Patronat medialny



Miło mi poinformować, że moja wyprawa została objęta patronatem medialnym przez portal Link to Polnad www.linktopoland.com

niedziela, 6 września 2015

Sydney - podsumowanie



Sydney, Promenada na Harbour Side
Na podsumowanie pobytu w Australii muszę powiedzieć, że to piękny kraj i bardzo zadbany. Tą dbałość widać na każdym dosłownie kroku i w każdym mieście. Dbałość o czystość otoczenia wszędzie wewnątrz, jak i w przestrzeni zewnętrznej jest po prostu niespotykana. Nawet w Singapurze od dawna słynącym z czystości.
Dwupoziomowe ulice w górzystym Sydney
W Australii gołym okiem zauważa się ogromna dbałość o przyrodę, ekologię, czystość wód. Dużo jest sklepów i lokali z ekologiczną żywnością. Nie skąpią tu na zatrudnieniu ludzi do utrzymania porządku w miastach. Na ulicach i osiedlach mieszkaniowych.Widać ich od świtu do nocy krzątających się po parkach, ulicach, targowiskach. Jeżdżą takimi cichobieżnymi małymi pojazdami i zamiatają, wymieniają worki ze śmieciami na czyste, nawet myją kafelkowe mury i ogrodzenia. Niesłychane!
Takimi mini pojzdami jeżdżą i zbierają każdy śmieć, z chodników i trawników również
Duże samochody kursują całymi dniami, zabierając śmieci z przydomowych i przybiurowych pojemników na kółkach, w zależności od pochodzenia tych śmieci. Pojemniki mają napisy, czy są tam papiery, puszki, szkło, czy resztki jedzenia. Przed każdym domem stoi po kilka takich wąskich, długich, zielonych pojemników na śmieci. 
Uliczne szachy. Każdy może coś tu przestawić.
Zabierają te śmieci szybko, sprawnie, nie zostawiając nawet jednego papierka na ziemi. Te samochody śmieciowe w ogóle nie śmierdzą. Każdy, nawet najmniejszy zaułek, nieużywane zaplecza remontowanych domów są wysprzątane. Mini samochodziki jeżdżą całymi dniami po ulicach i zbierają każdy śmieć, jaki zobaczą. Tak, dbałość o czystość, zrobiła na mnie w Australii największe wrażenie.
Ścieżki dla rowerów i rolkowców
Place pod wiaduktami i pod mostami, skarpy nad rzekami, nadmorskim brzegi, wszędzie jest wymiecione do czysta. Dlatego, jak idą ulicą Chinki (dzisiaj) i rzucają raptem na bruk zużyte chusteczki higieniczne, to razi bardzo.
Przyszedł, przebrał się na oczach wszystkich, pomalował.........
Bardziej nawet, niż rzucane na ulicę śmieci przez mieszkańców Kambodży, bo tam i tak człowiek ciągle po kostki w śmieciach stoi, to dwie zużyte chusteczki higieniczne więcej, wrażenia nie robią. Kambodżanie  jeżdżą na swoich skuterach (tam nie chodzą pieszo) po swoich śmierdzących ulicach w maskach higienicznych na twarzy.
........i zaczął dąć. Każdy robi to, co umie
Śmieć więcej, śmieć mniej, to dla nich żadna różnica. Nie wiem, jak jest na ulicach w Chinach, bo tam nie byłam i nie będę, ponieważ wszędzie, gdzie bywam, mam China Town, to wystarczy. Tutaj, to nawet China Town świeci czystością. Czyli potrafią.
Australijczycy lubią siedzieć bezpośrednio na trawie w parkach i gdzie się da
Przez cały pobyt nie widziałam ani jednego wypadku drogowego, żadnej stłuczki. Z pewnością bywają, ale wniosek z tego taki, że rzadko. Bardzo przestrzegają tu przepisów drogowych. Jeżdżą po mieście wolno, nie ścigają się, nie trąbią, nie zajeżdżają pieszym drogi, wręcz przeciwnie. Tam gdzie nie ma świateł, nie zdążę jeszcze dojść do pasów, a samochody już się zatrzymują i czekają cierpliwie.
Wzdłuż zatoki przy deptaku same restauracje i bary
To dla mnie? Naprawdę? Pytam wzrokiem i macham do nich przyjaźnie. Nie do wiary! Na początku w szoku byłam. Potem przekonałam się, że tutaj takie po prostu panują zwyczaje. W Australii pieszy ma pierwszeństwo, objęty jest prawem i szacunkiem.
Miasto widziane od dołu sydnejskiej wieży Eifla
Rzadko widać na ulicach policjantów, ale na przykład dzisiaj widziałam konny patrol policyjny na George Street. Wyglądali dostojnie i pięknie. Zauważyłam, że większość posterunków policyjnych mieści się w przepięknych, starych zabytkowych budynkach.
Policja konna. Jedyna, jaką w Sydney widziałam.
To również podoba mi się w Australii. Nie burzą starych budynków lecz remontują je i przeznaczają na różne instytucje miejskie i krajowe, muzea, galerie sztuki, sklepy z pamiątkami, albo kawiarnie. Stare budynki portowe przerobiono wewnątrz na lofty. Nowoczesne wieżowce ze stali i szkła przeplatają się ze starymi pięknymi domami.
Stare otoczone nowym. Po prawej Menara.
Nie ma ściśle określonego centrum miasta, chyba że za centrum przyjmie się granicę starego miasta, które przecież dawniej nie było takie duże jak obecnie. Każda dzielnica miasta tętni życiem, każda ma gwarne ulice, sklepy, mnóstwo kawiarni, deptaki i parki. Nie ma wyizolowanych dzielnic, tak zwanych mieszkaniowych. Miasto jest wszędzie.

Bloki mieszkalne z widokiem na zatokę
Nie ma blokowisk, chociaż są duże budynki mieszkalne, pięknie wkomponowane w stare budownictwo lub w parki albo w skały (!), Każdy budynek inny. Są wieżowce, ale też niższe domy, nawet tylko trzypiętrowe, a każdy o innej architekturze. Naprawdę pięknie sobie tutaj ludzie mieszkają, nawet ci w wielorodzinnych budynkach, że o starych, cudownych domkach jednorodzinnych nie wspomnę.
Muzeum morskie na wodzie
Wszystko co na zewnątrz w mieście, jest dostępne dla ludzi. Nie ma pozagradzanych rezydencji, płotów, bram pilnowanych przez security. Owszem, są security, kto ma potrzebę, to ich zatrudnia przy budynku, biurze, sklepie, ale ulice są przepustowe, nie trzeba obchodzić naokoło osiedla, czy kilku domów, nie ma ślepych uliczek, nie ma szlabanów i tablic typu „teren prywatny” czy „tylko dla mieszkańców osiedla”.
Grilowanie w parku, to ulubiony sposób miejskiego wypoczynku Australijczyków
W parkach i lasach miejskich wyznaczone są miejsca na grillowanie. Są tam stoły, ławki, paleniska z cegieł i miejsca na grille. Oczywiście również kilka oznakowanych pojemników na segregowane śmieci, toalety oraz dostęp do prądu i ujęcia wody pitnej. To wszystko jest dla mieszkańców za darmo, na koszt miasta.
Przeszklone mieszkania bez firanek z widokiem na zatokę
Toalety, to bardzo ważny temat dla turysty. W Australii pod tym względem jest super. Toalety są w bardzo wielu miejscach. W razie potrzeby długo ich nie trzeba szukać i wszystkie są bezpłatne! Uznali to widocznie za siłę wyższą, wymagającą specjalnego potraktowania. Dlatego też nikt nie sika za węgłem budynku, w prejściu podziemnym czy pod drzewem.
Będąc w Sydney, koniecznie trzeba odwiedzić Fish Market
Na dworcach, w muzeach, w parkach, portach, toalety są po prostu wszędzie. Gdy widzisz toaletę, wchodzisz i nikt od ciebie nie żąda pieniędzy. Nie ma babci klozetowej, ani automatu. Wszędzie nadzwyczaj czysto, jest papier toaletowy, umywalki i mydło w płynie. Niesłychana sprawa! Bardzo mi się to podoba.
Wszystko jest świeżutkie, aż pachnie...
Na ulicach jest dosyć dużo ujęć wody pitnej. Podchodzisz, nastawiasz otwartą gębę i woda wprost do gardła ci leci. Niektórzy nabierają tą wodę do plastikowych butelek po wodzie mineralnej, bo wiadomo, w sklepie woda jest droga.
Apetycznie wyglądają, prawda?
Półtoralitrowa butelka wody kosztuje 3,50 – 4,00 $, nieraz  informują, że sprzedają dwie butelki za 5,00 $, to już jest super. Ale zdarza się, że w supermarkecie można kupić wodę za 97 centów. Wczoraj taką kupiłam.
Na miejscu przyrządzają to do zjedzenia
Najbardziej denerwuje mnie w Australii ( również tak było w Stanach Zjednoczonych) sprzedaż tak zwanych wielopaków i dużych sztuk. Jak mydełka, to po trzy sztuki na raz, proszek do prania od 3 kg wzwyż, a ja szukam 30 dkg! Szampon? W ogromnych butelkach 0,5 l for family, masło tylko po 35 dkg, piękne plastry boczku po 0,5 kg w paczce, jak mi wystarczy 10 - 15 dkg, a na wagę trudno coś kupić z tych rzeczy. Większość takich produktów jest w opakowaniach.
Różnorodność gatunków i cen
Najbardziej denerwuje mnie w Australii ( również tak było w Stanach Zjednoczonych) sprzedaż tak zwanych wielopaków i dużych sztuk. Jak mydełka, to po trzy sztuki na raz, proszek do prania od 3 kg wzwyż, a ja szukam 30 dkg! Szampon? W ogromnych butelkach 0,5 l for family, masło tylko po 35 dkg, piękne plastry boczku po 0,5 kg w paczce, jak mi wystarczy 10 - 15 dkg, a na wagę trudno coś kupić z tych rzeczy. Większość takich produktów jest w opakowaniach.
Takie świeżo przyrządzone pyszności można zjeść na miejscu, na pomoście.
To jest wkurzające. Nawet jak kawałek sznurka potrzebowałam, to był, ale po trzy kłębki w paczuszce. Można się załamać. Nic nie przewidziano dla singli, dla turystów, którzy przecież na zapas niczego nie będą kupowali.
Zjadłam 3 roladki z różnymi rybkami. Palce lizać! Jedna już zjedzona.
Na szczęście są targowiska, gdzie mogę kupić jedną cebulę, a nie od razu 0,5 kg w siatce, jednego banana, jabłko i jedną mandarynkę i sprzedawca nie krzywi się na klienta. A klient idzie potem sobie ulicą i zjada wszystkie owoce po drodze. Ludzie żywią się tutaj na ulicy podobnie, jak w Azji. Idąc zajada się kanapki, owoce, pije się kawę. Norma.
Lofty nad zatoką, a przed oknami garaże na motorówki mieszkańców
Australia to piękny i interesujący kraj. Przyjazny dla ludzi. Wszystko tu lśni czystością, a ludzie zawsze są w dobrych humorach. I nic dziwnego. Robi się tu wiele, aby ludziom żyło się dostatnio i przyjemnie. Mieszkańcy czują się dopieszczeni.
No, i tak sobie zwiedzałam tą Australię
Mają wszystko w zasięgu ręki. Są zadbani przez rząd i sami dbają o siebie i swoje środowisko, w którym mieszkają. Przyroda im sprzyja i o nią bardzo się troszczą.To ogólnie zadowolony naród, chociaż często na jakiś temat protestują w Hyde Parku. Wszyscy ludzie na świecie odczuwają potrzebę  publicznego wyrażenia protestu w swojej lub innych sprawie, gdy coś im się nie podoba i się z czymś nie zgadzają. Po to właśnie utworzono Hyde Park.

4 komentarze:

  1. niesamowicie pani opisuje swoje podróże aż jestem pod wrażeniem , z niecierpliwością czekam na opis pani pobytu na Palawanie , pozdrawiam i życzę dużo wrażeń

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dziękuję, już tu jestem :) od jutra popracuję trochę, aby umieścić następny post i zdjęcia. Pozdrawiam serdecznie

      Usuń
  2. a wie pani , byłem w pod koniec kwietnia w tym roku na Panglao w tym samym resorcie co pani w SUNSIDE
    u Piotra Chylińskiego , ale uciekłem od niego po 3 dniach bo było mi za drogo na Alona Beach znalazłem kwaterę za 750 pesos , niedaleko plaży z darmowym internetem wifi , a resztę czasu spędziłem na małych wysepkach w okolicy jak Pamilacan Island i wróciłem po 30 dniach przez Tagbilaran do Manili terminal 3 do Dubaju i Polski, ciekawy jestem jak jest na Palawan ponieważ chciałbym się jeszcze raz wybrać na Filipiny ,pani opisy mi się podobają , bo są uczciwe i szczere w przeciwieństwie do prze-kolorowanych innych blogów o Filipinach ,z niecierpliwością czekam na pani opis Palanawu , pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  3. Bardzo dziękuję za miły komentarz. Ten blog piszę tak trochę bardziej osobiście, dla rodziny i przyjaciół :) przyjemność podwójna, że blog się podoba i dzięki niemu zdobywam nowych przyjaciół :). Tak, u Piotra było dosyć drogo, dlatego byłam tam krótko. Tu na Palawanie, w El Nido jestem w hoteliku w centrum miejscowości, 2 min pieszo do plaży, pokój płacę 500 peso/noc mam wiatrak i bezpłatny dostęp do internetu, co dla mnie jest najważniejsze, ze względu na ten blog :) w korytarzu cały dzień stoi pojemnik z wrzątkiem, kawa i herbata free, ale bez śniadań. Jest ok. Obejrzałam dzisiaj miasteczko i teraz popracuję trochę nad postem i przeglądem zdjęć. Upał niesamowity! jutro koniecznie plaża! pozdrawiam serdecznie :)

    OdpowiedzUsuń