Patronat medialny



Miło mi poinformować, że moja wyprawa została objęta patronatem medialnym przez portal Link to Polnad www.linktopoland.com

środa, 28 października 2015

Z Calapan (Mindoro) do Manili (Luzon)



Panienka z okienka. Calapan.
Następnego dnia obejrzałam miasto, pofotografowałąm trochę, ustaliłam skąd mam autobus do Puerta Galera, a właściwie jeepney. Tym razem takim właśnie jeepneyem postanowiłam odbyć następny odcinek podróży, ponieważ nie był on długi. 
Maja tu zgrabne samochodziki
Z Calapan do Puerto Galera jedzie się godzinę i czterdzieści minut. Na wielogodzinną podróż nie jest to zbyt wygodny pojazd, ale właśnie na taką, jak do Puerto Galera, to w sam raz.
Zamiast drzwi, zasłonki. Widzicie co w nich wożą? kajdanki.
W  jeepneyu byłam jedyną turystką i na początku wszyscy w pojeździe wprost się we mnie wgapiali, ale potem im przeszło, a nawet nawiązaliśmy rozmowę. Jedna z kobiet ciągle częstowała mnie takimi małymi, słodkimi kartofelkami. Było ok. W Puerto Galera zawieźli nas wprost do portu, bo tam jest przystanek końcowy autobusów. W porcie natychmiast obstąpili nas przewoźnicy morscy do Batangas City.
W szkoe w Calapan z nauczycielkami
Nie ma nawet chwili do zastanowienia się, dla złapania oddechu, wyprostowania nóg. Wszystko idzie taśmowo i z rozpędu. Myślałam zostać na noc w Puerto Galera, ale skoro już mam połączenie, to zdecydowałam się popłynąć dalej. Może w Batangas City przenocuję, zanim ruszę do Manili. Gdzieś trzeba chwilę odpocząć przecież.
Umówiłam się na jazdę z kierowcą tego jeepneya
Popłynęliśmy. Na pokładzie było kilka turystów. W porcie w Batangas znowu przywitało nas jazgotanie napędzaczy, bo autokary podstawione już czekały w szeregu. Pytanie jest tylko jedno, czy jedzie się do Metro Manili czy do Makati, czy może do  Quezon? 
Na pokładzie statku
Na szczęście sama już wcześniej to odkryłam, że Manila składa się z kilkunastu miast Ja chciałam do Makati, dwoje turystów też, więc zaprowadzono nas do odpowiedniego autokaru. Tak więc odpoczynku nie było, tylko natychmiast następna podróż.
Płyniemy.
Miałam na kartce wynotowane dwa hostele w Makati, w których mogę się zatrzymać. ”Our Awesome Hostel” na Kalayaan Avenue i „Lokal Hostel” na Burgos Street.   Manila jest droga, więc hotele i pensjonaty nie wchodziły w rachubę. Tym bardziej w Makati, nowoczesnej dzielnicy Manili.
Jestem w Makati, Manila
Dzielnica slumsów nazywa się Tondo i lepiej w nią się nie zapędzać, chyba że ktoś musi. Ja nie muszę biedy oglądać, bo bieda jest do pomagania, a nie do oglądania. Pomóc nie mogę, więc specjalnie tam chodzić nie będę. Dość się jej naoglądam przy okazji zwiedzania różnych innych filipińskich miast. Bo ona jest wszechobecna.
Makati-Manila, dzielnica biznesu
Umówiłam się z driverem taxi na 120 peso, żeby zawiózł mnie do „Our Awesome Hostel”. Ulice szybko odszukał, ale hostelu w żaden sposób nie mogliśmy znaleźć. To była pierwsza moja taka długa jazda w poszukiwaniu hostelu. Niby adres jest, a hostelu ciągle nie ma. 
Makati. Mają tu Metro, ale tylko na pewnych odcinkach. Nie jechałam.
Po numerach nie można dojść, bo na budynkach bardzo rzadko numer się znajduje. Policji i securite na ulicach pełno, ale nikt nic nie wie, nie wiedzą nawet pod jakim numerem jest budynek, którego pilnują.
Ulice Makati bez tłoku
Jeździliśmy ciągle w kółko. Po pięć razy widziałam te same miejsca, z daleka również „Lokal Hostel”. Na ulicach takie korki, że poruszaliśmy się żabimi skokami. Czegoś takiego to ja jeszcze nie widziałam. Ulice poblokowane, każą zjeżdżać w bok, kierują objazdami, chociaż to wcale nie jest nam po drodze, a dobrowolnie ładujemy się w następny korek, ale policja każe, to zjeżdżamy. Oddalamy się, zawracamy. Obłęd.
7844 Makati Avenue, tu trzeba przyjechać i wejść w korytarz tuż obok "Socjalicious Tea"
Kogo Michel (tak ma na imię driver) nie spyta, każdy w inną stronę pokazuje. No, tragedia po prostu. Ciemno już się robi, a my ciągle w tych korkach się kręcimy po całej Makati. W końcu mówię, zjedź Michel w bok do tego „Lokal Hostel”. Dajmy sobie spokój z tamtym hostelem, bo widzę, że go nie znajdziemy.
W korytarzu wystawa obrazów. Na wprost winda czynna tylko w dni robocze.
Żeby podjechać na drugą stronę ulicy, gdzie ten Lokal Hostel widzieliśmy, trzeba znowu objazd zrobić spory i znowu w innych korkach postać. W pewnym momencie taka jakaś inna policja, w koszulach koloru khaki nas zatrzymała. Kazała Michelowi wysiąść i pokazać dokumenty. On je pokazuje, potem rozmawiają, potem jakieś kwity zza ochraniacza szyb od słońca wyjmuje, ale policjant nie jest zadowolony.
Wytawa jednego autora. Na każdnym jego obrazie ludzie nie mają twarzy.
W międzyczasie dzwoni żona Michela, a wiem już że kobieta jest w ostatnim miesiącu ciąży, bo Michel zdążył mi trochę poopowiadać. To ich drugie dziecko będzie. On nie chce jej denerwować, tłumaczy, że w korkach stoimy, ale niebawem wróci do domu. Akurat. O policji nic nie wspomina.
W hostelowej kuchni
Znowu policjant czegoś żąda. Michel wyjmuje następne kwity, ale widzę, że sprytnie złapał w garść również jakieś papierowe pieniądze. Podglądam dyskretnie, jak on je da temu gościowi i czy to coś pomoże? Kręci się obok jeszcze dwóch takich w koszulach koloru khaki, więc proces trochę trwa, ale na ulicy w tych fatalnych korkach zamieszanie straszne.
W recepcji z Michele
W końcu Michel podaje policjantowi kwit razem z kasą. Numer przechodzi. Możemy jechać dalej. Jestem strasznie zdenerwowana. Zamiast pocieszać Michela, on mnie uspokaja. No, problem Sofia, jest ok, to look hostel. Szukajmy hostelu. Nie jest ok, Michel. Powiedz, ile mu dałeś? 200 peso, jest ok, Sofija, odpowiada Michel, ale jest smutny.
W pobliżu jest Seven-Eleven
Jesteś zmęczona, Sofia? Jesteś głodna? Pyta. Nie jestem ani hungry, ani tajered. Musimy znaleźć jakiś hostel, bo inaczej zamieszkam w Twoim samochodzie, próbuję żartować bo widzę przecież, że jest przejęty. Dla niego 200 peso to jest dużo pieniędzy. A tu jeszcze tyle benzyny na próżno palimy. Pytam ile? Odpowiada, że przejechaliśmy już po mieście 70 km.
Można samemu zwiedzać według tabliczek informacyjnych dla turystów
W końcu dojeżdżamy do „Lokal Hostel”. Michel idzie ze mną na górę, bagaże zamykamy w samochodzie. Biorę z sobą tylko mały plecaczek. Okazuje się, że tam jest full turystów i miejsc nie ma. Kierują nas do innego, piszą Michelowi nazwę na kartce i tłumaczą, jak jechać. Znowu stoimy w korku. Jest już zupełnie ciemno.
Na Times Square. Trochę nazw mają pościąganych z Europy.
Odnajdujemy ten hostel. Ciężko trafić bo te hostele w jakiś innych dużych budynkach się znajdują i nic na zewnątrz nie wskazuje, że tam są jakieś hostele. Jedynie ten „Lokal Hostel” ma dużą, oświetloną reklamę na budynku. Ten, którego nie znaleźliśmy mieści się w ABBA Building, ten, który nam polecono, w Mavenne Building na 4 floor.
Łatwo zauważyć, że tricykli tu nie ma. Trzeba brać taxi
Ale mają dla mnie miejsce jedynie w pokoju czteroosobowym mix, czyli razem z mężczyznami, za 500 peso, a jutro? pytam. Jutro mogę dostać private room za 900 peso. W windzie mówią, żebyśmy wysiedli na 2 floor, bo tam też jest hostel. Wysiadamy. Tutaj mogę dostać łóżko w kobiecym pokoju na 6 osób, ale za 1.300 peso.
Park miejski
Świat na głowie stanął, czy co? Michel (Majkel) pyta, czy szukamy dalej, ale widzę jego zgnębioną minę i sama też mam już dość jeżdżenia po tym mieście. Jest zupełnie ciemno, a ruch na jezdni jeszcze większy. Samochody stoją już wzdłuż i w poprzek i nijak ruszyć się nie mogą, bo same się zablokowały. To jest piątek w Manili Makati.
Wieżowce w dzielnicy biznezu, Makati
Nie szukamy dalej, Michel, mówię., Biorę ten mix na 4 floor. Jedną noc wytrzymam, a jutro przeniosę się do private. Pomóż mi tylko wnieść bagaże, ok? Szczęście, że jest winda. Płacę Michelowi umówioną kwotę i dokładam 200 peso za tą łapówkę.
Pomnik Sultana Kudarat
Zobaczyć minę i radość chłopaka, jest tego warte. Ok, Michel? Wracaj szybko do żony, bo ona w takim stanie nie powinna się denerwować, prawda? Ok, Sofija, ok, ok powtarza i żegnamy się. Daje mi swój numer telefonu, gdybym go potrzebowała.
Tablica pamiątkowa dla ciekawych historii
W mix nie jest tak źle, jak myślałam. Chłopaki konwersują z turystkami w ogólnym pomieszczeniu przy stole, a ja spokojnie się lokuję na górnym łóżku, bo dolne są zajęte. Te łóżka mają firaneczki, zupełnie jak w pociągu z „Pół żartem, pół serio” z Marylin Monroe.
Mam łóżko na górze za zasłonką w mix room.
Każdy po zasłonięciu się ma poczucie intymności i nie widzi sąsiada.Gdy wracałam z łazienki, rozmawiałam przy recepcji z bardzo ładną i wesołą dziewczyną Michele (Miszel). Dopisałam, jak wymawia się tutaj te imiona, bo jej imię pisze się prawie tak samo, jak kierowcy taxi.
Z Michele
Bardzo miła jest również szefowa, która ma takie bardziej francuskie imię Chatele (Szatel). Płacę kartą od razu za całość, ponieważ muszę dobrać trzy noce w tym private room, skoro chcę w Office Immigration załatwić wizę. Soboty i niedziele biura są nieczynne. Zawsze trafiam z tymi weekendami, jak kulą w płot.
Uczą tu dzieci gry w piłkę nożną o dziwo, a nie w koszykówkę, jak na innych wyspach
Michele mówi, że w cenie mam śniadania od 7.oo do 11.oo i pokazuje mi, co gdzie jest w kuchni. Potem mówi, że ma friend Polaka i żebym jej powiedziała, jak jest po polsku ungle. Mówię jej, że brzydki, ona pisze na kartce. Dodaję, że nice, to ładny, a beatiful, to piękny. Wszystko notuje i uczy się głośno na pamięć.
Muzeum Ayala w Makati
Jeden współlokator mojego pokoju jest ze Stanów Zjednoczonych, a drugi z Wietnamu. Trzeci jeszcze z miasta nie wrócił, to nie wiem. Biorę prysznic, wdrapuję się na łóżko i śpię. To był jeden z wielu dni zaliczanych przeze mnie do ciężkich.
Instalacja przed Muzeum
Rano słyszę, jak Michele rozmawia z chłopakiem i mówi do niego po polsku, jesteś brzydki, a ja jestem piękny. Piękna, poprawia chłopak, ale Michele się upiera przy swoim. Wychodzę i mówię, że chłopak ma rację, Ty jesteś piękna. Nie kojarzy. Piszę na kartce, że men jest piękny, a women jest piękna. Pojęła, śmieje się i mówi, że Piter jest brzydki, a ona, Michele jest piękna. Wszyscy się śmiejemy, że  tak szybko łapie polskie niuanse. Zdolna dziewczyna.
Instalacja
Piotr rzeczywiście jest Polakiem z pochodzenia, ale wychowany już poza krajem. Mówi po polsku, ale czasami kaleczy język. Pracuje tutaj, jako wolontariusz z dziećmi slumsów. Nie pogadaliśmy za wiele, bo przyszli po niego koledzy, ponieważ właśnie szli do pracy w slumsach. Powiedział, że potem opowie mi więcej i dodał, że przyjaźni się z Michele, bo to naprawdę wspaniała dziewczyna i we wszystkim mi pomoże, jeśli zajdzie taka potrzeba.
Okrągły ażurowy kościół na wodzie.
To prawda. Jak się dowiedziała, że chcę przedłużyć wizę, to zaraz wytłumaczyła mi, gdzie mieści się Office Immigration i że to jest blisko naszego hostelu. Zaznaczyła miejsce na mapce i powiedziała, że najlepiej pójść tam na 8.oo rano, bo potem zawsze jest dużo ludzi. Pieszo oczywiście, bo to naprawdę niedaleko.
Do kościoła wchodzi się po mostku. W fosie pływają kolorowe ryby.
Bardzo przyjemna atmosfera jest w tym hostelu, ale w nocy mnie coś pogryzło w ręce i nogi w tym mix room. Następnego dnia rano przeniosłam się do private room, ale nie mogę sobie poradzić z tymi bąblami po pogryzieniu. Chłopaki mieli ten sam problem. Jeden z nich poprosił również o private room, inni nocowali tylko jedną noc.
Kościół nie ma ścian, ani drzwi
Na śniadanie były świeżo usmażone pancakes oraz sadzone jajka. Są też płatki kukurydziane i błyskawiczne płatki owsiane oraz mleko. Są różne dżemy. Do tych pancakesów chyba bo nie ma chleba. Michele przyniosła mi jedną bułkę, tylko kazała być cicho i nikomu nie mówić. Dzisiaj już kupiłam sobie bagietkę, to na jutro będę miała do tych jajek. Jest kawa i herbata. Kawa nawet smaczna.
Przeciąganie liny w przykościelnym ogrodzie
Po śniadaniu poproszono nas, abyśmy gdzieś na godzinę poszli, albo posiedzieli w jadalni przy recepcji, bo przyszedł chłopak, który będzie dezynfekował wszystkie pokoje i czymś je tam przeciw wszystkiemu złu spryskiwał. Nie byłam jeszcze spakowana do wyjścia. Aparat się ładował, laptop był otwarty. Michele wzięła mnie na ten czas piętro wyżej, na taras i obejrzałam sobie miasto z góry.
W Makati są parki i sporo kawiarni na świeżym powietrzu
Tak tu trochę dziwnie jest, bo gdy potem chciałam znowu wejść na ten taras, żeby porobić trochę zdjęć, to on był już zamknięty. To samo z windą. Działa w robocze dni, a w weekendy jest wyłączona i trzeba chodzić schodami. Widocznie to własność jakiejś firmy tu urzędującej, która na czas przerw w pacy windę wyłącza.
Takimi przewieszkami można chodzić, jak ulicami.
Poszłam obejrzeć miasto. Jest przyjemne, bo jest czysto. Dużo bardzo wysokich wieżowców. Nie ma śmieci na chodnikach, nie ma blaszaków na ulicach, prawie nie ma tricykli, tylko taksówki. Nie widać biedy. Czasami można natknąć się na pojedyncze osoby grzebiące w śmietniku, ale generalnie Makati odbiega wyglądem od innych miast filipińskich. Jest takie bardziej światowe.
Fontanna ze znanymi nam symbolami
Sklepy i markety spożywcze mieszczą się w normalnych murowanych budynkach, a nie w blaszakach i są zorganizowane tak, jak w Europie. Jest duży wybór mięs i są wędliny oraz normalne pieczywo, a nie tylko tostowe i puchowe. Ulice są zielone, jest dużo drzew i są parki, ścieżki rowerowe i do biegania. Dużo przyjemnych kawiarni.
Instalacja przed Moulin Rouge. Można się wystraszyć.
Ale wszędzie jest policja i security. Aż biało i granatowo od ich mundurów. Pilnują wszystkiego, nie tylko banków. Pilnują sklepów, parków, urzędów i zamkniętych osiedli. Sporo jest tu nowoczesnych osiedli mieszkaniowych, tak zwanych rezydencji. Często są one ogrodzone wysokim murem i wszystkie pilnowane przez security.
Kawiarnie uliczne
Hostel, w którym się zatrzymałam nazywa się „Our Melting Pot Hostel”, w skrócie mówią o nim OMP i mieści się przy Makati Avenue cor Guerreo pod numerem 7844 i ten numer nad wejściem jest napisany. Wchodzi się tuż przy herbaciarni w dosyć długi, ale czysty korytarz, w którym można obejrzeć malowidła artystyczne. Przyjemnie, ale mimo, że mam password i siedzę z laptopem przy recepcji, internet nie otwiera się.
Makati-Manila
Stoją tutaj dwa hostelowe komputery, z których za darmo można korzystać. Sprawdziłam tylko pocztę, bo przecież bloga pisać na cudzym komputerze nie będę ani wklejać zdjęć. Nie wiem dlaczego na moim laptopie internet nie chce się otworzyć. Oni tutaj też nie wiedzą.
Mój private pokój w OMP
Naprzeciwko budynku, w którym mieści się hostel jest duży kilkupiętrowy market, a przed można zobaczyć białe namioty. Wieczorami pod tymi namiotami zaczyna się wielkie żarcie. Pieką się tam na rożnie kurczaki i małe prosiaczki. Smażą się różne ryby, gotują się zupy.
Naprzeciw hotelu można weczorem zjeść pyszne rzeczy pod białymi namiotami
Chodzi się wokół tych stoisk i wybiera, co by tu smacznego zjeść. Są plastikowe stoliki i krzesła, ale można poprosić one way i zjeść w swoim hostelu.Ceny nie są wygórowane. Za 100-150 peso można naprawdę smacznie i tanio zjeść coś świeżego i gorącego. Dlatego po południu nie jem już obiadu na mieście, tylko zejdę wieczorem na dół i znowu kupię coś pysznego pod tymi namiotami.
Makati, Manila
Poszłam według wskazówek Chatele, zobaczyć gdzie jest to biuro imigracyjne, żeby rano nie błądzić, tylko szybko pójść i zająć kolejkę. Wychodząc z hostelu trzeba skręcić w lewo i przeciąć dwie krótkie przecznice na Makati Avenue (Kalayaan Avenue i Jupiter), znowu skręcić w lewo w Gil Puyat Avenue nadal idąc lewą stroną. Dojść do siłowni fitness, której czerwone logo widać już z daleka i zaraz w następnym budynku, pod numerem 385 znajduje się Office Immigration.
Naziemne Metro w Makati
Office Immigration czynne jest od godz.7.oo do 16.oo, a w korytarzu wisi kartka, na którą security zwrócił mi uwagę, że nie będą załatwiani interesanci mający na sobie krótkie spodnie, szorty, sandały lub klapki. O rany, a ja cały czas w sandałach chodzę.
Parki, kawiarenki, jest przyjemnie i bezpiecznie
Zaraz po powrocie do hostelu, wyjęłam z walizki pełne buty, bo inaczej nie wpuszczą mnie do tego biura. Na Palawanie takich wymogów nie było. Ciekawa jestem, czy dają tu wizę turystyczną na 6 miesięcy, czy to była tylko plotka.
Zielone Makati-Manila
Z poniedziałku na wtorek nocuję jeszcze w hostelu.  We wtorek rano pojadę dalej. Kieruję się na Banaue, ale nie wiem, czy będę miała bezpośredni autobus, czy znowu będę musiała się po drodze przesiadać, np. w Baguio City. Zacznę się tym interesować, jak załatwię wizę.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz