Patronat medialny



Miło mi poinformować, że moja wyprawa została objęta patronatem medialnym przez portal Link to Polnad www.linktopoland.com

poniedziałek, 6 kwietnia 2015

Borneo, Orangutany



Pomnik Orangutana z dzbanecznikiem w ręku. Jestem na miejscu.
Dżungla na Borneo ma już 130 milionów lat! Kto by pomyślał! Jako, że to wyspa, udało jej się zachować własną specyficzną faunę i florę. Niektórych gatunków nie spotka się poza wyspą Borneo, jak na przykład raflezję (Bukietnica Arnolda).  Ogromny, piękny (śmierdzący) kwiat pasożytniczy.
Przed wejściem na chroniony teren dżungli w Damai
Został odkryty przez Josepha Arnolda i Stamforda Rafflesa w 1821r. Roślina ta występuje tylko na Borneo i indonezyjskiej Sumatrze, ale trudno go spotkać, bo kwitnie jedynie przez 5 do 7 dni i tylko raz na kilka lat. Ale jest to osiągalne.
Ośrodek Rehabilitacji Orangutanów w Damai.
Podobnie, jak orangutany. Jest kilka miejsc, gdzie można je spotkać w naturalnym środowisku, ale nie zawsze chcą wyjść z dżungli na widok publiczny, chociaż ludzi się nie boją. Może uważają nas za kuzynów?
Autobus K-6 przywiezie nas z Kuching pod samą bramę Semenggoh Wildlife Centre.
Pojechałam miejskim autobusem K-6 do Damai, 20 km za Kuching do Centrum Rehabilitacji Orangutanów. Pojechałam wcześniej, myśląc, że do czasu karmienia orangutanów, pochodzę sobie po okolicy i obejrzę kawałek dżungli. Nic bardziej błędnego. Niezorientowana byłam. Aż wstyd!
Przed bramą kasa biletowa
Na teren leśny nie wpuszczą tam indywidualnego turysty. Trzeba przyjechać dokładnie w porze karmienia. Wróciłam jeden przystanek wstecz, do miasteczka i przeczekałam przy śniadaniu i kawie, po czym zrobiłam następne podejście.
Widzicie tą dyskryminację obcych? My jesteśmy non Malaysian.
Wcześniej umówiłam się z kierowcą o której godzinie i w którym miejscu mam na niego czekać. Bilet z Kuching kosztuje 3 RM, z miasteczka, 1 RM. Autobus K-6 odjeżdża z terminalu w Kuching o 7.20, 9.50, 13.oo, później to już nie wiem. Nie zapisałam, ponieważ nie ma tam już po co później jechać. Podróż trwa 45 minut.Najlepiej jechać o g.13.oo.
Idziemy. Przed nami 1,3 km drogi pod górkę
Bilet wejściowy do dżungli kosztuje 10 RM dla obcokrajowców i 5 RM dla Malezyjczyków, co uważam za dyskryminację, ale każdy kraj rządzi się swoimi prawami. Zniżek dla studentów i seniorów nie przewidziano, jedynie dla dzieci. Na szczęście cena biletu jest do przyjęcia, więc nie ma się co irytować.
O rany! mamy iść wolno i 25 km na godzinę?
Po przejściu z biletem przez bramę idziemy do dżungli. Trzeba iść pieszo 1,3 km przez las, do miejsca, gdzie orangutany przychodzą na deser po banany, kokosy i duriany. Jadący swoim samochodem lub motorem jadą połowę tej drogi, gdzie znajduje się parking i dalej również idą pieszo.
Po drodze zatrzymują nas ciekawostki przyrodnicze
Przed wejściem trzeba zostawić butelki z wodą mineralną lub schować je do plecaka, ponieważ orangutany mogą sądzić, że to dla nich picie i niespodziewanie zjawić się twarz w twarz przy turyście, żeby zabrać butelkę. Takie bliskie spotkanie mogłoby być dla turysty problematyczne i umiarkowanie radosne.
lub zatrzymujemy się dla odpoczynku
Generalnie orangutany żywią się różnymi leśnymi owocami i termitami i póki co, dają sobie w dżungli radę sami. Jednak trudno im oprzeć się pokusie, gdy mają  świadomość, że rangersi przyniosą im całe wiąchy bananów i orzechów kokosowych już gotowych do spożycia, więc przychodzą. 
Szlaban dla samochodów, parking powyżej i dalej idziemy pieszo
Czasami są niedojedzeni, bo nie znaleźli tyle pokarmu, ile im potrzeba, to też przychodzą.Piszę póki co, ponieważ istnieje zagrożenie, że niebawem orangutany nie będą mogły znaleźć dla siebie pożywienia w dżungli, bo nie będzie już dżungli. I wyginą.
Jest jeszcze sklep z pamiątkami, toalety, regulaminy, zakazy, nakazy i jakie kary za co.
Rabunkowa gospodarka leśna cały czas trwa, mimo że w 2007r rządy Malezji, Indonezji i Brunei doszły do porozumienia i objęły te unikalne tereny ochroną.
Przy małpkach kartonik na datki na rehabilitację orangutanów.
Cóż z tego? Papierowa deklaracja nie broni orangutanów. Przepisy leżą w szufladach, a ludzie robią swoje. Gdyby we wszystkich krajach przepisy dotyczące wszystkich dziedzin życia, jakie spisano, były respektowane, to cały glob ziemski byłby jedną wielką krainą szczęśliwości we wszechświecie.
Ta pani pilnuje turystów.Butelki z wodą do plecaka proszę schować! też udziela informacji.
Ochroną na Borneo objęto 220 tys km2 dżungli. Obszar ten nazwano „Heart of Borneo” (Serce Borneo). Mimo to degradacja dżungli ciągle postępuje. Obliczono, że sama Indonezja od 1950r do XXI w straciła ponad 40% zasobów leśnych. 
Wreszcie wchodzimy na platformę, skąd będziemy oglądać orangutany. Jak przyjdą.
Filipiny na przykład, beztrosko wykarczowały już 90% swoich lasów deszczowych. W innych krajach Azji Południowo-Wschodniej nie jest lepiej.
Idzie Ritchie (Riczi)
Można się za głowę chwycić z przerażenia, ale na co dzień nie myślimy o takich sprawach i brak nam świadomości, w jakim tempie prowadzimy naszą planetę do zagłady. (dodajcie do tego stan mórz, rzek i powietrza). 
Jest też samica, Delima
Jeżeli zabierze się orangutanom ich naturalne siedlisko, wyginą one szybko. Po 2020r zostanie po nich tylko wspomnienie, opis w książkach i zdjęcia. Również moje na blogu, chociaż mnie już nie będzie.
Orang Hutan w swoim domu
Na Borneo prawie 50% ludności pracuje dla gospodarki leśnej i przemysłu drzewnego. 60% budżetu stanowią dochody z gospodarki leśnej. Trudno zrezygnować z tak dochodowego interesu, dlatego ochronę środowiska wprowadza się tu powoli i z ogromną trudnością. Nad orangutami nikt tutaj specjalnie nie rozpacza.
Ritchie obserwator
Dżungla jest wyrąbywana, w jej miejsce prowadzone są nasadzenia plantacji palmy oleistej, która przynosi biznesmenom szybki i duży zysk z eksportu oleju. Wiecie, te wszystkie mydełka, kremy, spa i podobne pachnące cudeńka kosmetyczne do higieny i upiększania muszą mieć w sobie różne olejki. Najgorzej przedstawia się sytuacja w indonezyjskiej części Borneo.
Ritchie raczący się bananem i ciskający skórką
Indonezja o ochronie lasów deszczowych słuchać nie chce. Wręcz odwrotnie. Planuje jeszcze zwiększenie produkcji i exportu oleju palmowego. Dotychczas wydarli dżungli 5 milionów ha na hodowlę palm oleistych, a zamierzają  zwiększyć obszar plantacji do 20 mln ha!
Ritchie drzemiący
Tną tam lasy bez opamiętania, rujnując ekosystemy i likwidując naturalne środowisko zwierzętom. Nie lepiej jest w stanie Sabah na Borneo. Plantacje palm oleistych zmieniły tam krajobraz. Nawet turyści narzekają na monotonny widok plantacji ciągnących się w nieskończoność. 
Ritchie czujny
To nie jest już to Borneo, co dawniej, po którym orangutany mogły kilometrami przemieszczać się, nie schodząc z drzew. Tak gęsta i nieprzebrana była dżungla. Jedzonko zawsze było pod ręką.
Ritchie groźny
W malezyjskiej części Borneo lasy deszczowe zajmują 12 mln ha, z czego 6 mln znalazło się pod całkowitą ochroną. Leśnicy mają w swoim posiadaniu 5 mln ha, na których prowadzą fachową, stonowaną gospodarkę, ale również nastawieni są na zysk.
Nie chcę cię widzieć, Delima!
Zręby zalesiają drzewami eukaliptusowymi i sprowadzanymi z Australii szybko rosnącym gatunkiem akacji, żeby środowisko nieprzerwanie stwarzało warunki do życia orangutanom. Szacuje się, że na Borneo żyje ich 50-55 tys osobników, a na Sumatrze już tylko 7 tys. W innych krajach Azji Połudn-Wsch, już ich wcale nie ma.
Masz jakiś problem, Ritchie? spoko, mogę zjeść na górze.
Generalnie stan Sarawak dotychczas najlepiej sobie radzi z ochroną środowiska, chociaż jeszcze nie tak, jak by chciał. Mieszkańcy, potomkowie plemion od wieków zamieszkujących te tereny są przyzwyczajeni, że wszystko w przyrodzie należy do nich i trudno im pojąć, że w dżungli można czegoś zabronić przepisami. Przecież to ich środowisko od wieków. Ktoś musi im wytłumaczyć, że to również od wieków środowisko orangutanów.
Młodzież uprawia akrobatykę na linie
Potomkowie plemiennych ludzi, ubrani teraz w jeansy i t-shirty zakładają własne firmy, robią interesy, aż miło. Bogacą się, całkowicie zmieniają swoje życie i myślą, że zasoby dżungli są niewyczerpywalne. Orangutany zabijane są również dla mięsa. 
Ciekwe, czy Ritchiemu poprawił się humor. Trzeba zejść i to sprawdzić.
Tubylcy bowiem, to potomkowie ludożerców, tym bardziej nie mają oporów przed jedzeniem  mięsa z orangutana. No cóż. Skoro wrogów jeść już im nie wolno?
Ritchie dostał kokosa
Rząd Sarawak kładzie obecnie duży nacisk na akcje uświadamiające, szkolenia, prelekcje, spotkania mające na celu uświadomienie ludziom do czego zaprowadzi ich takie gwałtowne ograbianie natury z jej dóbr.
Nie wolno nam wyjść poza platformę. Ale stąd dobrze widać.
Plemienni potomkowie na Borneo w większości wyszli ze swoich długich drewnianych domów i przyszli do miast. Pobudowali nowe bardzo długie domy, murowane, otynkowane, kolorowe, podzielone na segmenty rodzinne.
Ritchie znowu dostał banany?
Domy z wodociągami, elektrycznością, talerzami satelitarnymi, kanalizacją, podjazdami i garażami na wypasione samochody terenowe i nie myślą o przyrodzie w sposób, w jaki jeszcze niedawno myśleli ich dziadkowie. Chcą w pełni korzystać z cywilizacji. Szkoda, że cywilizacja oznacza teraz degradację.
Ooo! schodzę na dół, mnie też należy się dokładka.
Semenggoh Wildlife Center w okolicy Damai, gdzie się wybrałam, powstało w 1972r. W jego skład wchodzi 653 ha dżungli, w której w naturalnych warunkach żyją orangutany. Orang – człowiek, hutan – las, człowiek lasu. Orangutany mają 96% takiego samego DNA, jak człowiek i wiele podobnych cech.
Na wszelki wypadek wrócę na drzewo
Na przykład: osiągają podobny wzrost. Samice do 1,70, samce do 1,90 m. Żyją przeciętnie tak samo długo, średnio 50 – 60 kilka lat, ciąża samic trwa 9 miesięcy, w ciągu swojego życia wydają na świat potomstwo od jednego do trzech małpiątek w sporym odstępie czasu (no, ludzie trochę więcej, ale może to z powodu naturalnego panowania orangutanów nad regulacją urodzin?)
I co ci stłoczeni pod dachem krewniacy tak mi się przyglądają ? bananów nie mają?
Małe małpiątka wymagają stałej opieki rodzicielskiej bardzo długo,(w porównaniu z innymi zwierzętami), do 7-8 roku życia. Małymi głównie zajmuje się samica. Mają u rąk i nóg taką samą ilość palców,jak ludzie, z kciukiem pozwalającym chwytać przedmioty. Mają również chwytne stopy, co nam nie wychodzi najlepiej, ale po odpowiednich ćwiczeniach też potrafimy to robić.
Przecież ten Ritche pęknie z przejedzenia
Gdy się złoszczą, śmigają oczami i wciągają powietrze przez zaciśnięte usta, zupełnie, jak ludzie. Samice są opiekuńcze, potrafią podejść blisko siedliska ludzkiego, jeśli wiedzą, że tam jest małe małpiątko i nawiązują z nim kontakt. Co wskazuje na silnie rozwinięty instynkt macierzyński.
No proszę, nie tylko Ritchie budzi zainteresowanie krewniaków
Są zmyślne. Potrafią używać narzędzi. Z dużych liści robią sobie parasol, kijami i kamieniami pomagają sobie w zdobywaniu pożywienia, zgrabnie rozbijają kokosy, żeby wypić mleczko i obierają banany ze skórki. Orangutany są dosyć powolne, ufne i naiwne (jak ludzie), dlatego łatwo je podejść, co wykorzystują kłusownicy i bandyci.
Cóż to? Ritchie się obraził? wstał, odwrócił się tyłem do towarzystwa i poszedł sobie
Myślę, że ludzi, którzy odławiają małe i zabijają orangutany, nie można nazwać myśliwymi, tylko brutalnymi bandytami. Takie odłowione maleńkie małpiszonki są sprzedawane innym ludziom, którzy trzymają je potem w domu jak maskotkę, do czasu. Potem na podwórku wiążą na łańcuchu, jak psa.
Dla rangersa to codzienny widok, ale zawsze fascynujący. King wraca do dżungli.
Następnie zabijają, skalpują i spreparowaną czaszkę wieszają w domu jako trofeum i ozdobę mieszkania. Co to są za ludzie? Głupota ludzka nie ma sobie równych wśród innych gatunków zamieszkujących naszą planetę.Gdyby takich idiotów nie było, kłusownicy nie mieliby komu sprzedawać orangutanów i mogłyby one spokojnie sobie żyć w dżungli. Ale sami wiemy, jacy jesteśmy.
I bardzo dobrze. My tu jeszcze trochę się powygłupiamy
Jedynie surowe kary i bezwzględne ich egzekwowanie może tu pomóc. Na malezyjskiej części Borneo można się wkrótce spodziewać poprawy sytuacji. Obecnie tutaj za handel orangutanami grozi dwa lata więzienia i dodatkowo 30 tys RM grzywny. Coraz rzetelniej wyłapuje się kłusowników, handlarzy i posiadaczy orangutanów i coraz bezwzględniej stosuje się ustalone prawem kary.
Dadzą nam jeszcze bananów
Spotkanie z żywymi orangutanami w ich naturalnym środowisku jest pięknym przeżyciem. Miałam farta, ledwo doszłam zasapana te 1,3 km (często pod górę) do szlabanu, zobaczyłam wyłaniającego się z dżungli ogromnego rudego orangutana, który najspokojniej w świecie podążał wolno i dostojnie prosto w moim kierunku.
Mleczkiem kokosowym popijemy i wrócimy do domu
To był Ritchie (Riczi). Szedł po drewnianym pomoście, kilka razy się zatrzymał, mierząc nas dobrotliwym i pobłażliwym spojrzeniem, jakby chciał zapytać, i co? Znowu przyszliście mnie oglądać? Klik, klik, klik, zdjęcia porobić? Taki jestem interesujący facet? Proszę bardzo. Oczywiście, aparaty klikały bez umiaru i masowo. Potem pojawiła się samica Delima i dzieciaki, Annuar, Selina i Lela.
Dom Orangutanów
Rodzina nie zbliżała się do Ritchiego, lecz skakała po  konarach drzew. To był istny pokaz umiejętności sprawności fizycznej, show, jak na scenie teatralnej. Małpy się wyginały, prężyły, przeskakiwały wyżej, niżej, zwisały na jednej ręce w powietrzu, kołysały, trzymając się ręką górnej gałęzi, a nogą jakiejś bocznej.
Ranger informuje, że kto jest własnym pojazdem, może jeszcze iść z nim w dżunglę szlakiem turystycznym. Samemu po dżungli chodzić nie wolno.
Fantastycznie rozbijały kokosy o pień drzewa, wisząc na gałęzi głową w dół, objadały się bananami podawanymi im przez rangersów. Do Richiego rangersi podchodzili wyjątkowo ostrożnie. Kładli mu kiść bananów na podeście i szybko się zmywali. Ritchi spokojnie podchodził i zabierał swoją porcję. Siadał i jadł.
To jest ostatni tego dnia kurs autobusu do miasta. Musicie wracać.
No, istny cyrk. Już wiem dlaczego krążą takie powiedzonka, np. wygłupiasz się, jak małpa,  lub: co tak małpujesz? Wszystko to ma podstawy w naturze. Ritchi popozował nam trochę, jak doświadczony model na wybiegu. 
I poszli w las
Usiadł i patrzył nam prosto w oczy, co znaczy, że nie traktował nas za wrogów.Orangutan, gdy napotka wroga, udaje, że go nie widzi i przechodzi szybko bokiem, znikając w gąszczu dżungli. Tym sposobem nie naraża się na atak i sam nie atakuje. To pokojowo do świata nastawiona małpa.
Biednemu zawsze wiatr w oczy. Wracamy do autobusu.
Tutaj, ludzie za szlabanem nie przeszkadzali mu. Położył się na brzuchu na drewnianej kładce i wodził wzrokiem wokół. Podniósł się, usiadł, co rusz zmieniał pozę, po czym odwrócił się tyłem i wolno z   godnością odszedł. Miałam nadzieję, że się odwróci i pokiwa nam na pożegnanie ręką, ale tu się przeliczyłam. Więcej się nie pojawił. Małpy zostały z nami dłużej.
Ładny ten dom orangutanów i taki świeży, czysty i pachnący
Staliśmy przed barierą, a rangersi, czyli strażnicy Parku Narodowego pilnowali, abyśmy trzymali się w ryzach, bo niektórych dosłownie ponosiło z tymi aparatami, kamerami i przekraczali miedzą granicę bezpieczeństwa. Rangersi ciągle powtarzali, że to są dzikie zwierzęta, że to nie zoo, tylko dżungla.
Chciało by się samemu zamieszkać w takim otoczeniu
Pracownicy Semenggoh Wildlife Center podają, że na obszarze, którym oni się zajmują, orangutanów jest 26. Liczba nie jest stała, ponieważ orangutany swobodnie się przemieszczają po dżungli. Mimo jaskrawego pomarańczowego owłosienia, trudno je wypatrzyć wśród gęstwiny drzew, a tym bardziej dokładnie policzyć. 
Cóż to? ktoś nas górą odprowadza?
Rzadko wyłaniają się z dżungli. Niektóre tu przychodzą z innych terenów, niektóre odchodzą. Orangutany, to nomadzi, wędrowcy, samotnicy. Dochodzą też te osobniki, które odebrano kłusownikom, ludziom, którzy je nabyli od handlarzy i przemytnikom.
Na terenie parku jest też noclegownia, w razie co
Semenggoh Wildlife Center to przecież Centrum Rehabilitacji Orangutanów. Zatrudnionych tu jest 17 pracowników etatowych. Praca ich nie polega jedynie na częstowaniu orangutanów bananami i mleczkiem kokosowym. Głównie prowadzi się tutaj badania nad gatunkiem oraz rehabilituje orangutany skrzywdzone przez ludzi. Po wyleczeniu ich w Centrum, wracają do dżungli, często przez jakiś czas korzystając jeszcze z pomocy człowieka.
Podglądacz roślin
Z ciekawostek warto dodać, że orangutany budują sobie w koronach drzew gniazda z gałęzi i liści, gdzie kładą się spać. Potrafią spać i 12 godzin, podobnie jak my. Różnica polega na tym, że ustalony przez człowieka rytm życia zmusza nas do wcześniejszego wstawania, żeby iść do pracy, więc śpimy przeważnie 8 godzin, a orangutany nic nie muszą robić na czas, więc śpią sobie dłużej.
Turyści przed tablicą ścieżek do pieszego zwiedzania
Na każdą noc ścielą sobie posłanie w innym miejscu, na innym drzewie, dla bezpieczeństwa, bo mają przecież naturalnych wrogów, jak tygrysy, węże i ludzie. Chociaż na Borneo tygrysów już nie ma. Ale taki po prostu mają styl życia. Węże wciąż są tutaj obecne i niebezpieczne, ale najgroźniejsi są ludzie.
Jest i arboretum i owocowe ogrody i inne atrakcje. Rzecz w tym, że wszystko to było dzisiaj zamknięte na kłódki. Może tylko w high season jest czynne?
Orangutany przeważnie żyją w konarach drzew, rzadko schodząc na ziemię. Tam, gdzie czują się bezpiecznie, schodzą. Dlatego trudno jest ustalić liczebność orangutanów. Liczy się ich właśnie poprzez te gniazda. I trudno je zobaczyć. Przeważnie migają tylko między koronami drzew. Dlatego, gdy nie będzie drzew, które zapewniają im pokarm i noclegi, zginą.
Widzicie to duże gniazdo na czubku drzewa? to legowisko orangutana.
80 lat temu wydano książkę „The Casuarina Tree” (Kazuaryna drzewo). To zbiór opowiadań o brytyjskich kolonialistach przebywających na Borneo. Autorem książki jest Somerset Maughan, ur. w 1874r na terenie angielskiej ambasady w Paryżu, gdzie pracowali jego rodzice.
To w starym wprawdzie numerze "Green Heart", ale bardzo ciekawym.
Niektóre jego opisy miejsc, zwierząt, życia ludzi na Borneo można porównać z dzisiejszymi, ale jeszcze tylko na Sarawak. Inne miejsca na Borneo szybko się cywilizują, zmieniają, znikają, odchodzą w niepamięć. Przychodzi nowe, które jest takie samo w każdym innym kraju. Komórki, laptopy, samochody, t-shirty.
Załączyli też zabawny dodatek "Ranger" z obrazkowymi historyjkami o dżungli Bornego
Dla potomnych zostawimy tylko muzea, skanseny, ogrody zoologiczne, nagrane filmy, fotografie i opisy w książkach. Będą to wszystko oglądać, czytać i traktować w kategoriach bajki. Ja jeszcze zdążyłam na spotkanie z żywymi orangutanami.
A na parkingu chłopaki grają w piłkę

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz