Patronat medialny



Miło mi poinformować, że moja wyprawa została objęta patronatem medialnym przez portal Link to Polnad www.linktopoland.com

wtorek, 1 grudnia 2015

Subic Bay. W poszukiwaniu plaży.

Rybak pod mostem w Subic. Nie to, że bezdomny. Odpoczywa tylko.
Podróż do Subic była długa, ale nawet niezbyt męcząca. Być może to ja się już tak przyzwyczaiłam do podróżowania, że żaden sposób ani czas podróży mnie nie męczy. Planowałam wyjechać z Claveria przed g.10.oo rano, lecz jakoś szybciej się zebrałam i na dworcu byłam kilka minut po 8.oo. Minibus do Laoag City kosztował 100 peso.
W tym Subic najładniejszy to jest chyba cmentarz.
Subic leży 127 km przed Manilą. Trzeba było przejechać niemal całą wyspę Luzon przez regiony Cagayan, Ilocos Norte i Ilocos Sur, żeby dotrzeć do Olongapo City. Nie ma bezpośrednich połączeń. Z Laoag City trzeba wsiąść w autobus jadący do Manili i dojechać do Dau (650 peso), a tam przesiąść się w autobus do Olongapo City. Jechaliśmy cały dzień i całą noc. Przesiadki miałam w kilka minut, tyle co przełożyć bagaże do następnego busu.
Wjazd do osiedla Subic Bay
Co jakiś czas kierowca robił przystanki na posiłki, toaletę i rozprostowanie nóg. Kierowców było dwóch i co jakiś czas się wymieniali. Było w miarę wygodnie, chociaż nie liczmy tutaj na luksusowe autokary jakimi jeździmy w Europie na długich trasach. Takie są tutaj również, ale to firmowe wycieczkowe autokary, nie liniowe.
W ogromnym Hipermarkecie Royal Choice w Subic Bay część cen jest w dolarach USA
Subic, to takie przedłużenie Olongapo City (jak Janki przed Warszawą) ciągnące się wzdłuż  wybrzeża morskiego jakieś 15 km i można tam bez problemu dojechać z Olongapo błękitnym jeepneym (10 -20 peso, w zależności gdzie wysiadamy). 
A część cen w filipińskich peso. Pracownik nie potrafił mi wytłumaczyć, dlaczego.
Błękitny jeepney to wskazówka, bo te zabawne samochody oznakowano kolorami w zależności dokąd jadą. Do Subic jeżdżą błękitne. Na inne trasy, czerwone (Gordon, Pag-Asa), jeszcze na  inne jeżdżą żółte (Santa Rita) itd. Blue jeepneye mają swój terminal w pobliżu ronda z głową Olo ng Apo, przy półokrągłym budynku administracyjnym autobusowej linii "Victory Liner", którym to autobusem tu przyjechałam.
Błękitne jeepneye do Subic na postoju w Olongapo. To boczna ulica od "głowy starca".
Pomyślałam, aby na dwie noce zatrzymać się w Olongapo. Wyspać się po podróży, następnego dnia zwiedzić miasto, a następnie przenieść się do Subic. Nic z tego nie wyszło. 
Ogromne przestrzenie do pokonania, a plaży ani, ani.
Odwiedziłam trzy hotele, niby już te najtańsze, ale wszędzie cenili sobie pokój nie mniej, niż 1100 – 1500 peso. Ostatecznie zrezygnowałam z pozostania w tym mieście i wsiadłam do błękitnego jeepneya.
Doszłam do hotelu z latarnią morską, lecz tutaj też plaży nie było.
Pierwszy problem, to informacja dla kierowcy, gdzie w Subic chcę wysiąść, bo to różnica spora w kilometrach i w cenie biletu. A skąd ja mam wiedzieć, gdzie ja chcę wysiąść? Stanęło na tym, że kierowca wysadzi mnie przy jakichś przyzwoicie cheep wyglądających hotelach, żebym nie błądziła po miejscowości z bagażami.
Odwiedziłam duży resort, ale tutaj mieli tylko swój własny basen.
Najbardziej turystyczną częścią Subic jest podobno Subic Bay, ale tam są jedynie bardzo drogie hotele. Wysiadłam 10 km dalej, w Subic Town, kilkaset metrów za Municipial, czyli za ratuszem Subic i zakwaterowałam się w hotelu „Balay Subic” za 900 peso/noc. To nie jest tanio, 19 $ na Filipinach? Nie zostanę tu długo.
Są tu nawet żaglówki, ale gdzie jest ta bajeczna plaża Subic Bay?
Ten hotel, to pełen wypas. Duży, jasny pokój z klimatyzacją, a nie wiatrakiem, czysty po europejsku, a nie azjatycku, nawet ma w łazience normalną spłuczkę, a nie rondelek i wiadro z wodą do spłukiwania muszli. I wszystko tutaj działa. To dla mnie nowość.
Ktoś tam się kąpie, ktoś spaceruje, ale to jakiś dziki trawiasty teren, a nie plaża.
Łazienka duża, czysta, ciepła woda, miękkie białe ręczniki. Są wszędzie kontakty. W pokoju duży plazmowy telewizor, szafa, stoliki nocne, biurko, czajnik elektryczny, no po prostu super pokój. Jest free internet i nawet sprawnie działa. Dlatego od ręki piszę post, bo potem znowu może być różnie. Zmieniają mi pościel i ręczniki. To też dla mnie nowość.
Warunki w hotelu warte swojej ceny. Jest też Wi-Fi w pokoju. Pełen wypas.
Ale jak by nie patrzyć, to jednak 19 $. Dla mnie to za drogi pokój. Wprawdzie 20 $ płaciłam w Stanach Zjednoczonych i w Australii za łóżko w wieloosobowym pokoju hostelowym, ale to są Filipiny, a nie USA czy Australia. Hotel na peryferiach. No, i nie ma plaży.
Hotel stoi trochę na uboczu. Wychodzi się na ulicę i kiwa na jeepneya. Jadą co chwilę.
Wyspałam się, wykąpałam i poszłam obejrzeć miejscowość oraz szukać tańszego hotelu. Tu nastąpiło moje wielkie rozczarowanie. Tańszych hoteli nie ma, są tylko jeszcze droższe. Nawet te gorsze, o niższym standardzie są droższe. Z pokorą wróciłam do Balai Subic. 

Może tutaj? wygrabione, ławeczka stoi i jest ścieżka do morza.
Samo Subic, według informacji z internetu mające mieć bajeczne plaże, okazało się całkowitą porażką. Żadnej dostępnej plaży nie mogłam znaleźć. Pojechałam jeepneyem do Subic Bay (18 peso).To jakieś 5-7 km od hotelu. Cały czas jedzie się szosą wzdłuż morza.
Jeśli to jest bajeczna plaża, to ja jestem Miss Polonia.
Ok, może tam są bardzo drogie hotele, ale mają za to piękne plaże, to załatwię sobie wstęp i będę na te plaże jeździła. Nastąpiło znowu wielkie rozczarowanie. Nie mają plaż. To po kiego diabła oni budują tu takie luksusowe hotele? 
Bura ziemia i śmieci. Nic dziwnego, że nikogo tu nie ma.
Nic z tego na razie nie rozumiem. Wiem tylko jedno, że z Subic muszę się wynieść. Nie o takim czymś myślałam. Info z internetu było mylące. Dziwi mnie jednak to, że nie mając dostępnych i zadbanych plaż jest budowanych tak dużo hoteli i ceny są wysokie. Za co?
Tylko te drogie hotele są tutaj ładne, ale drogie. Ja przed Lighhouse.
Postanowiłam wykorzystać te wyjątkowo dobre warunki hotelowe, jakich dotychczas na Filipinach nie miałam i dobrze działający internet, na uzupełnienie bloga i uporządkowanie zdjęć w folderach. Coś pozytywnego musi przecież być w każdym miejscu.
Weszłam nawet w taki resort z nadzieją, że zrobili własną plażę dla klientów.
Potem zwiedzę Olongapo City i Subic Bay naprzeciwko cmentarza, po drugiej stronie tego zamkniętego osiedla do którego wchodziłam powitalną bramą, a następnie dopytam w recepcji, gdzie tu w pobliżu są ładne plaże i pojadę w takie miejsce. 
Nic z tego. Klienci stoją na brzegu i wpatrują się w niedostępne morze.
W najgorszym wypadku pojadę wcześniej do Manili i zatrzymam się w takiej bardziej turystycznej dzielnicy, Malate. Poprzednio mieszkałam w Makate, w dzielnicy biznesowej, bo tam miałam pod nosem Office Imigration, gdzie przedłużałam wizę.
Teren przy hotelach bardzo zadbany. Ustawiają świąteczne dekoracje.
Olongapo City, traktowane jest jak Metro Olongapo podobnie, jak Metro Manila, co znaczy, że na miasto składa się wiele innych miast i miejscowości nie będących dzielnicami,tylko samodzielnymi jednostkami administracyjnymi, a połączonych z miastem powierzchniowo w jedną wielką aglomerację. Jedno z takich miast, to Subic.
Pomnik Olo Ng Apo na rondzie w mieście. Pilnują go plemienni wojownicy.
Nazwa miasta oznacza „głowa starszego” i wzięła się stąd, że kiedyś dawno, dawno temu mieszkały na tych terenach plemiona wiecznie z sobą skłócone i walczące. Aż kiedyś pewien starzec postanowił pogodzić ludzi i przywrócić spokój w wioskach.
Kościół Św.Józefa. Przy nim znajduje się duża szkoła i Campus.
Udało mu się zjednoczyć plemiona, ale wiadomo, że nigdy nie jest tak, żeby wszyscy wszystko właściwie zrozumieli i dostosowali się do większości. Znaleźli się tacy, którym spokojne życie w pokoju nie było na rękę. Postanowili starca ukarać.
Tutaj może ktoś położyć niemowlę. Siostry zakonne wezmą i wychowają.
Któryś z takich niezadowolonych z pokojowego życia plemion, zabił starego człowieka, odciął mu głowę i wyniósł w inne miejsce. Ludzie znaleźli ciało starca bez głowy, której szukali i szukali, ale nigdzie nie mogli jej znaleźć. Pewien chłopiec nie rezygnował, postanowił szukać jej aż do skutku. 
Główne wejście do Marikit Park.
W końcu znalazł głowę czcigodnego staruszka i zawiadamiając ludzi o tym fakcie, wołał do nich: ulo ng apo! ulo ng apo! Co znaczy, głowa starca! I tak właśnie nazwano to miejsce, które teraz wymawia się jednym ciągiem, Olongapo.
Zasłużony dla miasta James Gordon.
Miejsce zaludniało się, zwiększało swoją powierzchnię, aż osiągnęło dzisiejsze rozmiary dużej aglomeracji. Ma swoją smutną historię. Przeszło przez rządy kolonialistów, jak inne mu podobne w Azji. 
W parku pod samolotem US Navy, młodzi odbywają próbę przedstawienia.
Najpierw byli tu Anglicy. Anglików wyparli Hiszpanie, którzy zorganizowali w Subic Bay Naval Station. On uprzednio znajdował się bliżej Manili, w Cavite, ale go przenieśli tutaj.
Każdy z tych nowoczesnych hoteli ma basen dla gości z braku plaży.
W pobliżu Naval Station przez 10 lat ciągle coś budowali. Budynki administracyjne, różne urzędy, budynki mieszkalne, pogłębiali port, stawiali mury obronne i inne strategiczne budowle. Przebywali w Olongapo 300 lat, a potem wyparli ich Amerykanie.
Po kąpieli w hotelowym basenie, można sobie pospacerować nad brzegiem morza
Podczas II wojny światowej miasto Olongapo zostało dokładnie zbombardowane przez Japończyków. Po prostu, pastwili się nad nim. Nawet, gdy z konieczności się wreszcie wycofywali, kazali jeszcze doszczętnie spalić Fort Subic Bay. W porcie Subic został również zatopiony amerykański okręt „USS New York”.
To ja w Olongapo City Museum.
W wojnie wszystko szaleje, cofa się i naciera ponownie i tak też było w Olongapo. Japończycy po raz drugi zbombardowali miasto, likwidując niedoróbki z poprzedniej akcji
Nalot Japończyków na Olongapo. Płótno w City Museum.
Z typowo japońską furią, znaną nam z drastycznych filmów o walczących Japończykach, bombardowali, niszczyli i palili wszystko za sobą, żeby nie został nawet ślad istnienia, kamień na kamieniu, tylko spalona ziemia wokół.
Historia Subic Bay (Olongapo City Museum)
Z tego powodu Olongapo nie ma zachowanych historycznych budowli, nawet we fragmentach. Amerykanie wspólnie z Filipińczykami dzielnie odpierali dzikie ataki Japończyków, aż w końcu udało im się wyprzeć ich z terenu, ale po mieście zostało tylko wspomnienie i kupa gruzu.
Scenki z życia Olongapo w różnych okresach dziejowych miasta. Olongapo City Museum.
Po zakończeniu II wojny światowej w wyzwolonych Filipinach pozostali w Forcie  Amerykanie i pomagali w odbudowie fortu i miasta. Tak naprawdę, to zbudowano to miasto od początku, nawet w trochę innym miejscu, pustym, nie zniszczonym, ale w pobliżu poprzedniego siedliska.
Olongapo City Museum
Teraz, czytając historię tego miejsca zrozumiałam, dlaczego ulice są tu wszędzie takie równiutkie, budowane, jak pod sznurek w linii prostej, przecinające się dokładnie pod kątem prostym. One budowane były przez Amerykanów w typowo amerykańskim stylu! Naprawdę!
Czasy amerykańskie. Olongapo City Museum.
Olongapo można uznać za miasto tragiczne i pokrzywdzone przez los. Nękane było nie tylko przez wojenne wyczyny, ale również krzywdzone przez naturę, która najpierw dała Filipinom żyzną ziemię, piękne góry, bujną roślinność i różnorodne wybrzeża morskie, a potem niszczyła po kolei te dary kataklizmami.
Różnie bywało. Historia miasta i jej mieszkańców w Olongapo City Museum.
Tajfuny, wybuchy wulkanów, trzęsienia ziemi, to zjawiska nękające bardzo często ten piękny kraj. W czerwcu 1991r w pobliżu Subic Bay z niezwykłą siłą wybuchł wulkan Pinatubo. Wybuch był tak ogromny, że popiół wulkaniczny na długo zasłonił całkowicie słońce.
Olongapo zasłynęło z dobrej organizacji wolontariatu.
Szalejący wulkan uruchomił następnie trzęsienie ziemi, a na koniec spowodował takie anomalia pogodowe, że silne burze połączone z nadzwyczaj ulewnymi deszczami przeszły w szalejący tajfun, dokonując ogromnych zniszczeń w samym mieście i okolicy.
Ja przy głowie starca Olo Ng Apo w Muzeum.
Olongapo, to miasto, w którym Amerykanie przebywali na Filipinach najdłużej, ale w końcu je również opuścili. Właśnie wtedy, po wybuchu Pinatubo. Po tych wszystkich nieszczęściach Filipińczycy nie odnowili już z Amerykanami umowy, którzy ostatecznie pożegnali Filipiny i wrócili do siebie. Jednak żadne decyzje, szczególnie polityczne, nie są ostateczne i podjęte raz na zawsze. Ludzie i punkty widzenia w polityce się zmieniają.
Mayor R.Gordon i Admirał T.Mercer 24.11.1992r podpisują odpowiednie dokumenty
Filipińczycy nie odbudowali Fortu Subic Bay. Port morski działa nadal. Na bazie dawnego Naval Air Station pobudowali lotnisko International Aiport. Dużo prac w mieście wykonują wolontariusze z Filipin i innych krajów Świata. 
Wolontariat rozwinął się w Olongapo w wielu dziedzinach życia społecznego.
Miasto zasłynęło ze sprawnej organizacji wolontariatu. Wolontariusze pomagają dosłownie we wszystkim, co akurat pracy wymaga. Miastu to na rękę, bo miasto rozwija się przy mniejszym nakładzie pieniędzy publicznych.
Ładna aleja palmowa. Może z czasem zrobią tu ładną plażę? Są warunki.
Miasto zostało oczyszczone z przestępczości, organizacja transportu stoi tu na wysokim poziomie. W Olongapo i przyległych miastach, również w Subic zastosowano innowacyjne rozwiązania problemu śmieciowego. Wszystko działa świetnie pod tym względem. Segregacja śmieci jest autentycznie przestrzegana. Wybudowano szpitale, szkoły, również wyższe.
I tak sobie spaceruję po tym pustym miejscu, chociaż luksusowych hoteli obok wiele.
Sprawnie działa Sea Port Subic. Uważa się ,że jest to jeden z najruchliwszych i najsprawniej działających portów na Filipinach. Oczywiście, że to wszystko jest dużą zasługą Amerykanów, pomagających Olongapo przez wiele lat. Niosących pomoc również po różnych kataklizmach powodowanych przez ludzi i przyrodę.
Bar przy Porcie Subic Bay.
Chyba to doceniono, bo ostatnio znowu miasto podpisało z Amerykanami umowę o współpracy, więc Amerykanie ponownie tutaj wrócili. Historia kołem się toczy.
Ogromny okręt w porcie Subic Bay
Z zabytków w Subic, to ja zobaczyłam jedynie jedną zabytkową bramę stojącą samotnie pośród zupełnie innego rodzaju budowli w Subic Bay. I ogromny okręt w zatoce.
Pozostał tylko taki kawałek historii w Subic Bay.
W samym Olongapo do zobaczenia jest jeszcze pomnik Ulo ng Apo, czyli legendarna głowa starca, w pobliżu pomnika znajduje się otwarte w 2003r Olongapo City Muzeum, które odwiedziłam. Bilet wstępu kosztuje 50 peso. Skorzystałam z ulgi dla seniorów i zapłaciłam za bilet 30 peso. Ze zniżki mogą również korzystać studenci i młodzież szkolna.
Ogromny Public Market
Można też obejrzeć City Hall na Rizal Avenue i w jego bliskiej odległości Public Market. Olongapo Publc Market jest tak potwornie długim budynkiem, że w obiektyw się nie mieści nawet z drugiej strony ulcy. Jadąc z Olongapo w kierunku Subic Bay stoi latarnia morska Olongapo Lighthouse.
Light House. Wszystko ładne, żeby tylko jeszcze plaża była.
Za ciekawostkę uważam Olongapo Kalepeti Monument. To jest jeden pomnik  postawiony na cześć poległych tutaj Japończyków, Amerykanów i Filipińczyków, którzy zostali połączeni na pomniku gołąbkiem pokoju. Nastał czas pokoju, urazy pochowano.
Och te pomniki!  często po latach budzą kontrowersje, ale nie w każdym kraju.
Ciekawa inicjatywa. Jakoś trudno mi sobie wyobrazić, aby na przykład w Warszawie stanął jeden pomnik poległych na warszawskiej ziemi Rosjan, Niemców i Polaków razem wziętych. Na całej kuli ziemskiej obecnie żyjemy podobnie. 
Imitacja wybuchu wulkanu Pinatubo. City Museum.
Mamy podobnie urządzone domy, podobnie się ubieramy, słuchamy podobnej muzyki. Jeździmy takimi samymi samochodami i używamy takich samych marek telefonów komórkowych. Mentalność narodów ciągle jednak bardzo się od siebie różni.
Były "Legenda Hotel" przy Lincoln Street w Olongapo.
Duże wrażenie zrobił na mnie ogromny, opuszczony "Legenda Hotel" w Olongapo. Trzeba się nachodzić, aby obejść go dookoła, tak wielką powierzchnię zajmuje. Stoi w parku, który nadal jest ogrodzony. W parku jest dużo różnych innych budowli towarzyszących hotelowi.

Tu było główne wejście. Miał też zewnętrzną oszkloną windę.
To musiał być bardzo wytworny hotel. Ponad bramą widać w parku różne fontanny, altanki, kawiarenki, figurki kamienne i inne typowo parkowe budowle, służące do wypoczynku i rozrywki gości hotelowych. Szkoda, że go nie przywracają do dawnej świetności.

"Legenda Hotel" był ogromny. W parku było dużo innych budowli dla gości.
Każdy pokój miał swój balkon. Teraz te ogromne okna zieją pustką, chociaż wszystko trzyma się jeszcze kupy. Ściany, schody, podłogi i sufity nie są pozarywane, balkony również. Budynek jest w całości tyle, że cały pusty. Pozostałości po dawnej świetności.

Na terenie hotelu symboliczne kukły. Musiało tu się kiedyś coś złego wydarzyć.
Kiedyś w tym hotelu mieściło się również kasyno. Nawet w nazwie było "Legenda Hotel and Casino" Obecnie kasyno mieści się w nowoczesnym budynku, dokładnie naprzeciwko tego hotelu - widma. Widma nikt nie dotyka, nawet piórem. Nikt tego nie opisał.
W parku hotelowym było wiele różnych budowli umilających pobyt gościom.
Żadnej wzmianki o tym hotelu nie ma nawet w internecie, tylko są o nowym, które przejęło jego nazwę. Biura Informacji Turystycznej nie ma w Olongapo, bo pytałam. Folderów tutaj też nie mają, więc nie wiem, czy by coś w nich napisali o tym miejscu w dziale historycznym lub polecali obejrzenie hotelu, jako ciekawostkę turystyczną.
Nowoczesne kasyno stoi dokładnie naprzeciwko dawnego "Legenda Hotel"
Takie miejsca są intrygujące i rozbudzają wyobraźnię. Mam nadzieję, że ten dawny hotel zainteresuje kiedyś wolontariuszy, zgłębią jego historię i opiszą. Może wolontariusze zajmą się też propagowaniem Olongapo i okolicy i opracują jakiś folder dla turystów?
Póki co, najciekawszą budowlą w Subic Bay jest cmentarz na wzgórzu.

Jutro rano opuszczam Subic Bay, nadmorską miejscowość bez bajecznych plaż, ale z wieloma drogimi hotelami, resortami, restauracjami i miejscami rozrywki. Niemniej muszę przyznać, że w każdym miejscu na Ziemi, można znaleźć coś ciekawego.

Dziewczyny pod Casino chcą fotkę? bardzo proszę.

1 komentarz:

  1. dobrze , że Pani pisze tego bloga , teraz wiem gdzie mam nie jechać i jakie są ceny , cena ze sklepu na zdjęciu109 pesos za 1 litr mleka , czyli 9.30 zł chyba z kosmosu jest wzięta ,w Polsce takie mleko kosztuje 2-2,5 zł :) , a tak swoją drogą to te ceny na Filipinach są bardzo wysokie , jak na ich średnie statystyczne zarobki około 12-13.tys. pesos na miesiąc ,a realne 5-6 tys.pesos ,...

    OdpowiedzUsuń