Patronat medialny



Miło mi poinformować, że moja wyprawa została objęta patronatem medialnym przez portal Link to Polnad www.linktopoland.com

poniedziałek, 23 lutego 2015

Kambodża-Siem Reap-wizy


Internet „skacze” i częściej go nie ma, niż jest. Skacze też czcionka, nad czym nie mogę zapanować. Nie znam się na tym, więc będzie, jak jest. Mam spore zaległości w postach na blogu, nie będę więc przeciągać tego w czasie, bo w końcu jeszcze wszystko mi zniknie.

Przyjemna kawiarenka na piętrze i sklep jednocześnie
Nie jestem w stanie w Kambodży umieszczać na bieżąco opisów i zdjęć z odwiedzonych miejsc, nad czym bardzo boleję, ale nic nie mogę na to poradzić. Tak tu wszystko działa. Zdarzają się też też dni bez prądu i wody. Naprawdę, trzeba wykazać się stoickim spokojem wobec takich sytuacji, bo nic innego nie można tu zrobić. Można pisać w wordzie i czekać.

Odpoczynek cyklistów
Wizę mam ważną do 2 marca 2015r. Mogę ją przedłużyć za pośrednictwem każdego biura i każdej agencji podróży w Siem Reap, ale wiąże to się z oddaniem na 3-4 dni swojego paszportu w ręce nieznanych mi ludzi. Trudno zdecydować się na taki krok, ale chyba będę musiała to zrobić. 

Spokojna atmosfera buddyjskich klasztorów
Gdy pytałam na granicy o możliwość przedłużenia wizy w Siem Reap, powiedziano mi, że bez problemów będę to mogła w Siem Reap załatwić, ale nie dodano, że nie ma w mieście Office Imigration i mogę to uczynić jedynie za pośrednictwem tutejszych biur, bo sprawę wiz można załatwiać jedynie w stolicy w Phnom Penh.

Mnisi pojawiają się i znikają bezszelestnie
W związku z tą sytuacją być może wcześniej opuszczę Siem Reap, niż planowałam i sama pojadę do stolicy przedłużyć wizę, a może zrezygnuję z przedłużenia i wcześniej opuszczę Kambodżę, niż zamierzałam. Nie lubię tracić z oczu swojego paszportu.

ulubiona gra chłopców na całym świecie - piłka nożna
Z Siem Reap do Phnom Penh popłynę statkiem rzeką Mekong i jeziorem Tonle Sap. Tej przyjemności sobie z pewnością nie odmówię. Bilet kosztuje 35 $ i o dziwo! Kupując go w biurze Informacji Turystycznej,można zapłacić kartą! Za transakcję ściągają 3% opłaty, co wyniesie 1,05 $. Jakoś to przełknę.

Piękna, bardzo stara Pagoda
W Siem Reap rzadko można za coś zapłacić kartą. Nawet dosyć nowoczesny i duży Super Market nie umożliwia płacenia kartą za zakupy. Wszędzie tutaj wymagają cash! Dla mnie to utrudnienie, bo zmuszona jestem korzystać z bankomatów i nosić przy sobie gotówkę.

W zbliżeniu. Piękne okna i płaskorzeźy
Statek do Phnom Penh wypływa o 7.30 rano. Przed hotelem trzeba być o 7.00, skąd odbierze mnie busik i zawiezie do portu. Busik jest w cenie biletu. Rejs Mekongiem trwa 6 do 7 godzin. W Phnom Penh dobijemy do ferry Ravy Boat na Tonle Sap River, prawie w centrum miasta. Mam nadzieję znaleźć tam tani nocleg. Chociaż Dara twierdzi, że w Phnom Penh nic taniego nie ma.

Murów już nie ma, ale piękna rzeźbiona brama pozostała
Podróż do Phnom Penh statkiem to atrakcja sama w sobie. Rzeką Siem Reap wpływa się do pięknego jeziora Tonle Sap, które warto zobaczyć. Ciekawostką jest współpraca rzeki z jeziorem w okresie pory deszczowej. Jest to niespotykany i zadziwiający zabieg natury.

Rudy kot znalazł trochę cienia na drzemkę, pod masywnym brzuchem słonia
Otóż w okresie pory deszczowej, rzeka zmienia nagle kierunek i zaczyna płynąć w odwrotną stronę, wtłaczając do jeziora wezbraną w Mekongu z powodu silnych deszczów, wodę. Niesłychana sprawa! Gdy deszcze ustają, rzeka znowu zmienia kierunek i płynie sobie spokojnie  swoim korytem w dawną stronę.

Przewodnik opowiada historię tego starego budynku
Siła i pomysłowość natury, nie mają sobie równych. Dzięki temu zabiegowi jezioro systematycznie otrzymuje duży zapas wody. W związku z tym zjawiskiem raz jest  płytkie, a raz głębokie, ale zawsze obfituje w  ryby. 
Żona powierzyła stopy rybkom czyścicielkom, a mąż co robi? Czeka.
Mekong z kolei pozbywa się skutecznie nadmiaru wody. Niestety, nie na tyle, aby nie zalewać w czasie swojej gwałtownej działalności pól i terenów zamieszkałych przez ludzi. Ulewy w porze deszczowej są tu bowiem wyjątkowo gwałtowne i obfite, jakby w niebie  dolną klapę oceanu otworzyli.

Riele są bezwartościowe, ale bożków można nimi zadowolić
Bilet na taki rejs w Siem Reap można kupić niemal w każdym napotkanym biurze podróży, w hotelach oraz w agencjach turystycznych, jakich wiele w mieście. Ja zdecydowałam się go nabyć w Biurze Informacji Turystycznej, znajdującej się na rondzie, tuż przy wylocie z mojej ulicy. Z racji możliwości zapłacenia kartą.

Każde miejsce dobre, jak się ma partnera do gry. I obserwatorów.
Umówiłam się z panią na ten bilet, jak tylko ustalę datę opuszczenia Siem Reap. A to z kolei zależy od tego, czy powierzę przedłużenie wizy komuś tutaj, czy sama pojadę to zrobić, czy też zrezygnuję z przedłużenia pobytu w Kambodży. Wtedy szybciej będę musiała opuścić miasto, przed końcem ważności posiadanej wizy. Tak więc terminu wyjazdu sama jeszcze nie znam.

Biuro Inside Out Travel, któremu powierzyłam swój paszport na 4 dni
Dwa dni zajęło mi podjęcie decyzji. Ostatecznie zdecydowałam się zaryzykować i powierzyć swój paszport pracownicy Biura Turystycznego „Inside Out Travel”, na które się natknęłam zdążając na zwiedzanie Wat Bo. Biuro mieści się w bocznej uliczce Samdach Tepvong Street, naprzeciwko firmy lotniczej Air Asia, mającej swoją siedzibę przy Bo Street.

Urocza Sek Samana
Młoda general manager tego biura, Sek Samana, zdołała mnie przekonać do rozstania się ze swoim paszportem i oddania go  na trzy dni w obce ręce. Zapewniała, że nic złego nie może się stać, przecież wiele turystów w ten sposób przedłuża swoje wizy.Paszport jest dowożony osobiście przez pracownika-kuriera, a nie wysyłany pocztą.  Powiedziałam, że przyjdę do niej w poniedziałek i oddam ten paszport, mimo że zazwyczaj się z nim nigdy nie rozstaję, ale ten raz zaryzykuję.

Biuro linii lotniczych Air Asia
Zapewnienia o tym, że jeszcze nigdy żaden paszport nie został przez nich zagubiony (lub sprzedny przez kuriera np), to dla mnie żaden argument, ponieważ wiem, że pojęcie „nigdy” nie istnieje. Można nim się posługiwać  tylko do momentu, kiedy pierwszy raz to coś właśnie się zdarzy. Wtedy słowo „nigdy” zupełnie traci na znaczeniu, a ja zostaję z  problemem.

Odpoczynek na dziedzińcu Watu
Nie dałam jej tego paszportu od razu, ponieważ ustaliłyśmy, że skoro jest piątek, to paszport i tak do poniedziałku przeleży się w biurze. Więc niech lepiej spoczywa w moim plecaku. Wrócę do Samany w poniedziałek rano i powierzę jej swój  paszport. W drodze powrotnej wstąpiłam do zakładu i zrobiłam jego xero.

Chińskie lokale i hotele
Koszt przedłużenia w ten sposób wizy wynosi 55 $. Spora kwota, ale w innych krajach przedłużenie wizy też dużo kosztuje, nawet gdy się osobiście sprawę załatwia. Tutaj w kwocie mieści się również prowizja biura za pośredniczenie, dowóz i przywóz paszportu.

Na boisku szkolnym w przerwie między lekcjami
Na takim przedłużaniu wiz, budżet państwa zbija niezłe pieniądze, dlatego nie dają od razu wizy na trzy miesiące, tylko tak kapią po miesiącu, żeby pieniądze od turystów wyciągnąć. Nie przeskoczę tego tematu, a sama mogłabym nie zdążyć w terminie tego załatwić. Przestałam się już wściekać na coś, na co nie mam wpływu. Ostatnio wściekam się tylko na siebie, gdy jakąś głupotę popełniam. A zdarza się.

Dzieci nie są płochliwe, podchodzą do mnie i proszą o zdjęcie

Phnom Penh to nie jakaś ogromna metropolia, ale nim tam zajadę, znajdę odpowiedni hotel, odszukam Office Imigration, to sporo czasu minie. A gdyby się jeszcze okazało, że akurat tego dnia biuro jest nieczynne ? Tu ciągle jakieś holliday mają.Wolę zapłacić i mieć spokój.

W grupie pewniejsze siebie. Bardzo miłe dzieciaki.
Wizę przedłużam tylko o miesiąc. Myślę, że wystarczy na zwiedzenie Kambodży. Dara mówi, że Phnom Phen to niebezpieczne miasto. Zwiedzę najciekawsze miejsca i wyniosę się stamtąd do Preah Sihanuk, najszybciej, jak się da. Myślę, że autobusem, bo na odcinku  Phnom Phen – Sihanuk, Amerykanie pobudowali autostradę.

Na terenie ogrodzonej i pilnowanej przez strażnika szkoły mają do dyspozycji sklepy z jedzeniem i nie tylko
Zresztą nie planuję. Z doświadczenia wiem, że co wcześniej zaplanuję, to się potem zmienia. Lepiej podejmować decyzje na bieżąco, z dnia na dzień, w zależności, jak się sytuacja układa.Dla informacji podaję, że wizę  o te dwa przysługujące nam miesiące można przedłużyć za jednym zamachem, ale i tak trzeba podwójnie zapłacić. Za każdy miesiąc po prostu trzeba zapłacić. Takie ustalono warunki.

Po szkole mundurki idą na wieszak, a dzieci pomagają w pracy rodzicom
Nie mogę jednak odpuścić sobie Phnom Penh, ponieważ tam znajduje się dużo pięknych i zabytkowych miejsc. Khmerowie założyli to miasto w XIVw i przenieśli do niego stolicę z Angkor Thom.Phnom Penh nie jest zbyt dużym miastem, jak inne stolice świata. Myślę, że w dwa tygodnie obejrzę je wystarczająco. Mam też nadzieję, że lepiej będzie tam działał internet i na bieżąco będę mogła umieszczać posty i zdjęcia na blogu.
Pomagają w handlu, w garkuchniach, w polu. Tutaj, w łowieniu ryb
W drodze powrotnej z biura Samany, weszłam do Wat Bo, które znajduje się w pobliżu. Tam właściwie szłam z założenia, a do Samany  trafiłam przypadkiem.Od kilku dni myślałam nad tym, czy przedłużyć wizę, czy szybciej opuścić Kambodżę, dlatego gdy zobaczyłam to biuro, weszłam, poznałam Samanę, która  pomogła mi podjąć ostateczną decyzję.

Połów marny, rybki marne i chyba toksyczne z takiego bajora
Więc gdy wyszłam od niej, skierowałam się do Wat Bo. Nie jest to tak zadbany klasztor, jak Preh Promreah, a szkoda, bo ma piękną starą zabudowę, którą już teraz można rzadko gdzieś spotkać. Piękne płaskorzeźby nad oknami przedstawiają najczęściej sceny wojenne lub tancerki. To ulubione motywy spotykane w klasztorach buddyjskich.

Ciężkie życie rybaka i jego rodziny
W poniedziałek rano idąc do Samany, wstąpiłam po drodze ponownie do Biura Informacji Turystycznej na rondzie. Tym razem biuro obsługiwał chłopak o imieniu Summer. Pomyślałam sobie, że może lepiej, gdy powierzę ten paszport firmie państwowej. Może to bezpieczniej będzie? Jakieś obawy mną targały. No, i zapłacić tu można kartą.

Wypas krów przy drodze, to trochę łatwiesza praca. Można sobie posiedzieć w cieniu i poczytać książkę.
Biuro było otwarte, ale chwilę trwało nim dowołałam się pracownika, bo dosypiał noc w hamaku na zapleczu. W biurze bałagan, co się do ręki chce wziąć, to trzeba najpierw z kurzu sobie wytrzeć, a on śpi! Zaczęliśmy omwianie sprawy od początku, bo wówczas, gdy tu byłam, to obsługiwała mnie młoda dziewczyna.

Naprawdę sporo osób czyta tutaj książki w różnych miejscach, gdzie tylko się da.
Jak długo trzeba czekać na przywiezienie wizy?pytam, odp. tydzień. Jaki tydzień przecież mówiono  mi, że trzy dni! Summer pokazuje kalendarz, że jednego dnia jest święto Kambodży, a następnego Chiński Nowy Rok. To może jeszcze następnego jest święto Francji, a jeszcze potem polskie ostatki? zdenerwowałam się.

Klasa w przyklasztornej szkole
Summer zadzwonił gdzieś z komórki i powiedział ok, pracują tam w chińskie święto. No, to kiedy oddasz mi paszport z wizą? za pięć dni. Jakie  pięć, mówię, trzy dni wystarczy, żeby tą sprawę załatwić. Nie da się, mówi Summer, musi być pięć dni. Skapitulowałam. Zrób xero paszportu, mówię. Odpowiada, że muszę sama pójść do zakładu tu obok i zrobić sobie xero. Ok. Właściwie to mam już zrobione, ale nie przy sobie, a chciałam, żeby na tych xerkopiach Summer pokwitował mi odbiór paszportu.

Skrypt z naukami Buddy zostawiony na ławce
Wypisz kwit, mówię. Chcę wszystko mieć napisane, że wziąłeś mój paszport i że zapłaciłam należność. Czy naprawdę muszę Ci wszystko dyktować co masz robić, Summer? trzeba mieć zdjęcie, mówi. Po co? pytam, przecież nie paszport mi wyrabiasz, tylko wklejasz wizę. Zdjęcie musi być, upierał się Summer. Możesz donieść.

Bardzo dobra szkoła. Powstała w 2006r. Kształci się tu można 12 lat (podstawowa+średnia)dzieci uczą się po angielsku.
Ok, doniosę potem, bo mam w bagażu w hotelu. Pisz kwit. Wypisał,podpisał, ja podpisałam. Wyjęłam kartę i płacę. Summer przeciąga ją raz, nic. Drugi raz, nic. Co się dzieje, Summer?, pytam. Nie chcę, żebyś moją kartą tak długo manewrował. On mówi, że nie wie, ale nie chce się wyświetlić i znowu ją przeciąga. Tego już mi było za wiele. Dobrze, że nie zdążyłam pinu wpisać. Oddaj kartę, mówię i rezygnuję z Twoich usług.
Płaskorzeźby nad oknami
Wpieniłam się. Wszystko dokładnie sobie mówiliśmy, bo posługiwaliśmy się translate na komputerze. Tu nic u Ciebie nie działa Summer. Ty posprząaj najpierw biuro i wyczyść urządzenie do płacenia kartą, bo ono z brudu się zatkało i przestało działać! i oddaj mi kwit, bo tam mój podpis jest. Rany! jeszcze nikt tak nie maltretował mojej karty w czymś, co przypomina jakieś syfiaste plastikowe pudełko przyniesione z wysypiska śmieci!
Malowidła we wnętrzu przedstawiają Buddę
Summer tłumaczy, że nie wie co się stało, bo dotychczas wszystko działało. Ok, mówię, działało, tylko jak ja mam płacić, to nie działa. Trzy dni trzeba czekać, mówi się na początku, teraz do pięciu dni urosło, a może i tydzień trzeba będzie czekać. Xerokopiarki nie masz, zdjęcie nie wiadomo po co żądasz ode mnie. Kartą manipulujesz! mając dane karty, zdjęcie i moje podpisy można już coś z tego zrobić, prawda? Nie jest Twoje biuro wiarygodne dla mnie, przykro mi Summer, ale nie chcę już nic od Ciebie. Zabrałam kartę, kwit i wyszłam.
Są też malowidła z tancerzami
Państwowa firma! wściekałam się jeszcze na ulicy. W tej furri skierowałam się w stronę mostu, do Samany. U niej płaci się wprawdzie gotówką, ale w czystym biurze, spokojnie wypisała mi pokwitowanie, że zapłaciłam, że powierzyłam jej paszport, którego najważniejsze strony odbiła na biurowym xero i kazała przyjść w czwartek. Ponieważ było już popołudnie,  kurier pojedzie z paszportem do Phnom Penh następnego dnia rano.Żadnego zdjęcia nie wymagała.
Turyści u guru
Wyszłam od Samany i zaraz pożałowałam, że oddałam jej paszport. Pomyślałam, że te różne agencje turystyczne to rzeczywiście nie państwowy urząd i jutro na przykład tego biura może już nie być. Zdejmą tablicę z nad drzwi i szukaj wiatru w polu. Miałam złe przeczucia i w napięciu czekałam do czwartku. Może jestem przewrażliwiona, tłumaczyłm sobie chwilami. Przez tą niekompetencję urzędników nabawiłam się lęków. Niepokój jednak nie znikał, cały czas tlił się w podświadomości ponieważ nie miałam swojego paszportu w podręcznym plecaczku.
Złoty Budda w oczekiwaniu na głowę
W czwartek owszem, zastałam Samanę w biurze, ale paszportu nie było, a Samana nie była już taka radosna, jak w poprzednich dniach. Twoja firma jest niesłowna, Samana, powiedziałam. Tłumaczyła mi z kwaśną miną, że jest Chiński Nowy Rok i przez to opóźnienie. Ja nie jestem w Chinach, Samana, tylko w Kambodży. Nie sądzę, aby wasze urzędy zamykano w święta wszystkich narodów świata. Po wymianie z pomocą translate jeszcze kilku nieprzyjemnych zdań i telefonie wykonanym przez Samanę do kogoś tam w tej sprawie, powiedziała, że jutro, czyli w piątek, mam przyjść o g. 3.30 pm po paszport.
Budda w stanie roboczym
W piątek poszłam tam o wyznaczonej godzinie, ale biuro było zamknięte na cztery spusty i zaciągnięta na drzwiach blaszana roleta. No tak, tego się mogłam spodziewać. Właśnie to miałam na myśli obawiając się załatwiania spraw w tych różnych agencjach. Biuro było, biura nie ma i nikt z pewnością nic na ten temat nie będzie wiedział. Byłam na siebie wściekła, że powierzyłam firmie „Insaid Out Travel” załatwienie tej sprawy. Trzeba jednak było się trzymać tego syfiastego, flegmatycznego, ale państwowego biura Informacji Turystycznej, z jego niesprawnym sprzętem, leniwym personelem i zasyfionym, zacinającym się terminalem płatniczym. Byłoby przynajmniej gdzie interweniować. Państwowe biuro nie znika tak z dnia na dzień.
Przed murami klasztorów zawsze stoją wózki z jedzeniem i piciem
Co ja mam teraz zrobić? Żebym tak gdzieś tu Darę spotkała, może by mi coś doradził? Ale nie widziałam go odkąd skończyliśmy zwiedzać Angkor. Tyle różnych tuk-tuków mnie zaczepia codziennie, ale na Darę ani raz od tamtej pory się nie natknęłam. Z pewnością jeździ na trasach do lotniska i do Angkor, a nie po mieście. Jak już nic nie będę mogła sama załatwić bo w poniedziałek znowu biuro Samany będzie zamknięte, to napiszę do Dary e-maila. To jedyny człowiek tutaj, który coś mi może doradzić z czystej sympatii.
Zauważyłam, że policja wyłapuje tylko białych. Pewniejszy zysk z mandatów? za kiepskie motory z wypożyczalni?
Zdałam sobie sprawę, że po prostu tym razem podjęłam błędną decyzję i muszę ponieść tego konsekwencje. Siedziałam tam i gołym okiem było widać, że czuję się i wyglądam, jak ostatni dupek, co na własne życzenie dał się wymanewrować cwanym małym biznesmenkom w ubogim kraju. Dowodem tego, że wyglądam jak dupek, była kobieta siedząca z dzieckiem w progu  sąsiedniej bramy budynku. Zapytała z troską w głosie, czy mam jakiś problem?
Dwóch mnichów na motorze, to żadna rewelacja. Widziałam już czterech.
Tak, odpowiedziałam. To biuro jest zamknięte, chociaż miało być otwarte, a tam jest mój paszport, który dzisiaj miałam odebrać, ale go nie ma. Kobieta powiedziała, że ta firma od niej wynajmje lokal po czym wzięła swój telefon komórkowy i wykręciła numer do Samany, widoczny na tablicy informacyjnej nad wejściem. Powiedziała coś od siebie i wręczyła mi komórkę. Tak się nie robi, Samana, powiedziałam. Umówiłaś mnie na dzisiaj, a zamknęłaś biuro. Ja teraz już tylko chcę odzyskać swój paszport z wizą, lub bez niej. Jeśli mi go nie oddasz, zgłoszę sprawę na policję i do swojej ambasady w Phnom Penh.
W różnych miejscach w mieście ozdobą są rzeźby z Angkor. Być może wykonane w klasztornej fabryce antyków.
Samana powiedziała, że wysłała mi e-mail (wymieniłyśmy uprzednio swoje wizytówki) i tam wszystko wyjaśniła. To by było na tyle. Więcej nie było o czym gadać bez translate, a w prostych słowach swojej wściekłości nie wyrażę. Podziękowałam serdecznie kobiecie za pomoc. 
Pub Street
Wróciłam do hotelu, zniosłam laptop na dół do holu, bo przecież tutaj też dałam się oszukać, że internet będę miała w swoim pokoju, a nie mam, i otworzyłam pocztę. W tym samym czasie usłyszałam jakąś awanturę przy recepcji  z częstymi przerywnikami, kurwa! Kurwa mać! Kurwa zajebista! Oho, myślę sobie, Polacy przyjechali.
Rybacy
No i czego się tak pieklisz człowieku, odezwałam się do nich po polsku. Okazało się, że dwóch facetów przyjechało z Polski. Podróżują już ponad miesiąc, wjechali lądem od strony Tajlandii. Zabukowali sobie przez internet pokój w tym hotelu, a teraz się okazuje, że nie ma dla nich miejsca. 
Hotele wystroiły się na Chiński Nowy Rok. Po prawej: kiełbaski, ale nie jem, bo nie wiem, z czego mięso w nich jest
Pojechali tuk-tukiem szukać innego hotelu w mieście, ale nigdzie nie ma miejsc, bo to sezon i piątek, jakieś święto....chiński nowy rok, weszłam w słowo. No właśnie i dużo mieszkańców Kambodży i sąsiedniej Tajlandii zjechało do Siem Reap na weekend, aby zwiedzać ruinyAngkor. 
W moim hotelu wyjątkowo szczodrze ugoszczono Buddę na Nowy Rok
Otóż to. Ja już wiem, że najgorzej z hotelami jest w czasie weekendów, dlatego zawsze staram się zmieniać miejsca pobytu od poniedziałku do czwartku włącznie. Ale oni zabukowali wcześniej ten hotel, więc nie wiem co jest grane. Może ta rezerwacja nie doszła? Bo tu internet działa kiepsko, powiedziałam. Grzesiek, bo tak miał na imię wódz (zawsze, gdy w grupie jest więcej osób, niż jedna, musi  być wódz, ktoś grający pierwsze skrzypce. Gdy podróżowałam z córką po Meksyku, wodzem była Oliwia). 
Widzicie te dolary z boku? fałszywe, a jak prawdziwe. To budzi mój niepokój.Mogą nam takie wydawać na straganach.
Grzesiek wyjął swój laptop i nie przestając złorzeczyć, poprosił mnie o password, który mu przedyktowałam. Kontaktował się z firmą, w której rezerwował ten pokój, ale bez rezultatu. Tu nic, kurwa nie działa, wściekał się. Ja im kurwa pokażę! Odgrażał się. Długo tu jesteś? Zapytał mnie znienacka. Długo, odpowiedziałam. Nic im nie pokażesz, no bo co? Sam powiedz, co możesz im zrobić? Wszystkie pokoje wynajęli i jak nie ma, to nie ma, łagodziłam sytuację. Możesz się ewentualnie położyć w proteście na tej posadzce w holu i tu spać, ale ich to nie wzruszy, bo oni sami często tak śpią. Normalka. Jeszcze ściągną z ciebie dolary za miejsce na podłodze.
Hotelowe dziecko zabawia się samo, a tauś pod wentylatorem w hamaku z komórką
Grzesiek strasznie się pieklił. Jego kumpel nie wtrącał się. Najgorzej Grześka wkurzał nasz młody właściciel hotelu, który z uśmiechem rozkładał ręce, że nie ma pokoju, ani żadnego pomysłu, jak Grześkowi pomóc w tej sytuacji. I co się kurwa śmiejesz? jeszcze mi się tutaj śmiać, kurwa będziesz? Napierał na niego, aż tamten się cofał, nie pojmując o co Polakowi chodzi.
Rytualne palenie fałszywek. Część jednak zostaje niespalona w kieszeni człowieka. Po co?
To jest ta różnica w mentalności, w sposobie odbierania niepowodzeń i reagowania na nie. Jak sobie kurwa, dajesz radę w tym pieprzonym kraju? To znowu do mnie, retoryczne chyba pytanie. Daję sobie, odpowiedziałam, nic nie wspominając, że też właśnie mam problem, bo być może tak, jak on, za słabo znam zasady działania tutejszych biur i urzędów. Nie wspomniałam o paszporcie, bo nie lubię opowiadać o swoich kłopotach ludziom, którzy i tak w niczym mi nie mogą pomóc.
Trudno przejść obojętnie obok tak ładnie prezentujących się owoców
Grzesiek cały czas trzymał tuk-tukowca przy sobie i powiedział, że on teraz już ich za darmo będzie woził, bo przecież miał ich zawieźć do takiego hotelu, gdzie znajdą pokój, a jak pokoi nie ma, to trzeba jeździć aż do skutku. Będzie więc teraz woził ich za darmo, aż jakiś pokój się znajdzie, a oni mu za kurs zapłacą uzgodnioną cenę, za którą tu miał ich przywieźć, gdzie mieli pokój zabukowany. 
Mój obiad
Chudziutki, niepozorny tuk-tukowiec przyglądał nam się i nic nie rozumiał. Na szczęście. Objechali inne hotele, miejsc nie ma, więc wrócili tutaj, ciągnął Grzesiek, bo tutaj im się kurwa, to miejsce należy. Tuk-tukowiec  niepewnie się uśmiechał, podobnie jak właściciel hotelu, bo i tak nie rozumiał, co Grzesiek mi opowiada. A ja bardzo się zdziwiłam, że tego biednego, maleńkiego drivera tuk-tuka wybrał sobie za ofiarę, na którym skupia swoją złość. 
W sklepie papierniczym sprzedają flagi różnych państw. Widzicie polskie? Są tutaj.
Bo niby dlaczego ma on wozić dwa grube wypasione polskie dupska za darmo po Sim Reap? Chyba driver tuk-tuka nie może odpowiadać za brak wolnych miejsc w hotelach czy za nieskuteczną rezerwację? Albo za niesprawny internet? Straciłam zainteresowanie sprawą, usiadłam przy biurku, twarzą do okna i włączyłam laptop. W mojej poczcie rzeczywiście był e-mail od Samany o treści:
W cukierni i lodziarni. Można też tutaj kupić świeżą bagietkę.
Dear Mrs Zofia Malecka
Warmest greeting from IN & OUT Trvael - Siem Reap Office. I hope you doing fine. I am apologies for passport late. I try to check with embassy in Phnom Penh. All passport not yet issue, even your passport. So not only your passport lating, another people also late. 
Because of Chinese New Year the most of people in Phnom Penh, their got holiday. Now I am still waiting information from Phnom Penh. This evening I will check whit office in Phnom Penh again and again. If today all passport can issue from embassy in Phnom Penh. I will email you again. When your passport in Siem Reap, Ms NiTa will contact by email to get your passport. I need to complet some work in Phnom Penh from 20th - 25th February 2015. 
I understood your feeling. You feel up set with us because of lating. But we do it under government also.
I'm feel so sorry.
Best Regards, 
Samana-Sek-{Ms}
Branch Manager
Zaszalałam i kupiłam coś takiego z alkoholem i bitą śmietaną
Trochę mnie to uspokoiło, chociaż już wiedziałąm, że w chińskie święto urzędy w stolicy pracują normalnie i ambasady też, bo przecież Summer dzwonił tam przy mnie i się dowiadywał. Ale nie miałam wyjścia. Musiałam to tłumaczenie przyjąć. Odpisałam jej w prostych słowach tak, żeby łatwo sobie na translate przetłumaczyła:
Sklep z pamiątkami
Witaj-Samana,
ja chcę zrozumieć pewne problemy  IO Travel z załatwieniem mojej wizy, ale gdy się ze mną umawiasz  na dzisiaj na g.3.30 pm, to nie powinnaś zamykać biura,  tylko na mnie tam czekać i-dać-mi-informacje-dlaczego-tej-wizy-nie-możesz-załatwić. Ja się wstrzymam do poniedziałku ze zgłoszeniem tej sprawy do policji i mojej ambasady w Phnom Penh, ale gdy w poniedziałek będziesz znów miała biuro zamknięte i nie oddasz  mi paszportu,-będę-musiała-to-zgłosić.
pozdrawiam, Zofia M
Instytut Francuski. Sporo ludzi tu przychodzi.
W sobotę wieczorem znalazłam w swojej poczcie znowu e-mail na temat mojego paszportu, ale już z innej firmy:
Instytut Francuski prowadzi różne zajęcia i naukę języków obcych
Dear Madam,
Good afternoon to you !!!
I would like to inform to you for your passport now it’s finish and in my office so you can come to take it in any time.
My company address : #15A, Mondul 1 village, Sangkat Svaydongkum, Siem Reap.
Phone number : 077 502 522
Please kindly let me know if have any problem, feel free for your contact.
Should you need further information please feel free to contact with me, I am more than happy to assist you with my best.
With Best Regard,
Ms. HOR NITA
Na końcu widniało logo „Diamond Elephant Travel”
Zaproszenie do tuk-tuka
Odetchnęłam z ulgą, chociaż wiem, że spokój odzyskam dopiero w chwili, gdy będę paszport miała w swoim ręku. Widocznie za pośrednictwem tej firmy wożą paszporty do Phon Penh, pomyślałam sobie i postanowiłam zaraz rano następnego dnia (niedziela) tam pójść, bo teraz było już zbyt późno. Jak pomyślałam, tak zrobiłam. Spisałam do notatnika treść maila, adres, telefon i nazwę biura.
Ulica w Siem Reap
Chodzę po mieście i szukam ulicy, bo przecież tu rzadko która ulica posiada tablicę z nazwą. Pokazuję policjantowi, on nie wie, gdzie taka ulica. Może zna firmę? Nie, nie zna. Pytam przy dużym hotelu o ulicę, bez rezultatu. Może tą firmę turystyczną znają? Przecież zamawiają w różnych takich firmach wycieczki dla swoich gości? Nie, nie znają. Uprzejma recepcjonistka dzwoni nawet na spisany przeze mnie numer telefonu, ale numer jest zajęty.
Podarunki na Chiński Nowy Rok w banku. To chyba całe prosię?
Skierowałam się za rzekę, w stronę Air Asia i biura Samany, może to tam gdzieś po sąsiedzku ta firma urzęduje? Biuro Samany nadal zamknięte na żaluzję. Na ulicy, jak zwykle słyszę wciąż za plecami: tuk-tuk, madame? Zatrzymuję się, ok, powiedz mi gdzie jest taka ulica, to skorzystam z Twojego tuk-tuka. On nie wie, a biuro Diamond Elephant Travel? Nie wie. To gdzie chcesz mnie wieźć, jak nie wiesz gdzie są  miejsca, do których chcę jechać? Podchodzi sąsiedni rikszarz, ale też nie wie nic ani o takiej ulicy, ani o takim biurze turystycznym. Zaczynam kipieć.
Nad rzeką
I w tym momencie słyszę za plecami, Good morning, Sofia! Jak spod ziemi wyrósł przede mną Dara. Dara! Z nieba mi spadłeś! O rany! to chyba mój Anioł Stróż Cię tu sprowadza! Jak nigdy, potrzebuję Twojej pomocy! To wchodź do rikszy, Sofia, Dara na to wesoło. Usiadłam i podałam mu zeszyt. Dara przeczytał maile, adresy, telefon. Zadzwonił tu, zadzwonił tam i jedziemy. Po drodze jeszcze coś telefonicznie z kimś ustalał, zawracaliśmy raz, drugi raz, wjechaliśmy w boczne uliczki za nocnym marketem i bingo!
To wiszą pieczone kaczki! a na tacach leżą ogromne ozory!
„Diamond Elephant Travel” głosi tablica. Za szybą widać kilku pracowników. Dara wszedł ze mną, żeby w swoim języku rozmówić się z pracownikami, bo mu w czasie jazdy wszystko dokładnie i po kolei opowiedziałam, jak to z tym moim paszportem było. Chcieli ode mnie jakiś dokument, że to ja. Jaki? Pytam, jak paszportu nie mam?
Rower zrobiony ręcznie z bambusa
Ale szybko przypomniałam sobie o xero i podałam je, oraz pokazałam e-mail od pracownika ich biura, Ms.Hor Nita. Aaa! Nita! Ok! i zaraz sprawa się wyjaśniła. Z daleka już widziałam, że jeden z facetów, stojący pod oknem, trzyma mój paszport w ręku, przeglądając go. To dopiero mnie uspokoiło na dobre. Jest tutaj! Ale jestem panikara!
Autokar z chińską wycieczką
Oddali mi paszport, nawet nie kazali nigdzie kwitować, ani nie zabrali kwitu, jaki od Samany dostałam i który też im podałam. Wszystkie papiery oddali mi razem z paszportem. Gdy wyszliśmy z biura, wyściskałam Darę. Jesteś good friend, Dara, very, very thank you! Nie poradziłabym sobie bez Ciebie. Ci Twoi koledzy po fachu nie znają miasta! już myślałam, że to jakaś zmyślona firma!
Na Market Street
Pogadaliśmy jeszcze chwilę przy tuk-tuku, pytał o dalsze plany, kiedy opuszczam Siem Reap itp. Zapłaciłam mu za kurs, dokładając coś extra za czynności wykraczające ponad obowiązki drivera ( za mało, zdecydowanie za mało, ale tyle tylko miałam przy sobie, a takich łachów w rielach nie chciłam mu dawać, bo banknotów garść, a wartość nawet jednego dolara nie miała). Ciepło się pożegnaliśmy.
Stali mieszkańcy prawie zawsze w maskach. Turyści rzadko.
Jak to dobrze mieć kogoś takiego w obcym miejscu, do kogo w razie co, można się z kłopotem zwrócić. Szczególnie, jak podróżuje się samotnie, nie znając języka i nawet nie mając z kim po polsku sobie pewnych problemów przedyskutować. Bo na przykład z takim Grześkiem, kurwa, to o niczym normalnie pogadać nie można.
Dara
Dara, to super tuk-tukowiec. Zawiezie w ciekawe miejsca, pomoże w różnych sytuacjach, solidny gość. Namiary: tel. +855 12 868 735, e-mail: angkor_dara@yahoo.com Polecam go turystom przybywającym do Siem Reap. Natomiast nie polecam hotelu "I Win Villa Guest House", w którym nocowałam w Siem Reap, bo bym jeszcze komuś krzywdę wyrządziła.
Czas ruszyć do Phnom Penh
Na szczęście tanich hoteli w miasteczku jest dużo, tańszych nawet i czyściejszych od tego i w lepszym położeniu się znajdujących, więc kłopotu z noclegami nie ma. Więcej o I Win Villa będzie w poście podsumowującym pobyt w Kambodży nt. co mi się tutaj podobało, a co absolutnie nie.