Patronat medialny



Miło mi poinformować, że moja wyprawa została objęta patronatem medialnym przez portal Link to Polnad www.linktopoland.com

piątek, 30 października 2015

Jak się wydostać z Sagada?



Strażniczki lasu w Sagada
Teraz już wiem, co to znaczy pora deszczowa. Pierwszy raz mnie to dotknęło w Azji, odkąd podróżuję, chociaż w porze deszczowej  bywałam już w różnych krajach, ale tak obfitych, długotrwałych i ciągłych opadów jeszcze nie zaznałam. Jest 21 październik. To, że już czwarty dzień pada deszcz, to mało powiedziane. To nie jest deszcz, to jest ciągła ulewa, jak gdyby z nieba ktoś wiadrami wodę lał bez przerwy. Na dodatek doszły huragany. Nie mogłam spać, tak wyło na dworze przez całą ostatnią noc, a ulewa siekała poziomo. Oczywiście, nie ma prądu, jak zawsze w takich przypadkach.
Leśne truskawki
Zdążyłam w tym krótkim czasie, gdy prąd włączyli, naładować baterie do aparatu fotograficznego i laptop, ale zaraz potem znowu prąd wyłączyli i już drugą dobę prądu nie ma. Nie wiadomo co z sobą robić i w jaki sposób wydostać się z Sagady. Poszłam do Guesthause George na obiad. Szłam pod parasolem, gdy deszcz zmniejszał siłę, gdy zwiększał, chowałam się pod zadaszenia domów i takimi żabimi skokami doszłam do George. 
Chodziłam skokami. Gdy ulewa słabła, szłam, gdy się nasilała, chowałam się. Ulice puste.
To jest kawałek drogi w dół miasteczka, ja mieszkam na górze, nad ryneczkiem. Gdy jest ładna pogoda odległości się nie odczuwa, ale gdy leje deszcz, droga się bardzo wydłuża.Poszłam tam jednak, bo chciałam porozmawiać z Francuzami, czy mają jakiś sposób wydostania się z Sagady, czy będą dalej czekać na poprawę pogody. Ja chcę stąd wyjechać, ale nie wiem czy jeepneye jeżdżą w taką pogodę i czy droga jest przejezdna.
Rozjaśniało się chwilami, ale deszcz wracał ze zdwojoną siłą.
Pomyślałam, że  skoro nawet w miasteczku mur i góra się zawaliły, to te wąziutkie drogi nad urwiskami również mogło pozmywać, pozarywać lub zawalić osuwającymi się z góry kamieniami. Może oni coś wiedzą na ten temat. Chętnie bym razem z nimi wyjechała. Zawsze to raźniej w grupie. Innych turystów ja tu już nie widzę.
Tutejsi mieszkańcy nie przejmują się tak deszczem, jak turyści. Żyją normalnie.
Idąc do George widziałam też, jaki bałagan huragan i deszcz zrobiły w miasteczku. Drzewa połamane, owoce pospadały na ulicę. W moim resorcie St.Joseph takie piękne kwiaty, wszystkie połamane. Smutny widok. Donice z kwiatami pospadały na ulicę, mam nadzieję, że nikomu na głowę, bo w taki huragan wszyscy pochowani byli.
W deszcz ulice robią się smutne.
W George żaluzje pospuszczane na całej ścianie domu, żeby huragan szyb nie powybijał na werandzie i w domu. Ciemno, cicho, bo nie ma prądu, ale drzwi były otwarte, to weszłam. Wołam, czy ktoś tu jest. Pojawiła się gospodyni i na szczęście można było dostać coś ciepłego do jedzenia, chociaż ryb nadal nie było, ale kawałek kurczaka z ryżem dostałam i gorącą kawę.
Ann z Bobem dwa razy zapędzali się tutaj, ale Malidom zamknął Muzeum.
Z braku prądu od wczoraj nie piłam kawy, ani herbaty, chociaż to moja wina, że nie poszłam do recepcji dopomnieć się o wrzątek. Teraz okazało się, że mogę gotowaną wodę dostać. Nie wiem skąd, ale człowiek tu pracujący przyniósł mi cały termos wrzątku, abym sobie kawę i herbatę robiła. Cieszę się. Lepiej późno, niż wcale.
Hotelowy człowiek przyniósł mi termos z wrządkiem. Jestem sama w całym budynku.
Jedząc obiad w George zapytałam, czy są jeszcze Francuzi, co się tutaj zatrzymali, bo chciałabym z nimi porozmawiać. Gospodyni powiedziała, że dzisiaj rano zwolnili pokój i pojechali do Bontoc. No i po sprawie. Muszę coś sama wymyśleć, żeby jakoś z tej Sagady bezpiecznie się wydostać. Po obiedzie ruszyłam pod górę, znowu żabimi skokami, chociaż i tak byłam już cała mokra. Parasol to jest na deszcz, a nie na tropikalną  ulewę.
Targowisko się zwija
Gdy schowałam się w sklepie, kupiłam przy okazji świeczkę i zapałki, ponieważ poprzedniej nocy mało się nie zabiłam idąc po ciemku do łazienki. Jestem pewna, że prądu nie będzie jeszcze kilka dni. Prawdopodobnie do 23 października, na kiedy to zapowiadają poprawę pogody dla Sagada.Następny uskok przed nasilającą się ulewą zrobiłam do otwartego biura informacji turystycznej i zapytałam, czy w tą pogodę jeżdżą do Bontoc jeepneye i czy droga jest przejezdna, czy się nie pozarywała, bo chciałabym jutro wyjechać z Sagady do Bontoc.
Ci, to chyba wysiedli tu przez pomyłkę.

Czy można bezpiecznie tą drogą przejechać? Niestety, w tym biurze informacji trudno uzyskać jakieś informacje. Mogłam przypuszczać, że te chichocące wiecznie girls, nic nie wiedzą. Zapytałam więc, gdzie mogę znaleźć driverów od tych jeepney co tu stoją na rynku. Skierowała mnie do budynku obok, do cafe na pierwszym piętrze. Tam podobno zawsze siedzą kierowcy.
Więcej mężczyzn widuję z małymi dziećmi, niż kobiet.O co tu chodzi?
Idąc tam, niespodziewanie spotkałam Francuzów! Nie wyjechali do Bontoc tylko znowu zmienili hotel. Ann powiedziała, że są teraz tutaj, w rynku, w „Sagada Guesthouse”, bo stąd mają blisko do jeepneya, a jutro rano chcą wyjechać z miasteczka. „George Guesthouse” jest za daleko od ryneczku i musieliby o świcie ciągnąć swoje bagaże cały czas pod górę.
Charakterystyczny dom filipiński z dawnej epoki.
Bardzo się ucieszyłam z tego spotkania i oni też, zaczęliśmy się umawiać. Weszliśmy razem na piętro do cafe, ale kierowców tam nie było. Była jednak osoba, która udzieliła nam informacji. Mieli wrzątek, więc zrobiliśmy sobie swoją kawę, bo ich kawa z termosu nie pachniała za dobrze. Ja mam zawsze parę porcyjek kawy i śmietanki w proszku przy sobie, w plecaku. Za wrzątek płaci się 5 peso. Za kubek kawy, 25 peso.
Dom blaszany. Widuję tu takie. Skąd ta moda?
Umówiliśmy się na kurs do Bontoc na godzinę 6.oo rano. Bontoc to taka stacja przesiadkowa, bo Sagada leży trochę na boku. Z Bontoc natomiast mamy autobusy w różne strony. Francuzi powiedzieli, że jadą do Vigan, na co odparłam, że jadę najpierw do Tobuk, potem do Tuguegarao. Następnie Claveria, Pagudpud, Laogad City, Batac, a stamtąd dopiero do Vigan. Wyjęłam mapę i zaczęliśmy patrzeć, jak to wygląda.
Ci zabierają się w samą porę z Sagada.
Kobieta, która nam udzielała informacji stała przy nas. Patrzyła wraz z nami w moją mapę i słuchała. Powiedziała, żebym nie jechała do Tobuk bo tam drogi są nieprzejezdne i utknę na trasie. Tam jest niebezpiecznie, powiedziała. Dobrze, że mnie uprzedziła, bo bym znowu była w kłopocie. Ok, powiedziałam, to jadę z Wami do Vigan i od tej strony złapię północ wyspy Luzon, bo koniecznie chcę dojechać do Pagudpud i Claverii, która jest ostatnim miastem filipińskim na samym krańcu Luzon Isla. Potem już jest Tajwan i Chiny. Zamiast od wschodu, zajadę tam od strony zachodniej.
Postój autobusów i jeepneyi jest w ryneczku. Tylko czy pojadą jutro w trasę?
I tym oto sposobem 21 października w środę, jedziemy razem do Vigan , Ann, Bob i ja z nadzieją, że będą tam już zupełnie inne warunki pogodowe i wreszcie sobie wszystko wysuszymy z bagaży i będziemy mogli zwiedzać i wypoczywać, a nie czekać na zmianę pogody. Mimo to mam obawy, czy my bezpiecznie do Bontoc dojedziemy. Ann i Bob podobnie, jak ja podróżują sobie bez pośpiechu po różnych krajach Azji i wybierają się też do Australii. Pojeżdżą jeszcze trochę po Filipinach, stąd polecą do Tajlandii, a potem dalej. 
Ten kursuje na trasie Sagada-Bontoc. Jest solidny na drogę w taką pogodę.
Gdy tak siedzieliśmy przy mapie, Ann powiedziała, że może na Mindanao pojechać z Vigan? Ja tam nie pojadę, mówię, bo tam islamiści zabijają turystów, a teraz, gdy Europa nie chce przyjmować imigrantów ich wyznania, to już w ogóle szans przeżycia na Mindanao nie mamy. Kobieta informatorka poparła mnie i powiedziała Ann i Bobowi, aby na Mindanao nie jechali, bo to bardzo niebezpieczne miejsce dla turystów. Ok.
Sklepy z pamiątkami bez względu na pogodę czekają na turystów
Bateria się kończy, prądu nie ma. Pakuję laptop, nastawiam budzik na 5.oo rano i jadę do Bontoc z duszą na ramieniu. Znam tą drogę. Już w tą stronę jadąc było na niej niebezpiecznie, chociaż jeszcze nie padał deszcz. Ja nie wiem, jak my przejedziemy ten odcinek drogi po takich ulewach i huraganie. Ale nie ma wyjścia. Trzeba jechać.
W holu mojego budynku wiszą takie rysunkowe nformacje
mój słowniczek:
How many kilometres is it to Bontoc? - ile kilometrów jest do Bontoc?
Weather  forecast - prognoza pogody
distance - odległość
fog - mgła
sad - smutna
I think it,s getting brigheter - chyba się przejaśnia
dry - suchy
wet - mokry
 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz