Patronat medialny



Miło mi poinformować, że moja wyprawa została objęta patronatem medialnym przez portal Link to Polnad www.linktopoland.com

niedziela, 8 lutego 2015

Kambodża - Siem Reap

Wszystko poszło dobrze, jestem w Kambodży. Ale od początku.
Hotel przy lotnisku w Bangkoku
Wyspałam się tyle, ile trzeba, ponieważ nie musiałam się spieszyć na lotnisko. Spokojnie się spakowałam, wypiłam kawę i obejrzałam najświeższe wiadomości na BBC World News w swoim pokoju. O 11.oo zdałam pokój, taksówkarz stał już pod hotelem, ten z którym poprzedniego wieczora się umówiłam. Pojechaliśmy na lotnisko.
Nasz mały samolot Cambodian Angkor Air
Koszt transportu na lotnisko, 150 baht. Jest ok!, cena kursu taxi na lotnisko wywieszona jest w widocznym miejscu przed hotelem i przy recepcji, więc żadnych kombinacji nie ma. Lubię takie jasne sytuacje. Driver podwiózł mnie pod drzwi Departure i pomógł przełożyć bagaże na wózek.
Hala lotniska w Siem Reap, Kambodża
Najpierw podeszłam do wagi, aby zważyć bagaż główny. Dopuszczalny  ciężar głównego bagażu w economy class, to 20 kg. Do wagi trzeba wrzucić 10 baht, żeby zważyć bagaż. Walizka ważyła nieco ponad 16 kg. To rozumiem. Dobrze, że wzięłam małą walizkę. Koniec ze stresami!
Przed wejściem transparent o Światowej Konferencji UNESCO w Siem Reap
Jako podręczny bagaż mam jeszcze swój średniej wielkości plecak, torbę z aparatem fotograficznym i taki podłużny pokrowiec Air na buty. Nikt nie kwestionował, że w sumie mam trzy podręczne bagaże. No problem.
Hotel, w którym zatrzymałam się w Siem Reap
Następnie podeszłam do stanowiska foliowania bagaży. Trochę musiałam postać w kolejce, bo w tym rejonie świata prawie każdy foliuje główny bagaż z obawy przed przemytnikami narkotyków, którzy mogą coś dołożyć i kłopot gotowy. Policja karze tego, u którego narkotyki znaleziono, a nie bawi się w ustalanie, kto je tam włożył. Koszt foliowania walizki wynosi 150 bathów.
Przed wejściem do mojego hotelu
Odszukałam stanowisko odpraw linii lotniczej, którą miałam lecieć, Cambodia Angkor Air, nadałam bagaż i poszłam do bramki, bo chociaż było jeszcze sporo czasu, wolałam mieć to już za sobą i czekać po wewnętrznej stronie, gdzie jest sporo sklepów, kafejek, free internet, prasa i książki itp.
Ulica Siem Reap
Na szczęście nie kazali mi zdejmować butów, ani zegarka. Pasek od spodni musiałam jednak wyjąć, jak również laptop z plecaka wydobyć. Skontrolowali mi ten podłużny pokrowiec na buty. Wolną przestrzeń w butach wykorzystałam na upchanie tam środków przeciw komarom, proszku do prania i takich tam. Pan tylko się uśmiechnął i zasunął zamek. Ok, w porządku.
Buddysta po prostu stoi. Zaraz ktoś wyjdzie i przekaże datek.
Najpierw dopytałam, gdzie jest office emigration, żeby wbili mi w paszport pieczątkę, że opuszczam Tajlandię, bo to jest ważne w tym kraju. W Azji nie ma jeszcze tak dobrze, jak w Stanach Zjednoczonych, że po żadną pieczątkę o wylocie się nie trzeba prosić, ponieważ komputer przepuszczając pasażera przez bramkę, skanuje paszport i bilet i automatycznie odnotowuje, że opuszczam ten kraj.
Zakupy z wózka ulicznego. Ceny w $ USA.
Doczytałam się w Przewodniku Pascala, że opuszczając Tajlandię drogą powietrzną, trzeba zapłacić 700 bath, czyli 18 $ podatku wyjazdowego, ale nikt ode mnie takiej opłaty nie żądał, widocznie już zniesiono  ten obowiązek dla turystów.
Coś na wzór 7-eleven, ale niezupełnie
Znalazłam emigration i otrzymałam stosowne pieczątki, dopiero teraz wyluzowałam się i spokojnie poszłam do jednej z restauracji, aby zjeść gorącą zupę, taki wywar z kurczaka z warzywami. To jest najbezpieczniejsze dla mnie jedzenie w podróży, stawia na nogi nie grożąc powikłaniami żołądkowymi.
Laundry, czyli pralnia. Chyba rzeczy się piorą, bo dziecko gołe czeka
Kawy nie wypiłam, bo nie będę płaciła 100 bath za małą lotniskową filiżankę kawy. Rano piłam, mam swoją w walizce i swój mały elektryczny czajniczek, więc zaraz po przylocie do hotelu w Siem Reap, mogę sobie zrobić następną. Lot z Bangkoku do Siem Reap trwa raptem godzinę.
Pub Street, jedna z typowo turystycznych ulic Siem Reap
Przeszłam do Gate E1A i spokojnie czekałam na swój lot K6 701. Autokar dowiózł nas na pas startowy, a tam konsternacja. Kto wychodził z autokaru, stawał i śmiał się. Co się stało, myślę i w końcu sama wychodzę, a tam stoi mały fioletowy samolocik, taka avionetka niemal. No, trudno nie zaśmiać się w takiej chwili. O, rany, czymś takim polecimy? Wiatr nas zdmuchnie, pomyślałam rozbawiona.
Pub przy Pub Street
W samolocie dwa rzędy siedzeń po dwa fotele w rzędzie i koniec. Idąc między rzędami prawie zahaczało się głową o sufit. Mimo tak krótkiego lotu, w Cambodia Angkor Air rozdano nam posiłek w firmowych kartonikach, w których była małą woda mineralna, kanapka z wędliną, serem, sałatą i zielonym ogórkiem oraz mufinka cytrynowa.
Krom Market, ulica przy której mieszkam
Rozdano również trzy rodzaje formularzy do wypełnienia. Nim wypełniłam te wszystkie druki, to zdążyłam zjeść tylko mufinkę i wypić wodę. Kanapkę zabrałam ze sobą, bo trzeba już było wysiadać. W Kambodży jestem po raz pierwszy w życiu.
Ceny śniadań w tańszych knajpkach
Tu nie było już żadnego podwożenia pasażerów. Wysiedliśmy z samolotu po podstawieniu nam dwóch drewnianych  schodków i poszliśmy gromadą pieszo po płycie lotniska do hali. Zrobiłam kilka zdjęć po drodze.
Mnich kontynuuje zbieranie datków. Restaurator daje i kłania się nisko.
Skierowałam się od razu do stanowiska wizowego. Mówiono, że wiza kosztuje 20 $, więc informuję, że podrożało i trzeba za wizę na jeden miesiąc zapłacić 30 $ i to w dolarach, a nie w rielach. Może w bathah? Zaryzykowałam, bo miałam przy sobie trochę bathów tajlandzkich, ale nie chcieli przyjąć, tylko w dolarach amerykańskich.
Nad rzeką w Siem Reap
Próbowałam dyskutować, że przecież to nie Ameryka, więc skąd ta słabość do dolarów? Jeśli tak, to z pewnością mają tu bankomaty, które te dolary wypłacają, no bo skąd ja mam mieć niby te dolary? W Polsce dolarami nie płacimy, w Tajlandii też nie, gdzie więc mogę dolary dostać?
Mostów tu jest bardzo dużo. Ten, spacerowy dla pieszych
Pan na to, że jak jestem z Polski, to mogę zapłacić w euro, bo przecież w Unii Europejskiej jesteśmy. Ale nie weszliśmy w strefę euro pieniądza, mamy swoje złotówki, uzupełniłam pana wiadomości o UE. Pan powiedział, że owszem, ich bankomaty wypłacają amerykańskie dolary i wskazał na nieopodal stojący.Tak? Ucieszyłam się, a pomoże mi pan przy tym bankomacie? Pomoże, no to idziemy.
Po drugiej stronie rzeki, handel wszystkim
Poszliśmy do bankomatu. Nie chciał wypłacić mi żądanej kwoty, informując, że ma limit. No to chcemy ten limit, ale wtedy pokazały się dostępne kwoty i tego obiecanego limitu tam nie było. Jednym słowem mogłam wziąć jedynie 200 $, co było już trzecią operacją na tym bankomacie i na dodatek nie wydał mi wydruku. No, to pierwszy stres mam już zaliczony w tym nowym kraju.
Sporo sklepów ze złotem i srebrem
Korzystając z pomocy pracownika lotniska, chciałam wziąć większą kwotę, żebym za jakiś czas nie musiała znowu z bankomatu korzystać, a skoro tu wszystko mam płacić dolarami (hotel, wejścia do Angkor itp.), muszę mieć więcej tej waluty, ale niestety, nie udało się.
Malarstwo kambodżańskie
Gdy po tym stresującym zmaganiu się z maszyną wróciliśmy do stanowiska, zobaczyliśmy kłębiący się tłum ludzi. Jakiś duży samolot przyleciał w międzyczasie. O, rety! Nawet nie widać, gdzie ta kolejka się kończy. Wpadłam w popłoch, bo jeszcze bagażu z taśmy nie zabrałam. A tu już nowi!
Jeden z większych hoteli w Siem Reap
Uprzejmy pracownik lotniska, który pomagał mi przy bankomacie wziął ode mnie stówkę i paszport i po prostu wszedł za blat stanowiska, nie zwracając uwagi na kłębiących się ludzi, podał koledze, który zaczął przybijać pieczątki. Patrzyłam w zdumieniu, bo on tych pieczątek przybijał kilka, potem jeszcze mniejsze i jeszcze, na tych wszystkich druczkach, które w samolocie wypełniałam i w paszporcie. Pieczątki muszą w kambodżańskiej biurokracji być bardzo ważne.
Centrum Informacji Turystycznej
Resztę z tych 100 $ wydano mi również w dolarach, chociaż słyszałam, że płaci się w dolarach, a resztę otrzymuje się w rielach. Być może w sklepach? Na lotnisku otrzymamy dolary. Dobrze, że ten facet załatwił mi wizę bez kolejki, bo gdy w końcu dobrnęłam do kręcącego się koła bagażowego, kręciła się tam tylko jedna walizka i to była moja walizka. Zabrałam ją i ruszyłam do wyjścia.
W cieniu drzewa przy rzece
Przed lotniskiem stoją minibusy, taksówki i tuk-tuki. Wybrałam ten ostatni środek lokomocji i umówiliśmy się na 300 bath (30 zł) z tym, że będziemy szukać hotelu. Jak nie będzie miejsc lub będzie kiepski albo za drogi, to będziemy jechać dalej i nadal szukać. Pokazałam kierowcy listę z nazwami interesujących mnie hoteli i Guest Housów i ruszyliśmy.
Tą przyczepę z towarem ciągnie motor
W Przewodnikach pokazują hotele te najdroższe. W internecie można znaleźć te najtańsze, ale żadne z tych informacji nie są już aktualne, a ceny są różne. Zdecydowałam się ostatecznie na „I Win Villa – Guest House” przy Krom Market.
Zaułki iem Reap
Blisko stąd do centrum. Łatwo pieszo dojść do Krom Old Market, Sivatha Road, Pub Street itp. Pokoje są od 15 do 30 $, ale utargowaliśmy do 8 $ ze względu na mój dłuższy pobyt. Internet zmieścił się w cenie i odbiera w pokoju. Jest ok!
Rybki w spa. Siada się na bocznej ławeczce i nogi wkłada do akwarium
Pokój ma dwa okna, łazienkę, szafę wnękową, dwa szerokie łóżka, stolik nocny i toaletkę z lustrem, na której stoi telewizor. Jest wentylator. Drzwi mają solidny zamek na klucz, a od wewnątrz dodatkowo zasuwkę.
Boczna uliczka od Pub Street
To ważne, bo w poprzednim hotelu była tylko okrągła gałka na prztyczek, który raz zadziałał, a dwa razy nie. Trzeba było zawsze sprawdzać, czy drzwi rzeczywiście są zamknięte. Ale złodziejowi to i tak łatwo takie drzwi otworzyć. Tu jest solidny, ciężki zamek. Mam nadzieję, że będzie bezpiecznie.
Za murami Watu - inny świat
Pobyt zaplanowałam dłuższy, bo z relacji turystów wiem, że tydzień, to za mało, żeby zwiedzić Angkor Wat należycie. Ja zwiedzam wolniej, lubię też zawsze zwiedzić miasto, w którym się zatrzymałam. Wokół miasta jest również wiele innych atrakcyjnych rzeczy do zobaczenia, więc pomyślałam sobie, że skoro mi się już w życiu nie spieszy, to zostanę tu dłużej i powałęsam się trochę po okolicy, zrobię porządek w zdjęciach, posty do blogu popiszę itp.
Ogrody Watu, świątyni buddyjskiej w Siem Reap
Na jutro zaplanowałam poznanie okolicy wokół hotelu, zdobycie mapki miasta, zorientowanie się w cenach żywności i zrobienie ogólnego planu pobytu. 
Na dziedzińcu Watu Prohm Rath w Siem Reap
Na pojutrze umówiłam się z moim tuk-tukowcem z lotniska, mającym na imię Dara, na 9.oo rano i jedziemy do Angkor, gdzie będzie on cały czas do mojej dyspozycji i pokaże najistotniejsze budowle.

Na terenie Watu jest czysto, cicho i przyjemnie. Ludie się uśmiechają.
p.s. Przerwa w pisaniu bloga i publikowaniu zdjęć wynikła z  powodu awarii komputera. Kilka dni zajęło poszukiwanie fachowca w Siem Reap, który by znalazł przyczynę i usunął ją. Wreszcie się udało i nadrabiam zaległości. Natępny post będzie o Angkor, które jest absolutnie piękne i  zadziwiające!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz