Patronat medialny



Miło mi poinformować, że moja wyprawa została objęta patronatem medialnym przez portal Link to Polnad www.linktopoland.com

niedziela, 13 września 2015

Filipiny, El Nido - sprzedawca pereł.

El Nido jest w kolorze błękitu. Nawet w pochmurny dzień jest piękne.

Z ponad 7000 wysp filipińskich 5000 jest niezamieszkałych, pozostaje ponad 2000  spośród których można przebierać, wybierać i odwiedzać dowolnie, a wszystkie one świetnie nadają się do nurkowania, snorkelingu i plażowania.Na Palawanie trudno się nudzić.
Chłopcy bawią się w rybaków. Aktywność dziewczynki niesamowita. Jest w ciągłym ruchu.
Odkąd turyści odkryli piękno Palawanu, wyspa zaczęła przeobrażać się, aby dostosować warunki do ich wymagań. Bowiem ilość turystów stanowi o dochodach mieszkańców i ich poziomie życia. A przecież każdy człowiek z natury swojej dąży do lepszego życia.
To nie ADHD,  Ona jest po prostu beztroska i radosna.
Dlatego w każdym niemal domu mieści się jakiś niewielki hotelik, guesthouse, albo jest do dyspozycji chociaż kilka miejsc noclegowych. Jeśli nawet nie ma w cenie śniadania, można zazwyczaj wypić darmową poranną kawę zanim wyjdziemy na plażę, zwiedzanie miasteczka czy popłyniemy na cały dzień na islands hopping.
Czasami robię sobie sama zdjęcie
Śniadanie możemy zrobić sobie w pokoju lub na werandzie sami lub zjeść po drodze w jednej z licznych kafejek lub restauracji. Jest ich mnóstwo na każdej ulicy. Restauracje przy hotelach również są ogólnie dostępne, a nie tylko dla gości hotelowych. Jest też włoska pizzernia, jeśli ktoś preferuje.
Na zatokę można patrzeć godzinami
Turyści nie zostają w El Nido długo. W większości kilka dni, góra tydzień. Bo to jest tak, że turyści niby pasjonują się dzikimi miejscami, wioskami zagubionymi w dżungli, naturalnymi warunkami bytowania ludzi w otoczeniu nieskażonej przyrody, ale gdy przyjdzie im dłużej żyć bez prądu, internetu i zasięgu telefonu  komórkowego, są zdegustowani, zagubieni i z ulgą wracają do cywilizacji.
Czasami trzeba coś zjeść. Placuszek z mango i mleczkiem skondensowanym.
Kilka dni im wystarcza, aby zobaczyć, jak tutaj żyją ludzie i żeby popływać bangką między pobliskimi wysepkami w poszukiwaniu bezludnej plaży i porobić zdjęcia wspaniałej przyrodzie. Potem zwijają się do domów lub do dalszej podróży. Ja lubię pobyć trochę dłużej w miejscu, które mi się podoba. Ale ja mam czas. Młodzi ludzie  rzadko mogą sobie na to pozwolić, bo przeważnie pracują zawodowo, więc w czasie urlopu jak najwięcej chcą zobaczyć.
Wieczorem wszystkie miejsca się zapełnią
Czytałam relacje podróżników o El Nido, nim sama tu przyjechałam. Przygotowałam się na to, że prąd będzie tylko kilka godzin dziennie, dostęp do internetu utrudniony lub żaden, częsty brak wody, żadnego bankomatu. To rzeczywiście trudne warunki, bo bez prądu nie ma wentylatorów, a bez wentylatora człowiek poci się momentalnie, zmęczony samym oddychaniem. I co? Sprawdziło się tylko to, z bankomatem.
Zaczynają się powroty z islands hopping. Szybki prysznic i na kolację!
Prąd mam całe dnie i noce, dostęp do internetu we własnym pokoju, wodę bieżącą w osobistej łazience. Wszystko to w małym rodzinnym hoteliku, który znajduje się jeszcze w rozbudowie. W dużych hotelach mają jeszcze lepsze warunki. Wszystko to jest zasługą starań mieszkańców, którym zależy na tym, aby turyści byli zadowoleni i do nich przyjeżdżali, bo większość z nich utrzymuje swoje rodziny tylko z turystyki. Filipińczycy dbają o czystość w pomieszczeniach, obejściu i na plażach. To bardzo pracowity naród, ciągle się przy czymś krzątają i zawsze są w dobrym humorze.
Restauratorzy już gotowi, pies w oczekiwaniu na codzienną wieczorną ucztę.
Nie mają łatwo, bo na przykład prąd rzeczywiście jest okresowo wyłączany, ale niemal każdy dom z miejscami do spania dla turystów, sprawił sobie generator, który natychmiast jest włączany, gdy sieciowy prąd wyłączą. Wentylatory pracują cały czas. Zauważyłam, że to również stało się powodem narzekań niektórych turystów, bo generatory głośno buczą. Tylko się na to uśmiecham z politowaniem , bo księżniczce nawet ziarno grochu pod stertą pierzyn przeszkadza. Wszystkim się nie dogodzi.
Nauka rzucania
Dobudowali łazienki, doprowadzili bieżącą wodę, zainstalowali prysznice. Czasami nie ma spłuczek w wc, ale zawsze jest kran z wodą, pod nim wiaderko i rondelek, którym sobie muszlę spłukujemy. W oknach są siatki przeciw moskitom. Jest w porządku.
Jak się chłopcy nauczą rzucać i łapać, będą mogli ćwiczyć koszykówkę.
Naprawdę bardzo się tutaj starają, aby turysta z pobytu u nich był zadowolony. Zawsze znajdą się odstępcy od reguł, brudasy i niedbaluchy, ale ja mówię o większości, a nie o pojedynczych przypadkach.
Zatoka zapełnia się wieczorem łódkami wracającymi z wycieczek
To tak, jak z bezpieczeństwem. Zawsze i wszędzie znajdzie się jakiś złodziej szukający ofiary na plaży lub w ścisku autobusu. To jest wszędzie, w Polsce też i o tym trzeba pamiętać i się pilnować. Oszukują na cenach. Tak, to jest problem ogólnie znany w krajach azjatyckich. Strasznie je dla turystów zawyżają, każdego uznając za milionera.
Takimi właśnie łódkami pływa się na islands hopping.
Nie lubię tego i bardzo nieufnie podchodzę do kupowania czegokolwiek. Myślę, że tracą na tym sami sprzedawcy, bo ja bym na przykład więcej rzeczy kupiła, gdyby cena była w normie, jak dla tutejszych, a tak to się obywam i nie kupuję nic, poza jedzeniem. Myślę, że inni turyści też by więcej rzeczy kupili, gdyby ceny nie były kilkakrotnie zawyżane specjalnie dla nich. I może nie zawsze o te pieniądze chodzi, a o traktowanie.
Wieczorem więcej dzieci jest na plaży. Są już po szkole i jest chłodniej do zabawy.
Ale potrafią też być Filipińczycy bezinteresowni, jak Henry, chodzący po plaży sprzedawca naszyjników z pereł i bransoletek, właściciel tricycla, na którym zamiast Imienia, umieścił nazwę kraju Holand, bo pewien zaprzyjaźniony turysta z Holandii pomógł mu w zakupie tego trójkołowca, aby Henry miał z czego utrzymać rodzinę.
Henry, sprzedawca pereł
Z Henrym rozmawialiśmy sobie dosyć długo i swobodnie, siedząc na pustych o tej porze plastikowych leżakach. Nie chciałam nic od niego kupić. Nie pogniewał się. Gdzie indziej taki sprzedawca odwraca się na pięcie i traci zainteresowanie potencjalnym  klientem, który nie spełnił jego oczekiwań. Ale nie Henry.
Henry przewleka perły na cieńszy sznureczek
Szczerze mu się przyznałam, że nie noszę żadnych błyskotek poza blaszanym identyfikatorem na szyi, co na początku Henry wziął za oznakę mojej przynależności do Army USA. Często tak się zdarza. Rozmawialiśmy o sobie, swoich rodzinach, podróżach i o El Nido. Henry pokazał mi w komórce zdjęcia swojej rodziny. Taki młody chłopak, a ma już żonę i pięcioro dzieci! Żona piękna, Henry też ładny chłopak, więc i dzieciaki są śliczne i bardzo zadbane. Trzech chłopaków i dwie dziewczynki. Cudowna rodzina.
Henry prezentuje mi swoją rodzinę na zdjęciach w komórce
Koniecznie chciałam ich na blogu pokazać, ale zrobienie dobrego zdjęcia ze zdjęcia w komórce nie wychodziło nam. Jednak pokażę takie, jakie udało się zrobić. Najstarszy robi zdjęcie, więc nie jest to pełen komplet. Bardzo się cieszę, że poznałam Henrego, który zadowolony jest ze swojego życia na Palawanie, ze swojej rodziny. Daje mu to szczęście i silną motywację do pracy, aby swoją rodzinę utrzymać na pewnym poziomie. Henry zdradził, że w jego rodzinnym domu było ich dwanaścioro!
Słabo wyszło, ale widać szczęśliwą rodzinkę i nazwę tricycla "Holand"
Dwa-na-ścio-ro! Osiem braci i cztery siostry. Wyobrażacie sobie? I wszyscy wyszli na ludzi. Jednym powodzi się lepiej, innym gorzej, ale trzymają się razem i są szczęśliwi. Byście widzieli ten błogi uśmiech na twarzy Henrego, gdy pokazywał mi na zdjęciach swoją rodzinę, wymieniając imiona swoich dzieci! Każdemu życzę takiego szczęścia rodzinnego. Gdy powiedziałam, że ma piękną żonę, promieniał z zadowolenia i dumy!
Zrobił mi zdjęcie na ławeczce
W międzyczasie zdążyłam poznać dwóch jego braci, którzy w czasie naszej rozmowy pojawiali się na krótko, zamieniali kilka zdań z Henrym, witali się ze mną i szli dalej. Bardzo przyjemni i uprzejmi ludzie.Henremu powodzi się dobrze, to bardzo pracowity chłopak. Wszyscy bracia też mają pracę. Z pracą tu jest o tyle dobrze, że bardziej przedsiębiorczy ludzie sami stwarzają sobie stanowiska pracy i biedy nie klepią. Nawet ci, mieszkający w buszu. Coś wyhodują lub wyprodukują osobiście i przywożą do miasta na sprzedaż.
Na ławeczce prezentuje swój towar turystkom
To właśnie są również te sklepiki w każdym domu, garkuchnie na palenisku przed domem z jednym plastikowym stolikiem do konsumpcji, grillowanie ryb złowionych przez męża lub syna, sprzedaż pereł nanizanych własnoręcznie na sznureczki i jeszcze inne pomysły (masaże, plecenie warkoczyków, sprzedaż różnych bułeczek własnego wyrobu, kokosów, własnoręcznie plecionych kapeluszy z liści palmowych itd, itp.)
Prezent od Henrego
Na pożegnanie Henry wręczył mi niespodziewanie bransoletkę z zielonych koralików, którą na początku spotkania oglądałam. Dzięki Henry, ale nie mogę tego przyjąć. Nalegał bardzo, a ja odmawiałam. To twoje dzieło, rzecz do sprzedania, z tej pracy żyjesz. Nie dawał się przekonać, nawet symbolicznej kwoty nie chciał przyjąć.
Będę ją nosiła
Było mi głupio, że nic nie mam, czym mogłabym mu się zrewanżować, ale bardzo się wzruszyłam, gdy powiedział, że to w dowód przyjaźni, że bardzo mnie polubił. Weź Sofija, noś i za każdym razem, kiedy na nią spojrzysz, przypominaj sobie El Nido. I Ciebie, Henry, który pokazujesz, jak wspaniałymi i bezinteresownymi ludźmi jesteście tu, na Filipinach. Bardzo dziękuję, Henry, mój nowy przyjacielu, będę ją nosiła.
Agencja turystyczna z vanami turystycznymi
W takich prostych słowach (z uwagi na mój słaby angielski), pomagając sobie  wymownymi gestami, wyraziliśmy radość ze swojego spotkania, rozmowy, a chwilami z siedzenia sobie razem w milczeniu na białym plastikowym leżaku plażowym i obserwowaniu łódek w zatoce. Popstrykaliśmy też sobie trochę zdjęć.
Wieczór. Z uliczek zaczynają napływać na plażę turyści. Na jedzonko i odpoczynek.
Filipińczycy tacy właśnie są. Pracowici, radośni, czasami zadumani, bezinteresowni, czerpiący własne zadowolenie ze sprawienia drugiej osobie radości, poświęcający innym swój czas i uwagę. Lubiący ludzi bez względu na pochodzenie, wiek, kolor skóry i znajomość języka. Dlatego na Filipiny wróciłam. Samo piękno wokół. Zarówno miejsc, plaż, jak i ludzi, a przy tym tyle słońca na Filipinach, że żyć się chce.
Szaszłyki, kurczaki, parówki. Wszystko się griluje w oczekiwaniu na głodnych turystów

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz