Patronat medialny



Miło mi poinformować, że moja wyprawa została objęta patronatem medialnym przez portal Link to Polnad www.linktopoland.com

piątek, 30 stycznia 2015

Tajlandia - Isla Ko Lan

Widok na bulwar Pattaya z góry
Za dwa dni opuszczam rozrywkowe tajlandzkie miasteczko Pattaya i lecę do Siem Reap w Kambodży. Z relacji podróżników wynika, że mogę mieć tam utrudniony dostęp do internetu. Istnieje więc zagrożenie, że nie będę mogła przez jakiś czas umieszczać postów i zdjęć na blogu.
W porcie
Będę jednak pisała i fotografowała, a przy nadarzającej się okazji podłączę swój laptop do Wi-Fi i przerzucę materiał na blog. Piszę o tym, aby moi najbliżsi i przyjaciele nie martwili się o mnie, gdy przez jakiś czas nie będę dawała znaku życia na blogu i na facebooku. Ale może nie będzie tak źle?
Płyniemy na Ko Lan
Być może sytuacja w Kambodży zmieniła się od tamtego czasu na lepsze pod względem internetowego komunikowania się. Świat zmienia się w bardzo szybkim tempie. Zobaczymy, ale w razie czego, uprzedzam, że mogę na jakiś czas zamilknąć.
Ruch w zatoce duży
Wczoraj popłynęłam małym stateczkiem na wyspę Ko Lan (Jedni piszą tak, inni Koh Larn, jeszcze inni Ko Laan. Zauważyłam w Tajlandii zupełną dowolność w pisowni nazw). Bardzo przyjemna i przewiewna podróż po Zatoce Tajlandzkiej. Koszt biletu w jedną stronę 30 bath.
Wyspa na horyzoncie! Wyspę widzę!
W Ko Lan plaża  ma bardzo miałki i prawie biały piasek, a woda jest tak czysta, że widać każdy kamyk, każdą małą rybkę pływającą przy dnie. Sporo turystów płynie tam już rano, aby właśnie na tej plaży opalać się i kąpać. 
Przeszłam na dziób statku
Ostatni rejs powrotny do Pattaya jest o g.17.00, a gdy ktoś chce dłużej pobyć na wyspie, musi umówić się na kurs z którymś z właścicieli motorówki, których sporo pływa na tej trasie. Oczywiście, to już droższa opcja.
Niestety, to jeszcze nie nasza wyspa. Płyniemy dalej.
Na Ko Lan znajduje się bardzo wysoka góra, na szczycie której stoi Wat. Na drugim szczycie stoi ogromna figura Buddy chyba, tak mi to z daleka wygląda. Gdy motocykle i skutery podjeżdżały pod tą górę, miałam obawy, że przewrócą się do tyłu, tak stromy jest pierwszy podjazd, na szczęście porządnie utwardzony kostką brukową.
To już Ko Lan. Dobijamy do brzegu.
Kierowcy motorów i skuterów proponują podwiezienie na górę do Watu za 300 bath. Nie wiem, czy można coś utargować, ponieważ nie interesował mnie wjazd na górę. 300 bath z pewnością bym nie zapłaciła, bo jak to się ma do przypłynięcia statkiem z lądu na wyspę za 30 bath? Pod tą górę można spokojnie podejść pieszo.
Stawiamy stopę na lądzie
Wzdłuż plaży na Ko Lan pobudowano ciąg betonowych boksów na sklepy i restauracje. Bardzo to psuje wygląd i atmosferę wyspy. Jeszcze nie wszystkie boksy są zagospodarowane, ale w większości urzędują już handlarze.
Można iść w tą stronę wyspy
Najwięcej jest stoisk z ciuchami, wśród których nie ma nic atrakcyjnego, ani specyficznego dla danego regionu. Tak samo jest w Pattaya. Stoisko przy stoisku, a w każdym dosłownie to samo. Nie ma wyboru. Na dodatek wszystko jest w małych rozmiarach. Dla dużych nie ma nic.
Lub w przeciwną, na ogólną plażę
Ceny na Ko Lan są jeszcze raz tak wysokie, jak na lądzie, a niektóre produkty żywnościowe nawet trzy razy droższe. Pospolita potrawa, rice and chicken, kosztuje w Pattaya od 35 do 60 bath, na wyspie zaczyna się od 120 bth. 
Na łódce wszyscy mają głowę między kolanami. Modlą się? czy ćwiczą?
Mała woda mineralna w seven-eleven to wydatek 7 bath, na wyspie 20 bath. Sklepów seven-eleven na wyspie jeszcze nie ma, ale myślę, że to kwestia czasu. Nie kupiłam nic, a gorącą kolację zjadłam już na lądzie, w pobliżu mojej Soi 3.
Plażowicze
Najciekawsza z tej wycieczki była dla mnie sama podróż statkiem po Zatoce Tajlandzkiej. Mijaliśmy kilka innych wysp po bokach, a wokół statku szalały motorówki i paralotniarze. Dostojnie mijały nas kolorowe kutry rybackie, na których rybacy przygotowywali do pracy niebieskie sieci na ryby.
Łodzie rybackie
W Pattaya, wzdłuż wybrzeża jeżdżą songthaew, czyli popularne w Tajlandii pick-upy z ławeczkami po bokach na otwartej tylniej skrzyni, nieraz zadaszonej plandeką. Trzeba wcześniej dowiedzieć się ile kosztuje przejazd tym pick-upem.
Droga na górę. Na zdjęciu nie wygląda tak stromo.Aparat spłaszcza?
Dla turystów, jak zwykle podają bardzo zawyżoną cenę. Gdy pierwszego dnia pobytu zapytałam kierowcę o cenę, bez mrugnięcia okiem powiedział 20 bath. Podziękowałam, bo jeszcze nigdzie się nie wybierałam, chciałam tylko wiedzieć. 
Mapa wyspy Ko Lan
Innego dnia znowu zatrzymałam pick-up, chcąc jechać na drugi koniec zatoki do portu i na Walking Street. Zapytałam kierowcę o cenę. 20 bath, odpowiedział. Wsiadłam i zapytałam siedzącej obok Tajki o koszt przejazdu wysupłując z portfela bathy. 
Grilowanie owoców morza
Powiedziała, że 10 bath , zawsze, bez różnicy, gdzie się wysiada. Przygotowałam więc 10 bath. Gdy wysiadłam i płaciłam kierowcy, powiedziałam, że to nie jest ok, że chciał policzyć mi podwójnie. Zaśmiał się bez cienia zażenowania, ale przyjął 10 bath bez dodatkowych uwag.
Smakołyki wyspiarskie
Trochę mi głupio, że ludzie tak wszędzie oszukują i cały czas trzeba być bardzo skupionym na tym, aby nie dać się okraść ani oszukać. To trochę psuje radość z podróżowania i hamuje szczerość i spontaniczność w kontaktach z mieszkańcami odwiedzanych miejsc. Moja ufność w ludzi zmalała.
Życie wyspy toczy się na plaży
Tymczasem stacja telewizyjna Aljazeera pokazuje, że na szczycie CELAC (Wspólnota Krajów Ameryki Łacińskiej i Karaibów) odbywającym się w San Jose w Kostaryce, Raul Castro powiedział, że aby doszło do wznowienia stosunków dyplomatycznych ze Stanami Zjednoczonymi, Prezydent Obama musiałby zwrócić Kubie teren bazy wojskowej Guantanamo, znieść embargo handlowe i wypłacić odszkodowanie za straty, jakie Kuba poniosła z tego tytułu.
Pachnie interesująco
Ta wypowiedź ostudziła trochę mój entuzjazm z powodu dokonujących się zmian na lepsze na Kubie, jaki zagościł w moim umyśle po niedawnej wypowiedzi Baracka Obamy o wznowieniu stosunków dyplomatycznych i handlowych z Kubą.
Ciąg handlowy wzdłuż plaży na Ko Lan
Myślałam, że sytuacja Kubańczyków wreszcie wyjdzie z marazmu, gospodarka się ruszy, będzie jedna waluta i towary w sklepach, wynalazki XX i XXI w staną się dla nich dostępne, na wyspę wejdzie obcy kapitał i biznesmeni (myślę, że Chińczycy już tam są), wróci wolność słowa i przemieszczania się ludzi po wyspie oraz za granicę, rozkręci się turystyka, jednym słowem, Kuba stanie się wolna!
Plaża na Ko Lan
Jestem pewna tylko tego, że na Kubę wejdą niebawem firmy telekomunikacyjne, głównie telefonia komórkowa. Komórki bowiem posiada już cały świat. Jeżeli dotrzesz na bezludną wyspę, wśród śmieci z pewnością znajdziesz telefon komórkowy.
Budują tu domki dla turystów. Świeżutkie i już zasiedlone.
Nie ma już bowiem miejsca na Ziemi, przez które nie przeszedłby człowiek, zostawiając za sobą trudno rozkładające się śmieci. A jeżeli na jakąś bezludną wyspę trafił chociaż jeden człowiek, z pewnością posiadał telefon komórkowy. Bardzo bym chciała, aby ktoś z podróżników wskazał mi miejsce na Ziemi, gdzie ludzie nie znają jeszcze i nie posiadają telefonu komórkowego.
Obok plaży dyżurują lekarze
Z drugiej zaś strony, dobre i to na początek. Jeżeli Kubańczycy będą mieli w powszechnym użyciu telefony komórkowe, a nie tylko sporadycznie oraz wolny dostęp do internetu, nie tylko zobaczą, że Świat żyje już zupełnie na innym poziomie, ale będą mogli w razie potrzeby łatwiej się skrzyknąć, a stanowiąc siłę społeczną, wymuszą dalsze zmiany.
Buddyjskie kapliczki, obowiązkowo muszą być
Któregoś dnia Kuba przebudzi się z leniwego półsnu, ruszy się ze swoich ławeczek, leżaków i hamaków, zgasi cygara i zacznie żyć intensywnie. To piękny kraj. Mieszkańcy wejdą w biznes turystyczny, pobudują hostele, guesthousy, bary, sklepy i zaczną zarabiać pieniądze, a turyści nie będą musieli ograniczać się do wyznaczonych miejsc pobytu, tylko ruszą w interior i będą zwiedzać to, co zechcą.
O różnej architekturze, ale wszystkie zadbane i ładne
Wolna Kuba ma szansę stać się hitem turystycznym na skalę światową! Mam nadzieję, że nie zniszczą starej architektury, zastępując ją drapaczami chmur, lecz odnowią stare, kolorowe domy, nowe dzielnice budując na obrzeżach miast. Amerykańskie auta z lat 50-tych powinni zostawić, jako atrakcję!
Jedzenia dużo, ale ceny wyższe, niż na lądzie
Myślę, że Barack Obama pozbędzie się kontrowersyjnego i cieszącego się w świecie złą opinią Guantanamo i zniesie embargo handlowe, ale sprawa odszkodowań za politykę Stanów Zjednoczonych wobec Kuby, stosowaną od 1961r, to raczej nierealne żądanie. Raul na międzynarodowej arenie politycznej chce pokazać, jaki z niego twardy gracz, ale z pewnością z czasem poluzuje.
Suszone ryby i skorupiaki
Przyglądając się, jak Świat gna ku samounicestwieniu (Syria, Jemen, Palestyna, Irak, Iran, Nigeria, Ukraina i jeszcze kilka innych), Kuba może z czasem okazać się rajem na ziemi, zarówno dla inwestorów, jak i turystycznie. Niechby tylko bracia Castro chcieli pozytywnie zapisać się w historii i przekształcić Kubę w wolny kraj, rozwijający się zgodnie z trendami XXI wieku. 
Sklepy z pamiątkami
To kraj nieskażony nowoczesnością, ani w dobrym, ani w złym tego słowa znaczeniu, bo po prostu nie ma tam nic. Jak nie ma nic, to znaczy, że może być wszystko.
Kolorowo, parasolowo i kwiatowo.
Kuba ma wspaniałych i zdolnych ludzi, którzy otrzymawszy wolność, mogą stworzyć wszystko od samych podstaw. Wszystko bowiem zależy od ludzi. Podobno jest to kraj mający najwięcej lekarzy (i to bardzo dobrych!) przypadających na jednego mieszkańca. Ludzie z innych krajów jeżdżą na Kubę, się leczyć! Kto by pomyślał? 
Plaża na Ko Lan
Fajnie byłoby jeździć na Kubę i swobodnie zwiedzać ten piękny kraj, bez czujnych rządowych obserwatorów. Móc spotykać się ze zwykłymi mieszkańcami miast i wsi, odwiedzać ich domy bez narażania ich na nieprzyjemności lub kary.
Za toaletę trzeba zapłacić 40 bath! to odrębny biznes na wyspie.
Rozpisałam się o Kubie, bo minęłam ją w swojej podróży po Ameryce Środkowej i Północnej. Cały czas o Kubie myślałam, a jednak nie zdołałam zrealizować tego marzenia. Najpierw poleciałam do Nowego Orleanu, bo słyszałam, że gdy Amerykanie zobaczą w paszporcie, że byłam na Kubie, to mnie do siebie nie wpuszczą. (Ale to chyba bujda?)
Powrót do przystani
A potem niespodziewanie dla siebie samej zaczęłam Amerykę przemierzać w szerz, odkładając Kubę na później. Jak już nastąpiło to później, nabrałam apetytu na spędzenie Świąt Bożego Narodzenia z rodziną w swoim kraju. No i tak to poszło. 
Jedzenie można kupić dosłownie wszędzie
Kuba jednak nadal mnie nęci i kręci i to nie z tego względu, jak piszą niektórzy co już tam byli, że trzeba się spieszyć, bo takiej komuny, to nawet my, Polacy nie widzieliśmy. Nie jest dla mnie atrakcją oglądanie udręczonych ludzi. Gdy tam pojadę i zobaczę szczęśliwych, wyzwolonych z ucisku Kubańczyków, będzie mi o wiele przyjemniej. 
Wracamy
Kuba z pewnością pozostanie kolorowa, roztańczona salsą, popijająca rum z cygarem w ręku. Myślę, że wolni Kubańczycy będą bardziej weseli i rozbawieni, niż są obecnie. Przede wszystkim będą bardziej wyluzowani i naturalni, bo nie będą już musieli obawiać się o swoje bezpieczeństwo. Czego im z całego serca życzę!
Pattaya in love!
Następny post już z Kambodży, jak wszystko dobrze pójdzie :)









czwartek, 29 stycznia 2015

Tajlandia, koniec lenistwa

Pattaya City
W Pattaya słońce świeci codziennie. Woda w morzu jest ciepła, turyści wylegują się na żółtym piasku wzdłuż całej zatoki, nad którą usadowiło się miasto. Czytając w internecie opinie osób, które były lub wybierają się, albo i nie, do Pattaya, powinnam to miasto ominąć szerokim łukiem i w ogóle tu nie zaglądać.
Route 69 Bar. Wszystkie bary otwarte w stronę ulicy
Każdy krytykuje, że brudno, że rozwiąźle, że beznadziejnie, tłoczno i nieciekawie. W głowę zachodzę, dlaczego w takim razie całe tabuny ludzi przetaczają się przez Pattaya, szczególnie tych krytykantów?
Na plaży Pattaya Beach
Owszem, Pattaya jest gwarna, jak każde miasto uzdrowiskowe nad morzem. Jak na warunki azjatyckie, to miasto jest czyste. Codziennie po południu i wieczorem miasto jest sprzątane i to nie tylko przy plaży.
Powrót z wyspy
Restauracje i bary go-go zaczynają swoje programy wieczorami i trwają one do późnych godzin nocnych. Kto nie gustuje w tego rodzaju rozrywkach, nie jest zmuszany, ani nagabywany, żeby z usług w takim lokalu korzystać. Są lokale bez programów rozrywkowych, w których można spokojnie zjeść kolację.
Kąpiel pod okiem mamy
Pattaya to typowy kurort nadmorski z wszystkimi rozrywkami dostępnymi w podobnych kurortach na świecie. Jest morze, jest plaża. Są korty tenisowe i pola golfowe, a także Yacht Club. 
Prosiaczek już się piecze na wieczorną ucztę
Uprawiane są  różne sporty wodne. Funkcjonuje port łodzi i motorówek, którymi ludzie pływają na pobliskie wyspy, Si Chang,  Samae San, Rat, Kham czy Samet Island.
Drzemka w cieniu drzew
Znajdują się tutaj miejsca z przepięknymi widokami na morze, na pływające motorówki, na szybujących w górze paralotniarzy i na okoliczne wyspy. Szukając odosobnienia, można posiedzieć sobie w ciszy dziedzińca któregoś z Watów, których na terenie miasta jest kilka.
W Porcie Pattaya
Np. Khao Phra Tamnak, Chai Mongkkhon, Na Jomtien, czy trochę dalej położony (25 km), ale śliczny kompleks świątynny Wat Yannasangwararam, do którego można dojechać wypożyczonym skuterem lub rowerami. Albo taxi, jak zbierze się chętnych, żeby obniżyć koszt przejazdu.
Queen Victoria Hotel
W Pattaya jest bardzo dużo hoteli i guesthausów, dosłownie na każdą kieszeń. Według możliwości finansowych turysty. Są też bardzo drogie, tak zwane resorty. To obiekty zamknięte, dysponujące dla swoich gości luksusowymi pokojami, apartamentami, restauracjami, basenami i bajecznie kolorowymi patio.
Pattaya w 1952 r
Na terenie takiego hotelu działają również kawiarnie i sklepy różnego rodzaju oraz punkty usługowe spa, gym, fryzjerzy i krawcy oraz wypożyczalnie samochodów i motorówek.
Pattaya w 2014 r
Zarówno w tych drogich, jak również w tanich miejscach noclegowych z reguły dostępny jest darmowy internet Wi-Fi, a kto nie ma swojego laptopa, może korzystać z kawiarenek internetowych w mieście.
Jadłospisy po chińsku, japońsku i rosyjsku
Jest bardzo dużo sklepów spożywczo-przemysłowych, 7eleven, Family Market, Top Market oraz kilka bardzo dużych centrów handlowych. Największy z nich, to Central Festival Pattaya.
Walking Street
Ja zaopatruję się w sklepie pierwszej klasy hotelu,  „Dusit Resort”, położonego na sporej zielonej  powierzchni  odgrodzonej od reszty świata murem, z własnym dostępem do plaży. 
Azjaci wszystko wykorzystają w celach marketingowych
Właśnie od strony plaży trafiłam tam w pierwszych dniach swojego pobytu w Pattaya i nie zatrzymywana przez strażników, weszłam do środka. Tam głównie mieszkają sportowcy podczas rozgrywek w Pattaya.
Diamentowe Arkady
Znajdują się tam różne sklepy i butiki, ale przy okazji odkryłam na terenie tego hotelu wspaniałą Bakery, kawiarnię i piekarnię jednocześnie, gdzie pieką wspaniałe europejskie chleby, co w Azji jest rzadkością, jako że w marketowej sprzedaży dostępne są jedynie chleby tostowe i bardzo przesłodzone ciastka.
Pattaya w dzień, trochę senna
Oczywiście, w Dusit Resort robią to dla Rosjan, którzy są głównymi klientami tego resortu. Od tamtej pory chodzę sobie tam co kilka dni po świeży chlebek farmerski lub z ziarnami, albo po pyszną chrupiącą bagietkę. 
Pod wieczór rozkręca się
W podziemiu innego hotelu, również blisko mojej ulicy Soi 3, znalazłam z kolei  pyszny smalczyk ze skwarkami w pojemniczkach 25 dkg. Podobny do tamtego, z polskiej dzielnicy w Chicago!
Owoce morza i powietrza
Dokonałam tym sposobem odkrycia, że jak chcę kupić coś naprawdę dobrego do jedzenia, pokrywającego się z moim europejskim gustem, to wystarczy odwiedzać dobrej klasy hotele. Oni tam dla swoich gości mają specjalne sklepy z pysznościami, jakich nie znajdziemy w miejscowych marketach.
Od strony plaży weszłam do "Dusit Resort"
Straż hotelowa z reguły mnie nie zatrzymuje. Raz tylko pan zapytał czy tu mieszkam. Powiedziałam zgodnie z prawdą, że nie, ale idę do sklepu na zakupy i on mnie uprzejmie przepuścił.
Patio w "Dusit Resort"
Będąc w temacie jedzenia dodam, że przy ulicznych wózkach kuchennych kupuję często naleśniki z bananem, które smażone są na poczekaniu. Taki naleśnik kosztuje 40 bath, polany jest sosem czekoladowym lub waniliowym, albo tylko posypany cukrem pudrem, wg życzenia klienta.
Świeżutkie, chrupiące pieczywo w "Dusit Resort"
Sprzedawca kroi go na tacce na małe kwadraciki i wręcza patyczki, którymi  sobie te kąski podajemy do ust spacerując ulicą. Pyszne! Z innym jedzeniem uważam z uwagi na niedawne zatrucie pokarmowe. Tych naleśnikarzy jest na ulicach, a przy morskim deptaku w szczególności, bardzo dużo.
Wat
Chodzę więc i patrzę. Jeżeli widzę, że sprzedawca ugniata ciasto i tymi samymi rękami liczy pieniądze, potem znów ugniata ciasto, to tam nie kupuję. Jeżeli zaś sprzedawca ma jednorazowe rękawiczki, do pieniędzy je zdejmuje, a do klepania ciasta zakłada, tam kupuję. Jak raz się człowiek zatruje, to potem uważa i na zimne dmucha.
Budda pod strażą
Gdy robi się ciemno, wracam do swojego pokoju hotelowego. Obieram pocztę, zajrzę na facebooka, poczytam „Wysokie Obcasy”, których kilka egzemplarzy Oliwia mi dała na podróż i oglądam telewizję, ostatnio stację Aljazeera. 
Bary przygotowują się na wieczorne przyjęcie gości
To arabska stacja, nadająca z Kataru, ale naprawdę ciekawe rzeczy pokazują. Na BBC World, którą oglądałam dotychczas, w kółko leci to samo, natomiast na Aljazeera pokazują wydarzenia urozmaicone korespondencjami z różnych części świata.
Są też dyskretne bary w ogrodach
Z Arabii Saudyjskiej, Afryki, Ameryki Północnej, a nawet wybory w Grecji i mianowanie nowych ministrów, wojnę na Ukrainie oraz sytuację ekonomiczną w Rosji. Sytuację w Syrii, Jemenie i Libii, a nawet pokazali Fidela Castro i jego pozytywną wypowiedź nt. złagodzenia polityki Baracka Obamy wobec Kuby. 
Lub restauracje wewnątrz budynków, jak "Rasputin"
To on jeszcze żyje? Zdziwiłam się. Otóż żyje i lepiej wygląda, niż wówczas, gdy przekazywał władzę swojemu bratu, Raulowi. Mam przeczucie, że jeszcze za mojego życia Kuba uwolni się z ucisku i otworzy na Świat.
Po drugiej stronie ulicy, zatoka
Cały świat jest w polu zainteresowań Aljazeery, nie tak jak u nas, gdzie tvp skupia się głównie na naszych pożal się Boże politykach i w kółko powtarza, co który idiotycznego powiedział, zrobił lub kto powinien podać się do dymisji za to, że ktoś inny czegoś nie zrobił.
Skąd ten turysta jest, co na koszulce ma napis KGB?
Na Aljazeera dziennikarzami prowadzącymi są głównie kobiety, a między wiadomościami prezentowane są reportaże tematyczne z różnych regionów świata. Bardzo ciekawe i poruszające.
Rybki suszone
Pokazują też, co dzieje się w Australii i często reklamują Sri Lankę. Odkąd skończyła się tam wojna domowa, kraj promuje się świetnie, aby pozyskać turystów i wyjść z biedy. Pogodynka Aljazeera pokazuje pogodę dosłownie w każdym obszarze klimatycznym na ziemi.
Obserwatorzy siedzą tyłem do morza, przodem do ulicy. Ciekawiej?
Pokazali pogodę nawet w krajach skandynawskich. Wspomnieli o Polsce w kontekście obozu koncentracyjnego Auschwitz (!) Sporo dają wypowiedzi tak zwanych ludzi z ulicy, z różnych krajów. Ciekawe info.

Wesoła parada na ulicach Pattaya
W moim hoteliku panuje miła atmosfera, wszyscy są dla mnie bardzo uprzejmi, chętni do pogaduszek. Gdy panią sprzątającą poczęstowałam cukierkami ze swojego podróżniczego zapasu,
Parada firm w Pattaya
dając jej trochę więcej dla dzieci, następnego dnia przyniosła mi całą kiść świeżych dojrzałych bananów. Sympatycznie i przyjemnie. Ale czas biegnie szybko i trzeba znowu pakować się do dalszej podróży. Kambodża czeka!
Aniołowie na Walking Street