Patronat medialny



Miło mi poinformować, że moja wyprawa została objęta patronatem medialnym przez portal Link to Polnad www.linktopoland.com

środa, 11 marca 2015

Kambodża. Phnom Penh I


Buddo, chroń Króla!
Nim ulokowałam się w swoim pokoju, wzięłam prysznic, rozpakowałam bagaż, zrobił się już wieczór. Wieczorem nie ma mowy, żebym zagłębiała się w nieznane miasto. Phnom Penh należy do jednych z najbardziej niebezpiecznych w Azji miejsc dla turystów. 
Phon Penh. Widok z mojego hotelu
Zeszłam do hotelowej restauracji na kolację i piwo z nadzieją, że znajdę jakąś mapkę miasta, foldery, gdzie znajdują się ciekawe obiekty do zwiedzenia w mieście, jakie są ceny itp. Żeby przygotować się odpowiednio na następny dzień.
Gdy brak klientów, można rikszą wozić towary. Ważne, aby interes się kręcił.
Mapek żadnych nie było, a foldery jedynie z wycieczkami oferowanymi przez hotel. Następnego dnia nie dostałam mapki miasta w żadnej agencji ani informacji turystycznej.
Na parterze hotelu "Capitol" jest restauracja, terminal autobusowy i bankomat CB
Pech. Może się im skończyły? Dopiero w jakimś dużym hotelu, do którego weszłam po informację, dali mi mapkę i to nawet bardzo przydatną z wyraźnie zaznaczonymi ulicami i obiektami w mieście. Bez mapki, to ja ani rusz.
Po drugiej stronie ulicy
W Phnom Penh jest kilka ciekawych miejsc do zwiedzenia i na tym jedynie należy się skupić, ponieważ samo miasto jest brudne, zatłoczone i hałaśliwe. Ludzie nie są tu zbyt uprzejmi, jeśli nie mają w tym własnego interesu, podobnie zresztą, jak w Siem Reap. Opowiadania o życzliwych i wiecznie uśmechniętych ludziach w Kambodży, to jakaś pomyłka. 
Każdy znajduje się w ciągłym ruchu  i mowy nie ma, aby chociaż zwolnił, gdy pieszy chce przejść
Może pomylono ten kraj z Laosem? Gdy zapytałam jak dojść do Wat Koh, to chłopak  odpowiedział, że nie ma pojęcia, chociaż staliśmy na jego tyłach. A gdy w sklepie chciałam rozmienić pieniądze, żeby mieć drobne do zapłacenia przy straganie, to owszem, ale to kosztuje 1 $!. Rozmienienie banknotu na trzy o mniejszych nominałach! (bilonu tu nie mają).
Spróbujcie zobaczyć pieszego. Nie zobaczycie, bo pieszo tutaj chodzę tylko ja!
W najgorszej sytuacji znajdują się tutaj piesi, bowiem w Kambodży nikt pieszo nie chodzi po ulicach, chociaż nie jest to zabronione prawem. Czasami mam wrażenie, że tylko ja jedna chodzę tutaj pieszo po mieście. Może dlatego tu-tukowcy i duposiady (tak mówią na driverów motocyklowych) ciągle mnie zaczepiają, bo są w szoku widząc kobietę idącą o własnych siłach po jezdni, wśród jadących pojazdów?
Mniej więcej dwa razy w tygodniu odbywają się tu różne manifestacje.
Wszyscy w tym kraju jeżdżą samochodami, motorami, skuterami, tuk-tukami, w najbiedniejszej wersji, rowerami. Pieszego mieszkańca Kambodży trudno wypatrzyć na ulicy, a starałam się, żeby chociaż na jednego trafić i utrwalić na zdjęciu, bowiem byłoby to na miarę wydarzenia sezonu. Nie udało się. Jeżeli widać stojącego człowieka na chodniku, to z pewnością stoi obok swojego skutera lub samochodu, bo kupuje jedzenie przy straganie lub coś w tym rodzaju.
Chodniki są dla samochodów. Trzeba wyminąć też toyotę i przejść środkiem jezdni.
Jak na państwo umieszczone na liście najbiedniejszych krajów świata, znajduje się tutaj zadziwiająco duża ilość pojazdów mechanicznych w codziennym użytku. Jeżeli już samochód, to pełen wypas, terenowy, z napędem na cztery koła. Skutery japońskie.W Kambodży absolutnie każdy posiada swój własny środek lokomocji i swój własny telefon komórkowy.  
Sprzedaż kwiatów i owoców nad rzeką
Dzieci szkolne również. Niektóre jeżdżą rowerami lub wożone są przez kogoś z rodziny. Ale większość dzieci i młodzieży jeździ własnymi skuterami. One pieszo też nie chodzą. Prawo jazdy można chyba mieć tutaj od wieku przedszkolnego, a być może wcale ono nie jest wymagane? Parkingi i chodniki przed szkołami całe zastawione są rowerami i skuterami, którymi jeżdżą małolaty. 
Ulica Phnom Penh
Staruszki wożone są przez członków rodziny lub jadą rikszą. Pieszo po ulicy nie chodzi tu żadna staruszka. Kiedy zdałam sobie z tego wszystkiego sprawę, byłam bardzo zaskoczona. Sprawdziłam. Japońskie salony skuterowe oferują mieszkańcom Kambodży najróżniejsze pojazdy, do wyboru-do koloru, w cenie od 800 do 1.200 $. Niektóre prawdziwe cacka o bardzo nowoczesnej linii i w różnych kolorach. Dla dziewczynek, różowe.
Oferta firmy Yamaha
W miastach europejskich część ludzi znajduje się w domach, część w pojazdach na jezdni, w tramwajach, w metrze, a część na chodnikach. Tutaj od świtu do późnej nocy wszyscy znajdują się w swoich pojazdach, na jezdni. W domach nie siedzą, bo z reguły nic tam nie mają, oprócz miejsca do spania. 
Jak nie jadą , to leżą (żartuję, to brygada remontowa ma sjestę!)
Dlatego po ulicach tutejszych miast przetacza się taka lawina pojazdów o każdej porze dnia i nocy. Zje i wypije, papiery i butelkę rzuci na ziemię i odjedzie swoim pojazdem.Wszyscy mieszkańcy, jeśli akurat nie śpią lub nie jedzą, to znajdują się na jezdni! Nie wszyscy zaopatrują się w paliwo na stacjach benzynowych.
Wcale tym ludziom nie przeskadza, że jedzą na śmietniku. Chodnik zaanektowany przez lokal.
Niektórzy kupują taką jakąś dziwną benzynę w butelkach plastikowych po napojach, sprzedawaną ze stolików na ulicach. Spaliny z takiego paliwa, to dopiero tworzą smog. Nic dziwnego, że większość mieszkańców ma na twarzach maski higieniczne. Myślę, że w Kambodży nie istnieje Ministerstwo Ochrony Środowiska, a w szkołach nie porusza się tego tematu.
Trzeba chodzić między tymi pojazdami, środkiem ulicy
Nie kładą tutaj chodników. Jak nie ma pieszych, to po co chodniki? W Phnom Penh istnieją na niektórych ulicach chodniki z dawnych czasów, nieraz widziałam je też w Siem Reap. Ale służą one jedynie, jako parkingi dla pojazdów lub miejsce na stragany z jedzeniem. Pieszy (czyt.turysta, bo to jedyny pieszy w mieście) musi cały czas iść brzegiem jezdni, a nieraz jej środkiem ponieważ zdarza się, że samochody ustawiane są podwójnie i sięgają połowy jezdni, do środkowego pasa. Największy problem jest z przedostaniem się na drugą stronę ulicy.
Po obu stronach ulicy zastawione chodniki całkowicie
Żaden kierowca nie przepuści pieszego, żeby nie wiem, co. Nawet jak pieszy jakimś cudem dostanie się na środek jezdni, czy na pasy dla pieszych (bo pasy nieraz są), to i tak żaden z kierowców nawet nie zwolni, tylko będą omijać pieszego z przodu i z tyłu,dziwiąc się, co on tutaj robi na ulicy i pojadą dalej. Również na tych ulicach, gdzie są światła. Nerwicy można się nabawić z tego powodu. Turyści zbierają się w grupy, dochodzą do już oczekujących na jezdni i razem próbują przejść w nadziei, że grupie kierowcy prędzej ustąpią.Policja na to patrzy i śmieje się, bo ma cyrk za darmo.
Chodniki zabrane pieszym
Każdy dorosły i każde dziecko posiada również telefon komórkowy. Skuter i telefon komórkowy to obowiązkowe wyposażenie każdego Kambodżanina. Bieda w Kambodży musi czymś innym się wyrażać, czymś ukrytym, niewidocznym, ale na pewno nie brakiem dostępności, jakby to u nas powiedzieli, do artykułów luksusowych. W Polsce, jak ktoś ma samochód, czy każdy członek rodziny posiada swój skuter, to znaczy, że nie jest biedny i nie może korzystać z pomocy socjalnej państwa.
O! Jest tu Ministerstwo Pracy i Transportu. To o z tym transportem w mieście?
Biedę Kambodżanina często ocenia się na podstawie jego domu. Często to nie dom nawet, a zbita z desek buda na palach, w której w jednym ogólnym pomieszczeniu mieszka cała, liczna zazwyczaj rodzina. Biedę widać w braku mebli, do jakich każdy Europejczyk jest przyzwyczajony i w braku dbałości o higienę otoczenia i czystość.
Niekończący się ciąg pojazdów. Nie przepuszczą mnie na drugą stronę.
Jak ktoś chodzi w żałosnych ciuchach i siedzi przed żałośnie wyglądającą drewnianą budą, wokół której walają się sterty śmierdzących śmieci, to dla nas oznacza, że jest to biedny człowiek. W Kambodży taka ocena może być myląca. W tych swoich budach nawet nie gotują posiłków. Żywią się na mieście.
Chyba powinnam wziąć z nich przykład. W plecaczku miejskim noszę dwie maski.
Gdy w czasie jazdy skuterem Kambodżanin wypije wodę mineralną, czy colę, to butelkę lub puszkę po prostu rzuca przed siebie na jezdnię. Zazwyczaj jedną ręką prowadzi, a drugą, albo rozmawia przez komórkę, albo coś pije lub coś je. Z początku się wystraszyłam, gdy inne skutery, których pełno jednocześnie na ulicy, najeżdżały na te wyrzucane opakowania. Huk, jak wystrzał armatni.
Sikający za i na cudzy samochód
Mężczyźni sikają tam, gdzie stoją. Obok knajpy, pod murem klasztornym, obok swojego pojazdu lub cudzego, pod drzewem. Wcale się nie krępują, uznając widocznie, że ci ze skuterów i samochodów nie przyglądają im się. Ale turyści chodzą pieszo i takie zachowania muszą oglądać. Przez to wszędzie śmierdzi na tych ulicach.
Nic dziwnego, że na skuterach jeżdżą w maskach na twarzy
W tych swoich marnych domach mają tylko łóżka i telewizory. Przy rzece, pod takim domem na palach przywiązana jest do słupa łódka, a na drewnianym pomoście stoi skuter lub dwa. Przy domach-szopach na lądzie, stojące skutery i samochody, to już norma. Często widzę skutery garażowane w pomieszczeniu, w którym mieszkają ludzie, bo drzwi na oścież otwarte. Ale same domy, to są straszne rudery.
Sprzedaż uliczna jedzenia
Oczywiście, jest w tych miastach część ludzi zamożniejszych i naprawdę bogatych. Posiadają oni solidne domy z prawdziwego zdarzenia, urządzone na miarę XXIw, ale ja nie o takich piszę. Takie domy kryją się za wysokimi murami i są niedostępne dla oczu z zewnątrz. Ja piszę o przeciętnych mieszkańcach, którzy żyją otwarci na zewnątrz, jak gdyby na ulicy.
Pod murami klasztoru buddyjskiego
Nie wiem, jak jest na prowincji, bo tam nie byłam i nie będę ze względu na własne bezpieczeństwo. Sami mieszkańcy Kambodży odradzają mi takie wycieczki. Jeszcze nie teraz. Jeszcze nie cały teren jest rozminowany i nie wszystkie pospolite gangi narkotykowe zlikwidowane. Nawet z Sihanoukville położonym nad morzem zrezygnowałam. Nie widzę sensu jeżdżenia w niebezpieczne miejsca, które są na dodatek nieciekawe i nie wnoszą nic nowego do mojej wiedzy o kraju.
Kable zawiązane w kokardkę bardzo szpecą ulicę z nowoczesnymi domami
Podoba mi się w Kambodży dbałość o wykształcenie dzieci. Dzieci jest bardzo dużo, bo po wojnie przyrost naturalny był ogromny i zresztą nadal jest. Dzieci w szkołach uczą się często na trzy zmiany. Obok innych przedmiotów, uczą się obsługi komputerów (bo obsługę komórek mają opanowaną od urodzenia) i języków obcych. Głównie angielskiego, ale również francuskiego i innych.
Zjadł, styropianowe opakowanie rzucił na ziemię i zapadł w drzemkę
Zarówno w Siem Reap, jak i w Phnom Penh działają szkoły amerykańskie i francuskie, w których dzieci uczą się w oryginalnych językach. Słyszałam, że te szkoły stoją naprawdę na wysokim poziomie. Dużo młodzieży kontynuuje naukę na wyższych uczelniach. Są też zwykłe, państwowe szkoły znajdujące się pod patronatem jakiegoś kraju lub fundacji z krajów pomagających Kambodży.
Szkoła Amerykańska w Phnom Penh
Taki nacisk na porządne kształcenie przyszłego pokolenia, które wejdzie na rynek pracy i do sfer rządzących, naprawdę może szybko i całkowicie zmienić oblicze Kambodży, ale to jeszcze nie w tej chwili. Jednak takiej Kambodży, jaką ja teraz oglądam, następne pokolenia turystów mogą już nie zobaczyć i oby tak się stało.
Ecole de Francais. Uczennice kupują sobie obiad
Być może nowe, wykształcone pokolenie potomków Khmerów pokryje miasta gęstą siecią kanalizacji i wodociągów, rozwiąże problem pozbywania się śmieci i odpadków poza rzekami, dla mieszkających na wodzie wymyśli ekologiczny sposób utylizacji śmieci, odchodów i odpadków.
Skutery młodzieży przed szkołą
Może na ulicach uruchomi publiczne szalety i ustawi kosze na śmieci, które będą opróżniane każdego dnia wieczorem, a dla nieprzestrzegających czystości zastosuje kary pieniężne, jak w Singapurze?  Ktoś może również nauczy ludzi sprzątania we własnych domach i wokół nich. Wszystko jest możliwe. Może wyczyszczą rzekę Siem Reap i Mekong? To jest również możliwe.
Rowerowa sprzedaż orzeszków ziemnych i słodyczy
Następnego dnia po przyjeździe, od samego rana ruszyłam na zwiedzanie miasta Phnom Penh. Mając dobrą mapkę i bazę w centrum miasta, spokojnie wszystko można samemu obejść, bo odległości nie są wielkie. Kto nie ma siły lub ochoty chodzić, może korzystać z tuk-tuka, których tu jeździ ogromna ilość, jak w Siem Reap. Ja jeszcze nie korzystałam.
W oczekiwaniu na klienta można pograć w warcaby
Pytałam o cenę dojazdu na lotnisko, ponieważ powiedziano mi, że nie ma w tamtym kierunku  autobusów. Trzeba wziąć taxi lub tuk-tuka. Tuk-tuk zawiezie nas do Airport za 7 $, taxi za 15 $. Miejskie autobusy w Phnom Penh są, ale na przystankach same esy-floresy, więc nie wiem jakie numery gdzie jadą i nie korzystam.
Ojciec karmiący niemowlę na ulicy. Butelką.
Są również autobusy międzymiastowe, między krajowe (do Wietnamu można spod mojego hotelu „Capitol” pojechać, jak się ma wizę, oczywiście) i turystyczne. Póki co, chodzę po mieście pieszo i wszędzie z łatwością trafiam, ponieważ tutaj dosyć często są tablice z nazwami ulic (tych większych) i z numerami (tych mniejszych). Ułatwia to poruszanie się po mieście.
Luźno  i świeższe powietrze. Wokół Pałacu Królewskiego zamknięto ulice dla ruchu kołowego.
Wyobraźcie sobie, że ulica 163 nazywa się Poland Republic Bolievard! Specjalnie poszłam, żeby ją zobaczyć. Niestety, jest to jedna z tych ulic, które nie posiadają ani jednej tablicy z nazwą i numerem. Mogę tylko na mapie pokazać, że taka ulica jest i to bardzo długa. Ciągnie się od Russian Market, przecina Mao Tse Toung Bolievard  245, Sihanouk Bolievard 274 i prawie dochodzi do mojej ulicy 182.
Widzicie Poland Republic Blvd 245? od stadionu, w lewo idzie
Polska Republika, kto by pomyślał, że taki relikt przetrwa gdzieś na świecie do XXIw? Dobrze, że nie dopisano: Ludowa? A my nawet nie mamy tu swojej ambasady. Kambodża podlega kompetencji terytorialnej ambasadzie polskiej w Tajlandii. 
Aleja flag wzdłuż wybrzeża rzeki. Jest nasza? jest!
Lecz w pobliżu Pałacu Królewskiego, gdzie wywieszone są flagi różnych krajów świata, polska flaga również powiewa. Taka jest moja optymistyczna wersja. Chyba, że się pomylili i odwrotną stroną zawiesili flagę indonezyjską. Wersja pesymistyczna.
Przed szkołą. Buddyści nie mają swoich skuterów.
No, dobrze. Ponarzekałam, pokazałam brzydkie rzeczy i sytuacje, wytknęłam drażniące zachowania i na tym temat zakończę. Od następnego postu będę pisała same miłe opowieści i pokażę tylko ładne zdjęcia. Bo to jest tak, że można obiektywem operować w taki sposób, aby pokazać to, co się chce. 
Ale oni też pieszo nie pójdą.
Dlatego na zdjęciach z wczasów rodzinnych wszystko jest takie śliczne. Na ulicy pełnej śmieci, zawsze znajdę taki odcinek, który będzie czysty. Ominę obiektywem zwoje czarnych kabli, odwrócę się tyłem do sikającego pana, zamknę oczy, jak z samochodu, skutera lub rikszy będą na jezdnię leciały butelki. Pokażę teraz śliczne miasto khmerskie, Phnom Penh.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz