Patronat medialny



Miło mi poinformować, że moja wyprawa została objęta patronatem medialnym przez portal Link to Polnad www.linktopoland.com

środa, 9 września 2015

Filipiny-Puerto Princesa

Palawan. Lądujemy.

Na lotnisku w Manili pierwsze kroki skierowałam po odbiór walizki, bo nie byłam pewna, czy ona leciała ze mną, czy też poleciała wcześniejszym samolotem. Jest! Kręci się na taśmie z innymi bagażami. Podeszłam, aby ją z taśmy ściągnąć i jednocześnie sięgnął po nią człowiek z plakietką na szyi.
Czy moja walizka doleciała ze mną?
To mój bag, mówię, a on, że bag leci do Puero Princesa i on go musi zabrać. Akurat, odpowiadam, mój bag i ja decyduję o tym, gdzie on leci. Walizka nigdzie nie poleci, bo ja tu nocuję i dopiero jutro po południu lecę do Puerto Princesa. To ja zdejmuję taśmy, on na to. To zdejmuj. Pozrywał przewiązki z walizki i zabrałam ją do hotelu.
Z samolotu do hali przylotów idzie się pieszo po płycie lotniska
Następny krok, to odszukanie bankomatu, z którego wybrałam 5.000 peso (ok.110 $ czyli 400 zł), żeby mieć tutejsze pieniądze na pierwsze potrzeby. Potem zatrzymałam się przy kawiarence, żeby wypić kawę i przeczekać pierwszy napór taksiarzy na przylatujących turystów, którzy wysypali się równocześnie z dwóch samolotów.
Driver tricycla Ricardo ładuje moją walizkę. Doleciała w dobrym stanie.
Powietrze w Manili było parne i gorące. Brakowało mi tego w zimnej Australii. Oyster Plaza Hotel wcale nie był tak blisko lotniska, jak reklamowano. Na początku to się wystraszyłam, że on w ogóle nie istnieje, bo jego logo wisiało na budynku przygotowanym do rozbiórki. Zlikwidowali ten hotel, pomyślałam w popłochu.
Niestety, w PP nie mieli mapek dla turystów. Trzeba korzystać z dużej hostelowej
Kręciliśmy się trochę wokół tej pustej rudery, aż ktoś pokierował nas w odpowiednie miejsce, gdzie hotel stał i był całkiem do rzeczy. Ja to niby jestem zawsze przygotowana na różne niespodzianki w podróży i nieprzewidziane zaskakujące  sytuacje, a jednak za każdym razem wpadam w panikę, gdy coś takiego się zdarza.
Brama wjazdowa do hostelu w Puerto Princesa. Jest tu też wypożyczalnia skuterów.
Wciąż mam nadzieję, że kłopoty zostawiłam już za sobą, za granicą i tutaj, na  Filipinach wszystko zacznie wreszcie się dobrze układać, a ja będę sobie odpoczywała nad lazurowym morzem w błogim spokoju. Miasta Manila nie oglądałam, nawet nie wyjmowałam aparatu z torby, aby zrobić jakieś zdjęcie. Zresztą czasu było mało. W hotelu wzięłam tylko prysznic, nastawiłam budzik i natychmiast zasnęłam ze zmęczenia.
Dostałam cały pokój dla siebie. Jest law sezon, nieliczne turystki pani lokowała w innych.
Następnego dnia po śniadaniu, hotelowy van zawiózł mnie i inną parę klientów na lotnisko. Przynajmniej z tym miałam łatwiej. Muszę przyznać, że moja synowa Monika świetnie załatwia takie sprawy, bo to ona ten hotel mi zarezerwowała, opłaciła i dogadywała się w sprawie transportu z i na lotnisko. Z...nie było, ale na lotnisko miałam już komfortową sytuację.
Każdy pokój w dormitorium ma swoją łazienkę. Widzicie na szafkach informacje?
Po dwóch godzinach wylądowałam na Palawanie! Wyspa jest zachwalana przez turystów i we wszystkich przewodnikach o Filipinach piszą o niej dobrze. Myślę, że to nie chodzi o Puerto Princesa, tylko o miejscowości nadmorskie i wysepki wokół Palawanu.
Takie oto zakazy wywieszono w pokojach dormitorium.
Na ulicach miasta hałas i ruch samochodowo- jepneyowsko -tricyclowy, jak w Phnom Penh w Kambodży i takie same zwyczaje kierowców. Przepychanie się, jeżdżenie falą i w poprzek, wymuszanie pierwszeństwa, nie puszczanie pieszych na druga stronę ulicy. Trzeba na ślepo rzucać się na jezdnię, to wtedy zatrzymują się na moment lub omijają wężykiem. Na niektórych ulicach są światła. Tam jest już lepiej. Respektują.
Hostel okazał się bardzo przyjemnym miejscem
Jeszcze na lotnisku z panią z agencji turystycznej „El Mundo” uzgodniłam hotel, gdzie się zatrzymam na pierwsze dni. Wybrałam najtańszy hostel „Sheebang Hostel” ona tam zadzwoniła, omówiłyśmy warunki i cenę. Zawiózł mnie tam tricyclem Ricardo, polecony przez agentkę. Koszt noclegu w dormitorium damskim 250 peso/noc. Tak to bym chciała zawsze.
Recepcja w Hostelu Sheebang
Ticycle, to taki tutejszy tuk-tuk. W Sri Lance tuk-tuk miał przyczepkę z tyłu, za kierowcą, a tricycle ma przyczepkę z boku motoru i jest mniejszy, niższy. Taki pojazd trzykołowy. Jest ich tutaj nadmiar, więc konkurencja duża. Zaczepiają, podjeżdżają pod nogi proponując podwiezienie. Warto zawsze wcześniej dowiedzieć się o cenę, bo z turystów zdzierają ile się da. Dlatego ja nigdy nie spieszę się z wsiadaniem do takich pojazdów lub do taxi. Najpierw dopytam w barze przy kawie lub w informacji turystycznej, jakie są tutaj ceny.
Przewiewny bar hostelowy.
Sheebang Hostel nawet wyjątkowo przyjemny i czysty oraz bardzo tanie spanie w dormitorium, 250 peso tj. ok 5,5 $  licząc nawet po 3,70 zł dolar, to wychodzi 20 zł z groszami, ale bez śniadań, bez kuchni do przyrządzania sobie posiłków we własnym zakresie, a dostęp do internetu tylko w przestrzeni publicznej, w restauracji. Brak możliwości płacenia kartą.
W restauracji galeria obrazów tutejszego artysty. Tu jest też dostęp do internetu.
Restauracja jest super pomyślana. Bez ścian, cała w drewnie. Można siedzieć przy stolikach lub przy barze. Cały hostel stanowi ładną scenerię wśród egzotycznej roślinności, ale leży w sporym oddaleniu od miasta. Codzienny dojazd tricyclem lub jeepneyem, to następny wydatek. Hostel dobry na dobę lub dwie, aby odpocząć po długiej podróży.
Kobieta z egzotycznymi owocami. Artystyczny hostel.
Umówiłam się z Ricardo, tricyclistą, aby po mnie przyjechał następnego dnia o 10.oo rano i pojedziemy szukać czegoś bardziej w centrum miasta. Miałam do załatwienia kilka spraw, co wymagało mojej obecności blisko centrum miasta.
Ten hostel byłby idealny, gdyby stał w jakimś ładnym zakątku miasta.
Po pierwsze, wysyłka paczki do Polski. Po drugie, wizyta w Urzędzie Imigracyjnym w sprawie możliwości przedłużenia pobytu. Bez tego nie wiem, jak zaplanować  zwiedzanie wysp. Czy muszę wrócić do Manili na 25 września, aby odlecieć do Malezji, czy mogę zwiedzanie wysp jakoś bardziej rozłożyć w czasie.
Są też rzeźby na ogrodowym dziedzińcu hostelu Sheebang
Następną sprawą do załatwienia było pobranie pieniędzy z bankomatu w większej ilości, czyli każdego dnia jakąś kwotę. Na Palawanie banki i bankomaty są jedynie w Puerto Princesa. Na wyspach operuje się jedynie gotówką i nie ma żadnej możliwości pobrania, ani płacenia kartą. Takie są jeszcze miejsca na świecie, jak się okazuje.
Continental Breakfast za 120 peso ślicznie podany, ale najeść się tym trudno
Jest podobno jeszcze jeden bankomat, na wyspie Busuanga w mieście Coron niedaleko Palawanu. Mam w planie tą wyspę, ale pobierać pieniądze wolę w bankach, przy pracownikach, żeby w razie czego pomogli mi, jeżeli np. bankomat połknie mi kartę. Nie wiem, czy w Coron jest też bank, czy sam wolnostojący bankomat.
Musiałam je wzmocnić swoim masłem, kabanosem i żółtym serem. Owoce, to na deser.
Ponieważ przyjechałam na miejsce, gdy jeszcze było jasno, wzięłam prysznic i poszłam obejrzeć okolicę wokół hostelu. Chciałam też znaleźć sklep, żeby kupić sobie coś do zjedzenia na kolację.  Masło, żółty ser i dwa kabanosy przywiozłam z Australii w bagażu głównym. Nie miałam chleba i żadnego warzywa ani owocu oraz wody mineralnej.
Pół ulicy do miasta już jest, drugie pół w robocie
Znaleźć sklep z normalną żywnością, nie jest  w Azji łatwą sprawą. Długo szłam i żadnego wypatrzyć nie mogłam. Są sklepy z różnym żelastwem, z workami ryżu i innych zbiorów pól uprawnych, z telefonami komórkowymi, samochodami, z ciastkami i tortami ociekającymi tłustym kremem i małe markety z wodą mineralną, chipsami i innymi duperelami, ale nie z chlebem i czymś konkretnym do niego.
Trudno znaleźć jakiś sklep z normalnym jedzeniem
W końcu kupiłam jakąś puchową bułkę, pomidora i dwa banany na straganie. Dużo było straganów z gotowym jedzeniem filipińskim, ale nie ryzykowałam. Kupiłam też wodę mineralną. Skończyło się gotowanie na poranną kawę wody z kranu, jak to było w Australii. To jest Azja i trzeba się dostosować do warunków bytowania.
Sympatyczny pies hostelowy
Następnego dnia pojechaliśmy z Ricardo szukać innego hotelu lub guesthausu. Chodzi o tani hotelik, blisko centrum city, z dostępem do free internet, wyjaśniłam Ricardo. Tylko takie oglądamy. Będzie droższy, niż ten hostel, uprzedził Ricardo. Wiem, ale free internet w pokoju i bliskość centrum miasta, to podstawa.
Zamieszkałam w "Casis Pennsione House", ten po prawej ze stromymi dachami.
Mam parę spraw do załatwienia i muszę mieć kontakt z rodziną, zanim wyruszę na wyspy, bo tam to  już jestem uprzedzona, że nie będzie internetu, a często też nawet prądu. Wezmę też torbę z rzeczami do wysłania, to po drodze podjedziemy na pocztę i wyślemy paczkę, ok?
Tutaj dostałam w recepcji plan miasta.
Już wiem, że rzeczy mogę spakować dopiero na poczcie, bo muszą być one sprawdzone, czy nie ma w nich czegoś niedozwolonego, narkotyków lub jakiegoś środka wybuchowego, albo innych zakazanych przedmiotów, dlatego mam je luzem w torbie. Karton i taśmę kupię chyba na poczcie, jak poprzednim razem, w maju, gdy wysyłałam paczkę z Bohol.
Po drugiej stronie opisane są atrakcje znajdujące się w pobliżu miasta
Pojechaliśmy najpierw na pocztę, aby pozbyć się rzeczy i swobodnie potem szukać hotelu. Poczta zamknięta. Jak to? Pilnujący strażnik mówi, że zawsze w niedzielę jest zamknięta. To oczywiste i ja to rozumiem, ale to dzisiaj jest niedziela? Jest. To dlaczego Ricardo mi tego nie powiedziałeś? Nie wiedziałeś, że dzisiaj jest niedziela?
Art Shop? jakaś tragedia mu się przydarzyła.
Byłam zła na Ricardo. Często zmieniam miejsca i kraje i mogą mi się dni pomylić, ale Ricardo żyje tu na co dzień i to w bardzo zwolnionym tempie, właściwym dla mieszkańców tropików i on nie wie, jaki dzisiaj jest dzień? Strażnik pilnujący dodał, że jutro poczta też będzie closed, bo jest holiday.
Maleńkim tricyclem można przewieźć praktycznie wszystko
Jakie holiday? pytam, kościelne, czy narodowe? Narodowe. Tak właśnie tutaj jest. Pracę zaczynają późno, kończą wcześnie i często mają jakieś holidays. Tylko strażnicy pilnujący pracują zawsze, a jest ich na Filipinach niezliczona ilość bo pilnują tu dosłownie wszystkiego. Lotniska, banków, sklepów, szkół, urzędów, hoteli, restauracji.
Głęboko werzący kraj, ale są tu różne kościoły, nie tylko katolickie
Jest to uciążliwe dla mnie. Myślę, że dla obywateli tego kraju również, ponieważ co chwilę trzeba poddać się kontroli osobistej, otwierać torebki, plecaki, żeby strażnicy pilnujący sprawdzili co tam jest, a potem jeszcze taką rurką machają przed oczami wzdłuż sylwetki i za plecami również. Wykrywacz metali, czy co? Tak chronią się przed terrorystami.
Boczne mniejsze ulice są zadbane
Dziękuję bardzo. Niestety muszę respektować te przepisy i ograniczenia. Nie godzę się jedynie na zostawianie w szatni plecaczka, gdy wchodzę do sklepu. Jeżeli się uprą, abym go zostawiła, to wychodzę i rezygnuję z zakupów w tym sklepie. Tylko raz się taka sytuacja zdarzyła. Raczej zawsze pozwalają mi wejść z plecaczkiem.
Riazal Avenue, to główna ulica Puerto Princesa
Na lotniskach to już przy wejściu z ulicy do hali lotniskowej jest kontrola i trzeba również pokazać paszport i bilet na lot, inaczej na terminal się nie wejdzie. Potem są następne kontrole przy bramkach. No więc jest holiday i szukaliśmy hotelu za każdym razem zabierając z tricycle torbę z rzeczami przeznaczonymi do paczki, bo pojazd nie jest zamykany przecież.
Mój pokój w "Casis Pensionne House"
Zdecydowałam się na „Casis Pensionne House” przy Talakitok Street, zaraz za rogiem w bok od Malvar Street. Twin room mają tu za 1.300 peso, a Single room za 800 peso. Przekonałam panią, że jest law seson więc spodziewam się jakiś upustów. 
Kolorowo tutaj. Mam swoją łązienkę.
Udało się zbić cenę do 650 peso za noc, niżej się nie dało. 650 peso to 14 $ czyli prawie 52 zł, ale wzięłam, głównie ze względu na dogodne położenie (wszędzie mogę dojść pieszo),  własną łazienkę, stały dostęp do internetu w pokoju i śniadania wliczone w cenę.
Miasto takie bez wyrazu, ale ma kulturalne miejsca
Zarezerwowałam pokój od następnego dnia, bo w hostelu miałam jeszcze jedną noc zapłaconą. Wypisaliśmy odpowiedni kwit. Z zapłatą pani zgodziła się poczekać do wtorku, gdy wytłumaczyłam, że haliday jest jeszcze w poniedziałek, a ja muszę wybierać pieniądze z bankomatu, gdy bank pracuje, co pani przyjęła ze zrozumieniem.
Restauracje i bary mają również swoje programy rozrywkowe
Umówiłam Ricardo na g.11.oo rano w poniedziałek, aby przewiózł mnie i moje bagaże z hostelu do Pensionatu i zadowolona z korzystnie załatwionej sprawy poszłam obejrzeć miasto. Nic ciekawego w nim nie znalazłam. Brzydkie miasto.
W tym hotelu Elvis Presley wiecznie żywy
W poniedziałek przewiozłam rzeczy do Pensjonatu. Jest tu czysto, cicho i spokojnie. Dobre miejsce. Na wtorek umówiłam Ricardo na g.10.oo rano, bo trzeba się uwijać z załatwianiem spraw. Poczta, bank i urząd imigracyjny. Jak najszybciej chciałam opuścić Puerto Princesa i wynieść się na wyspy, do mniejszych miejscowości, na plaże.
Policja czuwa nad całością
We wtorek na śniadanie dostałam zestaw narodowej potrawy filipińskiej, a w nim jakieś dziwne suszone rybki i ryż. Od razu poczułam, że te rybki mi zaszkodziły, nim jeszcze od stołu odeszłam. Wypiłam dwie gorące gorzkie  herbaty pod rząd i połknęłam węgiel przywieziony z kraju, bo to jest typowo polski i bardzo skuteczny specyfik na takie problemy.
Katedra w Puerto Princesa, Palawan, Filipiny.
Na Ricardo czekałam 40 minut, po czym sama poszłam na Malvar Street, zatrzymałam inny tricycle, umówiłam się na zapłatę 10 peso i podwiózł mnie na pocztę z tą 6 kg torbą. Najpierw przeszłam na drugą stronę ulicy do banku, bo za paczkę trzeba zapłacić. Karta nie zadziałała. Nowy problem. Na odmowę realizacji transakcji reaguję już alergicznie. Nic gorszego nie może mnie w podróży spotkać, niż zablokowana karta.
Wnętrze katedry
Musiałam poszukać kantoru i wymienić dolary ze swojego żelaznego zapasu na czarną godzinę. Uznałam, że ta czarna godzina właśnie się zaczęła. Dzisiaj muszę zapłacić za pensjonat i za paczkę. Po raz trzeci z tą torbą do miasta nie będę jeździła. O wizycie w Urzędzie Imigracyjnym nie ma już co myśleć, bo tam też trzeba zapłacić. Many, many, many....
Tablica z 10-cioma przykazaniami w ogrdzie katedralnym
Spacerowałam tak sobie po mieście z tą ciężką torbą pełną rzeczy i plecaczkiem na ramionach spalonych słońcem, szukając kantoru. W kurzu, hałasie ryczących motorów, przeciskałam się między niekończącym się sznurem pojazdów płynących w jedną i drugą stronę. W Puerto Princesa nie ma co parę kroków kantorów, jak było w Australii lub w innych miastach azjatyckich, np. w Kuala Lumpur czy Singapurze.
W kościele na środku posadzki leżał pies
W końcu dopytałam i znalazłam. Kurs był nawet korzystny. Za1 $ USA płacili  46,60 peso. Wróciłam na pocztę. Przed wejściem oczywiście kontrola osobista. Na poczcie nie mieli ani kartonów, ani taśmy klejącej. Musiałam zawrócić i znowu iść z ciężką torbą na poszukiwania, tym razem sklepu papierniczego. Żar z nieba lał się od samego rana.
Wyzionął ducha, czy pokutuje za grzechy?
Mijając mały market, zobaczyłam dużo wyniesionych pod płot kartonów. Wybrałam odpowiedni i weszłam do sklepu, żeby zapytać czy mogę go sobie zabrać lub ewentualnie ile mam za niego zapłacić. Dali mi za darmo. U nich też kupiłam taśmę klejącą i po raz kolejny wróciłam na pocztę.
Zasłużony na tle katedry
Tam kazali mi wejść do środka, za kontuar i na dużym stole wyłożyć wszystkie rzeczy, które chcę wysłać. Nie wytrzymałam i z ciekawości i zapytałam, co spodziewają się znaleźć wśród tych rzeczy. Takie są przepisy, powiedzieli. A to? Co to jest? Suvenir, a perfumy jakieś tam masz? dopytywał pan pocztowy przekładając rzeczy z kupki na kupkę.
Tą zabytkową bramą można wejść na plażę. Po prawej, sprzedawca lodów z melodyjką.
Proszę pana, perfum ta ja bym stąd do Polski nie wysyłała, bo nie obrażając nikogo, w moim kraju mamy lepsze, niż są tu na Filipinach. To są same prezenty, suveniry. W końcu pozwolił mi to wszystko spakować. Bez pośpiechu układałam rzeczy w kartonie, a potem pan pocztowy okleił cały karton dokładnie taśmą klejącą. Moją.
Wejście do szkoły
Następnie kazał mi czarnym permanentnym markerem wypisać adresy adresata i nadawcy i to samo wypisać długopisem na drukach. W adres nadawcy wpisałam adres pensjonatu. W razie co, z nimi się będę kontaktowała, ale mam nadzieję, że paczka nie zaginie i nie zawróci. Pan pocztowy powiedział, że powinna dojść do Polski za 2-3 tygodnie. Zeszłym razem, w maju  doszła bez żadnych problemów.
Przewiewne klasy szkolne
Gdy pozbyłam się balastu, poszłam do Urzędu Imigracyjnego na Rizal Avenue. Wejście do takiego urzędu wydało mi się dziwne. Wśród zarośli wiodły na górę wąskie, zewnętrzne schody, jak bym na strych wchodziła. Ale panowie urzędnicy bardzo sympatyczni i przyjaźnie nastawieni do petenta.
Filipińczycy nie uciekają przed fotografem. Lubią, gdy się im robi zdjęcia
Ja się na taką wizytę sumiennie przygotowałam i po angielsku spisałam na kartce po co przyszłam i czego oczekuję. Powiedziałam panu, że słabo mówię po angielsku i dlatego mam tu na kartce wszystko wypisane, po czym podałam mu kartkę i usiadłam sobie na krzesełku. A napisałam tak:
Nazwiska wychowawców poszczególnych klas wypisane są na tablicy przed szkołą
I travel around the world for the second year, so I do not have a visa – savvy in Your embassy in may home country, Poland. I know without a visa can be in the Philippines for 30 days. I came here on August 28 and a return ticket to Malaysia have on September 25.
Bardzo kolorowe i wesołe są filipińskie szkoły.
I want to in Your beautiful country longer. I am old woman, travelling slowly and I would like to visit several islands of the Philippines and the rest on each  some time. I feel very well in Your country. Can I get a permit  for a longer stay in the Philippines? I have my own means of subsistence, because I,m a pensioner and pension every month affects my bank account. Can I have permit to stay in the Philippines for a few months?
Po Info Tourist hula wiatr.Przypięli kartkę do stołu "zarejestruj się" to się wpisałam w zeszyt
Pan z uwagą kartkę przeczytał i powiedział, yes, of course! Dał mi druk i zaofiarował swoją pomoc w jego wypełnieniu. Powiedziałam, że ja dzisiaj tak informacyjnie only, bo muszę pieniądze z bankomatu wyjąć i poprosiłam, aby napisał mi, ile to kosztuje.
W Forcie wspomnienie o II Wojnie Światowej
Niebagatelną kwotę, 3.100 peso za przedłużenie o następny miesiąc, tj. 68 $ czyli ok.250 zł i mogę tu być do 26 października. Jeżeli jeszcze bym chciała pobyt przedłużyć, to muszę znowu zgłosić się do Urzędu Imigracyjnego i zapłacić 7.760 peso czyli wartość 166 $ co daje kwotę ok.615 zł. W tym przypadku przedłużają o następne dwa miesiące i zostaję na Filipinach do 26 grudnia. Dalej już nie dopytywałam.
Palawan ucierpiał w wojnie bardzo
Czytając blogi i dyskusje podróżników na forach internetowych widzę, że ceny co roku idą w górę, ale z drugiej strony nie ma się co dziwić. Wszędzie i zawsze ceny idą w górę. Nigdy nie stoją w miejscu, ani się nie obniżają, tylko idą w górę. Póki co, nie mogę jednak tej wizy przedłużyć, ponieważ nie mogę dostać się do swoich pieniędzy.
Pomnik ofiar wojny
Gdy tylko karta zacznie prawidłowo działać, to przedłużę pobyt o miesiąc i pojadę autobusem do El Nido, a po 2-3 dniach popłynę stamtąd na wyspę Busuanga i tam pobędę dłużej. Tam mogę uprawiać Island hopping i na przemian wylegiwać się na pięknych plażach. Podobno jest tam również kilka interesujących miejsc do zwiedzenia.
Tragiczna wymowa pomnika
Walka z kartą bankomatową zajęła mi następne parę dni i znowu zastał mnie weekend. Cały czas byłam w kontakcie z Marcinem, moim synem, który w kraju pilnuje moich spraw bankowych. Interweniował w banku, pisał, że karta już odblokowana, powinna działać, ale ona ciągle nie chciała realizować transakcji. W sprawę aktywnie włączali się pracownicy tutejszych banków, ale bez rezultatu.
Młodzież może w Forcie uczyć się historii swojej wyspy
Bank w Polsce twierdził, że karta jest w porządku, pieniądze na koncie są, a w Puerto Princesa żaden bankomat pieniędzy nie chciał wydać. Żaden. Pielgrzymowałam po wszystkich bankach na Rizal Avenue po kolei. Philippines Bank, BDO, Metro Bank, Comarcial Bank i jeszcze kilka innych i nic. Dotarło do mojej świadomości, że jak karta stała się bezużyteczna, to muszę przerwać podróż i pomyśleć o powrocie do kraju.
Fort Puerto Princesa
W jednym z banków pani powiedziała, że może wypłacić mi gotówkę z pominięciem bankomatu, jeżeli dam jej kartę, paszport i jakieś drugie ID. Jakie drugie? Przecież paszport jest jedynym najważniejszym dokumentem w podróży. Ale zaczęłam intensywnie myśleć i szukać w portfelu.
Dzisiaj w Forcie ćwiczą inaczej
Do żadnej legitymacji pani nie była przekonana, ID musi być ze zdjęciem. Dowodu osobistego nie mam przy sobie, ponieważ stracił ważność i gdy byłam na święta w kraju, złożyłam dokumenty o nowy. Nowego niestety nie zdążyłam już odebrać, bo byłam tylko kilka dni, z czego większość, to były święta Bożego Narodzenia.
Fort chętnie odwiedzany jest przez młodzież
Wróciłam do pensjonatu i pogrzebałam trochę w dużym bagażu. Znalazłam swoje prawo jazdy, które jest ze zdjęciem. Zostawiłam ten cały bajzel wokół wybebeszonej walizki i znowu powędrowałam na Rizal Avenue do tej samej pani. Dokumenty poszły na zaplecze banku do kierowniczki. Bardzo nie lubię, gdy dokumenty nikną mi z oczu w takich krajach, jak Filipiny, ale nic już nie mogłam zrobić.
Jest tu cicho, spokojnie, czysto. Odwrotnie, niż w mieście.
Po chwili pani wróciła i oddała mi dokumenty z informacją, że niestety, nie mogą uznać tego drugiego ID, bo owszem, jest zdjęcie, ale dane nie są podane również w języku angielskim, jak to jest w paszporcie. Dokument nie spełnia warunków ich regulaminu, na podstawie którego mogliby mi wypłacić gotówkę. Ok, regulamin, to regulamin, nie będę walczyć z przepisami. Byłam już psychicznie nastawiona na powrót do kraju.
W przyjemnym otoczeniu można się pouczyć lub poczytać książkę.
W końcu mogę tydzień lub dwa spędzić w Warszawie z rodziną, spotkać się z przyjaciółmi, pozałatwiać różne urzędowe sprawy, doprać porządnie wszystkie swoje rzeczy, spakować się na nowo i polecieć gdzieś, np. na Cypr? Na greckie lub hiszpańskie plaże? a chociażby do Chorwacji. Też będzie ciekawie, ciepło i przyjemnie. Sama podnosiłam się na duchu.
Widok z Fortu na morze
Pracownik banku odprowadził mnie do drzwi i powiedział, żebyśmy jeszcze raz spróbowali w bankomacie, bo może karta się odblokowała. Spróbowaliśmy, ale nic się nie zmieniło. Karta nie działała. Powiedział, że muszę interweniować w swoim banku.
Dawny powóz w Forcie
To mu wytłumaczyłam, jak po angielsku zdołałam najjaśniej, że jestem z moim bankiem w ciągłym kontakcie już trzeci dzień i z pewnością moja karta przez mój bank nie jest zablokowana. Problem leży w waszych bankach, tutaj, w Puerto Princesa. Pan przyznał, że mogę mieć rację, bo oni w swoim kraju wprowadzili ostatnio mocny system zabezpieczeń, ponieważ ponosili duże straty z tytułu włamań na konta. No, proszę. Teraz wiem przynajmniej, że nie mam na co liczyć. Nie wybiorę w tym kraju pieniędzy.
Za Fortem znajduje się dzielnica biednych ludzi
Dobrze, że za pierwszym pobytem w Urzędzie Imigracyjnym nie przedłużyłam wizy bo bym tylko na próżno pieniądze w błoto wyrzuciła. Wracając do pensjonatu wstąpiłam do jedynego tu supermarketu o nazwie NCCC, żeby coś kupić sobie do jedzenia i pomyślałam, że będę chyba musiała znowu w kantorze dolary wymienić i zapłacić za dalsze noclegi w hotelu, zanim Monika kupi i przyśle mi mailem bilet lotniczy do Polski.
W domkach z liści palmowych są przeważnie prywatne sklepiki lub garkuchnie
Przy kasie podałam pani kartę. Już raz, dwa dni temu karta tutaj też nie zadziałała, ale co mi szkodzi jeszcze raz spróbować, żeby się upewnić, że ona naprawdę nigdzie nie działa. Zaczęłam już wyjmować portfel z gotówką, gdy usłyszałam szelest i z urządzenia wysunął się paragon potwierdzający zapłatę. No, nie! Chyba się przewrócę z wrażenia pod tą kasę! Po tylu dniach mordęgi zapłaciłam kartą!
Mieszkają tu, jak w wiosce, z dala od centrum miasta
Po wyjściu ze sklepu nie wiedziałam dosłownie, co z sobą zrobić. W pobliżu żółciło się logo MayBank, tam jeszcze nie byłam. Podeszłam i chociaż przez te kilka dni doszłam już niemal do wprawy w obsłudze bankomatów po angielsku, poprosiłam security, aby był przy mnie i patrzył, czy prawidłowo wykonuję poszczególne czynności.
Zdarzają się i takie posesje
A tak naprawdę, chodziło mi o to, co zawsze, żeby mieć wiarygodnego świadka na wypadek, gdy bankomat wciągnie mi kartę, co pozwoli szybciej ją odzyskać. Wszystko poszło sprawnie i bankomat wydał mi pieniądze. Niesamowita historia! Nie wierzyłam własnym oczom. Szybko wróciłam do pensjonatu i zawiadomiłam mailem Marcina.
Posterunek Policji przed Portem
Przedłużyłam pobyt w „Casis Pensjonat House” do wtorku, bo znowu jest weekend i dopiero w poniedziałek mogę iść do Urzędu Imigracyjnego. Upewniłam się przy okazji, czy w Monday nie jest znowu przypadkiem holliday? Nie jest. To ok. We wtorek rano pojadę do El Nido. Oczywiście sprawdzę jeszcze w poniedziałek, czy w bankomacie wypłacę następną kwotę, bo może to był tylko taki jednorazowy wybryk mojej karty?
Wjazd do Portu Przeładunkowego
Jak wszystko pójdzie dobrze, zostanę na wyspach filipińskich ogółem dwa miesiące, a potem zobaczę, jak to będzie. Uff! Turysta nie ma lekkiego życia !

4 komentarze:

  1. przeczytałem aż 2 x , powinna pani zacząć książki pisać , pani opisy to jedno z najlepszych i najbardziej wiarygodnych źródeł informacji o Filipinach jakie znalazłem na internecie , zwłaszcza że sam byłem w tym roku miesiąc na Filipinach , to zadziwiające że pani w pojedynkę daje radę na Filipinach , ja też byłem sam i najbardziej dało mi się we znaki filipińskie słońce , a upał w maju był taki że nie szło wyrobić już od rana ,ciekawe jakie będą pani dalsze przygody ,....pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Noname, Twoja pozytywna opinia bardzo podnosi mnie na duchu, mimo pojawiających się w tej podróży problemów. Bardzo dziękuję, to wielka przyjemność czytać takie komentarze i napęd do pisania następnych postów :) pozdrawiam serdecznie.

      Usuń
  2. Filipiny to nie jest łatwy kraj do podróżowania , dlatego czytam pani bloga z wielkim zainteresowaniem i podziwem , minusy Filipin to na pewno silne słońce i temperatura , oraz filipińscy naciągacze którzy potrafią zawyżać ceny dla turystów 2 x i 3 x ,Np. wiza kupiona w Polsce na 60 dni kosztuje tylko 90 zł a kupiona na Filipinach prawie 3 x więcej no i oczywiście jedzenie np. .pieczywo jest słodkie a o kupieniu normalnego chleba takiego jak w Polsce to można zapomnieć , ale też i są plusy które z pewnością pani wkrótce zobaczy , jak podziemna rzeka w Sabang ,archipelag Bacuit czy Island hopping ,plaże , czy walory przyrody , no i te niesamowite filipińskie dzieciaki ,....

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, to prawda. Kocham Filipiny za te plaże, czystość wody, niesamowite krajobrazy, klify, laguny i absolutnie przyjazne nastawienie mieszkańców do obcych. Dlatego na Filipiny wróciłam. Dobrze się tu czuję. Na blogu opisuję po prostu wszystko, co mi się tu przydarza dobrego, ale też trudnego, zaskakującego i jak sobie z tym radzę bez znajomości języka, podróżując solo. Nie wszystkie atrakcje "zaliczam". Mam dużo czasu, wybieram to, co najbardziej mnie interesuje i na co mnie stać. Bardziej
      smakuję tutaj powolne, codzienne życie. Na tych plażach, w miasteczkach, w otoczeniu pięknej przyrody samodzielnie spacerując po okolicy. Z podziemnej rzeki na przykład zrezygnowałam. Wystarczyły mi opisy i zdjęcia innych podróżników, ale na islands hopping się wybiorę, lecz dopiero gdy będę na Isla Busuanga, w Coron. Bardzo dziękuję za zainteresowanie i serdecznie pozdrawiam :)

      Usuń