano na jej budowę. Fotografując Operę, mamy zazwyczaj na foto również słynny most, bo obiekty stoją blisko siebie.
Sydney Bridge sfotografowany z promu
Na scenie Opery w Sydney występowali bardzo znani i lubiani w drugiej połowie XX w artyści o światowej sławie, jak np. wyjątkowy Luciano Pavarotti czy Barbra Streisand, ale również śpiewała tam czeska piosenkarka, Helena Vondrackova.
Większość ludzi siedzi na świeżym powietrzu. To chyba tutaj wiosna przyszła?
Trzecią atrakcją nad zatoką jest starówka „The Rocks” ze starymi magazynami. Jeszcze jej dokładnie nie obejrzałam, więc opiszę innym razem. Dzisiaj byłam (pierwszy dzień w Sydney! po nocy spędzonej w autobusie!) w pięknym Ogrodzie Botanicznym, znajdującym się przy centralnym dworcu autobusowym i kolejowym, Circural Ouay. Pójdę tam jeszcze raz, bo czuję niedosyt doznań.
Godziny wejścia do Ogrodu Botanicznego i czego robić nie wolno
Po drodze do Circural Quay co chwilę zatrzymywało mnie coś niezwykle interesującego, że gdy w końcu tam dotarłam, robiło się już ciemno. Mam za to sporo zdjęć nocnych zrobionych nad zatoką. Było tak cudnie, że aparat bez przerwy pracował
Karmiący gołębie
Z zatoki Jackson do mojego hostelu jest daleko, chociaż głównie idzie się cały czas George Street, ale to bardzo długa ulica. Z powrotem do hostelu nie szłam już pieszo, lecz wsiadłam do autobusu nr. 374, jadącego do Central Station, przy którym mieszkam. Bilet kosztuje 2,40 $. Można kupić u kierowcy. Drogi, jak wszystko w Australii. (pierwszy dzień, o bezpłatnym autobusie nr.555 jeszcze nie wiedziałam).
Ogród Botaniczny mieści się w centrum miasta
W Circural Quay między Operą, a mostem znajduje się Centrum Biznesowe Sydney. To te wszystkie wieżowce widziane zawsze nad Zatoką Jackson, gdy pokazują Sydney np. w telewizji. Najwyższa budowla ma 260m wysokości, a wraz z iglicą, 309m i to jest „Sydney Tower".
Ulica Sydnej. Z lewej widać Menarę, ale jeszcze do niej nie doszłam.
Menara „Sydney Tower” ma na górze dwie kręcące się restauracje tak, że goście oglądają przez szyby panoramę miasta z każdej strony. Jest tam również platforma widokowa, ale nie ma tarasu. Panoramę miasta ogląda się przez szybę, jak z restauracji.
Przechodzi się tutaj na wprost i na skos. Nie mogę się do tego przyzwyczaić.
Jak wiemy, w czasie II wojny światowej, Japończycy napadli również na Australię. W nocy z 30 maja na 1 czerwca 1942r wysłali do zatoki w Sydney trzy miniaturowe łodzie podwodne, atakując Sydney Harbour. Chcieli storpedować stojące w porcie statki.
Są miejsca, gdzie każdy może wygłaszać publicznie co chce.
Na szczęście nie poczynili wielkich szkód, jak w amerykańskim Pearl Harbor z samolotami, ale trochę zamieszania wywołali. Zatopili prom, który służył w czasie wojny żołnierzom za koszary, pozbawiając życia 21 osób. Ostatecznie miniaturowe łodzie podwodne zostały skutecznie  zatopione wraz z ich dwuosobowymi japońskimi załogami.
Panie ulotkowe przed Town Hall
Sydney jest po prostu boskie! Trudno dojść ulicą do celu, ponieważ co parę kroków trzeba się zatrzymać dla podziwiania czegoś interesującego, zadziwiającego, fascynującego, pięknego. Jest przyjemnym i łatwym do zwiedzania miastem, swobodnie można samemu z mapką miasta trafić do każdej atrakcji, których tu jest bardzo wiele.
Tuż obok, pod katedrą protest w sprawie wydarzeń w Iranie i nie tylko
Sydney jest drogie, jak cała Australia. Dla turystów, oczywiście, Australijczycy odpowiednio tu zarabiają, więc nie narzekają. Jednak wiele rzeczy jest tutaj dla turystów tanie lub dostępne za darmo po prostu i to czyni miasto bardzo przyjaznym dla skromniejszych turystów.
Protestujący i solidaryzujący się
Zniżki, jeśli już są, to dla wszystkich, a nie tylko dla stałych mieszkańców, jak to było w innych odwiedzonych przeze mnie krajach. Co 10 minut jeździ darmowy autobus miejski przez najważniejszą część miasta. Nie trzeba korzystać z płatnego autobusu miejskiego, ani drogiego zazwyczaj,  turystycznego „Hop On Hop Off”.
Tutaj, w wolnym kraju mogą wyrażać swoje oburzenie i solidarność z ofiarami
Darmowy autobus nr.555 kursuje ruchem wahadłowym od portu Circular Quay (ze stanowiska C) przez bardzo długą George Street do Central Station, obok którego mieszkam. Zatrzymuje się na normalnych przystankach Bus stop.
Wstrząsające zdjęcie na wózku dziecięcym
Dla mnie to wyjątkowo korzystna sytuacja. Jeżdżę tylko tą bezpłatną linią, oszczędzając pieniądze na transport miejski i własne nogi. Wszystko, co najciekawsze mieści się wzdłuż tej trasy, lub po bokach w pobliżu. Praktycznie wszędzie dojeżdżam tym autobusem, wysiadając w odpowiednim miejscu.
W zbliżeniu wygląda to tak
Chcąc przepłynąć zatokę, żeby z bliska obejrzeć słynny most i operę, również mamy duży wybór łodzi, statków i promów. Bilety promowe i na kutry są drogie, ale można znaleźć tańszego przewoźnika. Ja znalazłam „Fast Ferry”.
Płyniemy do Manly
Już za 8,50 $ zawiezie nas do Manly, podmiejskiej miejscowości (a może jest to jeszcze dzielnica miasta?). W Manly jest pięknie, rozrywkowo i plażowo, ale są tam również ciche piękne zakątki, które warto obejrzeć.
Plaża w Manly. Pierwsze próby korzystania z plaży już są. A ja w dwóch polarach!
Kupiłam bilet do Manly, od razu w tą stronę i comeback, ogółem za 17 $. Powrotny ważny jest cały dzień, aż do ostatniego kursu. Z biletem dają rozpiskę z godzinami kursowania. Można być w Manly, jak długo się chce i wrócić na ląd z Fast Ferry w każdej dowolnej chwili. To bardzo dobre rozwiązanie dla niskobudżetowego turysty.
Wywieszka, że na plaży nie wolno pić alkoholu. Sporo zakazów w Australii. Niektóre pokażę.
Po drodze można dokładnie obejrzeć Operę Sydney z każdej strony i most również, ponieważ prom zatrzymuje się na chwilę, aby turyści mogli napstrykać sobie zdjęć, ile tylko chcą. A chcą, bo obiekty są naprawdę ciekawe i fotogeniczne.
Takie piękne domy są w Manly
Ciąg dalszy nastąpi w następnym poście. Jestem czasem upominana, aby posty były krótsze, a częściej się ukazywały. Spróbuję tak właśnie robić, ale nie wiem czy się uda, bo czasu jest na wszystko bardzo mało! A jak już się w końcu dorwę do laptopa, to chcę wszystko naraz przekazać i pokazać najciekawsze zdjęcia. Wtedy post się bardzo wydłuża.
Wiecie, jaką książkę czyta ten pan pod drzewem? podejrzałam. "Córka Stalina"
Ludzie żyją tu wolno, ja przeciwnie. Dni dla mnie  płyną za szybko i nie mogę z niczym zdążyć. Być może za wolno zwiedzam, pętam się po różnych kątach, zaglądam wszędzie, bo wszędzie dzieje się coś ciekawego. 

Gdzie ludzie mogą, tam legną. Życie płynie tu leniwie.
Sydney oszałamia ogromem i wieloma interesującymi miejscami. Myślę, że będę zmuszona przedłużyć tutaj pobyt, aby chociaż część z tego, co to cudowne miasto oferuje tutystom, obejrzeć. Jeszcze nie zdążyłam zameldować Remikowi, że jestem w jego mieście. Zaraz to zrobię.
Można tutaj zapisać się na naukę pływania wpław lub kajakiem
Można tu naprawdę wiele! cdn.