Patronat medialny



Miło mi poinformować, że moja wyprawa została objęta patronatem medialnym przez portal Link to Polnad www.linktopoland.com

sobota, 15 sierpnia 2015

Australia - Boskie Sydney!

Opera Sydney na tle wieżowców dzielnicy biznesowej

Sydney jest największym miastem Australii i kto wie, czy obszarowo nie największym na świecie. Rozciąga się na przestrzeni o pow. 12.368 km2, na której zamieszkuje 4.8 mln mieszkańców miasta. Zatoka nad którą położone jest Sydney ma 55 km2 powierzchni. Chyba też drugiej takiej wielkiej zatoki nie ma nigdzie na świecie.
Ruch statków wycieczkowych w zatoce duży, szczególnie w weekendy
W zatoce prężnie funkcjonuje Port Jackson. Wszystko bowiem co się przywozi do Australii  i z niej wywozi z natury rzeczy odbywa się drogą morską. Australia nie graniczy na lądzie z żadnym innym państwem. Jest krajem samotnie osadzonym na morzach i oceanach, dlatego została najpóźniej przez Europę odkrytym kontynentem. Szczęśliwy kraj!
Niektórzy nie mogą się już doczekać otwarcia letniego sezonu
Wejście do Zatoki Port Jackson pierwszy odkrył James Cook w kwietniu 1770r. Potem, 18 stycznia 1788r przybył tu ze swoją załogą Arthur Philip i już 26 stycznia wciągnął na maszt w zatoce flagę angielską, zaznaczając tym samym, że od tej chwili teren ten należy do Królowej Anglii.
Sydney nad Zatoką Jacksona. Stary budynek, to Muzeum
Tak łatwo anektowano kiedyś zamorskie terytoria. Arthur Philip przybył do Sydney w środku australijskiego lata. Jakże wtedy musiało tu być pięknie, naturalnie i dziko.  Sydney zostało pierwszą angielską kolonią na nowym kontynencie (karną zresztą przez długi czas). Od tamtej pory, w dniu 26 stycznia obchodzi się święto narodowe w Australii.
Australijska zima się kończy, kutry stoją już w pogotowiu do wypłynięcia w morze
Wszystko w Australii jest ogromne. I pomyśleć, że kiedyś wmawiano nam, że wszystko największe, to jest w Związku Radzieckim!, potem, że w Ameryce! A teraz okazuje się, że największe wszystko jest w Australii! Miasta, plaże, prerie, porty, odległości, itp.
Budynki w Sydney wysokie, skupione, ulice, jak czeluście
Zatoka w Sydney jest tworem naturalnym. To zalana wodą dolina w bardzo, bardzo  dawnych czasach. Historycy i antropologowie obliczyli, że w miejscu, gdzie obecnie leży  największe australijskie miasto Sydney, Aborygeni mieszkali już 40 tysięcy lat temu!
Ja pod fontanną na Martin Place. Zrobiło się ciepło.
Sydney z jednej strony otoczone jest Pacyfikiem, a z drugiej Górami Błękitnymi. Góry nazwę Blue Mountain zyskały z tego powodu, że drzewa eukaliptusowe, których tutaj jest mnóstwo, wydzielając pięknie pachnące olejki eteryczne, tworzyły nad górami błękitną mgiełkę. Z samego miasta do Gór Błękitnych jest zaledwie 50 km. To bliżej, niż z Warszawy do Skierniewic. W miejskich granicach Sydney znajduje się również spora ilość Parków Narodowych i miejsc objętych ochroną.
Sydney, George Street (myślę, że to główna ulica miasta) Mieszkam tuż przy niej.
Mimo, że już 1852r Sydney zyskało prawa miejskie, nie stanowi jednolitego miasta w czystym tego słowa rozumieniu, lecz składa się z 38 gmin, lokalnych samorządów terytorialnych. Należy tylko podziwiać ich sprawność w zarządzaniu, wyrazem czego jest piękne, jednolicie zadbane miasto z odważną architekturą, dobrze działającą komunikacją miejską, sprawnymi zakładami oczyszczania miasta, zadbanymi plażami (jest ich tu 70!) i terenami zielonymi na całym obszarze tej ogromnej aglomeracji.
Most w Sydney z 1932r XXw
Sydney ma spośród wielu, dwie wyjątkowo znane w świecie wizytówki. Są to: Łukowy most nad Zatoką Jackson i absolutnie wyjątkową pod względem architektonicznym Operę zbudowaną w latach siedemdziesiątych ubiegłego wieku. Operę można podziwiać z lądu i z morza, znajduje się ona bowiem na cyplu, który wchodzi w zatokę.
Sydney Opera, widok z boku
Płynąc łodzią, obowiązkowo trzeba obok niej przepłynąć. Słynny most Sydney Harbour Bridge zbudowany został w 1932r. Ze względu na jego kształt, Australijczycy nazywają go „coathanger”, czyli po prostu „wieszak”. Organizowane są wejścia na szczyt mostu, na jego łuk, gdzie zamocowana jest narodowa flaga. Wejścia oczywiście pod kontrolą i zabezpieczeniem. I za odpowiednią opłatą.
Sydney Opera od strony morza
Sydney Opera House zaczęła działać w 1973 i od początku stała się widokówkowym hitem z tym swoim charakterystycznym dachem. Trzeba przyznać, że do popularności budynku opery przyczyniło się również miejsce w zatoce, które wybrano na jej budowę. Fotografując Operę, mamy zazwyczaj na foto również słynny most, bo obiekty stoją blisko siebie.
Sydney Bridge sfotografowany z promu
Na scenie Opery w Sydney występowali bardzo znani i lubiani w drugiej połowie XX w artyści o światowej sławie, jak np. wyjątkowy Luciano Pavarotti czy Barbra Streisand, ale również śpiewała tam czeska piosenkarka, Helena Vondrackova.
Większość ludzi siedzi na świeżym powietrzu. To chyba tutaj wiosna przyszła?
Trzecią atrakcją nad zatoką jest starówka „The Rocks” ze starymi magazynami. Jeszcze jej dokładnie nie obejrzałam, więc opiszę innym razem. Dzisiaj byłam (pierwszy dzień w Sydney! po nocy spędzonej w autobusie!) w pięknym Ogrodzie Botanicznym, znajdującym się przy centralnym dworcu autobusowym i kolejowym, Circural Ouay. Pójdę tam jeszcze raz, bo czuję niedosyt doznań.
Godziny wejścia do Ogrodu Botanicznego i czego robić nie wolno
Po drodze do Circural Quay co chwilę zatrzymywało mnie coś niezwykle interesującego, że gdy w końcu tam dotarłam, robiło się już ciemno. Mam za to sporo zdjęć nocnych zrobionych nad zatoką. Było tak cudnie, że aparat bez przerwy pracował
Karmiący gołębie
Z zatoki Jackson do mojego hostelu jest daleko, chociaż głównie idzie się cały czas George Street, ale to bardzo długa ulica. Z powrotem do hostelu nie szłam już pieszo, lecz wsiadłam do autobusu nr. 374, jadącego do Central Station, przy którym mieszkam. Bilet kosztuje 2,40 $. Można kupić u kierowcy. Drogi, jak wszystko w Australii. (pierwszy dzień, o bezpłatnym autobusie nr.555 jeszcze nie wiedziałam).
Ogród Botaniczny mieści się w centrum miasta
W Circural Quay między Operą, a mostem znajduje się Centrum Biznesowe Sydney. To te wszystkie wieżowce widziane zawsze nad Zatoką Jackson, gdy pokazują Sydney np. w telewizji. Najwyższa budowla ma 260m wysokości, a wraz z iglicą, 309m i to jest „Sydney Tower".
Ulica Sydnej. Z lewej widać Menarę, ale jeszcze do niej nie doszłam.
Menara „Sydney Tower” ma na górze dwie kręcące się restauracje tak, że goście oglądają przez szyby panoramę miasta z każdej strony. Jest tam również platforma widokowa, ale nie ma tarasu. Panoramę miasta ogląda się przez szybę, jak z restauracji.
Przechodzi się tutaj na wprost i na skos. Nie mogę się do tego przyzwyczaić.
Jak wiemy, w czasie II wojny światowej, Japończycy napadli również na Australię. W nocy z 30 maja na 1 czerwca 1942r wysłali do zatoki w Sydney trzy miniaturowe łodzie podwodne, atakując Sydney Harbour. Chcieli storpedować stojące w porcie statki.
Są miejsca, gdzie każdy może wygłaszać publicznie co chce.
Na szczęście nie poczynili wielkich szkód, jak w amerykańskim Pearl Harbor z samolotami, ale trochę zamieszania wywołali. Zatopili prom, który służył w czasie wojny żołnierzom za koszary, pozbawiając życia 21 osób. Ostatecznie miniaturowe łodzie podwodne zostały skutecznie  zatopione wraz z ich dwuosobowymi japońskimi załogami.
Panie ulotkowe przed Town Hall
Sydney jest po prostu boskie! Trudno dojść ulicą do celu, ponieważ co parę kroków trzeba się zatrzymać dla podziwiania czegoś interesującego, zadziwiającego, fascynującego, pięknego. Jest przyjemnym i łatwym do zwiedzania miastem, swobodnie można samemu z mapką miasta trafić do każdej atrakcji, których tu jest bardzo wiele.
Tuż obok, pod katedrą protest w sprawie wydarzeń w Iranie i nie tylko
Sydney jest drogie, jak cała Australia. Dla turystów, oczywiście, Australijczycy odpowiednio tu zarabiają, więc nie narzekają. Jednak wiele rzeczy jest tutaj dla turystów tanie lub dostępne za darmo po prostu i to czyni miasto bardzo przyjaznym dla skromniejszych turystów.
Protestujący i solidaryzujący się
Zniżki, jeśli już są, to dla wszystkich, a nie tylko dla stałych mieszkańców, jak to było w innych odwiedzonych przeze mnie krajach. Co 10 minut jeździ darmowy autobus miejski przez najważniejszą część miasta. Nie trzeba korzystać z płatnego autobusu miejskiego, ani drogiego zazwyczaj,  turystycznego „Hop On Hop Off”.
Tutaj, w wolnym kraju mogą wyrażać swoje oburzenie i solidarność z ofiarami
Darmowy autobus nr.555 kursuje ruchem wahadłowym od portu Circular Quay (ze stanowiska C) przez bardzo długą George Street do Central Station, obok którego mieszkam. Zatrzymuje się na normalnych przystankach Bus stop.
Wstrząsające zdjęcie na wózku dziecięcym
Dla mnie to wyjątkowo korzystna sytuacja. Jeżdżę tylko tą bezpłatną linią, oszczędzając pieniądze na transport miejski i własne nogi. Wszystko, co najciekawsze mieści się wzdłuż tej trasy, lub po bokach w pobliżu. Praktycznie wszędzie dojeżdżam tym autobusem, wysiadając w odpowiednim miejscu.
W zbliżeniu wygląda to tak
Chcąc przepłynąć zatokę, żeby z bliska obejrzeć słynny most i operę, również mamy duży wybór łodzi, statków i promów. Bilety promowe i na kutry są drogie, ale można znaleźć tańszego przewoźnika. Ja znalazłam „Fast Ferry”.
Płyniemy do Manly
Już za 8,50 $ zawiezie nas do Manly, podmiejskiej miejscowości (a może jest to jeszcze dzielnica miasta?). W Manly jest pięknie, rozrywkowo i plażowo, ale są tam również ciche piękne zakątki, które warto obejrzeć.
Plaża w Manly. Pierwsze próby korzystania z plaży już są. A ja w dwóch polarach!
Kupiłam bilet do Manly, od razu w tą stronę i comeback, ogółem za 17 $. Powrotny ważny jest cały dzień, aż do ostatniego kursu. Z biletem dają rozpiskę z godzinami kursowania. Można być w Manly, jak długo się chce i wrócić na ląd z Fast Ferry w każdej dowolnej chwili. To bardzo dobre rozwiązanie dla niskobudżetowego turysty.
Wywieszka, że na plaży nie wolno pić alkoholu. Sporo zakazów w Australii. Niektóre pokażę.
Po drodze można dokładnie obejrzeć Operę Sydney z każdej strony i most również, ponieważ prom zatrzymuje się na chwilę, aby turyści mogli napstrykać sobie zdjęć, ile tylko chcą. A chcą, bo obiekty są naprawdę ciekawe i fotogeniczne.
Takie piękne domy są w Manly
Ciąg dalszy nastąpi w następnym poście. Jestem czasem upominana, aby posty były krótsze, a częściej się ukazywały. Spróbuję tak właśnie robić, ale nie wiem czy się uda, bo czasu jest na wszystko bardzo mało! A jak już się w końcu dorwę do laptopa, to chcę wszystko naraz przekazać i pokazać najciekawsze zdjęcia. Wtedy post się bardzo wydłuża.
Wiecie, jaką książkę czyta ten pan pod drzewem? podejrzałam. "Córka Stalina"
Ludzie żyją tu wolno, ja przeciwnie. Dni dla mnie  płyną za szybko i nie mogę z niczym zdążyć. Być może za wolno zwiedzam, pętam się po różnych kątach, zaglądam wszędzie, bo wszędzie dzieje się coś ciekawego. 

Gdzie ludzie mogą, tam legną. Życie płynie tu leniwie.
Sydney oszałamia ogromem i wieloma interesującymi miejscami. Myślę, że będę zmuszona przedłużyć tutaj pobyt, aby chociaż część z tego, co to cudowne miasto oferuje tutystom, obejrzeć. Jeszcze nie zdążyłam zameldować Remikowi, że jestem w jego mieście. Zaraz to zrobię.
Można tutaj zapisać się na naukę pływania wpław lub kajakiem
Można tu naprawdę wiele! cdn.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz