Patronat medialny



Miło mi poinformować, że moja wyprawa została objęta patronatem medialnym przez portal Link to Polnad www.linktopoland.com

sobota, 4 kwietnia 2015

Borneo - Cultural Village

Idę sobie. Za mną góry, przede mną plemienna wioska
Bez problemu przedłużyłam pobyt w „B&B Inn” o 10 dni i nawet pani w recepcji sprawiła mi niespodziankę i obniżyła cenę z 35 RM na 27 RM sama z siebie, bez proszenia. Ze względu na „low seson”. 
Brama do Cultural Village
Z tym niskim i wysokim sezonem turystycznym w Malezji jest różnie, zależy w jaki region się wybieramy. Różnice w pogodzie są nawet między stanami Sawarak i Sabach, a co dopiero między wyspami, a stałym lądem, czy innymi wyspami rozsianymi po morzu.
Ja i wielki ptak  w Damai
Były państwa, w których bez względu na porę deszczową utrzymywano cenę na wysokim poziomie, nie dając upustu nawet w sytuacji, gdy nic w hotelu nie działało prawidłowo i było tam ciężkie życie. Cieszy więc taka postawa B&B Inn.
W Damai będę oglądać plemienne domy
Zapisałam się na wycieczkę do Cultural Village w Damai, czyli do kulturowej wioski w miejscowości Damai. Z Kuching  do Damai jest 35 km, ale jechaliśmy prawie godzinę, zbierając po drodze innych turystów. Taka wycieczka kosztuje 84 RM/zł z przejazdem w tą i z powrotem oraz biletem wstępu do wioski. Zniżki mają tylko dzieci do lat 12, o połowę.
Plan wioski
Cultural Village leży u stóp wygasłego wulkanu, w pięknej zielonej okolicy.  Kierowca zostawił nas przed wejściem informując, że busik podstawi się w tym samym miejscu o godzinie 13.oo, 15.oo i 17.oo. 
Trzy dziewczyny, trzy narodowości
O której kto chce wracać, w tym miejscu niech na busik czeka i odjechał. Przy wejściu trzeba okazać bilet, który otrzymaliśmy w hotelu. Są też kasy dla osób przybyłych tu indywidualnie.
Żeby wejść do wioski, trzeba okazać paszport
Na wstępie dostaje się paszport. Bardzo miły upominek. Jest w nim powitanie, krótka historia, plan zwiedzania, opis plemion tu zamieszkujących (raczej pracujących, bo mają już oni w innych miejscach nowocześnie urządzone domy). Ale to skansen, lecz dla turystów wystarczy, aby się zorientować w historii wyspy.
Z paszportu zdobyłam wiedzę na temat każdego plemienia tu zamieszkałego
Naturalne plemiona, tradycyjnie od wieków żyjące w zgodzie z naturą żyją jeszcze na Borneo. Mieszkają w głębokiej dżungli i kto ma ochotę, może tam dotrzeć na własną rękę. 
Domy Cultural Village na tle gór
Nie ma już na świecie miejsc niedostępnych dla ludzi. To tylko kwestia czasu, pieniędzy i wytrzymałości fizycznej.
Widoki mnie zachwycają. I świeże powietrze.
W paszporcie zamieszczono zabawne obrazki przedstawicieli plemion, żebyśmy zobaczyli zróżnicowanie w ubiorze, fryzurach, nakryciach głowy oraz umieszczono w nim krótkie charakterystyki tych plemion.
Do wioski przyjechałam z Ricą z Filipin, która mieszka w moim hotelu
Świetny pomysł z tymi paszportami. I pamiątka. W pewnych miejscach w wiosce można trafić na stoliki z pieczątką i wbić je sobie do paszportu na odpowiedniej stronie, w zależności którego plemienia dotyczy.
Tutaj wbijam pieczątkę do swojego paszportu
Skansen nazywany jest żywym muzeum, ponieważ ci ludzie w wiosce są prawdziwymi przedstawicielami swoich plemion, domy plemienne są autentyczne, również ich wyposażenie. Ludzie mieszkają tutaj ze swoimi rodzinami i cały dzień normalnie toczy się tutaj życie.
Takie bambusowe mosty plemiona budowały przez rzekę
Prawdą jest, że w mieście i okolicy mają swoje inne domy, indywidualne, wyposażone tak, jak mają to zwykli mieszkańcy Malezji, do których wpadają w wolnych chwilach. Oprócz tych oczywiście, którzy na stałe mieszkają w dżungli.
Wioska leży w pięknym przyrodniczo otoczeniu, nad wodą.
W wiosce można zajść do domu rodziny plemiennej i popatrzeć na ich zwykłe, codzienne życie. Chętnie pokazują swój dom, każde pomieszczenie, nie żądając za to zapłaty. 
Sztuka plemienna
Żyją tu normalnie i chyba z przyzwyczajenia wolą przebywać w długim domu, we wspólnocie, niż we własnym domu, w odosobnieniu, jak my żyjemy: jeden dom - jedna rodzina.
W tutejszym klimacie kwiaty mają raj! Rosną, jak zwariowane.
W takim domu rodziny mają wydzielone odrębne pomieszczenia, głównie na sypialnie. Inne pomieszczenia są wspólne. Również miejsca spotkań towarzyskich i wypoczynku, miejsca, gdzie gromadzili się mężczyźni odbywając narady plemienne i wayangi, takie sceny artystyczne, teatry.
Wiewiórka w koronie drzewa
Plemię Bidayuh. To mali i szczupli ludzie. Stanowią 8,4 % mieszkańców Sarawaku. Swoje domy budowali w pobliżu rzek. Kto chce zobaczyć ich w naturalnym środowisku może wybrać się 100 km dalej do miejscowości Annah Rais, ale myślę, że takich prawdziwych naturalnych środowisk plemiennych już nie ma.
Dom plemienia Bidayuh z kominem
Ci co tam byli mówią, że owszem, mieszkają tam Bidayuhowie z rodzinami, ale też nastawieni są na komercję. Sprzedają podobno dobre i tanie winko z ryżu  własnej roboty oraz różne ozdoby, koraliki, pasy ozdobne. Żyją w tych domach na palach, ale wyposażenie mają już nowoczesne. No i te wszędobylskie kolorowe plastiki psują obraz naturalnego plemiennego domostwa.
Takie bardziej okrągłe mieli te domy, ale łączone w segmenty.
W Culture Village można obejrzeć dom ludzi z plemienia Penan. Łatwo ich rozpoznać po charakterystycznych fryzurach, strzyżonych „pod garnek”, tak na okrągło głowy.
Między domami poszczególnych plemion są spore odległości, ale drogi przyjemne
Mają czarne, proste i gęste włosy i bardzo skąpo się ubierają. Przeważnie noszą jedynie przepaskę na biodrach, wywiniętą zgrabnie w zwisający z przodu i z tyłu „śliniaczek” Są nomadami, nie usiedzą długo w jednym miejscu.
Pan z plemienia Penan ma bardzo prowizoryczny dom. Po co mu lepszy skoro wkrótce ruszy dalej? Już przebiera nogami, żeby iść gdzieś ku nowemu.
Plemię Iban stanowi znaczącą społeczność w Sarawak. Budują długie domy zwane longhuse. Znani są nam z opowieści i lektur, jako ludożercy i łowcy głów. Do dzisiaj część z nich żyje w głębokiej dżungli. W takim długim domu mieszka ponad 50 rodzin, a domów ukrytych w dżungli jest kilka.
W długim domu plemienia Iban
Ich proceder, którym kiedyś się trudnili jest zabroniony prawem i tego już nie robią. To znaczy, nie jedzą ludzi. Ale swojej głowy bym za to nie dała, że to jest pewna wiadomość, bo gdzie prawo, a gdzie oni w tej dżungli? Czasem się słyszy, że swoje porachunki między plemionami nadal w dżungli załatwiają po swojemu.
Sztuka plemienna
Kiedyś, gdy ścinali wrogom głowy, ich czaszki odpowiednio preparowali i wieszali na ścianach swoich domów, jako trofea, z których byli bardzo dumni. W ich długich domach czaszki wrogów wiszą do dnia dzisiejszego, bo to przecież zupełnie niedawno było. Pamiątki po czasach całkowitej wolności, kiedy to prawo ustalali sobie sami.
Plemienna kobieta pracująca
Żyją jeszcze dziadkowie, którzy swoim wnukom opowiadają historie z własnej młodości. Ha! to były czasy! Plemienne tatuaże na ciele wskazywały z jakiego plemienia dany człowiek pochodzi. Żeby odróżnić czy to swój, czy wróg i nie pomylić się machając maczetą. Iban nosili tatuaż  wyobrażający „kwiat oberżyny”
Dom Iban z zewnątrz
Każdy tatuaż ma swoje znaczenie, często ukryte dla obcych. Tatuaże na palcach mówią, ile plemienny Iban ma na swoim koncie zdobytych głów. Lecz większość Ibanów przyjęło już nową cywilizację i zamieszkało w miastach. Palce mają czyste
Cultural Vilage
Uczą się, pracują, jeżdżą samochodami i korzystają z komputerów. Młode pokolenie nie chce już nosić na ciele plemiennych tatuaży, uważają to za obciach. Niemniej w dżungli zamieszkuje jeszcze około 400 Ibanów, pragnących zachować swoją tożsamość i tradycje przodków do końca swoich dni. Wszystkich Ibanów szacuje się na 30% mieszkańców Stanu Suwarak.
Podpisy odwiedzających z okazji jubileuszu. Swój podpis również tam zostawiłam.
Plemię Melanau pierwotnie nazywało się a-likou, co znaczy ludzie rzeki. To oni uznawani są za założycieli Sarawaku. Domy ich wznoszą się na palach wysoko nad ziemią i trzeba nie lada zręczności, aby wejść do nich po wąskich schodkach drabiny.
W długim domu plemienia Melanau
Dla Melanau nie stanowi to absolutnie żadnego problemu, a dla turystów, różnie. Myślę, że takie utrudnione wejście do długiego domu wymyślono dla bezpieczeństwa społeczności, aby wróg ich nie zaskoczył.
Wnętrze domu i gospodyni z plemienia Melanau. Z prawej, ciosane schody. Takie same są na zewnątrz domu, tylko o wiele dłuższe, bo dom stoi wysoko.
Plemię Orang Ulu budowali swoje domy bardzo solidnie, aby służyły następnym pokoleniom. Domy stały dosyć wysoko nad ziemią na bardzo wysokich palach. Dla bezpieczeństwa, ponieważ stawiane były nad brzegami rzek. To były naprawdę bardzo długie i obszerne domy, będące w stanie pomieścić społeczność całej wioski.
Część bardzo długiego domu Orang Ulu
Gdy ilość mieszkańców wioski się zwiększała, przedłużano dom, dobudowując mu odpowiednio długi segment. Orang Ulu to urodzeni artyści. Ich domy mają pięknie rzeźbione werandy, ściany ozdabiali malowidłami kwiatów, ptaków, motyli. Zajmowali się też rzeźbą w drewnie i w żelazie. Z żelaza wyrabiali też wiele rzeczy użytkowych, potrzebnych w domach.
Rzeźby ściętych głów wroga i dmuchawki, którymi wysyłano im zatrute strzały
Plemię Malays  mają domy bardzo duże i bogato urządzone. Zadbane. Wszystko w drewnie, pięknie wypolerowane drewniane boazerie ścienne, solidne meble, wysokie okna ozdobione zasłonami z materiału, co w innych chatach jest rzadkością. To wyznawcy islamu, których religia przetrwała do dnia dzisiejszego skupiając przeważającą liczbę mieszkańców Malezji.
Przed domem Malays
Plemię Chinese, to najmłodsza nacja na Borneo. Przybyli tu na początku XXw. Swoje domy budowali na ziemi, nie na palach. Wiadomo, przenieśli tu własną kulturę i zwyczaje. Urządzali i przyozdabiali na swój barwny chiński sposób  i w każdym domu obowiązkowo stawiali ołtarzyk.
Pierwsze domy przybyłych na Borneo Chińczyków. Stoją na ziemi.
To trzecie, może czwarte już pokolenie Chińczyków, ale jak wiemy, rozprzestrzeniają się oni z szybkością błyskawicy po całym globie ziemskim, więc niebawem należy spodziewać się, że staną się większością i tutaj.
Rainforest Music House na tle gór
Każda wioska w centralnym miejscu posiadała swoją Scenę Wayang, czyli show.  Na tej scenie odbywały się kiedyś plemienne uroczystości zarówno poważne, ceremonialne, jak i rozrywkowe. Ludzie od zawsze lubili się bawić, śpiewać, tańczyć i się weselić.
Teatr
Już przy wejściu do wioski powiedziano nam, o której godzinie zaczną się występy na Scenie Wayang i zaproszono na spektakl (bilet wstępu 1 RM/zł)). Każdy zwiedzał wioskę samodzielnie. Tak się zapędziłam w zakamarki wioski, że potem nie mogłam na czas odnaleźć tego budynku z Wayang. Występy się już zaczęły.
Występ solowy
Miejscowy men zauważył, że czegoś szukam i oczywiście zaproponował pomoc. Szybko mnie zaprowadził do budynku, obecnie zwanym teatrem, wyraźnie zmartwiony tym, że nie od początku obejrzę show. Czasami się tak właśnie zagapiam i tracę poczucie czasu, jeśli gdzieś mi się bardzo podoba.
Występ zespołowy
Zdjęcia z Wayang wyszły słabo, ponieważ występy odbywały się w mocno  przyciemnionej sali, kierując reflektory wprost na scenę. Plusem było, że przy  okazji solidnie się schłodziłam na mocno klimatyzowanej widowni. 
Tancerki
Było już mi to  bardzo potrzebne, bo pot spływał po mnie każdym możliwym rowkiem na ciele. Upał niesamowity! Piekący żar z nieba się lał tego dnia!
Taniec mistrza
Wayang polegał na tym, że poszczególne plemiona prezentowały przy muzyce swoje plemienne tańce, opowiadające o codziennym życiu plemienia, powtarzających się cyklicznie czynnościach, jakimi plemiona się zajmowały, o tradycjach plemiennych. Artyści ubrani byli bardzo barwnie, w tradycyjne stroje danego plemienia, przeznaczone na uroczyste okazje.
Taniec z zaproszonym na scenę turystą
Ciekawie wyglądał też zespół muzyczny, instrumenty, ale muzycy stali w głębi już w zupełnej ciemności, dodatkowo zasłaniani przez tancerzy i w żaden sposób nie mogłam ich namierzyć obiektywem.
Żyrandol teatralny w kształcie dzbaneczników.
Wayang jest dodatkową atrakcją dla zwiedzających i odbywa się dwa razy na dzień. O g.12.oo i 15.oo.

1 komentarz: