Patronat medialny



Miło mi poinformować, że moja wyprawa została objęta patronatem medialnym przez portal Link to Polnad www.linktopoland.com

niedziela, 10 maja 2015

Malezja-Kuala Lumpur cz.III

Lubią tu przychodzić turyści i mieszkańcy Kuala Lumpur

Pobyt w Kuala Lumpur traktuję, jako zasłużony odpoczynek po intensywnym zwiedzaniu Parków Narodowych i jaskiń na wyspie Borneo, a przed intensywnym zwiedzaniem Malezji i być może Filipin z Gosią, która już za dwa dni tutaj przyleci z Polski.
Bardzo aktywna i wesoła dziewczynka
Nie przemęczam się więc. Dobrze się wysypiam, za dnia spaceruję po mieście, wieczorami spożywam posiłek we wspólnej stołówce ulicznej na Jalan Alor, po czym do późnej nocy słucham ze swojego pokoju lub z balkonu muzyki na żywo, w wykonaniu różnych kapel i solistów.


Widok na wieże Petronas z parku
Każdego bowiem wieczoru grają i śpiewają na ulicy pod moim balkonem piękne kawałki, znanych światowych przebojów, również blusy, a czasami pięknie śpiewają również  swoje narodowe piosenki. Jest przyjemnie i nastrojowo.
Ścieżki rowerowe zawsze bardziej przyciągają pieszych. Tutaj są one miękkie.
Kuala Lumpur, to miasto bardzo fotogeniczne, pomijając oczywiście miejsca, w których prowadzone są budowy lub remonty. Miasto ma wiele przyjemnych wyciszonych miejsc, przeznaczonych do rekreacji i wypoczynku i ludzie z nich często korzystają.
Wolne przestrzenie, zieleń i woda w centrum miasta
Pomimo, że stolica Malezji jest ogromna, dużo można zwiedzić chodząc pieszo, ponieważ atrakcje znajdują się w niewielkiej odległości od siebie. Potem można sky train przemieścić się w inną część miasta i tam znowu obejść pieszo, co ciekawsze miejsca.
Spacerowniki i miejsca odpoczynku w Kuala Lumpur
Lubię czasami chodzić bez wyraźnego celu, bo zawsze na coś ciekawego trafiam. Kuala Lumpur intensywnie żyje każdego dnia i nocy. Muzyka, pokazy, imprezy publiczne, to codzienność. Warszawę przy Kuala Lumpur można, bez urazy, nazwać  spokojnym i sennym miastem. Tutaj ludziom się chce. Lubią być w gromadzie. Azjaci!
Wieczór jedzenia na Jalan Alor zaczyna się o g.18.30
Na Jalan Alor, gdzie chodzę codziennie wieczorem na kolację, bo to dwa kroki od mojego hotelu jest, spotykam parę młodych inwalidów. 
Z lewej strony solistka śpiewająca i jej opiekun
Dziewczyna na wózku inwalidzkim, która śpiewa przez mikrofon, mając obok siebie wzmacniacz i chłopak, który pcha wózek. Chłopak bez nóg się poruszający. Tragiczna para.
Nie ma tu takiej części kurczaka, która byłaby niejadalna. Grilowane łapki.
Prawie nikt nie przechodzi obok nich obojętnie. Dziewczyna śpiewa bardzo ładnie, ale same smutne piosenki, co jeszcze bardziej ludzi wzrusza. Różnie się plotą losy ludzkie. 
Obnośny sprzedawca smutny. Nikt nie chce kupować kijków do aparatów fot.
Mimo kalectwa, nie żebrzą tylko z tego tytułu, ale próbują coś ludziom dać w zamian, próbują zarobić uczciwie na datki, jak ta kapela pod moim balkonem.
Słodki specjał kualalumpurski. Jeszcze nie odważyłam się tego spróbować. Coś, jak lody.
To życie Azjatów w gromadzie, w dużych rodzinach, jest czasami pewnym utrudnieniem w życiu podróżujących singli. Trudno na przykład w sklepach kupić cokolwiek w małych ilościach. Wszystko sprzedawane jest for family.
A to, cóż to takiego? Gorące, podłużne i dziwnie wygląda.
Jak mydełka toaletowe, to po 4 szt w paczce, jak papier toaletowy, to po 12 rolek w folii, jak bułeczki, to po 8 szt w paczuszce, jak bateryjki, to po 4 szt w kartoniku. Tragedia. Nie ma w sprzedaży niezbędnych turyście rzeczy w pojedynczych sztukach.
Dla amatorów owoców morza duży wybór
Mówię sprzedawcy, żeby rozerwał tą folię, bo ja chcę tylko jedną rolkę papieru toaletowego, mogę się poświęcić i kupić nawet dwie rolki, ale nie 12! On na to, że tak  nie można, trzeba kupić całą paczkę, a jak nie chcę, to mogę przecież kupić serwetki!
Jalan Alor nocą tętni życiem i pachnie jedzeniem
Po co mi serwetki? pytam, są droższe i nie nadają się do celów, do jakich używa się papieru toaletowego. Nawet do nosa się nie nadają, bo są zbyt szorstkie. Negocjacje bez pozytywnego rezultatu. Paczek nie można rozrywać i nie można sprzedawać pojedynczych sztuk. Koniec dyskusji.
Oświetlona Menara, a po prawej mój hotelik też się świeci na niebiesko
Ciekawe, że sami, to kupują po jednym jajku i jest ok! a ja nie mogę kupić rolki papieru. Nawet w Seven-Elewen, ani w sklepiku przy stacji benzynowej, że o dużych marketach nie wspomnę. Tam, to już większość towarów sprzedawana jest w wielopakach.
Przed moim hotelem też można zjeść kolację
Jogurty po 3 szt, piwo?, czteropak, wędlina w plasterkach? po pół kilo w paczce, a przecież turysta najczęściej nie ma lodówki w hotelu. Po co mu tyle tego w tropikalnym klimacie?
Można oczywiście zjeść również w lepszych lokalach, których tu jest bardzo dużo
Na całym świecie można wędlinę w folijce kupić po 5. 8, 10, 15 dkg, ale nie w Azji. Pół kilo plasterków sprasowanych w folii! to jest niesamowity pomysł ! I to przy bardzo wysokich malezyjskich cenach, gdzie praktycznie można sobie pozwolić jedynie na parę deko.
 Kapele wylegają wieczorami na ulice, umilając czas ludziom jedzącym i spacerującym
Na półkach reklamy: for family, czyli dla Azjatów. I dla Chińczyków. Turyści z Chin mogą kupić całe opakowania i rozdzielić między siebie, bo oni zawsze podróżują w dużych grupach, ale turyści samotni mają kłopot. Towar jest, a kupić go nie można. Ot, co. Takie niby drobiazgi, a utrudniają życie w podróży.
Nocne granie i słuchanie pod moim balkonem
 Pomijając takie drobne kłopoty, Kuala Lumpur to bardzo ładne i przyjemne miasto !

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz