Patronat medialny



Miło mi poinformować, że moja wyprawa została objęta patronatem medialnym przez portal Link to Polnad www.linktopoland.com

wtorek, 22 września 2015

Filipiny, podróż na Busuanga Isla

Port w El Nido
Bilet na łódź do Coron na Busuanga Isla kupiłam dzień wcześniej w recepcji mojego hotelu Strong Tower Inn za 1.200 peso. Dowiadywałam się wcześniej o te bilety, bo sprzedają je po prostu wszędzie, w agencjach turystycznych, hotelach, przy porcie, ale ceny wahały się między 1600, a 1400 peso, z czego wnosiłam, że są ruchome.
Jeszcze w Porcie El Nido, Palawan, Filipiny
Pomyślałam, że muszę poszukać dobrze, to może tańsze się znajdą. W każdym razie zalecają, aby bilet kupić dzień wcześniej,  więc wychodząc do miasta zapytałam u siebie w recepcji i tu były najtańsze, to kupiłam. Driver wiozący mnie do portu z bagażami zapytał ile zapłaciłam za bilet i powiedział, że ok, dobra cena. No, to ok!
Na pokładzie łodzi z El Nido na Busuanga Isla
W portach morskich na Filipinach są wzmożone kontrole, które odbywają się w trzech punktach zanim wejdzie się na łódź, więc lepiej biletu nie chować, tylko cały czas trzymać w ręku. Nawet przez główną bramę wiodącą do terminalu nie przepuszczą, jeśli nie okaże się biletu na najbliższy rejs.Tak sobie wejść, żeby obejrzeć port? po co? będziesz miała bilet, to obejrzysz.
Mijamy różne wyspy, nie wszystkie są zamieszkałe przez ludzi
Potem sprawdzali ten bilet, gdy z terminalu wchodziłam na pas nadbrzeżny, którym się idzie do łodzi (na szczęście nie trzeba wchodzić do wody po pas z bagażami na głowie, żeby wejść na łódź, tak jak to na wycieczkach morskich bywa), a gdy już się wchodzi po trapie na łódź, znowu żądają biletu i stąd mnie zawrócili. Dlaczego?
Większość pasażerów śpi. Ja jeszcze nie. Podróż potrwa 8 godzin.
Wypływając z El Nido trzeba uiścić opłatę 20 peso. Wkurzyli mnie, bo przecież mogli mi to powiedzieć już przy pierwszej kontroli, lub gdy główny bagaż zabierali mi na wózek. Musiałam zawrócić, nie ja jedna, a praktycznie wszyscy obcokrajowcy, bo ich też nie uprzedzili o tej konieczności. Zapłaciliśmy po 20 peso i pani przypięła nam spinaczem do biletu odpowiedni kwitek.
Podróż łodzią na wyspę Busuanga, do Coron.
Wchodząc na łódź, kontrolujący zabrał bilet a zostawił nam tylko ten kwitek. Nic z tego nie rozumiem, ale ok. Teraz myślę, że zbierali te bilety, aby doliczyć się ilości pasażerów, żeby wiedzieć ile posiłków przygotować. Bo w cenie biletu jest jeden posiłek w czasie podróży. Nic tu innego nie ma, żadnej kantyny, bufetu, czy czegoś w tym rodzaju.
Ta mijana wyspa jest zamieszkała i ma długą plażę.
Uprzedzam, aby każdy wiedział i zabrał ze sobą kanapki, wodę do picia, piwo i czym tam jeszcze się raczyć zechce w czasie długiego rejsu, bo na łodzi nic nie kupi. Ja wzięłam z sobą 2 l wody i kilka bułek zakupionych dzień wcześniej w bakery. Płynie się osiem godzin i trzeba przygotować się na to, że wypływa się z opóźnieniem od pół do godziny. Mieliśmy wypłynąć o 8 godz, ale o godz.9.oo zaczęli się dopiero do tego zabierać.
Płyniemy
Bagaże główne poszły pod pokład, a my siedzieliśmy na ławkach wzdłuż łodzi. Część osób na plastikowych ławeczkach ustawionych w poprzek łodzi. Większość pasażerów natychmiast po ulokowaniu się w wybranym miejscu układała się do snu. Turystów było niewiele, ale kilku było. Dwie pary plus dwie samotne kobiety (w tym: ja).
Porośnięte lasem klify są piękne
Gdy już umościliśmy się na swoich miejscach, wszedł jeszcze na pokład pan mundurowy i robił nam zdjęcia. Klik, prawa strona klik, lewa strona, klik po środku, po czym zszedł na ląd, a my wreszcie zrzuciliśmy cumy i ruszyliśmy w drogę.
Mundurowy pracownik Portu fotografuje pasażerów na łodzi
Jeżeli te zdjęcia robił po to, aby w razie czego wykryć na nich terrorystę, to kiepski pomysł, ponieważ potencjalny terrorysta nie siedziałby na ławkach na oczach wszystkich lecz zszedłby na dolny pokład lub wszedł na górny pokład, albo zamknął się w kiblu zanim łódź nie ruszy.  Może robił po to, że jak łódź zatonie, a toną tu łodzie często, to żeby zidentyfikować osoby i obcokrajowców, gdy nas wyłowią z morza?
Część załogi
Na pokładzie większość stanowili tubylcy. Na początku kazali nam założyć kamizelki ratunkowe, które jednak zdjęliśmy z siebie, nim jeszcze łódka wypłynęła z portu, bo było w nich bardzo gorąco. Kamizelki były wyjątkowo czyste, co na wszystkich łodziach nie jest takie oczywiste. Najbrudniejsze kamizelki mają zazwyczaj łódki wycieczkowe.
Dopływamy do Coron na wyspie Busuanga. Cumują tu duże statki.
Z samego rana, zanim zaokrętowaliśmy się, pogoda była fatalna do podróżowania po otwartym morzu. Gęste czarne chmury kłębiły się nad El Nido, zasłaniając szczyty stromych klifów. Z niepokojem patrzyliśmy w niebo, oczekując na łódź. Potem zaczął padać deszcz, chociaż padał przecież przez całą noc. Może stąd to opóźnienie. Gdy odbiliśmy od brzegu, zaczęło się rozjaśniać i już do końca podróży mieliśmy śliczną, słoneczną pogodę, chociaż sama podróż dla mnie nie była już taka śliczna.
Pierwszy nocleg w Coron miałam w tym Guesthousie
Dopadła mnie choroba morska. Rzadko mi się to na morzu zdarza, a pływam łodziami dosyć często. Tym razem się zdarzyło gdzieś tak od połowy drogi i było fatalnie. Gdy roznosili posiłek, ja tylko ręką zamachałam, że nie, dzięki, absolutnie, dajcie mi tylko wodę. Porcje składały się z ryżu z jakimś mięsem w sosie plus dwa małe bananki i mała woda mineralna. Sam zapach jedzenia już mnie o mdłości przyprawiał.
Gdyby nie brak wody i internetu, byłoby tu całkiem miło.
Na szczęście na tych łódkach jest toaleta. Takie minimum, muszla klozetowa, plastikowa beczka z wodą i plastikowy rondelek, ale jest. Nawet papier toaletowy wisiał na drucie. Potem ułożyłam się na swoim plecaku i zasnęłam. Gdy się obudziłam, dopływaliśmy do Coron, a ja czułam się już całkiem dobrze. Moja sąsiadka Filipinka powiedziała mi, że jak spałam, to na nią przyszła kolej. Bardzo cierpiała, ale już jej lepiej. Tak bywa w podróży na morzu.
i gdyby nie te blaszane dachy za oknem i hałaśliwe karaoke przez całą noc.
Coron już z łodzi wyglądało nieciekawie. Najpierw rzucają się w oczy jakieś szaro bure budynki z betonowych płyt, część jeszcze niedokończonych. Tragedia. Dziwię się, jak można takie piękne otoczenie, jakie stworzyła im tutaj natura psuć tak skutecznie odrażającymi, najbrzydszymi, jakie sobie można wyobrazić betonowymi blokami?
Centrum Turystyczne zbudowali, ale stoi puste, śmieci się walają po pustych salach
Czekając na placyku na przywiezienie naszych bagaży, rozglądaliśmy się (my, turyści) wokół, ale oprócz bardzo wysokiej, jasnozielonej góry, na którą się wchodzi, aby obejrzeć ocean i miasto z góry, nic więcej ciekawego nie było widać. Kiepska sprawa.
Jedna z atrakcji Coron, to góra z krzyżem na szczycie i nazwą miasta
W moich planach jest, aby z Coron udać się na wyspę Boracay i pomyślałam, że chyba tą podróż będę musiała przyspieszyć. Mam zamiar wybrać się z Coron na isla hopping, bo tutaj są ceny o połowę niższe na takie wycieczki, a same wycieczki podobno ciekawsze, niż w El Nido. Przede wszystkim muszę w Coron wybrać pieniądze, bo tylko tutaj jest bankomat na Palawanie (oprócz Puerto Princesa).
Ok, estetyki im zabrakło, ale cenę island hopping mają o 50% tańszą
Z internetu miałam w zeszycie wynotowany w Coron „Backpackers Guesthouse” i tutaj przywiózł mnie tricykl. Z portu do centum tricycl kosztuje 20 peso, a kawałek drogi jest. Pokój w guesthousie 500 peso, w pokoju okno, wiatrak i ogólnie przyjemnie, łazienka w korytarzu. Wzięłam, ale nie określiłam, na jak długo, bo sama jeszcze nie wiem.
Na pierwszy rzut oka całkiem fajny, wesoły guesthose
Zaraz na początku się zreflektowałam, gdy okazało się, że nie ma tu internetu free,a następnie w łazience i wc nie było wody. Ani kropli, a ja całą brudna i lepka po podróży. Zeszłam do recepcji, a dziewczyna mówi, no nie ma wody. To dlaczego mi tą łazienkę przy pokoju pokazywałaś, skoro ona nieczynna? Teraz pokazała mi łazienkę przy recepcji i musiałam w ręczniku zejść piętro niżej, żeby się wykąpać. Nie lubię tego.
Co chwilę gromki śmiech. To na przystanku autobusowym ludzie oglądają tv za kratami.
Przebrałam się i poszłam do miasta szukać innego hotelu. Słyszałam o „Sea Dive” hotelu usytuowanym na wodzie, z tarasu którego można podziwiać góry, morze i piękne zachody słońca. Podobno ten hotel prowadzi Amerykanin od dawna mieszkający na Filipinach. Postanowiłam znaleźć ten hotel, ale najpierw weszłam do Informacji Turystycznej po mapkę miasta. Tam mi wytłumaczyli, jak iść do Sea Dive.
A jak autobus przyjedzie, to wsiadają gdzie się da i jadą. Wesoły naród.
Samo biuro informacji turystycznej w opłakanym stanie i puste. Obeszłam naokoło i w jednym z okien zobaczyłam panią tu pracującą. Podała mi mapkę miasta. Nie mają tu nic innego, żadnych folderów, propozycji zwiedzania, nic. Zauważyłam już wcześniej, że biura i urzędy mają tutaj bardzo zaniedbane. Obskurne, brudne pomieszczenia, w których stoi jakieś przedpotopowe rozklekotane biurko lub po prostu stolik, pod sufitem chodzi brudny wentylator i w takich warunkach pracują tu urzędnicy. W IT też.
Znalazłam bank, ale zamknięty i bankomat nieczynny.
Nim doszłam do Sea Dive, próbowałam w napotkanych agencjach turystycznych i w jednym biurze linii lotniczej ustalić, czym mogę dolecieć lub dopłynąć na wyspę Boracay. Bezpośrednio, niczym. Muszę do Manili i stamtąd. Wierzyć nie chciałam. Przecież Boracay jest niedaleko Palawanu, dlaczego muszę zatoczyć koło przez Manilę? Ponieważ tak już jest. Wszędzie na Filipinach jedzie się przez Manilę.
Drugi bank, ale żywego ducha wokół, chociaż bankomat czynny. Wstrzymam się.
W jednej z agencji turystycznej siedział przy pani starszy biały mężczyzna, wtrącił się do rozmowy i próbował mi wyjaśnić zawiłości w przemieszczaniu się z wyspy na wyspę na Filipinach. Tak czy inaczej, wszędzie trzeba przez Manilę jechać. Czy samolotem, czy statkiem i trudno to zmienić.
Główna ulica Corn, National Highway
To boss, szepnęła mi kobieta, Filipinka. Zapytał skąd jestem i gdzie się zatrzymałam. Powiedziałam, że w „Backpackers Guesthouse”, ale warunki w tym guesthousie nie są do zaakceptowania i szukam „Sea Dive” Tylko po drodze o dojazd do Boracay się dopytuję, bo tam z Coron chcę jechać. To dobrze trafiłaś, bo właśnie z  właścicielem Sea Dive rozmawiasz i zaczęliśmy wszyscy się śmiać z tej zabawnej sytuacji.
Strzałka pokazuje, że tu należy wejść do "Sea Dive" w wąską lukę między budynkami
Kobieta ma na imię Dolores, zaprowadziła mnie osobiście do Sea Dive i bardzo mi się tam spodobało. Obejrzałam skromny pokój za 500 peso, ale z własną łazienką i piękny taras z cudownymi widokami wokół. To zupełnie inne Coron jest! Zostanę tu jednak dłużej nieco. Zarezerwowałam pokój od jutra. Można płacić kartą. Mam nadzieję, że karta zadziała. Są pokoje z oknami na morze, ale droższe. Ja wzięłam boczny pokój, ale za to jaki mam ogromny taras!
Specjalnie zbudowana długa kładka zaprowadzi nas do "Sea Dive"
Zostanę tam tydzień, postanowiłam. Może popłynę na Island hopping. Z pewnością wejdę na tą górę. W Sea Dive jest dostęp do free internetu w ich restauracji na parterze. Po powrocie do guesthouse powiedziałam, że rano zapłacę za tą noc i wyprowadzam się. Potem w ręczniku znowu poszłam na dół, do łazienki wziąć prysznic, bo tutaj na piętrze nikt nie reperuje usterki i wody nadal nie ma.
Idzie się ładną kładką po morzu i na morzu stoi hotel z widokiem na morze
Teraz siedzę na łóżku i piszę, a za oknem jakieś przeraźliwe karaoke uprawiają. Od ich fałszowania uszy puchną, muszę zatyczki do uszu włożyć. Nawet nie otwieram walizki, niczego nie rozpakowuję. Co niezbędne, mam w plecaku. Rozpakuję się w tym drugim hotelu. To był ciężki dzień, ale już dobrze się czuję, więc chyba będzie ok.
Przy tym tarasie mam pokój, a krętymi schodami schodzę wprost do restauracji
Rano wypiłam w pokoju kawę i zjadłam dwie bułki, które mi z podróży jeszcze zostały i zeszłam z bagażami na dół, żeby w recepcji oddać klucz i zapłacić za nocleg. A w recepcji ani żywego ducha. Chodzę po różnych kątach, wołam, zaglądam do kuchni, na podwórko, nikogo. Można bez zapłaty wyjść sobie i nikt nawet nie zareaguje.
"Sea Dive całe osadzone jest na palach na wodzie
W końcu znalazłam człowieka i zapłaciłam mu 500 peso. Guesthose ci ukradną, jak będziesz tak pilnował interesu, mówię. Pomógł załadować mi walizki do tricykla i pojechałam za 10 peso, chociaż to nie jest daleko, ale nie chciałam dźwigać bagaży. 10 peso to doprawdy trudno nawet przeliczyć. Jeden dolar to jest 46 peso, to 10 peso ile to jest? Nie warto w upale targać bagaży samemu, gdy  koszt przewiezienia jest taki.
"Sea Dive".Trochę tu, jak w Wenecji. Inny świat.

2 komentarze:

  1. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  2. z Coron na Boracay jest około 180 km , dobrze wiedzieć że nie ma połączenia promowego a szkoda ,
    na Boracay samolotem trzeba dolecieć na lotnisko Kalibo na wyspie Iloilo i stamtąd promem na Boracay , alternatywa to prom na Mindoro Island i dalej prom na Iloilo Island i dalej na Boracay ,
    ciekawe jak pani to rozwiąże , będę czekał na kolejny wpis z wielkim zainteresowaniem , pozdrawiam serdecznie noname ,ps. proszę tylko nie lecieć na Mindanao bo tam muzułmanie porwali kilku turystów nie dawno i jest ogólnie niebezpiecznie

    OdpowiedzUsuń