Patronat medialny



Miło mi poinformować, że moja wyprawa została objęta patronatem medialnym przez portal Link to Polnad www.linktopoland.com

czwartek, 23 lipca 2015

Australia- ruszam w interior


Sam środek Australii, Alice Springs. Pierwsi osadnicy przybyli tu na wielbłądach.
Zaginęłyśmy w Kings Canyon. Ja i Victoria z Niemiec, ale o tym będzie po tym, co było przed tym. Gdy w umówionym dniu wróciłam do Patryka, do biura „Backpackers World Travel” w Darwin, gdzie się chwalą „We speak Your language”, chociaż wcale nie znają mojego języka,  siedziałam tam tak długo, aż załatwiliśmy sprawę do samego końca.
Patryk jest niezwykle operatywny i szybki w pracy. I zawsze tryska humorem.
Patryk, bardzo uprzejmy i niezwykle sprawny w działaniu człowiek, powiedział, że może również pomóc mi w załatwieniu noclegów na całej trasie. Bardzo mnie to ucieszyło, bo z noclegami zawsze mam problem (dużo chodzenia z bagażami, szukania, uzgadniania cen, oglądanie i to przekonanie, że gdybym dłużej szukała, znalazłabym z pewnością coś lepszego i tańszego).
Firma Patryka, gdzie chociaż nie zawsze mówią Twoim językiem, pomogą Ci z pewnością
Ta nowa opcja wymagała jednakże rozpoczęcia całej pracy od początku nad tą moją podróżą po Australii, ponieważ w takim przypadku trzeba ustalić dokładne daty przemieszczania się na trasie i rezerwować konkretne ilości noclegów datami w danym mieście.
Chyba nie o tą piłkę chodziło, tylko tą leżącą obok. Ale co tam. Ważne, że rzut trafny.
Wybieraliśmy najtańsze możliwości, ponieważ wszystko co najtańsze w Australii i tak jest najdroższe dla backpackersa takiego, jak ja. I wyszło nam tak:
Jeszcze w Darwin. Upał.
12 lipca w samo południe w niedzielę wyjeżdżam z Darwin do Alice Springs autobusem Greyhound. Na miejsce docieram 13 lipca w poniedziałek. Jedną noc spędzam w autobusie w czasie jazdy. 
W oczekiwaniu na autobus. Tubylcy zawsze podróżują z pledami i poduszkami.
W Alice Springs mam zarezerwowany i opłacony z góry „Haven Backpackers” na jedną noc i 14 lipca, we wtorek o g.5.20 rano wyjeżdżam minibusem na „The Roch Tour” na trzy dni na Kata Tjuta, Kings Canyon i Uluru.
Siedzę przy bagażach. Moja walizka cała połatana i poklejona. Gorzej znosi podróż, niż ja.
Wycieczka jest również z góry opłacona u Patryka. Na te trzy dni wybrałam najtańszą opcję, czyli noclegi w namiotach i w śpiworach. Można było wykupić noclegi w brezentowych domkach, w bungalowach drewnianych lub w budynkach hotelowych, ale po odpowiednio wyższych cenach. Dużo wyższych.
Jedziemy. Bandanka (wyrób Aborygenów) na szyi, bo gardło bardzo chore.
Cała moja eskapada po Australii jest jednak wystarczająco droga, jeśli więc można wybrać, wybieram opcję najtańszą. Byłam mało przewidująca i zupełnie nie pomyślałam, że w Australii może być bardzo, ale to bardzo zimno, chociaż bez śniegu i mrozu. 
Siatka przed maską samochodu, w razie zderzenia ze zwierzyną
Tym bardziej w Alice Springs, o którym słyszałam, że to najgorętsze miejsce w Australii. Owszem, ale w porze lata, należy zawsze dodać.
Krajobraz Australii. Dwa wysokie kopce termitów. Było ich tam wiele.
16 lipca, w piątek, wracam do Alice Springs i znowu spędzam jedną noc w „Haven Backpackers”, a następnego dnia, 17 lipca w piątek o g.10.30 a.m.
Przystanki na kawę mieliśmy przy stacjach benzynowych. Nic innego tam nie było.
jadę autobusem Greyhound do Adelajdy. Jedną noc ponownie spędzam w autobusie, bo to są takie odległości, że w jeden dzień nie da się samochodem przejechać całej trasy.
Czasami mijaliśmy jakąś osadę z kilkoma, kilkunastoma domami
18 lipca, w sobotę o świcie jestem w Adelajda City i kieruję się do Hostelu Central YHA na Waymouth Street 135, gdzie mam już opłacone noclegi do 27 lipca. 
Aborygeni zawsze siedzą pod drzewem. Czasami pod drogowskazem.
Poprosiłam Patryka, aby szukał mi tanich noclegów w YHA, bo skoro moja legitymacja YHA ze Stanów Zjednoczonych jest ważna w Australii, to mam dzięki niej 10% zniżki w tych hostelach. 
Taka długa ciężarówka, to tutaj na szosie normalka. Jeżdżą też dłuższe.
Nie wszędzie się dało, bo mimo zimowej pory w Australii o wolne miejsca w hostelach trudno, ale gdzie była taka możliwość, to Patryk rezerwował w YHA.
Przy stacji benzynowej zawsze jest sklep, bar, motel i bezpłatna łazienka
27 lipca w poniedziałek o 7.45 rano wyjadę z Adelajdy do Melbourne pociągiem „The Ghan”. Tym słynnym, znanym z historii pociągiem od dawna miałam wielką ochotę się przejechać, chociaż jeden odcinek trasy i udało się Patrykowi takie połączenie znaleźć. 
Przy stołach na zewnątrz można zjeść zakupione danie lub swoje własne
Nie jest to bardzo długi odcinek, tego samego dnia dojadę do celu, ale jednak będę jechała „The Ghan”!
Te wysokie, stożkowate kopce termitów bardzo mnie intrygowały.
W Melbourne mam opłacone noclegi w hostelu „Metro YHA” przy Howard Street 78 do dnia 6 sierpnia. Słyszałam, że w Melbourne ciągle wieją zimne wiatry, ale co tam! Skoro mieszkają  tam ludzie na stałe i wytrzymują, to ja też dam radę. Z Polski jestem, gdzie nie takie zimy się wytrzymywało.
Drzewa o białej korze pięknie harmonizują z czerwoną ziemią Australii
6 sierpnia, w czwartek wyjeżdżam autobusem firmy „Fire Flay” do Sydney. Znowu jedną noc spędzę w autobusie i w Sydney wysiądę 7 sierpnia w piątek, o g.7.oo rano. W Sydney mam opłacone noclegi w „Central YHA” przy Rawson Place 11, do 17 sierpnia. 
Zatrzymaliśmy się przy większej restauracji na obiad. Stała pośród bezdroży.
Sporo czasu na zwiedzanie miasta i zastanowienie się, czy lecieć stamtąd na Filipiny, czy też może odwiedzić jeszcze przedtem Brisbane?
Rodzina aborygeńska w cieniu drzew na pasie między szosami.
Zobaczę, jak się sprawy potoczą. Za daleko, żeby już się na coś decydować. Jak australijska zima da mi porządnie w kość, to polecę rozgrzać się na Palavan. Jeśli zimno będzie do wytrzymania, to coś jeszcze w Australii zwiedzę, bo wiem, że nigdy więcej już tutaj nie będę.
W Katherine dano nam godzinę czasu na zrobienie zakupów
Tak więc w Darwin, z Patrykiem z firmy „Backpackers World Travel” ustaliliśmy wszystko dokładnie i Patryk wszystko na bieżąco mi telefonicznie zarezerwował. Na koniec znowu wszędzie zadzwonił i potwierdził rezerwacje.
Woolworths, to druga po Coles największa sieć sklepów spożywczych w Australii
Część zapłaciłam tego samego dnia (podróże), część następnego, ponieważ karta mi się zatkała. Od razu mówiłam, że ta kwota nie przejdzie, ale Patryk powiedział, ok, Sofia, u nas do 3 tys $ można jednorazowo płacić, a Ty przecież tyle nie masz. Ok, Patryk ale jak widzisz, nie u nas w Polsce. 
Z Darwin jedzie jeden kierowca. Zmiennik przejmuje nas w miasteczku w połowie drogi.
Jak za dużo chce się pobrać, niż wynosi polski limit, lub jak coś innego się naszemu bankowi nie podoba, na przykład miejsce, z którego próbuję pobrać pieniądze, szczególnie kraje, w których działąją hakerzy, a ja w takich bywam niestety (np.Indonezja, Kambodża), natychmiast mi kartę blokują. I jest roblem.
W Transit Center też można załatwić wszystko za jednym zamachem. Autobus, kolej, nocleg.
Niby można dogadywać się z bankiem przez komórkę, ale ja przecież komórki nie mam i wtedy wysyłam alarm do swojego syna i On mi to wszystko odkręca. Marcin nie ma ze mną lekko, bo często w podróży problemy z kartą miewam w bankach  różnych krajów.Na szczęście bankomaty nie połykają mi karty.
Australijskie pejzaże
Było dużo dokumentów na tą moją łączoną podróż i noclegi i Patryk powiedział, że trzeba czasu, aby teraz te wszystkie vouchery wydrukować, skompletować, ponumerować, pozaznaczać co, gdzie i kiedy, żebym się w tym wszystkim potem nie pogubiła, więc i tak muszę następnego dnia przyjść po to, to wtedy dopłacę resztę należności.
Katherina jest mała i płaska, ale ma podobno piękny Park Narodowy
Następnego dnia wróciłam po papiery i opłaciłam noclegi. Przyglądając się pracy Patryka, podziwiałam jego sprawność i kompetencje. Załatwiał wszystko po prostu migiem, cały czas uśmiechnięty, zadowolony, tryskający humorem.A klientką łatwą nie byłam, bo szczątkowo znam angielski.
W telewizji podają aktualne temperatury, które w tym kraju, są bardzo zróżnicowane
Niesamowity człowiek. Moja podróż po Australii od razu stała się łatwa i przyjemna, chociaż nie tania, ale o wiele tańsza niż bym załatwiała to wszystko sama na poszczególnych etapach podróży. Poza tym, Australia, to nie Azja, gdzie można się samemu powłóczyć po bezdrożach. Tu się nigdzie pieszo nie dojdzie. Albo trzeba wynająć samochód, albo dojechać autobusem lub pociągiem.
Co pewien czas zatrzymujemy się i driver wrzuca pocztę do skrzynek przy bramach na prerii
Liczy się też mój komfort psychiczny. Nie muszę się już o nic w podróży  martwić, szukać transportu, wolnych miejsc w hostelach itd. Wyjmuję voucher i czytam, czym teraz jadę, na którą godzinę mam iść na dworzec, do którego hostelu mam się zgłosić i na tym koniec. Żadnych już problemów nie mam.
Często Greyhoundy jadą z taką przyczepką na bagaże, jeśli jedzie dużo pasażerów
W niedzielę wyruszyłam do Alice Springs. Sama jazda autobusem Greyhound jest już przygodą. Oba siedzenia miałam do swojej dyspozycji, więc wygodnie mi się jechało, a potem w nocy, drzemało. 
Kazimierz i Miriam, sympatyczne małżestwo polsko-australijskie
W autobusie poznałam bardzo miłych ludzi, starsze małżeństwo. Polaka imigranta i Australijki. Jechali tylko do Kathrine, pierwszego miasteczka, w którym zatrzymywał się nasz autobus. Szkoda, bo byśmy sobie więcej porozmawiali w czasie tej długiej podróży.
Takie ciężarówki tu jeżdżą. Trzeciej przyczepy nawet nie widać, jest jeszcze przy stacji paliw
W ciągu dnia można oglądać okolicę, ale co tu oglądać w Australii, gdzie bezkres równin ciągnie się setkami kilometrów i można jedynie spotkać na trasie ogromne kolorowe ciężarówki ciągnące po trzy, a nieraz i po cztery wielkie kontenerowe przyczepy.
I takie osobowe. Z przyjemnością bym tak podróżowała, gdybym tylko mogła. Ale nie mogę.
Takie australijskie „tiry” potrafią osiągnąć długość ponad 80m (wiem, bo z ciekawości zmierzyłam stopami na parkingu przydrożnym). Coś takiego minąć zwykłym samochodem na trasie nie jest chyba łatwo. 
Emu
Zauważyłam, że te potwory jeżdżą głównie wieczorami i nocami. Jedne za drugimi. W dzień rzadko spotyka się je na drogach. Ale czasem tak, lecz pojedynczo. Jedno mogę powiedzieć, korków na szosach Australii nie ma.
Ptaki zadomowione w oazach osad ludzkich
Outback, tak tutaj nazywają te tereny. Bezkresne, równe jak stół pola z rzadka porośnięte trawą, krzakami i miniaturowymi drzewkami. Nie znaczy to, że można rozwijać wielką szybkość na szosie. 
Konie i krowy chodzą po całym terenie, gdzie chcą. Jak wracają do domu? instynktem.
Największą dopuszczalną szybkość, jaką widziałam na tablicy przy szosie, było 130 km/godz, jak na autostradzie. Pobocza są szerokie, płaskie, bez rowów, niby jest bezpiecznie, a jednak widziałam kilka krzyży przy drodze.
Takie widoki ciągną się setkami kilometrów
W każdej chwili mogą pod samochód wyskoczyć znienacka kangury, krowy, koń czy inne żywe stworzenie. W newralgicznych punktach ustawione są tablice ostrzegawcze i tablice nakazujące ograniczenie szybkości jazdy. Każdy tutaj przestrzega tych przepisów, chociaż policjanta nie zobaczy się na przestrzeni tysiąca kilometrów.
Tu widziałam kangura, ale wypadł mi z kadru. Źle się robi zdjęcia w czasie jazdy autobusu.
Na płaskim terenie Australii jest jednak kilka pagórków i nawet jedna góra, będąca najwyższą na tym kontynencie (2228 m npm), nazwana Górą Kościuszki przez jego odkrywcę i zdobywcę, Polaka, Pawła Edmunda Strzeleckiego. Tak się głosi oficjalnie.
I tak pośród niczego wyłania się nagle stacja benzynowa i są ludzie.
Wiadomo jednak, że Strzelecki odkrył inną górę, uważając ją za najwyższą i tak ją nazywał, ale ona nią nie była. Gdy w końcu ustalono, że ta jest najwyższa, dla upamiętnienia Polskiego badacza i z szacunku dla jego pracy badawczej, nadano jej nazwę, jaką Strzelecki pragnął  nadać najwyższej górze w Australii. Jednym słowem nie jest to ta góra, którą odkrył Strzelecki.
Fascynują mnie takie widoki na prerii. Kto tam mieszka i właściwie, gdzie?
Samochody i autobusy mają na przodzie zainstalowane żelazne siatki w razie uderzenia w jakieś zwierzę. Mieliśmy taki przypadek wieczorem, że drogę chciał przeskoczyć kangur i zatrzymał się niespodziewanie na środku jezdni oślepiony światłami naszego autobusu. W autobusie wydaliśmy okrzyk przerażenia, a zaraz potem ulgi, gdy kierowca zgrabnie kangura ominął.
Zapada zmrok na Outbacku
Często jednak takie spotkanie zwierzęcia z samochodem ma tragiczne skutki, dla zwierzęcia oczywiście. Szczególnie, gdy spotka się ono z takim ogromnym kontenerowcem, który nie ma możliwości szybkiego hamowania w nagłych przypadkach.
Bar na postoju. To podobno bar z długą tradycją przy tej trasie. Z historią.
Takie zderzenie może być niebezpieczne również dla kierowcy, jeśli jedzie zwykłym osobowym samochodem. Dla kierowców niebezpieczna jest też monotonia jazdy równą i jednostajną krajobrazowo drogą. Można łatwo przysnąć w czasie długiej jazdy w takim terenie.Wprawdzie wmontowane są po bokach "budziki" i łomocą, jak samochód na nie wjedzie i budzą kierowcę.
Galeria obrazów w Barze
Jednak nie zawsze kierowca zdąży wykonać odpowiedni manewr. Widziałam krzyż stojący na skrzyżowaniu dróg. Otóż droga, którą widać po horyzont, krzyżuje się zazwyczaj pod kątem 90o z drugą drogą, której końca nie widać z żadnej strony. Nic po bokach przy tych drogach nie ma. Żadnych osad ludzkich, większych drzew, gór czy skał.
Obrazy i rzeźby
Jedno wielkie nic, krzyżuje się z drugim wielkim nic. To też jest niebezpieczne, bo czasami może jednak pojawić się nagle znikąd ogromna ciężarówka ze swoimi długimi, jak pociąg przyczepami i wtedy miażdży kierowcę mniejszego samochodu, który miał nieszczęście znaleźć się akurat w tym miejscu, w tym momencie. Monotonia jazdy usypia czujność.
Przed Barem aborygeński wojownik
Droga przez australijską  prerię nie jest jakoś specjalnie szeroka, ale jest równa, nie ma wybojów. Po drodze widziałam, że szosy są bardzo poszerzane, jednocześnie w różnych miejscach. Być może budują tu autostradę. Miejsca na to mają bardzo dużo po obu stronach szosy, więc budowa nie koliduje z codziennym użytkowaniem drogi przez samochody.
Przed wojownikiem, tańczące smoki
Praca przy autostradzie w tutejszych warunkach nie jest trudna, bo ziemia równa, jak stół do ping-ponga, żadnych drzew, żadnych budowli, ani nic takiego na przeszkodzie nie stoi. Nie trzeba nic wyburzać, wyrywać, wyrównywać. Wytyczyć jedynie szerokość i ciągnąć budowę.
Takie znaki drogowe można spotkać przy australijskich drogach
Wpatrując się w dal prerii aż po  horyzont, ma się chwilami złudzenie, że widać morze. Skąd tu morze? myślę sobie. Przecież jedziemy w głąb interioru. Potem okazuje się, że to błękit  nieba przedzielony pasmem ciemniejszych chmur, za którym w dali niebo jest znowu błękitne. Tak daleko widać.
Zapadła noc, a my nadal w podróży przez interior australiski
Po drodze nie widać samotnie położonych gospodarstw, ludzkich osad, a jednak duże tereny ziemi są pogrodzone palikami i drutami, z gdzieś w dogodnym miejscu wbudowaną drewnianą bramą, zamkniętą na kłódkę.
Wczesnym rankiem jestem w Alice Springs. Kolorowe papugi żyją tu na wolności.
Od bramy ciągnie się czerwona piaszczysta droga równa, jak drut, ginąc gdzieś na horyzoncie owej własności. Brama znikąd do nikąd, można by powiedzieć. Niczego nie chroni, ale daje sygnał, że teren nie jest bezpański, lecz do kogoś należy
Mój hostel "Haven Resort"
Gdzieś tam muszą się znajdować gospodarstwa rolne, bo widziałam konie, krowy, a nawet barany pasące się swobodnie na prerii. Chodzą, gdzie chcą, tam, gdzie znajdą jedzenie, ale przecież muszą do kogoś należeć, bo to udomowione zwierzęta.
"Haven Resort", stosunkowo tani hostel w Alice Springs
Grodzenie jest podobno stosowane dla ochrony zwierząt, żeby nie wpadały pod samochody, ale prawdą jest, że ogromne tereny ziemi zostały wykupione przez prywatne osoby i różne firmy. Nigdy nie wiadomo, co jeszcze można znaleźć w australijskiej ziemi na outbacku. Kiedyś było tu wiele kopalń złota. Większość z nich jest już nieczynna i niektóre z nich można zwiedzać. Ale istnieją jeszcze działające kopalnie złota w Australii.
Centrum artystyczne Aborygenów
Ziemia Australii kryje w sobie wiele bogactw naturalnych i chociaż złoża złota zostały już nieco wyczerpane, nadal się je wydobywa, jak również diamenty, opale, srebro, tytan, miedź i wiele innych surowców naturalnych. Stąd bierze się bogactwo kraju i jego mieszkańców i dlatego warto kupować tutaj ziemię, na tych bezkresach.
W tym Centrum mają pracownie, gdzie tworzą swoją sztukę
Australia, to wprawdzie najmniejszy na naszej planecie kontynent, ale stanowi jedno zwarte państwo, podczas gdy inne kontynenty skupiają w sobie wiele różnych, nieraz gęsto zaludnionych państw.
Artysta przy pracy i suszące się gotowe już dzieła na płótnie
Obszar Australii wynosi 7,7 mln km2. Nie tak łatwo spenetrować ziemię na tak ogromnym obszarze, biorąc pod uwagę, że kraj ten został przez Holendrów odkryty dopiero w XVII w, gdy cywilizacja na innych kontynentach była już w rozkwicie.
Twórczość Aborygenów
Australia liczy obecnie ponad 20 mln ludności, z czego rdzennych mieszkańców zostało  jedynie 3%. Najwięcej ludzi mieszka w Sydney (4 mln), zaraz za Sydney pod względem zaludnienia (również wielkości miasta) plasuje się Melbourne (3,5 mln), reszta mieszkańców  przypada na wszystkie inne miasta i miejscowości. To pokazuje, jak Australia jest jeszcze ciągle mało zaludnionym kontynentem.
Ulica Alice Springs. Zakazy i nakazy oraz informacje.
Od XVIII w Australię kolonizowali Anglicy i trudno uwierzyć, ale królowa Elżbieta II nadal jest głową państwa Australii! Systematycznie kolonizowane przez Anglików tereny były organizowane w samorządy kolonialne. Potem te samorządy połączyły się i utworzono jeden Związek Australijski, który funkcjonuje do dnia dzisiejszego.
Zielone papużki żyjące na wolności, wyjadają resztki ze stołów na ulicy
Australia posiada własny Rząd, na czele którego stoi Generalny Gubernator Australii reprezentujący Królową. Tytuł Królowej Australii parlament nadał dopiero w 1971r, co świadczy o stosunkowo krótkiej historii Australii w porównaniu z innymi kontynentami i krajami.

Jest ich dużo. Siedzą na gałęziach drzew, jak u nas wróble.
Do Australii należą również niektóre wyspy położone na Oceanie Indyjskim i Oceanie Spokojnym z Tasmanią włącznie. Australia należy do najbogatszych krajów świata. Ma bardzo wysoki wskaźnik rozwoju społecznego, plasuje się zaraz za Norwegią, która taki wskaźnik ma najwyższy na świecie.
Sklepy z wyrobami Aborygenów. Oryginalny kosz na śmieci na chodniku.
Przy określaniu rozwoju społecznego danego państwa, brane są pod uwagę takie kwestie, jak poziom wykształcenia społeczeństwa, jego jakość życia, długość życia jego mieszkańców, swobodę działalności gospodarczej, wolność osobistą i tego rodzaju sprawy. Tylko pozazdrościć.

Dlaczego ten Aborygen siedzi na otwartej przestrzeni, a nie pod drzewem? to rzadki widok.
Nazwa Australii pochodzi z łacińskiej nazwy Terra Australis, co znaczy Ziemia Południowa. Potocznie nazywana jest Oz. Pamiętam taką kreskówkę w telewizji „W krainie OZ” to musiało być o Australii, ale nie wiem, nie śledziłam, bo za duża już byłam na kreskówki. Od dawien dawna podejrzewano, że na południu Ziemi stnieje jakiś kontynent. Dlatego po odkryciu go, nadano mu taką nazwę - Terra Australis.
W tym miejscu stała pierwsza budowla, Old Telephraf. Od niego zaczęło się miasto.
Z ciekawostek australijskich godna uwagi jest na przykład to, że głosowanie w wyborach do Parlamentu jest tutaj obowiązkowe. Wymiganie się od głosowania jest karane grzywną w wysokości 20 $ australijskich. Każdy obywatel ma nie tylko możliwość, ale obowiązek wzięcia udziału w głosowaniu i oddaniu ważnego głosu. Parlamenty w każdym stanie są dwuizbowe.
Świat nie jest znowu taki duży, prawda?
Tak sobie czytając i rozmyślając o Australii, jechałam autobusem Greyhound po jej bezkresach, zbliżając się nieuchronnie do jej środka, w którym położone jest miasto Alice Springs. Po drodze mieliśmy przystanki. 
Biała papuga
Zazwyczaj były to pośród niczego usytuowane  stacje benzynowe, przy każdej z nich funkcjonuje sklep z podstawowymi artykułami, restauracja lub bar, często motel, poczta, zawsze miejsce postoju dla ogromnych ciężarówek. Czasami stoi kilka chat w pobliżu, a czasami nie.
Ulica Alice Springs
Czasu było mniej lub więcej, w zależności, co kierowca zaplanował. Gdy uznał, że powinniśmy zjeść obiad, dawał nam ponad godzinę czasu na jego kupienie i zjedzenie. Gdy w planie było tylko skorzystanie z wc lub kupienie kawy w sklepiku, dawał 15 minut. Palaczom też. 
Architektura kościołów jest w Australii zadziwiająca
Z podziwem patrzyłam na obsługę stacji benzynowych, pracowników moteli i sklepów, że potrafią żyć na co dzień na takim odludziu. Można wpaść w depresję z takiej samotności.
Memoriał Johna Flynna
W Alice Springs bez trudu trafiłam do „Haven Backpackers”, bo trudno w Alice Springs gdziekolwiek nie trafić. Miasto jest płaskie, jak wszystko w Australii, głównie parterowe, chociaż budują tu już wysokie budynki, ale jest ich jeszcze niewiele. Ulice krzyżują się pod kątem prostym, jak kratownica wyrysowana na kartce papieru. Miasto zamieszkuje niewiele ponad 26 tysięcy mieszkańców. Reszta, to turyści.
Drzewa w Alice Springs są większe od domów
Turyści przyjeżdżają tutaj głównie dla obejrzenia Uluru, świętej góry Aborygenów, chociaż leży ona 400 km od miasteczka, ale innego miasta, położonego bliżej góry, niż Alice Springs, tu nie ma. W takim pobliżu (kilkuset kilometrów od miasta) znajdują się również inne ciekawe miejsca do zwiedzania i Parki Narodowe. Miasto więc stoi turystami i z nich głównie czerpie dochody. A zdziera z turystów, ile się da. Za wszystko dosłownie trzeba uiścić sporą opłatę.
Wiele domów ozdobionych malowidłami aborygenskimi
Miasteczko zostało zbudowane dla podróżujących tym szlakiem (na wielbłądach!) pierwszych osadników. Zbudowano tutaj również stację telegraficzną, tuż przy źródłach wody. Rzeka w Alice Springs jest, ale przeważnie wyschnięta. Także po drodze do Alice Springs widziałam kilka wyschniętych koryt rzecznych, nad którymi zbudowane są mosty. Czyli okresowo woda jest.
Deptak w Alice Springs
Znajdujące się w Alice Springs naturalne źródła wody powodowały, że podróżujący z północy kontynentu na południe, chętnie się w tym miejscu zatrzymywali dla odpoczynku swojego i zwierząt oraz dla zaopatrzenie się w wodę pitną na dalszą drogę. Dzięki tym osadnikom na kontynent australijski przybyły i rozmnożyły się wielbłądy.
Centrum Informacji Turystycznej
Ja właśnie jechałam teraz trasą pierwszych osadników, z północy na południe. W 1929r z Adelajdy do Alice Spring dociągnięto linię kolejową „The Ghan”, którą dopiero w 2004r przedłużono do Darwin, gdzie Australia się kończy. Kraj ten nie ma innych sąsiadów, poza morzami go otaczającymi, mimo to były próby podbicia go w drodze wojny (Japończycy).
Zawsze zaczynam zwiedzanie nowego miejsca od wizyty w BIT
W pobliżu Alice Springs (jakkolwiek rozumieć w Australii określenie „w pobliżu”) leży miejscowość Pine Gap, gdzie znajduje się stacja wczesnego ostrzegania, obsługiwana przez armię amerykańską i australijską. Dokładnie tego miejsca się nie określa z oczywistych względów. Ale jest i strzeże.
Przed zabytkowym dworcem kolejowym "The Ghan". Od strony peronu.
Bladym świtem obudziłam się dzięki swojemu budzikowi, ponieważ o 5.oo g. rano osoby jadące na tour, jak tu się w skrócie mówi na taką wycieczkę, miały w kuchni przygotowane śniadanie i zaraz potem podjechał po nas minibus firmy, w której wykupiliśmy 3-dniową wycieczkę. Z tego hostelu jechało nas 3 osoby, jeden chłopak, dziewczyna i ja. Po drodze zbieraliśmy turystów z innych hosteli i hoteli.
Krótka historia budowy linii kolejowej "The Ghan". Zaczęto ją w 1878r!
Było zimno. Wyciągnęłam z bagażu wszystko, co mogło mi dać trochę ciepła. Nałożyłam na siebie warstwowo tiszert, flanelową koszulę, kamizelkę polarową, a na nią jeszcze polarową kurtkę. Sandały zamieniłam na pełne buty. Jeszcze w Darwin kupiłam długie spodnie i skarpety, bo uprzedzono nie, że będzie zimno, ale żeby aż tak? W najgorętszym miejscu na Ziemi? W Alice Springs?
Bardzo długi ten pociąg, że końca nie widać.
Do plecaka spakowałam śpiwór, ręcznik, pareo (skręcone służyło za szalik), piżamę (nie wiem po co, bo nie było możliwości w niej spać) przybory toaletowe i dwie kanapki zrobione przy śniadaniu w stołówce. Dokumenty.
Słynny "The Ghan". Pojadę nim z Adelajde do Melbourne!
Pozostałe rzeczy spakowałam do walizki i torby zakupowej i zostawiłam to wszystko na przechowanie w sejf room w hostelu, do którego przecież wrócę i jeszcze jedną noc tu spędzę, zanim pojadę dalej.
Peron jest tylko jeden, a pociąg kursuje raz na kilka dni
Wycieczka obejmowała Kings Canyon, Kata Tjuta oraz Ayers Rock, od kilku lat zwane ponownie Uluru, czyli tak, jak nazwali ją rdzenni mieszkańcy Australii, Aborygeni. Generalnie to zarówno Kings Canyon, jak i Uluru znajdują się obecnie na terenie Parku Narodowego Kata Tjuta, utworzonym tutaj w 1985r.
Na końcu peronu mieści się takie otwarte muzeum. Część dawnych torów tu jest.
Tego bowiem roku Rząd Australii uznał wreszcie prawo Aborygenów do pewnych terenów, zabranych im wcześniej przez przybyszów z Europy i częściowo zrekompensował straty. Między innymi oddał plemieniu Anangu
Tablice pamiątkowe o Uluru.....
Uluru, będącą dla Aborygenów świętą górą od dawien dawna. Aborygeni Anangu z kolei, już pokojowo i dobrowolnie oddali Rządowi te tereny w dzierżawę na 99 lat, a Rząd objął je ochroną i utworzył tu Park Narodowy.
....o Kata Tjuta
National Park Kata Tjuta obejmuje 1325 km2 i w jego skład wchodzi również Wielki Kanion i  góra Uluru, uważana do niedawna za największy monolit na świecie. Teraz wprowadzono już korekty i wiadomo, że nie jest to ani największy na świecie, ani monolit, ale góra jest nadal imponująca swoim rozmiarem, kształtem i kolorem.
......o ludziach zasłużonych dla tego miejsca
W zależności od kąta padania promieni słonecznych, góra zmienia kolory. Generalnie jest koloru ceglastego, wpadającego w brąz zmieszany z czerwienią. Wschody i zachody słońca nad Uluru pozwalają napawać się tym pięknym i niecodziennym widokiem zmiany światła i kolorów. Góra ma 300 m wysokości, a chcąc ją obejść dookoła, trzeba pokonać 8 km. Niektórzy pokonują tą trasę rowerami przywiezionymi na bagażnikach samochodów.
Wielbłądy z  piaskowca przypominają, że to one przecierały pierwsze ten szlak.
Wejście na teren Uluru kosztuje 25$ australijskich. Podobno te pieniądze idą na pomoc dla Aborygenów. Jeżeli tak jest rzeczywiście, to nie żal pieniędzy, bo ci rdzenni mieszkańcy kontynentu zostali pokrzywdzeni bardzo przez kolonizatorów i białych osadników. Myślę, że tylko część jest im przekazywana
Pokazano i opisano, jak szła karawana wielbłądów.
Niewiele z Aborygenów prowadzi unormowane życie w swoich plemionach. Większość z nich zmarnowała swoje życie, próbując wtopić się w przybyłą z Europy cywilizację, a część wyginęła przez planową działalność białych ludzi, którzy wtargnęli na kontynent i uznali, że wszystko trzeba zmienić na wzór europejski. Również tutejszą ludność.
Pierwsze miasteczko, Ghantown
Aborygeni zamieszkujący tereny sąsiadujące z Uluru proszą, aby ludzie nie wspinali się na ich świętą górę lecz podziwiali ją z ziemi, ale mogą sobie prosić ile chcą, wywieszać plakaty z prośbami, chodzić wokół góry i osobiście upraszać turystów. Ludzi nic nie powstrzyma. Taki kawał drogi przejechali, aby tą górę zobaczyć, zapłacili za wstęp, więc uważają, że mogą na górę wchodzić. Świętości nie uznają, bo nie jest to ich świętość.
Bardzo ciekawie rozpisana historia Alice Springs
Z naszej wycieczki nikt na górę nie wszedł, bo już w czasie podróży, w minibusie określiliśmy się, że uszanujemy prośbę Aborygenów. Spędziliśmy pod górą dużo czasu, oglądaliśmy zachód słońca nad Uluru, robiliśmy mnóstwo zdjęć. Następnego dnia obeszliśmy spory kawałek wokół góry. Nie wszędzie jednak można tam robić zdjęcia.
Telegrafista i pierwsze radio w Alice Springs
Szczególnie jest to zabronione w tak zwanej "części kobiecej" góry. Jedno zdjęcie z zabronionej części mam, ale tylko dlatego, że Victoria zapomniała mi przetłumaczyć, że nie wolno tu robić zdjęć. Gdy to powiedziała, nie robiłam ich więcej, dopiero, gdy powiedziano, że tutaj już można.
Nasz busik z przyczepką, a na niej nasze jedzenie i spanie.
Ze szczytu Uluru idzie w dół lina przywiązana co pewien czas do wbitych w ziemię kijków. Ludzie wspinający się, a jeszcze częściej schodzący z góry, co jest o wiele trudniejsze, trzymają się tej liny. Pomimo to zdarza się wiele wypadków poślizgnięcia się, tracenia równowagi i odpadania od góry. Odnotowano też przypadki śmierci wspinaczy z powodu ataku serca.
Co pewien czas na tej pustyni są miejsca postojowe
Ilość kijków (trekkingowych) wbitych w podłoże góry, to ilość osób, które poniosły śmierć spadając z Uluru. Mówią, że gdy kijki dojdą do podnóża góry, Uluru zostanie definitywnie zamknięta dla turystów. Będzie można podziwiać górę jedynie z ziemi. Aborygeni odetchną z ulgą. Trzeba ofiar, żeby ludzi w końcu zdyscyplinować.
Gdy kijki dojdą na sam dół, wejście na Uluru zostanie zamknięte
Zespół skał Kata Tjuta znajduje się ok. 30 km od Uluru. Jest to wiele skał o przepięknej kolorystyce i zadziwiającej  formacji. Natura ma niewyczerpane zasoby twórcze, naprawdę! Ale swoje tour właściwie zaczęliśmy od Kings Canyon, czyli od Wielkiego Kanionu, a co tam się wydarzyło opiszę w następnym poście.
No proszę! Uluru mam na własnej dłoni, jak czekoladową eklerkę.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz