Patronat medialny



Miło mi poinformować, że moja wyprawa została objęta patronatem medialnym przez portal Link to Polnad www.linktopoland.com

czwartek, 3 grudnia 2015

San Antonio-jeszcze trochę opowieści

Plaża Pundaquit w San Antonio w promieniach zachodzącego słońca.
Jeszcze trochę opowieści o Filipinach i jego mieszkańcach tu przekażę, co wydaje mi się bardziej interesujące od moich osobistych wynurzeń i problemów. Problemów na szczęście mam obecnie mało, za to dużo spokoju, wypoczynku i radości z tego wszystkiego. Do San Antonio Town pojechałam, paczkę do Oliwii ze zbędnymi już tutaj rzeczami nadałam i natychmiast ulżyło mi na sercu i w walizce. Trochę też w portfelu, ale do strawienia.
Na targu w San Antonio Town królowały ozdoby świąteczne
San Antonio Town jest brzydkie, więc nie byłam tam dłużej, niż wymagało tego załatwienie sprawy. Brzydkie być może dlatego, że całe jest w remoncie i odbudowie. To małe miasteczko, wszystko jest skupione w zasadzie przy Rynku. Municipal, policja, Biuro Informacji Turystycznej, zamknięte zresztą na cztery spusty i poczta.
Poza tym to, co zwykle. Warzywa i używane ciuchy z USA.
Przy okazji skorzystałam z bankomatu, chociaż nie należał on do mojego ulubionego banku, ale tylko ten jeden w miasteczku był. Nie działał już tak dobrze, jak BPI i operację musiałam powtórzyć, czego bardzo nie lubię robić w obcych krajach.
Miasto całe w gruzach, co nikomu tutaj nie przeszkadza. Życie na gruzach się toczy.
Pocztę trudno znaleźć, gdyż prace budowlane trwają na całym terenie centrum town. Po gruzach trzeba przechodzić z miejsca na miejsce i trudno samemu odgadnąć, pod którymi płachtami należy torować sobie drogę, aby znaleźć właściwy kierunek.
Brzydkie miasto i nic ciekawego tutaj nie ma. Zupełnie nie ma na czym oka zaczepić.
Uprzejmy pan zapytany przeze mnie o pocztę zaprowadził mnie tam osobiście. Sama bym nie wpadła na to, aby przejść między straganami targowiska, które rozłożyło się w całej przestrzeni Municipiau, na placu wokół niego, następnie pomiędzy plastikowymi stolikami straganowej restauracji, żeby w końcu wejść w klitkę pomieszczenia, której wyważone drzwi stały między zwaliskami gruzu na ziemi.
Wśród wszechobecnych gruzów, świeży po remoncie Municipal odbija jasnym blaskiem.
Ale to było rzeczywiście pomieszczenie poczty, a pracownicy byli bardzo uprzejmi. Rozmawialiśmy z przerwami, bo hałas maszyn budowlanych chwilami nas zagłuszał, ale w końcu daliśmy radę. Zostawiłam na poczcie torbę i wyszłam jeszcze do marketu obok straganów po odpowiedni karton. W marketach one zawsze leżą gdzieś pod ścianą, żeby klienci mogli pakować w nie swoje zakupy. Łatwo więc sobie wybrać.
Niezależny kościół katolicki w San Antonio Town
Wszystko zapakowałam na oczach pracownika, który już sam pozaklejał firmową  taśmą pudło, owinął je szarym papierem, też nie pobierając za niego opłaty i ponownie zalepił wszystko taśmą. Chyba będzie dobrze i paczka dojdzie do Polski za ok. dwa tygodnie.
Znalazłam jedyny bank w mieście, w którym nie było ani obsługi, ani klientów
Z radością i niejaką ulgą wróciłam tricyklem do Barangays Pandaquit, gdzie jest czysto, przestrzennie, widokowo i spokojnie mogę snuć dla Was dalej opowieści z dziejów Filipin, ich mieszkańców i regionu. Tutaj mam dużo czasu, bo nie zwiedzam, tylko leniuchuję.
Wszystkie dokumenty i pieczątki na wierzchu. Czekam i z nudów robię zdjęcia.
Ferdynand Magellan był Portugalczykiem, ale popadł w niełaskę u portugalskiego króla i przeniósł się do Hiszpanii. Na wyprawę wyruszył pod banderą hiszpańską i pracował dla Króla Hiszpanii, dlatego odkryte przez niego nowe zamorskie lądy zostały przyłączone do królestwa Hiszpanii. Sam odkrywca cieszył się sławą krótko. Funkcję konkwistadora przejął po Magellanie Miguel Lopez de Lagazpi.
Przed Municipal pomnik. Wszyscy przecież kochają pomniki. I świąteczne ozdoby.
Pomyśleć tylko należy, jak to przypadki rządzą losem i dziejami całych narodów, bo gdyby Magellan nie popadł w konflikt z własnym królem i wyruszył w odkrywczą podróż ze swojego kraju, to jest z Portugalii, historia Filipin mogła potoczyć się zupełnie inaczej na przestrzeni następnych stuleci. Król portugalski pogryzł chyba swój język ze złości, że wypuścił z rąk taką możliwość wzbogacenia się w nowe terytoria zamorskie.
No cóż. Trudno pokochać takie miasto, chyba że fragmentami.
Hiszpańska kolonizacja zaczęła się od Cebu. 27 kwietnia 1521r Magellan wybrał się z Cebu na małą wyspę Mactan. Nie doszedł jeszcze od zakotwiczonego okrętu do brzegu, gdy wraz ze swoimi ludźmi został zaatakowany przez tubylcze plemię pod przywództwem Lapu-Lapu. Dzidy i zatrute strzały leciały gęsto na stojących po kolana w wodzie Hiszpanów. Zawrócili do okrętów, aby stamtąd się bronić.
W tym Centrum jest też Biuro Informacji Turystycznej, ale wszystko nieczynne.
Hiszpanie strzelali z muszkietów do napastników, ale nie dali rady odeprzeć ataku tubylców, których było podobno w sile 1500 wojowników. Magellan został trafiony zatrutą strzałą i zmarł. Lapu-Lapu został bohaterem narodowym Filipin, ale ostatecznie Filipiny i tak zostały skolonizowane przez Hiszpanów skutecznie i na ponad trzy stulecia.
Wreszcie ulica,po której można swobodnie przejść. Postój tricykli, wracam nim do siebie.
Hiszpania dała Filipinom nazwę, wiarę katolicką i kościoły, a Ameryka, język angielski. Wszystko to sprawnie działa do dnia dzisiejszego. W połowie stycznia 2015r, odwiedził Filipiny papież Franciszek. Pierwszy papież spoza Europy od 740r. Filipińczycy pokochali go od pierwszego spotkania. On bardzo dobrze rozumie ich los, pełnił służbę w  Buenos Aires za czasów dyktatury wojskowej, a Oni wierzą autentycznie i żarliwie.
Z ulgą wróciłam do San Antonio Pundaquit. Wieża na moim hotelu, jak w kościele.
Pierwszym jednak papieżem, który odwiedził Filipiny był papież Paweł VI. Przyjechał tu w 1970r, za rządów Ferdynanda Marcosa. Na lotnisku mężczyzna przebrany w sutannę rzucił się na papieża ze sztyletem, ale ochrona zareagowała błyskawicznie i nic się mu złego nie stało. Napastnik (teraz byśmy powiedzieli, terrorysta) pochodził z Boliwii.
Te góry bez przerwy przyciągają mój wzrok.
Jan Paweł II był tutaj z wizytą dwa razy, a właściwie trzy. Pierwszy raz bowiem przyjechał tu, jako Karol Wojtyła, arcybiskup Krakowa w 1973r. Jako papież, Jan Paweł II odwiedził Filipiny w lutym 1981r. Dyktator Ferdynand Marcos zawiesił nawet na ten czas stan wyjątkowy w Manili. Pod naciskiem, ale jednak.
Coś w nich jest magicznego i tajemniczego.
Drugi raz polski papież przyjechał do Manili w styczniu 1995r podczas Światowego Dnia Młodzieży. W ogromnym Rizal Park i wokół niego zgromadziła się wówczas największa liczba wiernych, jaką Świat pamiętał. Pięć milionów Filipińczyków, wiernych kościołowi katolickiemu przybyło na spotkanie z polskim  papieżem.
W budce kupiłam pyszne pierożki z vege nadzieniem. Papierosy sprzedają tu na sztuki.
W tym roku, przed wizytą papieża Franciszka wystawiono w Manili musical pt. „I love papa Francis”, w którym zobrazowano życie papieża od jego wczesnych dziecięcych lat, do chwili wyboru na papieski tron. Do Rizal Park przybyło tym razem sześć milionów wiernych, aby zobaczyć i wysłuchać papieża. Pielgrzymka Franciszka przypadła dokładnie w 20-tą rocznicę wizyty Jana Pawła II w tym samym miejscu.
Wiele mieszkańców wiesza na bramie święte obrazki. Na Mindanao byłby to wyrok na siebie.
Każdy z trzech papieży podczas swojej pielgrzymki do Filipin złożył w Manili wizytę w dzielnicy biedy, Tondo. Wizytujący się zmieniają, nawet rządy w Manili się zmieniają, a dzielnica biedy Tondo ciągle istnieje. Dzieci ulicy z Manili, przed przybyciem papieża Franciszka pisały do niego listy i wysyłały do Watykanu. Wysłano ponad tysiąc listów.  Potem na bazie treści tych listów i z udziałem tych samych dzieci, zrealizowano film.
Na przystankach tricykli wiszą zegary i tablica, na której kredą wpisują swoje kursy.
Filipińczycy z ogromnym zaangażowaniem i entuzjazmem oddają się wierze. Rząd to szanuje. Na czas wizyty papieża Franciszka ustanowiono dni wolne od pracy, a papież gościł tutaj trzy dni. Modlitwy są tutaj transmitowane w radiu i telewizji. Głównie oglądam w tv kanał CNN Philippines i na tym kanale również msza była transmitowana.
Bardzo duży i zadbany ogród przy prywatnej rezydencji.
Obok kultu Maryjnego, istnieje tutaj kult Miłosierdzia Bożego. O godzinie 15.oo w wielu miejscach publicznych na Filipinach zastyga ruch. Przerywają pracę w urzędach, naukę w szkołach, sprzedaż w sklepach, a nawet w dużych supermarketach i wszyscy zatrzymują się na kilka minut.
Mają tu mnóstwo gatunków drzew i roślin, ale to private teren, nie mogę wejść.
Z głośników idzie krótka modlitwa do Miłosierdzia Bożego, z którą jednocześnie modlą się dzieci, urzędnicy, klienci i sprzedawcy. Niektórzy ludzie mają tą koronkę ustawioną w komórkach na g.15.oo, żeby nie przegapić, gdy znajdą się gdzieś poza budynkami. Podejrzewam, że takie coś spodobałoby się niektórym naszym obecnym politykom. Chociaż na Filipinach to jest autentyczne działanie, z potrzeby serca i w konkretnej intencji.
No, to poszłam sobie inną drogą. Też pięknie. Rosną tu srebrne drzewa.
Filipińczycy mają w sobie bardzo silną wiarę w Maryję Matkę, w jej moc sprawczą i w modlitwę różańcową do niej. Uważają, że jak istnieje autentyczna potrzeba i oni żarliwie, z pełnym przekonaniem ten różaniec do Matki Boskiej odmówią, to spełni się to, o co proszą. Jak wówczas, gdy wspólną różańcową modlitwą obalili  Marcosa, który dawał im się we znaki przez całe 20 lat i cofał ich kraj w rozwoju.
Wśród gęstej zieleni pochowane są ładne, prywatne domy. Wszystko tu rośnie bujnie.
W Adwencie, przez dziewięć dni przed Bożym Narodzeniem msze odbywają się na Filipinach już bladym świtem, na „misa de gallo” to znaczy „na pianie koguta” a koguty pieją tu, co osobiście poświadczam, grubo przed świtem. Ludzie zrywają się z łóżek i biegną na mszę często już o godz. 4.oo rano. Tak silna wiara tkwi w Filipińczykach.
Brama do mojego hotelu. Do tego po prawej, chodzę na obiad. Wchodzę od strony plaży.
W Wielki Piątek w niektórych miejscowościach katują się biczownicy, ale o tym już pisałam. Dodam tylko, że biczują się ochotnicy, przymusu nie ma. Rząd myśli obecnie nad tym, aby zabronić tych okrutnych praktyk, bo to już inne czasy i  takie samo katowanie się nie może być uznawane za obrządek religijny. Ale na Filipinach jest trudno zabronić czegokolwiek, co związane jest z tradycją, religią i wiarą.
Dzisiaj jadłam Chicken Curry, bo w nim jest trochę warzyw. Piwko obowiązkowo do posiłku
Filipiny to wolny kraj, ale jego mieszkańcy borykają się z wieloma problemami. Oprócz tajfunów, trzęsień ziemi, wybuchów wulkanów, w których zawsze giną ludzie, a inni pozbawiani zostają swojego dobytku, cierpią również biedę z powodu wszechobecnej korupcji, co pociąga za sobą niesprawiedliwość społeczną. Obszar biedy się powiększa.
Wystrój świąteczny, identyczny, jak na całym świecie. Tylko ten wiatrak na upały dziwi w czas Bożego Narodzenia.
Trudno znaleźć bardzo poszkodowane w kataklizmach rodziny, do których dotarła pomoc finansowa lub rzeczowa. A przecież pomoc humanitarna szła tu ogromna z całego świata, po każdym trzęsieniu ziemi czy wybuchu wulkanu.
Pod takimi daszkami na plaży ludzie pracują. Te pan miesza farby.
Część ludzi szybko się bogaci, część szybko biednieje. Szczególnie w miastach. Nie mogą tu sobie z problemem korupcji poradzić. Nie znalazł się jeszcze nikt podobny do kardynała Jaime Sina, co by zorganizował ludzi, zebrał ich do kupy, pokierował nimi i wzniecił powszechny sprzeciw przeciwko skorumpowanym politykom i urzędnikom. Nie mają jeszcze swojego Wałęsy.
Będzie malowanie nowo zbudowanej łodzi.
Oblicza się, że 25% obywateli Filipin żyje w ubóstwie i tu również podkreśla się, że głównie w miastach. Godzę się z tą opinią, bo w małych miejscowościach w górach i nad morzem ja biednych Filipińczyków nie widzę. Są pewne rodziny uboższe od innych, ale nie są biedne w pełnym tego słowa znaczeniu. Ludzie są lepiej zorganizowani we wspólnotach wiejskich, mogą licz na siebie i nawzajem się wspierają. Filipińczycy są bardzo pracowici.
Każda wolna chwila jest wykorzystana. Ten rybak maluje swoją łódź na plaży.
Jednak 12 mln Filipińczyków opuściło swój kraj, emigrując za chlebem, a raczej należy powiedzieć, że za ryżem. Liczbę 12 mln emigrantów wymienił w swoim przemówieniu papież Franciszek, gdy tu gościł w tym roku. To też jest problem, bo często rozłączają się rodziny z tego powodu i cierpią. Filipińczyków cechuje bowiem silna więź z rodziną.
Ten, wykopał dziurę w piasku i spala śmieci z kartonu, po porządkach na swojej łodzi.
Mają też Filipiny problem z mniejszością muzułmańską skupioną na wyspie Mindanao i małym archipelagu wysp Sulu. Nie można powiedzieć, że cała wyspa Mindanao jest muzułmańska, bo są tam również katolickie kościoły. Na Mindanao stoi  największa na świecie figura Jezusa Miłosiernego, mająca 17 m wysokości. To prywatna inicjatywa.
Wszystko się dokładnie dopala i będzie zasypane piaskiem.
Pewna grupa ludzi katolickiego wyznania zakupiła 11 ha ziemi i postawiła na niej ogromną świętą figurę. To w intencji, po kolejnym tropikalnym tajfunie podczas którego na Mindanao zginęło dużo osób, a wiele zostało bez dachu nad głową i bez dobytku żadnego. To nie byli bogaci ludzie, ale zebrali pieniądze i zaczęli budowę, w trakcie której ciągle zbierali fundusze, aż wybudowali ten ogromny posąg.
Kobiety, dzieci i psy szukają cienia między łódkami, dla odpoczynku od upału.
Długo szukali właściwego miejsca, aż znaleźli takie, gdzie wszyscy czuli, że właśnie tutaj powinna figura Jezusa stanąć. W niewielkim El Salvador w pobliżu Cagayan de Oro na Mindanao. Od serca Jezusa odchodzą ogromne świetliste promienie, na których zbudowano schody. Tymi schodami wchodzi się do kaplicy, która znajduje się w sercu figury.
Błękit nieba i morza. Odkąd tu jestem, ani raz nie padał deszcz.
Nie zobaczę tego Sanktuarium, bo jest zalecenie, aby Europejczycy na Mindanao nie jeździli. Islamski Front Wyzwolenia Moro walczy tam ostro o oderwanie od Filipin wyspy Mindanao i utworzenie na niej własnego czystego państwa islamskiego z szariatem. Działa tam również zbrojnie komunistyczna „Nowa Armia Ludowa”. O Mindanao, na innych wyspach Filipin z lękiem w oczach mówią  „Wyspa Strachu”.
Kogo nie stać na hotel, rozkłada sobie własny namiocik na plaży.
Na Wyspie Strachu co rusz mają miejsce zamachy bombowe, zabójstwa i porwania ludzi głównie dla okupu i głównie Europejczyków. Filipińczycy nie mają tyle pieniędzy, aby płacić okupy, więc pod względem porwań mają względny spokój, ale nękani tam są chrześcijanie i zmuszani do przejścia na islam. Mimo to, kościół katolicki stara się działać normalnie i księża wypełniają tam swoją misję. Na Mindanao przebywa nawet kilka polskich księży.
Trzeba chyba odwagi, aby taką łupiną wypłynąć na pełne morze?
Teraz, gdy walka z islamem staje się na świecie, a głównie w Europie jawna, zabójstwa Europejczyków mogą stać się na Mindanao rutynową czynnością, nawet bez żądania okupu. Tam cały czas trwa brutalna islamizacja wyspy i czyszczenie jej z chrześcijan. Islamska grupa terrorystyczna Abu Sayyaf wyznaje, że każdy, kto nie dostosuje się do zasad islamu jest wrogiem i należy go zabić.
Takimi to już pływałam. Też są niewielkie, jednak wydają się bezpieczniejsze.
Konsekwentnie i z uporem dążą do utworzenia czysto muzułmańskiego społeczeństwa na Mindanao Isla. Domyślać się tylko można, że jak już to osiągną, to posuną się dalej, w inne regiony kraju. W niektórych prowincjach Mindanao muzułmańscy ekstremiści napadają na niemuzułmańską ludność i każą im recytować islamską modlitwę Patiha.
Przed zachodem słońca plaża wygląda inaczej niż za dnia.
Nie potrafisz? Giniesz. I odrąbują mu głowę maczetą. Działa tam również ruch Tablight, mający na celu nawracanie dosłownie każdego, kto nie jest muzułmaninem, na wiarę islamu. Oni są wyznawcami wahabizmu, najbardziej radykalnego odłamu islamu.
Czym bardziej słońce zbliża się do widnokręgu, tym jaśniejsza staje się poświata.
Nie zabijają zaraz tak na wstępie, jak Abu Sayyaf, ale siłą zmuszają do modlitw, do przychodzenia do meczetu, do przechodzenia na wiarę islamską. Gdy napotykają opór, niszczą domy niewiernym i stosują wobec nich przemoc fizyczną, strasząc śmiercią.
Rybacy wypływają w morze
Muzułmańscy nauczyciele na Mindanao uczą za darmo w szkołach filipińskie dzieci języka arabskiego i muzułmańskiej teologii. Muzułmańscy urzędnicy sponsorują islamskie programy w radiu i telewizji oraz literaturę promującą islam. Muzułmańscy politycy rozdają publiczne pieniądze na budowę meczetów w każdym mieście miasteczku i wsi. Tak odbywa się osaczanie narodu.
Jest kilka barów w wiose.
W pewnym mieście na Mindanao, znajduje się już 90 meczetów sprawnie działających. Muzułmanie owszem, chcą stałego pokoju, ale uważają, że on może nastąpić jedynie wtedy, gdy wszyscy ludzie, co do jednego, staną się muzułmanami i  poddadzą się woli Allacha. Tylko wtedy zapanuje pokój i ogólne porozumienie wśród ludzi.
Głównie przy hotelach z wyjściem bezpośrednio na plażę.
Niektórzy Filipińczycy przechodzą na islam, jeśli w zamian za to mają zapewnione bezpieczeństwo rodziny i uchodzą z życiem. Staje się to coraz częściej stosowaną obroną przed utratą życia bądź spaleniem przez muzułmanów ich domów. Nieraz nawet robią to dla uzyskania bezpieczeństwa w poruszaniu się po mieście czy wsi. Głównie dzieje się tak na wyspach Sulu oraz na Mindanao w prowincjach Zamboanga i Basilan.
Zacód słońca na Pandaquit Beach.
Tym sposobem może rzeczywiście dojść do całkowitej islamizacji wyspy, a w konsekwencji odłączenia jej od Filipin, bowiem ci, którzy nie chcą przejść na islam, nawet dla świętego spokoju, są zabijani. Coraz więcej ludzi ucieka z Mindanao, żeby osiedlić się w innych częściach kraju, zanim zostaną zabici, a ich domy spalone. Tym sposobem na Mindanao w niedługim czasie zostaną sami wyznawcy islamu.
Słońce wyjątkowo szybko przesuwa się za widnokrąg.
Brak mi informacji na temat, dlaczego rząd Filipin nic z tym nie robi, nie broni swoich obywateli wiary chrześcijańskiej przed przemocą muzułmańską, nie wysyła tam swoich służb dla obrony ludzi, nie stawia morderców przed sądem. Przecież póki co, Mindanao to cały czas jedno państwo, Filipiny. Kolejne rządy podpisują jedynie jakieś porozumienia, które przez muzułmanów są łamane, bo ich żądania ciągle rosną i na tym koniec.
Wszystko wygląda, jak na podświetlonym ekranie monitora.
Pociągnęłam temat ze względu na obecnie zaistniały problem muzułmański na całym świecie, głównie w Europie. Obiecuję, że w następnych postach nie będę już wracała do tematu. Myślę, że znajomość sytuacji na Mindanao pozwoli turystom zastanowić się przez chwilę, zanim tam się wybiorą, chociaż trzeba przyznać, że Mindanao turystycznie jest bardzo ciekawą wyspą i bardzo żałuję, że muszę ją pominąć w swojej podróży.
Słońce za moment zrobi, chlup i zniknie za wielką wodą.
Oczywiście, niektórzy pojadą tam właśnie dlatego. Znam przekorę Polaków. Niektórzy zginą i nikt nie będzie roztrząsał tego tematu. Niektórym nic się nie stanie i będą głosić, że niebezpieczne Mindanao, to przesada. Jesteśmy wolnymi ludźmi i każdy ma prawo relizować swoje pomysły zgodnie z własnym poglądem na sprawę i własną intuicją. Ja tam nie pojadę. Czym się jest starszym, tym bardziej chce się żyć.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz