Patronat medialny



Miło mi poinformować, że moja wyprawa została objęta patronatem medialnym przez portal Link to Polnad www.linktopoland.com

poniedziałek, 23 marca 2015

Kambodża, koniec pobytu

Samotny Król Kambodży, Norodom Sihamoni
Żegnam się z Kambodżą. Obiecałam napisać co mi się w Kambodży podobało, a co zupełnie nie, podobnie jak pisałam to po pobycie w innych krajach. Mam kłopoty z wyraźnym wypunktowaniem tych odczuć w stosunku do Kambodży. Zamiast punktowania, odnotuję kilka refleksji.
W Kambodży jeździ się w dowolnym stylu
Już samo to, że poruszanie się turystów po Kambodży ogranicza się jedynie do kilku miejsc, Siem Reap (Angkor), Phnom Penh i Sihanouk Ville mówi samo za siebie. Kambodża jest uboga w atrakcje turystyczne, a te które są, napawają smutkiem.
Wejście na most. W Phom Penh nie ma tak dużo mostów, jak w Siem Reap.
Piękne, ogromne i wyniosłe miasto Angkor zostało opuszczone przez mieszkańców. Przez setki lat zapomniane przez Boga i ludzi popadało w ruinę. Zamiast ratować zabytki dla kultywowania własnej historii, poszczególne rządy zaniedbywały ten temat, a za dyktatorskich szaleńczych rządów Pol Pota, celowo je niszczono.
Widok z mostu na promenadę nadrzeczną, po drugiej stronie rzeki.
Po zakończeniu bandyckiej działalności Czerwonych Khmerów, nastąpił chaos, rozprężenie moralne społeczeństwa. Zabytkowe elementy z Angkor były rozkradane, wywożone, sprzedawane. Do Phnom Penh powrócili wysiedleni mieszkańcy, ale wraz z nimi przybyli inni, aby się tutaj osiedlić. Struktura społeczeństwa uległa zmianie.
Lepiej nie podchodzić blisko barierek, bo zobaczymy wysypiska śmieci
Większość inteligencji kambodżańskiej trafiła do Tuol Sleng, gdzie została zamęczona torturami i rozstrzelana na Polach Śmierci. Po uwolnieniu kraju od reżimu Pol Pota (przy znaczącej pomocy Wietnamczyków), Kambodża musiała jak gdyby wszystko zacząć od początku. Ale za co? Rząd postawił na obcy kapitał i rozwój turystyki.
Z mostu widać ten jeden wieżowiec, ale w budowie są już następne.
Obcy kapitał  szybko wykorzystał okazję i wszedł do Kambodży, znajdując tu bardzo tanią siłę roboczą. Powstały fabryki odzieży i obuwia, w których dużo kobiet kambodżańskich znalazło zatrudnienie. Odzież produkowana jest na export do Stanów Zjednoczonych i Europy. Warunki pracy w tych fabrykach urągają przyjętym ogólnie standardom.
Patrząc w dół, zobaczymy slumsy. To tutaj skupiła się bieda.
Chińczycy wykupili sporo gruntów w stolicy. Deweloperzy budują tam osiedla mieszkalne i centra handlowe. Wiele znanych na świecie banków otworzyło tu swoje filie. Pobudowano hotele znanych marek i dobre restauracje.
Teraz po przeciwnej stronie rzeki miasto się rozbudowuje
Turystyka jednak nie rozwija się tak szybko, jak należało się tego spodziewać. Drogi są w fatalnym stanie. Wiele ciekawych turystycznie miejsc, poza trzema wymienionymi miastami, jest niedostępna ze względu na brak bezpieczeństwa. Nie rozminowano jeszcze wszystkich miejsc po wojnie domowej. Częste bywają napady i kradzieże.
Dwukierunkowy most  Phnom Penh
Brak policji turystycznej, która by czuwała  nad bezpieczeństwem turystów i poważnie traktowała swoje obowiązki. Brak punktów informacji turystycznej, gdzie by można zdobyć informacje na temat ciekawych miejsc, dojazdu do nich, zakwaterowania, regionalnych wydarzeń kulturalnych. Brak folderów i map.
Rybak
Działają tylko agencje turystyczne propagujące miejsca, które one obsługują. Brak atrakcji miejskich. Turysta po powrocie ze zwiedzania lub z przejażdżki po Mekongu, nie ma za bardzo co ze sobą zrobić, poza siedzeniem przy piwie i przyglądaniem się zatkanej pojazdami i spalinami ulicy. Nie ma tu teatrów, wystaw, muzyki, tańców, parad, festiwali itp.
Chińczycy wykupili teren za mostem. Powstaną tu nowe osiedla i centra handlowe
Kambodża jest smutna. Kambodża jest brudna. Jadąc do Phnom Penh (do innych miast również), trzeba się przygotować na widok stosów śmierdzących śmieci na ulicach, leżących nawet przy nowoczesnych, szklanych budynkach.
Chiński sprzęt na rzece. Domy na palach dożywają swoich ostatnich dni.
Wysypiska śmieci zalegają również na skarpach rzecznych i na terenach zabudowań ludzkich. Nikt tutaj nie dba o środowisko ani własne otoczenie i nikt od nich nie wymaga tej dbałości. 
Nawet ta bieda jeździ na skuterach, bo przecież nikt tutaj pieszo nie chodzi.
Wszystko idzie na żywioł. Brak przepisów dotyczących ochrony środowiska oraz brak przepisów  regulujących ruch na ulicach miast.
Nie ma to, jak posiedzieć sobie z kolegami w cieniu drzewa i pograć w karty
Rząd nie dba o środowisko, to i społeczeństwo nie dba. Dla zysku wyrąbuje się tutaj całe połacie lasów, bez zachowania równowagi biologicznej. 
Mają tu również ładny, biało-błękitny meczet
Z ogromną łatwością sprzedaje się zagranicznym deweloperom grunty państwowe, na których mieszkają ludzie. Są oni potem eksmitowani do nikąd. Pomoc socjalna w tym kraju nie działa. Można liczyć tylko na pomoc rodziny lub organizacji charytatywnych.
Czyszczenie i suszenie sieci rybackich
Organizacje humanitarne i różne fundacje pomocowe oraz uczelnie i firmy z innych krajów, współpracują i pomagają w różny sposób Kambodży. Głównie wywodzą się one ze Stanów Zjednoczonych i Japonii, ale nie tylko. Pracuje tu sporo wolontariuszy z różnych krajów
Widok z mostu na rzekę i centrum miasta
Znana amerykańska aktorka, Angelina Jolie doznała wstrząsu, gdy w 2001r podczas kręcenia filmu „Lara Croft Tomb Raider” w Kambodży, na własne oczy zobaczyła, jak tutaj żyją ludzie. To od tego czasu datuje się jej zainteresowanie biednymi regionami świata i propagowaniu pomocy dla takich społeczności. Jej osobista pomoc liczona jest w mln.$.
Norton University
Ale to było 14 lat temu. Przez te lata wiele się w Kambodży zmieniło, lecz nie wszystko. Zmieniła się świadomość ludzi. Nie godzą się na wykorzystywanie przez pracodawców. Organizują strajki i przemarsze. Domagają się przestrzegania prawa pracy, uregulowania czasu pracy i godziwych zarobków. Prawa człowieka nadal są tutaj łamane.
Od frontu Uniwersytet wygląda korzystniej
Nie zmieniła się mentalność ludzi, podejście do życia. Brak tu pojęcia wspólnego dobra. Brak dbałości o otaczającą kraj przyrodę. Działa zasada, co poza moim progiem, mnie nie dotyczy, może być śmietnikiem i kanalizacją. Ulice, lasy, łąki, rzeki, to nie mój problem.
Wnętrze Uniwersytetu
Tak z pewnością myśli Kambodżanin wykopując za furtkę swojego domu styropianowy pojemnik po spożyciu obiadu, rzucający ze skutera za siebie plastikowy kubek po wypitym napoju, a czasem i szklaną butelkę, która tłucze się z trzaskiem i zagraża innym ludziom.
Kraj wygląda tak, jak miejsce bilbordów rządzących nim partii. Śmieciowo.
Tak myśli, wyrzucając reklamówki ze śmieciami do rzeki, pod drzewo lub na skarpę rzeczną. Dobrze, że nie w odwrotną stronę, za bramę pałacu, na królewski trawnik.
Myślałam, że to teatr, a to klub - restauracja
Odnoszę wrażenie, że Kambodżanie nie czują wspólnoty z otaczającą ich przyrodą, nie integrują się z nią, nie czują wspólnoty interesów, nie wierzą, że mogą wyczerpać się jej zasoby, a wtedy i oni zginą. Przecież gołym okiem widać ogromne ubytki lasów i że rzeki zamieniły się w ścieki kanalizacyjne. Dlaczego tutaj tolerują taki stan rzeczy?
Dworzec autobusowy. Można stąd jechać do Tajlandii i Wietnamu.
Kambodża rozbudowuje się, remontuje, naprawia. Kambodża się kształci. Być może niebawem będzie można odnotować zmiany na lepsze również w mentalności? Na razie ludzie cieszą się tutaj spokojem, poprawą sytuacji ekonomicznej, swoimi skuterami i komórkami, KFC, nowoczesnymi super marketami i pizzeriami.
W poczekalni.

Jak tym wszystkim się już nacieszą, to może szerzej i bardziej przytomnie spojrzą na własne otoczenie i zechcą żyć ładniej ? Generalnie, to bardzo sympatyczni ludzie.

sobota, 21 marca 2015

Co z tym bezpieczeństwem w podróży?

Nowoczesne budownictwo w Phnom Penh

Przeszłam się po Biurach Podróży w Phnom Penh, które pośredniczą w sprzedaży biletów lotniczych i kupiłam bilet do Kuala Lumpur w Malezji na 25 marca 2015r. W Travel Agency  mieli różne ceny biletów, chociaż wszystkie oferowały lot jedynie  Malesya Air i Air Asia.
Lepiej jednak oglądać je z góry lub z daleka, bo z bliska śmieci psują wrażenie.
Ceny wahają się od 63 $ do 210 $. Jedna z linii nie przewidywała możliwości zabrania z sobą bagażu głównego. To ja mam lecieć do Malezji, a bagaż mam zostawić w Kambodży? Śmiałam się z pomysłu przewoźnika, chociaż nie byłoby mi do śmiechu, gdybym ten bilet kupiła, nie dopytując o szczegóły. Sprzedawca  sam z siebie nie uprzedził mnie o tym. Trzeba być przytomnym i pytać, pytać, pytać.
Ostatecznie zdecydowałam się lecieć do Kuala Lumpur z Air Asia (!)
Zarówno samoloty Air Asia, jak i Malaysia  Airlines, to linie malezyjskich linii lotniczych. Obie linie straciły ostatnio na popularności ze względu na czarną serię wypadków w 2014r, ale nie zawiesiły działania. W marcu 2014r rozbił się Malaysia Airlines, którym z Kuala Lumpur do Pekinu leciało 239 pasażerów, obywateli 14 różnych krajów. W lipcu 2014r również  Malaysia Airlines rozbił się, tym razem nad Ukrainą. Zginęło wówczas 298 pasażerów. 
FCC, kultowe miejsce. Dawny Klub Korespondentów Zagranicznych.
Z kolei w grudniu 2014r uległ katastrofie  Air Asia  lecący z Indonezji do Singapuru ze 162 osobami na pokładzie. Mam nadzieję, że limit nieszczęść malezyjskich linii lotniczych został wyczerpany, bo ostatecznie zdecydowałam się na  lot z Air Asia. Za bilet zapłaciłam 87 $ i mogę z sobą zabrać bagaż główny 20 kg i bagaż podręczny.
Gdy różne zamieszki i wojny targały sąsiednimi krajami, korespondenci siedzieli tutaj i z Kambodży wysyłali w świat wiadomości.
Gdy już kupiłam bilet na lot do Kuala Lumpur z zamiarem przemieszczenia się po paru dniach na wyspę Borneo (Kuala Lumpur zwiedziłam dokładnie w 2009r), dowiedziałam się z facebooka, że Indonezja zniosła wizy dla Polaków na turystyczny pobyt do 30 dni. Bardzo mnie to ucieszyło, bo będę łatwiej mogła z Sarawak na Borneo przemieścić się na Kalimantan, indonezyjską część Borneo. Na dodatek te wizy są ponoć za darmo!
W korytarzach i salach sporo fotografii z 1975r. Brak pamiątek po samym klubie, a szkoda.Bywali tu korespondenci wojenni, pracownicy ONZ, organizacji pomocowych
Polka mieszkająca na stałe w Sydney  w Australii, z którą wymieniamy krótkie opinie na facebooku i polubienia, uświadomiła mi, że zniesienie wiz dla kilku krajów, w tym dla Polski, to polityczne pociągnięcie rządu indonezyjskiego aby zachęcić ludzi z innych rejonów świata do turystycznych przyjazdów, ponieważ tracą turystów australijskich. Dotychczas do Indonezji najwięcej turystów przyjeżdżało z Australii.
Intrygująca deklaracja na starej fotografii w FCC z lat 70-tych ub.wieku
Australia z Indonezją znajduje się teraz w dyplomatycznej wojnie z powodu skazania na śmierć przez sąd indonezyjski, przez rozstrzelanie, dwóch australijskich obywateli za przemyt narkotyków. Nikt nie neguje, że przemytnicy powinni być surowo karani, ale kara śmierci przez rozstrzelanie, to zbyt surowa kara, jak na standardy cywilizowanego świata XXI w, więc Australia wyraża swój sprzeciw i wzywa do turystycznego bojkotu Indonezji.
Nadal mieści się tu restauracja. Również hotel, a obok Bakery
Dwóch młodych Australijczyków przemycających narkotyki zatrzymano w 2005r, wtedy to była jakaś narkotykowa seria aresztowań na Bali. Więźniów dotychczas przetrzymywano w więzieniu Denpasar. Myślę, że w tym samym, zwanym Hotelem Kerobokan, gdzie osadzona była Chapelle Corby, o której kiedyś pisałam na blogu. Nawet podpisałam się swego czasu na internetowej liście-petycji o jej uwolnienie.
Okna FCC wychodzą dokładnie na rozwidlające się rzeki Tonle Sap i Mekong
Chapelle po 9-ciu latach zawieszono karę, ale do 2017r nie wolno jej opuścić wyspy. Znajduje się w domowym areszcie u swojej siostry na Bali, która zamieszkała tam na stałe.
Pomysłowe ostrzeżenie dla kierowców. W butelce znajdują się zmiażdżone w wypadkach rowery, skutery i auta. Szkoda, że nie mogłam podejść bliżej, żeby lepiej to pokazać. Oryginalna rzecz.
Tych dwóch Australijczyków, Andrew Chana i Myuran Sukumarana przetransportowano właśnie na Nusakambangan, wyspę straceń, gdzie skazańcy oczekują na wykonanie wyroku. Na stracenie  oczekuje tam już dwóch obcokrajowców, Brazylijczyk i Francuz. Tylko w styczniu tego roku  w Indonezji rozstrzelano za narkotyki pięciu cudzoziemców, po jednym z Brazylii, Nigerii, Malawi, Wietnamu i Holandii. Czy tych czterech też zostanie straconych?
Te narożne budynki są piękne
Chichot historii. Indonezja była kiedyś kolonią holenderską, ale teraz pozostała głucha na prośby dyplomatów holenderskich o ułaskawienie ich obywatela. Został rozstrzelany na wyspie straceń. Holandia odwołała z tego powodu swojego ambasadora w Indonezji. W indonezyjskich więzieniach ciągle jeszcze przebywa 134 skazanych za przemyt narkotyków. Wśród nich jest 38 obcokrajowców.
Wiele starych kolonialnych budynków ciągle czeka na remont
Moja sympatyczna znajoma z facebooka twierdzi, że to, co obecnie się dzieje w związku z tymi dwoma Australijczykami przeznaczonymi na śmierć, jest bardzo niebezpieczne dla Chapelle Corby (Ona również jest z Australii). Ja też tak myślę, bo Indonezyjczycy w ramach odwetu za tą całą dyplomatyczną awanturę, mogą jej odwiesić karę i ponownie umieścić w więzieniu, pokazując Australijczykom, kto tu rządzi.
Niektóre budynki są już w trakcie remontu
Ja  nie wiem, czy Schapelle by wytrzymała psychicznie powrót do Hotelu Karobokan. Ale polityka jest bezwzględna, a ludzie są tylko przestawianymi pionkami w tej grze. 
Ciekawe, czym nadziane są te papieroski sprzedawane zza skutera.
Fakt, że ludzie są zbyt ufni w swój osobisty los szczęścia i bardzo ryzykują przemycając narkotyki, bo przecież znają bezwzględność indonezyjskiego wymiaru sprawiedliwości w kwestii przemytu narkotyków (tak surowe prawo stosują jeszcze w Tajlandii i Singapurze).
Tak pusta ulica oznacza, że policja ją zamknęła. Będzie znowu szła jakaś manifestacja.
Sporo  czytałam na temat procesu Chapelle Corby, również książkę „Jeśli doczekam jutra”. Ja osobiście nie wierzę w winę Corby i uważam, że zmarnowali jej najlepsze lata młodości w tym okropnym więzieniu, ale różne są zdania na ten temat. 
Straż królewska siedziała na balustradzie. Gdy poprosiłam o zdjęcie, straż mi zapozowała.
Sama już nie wiem, ale latając do tego kraju, jak i innych w Azji Południowo-Wschodniej, zawsze pilnuję, aby zamknąć główny bagaż na kłódeczki i grubo go ofoliować. Radzę to robić każdemu bo przemytnicy nie mają litości nad losem nieświadomych turystów, których bagaż- we współpracy z bagażową obługą lotniskową- mogą wykorzystać do przemytu.
Takim statkiem można popłynąć na wycieczkę Mekongiem
Dzień niepokojących wiadomości się na tym nie zakończył. Jedna z podróżniczek blogująca i aktywna na facebooku zawiesiła na stronie mapkę, na której zaznaczono niebezpieczne dla turystów kraje. Ostrzeżenie dla kraju kolorem żółtym, dla części kraju, czerwonym. Nie podróżuj do tego kraju, kolorem bordo i opuść natychmiast ten kraj, kolorem czarnym. Malezja-Borneo zaznaczone jest kolorem żółtym, a Indonezja, czerwonym. I co teraz?
Prawda, że zabawny tuk-tuk ?
Niepokój podkręcają informacje o tragicznych wydarzeniach z środy 18 marca br w Tunezji. Zamach terrorystyczny na terenie Muzeum Bardo to dla mnie trochę dziwna sprawa. W odwiedzanych przeze mnie krajach, gdy wchodzę do Muzeów, już w bramie stoi straż, a zaraz przy wejściu trzeba poddać się kontroli i plecak, czy inną torbę zostawić w szatni lub zamknąć w specjalnej szafce. Przechodzi się przez specjalne bramki, jak na lotnisku.
Nad rzeką
Trochę mnie to nawet denerwowało bo muzeum to nie lotnisko ani siedziba rządu, ale okazuje się, że terroryści muzeum również mogą zaatakować. Z pokorą przyjmę następną kontrolę w muzeum każdego kraju. W przypadku Tunezji, dziwi mnie zaskoczenie obsługi i tak dużo ofiar, bo ci dwaj terroryści rzucali się przecież w oczy.
Suszenie makaronu na ulicy
Ubrani w wojskowe uniformy chodzili z dużym pakunkiem w te i we wte, a potem już jawnie z karabinami maszynowymi w ręku paradowali po terenie. Wcale nie byli zamaskowani, ale i tak nikt nie reagował. Ostrzelali Parlament, po czym wrócili do muzeum i dalej poruszali się swobodnie. Przez tyle czasu żadne służby nie mogły zareagować? Sparaliżowało ich?
Piękna stara architektura do remontu
Zawsze mówię, że opłacanie strażników dla ochrony to jakaś pomyłka. Nie znam takiej sytuacji, żeby ochrona obroniła przed bandytami sklep, bank, szkołę czy inny obiekt. Zawsze są zaskoczeni, albo sami padają ofiarą bandytów, którzy i tak zrobią, co zechcą.
To ja przed wejściem do klasztoru buddyjskiego
Czytając relacje naocznych świadków, można się po prostu załamać. Zaskoczona jestem ich dobrym osobistym samopoczuciem i brakiem instynktu samozachowawczego w reakcji na widok uzbrojonych bandytów, a nawet na oddawane strzały.
Na dziedzińcu Watu
Każdy z naocznych świadków myślał, że to koleżeńskie wygłupy lub coś w tym rodzaju i mówił, że terroryści wyglądali normalnie. Co to znaczy normalnie? Że nie mieli świńskich ryjów, tylko ludzkie twarze?, że z głowy nie wyrastały im diabelskie rogi? Idzie facet w moro z kałasznikowem w ręku i wygląda normalnie? Jak turysta? Jak miłośnik historycznych zbiorów muzealnych? Czytam te relacje i oczom nie wierzę.
Dary dla bóstw
Jeden z napastników miał brodę, a drugi był niski. Tyle tylko zapamiętali naoczni świadkowie. To dowód na to, jak nikłym zainteresowaniem darzymy innych ludzi, którzy znajdują się w polu naszego widzenia, nawet, gdy trzymają karabiny w rękach. Absolutna obojętność wobec otaczającej nas rzeczywistości. Wszyscy zapatrzeni w swoje komórki.
Ciekawa kompozycja w Muzeum Narodowym. To głowa z Angkor.
Faceci z karabinami maszynowymi atakują Parlament, gdzie straż bardziej przytomnie reaguje, ale pozwala im spokojnie przejść okrężną drogą i zaatakować muzeum? To po co wszyscy mają te cholerne komórki? Nie mogli uprzedzić pracowników muzeum, co się dzieje? Żeby zamknęli bramę, wezwali pomoc, naładowali broń? ukryli ludzi lub w jakikolwiek inny sposób przygotowali się na atak? albo wezwać natychmiastową pomoc policji i wskazać im, gdzie poszli ci szaleńcy?
Ten strażnik nawet nie widział, że robię mu zdjęcie. Broń odstawiona, komórka w ręku. Tak pilnują króla.Swobodnie można przejść z kałasznikowem w ręku.
Wszyscy mają komórki, ale godzinami gadają przez nie prywatnie o bzdurach, oglądają w nich bzdury w internecie, słuchają muzyki, wymieniają sms-y i zupełnie zapominają, że można je wykorzystać w sytuacji zagrożenia życia ludzi.
Przed jednym z królewskich budynków, miniatura Angkor Wat
Rycerze Państwa Islamskiego zabili 23 osoby w tym 20 obcokrajowców. Wielu ranili. Do dokonania takiej krwawej jatki potrzeba sporo czasu. Po jakim właściwie czasie nadeszła pomoc? nie mogę się o tym nigdzie doczytać.
Lubię zaciszne zakamarki na terenach watów
Tragedia, ale dla polskich polityków głównym tematem jest, co na gorąco powiedział Sikorski, jakie informacje podano mediom i kogo trzeba zdymisjonować za tą sytuację. Każdy powiedział co wiedział. Każdy przecież powtarzał informację, jaką sam otrzymał z Tunezji. Sytuacja ciągle była płynna. Ciągle jeszcze mogą być wprowadzane korekty.
Na dziedzińcu Muzeum błogi spokój, jak w Wacie
Dla polskich polityków nieważna jest sama tragedia, ale w jaki sposób można przy tej okazji utrącić przeciwnika politycznego. Tłumaczenie, że informacje o ilości ofiar strasznie przeżyły ich rodziny, to niezły chwyt medialny. Jakie rodziny? Przecież żadne nazwisko nie zostało wymienione i żadnej rodzinie nie wysłano imiennie powiadomienia o śmierci jej członka.
Piękne otoczenie Muzeum Narodowego
Bardziej by mnie interesowało stanowisko polityków wobec państwa islamskiego. Jakieś pomysły wspólnego działania z innymi krajami w celu ukrócenia działalności tego bandyckiego państwa. Rycerze Państwa Islamskiego pokazują, że do zabijania ludzi nie jest potrzebne wypowiedzenie wojny.
Kambodżański Przewodnik Turystyczny
Wystarczy wysyłać po dwóch, czterech swoich rycerzy, którzy w jednej akcji wymordują wszystkich w muzeum, w drugiej, wszystkich w szkole, w następnej, w parlamencie, w samolocie, na stadionie, itd. Cel osiągną taki sam. Ilość ofiar może być nawet większa, bo te ataki trwają całymi latami. Bez przerwy gdzieś na świecie giną ludzie z rąk terrorystów.
Ulica Phnom Penh
Obecnie stan w Tunezji jest taki, że 3 Polaków nie żyje i 10 jest rannych. Część rannych przywieziono już do kraju. Niech mnie tylko nikt nie atakuje, że podaję złe dane, bo od czasu mojego zapisu do chwili zamieszczenia postu na blogu, dane mogły się już zmienić.
Tak właśnie chodzimy, środkiem jezdni, bo na chodnikach dla ludzi miejsca brak.
Mapka, którą zobaczyłam i udostępniłam na facebooku pokazująca niebezpieczne kraje, przeraziła mnie o tyle, że uświadomiłam sobie, jak mały jest nasz świat. Jak mało jest krajów, do których można jechać i czuć się zupełnie bezpiecznie. Ta nasza cywilizacja, to jakaś porażka! napisałam na facebooku, tak mną ostatnie wydarzenia wstrząsnęły. Nigdy dotąd nie patrzyłam tak globalnie na Świat, jak obecnie.
Antyczna rzeźba w ogrodzie
Według mapki, tylko Ameryka Północna, Europa i Australia są jeszcze w miarę bezpieczne, chociaż i tam bywa różnie, jak wiemy. Ataki na szkoły, supermarkety i różne inne większe  skupiska ludzi w Stanach Zjednoczonych są przecież bardzo częste.
Ręczne pranie na ulicy
Krajów Ameryki Środkowej nie zaznaczono na mapce, jako niebezpiecznych, to dlaczego domy i sklepy są tam okratowane i przez kraty podaje się ludziom zakupiony towar? Podobnie jest w krajach Ameryki Południowej. Być może Australia jest ostatnim miejscem na tej planecie, gdzie można czuć się w miarę bezpiecznie. Odnotowuje się tam najmniej napadów terrorystycznych i bandyckich. No, może jeszcze Kanada.
W sklepach polska pasta do butów. Może to jakaś specjalna do klapek?.
Nie są to dobre wiadomości dla turystów, szczególnie tych podróżujących indywidualnie, ale póki co, nie zmieniam planów i 25 marca lecę do Kuala Lumpur samolotem Air Asia. Potem zobaczę, jak się sytuacja rozwinie. Z Polski doleci do mnie do Kuala Lumpur zaprzyjaźniona osoba, Gosia. Przedyskutujemy sytuację i postanowimy, co dalej.
Złoty ptak na placu za pałacem królewskim
Zebrałam tu różne zdjęcia, które chciałam pokazać, a nie zmieściły się w poprzednich postach i na tym kończę pobyt w Kambodży. Muszę pakować się do dalszej drogi. Następny post będzie już z Kuala Lumpur w Malezji. Liczę na cierpliwość moich wiernych czytelników.