Patronat medialny



Miło mi poinformować, że moja wyprawa została objęta patronatem medialnym przez portal Link to Polnad www.linktopoland.com

środa, 8 kwietnia 2015

Borneo i takie tam....

W Muzeum Etnograficznym Sarawak w Kuching

Zdziwiło mnie, że Borneo, chociaż to też Malezja, traktuje wjazd na wyspę, jak do innego państwa. Na lotnisku w Kuala Lumpur wbili mi zezwolenie na 90-dniowy pobyt  w Malezji, a gdy przyleciałam na Borneo, pan z office immigration nawet na to nie spojrzał, tylko wbił mi do paszportu swoją pieczątkę z zezwoleniem na 90 dniowy pobyt na Borneo.
Czaszki zabitych wrogów wiszące pod sufitem w długim domu plemienia Iban w Muzeum
Takie państwo w państwie. Na szczęście walutę mają tą samą, ale wszystko na Borneo jest droższe, oprócz noclegów. Można tu naprawdę dostać tani nocleg w przyzwoitych warunkach. Natomiast produkty żywnościowe w sklepach są nie do zaakceptowania!
Kościół Greko-Katolicki w Kuching. To blaszak bez ścian, krzesełka plastikowe.
Mały krojony chleb w celofanie (co znaczy, że nie świeży lecz z dodatkiem na przedłużoną świeżość) kosztuje 8,80 zł i jest jak wata. Prawdziwy chleb jest jeszce tylko w Polsce. 8 dkg serka feta w folijce kosztuje 22,80 zł ! rozbój na równej drodze! margaryna w kartoniku,17 zł, karton mleka od 6,90 zł wzwyż, jedno ciastko 6 zł, a takie lepsze, 12 zł.
Miejski różowy meczet w Kuching. Przed nim cmentarz muzułmański.
Nie, to naprawdę są jakieś wariackie ceny. O żółtym i pleśniowym serze, czy wędlinie, nawet nie wspomnę, bo o nich trzeba bezwarunkowo na Borneo zapomnieć. Żyję tylko dzięki azjatyckiej kuchni straganowej gdzie za rice & chicken płacę 6-8 zł.
Uczta świąteczna na chińskim cmentarzu
Rozmawiałam na ten temat z dziewczynami , które powiedziały, że każdy region Malezji ustala sobie ceny sam (podobnie jest, jak z wizami wjazdowymi). Tak więc na przykład chleb czy mleko mogą kosztować o połowę miej w innym regionie, np. w Kuala Lumpur, albo drożej na którejś z wysp. Kraj nie ma jednolitych cen. Sprawdzę to z ciekawości.
Kościół katolicki. Katedra Św. Józefa w Kuching
Za puszkę piwa „Tiger” zapłacimy 4,50 RM/zł, ale można spotkać również za 4,oo. Tyle liczy właściciel mojego hotelu „B&B Inn”, widocznie z hurtu sprowadza. Niestety, często w tej jego oszklonej lodówce w recepcji piwa brakuje, więc lepiej przynieść z miasta, żeby się potem nie wracać. W markecie obok hotelu, piwo jest. W recepcji można też kupić wodę mineralną. To duża wygoda, nie trzeba dżwigać butelek z miasta.
Wnętrze Catedral St. Joseph w Kuching
Nie w każdym sklepie piwo można dostać. W sklepach prowadzonych przez muzułmanów, piwa nie ma. To samo dotyczy cafe i restaurant, czyli miejsc, w którym można zjeść jakiś lunch czy obiad. Jeśli to biznes muzułmanów, nawet nie ma co o piwo pytać. Piwa  ogólnie znanych marek, są w marketach droższe.
Żywe żółwie w akwarium przy chińskiej świątyni
Czasami kupię 3 małe pomidorki na tacce za 2,80-3,00 zł i jedną cebulę, bo ci Azjaci nie dają do swoich dań żadnych warzyw. Czasami dwa cienkie plasterki świeżego ogórka położą i tyle. Bardzo skąpią warzyw do podawanych dań. Można poprosić oczywiście o gotowane na parze warzywa (tyko takie są), ale to będzie już druga potrawa, za którą trzeba osobno zapłacić.
Świątynia chińska w Kuching
Nie rozumiem dlaczego tutejsi ludzie tak mało warzyw jedzą, mimo że mają ich tutaj przecież duży wybór. Owoce natomiast są w codziennym użyciu. Dostępne są rozmaite gatunki w umiarkowanej cenie (na straganach) i wszystkie są  pyszne. Woda mineralna 1,5 l kosztuje 2,60, 3,20, a czasami nawet za 1,80 RM się trafi. Cena wody jest istotna, ponieważ pije się ją tutaj całymi litrami.
Uliczny grajek
Trudno czasami kupić jakiś potrzebny artykuł, ponieważ większość towarów sprzedawanych jest w dużych opakowaniach, dla family i singiel ma tu ciężkie życie. Papier toaletowy? Proszę bardzo i łup! Na ladę ląduje paczka z dwunastoma rolkami. Nie, nie rozrywamy paczki. Szampon? W butli, jak płyn do prania, for family.
Domki na przedmieściu Kuching
Saszetka proszku do prania? Najmniejsza ma pół kg! Mydło? Po 4 szt w paczce. Ludzie ! Coś dla singla na warunki hotelowe proszę! Nie chcę też 500 szt herbaty w kartoniku, ani 200 szt saszetek ze śmietanką do kawy! Często bez zakupów ze sklepu wychodzę.
Moda dla Muzułmanek
Zbieram się do wyjazdu do Parku Narodowego Bako, dlatego poszłam dzisiaj wyjąć z bankomatu pieniądze (w Bako nie ma takiej możliwości), oraz wybrałam się do fryzjera. Salon fryzjerski był z tych lepszych i strzygł mnie młody, nowoczesny mężczyzna, bardziej wyglądający na artystę i tak też mnie ostrzygł. Z artystyczną nonszalancją.
Kolorowe nakrycia głowy dla muzułmanek. One nie muszą martwić się o fryzurę.
Szczęście, że mi czuba na żel nie postawił, chyba tylko dlatego, że nie było już z czego. Wszystko mi ostrzygł. Bardzo dobrze, bo się już gotowałam w tych swoich gęstych włosach. Za strzyżenie z myciem głowy zapłaciłam 30 RM/zł. W pobliżu mojego hotelu zapłaciłabym z pewnością mniej, bo to tylko fotel przed zawieszonym na murze lusterkiem jest, we wnęce przed sklepem, ale był akurat nieczynny, a ja już nie mam czasu. Pakować się muszę, ostatnie pranko zrobić.
W Parku Miejskim
Laundry są tu tak drogie, że taniej wychodzi kupienie nowych rzeczy, niż ich wypranie. Naprawdę. Nie płaci się za całość, według wagi, jak było to w innych krajach, tylko od sztuki. Np. za tiszert 10 RM (nowy można już za 8 RM kupić) za spodnie, spódniczkę, sukienkę. Cała tabela wyszczególnionej odzieży i na każdą rzecz inna cena. Wysoka.
Zabawny Hostel "Cat" w kocim mieście Kuching, Borneo.
Piorę sama. Na szczęście w rogu łazienki stoją miski i wiadra plastikowe pań sprzątających, więc pożyczam sobie stamtąd miskę i piorę, a suszę w pokoju na drążkach. Pod wentylatorem pranie schnie szybko. Ten, kto mówił, że Malezja jest tania, z pewnością nie miał na myśli Borneo. Mam nadzieję, że w Kuala Lumpur będzie taniej.
Z parą Niemców popłynęłam na wycieczkę łódką wokół miasta
Moja młoda koleżanka, Małgosia, kupiła już bilet  lotniczy na 12 maja i spotkamy się w Kuala Lumpur. Bardzo się cieszę, że przez trzy tygodnie będę z osobą zaprzyjaźnioną podróżowała. Pogadam sobie trochę po polsku, taniej nam wyjdą noclegi, bo płaci się za pokój, a nie za osoby, łatwiej będzie się przemieszczać i szukać noclegów, bo zawsze jedna osoba przy bagażach zostanie, a druga będzie sprawę załatwiała.
Na rzece ruch. Rybacy, turyści i zakochane pary
Będzie mnie więcej na zdjęciach, bo wreszcie będzie miał kto mnie fotografować. Nie to, że tak na afisz się pcham, wręcz odwrotnie. Nie przepadam za utrwalaniem swojego wizerunku na kliszy, bo nie jestem zbyt fotogeniczna, ale warto na kilku zdjęciach być, na dowód, że byłam tu we własnej osobie. Po kilku latach można sobie fotki pooglądać i powspominać.
Płyniemy sobie wolno, wiaterek nas chłodzi, daszek chroni przed słońcem.
No i wrażenia na bieżąco będę miała z kim przedyskutować. Takie to są właśnie korzyści podróżowania z drugą osobą, a nie samemu. Lubię samotne podróże, ale jako, że podróżuję już bardzo długo, takie spotkania z miłymi sercu ludźmi są wspaniałym urozmaiceniem w podróży i dużą przyjemnością. Jak było to z Oliwią w Meksyku, moim bożonarodzeniowym  spotkaniem z dziećmi i wnukiem w Warszawie, czy teraz, spotkanie z Małgosią w Kuala Lumpur.
Pozdrawiamy się z innymi łódkami
Same jeszcze nie wiemy, co uda nam się w tym czasie zwiedzić, poza Kuala Lumpur. Ustalimy tu na miejscu. Może Filipiny? Jedno jest pewne, że wspólną podróż zakończymy w Singapurze, bo stamtąd Gosia ma powrotny bilet do Polski, a ja prawdopodobnie wylecę z Singapuru do Australii, jak wszystko dobrze pójdzie z wizą internetową. Lubię Singapur, więc chętnie po raz trzeci w nim zagoszczę.
Nasza łódka ma piękny dziób egzotycznego ptaka
Piszę i jednocześnie słucham w laptopie polskiego radia „Trójka” i co słyszę? Oprócz ciągłego powtarzania wiadomości o nowych odczytach z czarnej skrzynki samolotu prezydenckiego, który rozbił się pod Smoleńskiem w 2010r, usłyszałam informację, że państwo islamskie wzięło na celownik Malezję i Singapur, za ich liberalne podejście do nauk islamu. Robi się niebezpiecznie, ale co mam zrobić, skoro już tu jestem?
Mijamy skromne domy na przeciwległym brzegu rzeki Sarawak
Poza tym nie należy się zbytnio przejmować takimi informacjami. Zawsze trochę podkręcają rzeczywistość dla efektu medialnego. Czarne skrzynki to też dla mnie nie rewelacja, bo zaraz po katastrofie wiedziałam, że piloci musieli być przekonywani do lądowania, żeby cały ten polityczny garnitur pasażerów nie spóźnił się na uroczystości.
Nasz przewoźnik na tle meczetu
Wszystkie późniejsze teksty, domysły, opinie, przecieki, wina Tuska, wina Ruska- już mnie nie interesowały, bo to tylko taka zabawa prymitywnych, chociaż sprytnych i przebiegłych   
polityków, którzy będą latami mielić ten temat, odkrywając co pewien czas jakąś rewelację, żeby utrzymać się na fali i żyć, jak paniska na koszt skołowanego społeczeństwa.
Oczekujący na transportową łódź-txi, też nas pozdrawiają
 „Głupi lud to kupi”, jak to szczerze w kontrolowanym roztargnieniu wymsknęło się  jednemu ówczesnemu politykowi-celebrycie, którego nazwiska nie wymienię, żeby nie brukać swojego bloga. Media, głównie radio i telewizja mają znowu możliwość zapełnienia antenowego czasu jałowymi dyskusjami z zapraszanymi do studia najbardziej kontrowersyjnymi komentatorami, sączącymi swój jad w eter.
Kuching od strony rzeki wygląda ładnie
Pakuję się już drugi dzień. Idzie ciężko, bo nie lubię tej czynności, dlatego co rusz przerywam pakowanie, wychodzę na ulicę na śniadanie, robię przerwę na zaparzenie sobie kawy, na pisanie postu, zajrzenie na Facebook,  odpisanie na e-maila. Ale muszę się wreszcie sprężyć i spakować. Zdecydować, co znowu zostawić, żeby odciążyć bagaż.
Rzeczna taxi za 1 RM/zł przewozi ludzi na drugi brzeg rzeki
Najchętniej zostawiłabym wszystko i podróżowała tylko z małym plecaczkiem na dokumenty, z laptopem i aparatem fotograficznym. Ale wiem, że to niemożliwe. Mam ze sobą taką mini wagę. Płaski klocek ze skalą do 32 kg, który można trzymać w ręku lub powiesić na drążku, a na dolnym haczyku zawiesić bagaż i sprawdzić jego wagę.
Randka na łódce z pewnością jest bardzo przyjemna
Bardzo zmyślna rzecz dla podróżników. Mała, lekka, w kieszeń się zmieści. Dzięki niej mogę właściwe rozmieścić rzeczy w  walizce i w plecaku już w hotelu, żeby potem na lotnisku nie rozbebeszać ich publicznie, w nerwach i w pośpiechu, aby spełnić wymogi. Mam nadzieję pozbyć się części rzeczy, których nie używam, dać Gosi, aby zabrała je do Polski. Jeśli będzie miała miejsce w swoim bagażu i nie spowoduje to u niej nadwagi.
Pomnik rybaka
Przy długim podróżowaniu rzeczy w jakiś dziwny, niekontrolowany sposób same się rozmnażają i ilość bagaży się zwiększa, a w tanich liniach lotniczych nie wolno mieć więcej, niż jeden główny i jeden podręczny bagaż o określonej wadze. Uff! Bierz się Małecka do roboty! Chociaż...., może mała przerwa na piwko?
Ostatni, różowy segment Hotelu Borneo, to mój hotel, "B&B Inn", na rogu widać napis.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz