Patronat medialny



Miło mi poinformować, że moja wyprawa została objęta patronatem medialnym przez portal Link to Polnad www.linktopoland.com

poniedziałek, 16 listopada 2015

Pagudpud, wycieczka



Patapat Bridge, Pagudpud, Luzon, Filipiny.
Musiałam nastawić budzik, żeby wstać wcześnie rano, zrobić sobie śniadanie, spokojnie wypić kawę i na g.8.oo być gotową do wyjazdu z Romulo. I tak utargowałam godzinę, bo Romulo chciał, żebyśmy wyjechali już o 7.oo rano. Dla mnie to zdecydowanie za wcześnie, bo bym musiała wstać już o 5.30, żeby się wyszykować.
Ładny i bezpieczny wiadukt jest zarazem tarasem widokowym na morze.
W podróży zdążyłam się już rozleniwić na tyle, że jak ognia unikam zrywania się bladym świtem z łóżka. Trzeba o siebie dbać. Tutejsi ludzie wstają wcześnie ponieważ wcześnie im się kończy dzień, a obowiązki zawodowe, domowe i rodzinne mają takie same, jak my i muszą ze wszystkim zdążyć. O g.18.oo jest tutaj już zupełnie ciemno.
Handel straganowy przy Paraiso Ni Anton
Zdążyłam wziąć prysznic, zrobić sobie na śniadanie owsiankę, wypić kawę i już o 7.30 zameldowałam się z plecaczkiem i aparatem fotograficznym na podwórku. Romulo już dawno był gotowy, więc bez zwłoki wyruszyliśmy jego samochodem, którego marki nie udało mi się odkryć. Ale pchać go nie musieliśmy, sprawował się dobrze.
Mijamy małe gospodarstwa rybackie. Słabo tu zaludniony teren.
Potem doszłam do wniosku, że dobrze się stało, że Romulo zaproponował podróż samochodem, bo to były spore odległości i tricyklem wleklibyśmy się o wiele dłużej. Po drodze Romulo pokazał mi małą szkołę elementarną, w której pracuje Marybell, bo ona jest nauczycielką. Dlatego Oliver pełni rolę babysister i opiekuje się Vincentem.
Żeby wejść do Aqua Grande, trzeba wykupić bilet za 20 peso.
Widocznie żadna babcia ani ciocia nie może im pomóc w opiece nad dzieckiem, bo w tej licznej rodzinie mieszkającej w jednym podwórku jest więcej takich maluchów wymagających ciągłej i bezpośredniej opieki.Przecież część członków rodziny pracuje, niektórzy nawet w innych krajach, a tutaj ktoś musiał po nich przejąć obowiązki.
To ja na Bantay Abot Cave
Już wcześniej zauważyłam, że na Filipinach ludzie są bardzo bezpośrednio zaangażowani w opiekę nad małymi dziećmi, a mieszkając przy tak dużej rodzinie, przyjrzałam się temu zjawisku dokładniej. Otóż takie małe dzieci, jak Vincent, które jeszcze nie chodzą na własnych nogach, są bez przerwy noszone na rękach.
Bardzo ładna trasa, ale korków nie ma.
Dziecko nie siedzi w wózku, chodziku, na kocu, w kojcu, tylko od rana do wieczora ktoś je nosi, poklepując delikatnie po pleckach. Spaceruje z nim w ramionach po szosie, po plaży, po podwórku, przysiądzie czasami na pniu drzewa, pogada w bramie z sąsiadami, ale zawsze z niemowlakiem na rękach.
Romolo na skale Bantay Abot Cave
Pierwsze osoby, jakie spotykam wychodząc rano na podwórko, to jest jakaś osoba spacerująca z niemowlakiem na ręku i Oliver również już od rana chodzi po podwórku z Vincentem w ramionach. To musi być bardzo wyczerpujące zajęcie. Zapytałam o to.
Błękitna łódka w regionie Ilocos Norte
Pokazali, że mają spacerowy wózek dziecięcy, ale przyznali, że u nich taki zwyczaj, aby dziecko zawsze było przytulone do mamy, taty, babci lub innej osoby z rodziny nim się opiekującej. Faktem jest, że nigdy nie słyszę tu płaczu małego dziecka.
Symatyczny Romolo na kamienistej plaży Bantay Abot Cave.
No więc Marybell pojechała tricyklem do pracy, Oliver chodził z Vincentem po podwórku, a ja z Romulem pojechałam obejrzeć ciekawostki w okolicy Pagudpud. Najpierw na Patapat Bridge, który naprawdę jest imponujący i wije się u podnóża pasma górskiego Cordillerów..
Dojechali inni turyści. Też idą do dziury w górze.
Patapat Bridge ma niemal 1,3 km długości. Jest czwartym najdłuższym mostem na Filipinach. Zamiast przebijać się z drogą przez góry, zbudowali po prostu wiadukt przy ścianie skalistej masy górskiej, nad samym brzegiem morza. Most wije się równolegle i zgodnie z naturalną linią góry, co daje bardzo interesujący efekt widokowy.
Zapowiedź miejsca z jedzeniem.
Jedzie się nim z Laoag do Cagayan, przez Pagudpud. Jutro autobusem nim pojadę do Cagayan. Wiadukt wznosi się na wysokości 31 m nad poziomem morza. Wiadukt zbudowano w 1986r, jeszcze za czasów rządów Ferdynanda Marcosa.
Ładnie tu sobie ludzie mieszkają. Talerz satelitarny jest.
To bardzo udana budowla, dobrze komponuje się z otaczającą go przyrodą, nie psując naturalnie pięknych widoków, jak niektóre potworki budowlane to potrafią. Wiadukt ładnie zaprojektowany architektonicznie. Mimo, że betonowy, sprawia wrażenie lekkiej wijącej się białej wstęgi między zielenią gór i błękitem morza.
Romolo, brat Oliviera, u którego wynajmuję pokój w Pagudpud. Dzisiaj mój driver.
Patapat Bridge pełni podwójną rolę: bezpiecznej drogi łączącej miasto Laoag z najbardziej na północ wysuniętymi miejscowościami prowincji Ilocos Norte, jak również atrakcyjnej i ciekawej budowli przyciągającej turystów w to miejsce.
Na górze, na wysokości słupów elektrycznych biegła kiedyś stara droga.
Stara droga była wyżej. Na zdjęciu widać jej ślady tam, gdzie stoją słupy elektryczne. Droga była wąska z bardzo stromym zboczem schodzącym do morza. Często zdarzające się osuwiska z pionowego niemal pasma górskiego powodowały wiele wypadków drogowych. 
Lecące z gór potoki wody w porze deszczowej spływają teraz do morza pod wiaduktem.
W porze deszczowej z gór z wielką siłą leciała woda i kamienie, podobnie, jak działo się to w czasie tajfunu podczas mojej podróży do Vigan. Powodowało to wiele wypadków, było bardzo dużym zagrożeniem dla życia ludzi. 
Na trasie miejsce związane z religią.
Zdecydowano wybudować tu wiadukt. Woda z gór leci teraz po wybetonowanych ścianach, wpadając do morza między ścianą góry, a wiaduktem. Kamienie również spadają pod wiadukt. Teraz jest bezpiecznie o każdej porze roku.
Ta kapliczka znajduje się wewnątrz drzewa.
W 2010 r  w pobliżu Patapat Bridge rozbił się towarowy statek koreański. To również pokazuje, jak niebezpieczne i czasem nie do opanowania przez marynarzy, potrafią tutaj być fale morskie, z powodów silnie wiejących wiatrów.
Obok stoi mini kaplica, gdzie ludzie się mogą pomodlić.
Następnie odwiedziliśmy Paraiso Ni Anton. Podobno woda spadająca tu z siłą wodospadu ma nadprzyrodzone właściwości. Postawiono na górze świętą figurę Matki Boskiej, do której można wspiąć się po stromych schodkach i nie wiem, pomodlić się lub o coś prosić? Potem należy wypić tą wodę spadającą z gór.
Figura Matki Boskiej i lecznicze wody Paraiso Ni Anton.
Niektórzy przyjeżdżają w to miejsce tylko z tych właśnie względów. Nabierają na zapas tej wody w różne pojemniki i zabierają ze sobą, ale większość zatrzymujących się tutaj ludzi, to po prostu turyści zaciekawieni regionalnym zjawiskiem. Te wszystkie punkty tour opracowały służby miejskie, aby czymś w regionie zainteresować turystów.
Atrakcja turystyczna mieści się tuż przy szosie.
Ok, może to tylko ja zbyt przytomnie patrzę na otaczający mnie świat i nie potrafię wznieść się ponad przyziemne realia, aby z uduchowieniem i pewną emfazą spojrzeć na niektóre zjawiska dostrzegane i odczuwane przez innych ludzi. Być może ta woda kogoś uzdrowiła? Czysta woda przecież generalnie służy zdrowiu i urodzie.
Podziwiam morze w cieniu dla ochłody.
Miejsce jest przyjemne, wodospady, to raczej wąskie strugi wody spływające z gór, ale to z powodu długiego już okresu bezdeszczowego w regionie. Kto chce zobaczyć duży wodospad, powinien jechać do Kabigan Falls, to już jest niedaleko, ale ja nie zdążę tego miejsca odwiedzić. Wychodzę z założenia, że nie muszę przecież być wszędzie.
Górska rzeka wpada tutaj do morza.
Aqua Grande Picnick Park to miejsce znajdujące się w miejscu, gdzie górska rzeka wpada do morza. To prywatny biznes i żeby wejść za bramę dla kilkuminutowego obejrzenia miejsca, trzeba zapłacić 20 peso. Niewiele, ale po co? Obejrzałam z daleka.
Nasyciłam oczy ładnym widokiem z tego miejsca. I starczy.
Dobre miejsce widokowe dlatego może przyciągać turystów, chyba można w tym ośrodku zanocować. Głównie jednak działa tam restauracja i organizowane są grille i pikniki. Jakieś stawy są w granicy posiadłości, ale woda w nich niezbyt czysta. Ładnie prezentuje się z daleka z tymi napisami na kamieniach.
Z samochodu zobaczyłam górę z dziurą, w której byli ludzie.
Bantay Abot Cave dostrzegłam już z daleka z okna samochodu. To taka skalna góra z dziurą w środku, stojąca na płyciźnie morskiego brzegu. Bardzo ładnie to z daleka wygląda. Można tam do środka tej jaskini wejść, więc weszliśmy.
To Bantay Abot Cave, ciekawa formacja skalna na morzu.
Ta interesująca formacja skalna wytworzyła się podobno w wyniku trzęsienia ziemi w bardzo dawnych czasach. W wyniku gwałtownych ruchów ziemi, pokruszyły się słabsze wewnętrzne skały i zostały wymyte na zewnątrz przez fale morskie. W ten sposób powstał otwór w skale. Mocniejsza zewnętrzna część skalnej góry wytrzymała wstrząsy i stoi do dnia dzisiejszego.
Weszliśmy do środka. Taka mała jaskinia.
Ta interesująca formacja skalna stała się teraz atrakcją turystyczną w regionie Ilocos Norte. Łatwo do niej dojść, jednak kąpać się tam w morzu nie można, z powodu bardzo kamienistego brzegu. To chyba kamienie pochodzące z wnętrza góry otaczają tą skałę.
Dałam radę nawet tutaj wejść. Widać, jak się cieszę?
Blue Lagon i Hannah,s Resort, to ostatnie atrakcje turystyczne, które odwiedziliśmy. To piękne, przystępne plaże z czystą lazurową wodą otoczone łagodnymi górami. Inwestorzy odpowiednio to wykorzystali budując tutaj wiele hoteli i restauracji oraz parków rozrywki.
Resort wypoczynkowo-rozrywkowy Hannahs, Blue Lagoon, Pagudpud.
Dobre miejsce dla rodzin z dziećmi, tak myślę. Woda czysta, płytka.
Miejscowość obfituje w różne ogromnej wielkości postacie historyczne oraz bajkowe. Takie trochę kiczowate miejsce, ale ładna, zielona okolica. Można tu uprawiać różne rodzaje sportów nie tylko wodnych.
Z idolami swojej młodości, Marylin Monroe i Elvisem Presleyem.
W ofercie jest jazda konna, przelot helikopterem, gra w piłkę plażową, łowienie ryb, trekking w pobliskie góry, kajaki, snorkeling, surfing, zjeżdżanie na linie nad zatoką i parę jeszcze innych atrakcji. Kto lubi taki czynny, urozmaicony wypoczynek, to z pewnością mu się tam spodoba. Jest tam nawet latarnia morska i wiszący most.
Plaża Blue Lagoon
Dla mnie, jak na jeden dzień, wystarczyło atrakcji. Go home, powiedziałam Romulo. Dzięki Romulo mam sporo zrobionych zdjęć ze swoją osobą o co zazwyczaj  trudno samotnej podróżniczce. 
Ja i Prezydent Barack Obama odpoczywamy na ławeczce w Blue Lagoon.
Nie przepadam za sobą na fotografiach, ale kilka zawsze trzeba takich mieć. Dla rodziny i dla siebie w czasie późniejszych wspomnień, po powrocie do domu, na przykład w długie zimowe polskie wieczory.
Takie bajery, to tylko w Blue Lagoon niedaleko Pagudpud.
Jutro ruszam dalej. Jeszcze w Luzon, do Cagayan. Oliver obiecał zawieźć mnie tricyklem na terminal bus. Zobaczymy, jak tam jest. Chłopaki mówią, że ok!
W takim miłym towarzystwie zakończyłam zwiedzanie okolic Pagudpud.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz