Patronat medialny



Miło mi poinformować, że moja wyprawa została objęta patronatem medialnym przez portal Link to Polnad www.linktopoland.com

niedziela, 18 października 2015

Filipiny, codzienność w Coron



Zachód słońca w Coron oglądany z tarasu mojego hotelu
Rano wypiłam kawę w swoim pokoju bo jak już wspomniałam darmowa kawa w Sea Dive jest bardzo niedobra, niestety. Dobrze, że wożę z sobą mały czajniczek elektryczny i kubek, a zapas kawy uzupełniam gdziekolwiek jestem, bo można tutaj w sklepach kupić kawę, jaką się chce, tak jak w Europie. Nawet w tych małych sklepikach-blaszakach mają rozpuszczalną nescafe clasic i gold.
Z innej strony tarasu widać pomost, z którego wsiada się do łodzi na "Islands Hopping"
Śniadanie postanowiłam zjeść w naszej restauracji ponieważ skończył mi się zapas chleba, żółtego sera i dżemu, co w tutejszych warunkach stanowi podstawę rannego posiłku przypominającego trochę to, do jakiego jesteśmy przyzwyczajeni. Są jeszcze jajka ale nie mam ich gdzie ugotować, bo to nie hostel z ogólnie dostępną kuchnią.
Śniadanie w "Sea Dive" smaczne, ale chleb chyba tu na wagę złota jest. Dają 1 kromkę.
Na śniadanie wybrałam specjalność filipińską, tak było napisane w menu, za 140 peso. Herbatę zrobiłam sobie sama przy darmowym stoliku i przyniosłam do zajętego miejsca przy stole stojącym tuż przy barierce tarasu, z widokiem na zatokę. Bajecznie!
Przyjemnie jeść śniadanie w takim otoczeniu na świeżym powietrzu
Poranny wiaterek bez przerwy mnie przyjemnie chłodził, lepiej niż wentylator. Ta filipińska specjalność, to była jajecznica z pomidorami smacznie czymś doprawiona i to jedyna rzecz bardzo dobra co do smaku i porcji w tym śniadaniu. Pyszny był też gorący chlebek chrupiący, ale tylko jedna kromka. Masła tyle, że na 1/3 tej kromki starczyło i dżemiku pół łyżeczki od herbaty.
Z lewej Sea Dive, z prawej Public Market, a po środku betonowy koszmarek w budowie
Może to jest jakaś specjalność filipińska, biorąc pod uwagę, jacy chudzi są Filipińczycy. Jeżeli tyle tylko jedzą, to nic dziwnego. 140 peso, to 3 $, czyli jakieś 11 zł. Mogliby drugą kromkę chleba dorzucić i dać normalną porcję masła, jaką ogólnie stosuje się w restauracjach.
Każdą z tych łódek można wynająć tylko dla siebie
Nie będę w takim razie tutaj śniadań jadła, a sama sobie w pokoju przygotuję. No, może czasami skuszę się jedynie na placuszki pancakes z syropem klonowym. Ten przysmak zawsze był dostępny w hostelach amerykańskich, bo z Ameryki się wywodzi. Właściciel Sea Dive też wywodzi się z Ameryki, więc pancakes w jadłospisie są.
Pergolę z rzymskimi kolumnami tu mają
Po śniadaniu poszłam do banku. Po drodze spotkałam Dolores i Jimiego, właściciela Sea Dive, który mnie wyściskał na powitanie i spytał, czy zadowolona jestem z pokoju w jego hotelu. O! tak, bardzo, potwierdziłam bez wahania, bo to szczera prawda.
BPI, to dobry bank w Coron dla turystów z innych krajów
Zapytałam Jimiego do jakiego banku najlepiej się udać, bo widziałam tu trzy. Wskazał na Bank Of The Philippines Island, na czerwonej tablicy w  logo ma biały skrót nazwy, BPI i pokazał drogę. To najlepszy bank na nasze karty visa.
Ulica w Coron
Bank był czynny i uprzejmy pracownik pomógł mi przy bankomacie, informując, że mają limit na jednorazową wypłatę 4 tys. peso. Tylko tyle? To bardzo mało (46,6 peso = 1 $ USA), nawet nie 100 $, to ok. 350 zł. Wybrałam więc dwa razy pod rząd po 4 tys peso i zapowiedziałam, że przyjdę tu jeszcze jutro.
Piekarnia
Karta sprawowała się dobrze, ale to dlatego, że poprzedniego dnia napisałam do Marcina maila (mój syn), żeby zgłosił do banku w Warszawie, że będę w Coron na Filipinach brała pieniądze, żeby nie blokowali mi konta, bo nie zdzierżę! Zazwyczaj blokują, gdy widzą, że w jakimś dziwnym kraju ktoś chce wybrać pieniądze z ich banku. Filipiny to jeden z tych dziwnych krajów dla polskich banków, a turysta ma potem problem. Trzeba wcześniej zgłaszać, gdzie się będzie wybierało pieniądze.
W "Got Lucky" kupimy bilet na bezpośredni lot z Coron na Boracay Isla
W powrotnej drodze natknęłam się na biuro sprzedające bilety lotnicze na takie małe samoloty do Puerto Princesa i na wyspę Boracay. Sprawdziłam na kartce, na której Jimmi pierwszego dnia naszej znajomości napisał mi nazwę „Air Juan” i się zgadzało. To ta firma. Wprawdzie nie mieści się na 2 flor w budynku Metrobanku, jak mówił Jimmi, a w wolno stojącej budce, ale myślę, że zmieniała lokal na „bliżej ludzi”, żeby klientów zdobyć więcej. Na 2 flor w Metrobanku wisi tablica „lokal do wynajęcia”.
Budynek miejski, odpowiednik naszego ratusza
Chciałam dowiedzieć się o tych lotach, ale mimo, że na drzwiach wisiała tabliczka „open”, biuro było closed. Pokręciłam się trochę w pobliżu, kupiłam 3 pomidory i cebulę na kolację, wróciłam, ale nadal było zamknięte. Pójdę tam jeszcze jutro.
Stary Ratusz został otoczony nowym. Pracują w obu.
Być może te małe prywatne samolociki latają bezpośrednio na Boracay. Kiedyś takim samolotem leciałam i byłam jedyną pasażerką. Z pewnością czytaliście o tym na moim blogu. Obsługa pchała wózek bagażowy, na którym leżała jedna, jedyna walizka. Moja. Pilot szedł pierwszy, ja za nim, za mną drugi pilot, a rząd zamykała stewardessa. Tak mnie prowadzili przez płytę lotniska do tego małego samolotu. Zakręty braliśmy równo pod kątem 90 stopni. Było super! Lecieliśmy nisko i całą drogę podziwiałam Ziemię!
Przystanek autobusowy udomowiony
Długo po mieście nie chodziłam, ale na tyle, aby zrobić zakupy i wróciłam do domu. Najlepiej czuję się tu, gdzie mieszkam, na tarasie Sea Dive, na morzu. Nie mogę przestać cieszyć się widokami stąd się roztaczającymi i obserwowaniem życia w zatoce.
Nowoczesny przystanek autobusowy
Jak już się nasycę, to popłynę na Island hopping za 650 peso. W El Nido ceny na Island hopping zaczynały się od 1.200 peso. Zakupy mam tu łatwiejsze, niż miałam w Ameryce czy Australii, gdzie wszystko było large, w dużych opakowaniach for family.
Stary kościół Saint Auggustine z 1901r
Na Filipinach można kupić malutki chlebek tostowy, dwie sztuki cebuli, 100g paczuszkę proszku do prania, saszetki szamponu do włosów na jedno mycie głowy, pojedyncze rolki papieru toaletowego i jedno mydełko, a nie czteropak. Nawet płyn do mycia naczyń w mini opakowaniu tu jest, cappucino w pojedynczych saszetkach i jakie dobre! Oryginalne. Solówki mają tu wreszcie dobrze.
Wnętrze kościoła
Znalazłam w końcu jeden sklep samoobsługowy. Nie jest on w stylu, jaki znamy z Europy czy Ameryki, ale jest. Pomieszczenie trochę ciemne i ciasne, ale można chodzić między półkami i oglądać, co się chce kupić. Nie na wszystkim są ceny, trzeba pytać, panie sprawdzają i mówią. Mają kasę fiskalną, to ceny chyba prawdziwe mówią
Próba generalna gry na organach pod okiem nauczyciela i kolegów
Na większości towarów ceny są napisane markerem na opakowaniu lub na wieczku. Potem trzeba ręce wytrzeć wilgotną chusteczką higieniczną i ona od razu zrobi się czarna. Sorry, taki mają tutaj klimat, jakby powiedziała jedna z naszych pań ministerek.
Po obu stronach wejścia stoją Aniołowie ze święconą wodą w muszlach
Widzę, że pracownicy ciągle między półkami siedzą, wycierają ten towar wilgotną ściereczką, układają, przekładają. Nie stoją bezczynnie wpatrując się w klientów, czy czegoś nie kradną, ale bez przerwy pracują, sprzątają na tych półkach, a towar i tak wiecznie jest zakurzony.
Przy kościele rozgłośnia radiowa, ale nie jest to Radio Maryja
Rzecz nie do opanowania w tropikach. To by musiał być nowoczesny sklep, z automatycznie zamykanymi drzwiami, klimatyzacją wewnątrz, wówczas towar byłby na półkach czysty. Takiego supermarketu w Coron jeszcze nie ma. Swoją drogą dziwię się, że jeszcze żaden Chińczyk takiego supermarketu w Coron nie pobudował.
Hodowla kogucich bokserów
Następnego dnia znowu poszłam do banku BPI i bez kłopotu pobrałam pieniądze, a nawet nauczyłam się sama obsługiwać bankomat. Mają tu bardzo prostą obsługę MTM, który nie zadaje wiele pytań. Przyciska się tylko english, wpisuje pin, kwotę, czy chcę kwit i na tym koniec. Gdyby wszystkie bankomaty były takie proste w obsłudze!
Poza centrum miasta, cicho i  czysto jest w Coron
Weszłam do biura firmy lotniczej „Air Juan”, która tym razem była otwarta i dowiedziałam się o lotach na Boracay Isla. Jest tak, jak przypuszczałam. To mała firma i małe samoloty typu Cessna, biorące na pokład 9 pasażerów plus 2 członków załogi.
Usiąść w cieniu drzewa, sama przyjemność. Nawet na jezdni.
Latają na trasie, skąd trudno dostać się na Boracay i prawidłowo. Ktoś wreszcie pomyślał, że należy wykorzystać tą lukę, ułatwić życie turystom i zarabiać pieniądze, skoro innym liniom i statakom się to nie opłaca. Napiszę wszystkie połączenia, bo może moi czytelnicy-podróżnicy będą zainteresowani takim lotem.
Nie tylko małe dzieci lubią być fotografowane
Tak więc „Air Juan” lata z Puerto Princesa na Cuyo, w Monday, Wednesday i Saturday  o godz. 10.oo, a na miejscu jest o g.11.oo. Również z Puerto Princesa lata do Coron na Busuanga Isla, gdzie ja obecnie jestem. Wylatuje w Tuesday i Friday o g.10.oo i na miejscu jest o g.11.10. Oczywiście, samolot lata też w odwrotne strony.
Nowe domy obok starych. Niektóre w stylu greckim.
Z Coron z Busuanga Isla „Air Juan” lata na Boracay Isla również dwa razy w tygodniu, w Tuesday i Friday. Wylatuje o g.11.30 i na miejscu jest o g.12.15. Leci 45 minut. Wyobraźcie sobie, czter-dzie-ści-pięć minut! Przez Manilę zabiera to cały dzień, a statkiem z przesiadkami, dwa dni. Niesamowita historia! Bilet kosztuje 4 tys.peso. Ich strona internetowa, www.airjuan.com , e-mail: info@airjuan.com
Każdy kabel przypisany każdej rodzinie. Liczniki na wodę i elektryczność.
Najtaniej wychodzi jednak statkiem „2 Go”, 2.400 pesos. Mając dużo czasu może jednak popłynę tym statkiem? To może być ciekawy rejs. Jedyny problem, że trzeba się w Manili przesiadać na autobus do Batangas, żeby tam znowu wejść na pokład statku „2 Go Travel”. Na Boracay dopłynęłabym następnego dnia. Pomyślę jeszcze. Jestem jednak zadowolona, że znalazłam przewoźnika, który lata bezpośrednio na Boracay! Nawet w Informacji Turystycznej tego nie wiedzieli.
Liczne boczne uliczki prowadzą do morza
Póki co, zapowiedziałam w recepcji, aby mojego pokoju nikomu nie rezerwowali od 26 września (do tego dnia mam wynajęty), ponieważ przedłużam swój pobyt tutaj o 10 dni, do 6 października. Recepcjonistka odnotowała to w komputerze, że ja ten pokój rezerwuję nadal dla siebie. Akurat przechodził Jimmy i mu o tym powiedziałam. Bardzo był zadowolony i ja też. Dobrze mi się tutaj mieszka.
Budynek Caritasu mieści się w ogrodzonym ogrodzie
Potem poszłam do biura (tu wszystko się tak górnolotnie nazywa, chociaż to zwykłe blaszaki są), do Dolores (akurat imię pasuje do niej, bo bardzo ładna kobieta) i wykupiłam u niej wycieczkę na „Islands hopping” na jutro.
Większość domów kryje się w bujnej zieleni
Pomyślałam, że powinnam właśnie u niej tą wycieczkę wykupić za jej sympatyczny stosunek do mnie i pomoc w otrzymaniu pokoju z łazienką za naprawdę dobrą cenę. Wycieczka u niej trochę droższa, niż widziałam w innej agencji.
Przed domem, przy niskim stoliku chłopiec odrabia lekcje
Na inne wycieczki popłynę z tańszym przewoźnikiem, ale na tą jedną pozwolę sobie z firmą Dolores. Wyruszamy jutro o g.8.oo rano. Przed ósmą mam się stawić przed biurem Dolores, u wylotu pomostu z „Sea Dive” na ulicę, skąd van zabierze nas do portu. Powrót planowany jest na g.16.oo. Pakuję się!
Wypatruje czy marzy?
mój słowniczek:
I,d like to withdraw some money - chciałabym pobrać pieniądze
What is the withdrawal limit? - ile maksymalnie mogę wypłacić?
Does the bank charge a commission? - czy bank pobiera prowizję?
cash machine card - karta do bankomatu
confirmation - potwierdzenie
amount - suma
currency - waluta
withdraw - wypłata

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz