Patronat medialny



Miło mi poinformować, że moja wyprawa została objęta patronatem medialnym przez portal Link to Polnad www.linktopoland.com

sobota, 11 lipca 2015

Australia - Darwin

Ziemia oglądana z samolotu wygląda interesująco

Samolot z lotniska Makassar miałam o g.9.50 rano. Brałam pod uwagę, że minibus jakiś czas będzie jeszcze czekał na pasażerów, a potem kręcił się po mieście zbierając kolejnych zgłoszonych wcześniej pasażerów z innych hoteli.
Na lotnisku w Denpasar sprzedają krówki "Made in Poland"
Dlatego nastawiłam budzik na 5.30 rano, wypiłam kawę i poszłam z bagażami na przystanek, który na szczęście znajdował się blisko mojego hotelu. Wystarczyło wyjść z wąskiej uliczki na dużą, skręcić w prawo i już widać było  stojący na przystanku autobus. To duża wygoda mieć taki ułatwiony dojazd na lotnisko.
W przegródkach są kontakty do ładowania komórek. Za darmo.
Znowu musiałam przesiadać się w Denpasar na Bali, bo tak tutaj są zorganizowane loty w różne strony świata, że zawsze na Bali trzeba się przesiąść, z odbiorem bagażu i ponownym jego nadaniem. To duży kłopot biorąc pod uwagę restrykcyjne kontrole na lotnisku Denpasar i niejakie kołowanie pasażerów.
Jestem już w Darwin.Australia. Skorzystałam z bankomatu stojącego w rogu i wypiłam kawę. 
Na lotnisku w Denpasar panuje jeszcze taka kuriozalna sytuacja, że nie mogę wózka bagażowego wziąć, żeby położyć na nich plecak i walizkę, bo wszystkie wózki trzymają przy sobie taksówkarze i naganiacze. I owszem, mogą mi go użyczyć, ale gdy zapłacę haracz w jakiejś tam kwocie. Zrezygnowałam i ciągałam się sama z tymi bagażami po lotnisku.
Darwin, Mitchell Street. Pierwszy Hostel do którego weszłam
Ja wiem, że nie można z sobą wnosić z zewnątrz na przykład wody do picia. Ale gdy już bramkę przeszliśmy i znaleźliśmy się w strefie bezcłowej, to myślałam, że mogę kupić co chcę i z tym przejdę. Ale nie na Bali.
Dugi Hostel. W  tym się zatrzymałam
Przy przejściu do gate, już po nadaniu  bagażu głównego, znowu jest kontrola. Zabrali mi kupioną tam wodę, mimo że miałam kwit, gdzie ją kupiłam. Takie traktowanie pasażerów bardzo mnie zniechęca i chętnie bym lotnisko na Bali omijała wielkim łukiem w swoich podróżach. Gdyby tylko się dało.
Kuchnia hostelowa. Kuchenki gazowe, lodówki i półki na suchy prowiant.
Dobrze, że nie kupowałam nic więcej, bo by mi wszystko zabrali. Z Bali wylatywałam po południu, więc gdy dolecieliśmy do Darwin, było już ciemno, bo ciemno robi się tutaj przed g.18.oo. Będzie kłopot, pomyślałam, bo nie mam zabukowanego żadnego hotelu.
Do dyspozycji mamy też na terenie hostelu basen
Ale skoro i tak już jest ciemno, to gorzej już nie będzie. Nie mam co się spieszyć i  mogę spokojnie rozejrzeć się w sytuacji, załatwić sprawy pierwszej potrzeby i wtedy dopiero skupię się na problemie dojazdu do miasta i szukaniu noclegu.
Parę kroków za hostelem jest przystanek minibusu lotniskowego.Świetne rozwiązanie.
Najpierw więc odszukałam punkt „imigracion”, żeby się zameldować ze swoją wizą. Jeszcze w Makassar poprosiłam w jednej z agencji turystycznych o wydrukowanie  jej z pendrive, żeby w Darwin nie było kłopotu z jej okazaniem. Wykonali mi tą usługę grzecznościowo, za darmo.
W małych marketach między półkami z towarem, spożywa się posiłki
Co na papierze jest, to pewniejsze, ale widocznie tylko dla mnie, bo jestem starej daty, jak to się kiedyś o ludziach w moim wieku mówiło. Tutaj zawiodłam się, bo nikt ode mnie nie żądał pokazania wizy, tylko poprosili o paszport i wbili pieczątkę, że wjechałam na ich terytorium w tym dniu. W paszporcie wizy nie miałam, bo przecież załatwiałam ją drogą internetową.
Między proszkami do prania, a zimnymi napojami przysiadłam na kawę i przejrzałam mapki miasta
Być może mieli ją już w internecie odnotowaną i gdy zeskanowali mój numer paszportu, ta wiza im się ukazała? Nie wiem. Świat poszedł do przodu i istnieją różne dziwne wynalazki. Skoro nie musiałam pokazywać wizy, to odebrałam swój bagaż i przeszłam do głównego holu.
Darwin, mimo że nie jest stanem, ma swój odrębny Parlament
Tu znowu musiałam przejść kontrolę bagażu. Australijczycy kontrolują dokładnie, co się do nich wwozi. Nie byłam tym zachwycona, ponieważ strażniczka bardzo skrupulatnie przejrzała zawartość mojej walizki, każdej niemal rzeczy dotykając, biorąc w rękę, oglądając, odkładając i coś tam mrucząc pod nosem, czego nie rozumiałam.
Po przeciwnej stronie ulicy moją uwagę przyciągnął kościół o niekonwencjonalnej architekturze
Zrobiła mi totalny bałagan w walizce, w której z taką pieczołowitością wszystko układałam przed wyjazdem, żeby się pomieściło. Teraz nic już nie chciało się zmieścić. Połowa rzeczy została na stole. Musiałam przełożyć rzeczy na dywan pod ścianą i zacząć układać wszystko od początku. Taki sam bałagan zrobiła z moim plecakiem.
To odbudowana Katedra-Pomnik. Cyklon Tracy w 1974r całkowicie zniszczył poprzedni kociół
Myślałam już, że się na mnie uwzięła, że podejrzewa mnie o jakiś większy przemyt, przynależność do jakiejś grupy terrorystycznej, czy coś w tym rodzaju, ale potem zobaczyłam, że sprawdzają tak każdego. Byłam zaskoczona. O wizę, to się nawet nie zapytali, ale po moich bagażach przelecieli, jak tsunami.
Weszłam odpocząć, posłuchać kto tak pięknie gra i wpisałam się do księgi pamiątkowej
Przyczepiła się jedynie do suvenirów, które kupiłam na lotnisku Bali. Przedstawiały balijskich tancerzy. To trzeba wpisać w ankiecie, powiedziała. To? Zdziwiłam się, przecież to duperele, suveniry masowo sprzedawane w każdym miejscu.
W parkach i na ulicach można spotkać egzotyczne ptaki
Ale trzeba wpisać, upierała się strażniczka, bo przedstawiają narodowe symbole państwa indonezyjskiego. O rany! Nie ma za to opłaty, dodała pocieszająco. No, ja myślę, skomentowałam, bo inaczej wyrzuciłabym je tutaj do kosza.
Aborygeni przesiadują całymi dniami w cieniu drzew
Wpisałam i poszłam od początku pakować bagaże. Robota głupiego. Nie spieszyłam się, chcąc przeczekać ten największy napór taksówkarzy i naganiaczy hotelowych, głównie drogich hoteli, ma się rozumieć.
Miasto jest dobrze oznakowane. Poszłam na spacer Travellers Walk
Nikt nie stoi przecież na lotnisku, żeby zaoferować backpackersom tanie noclegi. Wręcz odwrotnie, nawet ci opłacani przez Hiltona będą próbowali wmawiać podróżnym, że u nich to są najlepsze i najtańsze pokoje i nie ma czego dalej szukać.
Ruiny dawnego Town Hall
Najlepiej takich pomagierów omijać, przeczekać i potem popytać tu i ówdzie. Miałam kilka nazw hosteli spisanych z internetu na kartce i do nich chciałam się jakoś dostać.
Z Ryszardem porozmawiałam o Polsce. Pochodzi ze Lwowa. Mama nauczyła go mówić po polsku.
Najpierw jednak musiałam wyjąć pieniądze z bankomatu, żeby mieć czym zapłacić za dojazd do miasta. Chciałam też coś zjeść, bo w tych tanich liniach lotniczych, typu Lion czy Air Asia, nie karmią pasażerów.
Przystanki autobusowe. Ulice zacienione, więc upał na spacerze nie dokucza
Gdy jednak zobaczyłam ceny w barze, lekko zakręciło mi się w głowie i zrezygnowałam z tego pomysłu. Pomyślałam, że to ceny lotniskowe. W mieście z pewnością będzie taniej, pocieszałam się. Nie było.
Z takimi informacjami można swobodnie samemu zwiedzać miasto
Odszukałam punkt informacji i dowiedziałam się skąd odjeżdża autobus do miasta i że bilet kupuje się u kierowcy. To dobrze. Thank you, thank you, odpowiadałam uprzejmie  na prawo i lewo nagabującym mnie taksówkarzom i sunęłam z tą swoją kaleką walizką  prosto do miejsca, gdzie powinien stać lub lada moment przyjechać minibus do City.
No, to zwiedzam
Nie czekałam nawet dziesięciu minut, gdy nadjechał. Poprosiłam kierowcę, aby wysadził mnie na takiej ulicy, gdzie będę miała blisko do tanich hosteli i pokazałam mu kartkę z ich nazwami. Kierowca powiedział, ok i dokładnie mnie tam zawiózł.
Na każdym dzwonie ptak. Tutaj biała kakadu, jaką widziałam żywą w parku
To ulica Michell. Bardzo popularna wśród turystów plecakowych. Hosteli i hoteli tu dużo po jednej i po drugiej stronie ulicy. Gdy brak miejsc lub cena nie odpowiada, łatwiej przejść z bagażami od jednego do drugiego hotelu, bez potrzeby szukania następnego środka transportu i konieczności uiszczania następnej opłaty.
Civic Centre. Centrum administracyjno-kulturalne miasta.
Dla mnie to ważne, bo przy transporcie bagażowi urwali mi rączkę od walizki i mam kłopot z toczeniem jej po ulicy. Plastikowa, która znajduje się przy szynach do ciągnięcia walizki, już wcześniej pękła i polepiona jest taśmą izolacyjną, co nie poprawia zbytnio sytuacji.
Takim wozem bojowym można wybrać się na wycieczkę po mieście i dalej
Pcham ją w pozycji pochylonej, co nie jest łatwe i mnie wkurza, ponieważ na plecach mam dodatkowo ciężki plecak. Dlatego chcę mieć jak najmniejszy kontakt bezpośredni z tą walizką. Nie lubię zbyt długo z nią spacerować po ulicach.
U tych sympatycznych Australijczyków kupuje się bilet na wycieczkę wojskowym wozem. 
Na ulicy panował niesamowity gwar. To specyfika typowo turystycznych miejsc, gdzie wieczorami rozstawiane są na ulicach stoliki barowe i restauracyjne, przy których jedzą, piją i bawią się wspólnie turyści z różnych krajów. W Darwin, odwrotnie niż w Makassar, jest dużo turystów. Nie ma tu zakazu sprzedawania i spożywania piwa, jak w islamskim Makassar.
Centrum Informacji Turystycznej w Darwin. Dawniej w tym budynku był Bank Australijski
Po ciężkim dniu zwiedzania, nurkowania lub opalania się na plaży, turyści oblegają wieczorami uliczne bary, żeby wesoło spędzić resztę dnia. Niektórzy kończą taką zabawę nawet dnia następnego o świcie. Współlokatorka mojego pokoju zjawiła się kiedyś po takiej balandze przed 12.oo w południe następnego dnia. Różne są potrzeby ludzi. Każdy żyje po swojemu.
Nigdzie nie widziałam takiego tłoku w CIT, jak w Darwin. Po info ustawiały się długie kolejki.
Weszłam do Hostelu „Chilii”, ale tam mieli dla mnie miejsce jedynie w pokoju mix, czyli kobiety razem z mężczyznami. To jest dla mnie problem, powiedziałam i zrobiłam taką minę, że recepcjonista od razu zaproponował mi drugi hostel z tej samej sieci. Wyszedł ze mną na ulicę i podprowadził do miejsca, skąd już go było widać.
Aborygeni snują się po mieście, ale najczęściej przesiadują pod ogromnymi drzewami
W „Youth Shack” dostałam łóżko w czteroosobowym pokoju kobiecym. Tylko jedno było wolne na górze, więc nie miałam wyboru, ale dobre i to, bo noc już zapadła. Najtańszy nocleg w takim hostelu, to 32 $ australijskie.
Bardzo dużo, dosłownie na każdym kroku przypominają o nieszczęściach, jakie dotknęły Darwin
O private room trzeba w Australii zapomnieć, zaczynają się od 100 $ za noc. W hostelu!  Dolar australijski to polskie 3 zł. Skończyły się ceny azjatyckie i chociaż tam też już wszystko podrożało od pewnego czasu, to jednak Australia bije nawet Singapur w temacie cen.
Zespół budynków dawnego teatru w Darwin
Pokój był mały, dwa piętrowe łóżka po bokach dla czterech osób plus cztery razy po kilka sztuk bagaży od osoby i pokój był cały zatarasowany. Do łazienki i toalet trzeba wyjść na zewnątrz i iść długim korytarzem na sam jego koniec.
Dawna kasa biletowa teatru
Nie było internetu, radzili chodzić z laptopem na drugą stronę ulicy do kawiarni, ale tam trzeba coś konsumować, aby godzinami siedzieć przy swoim laptopie. Ciężka sprawa. Mimo to spałam tam trzy noce, bo nic nie mogłam lepszego znaleźć (czyt. tańszego). Po powrocie z rekonesansu, codziennie prosiłam w recepcji o przedłużenie pobytu o następną noc.
Stary sprzęt. Zdjęcia pokazują, jak pierwotnie ten teatr wyglądał.
Należy też wiedzieć, że gdy przyjeżdża się do hostelu wieczorem, trzeba za noclegi zapłacić z góry i gotówką. W dzień można zapłacić kartą, wieczorem urządzenie do płacenia kartą jest wyłączone. To samo w weekendy. W Australii! Kto by pomyślał!
Stare fotografie ludzi związanych z tym teatrem
Dopóki się nie zapłaci, nie dostanie się klucza do pokoju, a właściwie takiej karty z zakodowaną datą ważności, za którą wpłaca się kaucję 20 $ gotówką, zwrotną przy opuszczaniu hostelu. Ciągle tu trzeba trzymać się za portfel. Nie mają adapterów do wtyczek elektrycznych, chociaż wymyślili wejścia do kontaktów zupełnie inne, niż są w Europie, Ameryce i Azji. To trzy płaskie blaszki, a górne dwie skośnie ustawione do siebie. Skośnie!
Ciekawostki z tamtych lat
W Stanach Zjednoczonych adaptery do ich kontaktów można było pożyczyć w hostelu lub kupić w każdym sklepie. W Azji wszędzie można je kupić, nawet na straganie ulicznym. W Darwin nogi zeszłam po kolana, żeby taki adapter gdzieś kupć. Przez kilka dni sprzęt czekał na naładowanie. Wszystkie trzy baterie do aparatu fotograficznego były wyczerpane.
Ta pani wyraźnie kogoś znajomego szuka na tym archiwalnym zdjęciu
W hostelu jest wspólna kuchnia, w niej kilka kuchenek gazowych, lodówki, stoły do samodzielnego przyrządzania potraw, ale nie mogłam znaleźć talerzy i sztućców. Zapytałam turystę gotującego sobie obiad, skąd ma te rzeczy. Otóż, o to również trzeba poprosić w recepcji. Płaci się 10 $ kaucji gotówką i pan wręcza jeden talerz płytki, miseczkę do zupy, kubek, nóż, łyżkę, widelec i łyżeczkę. Jak nie potłuczemy i nie pogubimy tego wszystkiego, to po zdaniu naczyń zwrócą nam te 10 $.
Może na tej fotografii z lat 30-tych ubiegłego wieku, odnalazła swojego przodka?
Ale gdzie to trzymać, skoro w pokoju nie ma żadnego stołu, ani nawet półki? Zostawić w kuchni, w przegródce na reklamówkę z jedzeniem? Gdy ktoś coś potłucze, to sobie spokojnie z takiej półki weźmie, wymieni i odda w recepcji, jak swoje, żeby odzyskać kaucję.
Przyjemnie w tym teatralnym patio i internet jest free
Trzymałyśmy to w pokoju, każda w rogu swojego łóżka. No, z talerzami to ja jeszcze nigdzie nie spałam. Ciągle zdobywam nowe doświadczenia. Przy przewracaniu się z boku na bok talerze brzęczały. Dobre rozwiązanie mieli natomiast w tym hostelu z wrzątkiem.
W każdy kąt miasta trafi się w Darwin, tak dobrze jest wszystko oznakowane
Nie było czajników stawianych na gazie, ani elektrycznych, lecz na ścianie zainstalowano duży pojemnik elektryczny, w którym zawsze była gotująca się woda. Podstawia się tylko kubek z nasypaną kawą i przyciska kranik. Wrzątek jest darmowy i przez całą dobę dostępny.
Cały czas jestem na terenie dawnego studia teatralno-filmowego, bo jest tu bardzo miło
Wraz z kartą wejścia wręczają poduszkę i dwa prześcieradła. Ręczniki trzeba mieć swoje. Dziwne jest to, że recepcja pracuje tylko do godziny 20.oo, w niektórych hostelach o dwie godziny dłużej, ale gdy ktoś zjawi się tutaj nocą, nie wejdzie do hostelu, musi doczekać gdzieś do rana.
Informacja o pierwszym filmie wyświetlonym w tym teatrze w 1933r
Na drzwiach wisi  kartka z numerem telefonu gościa, który w razie potrzeby przyjedzie w nocy do hostelu przyjąć turystę, ale to chyba dotyczy tylko australijskich turystów, bo zazwyczaj ktoś przybywający z innego kraju nie zdąży jeszcze kupić miejscowej karty telefonicznej, żeby z telefonu tutaj skorzystać. Dobre sobie, a jak ma zadzwonić ktoś taki, jak ja, co nie ma telefonu, bo i tak się przez niego nie rozmówi w obcym języku?
Hostel, gdzie wynajmują pokoje dla ludzi przyjeżdżających do Darwin za pracą.
Zresztą nie wiem, może telefony jakoś tu inaczej działają, bez tej karty? nie używam telefonu, więc brak mi wiedzy na ten temat. Ja muszę mieć kontakt face to face, żeby coś załatwić. Uzależnianie załatwienia sprawy jedynie przez telefon, wymusza na ludziach konieczność jego zakupu.  Pięknie ten świat jest zorgsnizowany! Nie masz telefonu komórkowego i komputera, nie istniejesz dla nikogo.
To bardzo dobre miejsce noclegowe dla imigrantów, bo taniej, niż w zwykłym hostelu.
Miałam to szczęście, że ktoś inny prosił o hostel i pracownik przyjechał i otworzył recepcję, więc przy okazji się załapałam. W innym przypadku zostałabym na noc na ulicy. Na ulicy śpią na ławkach i pod drzewami pijani Aborygeni. Smutne to. Są wyrugowani z własnej ziemi i wyobcowani. Biali zapanowali nad wszystkim i nad wszystkimi na tym Świecie.
Ceny za korzystanie z internetu w kafejkach internetowych. Drogo. (trzeba pomnożyć x 3).
Czy są już tutaj Chińczycy? Zainteresowałam się następnego dnia w rozmowie z pewną sympatyczną Australijką. Trochę ich tu jest, ale niewiele. Sporo przyjeżdża do Australii turystycznie. Żeby zrobić rozeznanie terenu i ocenić możliwości przejęcia pewnych gałęzi gospodarki, pomyślałam natychmiast złośliwie. Jak w USA. Kiedyś mówili, że cały biznes na świecie jest w rękach Żydów. Teraz to się zmieniło i jest on w rękach Chińczyków.
Park Miejski. Darwin całe tonie w zieleni. Jakby miasto zbudowano w parku.
Australia w weekendy pustoszeje. Nic w soboty i niedziele nie działa, nikt nie pracuje. Banki i sklepy pozamykane, recepcje nieczynne, większość barów i restauracji zamknięta, o marketach już nie wspominając. Otwarte są tylko niektóre, dyżurujące lokale. To by się niektórym naszym politykom spodobało. Australia weekenduje, wyludnia się, odpoczywa.
W Darwin jeżdżą miejskie autobusy. Ruch na ulicach jest tylko tam, gdzie są turyści
Takie coś, to ja pamiętam z Polski z lat 60-tych. Też w miastach polskich było pusto i głucho w niedziele. Zimą ulice pustoszały, a latem ludzie spacerowali i tylko lody lub słodką watę od ulicznego sprzedawcy mogli kupić. Pracowały restauracje, lecz wówczas nie było mody i możliwości finansowych, aby do nich chodzić.
Jest przyjemnie i wygodnie. Ulice są naturalnie ocienione i wszędzie stoją ławeczki
Do restauracji chodzili wybrańcy losu, mający pieniądze, co było rzadkim zjawiskiem wśród społeczeństwa. Czasami działał cyrk, ale cyrk, to my mieliśmy właściwie w tamtych czasach na co dzień, więc zainteresowanie było mniejsze. Rodziny z dziećmi chodzili na karuzelę. Tam wszystko wirowało i była muzyka. Zabawa była po pachy.
Dawny Hotel Victoria
Australijczycy wypoczywają głównie poza miastem. Wsiadają w swoje terenowe samochody lub campy i z całą rodziną wyjeżdżają w plener, a mają gdzie, oj mają! Bardzo tu dbają o przyrodę, o naturalne środowisko. Dużo jest Parków Narodowych objętych ochroną.
Wszystko tu jest odbudowane, bo najpierw wojna, potem tajfun niszczyły miasto
Wszystko jest tak zagospodarowane, aby ludzie mieli wygodę i naprawdę wypoczywali i regenerowali siły. W Parkach Narodowych mają zapewnione różnego rodzaju noclegi w domkach z podcieniami na swoje samochody lub w namiotach. Mają do dyspozycji też pola campingowe dla swoich przyczep, co tu jest częstym sposobem na tanie  podróżowanie po kraju. Są samowystarczalni. Nie płacą za noclegi, tylko za miejsce dla campa. Sami gotują.
Takim autobusem również można zwiedzać miasto i okolicę
Z Darwin nieco ponad 100 km mają na przykład do Litchwield Nations Park, w którym oprócz tworów przyrody, jak wodospady, magnetyczne kopce ogromnych termitów, rzeki na spływy kajakowe, mają również ścieżki dla piechurów, pola golfowe, tarasy widokowe, pola namiotowe i inne niezbędne dla wygody urządzenia. Pełen relaks! 100 km dla Australijczyka, to jak dla nas rzut kamieniem.
Parkiem idę nad morze
Niektórzy weekendują na swoich lub na wypożyczonych kutrach lub innych łódkach na morzu lub na pobliskich wysepkach. Wszystko zależy od ulubionego sposobu wypoczynku i od zasobów finansowych. Jedno jest oczywiste, nikt w Australii w weekend nie pracuje. (poza dyżurującymi na zmianę pojedynczymi sklepami i pewnymi służbami)
Darwin otoczone jest morzem, ale nie można się tutaj kąpać
Z Darwin też jeździ się do Alice Springs, a stamtąd na Uluru, Świętej Góry Aborygenów i na wielki Kanion. Ja właśnie sobie taką trasę zaplanowałam, aby te najważniejsze i charakterystyczne dla Australii rzeczy zobaczyć, ale nie jest to tania przyjemność.
Policja ominęła mnie szerokim łukiem, bo to ścieżka dla pieszych, więc ja jestem na prawie.
A to dlatego, że odległości są tu wszędzie ogromne i transport drogi. Alice Spirings leży niemal w samym środku kontynentu australijskiego i jest podobno najgorętszym miejscem w Australii. Mają tam rzekę Todd River, która większość roku ma wyschnięte koryto, ale znajdują się tam źródła wody, które kiedyś nazwano Alice i stąd pochodzi nazwa miasta. (Od imienia żony jednego z ważnych wówczas ludzi).
W morzu są niebezpieczne meduzy i słonowodne krokodyle
Mówi się, że do Alice Springs jeździ się, aby zobaczyć w pobliżu położoną górę Uluru, a przecież ta góra od miasta leży w odległości 400 km ! Jak na  australijskie warunki geograficzne, to jest już blisko. Poczucie odległości jest tu całkowicie inne, niż w Polsce.
Taras widokowy na morze
Chciałam tam pojechać koleją, bo to wygodniej niż autobusem i więcej można po drodze zobaczyć. Wybrałam się więc w Darwin na poszukiwanie stacji kolejowej, skąd jeżdżą pociągi do Alice Springs. Wiedziałam, że Darwin na pewno ma kolej, bo wyczytałam w internecie, że linię kolejową dociągnięto tutaj w 2002r (dopiero!), a nikt nie potrafił mi powiedzieć, gdzie znajduje się stacja kolejowa.
W Darwin nad zatoką są piękne zachody słońca, można je oglądać z Esplanade Street
Większość informacji wyczytałam już tutaj na miejscu, w dobrze opracowanym informatorze kieszonkowym dla backpackersów „Safari Pete,s Ultimate Guide Backpackking Australia” i o tej kolei „The Ghan” też tam było i o autobusach dalekobieżnych „Greyhound” również.
Tutaj załatwiałam wszystko związane z moim dalszym zwiedzaniem Australii
Trafiłam w końcu do agencji turystycznej „Backpackers World Travel” reklamującej się „mówimy w Twoim języku”. Weszłam i pytam, kto tutaj mówi po polsku. Nikt. To dlaczego napisaliście na szybie, że mówicie w moim języku? Śmieliśmy się wszyscy z tego reklamowego myku i atmosfera zrobiła się natychmiast bardzo luźna i przyjazna. Naprawdę starali się mi pomóc i poświęcili na to sporo czasu.
Głównie będę podróżowała autobusem z tą firmą, ale również pociągiem.
Otóż stacja kolejowa mieści się ponad 30 km od miasta. Do pewnego momentu można tam dojechać autobusem, ale od pętli autobusowej trzeba wziąć taksówkę na pozostałe 12 km. Pokazali mi to dokładnie na mapie. To już nie dla mnie takie numery. Musiałam znaleźć inną opcję.
Morze w czasie przypływu
Cóż to za pomysł, żeby zbudować stację gdzieś w polu bez zapewnienia dojazdu jakimś autobusem, jak to zrobił Aiport? Może oni nie dokończyli jeszcze tej budowy linii kolejowej?
Z godzinę żeśmy rozmawiali, rozpisywali, porównywali, obliczali, czego nie będę już tutaj opisywała, aby nie przynudzać, wynik ostatecznie był taki: 
Okręt w okienku
Mogę kupić jeden łączony bilet, ważny przez dwa miesiące. Przez te dwa miesiące mogę sobie jeździć i zwiedzać interesujące mnie miejsca i zostawać w nich, jak długo zechcę, ale tak, żeby nie przekroczyć  terminu przybycia do Sydney, gdzie moja trasa się kończy.
Miejsce do obserwowania zatoki
Obmyślona przeze mnie trasa wyszła najkorzystniej w ten sposób, żeby z Darwin jechać autobusem „Greyhound” do Alice Springs. Tam organizuję sobie lokalny transport na Uluru i Wielki Kanion. Wracam do Alice Springs, skąd pociągiem „The Ghan” jadę do Adelajdy. Z Adelajdy do Melbourne również tym pociągiem, a z Melbourne autobusem „Greyhound” podążam do Sydney.
Podoba mi się w Darwin
A to dlatego, że z Melbourne trzeba by się wracać do Adelajdy, żeby znowu złapać pociąg „The Ghan”, więc to jest strata czasu i pieniędzy. Na to wszystko mam jeden bilet łączony. W miejscach, w których się zatrzymuję na kilka dni, uzgadniam dzień wyjazdu, ponieważ pociągi nie jeżdżą każdego dnia, a w autobusie muszą zarezerwować mi miejsce a określony termin. Cena za całość wynosi 800 $ Au.
To był cypelek obronny dla miasta
Jadąc tylko do Alice Springs, potem podróżując dalej etapami i na każdym etapie podróży kupując następne bilety, wychodzi dużo drożej, więc to nie jest taki zły pomysł z tym biletem łączonym. W Australii mogę zostać trzy miesiące. Jestem już tutaj drugi tydzień, więc muszę szybko podjąć decyzję.Czas tak szybko leci!
Opisano to na tablicy
Jest drogo, ale ja tutaj już jestem, tak daleko od domu, pierwszy i ostatni raz w życiu, więc muszę wykorzystać czas tak, aby zobaczyć, co najważniejsze. Dla mnie najważniejsze są te właśnie miejsca, które wybrałam sobie na trasę podróży po tym kontynencie. Najlepiej zwiedzać Australię wynajętym samochodem, camperem, ale ja nie mam takiej możliwości.
Miejski szlak zwiedzania prowadzi też do starych, pięknych domów
Dylemat polega na tym, czy finansowo wytrzymam? Trzeba jeszcze gdzieś nocować i coś jeść. Część noclegów mam w autobusie i pociągu, ponieważ niektóre odcinki podróży będziemy pokonywali przez dwa dni, ale większość noclegów muszę spędzić w hostelach.
W takim domu jest przyjemnie mieszkać i  w dzisiejszych czasach
Muszę to wszystko dokładnie przeanalizować. Umówiłam się z Patrykiem, który mnie obsługiwał, że przyjdę do niego w  piątek i sfinalizujemy sprawę. W weekend przecież nie pracują, a ja muszę wyjechać w niedzielę. Autobusy na szczęście w weekendy kursują.
Instalacja na skwerku
Znalazłam tańszy hostel pod nazwą „The Salvation Army” na Michell 49 Street. Nazwa brzmi bojowo, ale oferują miejsca noclegowe po 22 $ za noc. Była to niedziela i nikt z decydujących nie pracował, recepcja zamknięta, a dyżurujący człowiek powiedział, abym przyszła w poniedziałek rano. Od g.8.oo będzie już menager i z pewnością dostanę tu noclegi, bo są wolne miejsca pokojach.
Ostatecznie zamieszkałam w hostelu  "Darwin YHA".
W poniedziałek, to ja do g.10.oo muszę już opuścić swój dotychczasowy hostel wraz ze swoimi bagażami, a polegać na słowach dyżurującego człowieka, to pewne ryzyko. Odwiedziłam jeszcze inne hostele, lecz wszędzie ten sam problem. Niedziela, nikt kto podejmuje decyzje, nie pracuje. Australia odpoczywa po trudach tygodnia.
Gdy w końcu udało mi się kupić adapter, podłączyłam do ładowania wszystko  na raz
Następnego dnia wstałam rano, odniosłam talerze i sztućce, odebrałam kaucję, powiedziałam, że bagaże zabiorę przed g.10.oo i wtedy zdam kartę-key, po czym poszłam do tego Salvation Army.Nie zaryzykowałam, aby od razu iść tam z bagażami. I bardzo dobrze.
Podróż po Australii czymś takim, to najlepsza opcja i najtańsza. Moje marzenie nie do spełnienia
Miejsca nie dostałam, ponieważ dyżurujący człowiek zapomniał mi powiedzieć, że to jest hotel nie dla turystów, tylko dla ludzi przyjeżdżających tutaj do pracy, którzy wynajmują te pokoje na 3, 6 miesięcy lub rok. To work? Or holiday? Zapytał na wstępie menager. Holiday, odpowiedziałam zgodnie z prawdą i po sprawie i po hotelu.
Legitymację członka YHA dostałam w USA.  Mam 10% zniżki w ich hostelach na całym świecie.
Poszłam dalej ulicą Michell i zobaczyłam Hostel YHA. Pulchny pan bez uśmiechu, ale też bez problemu dał mi miejsce w kobiecym pokoju sześcioosobowym za 35 $/noc. Zamiast obtanić, zwiększyłam koszt noclegu o 3 $. Tak ja potrafię robić interesy. Ale potem byłam zadowolona.
Niektóre zabytkowe domy otworzono dla publiczności
Pokój duży, przestronny, w ogóle nie czuje się tłoku, jak w poprzednim, mimo że o jedno piętrowe łóżko jest tu więcej. W pokoju jest lodówka, wieszaki, nad każdym łóżkiem po dwa kontakty, łazienka na miejscu, tylko dla lokatorów tego pokoju. Jest Internet !
W niektórych funkcjonują sklepy z pamiątkami
Z internetem to jest tak, że bezpłatne Wi-Fi jest dostępne w recepcji i sali telewizyjnej na hasło kakadu, a gdy się chce mieć w pokoju, trzeba zapłacić  10$ za trzy dni lub 15 $ za tydzień. No to sobie pomyślałam, że będę korzystała z tego bezpłatnego, ale się nie dało.
Wszystkie wyroby autentycznie wykonane są przez Aborygenów
W sali telewizyjnej tłoczno wieczorami, bo jakieś mecze się odbywają. Ja pracuję wieczorami, bo w dzień zwiedzam. W recepcji ciągły ruch turystów, tylko drzwi furkoczą bez przerwy i walizki się wtaczają lub wytaczają, nie można się skupić.
To jest dom dawnej aborygenskiej rodziny
Wróciłam do pulchnego pana, który się nigdy nie uśmiecha i powiedziałam, że ja jednak poproszę o ten internet do pokoju. Na tydzień. Na hasło kakadu? upewniłam się. Pulchny pan bez uśmiechu powiedział, że kakadu dotyczy Wi-Fi, a ja dostanę własną kartę i kod dostępu. Internet działa bezproblemowo w moim pokoju i w patio. Wreszcie!
Sypialnia. Dom ma piękne okna i zewnętrzne żaluzje drewniane
W kuchni tutaj również są półki na suchy prowiant, duże przeszklone lodówki oraz kuchenki gazowe. Wodę na kawę i herbatę gotuje się w czajnikach elektrycznych. Na otwartych półkach nad stołami stoją różne talerze i kubki, a w pojemnikach sztućce. Nie trzeba za naczynia płacić tutaj kaucji, ani z nimi spać. Na terenie hostelu mamy basen i leżaki.
Tu był salonik
Kilka godzin dziennie pracują na terenie hostelu wolontariusze ubrani w zielone firmowe koszulki. Sprzątnęli na tych półkach w kuchni i każdą reklamówkę lub torbę-lodówkę włożyli w osobny plastikowy pojemnik pasujący akurat w otwór przegrody. Wyszorowali lodówki, stoły i zlewy. Nasze pokoje i łazienki sprzątane są codziennie przez zatrudnionych młodych mężczyzn, nie jak to było w innych hostelach, przez kobiety imigrantki. Wszędzie jest czysto.
W patio można usiąść, wypić kawę oraz zjeść ciasteczko
Dużo turystów zakupiło w pobliskim markecie „Celes” torby-lodówki na swoją żywność. Wszystkie takie same, niebieskie w podłużne białe paski. Będąc w sklepie zobaczyłam, że są tam różne torby-lodówki, ale najtańsze, za 3,50 $ (tyle co puszka najtańszego piwa) są właśnie te niebieskie w białe paski. Kupiłam czerwoną mini torbę-lodówkę (po złożeniu w kieszeń się zmieści) za 2,50 $, żeby móc przechować wędlinę i piwo i nie kupować codziennie.
Dom stoi przy dużej nowoczesnej ulicy
Pulchny pan, co się nigdy nie uśmiecha zarządził, żeby na tych torbach - lodówkach przyklejać kartki z nazwiskiem i numerem pokoju. Położył na kontuarze cały rulon samoprzylepnych kartek i każdy je wypisuje i przylepia. O 22.oo recepcja kończy pracę i jest zamykana, ale że przez recepcję się wchodzi na teren hostelu, każdy ma podany  kod, którym otwiera sobie drzwi, gdy później wraca z miasta. Ja już go nie pamiętam.
W całym mieście rosną ogromne drzewa
Właśnie zdążyłam się usadowić na łóżku, aby popisać trochę do bloga, gdy do pokoju wpadły z impetem Chinki. Rzeczywiście już tu są i penetrują teren. Jak zwykle podróżują stadami i robią wiele hałasu wokół siebie.
W każdym kraju i w każdym mieście znajdzie się zawsze powód do protestu
Dotychczas mieszkałam w Darwin z Niemkami, Angielkami, Finkami, które niemal na palcach chodziły, aby innym nie przeszkadzać, a w nocy latarką lub światłem z komórki sobie świeciły, aby nie budzić współlokatorek. Teraz już tak nie będzie.
Zabytkowa studnia w parku
Trafiła się tylko jedna Australijka, która całą noc urzędowała gdzieś tam, a nad ranem wracała z butelkami na swoje górne łóżko i ciągle jej się coś na sąsiadkę z dołu z tych butelek wylewało. Ale Australijka zniknęła nie wiadomo kiedy. Jej miejsce zajęła również Chinka. Została jedynie Angielka, ale jakaś taka wypłoszona jest i milczy.
Zaopatrzenie sklepów jest bardzo dobre. To już nie szajs azjatycki, a markowe artykuły.
Do Chinek przychodzą inne Chinki z sąsiednich rooms i robią niesamowity rozgardiasz i taki hałas w swoim języku, że już własnych myśli nie słyszę. Dopadły mnie nawet w Australii. Późnym wieczorem, uniosłam głowę z nad laptopa, bo Angielka ciągle stała na środku pokoju. Coś jest nie tak, wyczułam i zapytałam w czym problem, że tak stoi.
Dużo tablic w różnych miejscach, opowiadających historię miasta Darwin
Stoi, bo bardzo ma potrzebę do łazienki, a Chinka nie opuszcza łazienki już od godziny. No cóż, Chinki zawsze się tak zachowują. Niech zapuka i trochę ją ponagli, poradziłam. Chinki wszędzie czują się panami świata i uważają, że wszyscy powinni się do nich dostosować. I tak właśnie stało się u nas od chwili, kiedy zajęły łóżka w naszym pokoju.
Nie można przejść, aby nie sfotografować tego miejsca, tak tutaj ładnie
Zaraz zaczną robić te swoje śmierdzące zupki, a ich mężczyźni bez skrępowania będą przychodzić do kobiecego pokoju w odwiedziny do swoich dam. Tak to już z Chińczykami jest. W każdym razie ja na takich głównie trafiam.  Rozmawiają głośno bez względu na późną nocną godzinę, ale gdy one chcą spać, gaszą natychmiast światło nie zwracając uwagi na to, że inni jeszcze piszą na laptopie lub czytają książkę.
Morze w czasie odpływu jest brzydkie, a w błotnistym podłożu można natknąć się na krokodyle
Gdy same potrzebują, to i po północy potrafią zapalić duże światło i urzędować w najlepsze. Bez uzgodnienia ze współlokatorkami wyłączają na noc wentylator i śpiący na dole gotują się na swoich łóżkach z gorąca. Wentylator zawsze pracował całą noc, a na dzień był wyłączany. Chinki zarządziły odwrotnie.
Co to jest? zastanawiałyśmy się obie z turystką, która teraz robi mi zdjęcie
W łazience zostawiają po sobie syf, wszędzie wytrząsają swoje długie, proste, czarne włosy, które przyczepiają się potem do klapek, rozrzucają zużyte waciki, chociaż w łazience też jest kosz na śmieci. Nigdy po sobie niczego nie sprzątną i bez skrępowania używają cudzych kosmetyków.
Może to jakieś czary Aborygenów? na wszelki wypadek tego nie ruszałyśmy.
Teraz z Angielką wyostrzyłyśmy zmysły. Gdy tylko wchodzą do pokoju, szybko zajmujemy łazienkę, żeby się wykąpać w czystym jeszcze pomieszczeniu, nie czekając potem godzinami, aż nam ją zwolnią. Kosmetyki trzymamy przy swoich łóżkach. Na inne kłopotliwe sytuacje tworzone przez Chinki nie mamy niestety wpływu.
Pan Ptak spaceruje sobie dostojnie po parku
Skończyły się spokojne dni w czystym, udomowionym pokoju z łazienką. Skończyła się miła atmosfera, a nasz pokój stracił swoją przytulność. Trzy doby było tak dobrze. Ale świat toleruje Chińczyków, ich zachowanie. Wręcz podlizuje się Chińczykom.
Foto, foto, wołali za mną, to zrobiłam im zdjęcie. Nie wszyscy jednak byli weseli w tym gronie
Wszędzie na różnych tablicach ogłoszeniowych czy informacyjnych, w autobusach, metrze, urzędach itp tekst podawany jest w języku angielskim i chińskim, żadnym innym. Chińczycy nie lubią uczyć się języków, więc wszystko się dla nich tłumaczy, także foldery turystyczne, rozkłady jazdy i menu w restauracjach.
Pamiątkowe tablice i informacje w parku
Mają więc swojego rodzaju pewność siebie i tupet. Czują się uprzywilejowani. W każdym kraju czują się, jak u siebie. Pełen luz. Brakuje im jednak kultury bycia i współżycia z innymi ludźmi. Nie ukrywają, że nie liczą się z innymi. Może jutro wyjadą?
Pomnik upamiętniający bombardowanie Darwin w 1942r przez Japończyków
Pół dnia przesiedziałam w patio przy basenie nad laptopem, szukając możliwości nocowania w Alice Springs, dojazdu autobusowego z Alice Springs do Ayers Rock i dalej nie wiem, czy takie możliwości będą. Muszę ryzykować i załatwiać coś tam na miejscu.
Z ulicy można zejść tymi schodami w dół, do morza
Jutro idę do Patryka kupić ten dwumiesięczny bilet na całą trasę, aż do Sydney. A tam podobno zima? nie mam nawet długich spodni! znowu czeka mnie wydatek. A przecież woziłam z sobą prawie rok długie spodnie i skafander. Zupełnie niepotrzebnie, bo wszędzie było lato. Odesłałam ten niepotrzebny balast do Polski, a tu raptem w Australii zima!

Schodząc w dół znowu pobieramy smutną lekcję historii miasta Darwin

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz