Patronat medialny



Miło mi poinformować, że moja wyprawa została objęta patronatem medialnym przez portal Link to Polnad www.linktopoland.com

środa, 4 listopada 2015

Piękne i zaskakujące Vigan



Wieczór na Crisologo Street, Vigan
W Vigan przedłużyłam pobyt o 7 dni, mając nadzieję, że tyle mi wystarczy, aby zwiedzić tu ciekawe miejsca i jednocześnie uzupełnić blog. Zaległości na blogu zrobiły się duże, a warunki w „Vigan Hotel” pozwalają mi te zaległości nadrobić.
Właśnie tutaj jestem
Internet jest wprawdzie tylko w holu, ale to obok mojego pokoju. Jest duży stół, na którym mogę wygodnie rozłożyć sprzęt, notatki, kawę i pracować. Internet działa tu bez zarzutu i zdjęcia bez kłopotu się przenoszą do bloga. Wreszcie!
Dzieciaki tu są bardzo wesołe i zawsze chcą, żeby ich fotografować
Siedzę sobie w holu i pracuję, a tu mnie ktoś trąca. Oglądam się, a nade mną stoi Ann i Bob. To wy tutaj? Dziwię się. Zmienili hotel na bliższy centrum i właśnie dzisiaj się tutaj wprowadzili. Ja tu jestem od początku, poinformowałam.
Na wszystkich domach powieszono w Vigan takie ładne tabliczki z nr i info.
Oni lubią zmieniać hotele. Są w danym miejscu krócej, a hotele zmieniają częściej. Ja nie lubię się tak często przenosić. Szybko się zadomawiam i nie chce mi się co rusz zbierać wszystkich rzeczy, pakować i przenosić w inną część miejscowości.
Każda szkoła jest wesołą i kolorowa i przyjazna dzieciom, co zadeklarowano.
Tym sposobem znowu się spotkaliśmy. Niestety, nie pójdę z wami, powiedziałam, bo muszę pracować. Mam sporo zaległości do odrobienia. Kiedyś to muszę zrobić. Ok? Wszystko przez ten tajfun, brak elektryczności, internetu, a potem awarię laptopa.
Są wymalowane murale patriotyczne i naukowe np.wzory matematyczne itp
Następnego dnia po śniadaniu poszłam zwiedzić Vigan Garden. To kawałek za miastem, ale poszłam pieszo, żeby rozprostować kości po długim ślęczeniu nad laptopem i żeby wszystko po drodze dokładnie obejrzeć.
Nad rzeką stoi coś takiego. Są tam wypisane wszystkie potrawy regionu i jak to robią
W Garden uprawiane są tradycyjne rośliny, warzywa i przyprawy do veganskich potraw na ekologicznych poletkach. Można tam również kupić różne ekologiczne wyroby gospodyń  z takich upraw, jak również zrobione przez nie przetwory. Kupiłam konfiturę.
Jadąc mostem, widać z daleka tą instalację
W Vigan Garden dowiedziałam się więcej o typowo tradycyjnych potrawach filipińskich, a nawet spróbowałam niektóre. Są tam pokazane tablice ze zdjęciem i podpisem każdej typowo filipińskiej potrawy. Rozdawane są również ulotki, w których opisany jest sposób przyrządzenia takich potraw.
Odwiedziłam Hidden Garden. Tu też już atmosfera świąteczna.
Zaobserwowałam, że Filipińczycy w ostatnim czasie bardzo propagują zdrową żywność, tradycyjną żywność, ekologiczną żywność i ochronę środowiska. Są na te tematy spotkania, pogadanki w szkołach i w miejscach wspólnych, ogólnych spotkań.
Między drzewami, roślinami stoją tabliczki z foto i nazwą regionalnych potraw Vigan.
Oni mają coś takiego na wzór naszych dawnych Domów Kultury za czasów PRL-u i tam się spotykają. Na afiszach wywieszone są zawsze terminy i tematy spotkań w danym miesiącu, jak również innych spotkań kulturalnych w miasteczku.
Tutaj zobaczyłam, jak rosną te słodkie kartofelki, które bardzo lubię
Są w każdym dosłownie mieście i małym miasteczku domy dla seniorów. Nie są to domy starców, ale miejsca, gdzie starsi ludzie się spotykają, biorą udział w różnych pogadankach i spotkaniach (również z młodzieżą) i sami organizują różne imprezy.
Warek-warek? tego jeszcze nie jadłam
Między innymi na temat dawnych tradycyjnych potraw właśnie i ekologicznej uprawie różnych naturalnych przypraw. Również imprezy rozrywkowe, jak zauważyłam. Starsi ludzie tradycyjnie już otoczeni są tu ogólnym szacunkiem i dostrzegani przez młodych ludzi. Natomiast zwracanie się do każdej kobiety „mami” nie wiąże się z wiekiem.
To ja w Hidden Garden
Pewną moją znajomą bardzo drażniło, gdy zwracano się do niej mami, bo uważała, że można tak mówić do starych kobiet właśnie, a ona była jeszcze stosunkowo młoda i takie do niej zagadanie w jej mniemaniu przydawało jej wieku i było dla niej ujmą. 
Babcie też lubią fotografować swoje wnuki.
Absolutnie nie miała racji. Ne znając imienia osoby, z którą się rozmawia, takie „mami rozwiązuje sprawę, czyniąc rozmowę bardziej osobistą. Można też przyjąć, że to takie wspólne imię da wszystkich kobiet.
Longanisa, przysmak filipiński. Spróbowałam taką kiełbaskę z grila.
To tylko taki grzecznościowy zwrot, wskazujący na szacunek do kobiety. W ten sam sposób zwracają się również do młodych kobiet. Do kogo nie zagadam, do policjanta, drivera, sprzedawczyni w sklepie, każdy kończy swoją wypowiedź tym słowem, podkreślając, że mówi do mnie właśnie, a nie w przestrzeń i że darzy mnie uwagą.
Tutaj inne kiełbaski i nadziewane kurze jelita na patyku. Nie próbowałam.
Yes, mami, go to straight, mami, One fifty, mami. Nie powiedzą, że za zakupy należy się one hundred fifty peso, tylko właśnie tak, one fifty, w skrócie. Nie jest to dla turystów dobre, bo umawiając się na zapłatę np. na 150 peso może potem zażądać 1050 peso.
W takich pęczkach sprzedawany jest czosnek. Z powodzeniem.
Powie potem, że one fifty miał na myśli thousand, a nie hundred. Ja się zawsze upewniam i wymuszam na nich powiedzenie kwoty pełnym zdaniem. Lubię jasne sytuacje.
Zadawalam się takim skromnym śniadankiem. Żółty ser i papryka z bułeczką i kawa.
Pomimo propagowania zdrowego życia, życia w czystym i zdrowym otoczeniu, powietrzu i wodzie, spożywania zdrowych, ekologicznych produktów, coraz więcej w miastach filipińskich jest popularnych sieciówek, typu McDonald i innych stworzonych na ich wzór lokali. 
W pracowni ceramicznej.
Na Filipinach najbardziej popularna jest sieć „Jollibee”, Filipińczycy masowo odwiedzają te miejsca, głównie młodzież i mają na to pieniądze. Jest tam trochę taniej, niż w McDonaldzie i dania dostosowane są w smaku do gustu Filipiczyków. A gust Filipińczyków charakteryzuje się tym, że wszystko musi być słodkie, nawet chleb.
Dzieciaki są miłe i kontaktowe. Śmiałe do obcych.
W ogóle tutaj dzieci od najwcześniejszych lat mają swoje pieniądze do dyspozycji (chyba, że są z rodzin, w których nawet ich rodzice nie mają pieniędzy). Wszędzie widać dzieci z podstawówek i innych szkół, jak na przerwach lub po zakończeniu lekcji tłumnie oblegają stragany i sklepiki kupując sobie różne rzeczy. Łatwo je rozpoznać, bo są w mundurkach.
W  Hidden Garden można zrobić ekologiczne zakupy
Przed szkołami już tradycyjnie stoją całymi godzinami rowerowe lodziarnie z melodyjkami, bo dzieciaki przecież lody uwielbiają i przy furtce szkolnej je kupują. Młodzież ze szkół średnich i wyższych jeździ często swoimi skuterami (chociaż nie tak masowo, jak w Kambodży) i całymi gromadami oblegają lokale sieciowe właśnie, chociaż nie jest tam najtaniej i najzdrowiej.
Bardzo stary maleńki kościół z dzwonnicą obok.
We wczesnych godzinach lokale te świecą pustkami, ale po południu i wieczorem zapełniają się głównie filipińską młodzieżą. Do południa w McDonaldzie można spotkać czasami zagranicznych turystów, głównie z krajów, gdzie życie bez porządnego hamburgera zupełnie traci sens.
Skusiłam się na takie danie w Jollibee, filipiński odpowiednik McDonalda
Weszłam i ja w końcu do takiego lokalu, żeby zjeść pastę, czyli makaron z sosem pomidorowym. Do tego dania dołożono mi w ramach promocji szklankę coca-coli wraz z kostkami lodu oraz okrągłe ciasteczko, taką oponkę nadziewaną marmoladą owocową. Smakowała, jak nasz pączek. W normalnych warunkach nie piję coca-coli, ale skoro to stanowi komplet z daniem? Ok.
Poznałam tam Jerrego z Florydy i jego filipińskiego opiekuna.
Przy sąsiednim stoliku usiadło dwóch mężczyzn, którzy razem ze mną wchodzili do lokalu. Jeden z nich był tutejszy, a drugi to Jerry, Amerykanin z Florydy. Ten tutejszy też mi się przedstawił, ale naprawdę trudno zapamiętać ich bardzo inaczej brzmiące imiona. On opiekuje się tym starym Amerykaninem.
Te stareńkie, nieremontowane mury dodają Vigan uroku. Dopóki się nie rozpadają.
Wywiązała się przyjemna rozmowa, opiekun zaproponował, żebyśmy przysunęli do siebie stoliki, to będziemy rozmawiać nie przerywając jedzenia i nie odwracając się od stołu. Otóż Jerry ma 73 lata (nie omieszkali zapytać o mój wiek, którego już nie ukrywam) i przyjechał jakiś czas temu na Filipiny. Najpierw na wypoczynek, ale spodobało mu się tutaj i z czasem postarał się o wizę imigrancką.
Wieczorem na Burgos Plaza wielkie smażenie empanady. Tu robią ją najlepiej za 30 peso.
Tak przynajmniej zrozumiałam, bo przecież rozmawialiśmy po angielsku, więc pewne słowa mogę mylnie pojmować. Otóż chodzi o to, że może tu zamieszkiwać, jak długo zechce, bez ciągłego przedłużania wizy. Przyznano mu status rezydenta.
Te calesy, to ja bym mogła fotografować bez przerwy.
Tym sposobem zamieszkał na stałe na wyspie Bantayan, a od czasu do czasu jeździ z opiekunem po różnych innych wyspach, bo za stary już jest, żeby samemu podróżować i troszczyć się o transport, noclegi itp., a chce obejrzeć więcej miejsc w tym pięknym kraju.
W końcu i mnie sfotografowano z calesami.
Bardzo dobry pomysł, skoro go na to stać, dlaczego nie? Teraz właśnie odwiedzili Vigan i bardzo Jerremu się tutaj podoba.
Crisologo Street, Vigan, Filipiny, Luzon
Mnie też tu często biorą za Amerykankę, ale natychmiast wyprowadzam ich z błędu, ponieważ od Amerykanów spodziewają się z gruntu większej rozrzutności na różne wycieczki tricyklowe po mieście i okolicy, sute napiwki, droższe pokoje hotelowe.
Herb miasta Vigan
Również na opiekunów i private guide po mieście i wyobrażają sobie, że każdy Amerykanin ma taki zasób dolarów na koncie bankowym, że może z bankomatu wybierać te dolary bez opamiętania.
Czasami trzeba trochę pogadać z kumplem, a nie tylko wozić turystów
Zaznaczam skromnie, że jestem z Polski, proszę by nie mylić Poland z Holand, bo Poland stosunkowo niedawno otworzyła się na świat i dlatego dopiero teraz mogę swobodnie podróżować po całym świecie ( z czego skwapliwie korzystam).
Wieczorem towar ze sklepów i kawiarniane stoliki wyjdą na ulicę.
Większość ludzi potrafi zlokalizować Polskę, a najczęściej kojarzą ją z Janem Pawłem II, często znają jego prywatne nazwisko i prawidłowo wymawiają Karol Wojtyła, z Wałęsą i Lewandowskim, mimo, że ich najważniejszym sportem jest koszykówka, a nie piłka nożna.
Wystarczy wyjść za opłotki i mamy wiejskie sielankowe obrazki
Ale spotkałam się również z pytaniem, czy Poland to stan United State of America? Ten facet uparł się widocznie, aby przypisać mnie Ameryce. Oj, chciałabym, chciała, ale los zrządził inaczej. Pochodzę z kraju, który jest trudny do kochania, ludzie nie śpiewają tu hymnu ze wzruszeniem, trzymając rękę na sercu.
Nawet z okna na piętrze mnie wołają i pozdrawiają. Sympayczni Ci Filipińczycy.
Nie wieszają na swoich domach, ani w blokowych oknach flagi państwowej dla dumy i manifestacji swojej przynależności społecznej. Chyba, że istnieje konieczność związana z jakimś świętem państwowym, a tak spontanicznie, to tylko w czasie igrzysk sportowych lub ważnego meczu piłki nożnej.
Calesa na przedmieściu Vigan
Nie wypowiadają się z szacunkiem o wybranym przez siebie Prezydencie i Parlamencie i tak naprawdę nie są katolikami, a jedynie wykorzystują religię do celów politycznych.
Zrób foto, zrób foto, wołąją i pozują i jak tu odmówić? potem oglądają i śmieją się.
Na co dzień są smutni i przygnębieni, a gdy spotkają szczęśliwego  współziomka, który radośnie pracuje na swój dobrobyt, to by go w łyżce wody utopili, gdyby mogli z zawiści. Każdy powinien być smutny, wściekły, biedny i niezadowolony rutynowo ze wszystkiego. Z władzy, pracy, zarobków, sąsiadów i pogody.
Zjadłam empanadę w Hidden Garden i wypiłam San Miguel Light
No i zawsze muszą znaleźć winnego swojego niezadowolenia. Ostatnimi laty, zanim wyjechałam w podróż, wszystko było winą Tuska, premiera rządu. Teraz wybrali do władzy inną partię, więc i nowego winnego swoich nieszczęść będą musieli szukać od początku.
Ten uprzejmy kelner sam zaproponował, że zrobi mi zdjęcie.
Rękę dam sobie uciąć za to, że z wybranych przez siebie ludzi do władzy też będą niezadowoleni. Bo to już taka natura Polaka.
Paradę otwierały karety z oficjelami miasta. W każdej karecie jedna ważna osoba.
Na zakończenie pobytu w Vigan czekały mnie same niespodzianki. Nie wiem, jak długo mogę być w jednym mieście, to przed samym wyjazdem potrafi ono nieraz zaskoczyć mnie czymś zupełnie nowym, otworzyć przede mną nową szufladkę-niespodziankę.
Następnie pary prezentowały stroje z różnych epok i regionów
Niespodzianki rozpoczęły się w dzień, gdy Ann i Bob opuścili miasto, wędrując pieszo z plecakami na Bus Terminal o zmierzchu. Już mieli kłopot z przejściem po Crisologo Street, bo trwały przygotowania. 
Na końcu wybiegu, przed ważnymi gośćmi dawały fragment regionalnego tańca i wracały.
Tego wieczoru  był pokaz strojów z różnych epok i różnych regionów Filipin. Miasto urządziło wiele atrakcji dla mieszkańców i turystów.
Wiem, że ten post się wydłuży, ale nie mogę się oprzeć i muszę pokazać tą paradę.
Nie pominę faktu, że nic, ale to absolutnie nic nie rozpoczyna się na Filipinach punktualnie i nieraz tracę swoją europejską cierpliwość i rezygnuję z atrakcji, bo nie mam już sił czekać dłużej na rozpoczęcie. 
Paradzie towarzyszyła w tle muzyka
Jestem pełna podziwu dla azjatyckiej cierpliwości. Wszyscy czekają w milczeniu, bez emocji. Tym  razem ja również uparłam się i  czekałam, co rusz wzdychając głęboko, bo musiałam w sobie tłumić agresję.
Ta dama na zakręcie wywróci się, przed samym stołem oficjeli.
Na plakatach rozstawionych po całym mieście było napisane, że pokaz zacznie się o g.6.oo p.m. Przerywam pracę na laptopie, łapię aparat fotograficzny i lecę, żeby zapewnić sobie jakieś dogodne miejsce widokowe. Ludzi po prostu tłumy.
Pary wychodzą z małej uliczki po prawej stronie, a znikają po lewej
Stoją lub siedzą na ziemi, na schodkach, na balustradach po obu stronach Crisologo Street, zwisają z balkonów budynków i restauracji na piętrach, a na ulicy nic się nie dzieje. Jest 6.30 p.m, 7.00 p.m, 8.oo p.m i nic. Azjaci siedzą cierpliwie. Pytam przechodzącego organizatora, bo oni cały czas kręcą się oczywiście po ulicy.
Piękny pokaz
Gdzieś przechodzą, wychodzą, dochodzą do nowo przybywających oficjeli, dyskutują między sobą, przenoszą jakieś rzeczy, kable, mikrofony, zapisane kartki jakieś, a nieraz tak sobie biegają bez żadnej konkretnej przyczyny, stwarzając atmosferę ważności chwili i swojej osoby.
Prowadząca objaśnia oczywiście z jakich lat i regionu pochodz każdy strój
Co jest? Pytam,  kiedy się zacznie parada? (tak nazwali ten pokaz). Może o 9 p.m mówią, może trochę wcześniej, a może później? Kto to wie? A ja naiwna myślałam, że właśnie organizatorzy powinni to wiedzieć.
Ale jak ktoś jest taką ostatnią sierotą i nie zna języka, to dużo traci
W końcu wychodzi konferansjerka i pokaz się rozpoczyna. Z bocznej uliczki wychodzą pary lub wyjeżdżają dorożką w brukowany deptak i idą do wylotu Crisologo w Burgos Plaza. Każda para jest zapowiadana, opisana jest epoka, strój, pochodzenie, tradycje regionu, w tle ładna, nie za głośna muzyka. Filipińczycy słuchają tego, co cały świat i są na bieżąco w muzyce.
Mogę tylko podziwiać stroje i modeli
Jest naprawdę ślicznie. U nas byłyby jeszcze oklaski, tutaj wszystko przebiega w milczeniu. Nie licząc moich grzecznościowych braw wspieranych dodatkowo przez dwóch, trzech turystów słabo widocznych w tłumie.
Ta para tańczyła przez cały wybieg, nie tylko przed oficjalnymi gośćmi
Stroje i osoby je prezentujące idealnie współgrają z architekturą kolonialnej uliczki, tonącej w ciepłym świetle zabytkowych ulicznych latarni. Wszystko jest filmowane, pstrykają aparaty fotograficzne widzów. Ja mam naprawdę świetne miejsce widokowe.
Pięknie się prezentują, prawda?
Pary wracają, wykonują fragment jakiegoś tańca właściwego dla danej epoki i regionu Filipin, po czym znikają po drugiej stronie bocznej uliczki, bo wychodzi już następna para. Jedna modelka wywraca się z powodu zbyt skomplikowanego stroju. Rozlega się okrzyk przerażenia tłumu.
To ta wywrotka. Już ją postawili, ale ciągle jej pod suknią czegoś jeszcze szukali.
Trochę trwa, nim wyplączą ją ze zwojów i oszkieletowania sukni. Ona cierpliwie leży na bruku i czeka na oswobodzenie. Mimo tego jednego przykrego przypadku, pokaz odbywa się bez zakłóceń. To był naprawdę ładny pokaz, ale po godzinie ludzie zaczęli się rozchodzić do domów.
Dziewczynka z balonem
Najpierw pojedynczo, chyłkiem, potem małymi grupkami, środkiem brukowanej uliczki, między wychodzącymi modelami pokazu. Było to nieprzyjemne. Ja też nie wytrzymałam do samego końca, chociaż mieszkam tuż za rogiem, ale uświadomiłam sobie, że jak mi gospodarz zamknie na noc bramę to się do domu nie dostanę.
Jestem w centrum i  w zaciszu zarazem. Tylko słychać stukot końskich kopyt po bruku
Musiałam przejść obok stołu organizatorów i oficjeli, aby skręcić w Burgos Street.. Powiedziałam do nich, sorry, ale skoro z takim opóźnieniem rozpoczynacie, to nie dziwcie się, że ludzie się rozchodzą. My tutaj wiele godzin przed rozpoczęciem imprezy już czekaliśmy. Jesteśmy zmęczeni czekaniem. Pokaz ładny. Good night.
Tego wieczoru atrakcje nie na Crisologo Street, a nad wodą na Burgos Plaza
Następnego dnia przyszłam na następną imprezę znowu punktualnie i o dziwo, punktualnie się ona rozpoczęła. Może poprzedni wieczór coś uświadomił organizatorom? Nie wiem, jak tam było dalej, po moim wyjściu, ale ważne jest, że jakąś nauczkę dostali i coś przemyśleli, skoro następnego wieczoru zaczynają punktualnie.
Pokaz scen historycznych
Jeszcze następnego dnia był halloven, bardzo pomysłowo udekorowali całą starówkę, wszystkie sklepy i restauracje odpowiednio przybrały swoje lokale i przygotowały się na przyjęcie wielu gości. 
sceny odbywały się w migających kolorowych światłach.
Działo się, ale ja osobiście nie przepadam za takimi rozrywkami, więc po obejrzeniu dekoracji i przygotowań, wróciłam do hotelu, żeby się spakować i nie panikować ostatniego dnia.
Dzieciaki zawsze sobie znajdą najwygodniejsze miejsce widokowe na spektakl
A następny, ostatni już dzień mojego pobytu w Vigan wykorzystałam na maxa, zwiedzając to, co opuściłam podczas swojego pobytu i na przejażdżkę zabytkową dorożką.
Tego wieczoru królował halloven. Ten pan chce mnie wystraszyć.
To był 1 listopad, Wszystkich Świętych. Ludzie, jak u nas, chodzili na cmentarze, palili świeczki, składali wieńce i kwiaty, bo Filipińczycy, to katolicy przecież.
Wystrojono odpowiednio sklepy i restauracje
Codziennie wielokrotnie przechodziłam obok dorożkarzy zabytkowych dwukołówek na Plaza Burgos, bo mieszkałam w pobliżu i za każdym razem wychodząc ze swojej małej Burgos Street musiałam obok Parking Calesa przejść.
Postanowiłam pojeździć po mieście calesą. Mój wybór padł na Edwarda.
Dorożkarze ciągle mnie nagabywali, abym pojechała na godzinną przejażdżkę po mieście calesą, a ja tylko z uśmiechem kręciłam przecząco głową i szłam dalej. Znaliśmy się już z widzenia, czasem robiłam im zdjęcia, pod koniec pobytu już mnie nie namawiali, bo znali odpowiedź, pozdrawialiśmy się jedynie wzajemnie.
Obejrzałam piękny duży kościół
Aż tu nagle mówię, ok, chcę się przejechać calesą po mieście, z którym mam jechać? Byli zaskoczeni, śmieli się, zgłosiło się kilku chętnych, ale mogłam jechać tylko z jednym. Taka jazda kosztuje jedynie 150 peso (3,5 $) i naprawdę jest przyjemna.
Jego imponujące wnętrze
Dorożkarz jest zarazem guide, objaśnia wszystko po drodze, czeka aż się zrobi zdjęcia. Jak jakiś obiekt wymaga poświęcenia mu więcej czasu, dorożkarz mówi, w którym miejscu będzie czekał i swobodnie, bez pośpiechu mogę sobie zwiedzać i fotografować. Mój dorożkarz miał na imię Edward.
Zabytkowa Bantay BellTower zrobiła na mnie wrażenie. I te schody do niej.
Jest fajnie, polecam wszystkim taką wycieczkę. Większą przerwę zrobiliśmy przy Bantay Bell Tower z 1591r. To była dla mnie niespodzianka! Nie mogłam po prostu wyjść z tego miejsca. Oprócz tej starej zabytkowej wieży, znajduje się tam również kościół w ruinach. 
Zachwycił mnie kościół w ruinach. Zdjęcie nie oddaje tego piękna. Cisza i nastrój.
Edward mi to powiedział i dodał, że nie muszę się spieszyć, on tu na mnie będzie czekał. Wiedział, że mi się tam spodoba i będę robiła mnóstwo zdjęć.
Trzeba tu być osobiście, objąć wzrokiem całość, czuć ten zapach natury i starych murów.
Po prostu w starych ruinach, pod gołym niebem urządzono kościół ze wszystkimi wymaganymi dla kościoła elementami, jak ołtarz główny, boczne ołtarze, droga krzyżowa, ambona itp. Tyle, że to wszystko wkomponowane jest w stare ruiny pozostałe po kolonizatorach. 
Matka Boska podaje komuś dzieciątko, czy go prezentuje światu?
Wspaniały obiekt. Jest tam również zabytkowy kościół murowany. Ogromny, zadbany, pięknie się prezentuje z zewnątrz i w środku również.
Wspaniały pomysł, aby w ruinach urządzić kościół. Ciekawe, kto na to wpadł?
Potem, po wycieczce calesą z Edwardem poszłam jeszcze na Bus Terminal firmy Partas dowiedzieć się o której godzinie mam w poniedziałek autobus do Pagudpud. Trzeba podawać dzień, w którym się jedzie, bo autobusy różnie jeżdżą w różne dni tygodnia. Do Pagudpud jest tylko jeden kurs o g.4.00 nad ranem. Niemożliwe!
Powrót na Burgos Plaza. Ja za kierownicą, to.znaczy, za lejcami.
Zdziwiłam się, bo bym musiała już o 3.00 rano wstać, a jak znajdę tricykl o tej porze, w nocy? Z moimi bagażami pieszo tu nie dojdę. Jak dobudzę właściciela, żeby mi bramę otworzył? Może jakiś inny, za dnia jest autobus? Nie ma, o 4.00 a.m.only,  pada odpowiedź.
Czas wyruszyć w dalszą drogę. Pojadę z firmą Partas.
To może jakiś z change, nalegam. 4.00 morning to early for me. Dojadę jakiś odcinek o normalnej porze, a przesiądę się w miejscowości skąd jest więcej autobusów do Pagudpud? Nie, nie ma takiego z  przesiadką. 4.00 a.m. only, upiera się informatorka.
Weszłam jeszcze do Muzeum, bo drzwi były otwarte.
Wykluczone. Nie jadę o tej porze. To nie jest normalna godzina na podróż. Podróż ma mi dawać przyjemność, a nie być udręką. To ja rezygnuję, informuję panią. Przysiadłam na murku i przyjrzałam się jeszcze raz dokładnie swojej mapie. Znów idę do okienka i mówię, że w takim razie ja już nie chcę do Pagudpud tylko do Laoag City.
Obudziłam gościa, ale powiedział mi, że Muzeum nieczynne i znowu zasnął.
Do Laoag City autobusy są co godzinę, pada odpowiedź. Every day? Upewniam się, tomorrow too? Tak. To świetnie, thank you i zadowolona poszłam sobie. Tak właśnie lubię podróżować. Wstanę rano, wezmę prysznic, zjem coś, wypiję kawę, dopakuję bagaże i pożegnam się z gospodarzem.
Na ostatni dzień atrakcji, miasto dało pokaz kolorowych fontann
Po wyjściu z bramy przetoczę 20 m bagaże do tricykla, bo one u wylotu mojej uliczki do Plaza Burgos mają postój (w rynku nie wolno im stać, tam mają postój tylko calesy) Tricykli stoi tam zawsze bardzo dużo i spokojnie pojadę na Terminal. O której zajadę, to zawsze niebawem będę miała autobus do Laoag City.
Pokazowi światła i wody towarzyszyła piękna muzyka poważna
Wieczorem, gdy już się na dobre spakowałam, zostawiając na wierzchu tylko przybory toaletowe i piżamę, wzięłam aparat fotograficzny i poszłam ostatni raz do miasta. Tego wieczoru przy tym ogromnym basenie po środku miasta miał się odbyć pokaz tryskających kolorowych fontann. Gdy tam doszłam, już trwał. Było przepięknie.
 Tu mamy lód i śnieg.
Pokaz odbywał się przy specjalnie dobranej do okoliczności, wzniosłej muzyce. W najpiękniejszych momentach wrażenie potęgowała muzyka operowa takiego rodzaju, przy której normalnie serce bije szybciej, a wśród tak pięknego pokazu zwiększa się wielokrotnie zachwyt tym, co się wokół nas dzieje. Ludzi było nieprzebrane tłumy.
Fontanny tańczyły w rytm arii operowych i mieniły się kolorami.
Chyba wszystkie domy opustoszały tego wieczoru w Vigan. Żaden turysta prawdopodobnie nie został w swoim hotelu. Restauracje wokół stały puste, a obsługa również wpatrywała się, jak urzeczona w kolor i dźwięk. Stoliki  przed restauracjami na Plaza Burgos i Crisologo Street zapełniły się potem błyskawicznie.
Żegnam się z calesami na Crisologo Street w Vigan
Po pokazie ludzie nagle poczuli się głodni i chcieli posiedzieć w swoim towarzystwie, aby przedyskutować wrażenia, na gorąco pooglądać zdjęcia z pokazu w swoich aparatach i na komórkach. To była przyjemna i gwarna noc na starówce Vigan.
Święty Mikołaj już przybył do Vigan, do Was też?
Nikomu nie chciało się spać. Wróciłam do hotelu po północy. Brama była na szczęście otwarta. Boy spał na ławeczce przy recepcji. Rano niespiesznie się wyszykowałam, wsiadłam do tricykla, dotarłam do Partas Terminal Bus i opuściłam Vigan, które będę z pewnością długo i z przyjemnością wspominała.
Choinkę w Vigan przystrojono wyjątkowo wcześnie. Vigan już w świątecznym nastroju.

1 komentarz:

  1. może i Polacy są tacy jak Pani opisała w tym poście , ale to jest spowodowane tym że kraj został wyprzedany przez sprzedawczyków z polskiego nierządu a z ludzi uczyniono niewolników ekonomicznych a z Polski neo-kolonie , koszty pracy to 70% wat 23% zarobki nędzne a ceny światowe , trudno żeby Polacy byli z tego zadowoleni skoro są tak okradani przez rząd ,ale pomimo to , Polska to najpiękniejszy kraj na świecie i jeden z najciekawszych turystycznie krajów , są 4 pory roku góry ,jeziora,lasy ,morze,niesamowite rekonstrukcje średniowiecznych bitew , wspaniała architektura czy przepiękne miasta , a na tych Filipinach co jest ? wieczny upał i albo pada deszcz albo jest pora sucha ale zawsze jest gorąco (ja się tam czułem jak w saunie) ale być może komuś to odpowiada mi nie , i do tego Filipińczycy z fałszywym uśmiechem na twarzy zawsze próbują oszukiwać turystów lub zawyżają ceny co jest normą , miasta Filipińskie jedne z najbrzydszych jakie widziałem , brud smród i ubóstwo i pełno wiszących kabli , jedynie przyroda jest ciekawa bo takiej w Europie nie ma ,oraz Filipińskie dzieciak rzeczywiście są niesamowite,....
    https://www.youtube.com/user/tripsoverpoland/videos
    http://tripsoverpoland.pl/

    OdpowiedzUsuń