Patronat medialny



Miło mi poinformować, że moja wyprawa została objęta patronatem medialnym przez portal Link to Polnad www.linktopoland.com

środa, 28 października 2015

Manila-wiza

Przed domem rybaka
Wieczorem odebrałam pocztę na hostelowym komputerze, ponieważ mimo, że internet na laptopie w pokoju się wreszcie otworzył, to poczta nadal otworzyć się nie chciała. Oliwia napisała, że podobnie, jak w poprzednim roku, chcieliby abym spędziła z nimi w kraju Boże Narodzenie. To bardzo miłe, uwielbiam swoje dzieci i z przyjemnością przebywam w ich towarzystwie, ale w zasadniczy sposób zmienia to moje plany.
Nie ma co ukrywać, Manila to brzydkie miasto. Nie pomogą wieżowce w tle
Nastawiłam sobie budzik na 6.oo rano. Wzięłam prysznic, wypiłam kawę i poszłam do Office Immigration. Przemyślałam sprawę świąt i pomyślałam, że powinnam je spędzić z dziećmi. Jak dadzą mi wizę na 6 miesięcy, to pojadę na święta do Warszawy i wrócę na Filipiny, gdzie nadal będę mogła sobie być do końca kwietnia, a potem znowu przedłużę wizę. Tak sobie pomyślałam, ale byłam w błędzie. W biurze byłam pierwsza.
Stylowa restauracja na piętrze
Pan bez problemu wbił mi wizę na 6 miesięcy, ale nie kosztuje to tyle, co jednorazowe  przedłużenie o dwa miesiące, jak czytałam u jednego z podróżników, ale wielokrotność (za 2 + 2 + 2 miesiące). Wybuliłam kasę, ale coś mnie tchnęło i pytam czy jak polecę do Polski na Mary Chrismats, to wrócę na tej wizie i do końca jej terminu będę mogła być, a potem znowu mi ją przedłużą? Pan powiedział, że nie. Jak to, nie?
Nowoczesne wieżowce, a na ulicy nic ciekawego
Jak opuszczę w czasie ważności tej wizy Filipiny, to tracę wizę. Gdy wrócę, proces zaczyna się od początku. To znaczy, na airport dadzą mi znowu miesiąc pobytu za darmo, potem przedłużam w Office Immigration i płącę. To ja tej wizy nie chcę, mówię panu. Ale wniosek ze zdjęciem wypełniony na 6 m-cy, wiza w paszporcie już jest, pieniądze w kasie zapłacone, kwity trzymam w ręku, nie ma odwrotu mówi pan.
Kontrasty ogromne
Jak to nie ma odwrotu, dziwię się. Nie wyszłam jeszcze z biura, cały czas kontynuuję załatwianie sprawy. Chcę wizę na 2 miesiące, do 26 grudnia. Myślałam, że ta wiza działa tak, jak wiza do Stanów Zjednoczonych, że jest przyznana na pewien określony czas i w tym czasie mogę sobie wracać do kraju i znowu przyjeżdżać. Skoro tak nie jest, to ja tej wizy nie chcę, bo w grudniu lecę do Polski.
Ładne jest tylko to, co stare, pokolonialne.
Powstało zamieszanie. Dobrze, że to była wczesna godzina ranna i nie było jeszcze interesantów. Nie ma rzeczy nieodwracalnych, mówię. Wszystko da się zmienić, jeśli tylko się chce. Wiem, że to od waszej dobrej woli zależy, ale proszę żebyście mi tą wizę zmienili na taką, na dwa miesiące. W końcu kobieta ze mną rozmawiająca powiedziała, że pójdzie do odpowiedniego człowieka i zobaczy co się da zrobić.
Bardzo stary kościół San Pedro
Kasjer dowcipkował, że turyści raczej dopominają się wizy na dłuższy pobyt, jestem pierwsza, co dopominam się o skrócenie terminu wizy. Dowcipniś. Kobieta wróciła i powiedziała, ok, ale proces odwrotny będzie trwał dłużej. Powiedziałam, ok, poczekam. Mój problem, mój czas.
Tablica pamiątkowa
Od 8.30 zaczęło przybywać interesantów. Wszystkie krzesełka były już zajęte i w pokoju i na korytarzu. Młoda kobieta o jasnej cerze i jasno bląd włosach przyszła ze śliczną, może pięcioletnią dziewczynką, również o takiej jasnej, porcelanowej urodzie. Kobieta załatwiała sprawę przy okienku, a dziewczynka na krześle bawiła się pluszowym misiem.
Wnętrze kościoła San Pedro
Gdy przyszło do płacenia, kobieta zdziwiła się, że tak dużo i powiedziała, że musi iść do bankomatu. Ja też z początku tak powiedziałam, ale jak dobrze poszperałam w zapasowym portfelu, to pieniądze znalazłam i z bankomatu zrezygnowałam. Kobieta wyszła, a dziewczynka z misiem została. 
To zjęcie zostało zrobione w innym kościele
Po może piętnastu minutach kobieta wróciła, przeliczyła pieniądze dwa razy, a ja liczyłam wzrokiem razem z nią i skóra mi cierpła z wrażenia, że ona tak dużo musi zapłacić. Podała pieniądze kasjerowi. W tym momencie jego coś tchnęło i zadał jej dodatkowe pytania. Potem pokazał na mnie i powiedział, że ja właśnie taki sam problem miałam, bo błędnie pojęłam ważność wizy i teraz czekam na odwrócenie procesu. 
Wesoła młodzież szkolna
Kobieta posłała mi porozumiewawczo współczujący uśmiech, na co odpowiedziałam uśmiechem wyraźnie zazdrosnym o to, że ona w porę się dowiedziała, przed zapłaceniem i uniknęła kłopotu, jaki ja ciągle jeszcze mam. Spora część pieniędzy wróciła do pani portfela i pan wydał jej odpowiednie kwity.
St.Paul Colegge w Makati
Pani promieniała zadowoleniem i po wielokroć dziękowała panu, że ją uprzedził i nie straciła pieniędzy. Niepotrzebnie szła do bankomatu, ale to nie problem. Jest ok. Potem naszeptała coś dziewczynce do ucha i ona poszła za barierkę do pana i osobiście też mu podziękowała very, very. Pan się rozczulił, bo tutaj wszyscy wrażliwi są bardzo na dzieci, a taka śliczna porcelanowa dziewczynka rzadko się zdarza.
Tutaj też są tacy samorodni parkingowi
Ja czekałam dalej. Pan wszystko zmieniał w komputerze, co chwilę przerywał, bo musiał przyjmować pieniądze od innych turystów. Potem drukował. Napatrzyłam się, jakie ogromne kwoty ludzie płacą, a to dlatego, że zazwyczaj jest ich dwoje, troje i więcej jeśli z dziećmi, a to zwielokrotnia koszty. Zjawiali się też pośrednicy i przewodnicy turystyczni załatwiający wizy dla większej ilości osób.
Rudery i raptem czysta nowoczesna restauracja. Kontrasty filipińskie.
Pieniądze ogromną falą płynęły od rana do  państwowej kasy Filipin i płynąć tak będą do godziny 16.oo po południu i tak każdego dnia, tygodnia i miesiąca. Nie ma się co dziwić, że wprowadzane są udogodnienia dla turystów i za jednym zamachem daje się wizy na pół roku, nie tracąc przy tym ani jednego peso, a oszczędzając czas pracowników, którzy trzy razy tych samych turystów musieliby obsłużyć, żeby te same pieniądze zebrać za 6 miesięcy.
Wszystkie owoce na Filipinach są pyszne.
Minęła godzina 10.oo, gdy wreszcie wszystkie papiery zostały od nowa wypisane, wydrukowane, kwota do oddania wyliczona i do paszportu wklejono nową wizę, ważną na dwa miesiące, ale powstał problem. Żeby kasjer mógł oddać mi część z tych wpłaconych pieniędzy, na dokumencie musi mieć podpis osoby, która pracuje w innym biurze imigracyjnym, w jednym z tych16-tu miast wchodzących w skład Manili.
W recepcji mojego hostelu w Makati. Nowocześnie.
Jest propozycja, abym poszła sobie do swojego hotelu, bo byłam tu tak wcześnie, że z pewnością nie jadłam śniadania? Nie wypiłam kawy? Potwierdziłam, że nie jadłam, ale kawę wypiłam. I żebym wróciła do biura o godzinie 1 p.m. Papiery wraz z moim paszportem pojadą teraz do starej Manili i na 13.oo powinny tu wrócić. Ok, mówię, ale jak to tak? Bez paszportu? Jakiś permit bym potrzebowała, coś na temat, że paszport u Was został. Jestem czujna.
Kącik komputerowy dla turystów
Ok, na piśmie zgłaszającym moją sprawę i kto ją załatwia (takie pismo dają każdemu) dopisali, że paszport zatrzymali i o godz. 1 p.m. mam przyjść go odebrać. Teraz jest dobrze, powiedziałam i wróciłam do hostelu. Śniadania w hostelu wydają od godziny 7.oo rano do 11.oo. Ja w biurze byłam już za dziesięć minut siódma, więc siłą rzeczy  śniadania jeszcze nie było, ale teraz zdążyłam w sam raz.
W hostelu też są obrazy tego artysty, co na dole w galerii na korytarzu
Nie wchodząc nawet do pokoju, szybko umyłam ręce przy umywalce znajdującej się między jadalnią, a moim pokojem i siadłam do stołu. Zjadłam wszystko po kolei co jeszcze zostało. Placuszków już nie było, ale i tak porządnie się najadłam i przy kawie odprężyłam się, mając wewnętrzne przekonanie, że sprawa niby nie do odwrócenia, będzie jednak dla mnie miała pozytywne zakończenie.
Niektóre domy okratowane od dołu, do góry, jak więzienie.
Zawsze mówię, że wszystko zależy jedynie od dobrej woli ludzi zajmujących się daną sprawą i tyle. Do biura stawiłam się punktualnie o godz. 13.oo. Znajoma już pani pokazała mnie kasjerowi, bo ludzi było jeszcze więcej, niż przed moim wyjściem. Security miał rację, lepiej przyjść z samego rana. Potem przewalają się tu tłumy ludzi.
Wieczorem w mieście
Mój paszport z kwitami był już u kasjera, zawołał mnie, wypłacił pieniądze oraz wręczył dokumenty. Bardzo mu podziękowałam, cofnęłam się do biura i podziękowałam też  tym ludziom, co mi pomagali sprawę odkręcić. Cieszyłam się, jak ta blondynka z dzieckiem, że uchroniłam się od straty pieniędzy, bo tutaj, jak we wszystkim w życiu, głównie przecież o pieniądze chodziło. Gdyby nie pieniądze, to żaden okres ważności wizy w paszporcie by nie przeszkodził opuścić Filipin, kiedy się chce. U mnie chodziło o 5.000 peso, u blondynki czterokrotnie więcej. Ale wszystko dla nas się dobrze skończyło.
Bardzo smaczne są te słodkie kartofelki. Czasami je kupuję.
Po powrocie odczytałam e-mail od Oliwii, żebym uważała przy wyrabianiu wizy na dłuższy pobyt, czy jest ona z możliwością wielokrotnego przekraczania granicy, bo………itd., ale było już po sprawie. Ustaliłam w recepcji, że pokój mam do jutra do g.12.oo w południe, ale rzeczy mogę ustawić za kanapą, zanim pojadę na dworzec autobusowy. Ja mam zamiar jechać rano, powiedziałam.
Tricykl rowerowy to iężka praca drivera.
Chatale poinformowała mnie, że do Bonaue, gdzie się wybieram autobus jeździ nocą i wyjadę z Manili o 22.oo. O rany! to dla mnie niespodzianka, większość autobusów jeździ od wczesnego rana do popołudnia, ale ok, nie mam wyjścia. Zadzwoniła i zarezerwowała dla mnie miejsce w autokarze. Powiedziała, że wyjeżdżam z dworca Ohayami. Zgadza się, też mam tak wynotowane w zeszycie.
Świński ryj w całości, a wokół niego na talerzach pozostałe jego części.
Żeby nie to, że pierwszej nocy w tym mix room coś mnie tak fatalnie pogryzło, w pełni byłabym zadowolona z tego hostelu. Naprawdę są tu mili pracownicy, uczynni i dobrze zorganizowani. Dostałam wydrukowaną rozpiskę o wszystkim, co mnie interesuje, a więc z jakiego dworca wyjeżdża autobus, że bilet do Bonaue kosztuje 450 peso, że autobus jedzie 9 godzin i o siódmej rano będę na miejscu.
Pies w cieniu tricykla zaopatrzony w wodę do picia
Na tej samej rozpisce mam też informację o tanim hotelu w Bonaue (ten sam, co go w internecie oglądałam kilka dni temu) oraz guesthouse w Sagadzie. Jest też wypisane, co powinnam tam zwiedzić i ile co kosztuje. Podano również miejsca, gdzie znajdę dobrych przewodników tam, gdzie samemu chodzić nie wolno. Same pożyteczne informacje.
Kumple
Chatele powiedziała, że gdy jutro zostawię rzeczy w recepcji przy kanapie o godz. 12.oo w południe, to mogę jeszcze skorzystać i o godzinie 13.oo iść z wolontariuszem i dwoma innymi turystami na zwiedzanie starej Manili, zbiórka tutaj przed recepcją. Skoro bowiem mam autobus dopiero o 22.oo w nocy, to wystarczy, jak wyjadę z hostelu o 20.oo wieczorem. Wieczorem już dużych korków nie ma na ulicach.
Ciekawa architektura. Lekka i przewiewna.
Na dworzec Ohayami muszę wziąć taxi, bo inaczej nie dojadę wieczorem. To koszt 250 do 300 peso. Jakoś to przeboleję. Bardzo się ucieszyłam, że jutrzejszy dzień będę miała dobrze zagospodarowany i zobaczę starą Manilę w bezpiecznym towarzystwie. A teraz muszę się znów pakować. Czy już wspominałam, że pakowanie się, to dla mnie…..….tak, tak, już o tej zmorze pisałam. No, to do roboty!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz