Patronat medialny



Miło mi poinformować, że moja wyprawa została objęta patronatem medialnym przez portal Link to Polnad www.linktopoland.com

środa, 28 października 2015

Stara Manila


Do hostelu przyszedł po nas wesoły Bobi, przewodnik wolontariusz

Rano nie musiałam się zrywać z łóżka, bo miałam sporo czasu. Pokój w tym hostelu zdaje się do godz.12.oo w południe, a o 13.oo miał przyjść po nas wolontariusz i zabrać nas do starej Manili. Nigdzie nie miałam już zamiaru sama wychodzić, bo w tej Manili naprawdę nic ciekawego nie ma. Tylko kurz, brud i smród oraz potok samochodów.
Jedziemy jeepneyem i zbieramy turystów z innych hoteli
Niespiesznie zjadłam śniadanie, ustaliłam, kto jeszcze na tą wycieczkę ze mną idzie, odebrałam pocztę na komputerze hostelowym i dopakowałam resztę rzeczy. Bagaże zostawały w ogólnym pomieszczeniu przy recepcji. 
Teraz pojedziemy Metrem
Przyszedł wolontariusz o imieniu Bobi i zabrał nas na spacer. Szliśmy za nim uważając, aby się nie zgubić, bo hałas na ulicy straszny i trzeba przeciskać się między samochodami stojącymi w korkach.
Tarek z Hanoveru
Oprócz mnie szło jeszcze trzech chłopaków, jeden z nich Tarek, to jeden z tych, z którymi spałam w jednym mix pokoju przez pierwszą noc. Bardzo kontaktowy chłopak i bardzo uczynny. Jest z Niemiec, z Hanoweru. Tarek podróżuje już trzy miesiące i też tego dnia opuszczał Manilę. O 23.oo miał samolot do Bangkoku.
Metro jeździ nad ziemią. Patrzymy na miasto z góry.
Tarek będzie jeszcze w trzech krajach, ale za każdym razem będzie przesiadał się w Bangkoku i stąd w końcu wróci do domu, do Hanoveru. On kocha Bangkok i gdy tylko może, tam się przesiada, aby kilka dni znowu pobyć w tym mieście. A to dlatego, że przez kilka lat tam studiował. Związał się z miastem i ma tam dużo przyjaciół. Spotykają się więc przy każdej okazji.
Bobi się wygłupia. Za mną Australijczyk, obok Cecylia
Nie mieliśmy farta z pogodą na tej wycieczce. Nie wyszliśmy jeszcze z Makati Avenue, a już rozpadał się deszcz. Było kiepsko, bo ja z tym plecaczkiem, gdzie noszę wszystkie dokumenty i z aparatem fotograficznym, a tu taka ulewa. Boję się za każdym razem, że wszystko mi znowu przemoknie i trzeba będzie każdy dokument suszyć pod wentylatorem. Bobi wskoczył do japneya, a my wszyscy sznureczkiem za nim.
Wchodzimy do historycznej części miasta
Zebraliśmy po 8 peso od każdego i Bobi kupił nam bilety. Myślałam, że my tym jepneyem jedziemy do starej Manili, ale po jakimś czasie Bobi dał znak, wyskoczyliśmy z tego kolorowego samochodziku i weszliśmy do budynku, w którym było spa i masaże. To my na masaż idziemy? Dziwiliśmy się, ale grzecznie za Bobem szliśmy.
Bobi opowiada
Przy okazji opisu mojego hostelu wspomniałam, że te hostele takie cicho-ciemne są w Manili i nic na budynku nie wskazuje, że tu w ogóle jakiś hostel jest. Tak było i tym razem. Wjechaliśmy windą na jakieś piętro, a tam hostel był i czekali na nas następni chętni do pieszego zwiedzania starej Manili. Była nas już spora grupa.
Tarek wygłupia sę z miejscowymi chłopcami
Doszli jeszcze młodzi turyści i jedna dziewczyna ze Szwajcarii o imieniu Cecylia, o bardzo interesującej dla Filipińczyków urodzie. Miała bowiem bardzo jasną cerę, jasno blond włosy i jasno niebieskie oczy, była postawna, duża.. Filipińczykom trudno wzrok oderwać od takich dziewczyn. Ona podróżuje sama już trzy lata. Niesamowita dziewczyna, a przy tym bardzo miła.
Bardzo szybko łapie kontakt z młodzieżą
Teraz z kolei Bobi nas zaprowadził na Metro, kupiliśmy bilety po 5 peso i jechaliśmy. Wysiedliśmy na Central, czyli w centrum starej Manili. Znowu szliśmy sznureczkiem między samochodami i tłumem ludzi. Każdy trzymał kurczowo swój piterek lub plecaczek, co kto miał, bo każdy najważniejsze rzeczy miał przy sobie, a tu już nie wyglądało bezpiecznie.
Siedzimy sobie na murku
Zasada jest taka, żeby plecaczek trzymać z przodu, obejmując go rękami, bowiem mając go założonego na plecy, nawet tak, jak należy, na obie szelki, złodzieje bez trudu od tyłu zdzierają z człowieka taki plecak. Trzymałam więc plecak z przodu, na nim aparat fotograficzny, który co chwilę nakrywałam pokrowcem, żeby nie przemókł.
Koszenie trawy w Forcie
Tarek opowiadał nam, jak mu w taki właśnie sposób plecak w Manili z pleców zdarto. Na szczęście, Tarek nie w ciemię bity i chłopak błyskawica, nie zdążył przemyśleć co się stało, tylko instynktownie ruszył za złodziejem i swoją rzecz odzyskał, ale teraz jest bardzo ostrożny i każdego uprzedza o takiej ewentualności.
Bobi fotografuje
Ja to sobie myślałam, że w tej Manili muszą przecież być jakieś ładne miejsca, tylko trzeba wiedzieć, gdzie. Jak mamy tutejszego guide Bobiego, to nam z pewnością te ładne rzeczy pokaże. Okazało się jednak, że nic ładnego w Manili nie ma.
Chodzimy po murach Fortu
Przyprowadził nas więc na starówkę, ale z tej starówki pozostał tylko Fort i jeden duży budynek i to cała starówka. Zwiedzaliśmy więc Fort, chodziliśmy po jego murach, jak wiele młodych tutejszych ludzi, bo oni też nie mają gdzie w tej Manili iść, żeby było ładnie i przyjemnie. Trochę tu było ciszej, niż na ulicach, bo nie było samochodów, ale brud i smród wszędzie był straszny, że kto ma maskę higieniczną, to niech założy.
Tarek znowu z młodzieżą
Deszcz wreszcie przestał padać, ale i tak mieliśmy już wszystko mokre. Porobiliśmy sobie nawzajem trochę zdjęć, jak również grupowe. Bobi to fanatyk fotografowania większy ode mnie. Ciągle pstrykał zdjęcia, nawet gdy nam coś opowiadał.
W Forcie Stara Manila
Na koniec zaprowadził nas do restauracji na obiad. Obiad smaczny, ale nie tani. 236 peso za swoją potrawę zapłaciłam. Inni podobnie. Przy takiej cenie mogliby chociaż większe porcje dawać. Siedząc wspólnie w takim rozleniwieniu i odprężeniu ogólnym, uświadomiłam sobie raptem, że ja przecież mogę nie zdążyć na autobus, jak takie korki na jezdniach do wieczora będą.
Ulica pod Fortem
Zapytałam, kto wraca do hostelu, bo ja muszę po bagaże, a wolałabym nie jechać sama. Wracał tylko Tarek. Wszyscy inni zostawali, bo nocują jeszcze tej nocy w hostelu, więc wykorzystają okazję i połażą trochę, bo drugi raz już się do Manili na pewno nie wybiorą, a w grupie bezpieczniej. Wrócić mogliśmy jedynie taksówką.
Skąd on zgarnął tych dzieciaków? niesamowity gość z tego Tarka.
Ja miałam autobus o 22.oo, a Tarek samolot o 23.oo. Była godzina 18.oo, a żadna taxi nie chciała nas zabrać. Przecież zawsze sami nacierają na nas, żeby wziąć taxi, to dlaczego nikt nie chce nas teraz zabrać? Nie wiedziałam, co się dzieje. Każdy driver pytał, dokąd? Makati, odpowiadaliśmy. Kiwał przecząco głową, trzaskał drzwiami i odjeżdżał. Denerwowałam się.
Wreszcie przestało padać
Trzeba przecież dojechać do hostelu, zabrać bagaże, znowu zatrzymywać taxi i jechać na Ohayami Transit na autobus. Dlaczego nie chcą jechać na Makati? Zaraza jakaś tam wybuchła, czy co? Tarek powiedział, że nie chcą tam jechać ze względu na korki. Tracą dużo czasu i paliwa, a zarobek mały. No, to mamy problem.
Elektryczny tricykl
Przestałam się denerwować. Pomyślałam, trudno, zapłacę w hotelu jeszcze za jedną noc i pojadę do Banaue następnego dnia, mam przecież czas, nie muszę akurat jutro. Gorzej z Tarkiem, on ma już bilet na ten samolot, ale do 23.oo to chyba zdąży.
Na dole stragany z jedzeniem i owocami
W końcu jeden z taksówkarzy zgodził się nas zawieźć do Makati, ale uprzedził, że będzie to trwało ponad godzinę. I trwało. Oni tu w Manili mają jakiś problem ze światłami na skrzyżowaniach, zauważyłam. Są chyba źle ustawione i każde następne zatrzymują ruch i tworzą się korki. 
Strażnik Fortu
Nie ma szans trafić na zielone. Zawsze jest czerwone światło. Musimy znowu stanąć i swoje odczekać. Na skrzyżowaniach, gdzie świateł nie ma, ruch płynniej się odbywa.
Wspólna fotka
Jechaliśmy więc długo. Raczej więcej staliśmy, jak jechaliśmy. Gdy już byliśmy w pobliżu, na Makati Avenue, straciliśmy cierpliwość. Zapłaciliśmy kierowcy i biegiem polecieliśmy pieszo, przedzierając się między zakorkowanymi samochodami na drugą stronę ulicy.
Ćwiczenia taneczne w Forcie
Driver to by musiał jeszcze objazdami dojeżdżać, co by trwało z pół godziny, jak nie dłużej. Miałam w pamięci swoją podróż taxi pierwszego dnia po przybyciu do Manili. Z daleka już zobaczyłam białe namioty przed Marketem, czyli przy naszym hostelu. Co za ulga!
Publiczność
To miasto nie daje sobie absolutnie rady z ilością samochodów posiadaną przez swoich mieszkańców. Nie chciałabym tutaj mieszkać. Wpadliśmy do recepcji, jak po ogień, a tu Chatele mówi, że trzeba najpierw odebrać bilet z Western Union. Skąd?
Poza Fortem Manila nie ma Starówki
Dobrze, że Tarek płynnie po angielsku mówi i się z Chatele dogadał o co chodzi i gdzie należy iść. Wyrysowała mu na kartce. Znowu zbiegamy na dół, bo winda już nie działa, ponieważ jest wieczór. Firma na wieczory i weekendy windę wyłącza, a my jesteśmy na 4 floor! Ja już nic nie pytam, tylko idę za Tarkiem.
Za murami, Wydawnictwo Prasowe
Tarek przejął inicjatywę i tylko powtarza, nie denerwuj się Sofija, zaraz to załatwimy, zdążysz, będzie ok. Ok, Tarek, ok, już się nie denerwuję, chociaż nie łapię w czym rzecz. Wpadliśmy do jakiegoś małego lokaliku przy Western Union i rzeczywiście tam na mnie czekał zarezerwowany bilet na autobus Ohayami na 22.oo do Banaue.
I pole golfowe
Zapłaciłam 500 peso za ticket (ok.11 $) i biegniemy z powrotem do hostelu. Jest ciemno, korki nie maleją. Tarek mówi, że mamy dobry czas, mogę jeszcze pół godziny odprężyć się na kanapie w recepcji, zanim pojadę. To wejdźmy do marketu, jest przy wejściu do hostelu mówię, na to odprężenie dobrze nam zrobi po piwku, ok?
Lochy więzienne  
Kupiłam dwie puszki i poszliśmy do hostelu. Czasu za wiele nie było na to odprężenie, ale zdążyłam schować do plecaka aparat fotograficzny, wymienić się adresami mailowymi z Tarkiem, bo zrobiłam mu na wycieczce kilka dobrych zdjęć, o które prosił. 
Fort od strony ulicy
Już na stojąco dopiliśmy piwo i pożegnaliśmy się z Chatele i załogą. Bardzo przyjazny ten hostel był, każdy pozuje się tam zaopiekowany, polecam go podróżnikom.
Calesa
Tarek powiedział, że za chwilę wróci po swoje rzeczy, ale najpierw zejdzie ze mną i zatrzyma mi taxi. Zeszła też z nami Michele i pomogła znieść bagaże, bo przecież ta winda nieczynna. Tak więc we troje czekaliśmy na taxi. Zatrzymała się, ale chciała 500 peso, na co się nie zgodziłam. Tarek, mówię, nie stawiajmy sprawy na głowie, nie dam im 500 peso, bo wiem, że góra 300 peso kosztuje taxi na Ohayami.
Muzeum w Starej Manili
W końcu zatrzymała się taka, co zgodziła się jechać za 300 peso. Wtarabaniłam się z tymi bagażami. Uściskaliśmy się z Tarkiem i z Michele, bardzo im podziękowałam za pomoc. Tarek naprawdę się wspaniale mną opiekował i we wszystkim pomógł. 
Informacja o Muzeum
Wspaniali ludzie są niektórzy, naprawdę. Była godzina 20.30. Driver zapytał, o której mam autobus, bo trafic jest na ulicach i będziemy jechali godzinę. Tak, tak, już to wiem, godzinę, ale zdążymy, autobus mam o 22.oo, jest ok, możemy jechać bez stresu.

W Starej Manili do obejrzenia jest tylko ten Fort
Zdążyliśmy i jeszcze 15 minut czekałam zanim się autobus podstawił. W kasie wymieniłam kwit rezerwacji, na właściwy bilet. Miałam miejsce nr.10 od wewnętrznej strony. Tarek mówił, wyjmij z plecaka polary i co tam jeszcze masz, bo zimno bardzo w ich autobusach. Nie siadaj przy oknie, tylko od wewnętrznej strony, bo to zimno leci wprost na miejsca przy oknie. Wszystko się dobrze ułożyło. Polar też wyjęłam. I ruszyłam w drogę, ku nowemu.
Zakończenie wycieczki przy wspólnym obiedzie



2 komentarze:

  1. widzę , że przygody z filipińskimi naciągaczami nawet i panią nie omijają , tam trzeba mieć oczy szeroko otwarte i mieć podwyższone zaufanie nawet do przyjacielsko nastawionych do turystów filipińczyków , na pewno będzie pani mieć jeszcze z nimi do czynienia w drodze na Banaue , nie wiem jak pani się udało Manilę zaliczyć , ja nie dałem rady i odpuściłem ze względu na korki, jechałem tam vanem 3 km ponad godzinę i ciągle było czuć zapach paliwa , przypuszczam że na pieszo bym szybciej doszedł do celu , gdyby nie ten upał ,muszę przyznać że bardzo ciekawie pani pisze blog , a te wpisy o Filipinach są dla mnie bezcenne , pozdrawiam
    ps.polecam zakup GPS turystyczny Holux GR-260 , działa na całym świecie , ja taki używam i zawsze trafiam tam gdzie chce , wystarczy wpisać pozycje z googla mapy do GPS a zaprowadzi jak po sznurku do celu np. do hostelu w Manili

    OdpowiedzUsuń
  2. Dzięki za przychylny komentarz :) Właśnie miałam kłopot z przemieszczaniem się po Manili, o mało się na autobus nie spóźniłam przez te korki. O GPS pomyślę, gdy na zimowe święta do Warszawy pojadę na kilka dni. Pozdrawiam serdecznie :) Komputer ruszył, to hurtem zamieszczam zaległe posty trzymane dotychczas w wordzie.:)

    OdpowiedzUsuń