Patronat medialny



Miło mi poinformować, że moja wyprawa została objęta patronatem medialnym przez portal Link to Polnad www.linktopoland.com

niedziela, 21 czerwca 2015

Singapur

Symbol Singapuru, trzy drapacze chmur z łodzią na dachu
Singapur odwiedzałam już kilkakrotnie, ale zawsze chętnie zatrzymuję się tutaj, jeśli wypada mi w tym mieście przesiadka. Tym razem przyleciałam tutaj z Gosią, która miała powrotny bilet do Polski z Singapuru i trzy dni na jego zwiedzanie.
Kolorowy Singapur
Byłam przygotowana na atrakcje miasta, bo je znam. Mimo to zawsze z przyjemnością  spaceruję po Singapurze. Dobrze się tutaj czuję. Dla Gosi był to pierwszy raz, ale odniosłam wrażenie, że miasto się jej spodobało.
Nowoczesny Singapur
Trzy dni, to nie jest dużo czasu, aby poznać wszystkie atrakcyjne turystycznie miejsca w Singapurze, ale można zobaczyć tyle, aby wyrobić sobie własne zdanie o mieście. Zrealizowałyśmy plan minimum. Nie wszystkie też atrakcje były dla nas dostępne.
Zabytkowy Singapur
Zaraz pierwszego dnia, po zakwaterowaniu się w jednym z sieciowych  hoteli pn.„Hotel 81”, na Geylang,  w pobliżu stacji sky train „Aljunied”, poszłyśmy wieczorem obejrzeć miasto w zatoce. Piękny widok, sporo atrakcyjnych miejsc, dużo ludzi siedzących przy ulicznych stolikach, na ławkach, schodkach i spacerujących po promenadzie.
Lew plujący wodą, to następny symbol miasta. Singapur znaczy: miasto lwa.
Następnego dnia zwiedzaliśmy inne atrakcyjne miejsca, ale w trzy dni nie da się zwiedzić zbyt wiele. Niby Singapur jest mały, ale ma bardzo dużo ciekawych miejsc, które powinno się zobaczyć. Ja je wszystkie widziałam w 2009r i opisałam w poprzednim blogu. Singa znaczy lew, pura-miasto. Merlion (ryba z głową lwa) to symbol Singapuru.
W Meczecie dano mi odpowiedni strój i jestem boso
Po wyjeździe Gosi przeniosłam się do tańszego hotelu ”Budget In” ale szybko się z niego wyniosłam. Nic tam nie działało. Czego dotknęłam, to rozlatywało się dosłownie w ręku. Zaraz pierwszego wieczoru przestał działać jeden z dwóch kontaktów elektrycznych.
Modły w meczecie
Jeden kontakt na ładowarki, czajnik elektryczny, laptop, to za mało. Ciągle trzeba było coś wyłączać, aby włączyć to ważniejsze. Mój trójnik do kontaktów w tym hotelu nie pasował, bo kontakty nie miały bolca, tylko dwa płaskie wejścia. Inaczej, niż w poprzednich miejscach.
"Nanyang Old Coffee" Bardzo stara kawiarnia-muzeum
Telewizor się włączał, ale nie dawał głosu. Po co komu niemy telewizor? A szczególnie mnie, gdy piszę do bloga teksy w wordzie i nie mam czasu oglądać obrazu. Raźniej mi się jednak  pracuje, gdy ktoś w telewizorze do mnie mówi lub leci jakaś muzyka.
Kawa parzona starym, tradycyjnym sposobem smakuje wybornie. Do kawy dziwne ciasteczko.
Wezwany z recepcji pan próbował to naprawić,  w końcu rozłożył ręce, orzekł, że się nie da i zmienił mi pokój na taki sam, tylko piętro wyżej. Pakowanie rzeczy i przeprowadzka doprowadziła mnie do pasji, ale pocieszałam się, że wreszcie będzie lepiej.
Chińska dzielnica, jak zawsze w kolorze czerwieni. W Singapurze Chińczycy utrzymują czystość.
Było gorzej. Spłuczka w wc nie działała wcale, znalazłam pod spodem, w trudno dostępnym miejscu za muszlą klozetową maleńką sztabkę, po przesunięciu której woda do zbiornika się nalewała, ale trzeba było natychmiast wodę spuścić.
Chińczycy systematycznie przejmują Świat. Została im jeszcze do połknięcia tylko Europa.
Jeśli się tego w porę nie zrobiło, woda ze zbiornika przelewała się na podłogę. Szybko trzeba było tą sztabkę przesunąć znowu do góry, aby nie zalać łazienki.  Prysznic wyskoczył z oprawki zaraz za pierwszym jego użyciem i już się nie dał w to samo miejsce wsadzić.
China Garden w Singapurze
Trzeba się było myć pod nisko zainstalowanym w ścianie kranikiem. W pokoju był czajnik elektryczny, ale gdy woda się zaczynała gotować, wybuchał. Wrzątek, jak wulkan gwałtownie  wybuchał w górę i zalewał pokój, a w czajniku po wodzie ani śladu.
W chińskim ogrodzie
Dobrze, że gdy się to zdarzyło pierwszy raz, byłam akurat w łazience. Mogłam bowiem tragicznie zakończyć życie!  Wlałam ponownie wodę do czajnika i spróbowałam jeszcze raz, bo nie chciało mi się wierzyć, że tak może działać czajnik.
Singapur zawsze słynął z czystości i tak jest rzeczywiście
Historia się powtórzyła, ale sytuacja była już pod moją kontrolą i nic się złego nie stało, poza tym, że straciłam butelkę wody mineralnej, którą musiałam przecież kupować. W Azji zawsze do gotowania używam wodę mineralną, a nie z kranu. Dałam sobie w końcu spokój i wyciągnęłam z plecaka swój czajnik.
Rowerzysta kolekcjoner
Internet niby był, ale go nie było. Nigdy w pokoju nie działał, trzeba było iść na korytarz innego  piętra i tam się uruchamiał. Nie mogłam wysiedzieć na schodach dłużej, niż 10 minut, bo pot zalewał mi oczy, tak było gorąco i parno. Nie było tam żadnego wentylatora, ani okna. Co można zrobić w laptopie przez 10 minut? Nawet na maile nie zdążyłam odpowiedzieć.
Brzegi rzeki i zatoki są tutaj szczelnie zabudowane i bardzo zadbane
Schodziłam więc do recepcji, stawiałam laptop na kontuarze recepcjonisty, bo nie było tam żadnego stolika dla klientów. Odpisywałam na najważniejsze maile, ale na stojąco, pod okiem skwaszonego recepcjonisty (że zajmuję jego miejsce pracy) niewiele można było zrobić. O pisaniu bloga mowy już być nie mogło.
W tym samym miejscu zrobiliśmy sobie zdjęcie w 2009r z Federice i Danielem z Włoch i z Remikiem z Australii. Prada nie szaleje z instalacjami. Nie zmienia ich latami!
Raz po razie przepaliły się obie żarówki znajdujące się w pokoju, ale gdy klimatyzator zamiast nawiewu zimnego powietrza, zaczął cieknąć wodą, szybko się zmobilizowałam i znalazłam inny hotel, pospiesznie się do niego przenosząc. Zamykając drzwi pechowego pokoju, obejrzałam się jeszcze w popłochu sprawdzając, czy nie zawaliła się za mną podłoga. To był hotel koszmarek!
Regin Hotel jest w porządku.
Ostatecznie zatrzymałam się na tydzień w hotelu „Regin Hotel” 56 Sims Avenue (w pobliżu  skrzyżowania z Lor 7 Geylang), niedaleko stacji skay train „Kallong”. To jedna stacja dalej od Aljunied, w kierunku lotniska (zielona linia). Tam wreszcie odetchnęłam z ulgą.
W podcieniu są malowidła, a na tyłach, ogród.
Wszystko tu działało należycie. Czajnik, telewizor, lodówka, klimatyzacja i spłuczka. Codziennie zmieniano pościel i białe puszyste ręczniki, w łazience wisiało pachnące mydło w płynie i było pod dostatkiem papieru toaletowego. Każdego dnia otrzymywałam butelkę wody mineralnej i porcję kawy. A co najważniejsze, internet działał cały czas w pokoju i to bardzo dobrze!
Można zwiedzać miasto takimi pojazdami
W tym przyjemnym i czystym hoteliku znalazłam wreszcie dobre warunki do pracy nad zaległym postem z Filipin, szukaniem dojazdu, biletów lotniczych i tanich hotelów na indonezyjskiej wyspie Flores-Komodo, gdzie postanowiłam pojechać jeszcze przed Australią.
Hinduska świątynia w Singapurze
Ceny w hotelach singapurskich nie są niskie, a dodatkowo skaczą w górę na weekendy o 10$ za noc. Z tym się jeszcze nie spotkałam w swojej podróży, więc nie było to dla mnie miłe. Nawet gdy wynajmuje się pokój w dzień powszedni, ale gdy długość pobytu obejmuje weekend, doliczają 10 $ więcej do soboty i do niedzieli.
Jest też piękny kościół katolicki
Na szczęście jakoś się dogadałam w recepcji „Regin Hotel” i dali mi rabat. To znaczy za weekendy policzyli mi tyle, co za dzień powszedni. Tym sposobem zyskałam 40$, ponieważ mój pobyt objął dwa weekendy.
Wnętrze kościoła
W poprzednim hotelu, w którym nic nie działało, żadnych upustów nie przewidywano. No bo za co? Płaci się za spanie, a nie za działanie urządzeń. Takie fanaberie turystów z Europy, żeby wszystko w pokoju działało zgodnie ze swoim przeznaczeniem należy ignorować.
Changi Aiport
Myślę, że z takiego założenia wychodzili właściciele tamtego hotelu.I moje zaskoczenie, że w takim bogatym, zadbanym Singapurze mogą funkcjonować takie okropne hotele.
Widać, że w Singapurze czuję się dobrze.
Nie opisuję za wiele Singapuru, bo pokazuję zdjęcia. Jaki jest Singapur, każdy widzi, więc co tu wiele pisać. Piękne, zadbane miasto, dużo udogodnień dla mieszkańców, świetnie rozwiązana komunikacja miejska w powietrzu, na ziemi i pod ziemią. Autobusy miejskie śmigają bez przerwy, więc nie są zatłoczone i są stosunkowo tanie.
Gołębie pod malowidłem pn."One"
Sky-train płaci się w zależności od stacji. Na dotykowym ekranie automatu dotyka się palcem stację do której chcemy jechać i automat pokazuje nam cenę biletu. Wkładamy pieniądze i wyskakuje żeton lub kładziemy na blacie kartę wielokrotnego użytku i automat wpisuje na nim zaszyfrowaną informację i jedziemy. Przeważnie jest to koszt 1,80, 2,20, nie przekracza 3 $.
Parkingi rowerowe przy stacjach sky-train pilnowane przez liczne kamery
Na każdej stacji przy bramkach są przeszklone biura, a na zewnątrz stoją dodatkowo ciecie. Nikt się bez biletu nie prześlizgnie. Gdyby nawet, to potem nie wyjdzie z peronu, bo do wyjścia potrzebny jest ten sam żeton lub karta, inaczej bramka nie wypuści. 
Gracze. Przed Centrum Informacji w Chinatown.
Sporo funkcjonariuszy pilnujących wszędzie wszystkiego, w marketach również i przy bankach. Przynajmniej nie ma tutaj bezrobocia. Jeśli ktoś w Singapurze żyje w ubóstwie, to na własne życzenie (pomijając nielegalnych imigrantów).
Ludowe instrumenty, na których pan uczy klientów grać na poczekaniu
Miasto bardzo czyste, dużo zadbanej zieleni, wszędzie kolorowe zbiorniki na segregację śmieci. Dużo eleganckich sklepów, szczególnie na Orchad Rd i w jej sąsiedztwie. W mieście ciągle buduje się coś nowego. Ludzie głównie mieszkają w dzielnicach poza centrum miasta. W kolorowych, zadbanych drapaczach chmur (które buduje miasto) lub w osiedlach domków jednorodzinnych. Prawie każdy mieszkaniec ma swoje własnościowe mieszkanie.
Znicz pamięci. Ludzie przychodzą tu i zapalają świeczki
Przy tak dobrze zorganizowanej komunikacji miejskiej, korków w mieście nie ma, a ci co jeżdżą swoimi samochodami mają możliwość zaparkowania samochodu w wielopiętrowych parkingach, których w mieście jest dużo. Takie wieżowce dla samochodów. Samochody nie stoją tutaj na poboczach i nie blokują ulic.
Singapur wieczorami żyje pełniej
Singapur to również miasto kulturalne i sporo się tutaj dzieje każdego dnia, nie tylko w weekendy. Ostatnio przez kilka dni zdominowane zostało przez sport. Odbywał się tu jakiś ważny mecz na ogromnym stadionie, znajdującym się po drugiej stronie stacji Kallong.
Po pracy zaczyna się życie towarzyskie. Promenada i lokale zapełniają się ludźmi.
Mnóstwo ludzi zjechało do Singapuru, szczególnie z Myanmaru, bo grała ich drużyna. Przed meczem chodzili po mieście stadami, kolorowi, wymalowani w barwy swojej drużyny, rozśpiewani, fotografując się  grupowo (Jak u nas  Warszawie w czasie Euro).
Z kibicem Myanmaru na stacji sky-train Kallong, obok której jest stadion.
Po meczu również wszędzie ich było widać, głównie na stacjach sky train,ale także można ich było zobaczyć przy piwie w pubach i kafejkach. Jedni pili na cześć zwycięstwa, a inni topiąc w nim żal z przegranej. Bratali się bardzo. Bardzo sympatyczni młodzi ludzie.
Kibice szli i  szli ze stadionu bez końca, ale policji nie było.Wyraźnie są tu inni kibice, niż u nas.
Jechali na stadion, gdy ja jechałam do China Garden, wracali ze stadionu, gdy ja również wracałam z ogrodów do hotelu. Mecze piłkarskie budzą emocje u wszystkich ludzi na świecie, ale kibice w różnych krajach inaczej się zachowują. Tu byli radośni i grzecznie się zachowywali przed i po meczu. Byłam zaskoczona, że nie było policji przy stadionie.
Na lotnisku Changi, lew singapurski obowiązkowo musi być. Opuszczam Singapur.
Ja też zbieram się do drogi i opuszczam przyjemny i ciekawy  Singapur. Spróbuję dostać się na Komodo i Papuę. Wiem, że łatwo nie będzie, ale życie turysty przecież łatwe nie jest.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz