Patronat medialny



Miło mi poinformować, że moja wyprawa została objęta patronatem medialnym przez portal Link to Polnad www.linktopoland.com

piątek, 25 września 2015

Filipiny, "Sea Dive" w Coron



Przeprowadzka z guesthousu do hotelu Sea Dive zajęła mi pięć minut.


"Sea Dive" Coron, Palawan, Filipiny
W recepcji Sea Dive była tego ranka inna osoba, ale przekazano jej, że przyjdę wcześniej, żeby dała mi klucz od pokoju 206. Generalnie klucz do pokoju dostaje się od g.12.oo, a zdaje się pokój do g.10.rano, ale umówiłyśmy się z Dolores, że przyjdę wcześniej i byłam tu już o 10.oo rano. Jestem zadowolona z pokoju. Mam swoją łazienkę, w której jest woda, w pokoju są kontakty na sprzęt, jest wiatrak i okno.
Jak się znajdzie lukę między domami, to potem molo samo już zaprowadz do hotelu
Przed moim pokojem znajduje się taras, z którego trudno zejść, tak pięknie wszystko z tego tarasu wygląda. Mam tam stolik, mogę usiąść na kawę i mam hamaki z palmowych liści. Jest pięknie. Bezpośrednio z tarasu mogę krętymi wąskimi, żelaznymi schodami zejść wprost do restauracji. Zeszłam na dół z laptopem, żeby odczytać pocztę.
Mój pokój w "Sea Dive"
Można oczywiście zejść na dół normalnymi schodami do recepcji, a stamtąd do restauracji, ale te kręte schody po zewnętrznej stronie, nad samą wodą są super. Kto ma lęk przestrzeni, to nie zejdzie bo one są na zewnątrz tarasu, wiszą nad wodą.
Widok z tarasu
W restauracji na bocznym stoliku stoją podgrzewacze z wodą na herbatę i z kawą oraz cukier i śmietanka do tego. To dla nocujących tu turystów jest za darmo przez całe dnie, ale kawa jest niedobra. Powiedziałam wprost kelnerce, że sorry, ale ta kawa jest niedobra, wezmę herbatę, ok? Oddałam jej kubek z kawą i więcej się już nie zapędzam. Parzę swoją w pokoju.
Zejście z tarasu krętymi schodami wprost do restauracji hotelu
Wzięłam więc herbatę i odpisałam spokojnie na maile, po czym poszłam obejrzeć miasto za dnia, bo nie było poprzedniego dnia czasu i szybko ciemno się zrobiło. Coron nie jest ładne, nie ma co tego ukrywać. Chaotyczne, rozkopane, z niedokończonymi brzydkimi budynkami lub ogromnymi pustymi placami, z walącymi się domami do rozbiórki. Cały czas coś robią, budują, może z czasem będzie tu przyjemniej.
Piszę na tarasie restauracyjnym
Natomiast w Sea Dive jest pięknie i można godzinami przyglądać się życiu na morzu z mojego tarasu lub z tarasu restauracyjnego. Ciągle coś na morzu się dzieje, bez przerwy wypływają lub wracają łodzie rybackie lub wycieczkowe lub transportowe, a każda z nich inna i każda piękna.
Molo na wodzie, czyli droga do miasta
Na dziobie łodzi zazwyczaj stoi młody smukły czarny chłopak z długą bambusową tyczką i wypycha łódkę z postoju. Stoi, jak posąg, co na tle błękitnego morza wygląda nadzwyczaj fotograficznie. Tyczki z bambusa są długie, równe, lekkie i puste w środku, a jednocześnie mocne, nie łamią się. Świetnie nadają się do takich celów.
Idąc molem do miasta, mija się chaty na wodzie
Można obserwować, jak wsiadają pasażerowie (lub wysiadają), jak ładują bagaże, bo wszystko stąd jest w zasięgu wzroku, przystań również. Obiad zjadłam w restauracji swojego hotelu Sea Dive. Mają tu jedzenie europejskie i amerykańskie. Dla mnie trochę za drogo. Ale wzięłam filipińskie danie, ryż z jarzynami za 60 peso, swój ulubiony shake z mango za 85 peso i piwo Red Horse za 60 peso. W sklepie puszka piwa jest po 40 peso, ale czasami szaleję.
Trasa, na jakiej pływa statek 2 Go Travel
Będąc w mieście znowu wdałam się w dyskusję, jak można dotrzeć do Boracay Isla. Tym razem z panią z agencji, gdzie sprzedają bilety lotnicze i na statek "2 Go Travel". Oczywiście pogodziłam już się z faktem, że muszę przez Manilę, ale teraz chodzi o ceny i połączenie tej podróży, samolot + statek 2 Go, żeby urozmaicenie było. Napiszę tu dokładnie, żebym sama miała prawidłową informację, bo potem zapomnę.
Tu wysiadamy z łodzi po powrocie z "Islands Hopping"
Otóż, skoro ja chcę jechać na początku października, to samoloty latają tak: 5.10.br – Coron – Manila 9.55 a.m. 4.194 peso Philiphines Airlines. Manila – Boracay 14.25 p.m. 1.485 peso, Air Asia. Razem 5.679 peso. Lub Coron – Manila 1.25 p.m. 4.934 peso Cebu Pacific i Manila – Boracay 10.05 p.m. 1.816 peso, Cebu Pacific, razem 6.750 peso. Dlaczego wszyscy mówią, że linia Cebu Pacific jest najtańsza? Nieprawda.Jest najdroższa z lokalnych.
Część mieszkańców ciągle mieszka na wodzie
Trochę taniej jest 6.10.br.3.578 peso Philippines Airlines + 1.185 peso,  Air Asia, razem 4.763 peso. W tym samym dniu lecąc z Cebu Pacific, zapłacimy za całość 7.062 peso. Ceny nie są stałe. Są różne w zależności w jaki dzień się leci,  ale ogólnie rzecz biorąc, tanio nie jest, jak na wewnętrzne połączenia filipińskie między wyspami.
Dzieci bawią się na chybocących się kładkach
Wszystko z tego powodu, że nigdzie nie można w prostej linii lecieć, tylko trzeba opłacić dodatkowy lot do Manili, nie wiadomo po co i dopiero stamtąd lecieć do celu. A stamtąd do celu jest dalej, niż stąd i znowu odpowiednio drożej.
Typowy sklepik w blaszaku
Ale u pani odkryłam na plakacie inną możliwość. Zainteresowałam się, co to za statek pasażerski ten 2 GO i może tym statkiem wyjdzie taniej, gdy na przykład dopłynę nim do Manili, a stamtąd samolotem na Boracay? Pani znowu weszła w komputer i rozpisała mi trasę.
Tak wygląda statek "2 GO Travel"
Na 4 października wychodzi to tak:  Coron- Manila statek 2 GO (co to za nazwa?), 1.499 peso, Manila – Batangas autobus za ok.150 peso (pani nie jest pewna, bo cen autobusów nie zna za bardzo) i Batangas – Boracay znowu statek 2 GO, 745 peso. Razem daje to kwotę 2.394 peso. Najtaniej. Być może również ciekawiej? Ale to dla tych, co mają pełną swobodę w dysponowaniu czasem i czasu spędzonego w podróży nie uznają za stracony.
Domy poza centrum miasteczka
Powiedziałam pani, że będę w Coron jeszcze trochę, to się zastanowię i jak podejmę decyzję, to do niej wrócę. Może odkryję jeszcze inne możliwości? Amerykanin powiedział mi, abym po weekendzie poszła do Metro Bank i tam na 2 Floor jest biuro "Air Juan", gdzie dowiem się o połączeniu bezpośrednim z Coron na Boracay. Bez Manili. Tak? To ja tam w poniedziałek pójdę, bo i tak muszę do bankomatu iść, to przy okazji popytam.
Zwiedzam peryferie Coron
Najważniejsza rzecz, to żeby moja karta visa działała tutaj, jak należy. Myślałam, że ją wypróbuję, jak w Sea Dive będę dzisiaj płaciła za noclegi, ale oni nie chcą pieniędzy naprzód, tylko mam zapłacić, jak będę hotel opuszczała. Co hotel, to inne zasady. Teraz skupię się na zwiedzaniu Coron i zaplanowaniu Islands Hopping.
Fryzjer zrobił sobie logo z fantazją
Późnym popołudniem wyszłam z laptopem na taras, usadowiłam się wygodnie przy stole z piwkiem ‘Red Horse” (ze sklepu, za 37 peso), aparatem fotograficznym i w oczekiwaniu na zachód słońca odpisywałam na maile, ponieważ niespodziewanie otworzył mi się internet, chociaż w tym miejscu nie powinien.
Tutaj na tarasie często pracuję. Jest cicho, piękne widoki i dużo miejsca.
Na hamaku z liści palmowych kołysała się dziewczyna z sąsiedniego pokoju, a pod słupkiem przy hamaku siedział chłopak i cicho, ale wyraźnie kłócili się o coś. Chłopak prosił o wybaczenie, ale dziewczyna była ostra i nie spuszczała z tonu. W końcu przenieśli się do swojego pokoju i mam nadzieję, że tam się pogodzili.
Jazda na motorze z gracją. Tym razem parasol chroni przed upałem, nie deszczem.
Ta sytuacja pokazuje, jak to młodzi ludzie często sami psują sobie pobyt w pięknym miejscu i źle wykorzystują czas na urlopie. Ale bywa i tak. Można by powiedzieć, że nie ma to, jak podróżować w pojedynkę, o nic się z nikim pokłócić nie można, robi się to, co samemu się chce, chociaż ujemne strony takiej podróży również są.
W tricyklu daszek chroni pasażerów i kierowcę
Nie tylko nie ma kto popilnować bagaży, jak się chce do kibla iść na lotnisku czy na statku, ani rzeczy na ręczniku, gdy się wchodzi do wody, ale również nie ma się z kim na bieżąco dzielić wrażeniami, dawać upustu zaskoczeniu, zauroczeniu, wykrzykując achy i ochy patrząc na piękne widoki.
Zachód słońca
Nie ma też kto zdjęć samotnemu podróżnikowi zrobić, a głupio jakoś prosić ciągle kogoś o tą przysługę. No i nie ma z kim pogadać sobie po prostu w swoim ojczystym języku. Każdy kij ma dwa końce, jak to u nas mówią. Jedno jest pewne, razem czy pojedynczo, podróżować warto bo doznania czekające nas w każdym nowym miejscu na Ziemi, są tego warte.
Pięknie tutaj i spokojnie
Zachód słońca był przepiękny! Zrobiłam mu kilka zdjęć z tarasu.             

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz