Patronat medialny



Miło mi poinformować, że moja wyprawa została objęta patronatem medialnym przez portal Link to Polnad www.linktopoland.com

poniedziałek, 16 lutego 2015

Kambodża - w przerwach na relax


Gdy nie jeżdżę z Darą tuk-tukiem, to zwiedzam miasto. Jest tu trochę ciekawych miejsc do zobaczenia. Upał straszny, poszłam wczoraj bez kapelusza i bez smarowania się kremem z UV. Nie wyglądało rano, że będzie tak gorąco. Niebo jakieś takie zasnute było, a potem słońce się odkryło i nieźle mnie przypiekło.

Siem Reap
Miasto Siem Reap jest bardzo zaniedbane, ale ma kilka ładnych zakątów i detali. Szkoda, że to wszystko znajduje się w otoczeniu typowo azjatyckiego bałaganu i stert nie wywożonych na czas śmieci. W takim gorącym klimacie to zaraz roznosi się po ulicach smród i czar pryska.

Do południa jest jeszcze jako tako luźno na ulicach, bo turyści albo śpią, albo są w ruinach
Na dodatek na ulicach unosi się w powietrzu rdzawy kurz, bo ruch rowerów, skuterów i samochodów jest ogromny, a większość ulic Siem Reap nie ma asfaltu. Toczy się to wszystko po żółtej żwirowej drodze wzbijając tumany kurzu. Chodników też nie ma, ludzie chodzą między pojazdami i jakoś muszą sobie radzić.

Boczne uliczki z kafejkami i khmerską sztuką ludową
Chyba są tutaj bardzo liberalne przepisy dla kierowców, bo często można zobaczyć, jak kierowca (on lub ona) jedzie motorem trzymając kierownicę jedną ręką, ponieważ w drugiej trzyma komórkę i rozmawia lub pisze sms. Bywa też, że w jednym ręku trzyma niemowlę pod pachą, a przed nim i za nim siedzą nieco starsze dzieci.

takie trochę we francuskim stylu one są
Dzisiaj najechała na mnie dziewczyna na skuterze. Nieprzerwany ciąg pojazdów wznosząc kurz przewalał się po ulicy, a ja przechodziłam na drugą stronę, bacznie uważając na boki. Jednak nie wiadomo skąd wyjechała ta dziewczyna i raptem znalazła się przy mnie.

Chiński turysta, jak u siebie. Foldery i menu tłumaczone są  tutaj na język chiński.
Na szczęście zahamowała gwałtownie, ja odepchnęłam skuter od siebie i cofnęłam nogi. Zatrzymała się i bardzo mnie przepraszała, pytając, czy mi się nic nie stało. Zupełnie nic, zapytałam, czy ona też ok? w porządku? Ok! no to dobrze, ale tak to właśnie bywa na ulicach kambodżańskich miast.

W pobliżu Pub Street
Niektóre budynki są naprawdę ładne, takie w dawnym francuskim stylu kolonialnym, ale generalnie wszystko wygląda na niedokończone, ponieważ zaraz obok walają się śmieci i nieuprzątnięte gruzy budowlane. Najładniejsze są ulice Pub Street i Market Street i boczne, wąskie uliczki odchodzące od nich.

Pub Street
Pełno tam różnych knajpek, ale ładne są dlatego, że mnóstwo tam zieleni i kolorowych kwiatów. Taki Little Paris. Po Francuzach pozostały w Kambodży  bagietki i wino! W mojej podróży bywało, że tylko chleby tostowe  w sklepach były dostępne, więc z możliwości kupna bagietek bardzo się cieszę (0,90 $ szt)

Soki oocowe za 1 $
Cały teren ograniczony ulicami Sivatha Road, National Road Nr.6 oraz Pokam Bor Street ciągnący się brzegiem rzeki Siem Reap River jest bardzo interesującym miejscem do zwiedzania. Na rzece bardzo dużo mostów.

Most ozdobiony rzeźbami khmerskimi. Idzie się nim do Świątyni Bo.
Jedne tylko dla pieszych, inne również do pojazdów, ale tak wiele mostów i w tak bliskiej od siebie odległości, to ja jeszcze nigdzie nie widziałam. No, może w Pradze. Duża wygoda, bo można sobie raz na jedną, raz na drugą stronę rzeki przechodzić. Po obu stronach jest ciekawie i oba brzegi rzeki są jako tako zagospodarowane.

Woda w rzece brudna,  brązowa, ale pan się wykąpał. Może rytualnie?
Hotele, restauracje i bary są po prostu wszędzie. Różnej kategorii i w zróżnicowanej cenie, w zależności od tego, co proponują. Cały czas jeszcze budują nowe hotele, remontowane są niewielkie domy na hostele i guest housy. Siem Reap wie, że turystów im nie ubędzie, lecz zacznie ich coraz więcej przybywać, gdy znajdą tu warunki dla siebie, więc im te warunki tworzą.

Nocny Market
Nie ubędzie, bo skoro Angkor Wat tyle wieków stał, to będzie stał nadal i przyciągał coraz to nowe pokolenia ludzi z innych kontynentów, gdzie miejsc historycznych podobnego rodzaju nie ma. A  kraj i miejscowi ludzie znacznie poprawią sobie warunki dzięki dochodom z turystyki. Dlatego też pospiesznie  remontują i odtwarzają starożytne budowle, które są zdewastowane.

Można tu kupić również gotowe potrawy
Nie ma już wprawdzie takich tanich hotelików, hosteli i guest housów o jakich pisze Pascal w swoim przewodniku sprzed kilku lat (2-6 $), ale nadal są to tanie miejsca noclegowe, jakie trudno w innych częściach świata, a nawet Azji, znaleźć.

Uliczne kafejki mają Wi-Fi, które też nie zawsze działa
Najtańsze noclegi zaczynają od propozycji 15 $ za skromny pokój z dwoma lub z jednym dużym łóżkiem, nieraz trafi się za 12 $. Potem już są po 20, 25, 30 $ itd. Wszędzie jednak można coś utargować w zależności od sezonu i długości pobytu. Taniej (6-8 $) można dostać nocleg w wieloosobowych pokojach  hostelowych.

Są też guesthousy wynajmujące pokoje na godziny (?), dla tutejszych
Właściciele remontują swoje hotele, wyposażają w tv, klimatyzację, internet, aby zyskać większy standard i móc pobierać większą opłatę od turystów. Nie jest to wszystko jednak do końca dopracowane.

W moim "I Win Villa" przy recepcji. Miejsce na posiłki i internet, który ciągle się zacina.
Do rooms wstawiają stare telewizory, najczęściej takie małe przenośne, jakich u nas już się nie używa, z dostępem tylko do kiepskich lokalnych programów. Internet działa na pożal się Boże, często wyłączają prąd i wodę, ale kasa za pokój już pobrana i żadnych zwrotów, ani upustów z tytułu usterek i braków nie ma.

Minisi nie zawsze chodzą pieszo i bez komórek też nie mogą się obyć.
W telewizji lecą 3, 4 programy lokalne, ze łzawymi filmami, typu „Isaura” oraz programami z udziałem publiczności. Nie do oglądania. Tak więc skończyło się dla mnie oglądanie wiadomości ze świata. Tutaj takiej możliwości nie ma.

Tuk-tuki dorabiają sobie reklamami
W mieście wywieszone są informacje o bezpłatnym  dostępie do internetu prawie w każdym lokalu gastronomicznym, w niewielkich marketach, agencjach turystycznych . Stoi zazwyczaj z boku jakiś podłużny stół z komputerami (starymi, ale działającymi), lecz można również podłączyć się ze swoim laptopem. Gdyby on jeszcze działał, jak należy, to byłoby ok!

Rodzina
Zaraz pierwszego dnia przestał działać zlew w łazience. Widocznie rury są zatkane. Przyszła dziewczyna z gorącą wodą, w której rozpuściła jakiś proszek i przetkała tym zlew. Jest ok, mówi, a ja widzę, że nie bardzo, bo woda zbyt wolno schodzi.

Polerowanie Buddy
Za dzień lub dwa sytuacja się powtarza. Widocznie to powracający problem, bo są już przygotowani na takie zgłoszenie i naprawiają to szybko, co rusz i na chwilę. Widać, że w ogóle się tym tematem nie przejmują.

Dzieci wychowują się na ulicy
Na szczęście okna są solidne z również solidną zasuwaną siatką przeciw komarom. Można bezpiecznie spać. W Pattaya ciągle byłam pogryziona przez komary, co doprowadzało mnie do szału. Rozpylanie na noc środka p/komarom nie pomagało. Prędzej ja bym się udusiła od tego smrodu, bo repelent śmierdział, jak tyfus! ale nie komary, o nie! Zawsze jakiś się do mnie dorwał i pokąsał.

Po każdym spacerze mam taki sam kolor włosów i ubrań, jak ta droga
Z reguły nie ma tu ciepłej wody, ale to mi zupełnie nie przeszkadza. Wracam ze swoich wycieczek tak brudna i zgrzana, że z przyjemnością wchodzę pod zimny prysznic, aby się wyszorować i schłodzić. Ale zdarza się dzień, że z prysznica leci ciepła woda, a nawet gorąca. Kambodża to kraj niespodzianek.

Szkoła
Jedzenie w barach, restauracjach i kuchniach na kółkach jest już droższe, niż czytałam w przewodniku i w relacjach podróżników, ale są garkuchnie, gdzie czasami można dostać rice and chicken za 2$. To ryż zmieszany z małymi wiórkami kurczaka i cebulą. I ciągle jeszcze można tu sporo różnych rzeczy kupić za 1 dolara.

Uczniowie na placu szkolnym
Pyszne soki wyciskane na poczekaniu ze świeżych owoców  kosztują 1 $, woda mineralna, przełącznik do kontaktu dostosowujący końcówkę europejską do azjatyckich wtyczek, małe bagietki, różne ciastka, kawa w papierowym kubku i jeszcze kilka innych rzeczy. Można też oddać swoje rzeczy do pralni (Laundry), gdzie za 1 kg prania, zapłacimy również 1 dolara.

Pyszne soki są z takich owoców
Niestety, są też osoby i dzieci żebrzące o 1 dolara. Osoby, to takie już raczej sfatygowane nieco trybem życia, ale żebrzą też kobiety z dzieckiem na ręku i takiej osobie głupio odmówić tego dolara, chociaż dziecko może być wypożyczone i wymiennie służyć do wzruszania obcokrajowców.

Market. Można tu coś kupić, coś zjeść i wybrać z bankomatu pieniądze, bo płaci się tylko gotówką.
Ale komórkę każdy tutaj ma. I biedny i bogaty. I stary i młody. Zadziwiająca magia i moc telefonii komórkowej. Chyba ja jedna tylko nie mam tutaj telefonu J.

Piękny Klasztor Buddyjski
Codziennie opijam się wprost pysznymi sokami z bananów, mango, ananasa i innych egzotycznych owoców, tymi po 1 $, bo są naprawdę smaczne i pożywne. No, i mają witaminy. Podstawowe azjatyckie dania typu rice and chicken w różnych odmianach, urozmaicony różnymi dodatkami przeważnie kosztuje 3 $, czasami 4 $. Również azjatyckie (khmerskie) zupy można w tej cenie dostać.

Kuchnia khmerska
W lepszych restauracjach takie dania są już droższe. Generalnie tam, gdzie na stołach leżą obrusy, jest drogo, gdzie cerata lub gołe blaty, ale we wnętrzu, jest taniej, tam gdzie plastikowe stoliki stoją bezpośrednio na ulicy, przy kuchni na kółkach, jest najtaniej. Piwo w sklepie kosztuje 0,60 $ puszka, w lokalu, 1 $.

Zosia podróżniczka
Odwiedziłam Wat w starej dzielnicy miasta. Po prostu piękny. Nad bramą wisi tablica z napisem: „Preah Promreath Pagoda. A.D. 1371”. Cały teren świątynny bardzo zagospodarowany i zadbany. To są w Azji jedyne miejsca, gdzie naprawdę dba się o czystość, ładne zapachy i miłą, tchnącą spokojem atmosferę.

Preah Promreah Wat
Ten Wat posiada bardzo urozmaicone budowle na swoim terenie oraz trawniki, ławeczki ustawione w cieniu drzew. Bardzo było tam przyjemnie. Mam nadzieję odwiedzić tu jeszcze inne Waty, bo widzę na mapce miasta, że jest ich tu wiele.

Wejście do klasztoru
Małych dzieci jest tutaj wyjątkowo dużo i cały czas towarzyszą rodzicom. One są po prostu wszędzie, plączą się pod nogami turystów w hotelach, bawią się między stołami w restauracjach, biegają wokół kuchni na kółkach, gdzie ich mama lub tata przygotowują potrawy klientom.

Dziedziniec Wat
Są w marketach za ladą, na targowiskach pod blatem, w agencjach turystycznych w wózkach za przepierzeniem. Bo większość pracujących ludzi trzyma te maluchy przy sobie w czasie pracy. Z pewnością nie ma tutaj żłobków i przedszkoli, a i z babciami widocznie jest kryzys.

Buddyjski Wat
Jest ich tak dużo, że w szkołach uczą się na zmiany i część dzieci idzie do szkoły dopiero po południu, potem po ciemku wracają do domów. Niestety, dzieci zamiast zająć się odrabianiem lekcji, nauką języków obcych lub zabawą z rówieśnikami, są wykorzystywane do pracy.

Płaskorzeźba przedstawiająca starożytny Angkor
Pomagają rodzicom w sklepach i barach, wysyłane są na popularne trasy zwiedzania i sprzedają turystom różne rzeczy, banany i inne owoce, napoje, pocztówki, pamiątki. Chcą sprzedać swój towar za wszelką cenę, więc nie popuszczają, gdy się dziękuje i odmawia.

Turyści w Red Piano
Biegają za turystami, powtarzają kilka wyuczonych na pamięć zwrotów angielskich i na siłę próbują im wcisnąć cokolwiek, a gdy się to nie udaje, po prostu się wściekają i puszczają za turystą jakąś wiązankę słów, tylko dla nich zrozumiałą. Z pewnością nie są to przyjemne teksty.

Dziewczynka wywożąca śmieci
W czasie toczącej się tutaj do niedawna wojny domowej, kiedy to Czerwoni Khmerzy wymordowali ponad dwa miliony ludzi, daje się teraz zauważyć przeważającą liczbę młodego pokolenia w społeczeństwie.

Gotowany ryż wysypany przez mnichów dla nakarmienia ptaków
Ten duży przyrost naturalny jest potrzebny, aby społeczeństwo się odbudowało i wychowało pokolenie w pokojowych warunkach, a kraj wrócił do równowagi demograficznej i ekonomicznej.

Central Cafe w Siem Reap
Dzieci są tutaj bardzo czule traktowane przez rodziców, chociaż zbyt szybko przyuczane do dawania sobie rady w życiu. Ludzie pracują, jednocześnie wychowując dzieci. Niby wszędzie tak jest, ale są jakieś żłobki, przedszkola, babcie czy wynajęte opiekunki.

Mama pracuje, dziadek dziecko bawi
Tutaj tego nie ma. W moim hotelu też małe dziecko ciągle towarzyszy tacie, lub siedzi gdzieś tam pod stołem. Dzisiaj podeszło do mnie, gdy pracowałam na laptopie przy dużym stole w holu i koniecznie chciało się ze mną bawić.

Wypożycz mnie, prosi elektryczna motorynka
Dzieci zupełnie tutaj nie boją się obcych. Podchodzą do turystów w restauracjach, parkach. Przyglądają się z zaciekawieniem, dotykają, zaczepiają. To dla nich naturalne otoczenie, jak znane sprzęty w domu czy członkowie rodziny. Wychowują się od małego wśród obcych ludzi, stąd brak lęku.
Dzisiaj takich słoni już nie ma, a i polowanie zabronione

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz