Patronat medialny



Miło mi poinformować, że moja wyprawa została objęta patronatem medialnym przez portal Link to Polnad www.linktopoland.com

poniedziałek, 16 lutego 2015

Kambodża-samodzielne spacery


Mimo wielu zniszczeń i grabieży dokonanych w kompleksie Angkor, pozostaje ono największym i imponującym obiektem archeologicznym pod względem zachowanych budowli, mimo, że niektóre się już zawalają.
Teraz to niewiadomo, czy to zabytkowy detal, czy wykonany przez rzemieślników?
Zupełnie niespodziewanie trafiłam w swoich wędrówkach na szkołę–fabrykę obok Wat Bo.Wykonują tam poszczególne elementy świątyń, węże z wachlarzowatymi ogonami, postacie wojowników, tancerzy, posągi Buddy, ozdobniki murów świątynnych, lwy, a nawet twarze. Te słynne twarze Buddy, królów, architektów Angkor.
Prace wykonywane są na dziedzińcu, pod gołym niebem
Z tego wnioskuję, że poszczególne budowle w Angkor będą rekonstruowane, remontowane, odtwarzane. Trafiłam również na wykonane postacie mnichów buddyjskich z charakterystycznymi naczyniami w ręku, do zbierania danin.
Budda w wersji roboczej, ale już mu śniadanko stawiają na dłoniach
Niesamowity widok! Dwa niekończące się rzędy pomarańczowych mnichów! Niektórzy z nich są już pomalowani, inni jeszcze nie, bo to wszystko jest w stanie roboczym, ale widok zaskakujący! Ciekawe, gdzie oni będą ustawieni.
Statuy mnichów buddyjskich. Mnóstwo mnichów idzie zbierać daninę.
Jestem zauroczona Angkor. Tak dużo świątyń i wszędzie te lwy, stojące jak security na bramce, obserwujący wchodzących do świątyni wiernych, a obecnie  turystów z całego świata. Te ogromne słonie w narożnikach murów obronnych, z góry obserwujące cały rozległy teren, po horyzont, aby w porę wypatrzyć wroga i te długie węże oplatające świątynie, aby wszyscy wewnątrz czuli się bezpiecznie.
Odtwarzane są słynne angkorskie twarze. Tylko dlaczego na jedno oko on jest ślepy? Może to jeszcze nie skończona rzecz ?
To wszystko jest fascynujące. Również tempo budowy za czasów panowania Króla Yayawarmana II, który przybył z Jawy w 802r, koronował się tu na króla i rozpoczął budowę Angkor. Potem, Yayawarman VII, za panowania którego  świątynie i miasta wyrastały, jak grzyby po deszczu.
Nowe-stare płaskorzeźby wojowników ciągnących węże
Generalnie budowa Angkor ciągnęła się przez pięć stuleci, ponieważ było ono ciągle rozbudowywane, przerabiane, dostosowywane do aktualnie wyznawanej religii i gustów rządzących. Aż ostatecznie osiągnęło stan imperium. Największego  w ówczesnym świecie. I nagle to imponujące Angkor zostało porzucone.
Mnisi mieszkają w takich małych kwadratowych domkach
Niektórzy historycy przypuszczają, że to Tajowie uciekający przed Mongołami skierowali się tutaj i wyparli Khmerów z Angkor. Pokonani Khmerzy przenieśli się do Phnom Penh i tam w 1432r założyli nową stolicę dla swojego państwa. Przypieczętowali tą decyzją koniec wspaniałego Angkor. 
Wat Bo
Jakiś czas jeszcze się tam życie toczyło, bo przecież reliefy na ścianach świątyń określono na XVI w. Z czasem ludzie coraz liczniej przenosili się w inne miejsca, wyjeżdżali do nowej stolicy i ostatecznie nastąpił upadek miasta. 
A to o? sama nie wiem. Jakiś czczony byk
Angkor  opustoszało i w swoje władanie wzięła je natura. Pazerna roślinność wdarła się za mury miasta i zaczęła oplatać poszczególne jego budowle. Ba, wdzierała się nawet do wnętrz. Posiadła Angkor w całości. Lwy, słonie i węże nie zdołały obronić miasta. Skoro ludzie uciekli, strażnicy się poddali.
Przy pracy nad świeżutkim Buddą
Wstrząsana najazdami Tajów i Wietnamczyków Kambodża, niemal z wdzięcznością przyjęła Francuzów, którzy stworzyli tu swoją kolonię na długie lata. Aż dziw, że naród nie przejął od kolonizatorów języka, jak to bywało w innych skolonizowanych krajach Azji i Ameryki. 
Buddyjska stacja radiowa na terenie Watu
Nikt tu nie mówi po francusku. Turyści z Francji się dziwią. A to dlatgo, że oni zazwyczaj nie znają angielskiego. Myśleli, że jak przyjadą do swojej dawnej kolonii, to się dogadają bez kłopotu. A tu taka niespodzianka.
Mnisi z misami, do których zbierają dary od ludzi
Wino i bagietki, owszem, przypadły do gustu mieszkańcom Kambodży, ale pozostali przy swoim języku. Esy, floresy charakteryzujące język kambodżański nie ułatwiają otwarcia się kraju na świat. Kambodżanie uczą się więc pilnie, ale języka angielskiego, który w obecnych czasach jest najpopularniejszym językiem świata. 
Patrząc od tyłu na statuy. Też piękne.
Powstały tu szkoły językowe, wolontariusze uczą dzieci języków obcych. Również mnisi buddyjscy uczą angielskiego w klasztorach, na dziedzińcach, pod wielkimi drzewami. Tak, jak kiedyś nauczał Budda.
Nie wszystkie jeszcze statuy są wymalowane. To wersja robocza.
Na tym trzydniową wycieczkę z Darą po najciekawszych miejscach Angkor Park zakończyłam, ponieważ wyczerpałam temat i miejsca znajdujące się w centrum mojego zainteresowania. Oczywiście, można jeszcze oglądać wiele podobnych i ciekawych miejsc. Niektóre są omijane przez turystów i zupełnie bezludne.
Dwa lwy bronią wejścia, które jest zagrodzone, bo obiekt znajduje się w remoncie.
Trafiłam raz w takie miejsce. Trzeba było wejść na stromą górę, ścieżką wiodącą wśród drzew. Nie było tam żywego ducha. Wahałam się, stałam i myślałam co zrobić. Kusiło mnie, aby tam wejść i z góry obejrzeć okolicę.
Żywego ducha tu nie ma, tylko te lwy z utrąconymi głowami
Czułam jednak jakiś lęk. Niby to nikogo nie ma, a raptem zza drzew może się ktoś wyłonić niespodziewanie i napaść mnie, aby skraść plecak na przykład. W takim bezludnym miejscu, to najlepiej dla napastnika jest zabić ofiarę, bo nikt tego nie widzi, a po zabójcy ślad zaginie. W Kambodży policja nie jest  znowu taka szybka do szukania sprawców i wyjaśniania spraw obcokrajowców.
Cały teren świątyni jest remontowany
Kto czytał moje posty z Ameryki Środkowej, ten wie o czym mówię. I tam były dwie dziewczyny, niby bezpiecznie w parze, ja jestem tu jedna, a Kambodża, to przecież bardziej zacofany kraj, jeśli chodzi o zapewnienie bezpieczeństwa ludziom, niż Belize.
Los zesłał mi Olafa i dzięki mu za to
No więc stałam tak u podnóża góry i rozglądałam się na boki, aż w końcu zobaczyłam, że kieruje się w moją stronę jakiś turysta. Natychmiast go zaczepiłam, pytając, czy on będzie wchodził na tą górę. Powiedział, że tak, więc poprosiłam, czy mogłabym tam wejść razem z nim, bo sama się boję. Oczywiście! I weszliśmy sobie razem.
Razem zwiedzaliśmy i robiliśmy sobie nawzajem zdjęcia
Było bardzo stromo, ale dzielnie dotrzymywałam mu kroku. W obawie, żeby mnie nie zgubił, oczywiście. Po drodze wyłonił się z lasu nagle młody tubylec. No, proszę! Nie mówiłam? Być może to porządny człowiek, ale ja będąc sama, bym w tym samym momencie ze strachu już umarła!
Skąd tu się wziął ten chłopak? przecież nikogo nie było.
Turysta, z którym szłam był z Norwegii i miał na imię Olaf. Rozmawialiśmy trochę. Dopytałam, czy z Oslo jest? Potwierdził. Powiedziałam, że kiedyś zaczytywałam się w trzytomowej sadze Sigridy Undset „Krystyna, córka Lavransa” w której autorka opisywała życie dawnych rodów w Norwegii.
Jesteśmy na szczycie. Olaf podziwia krajobraz widoczny stąd po widnokrąg
O, tak, podchwycił temat i sobie trochę o bohaterach tej książki pogadaliśmy. Zdradziłam mu, że w pewnym okresie swojego życia planowałam, że gdy będę miała kiedyś syna, dam mu na imię Erlend! Śmialiśmy się, że bohaterowie książek potrafią na nas w młodości wywierać tak silne wrażenie.
Piękne widoki mieli Ci Khmerowie
Olaf zapytał, no i co? mam syna? Mam, ale do czasu jego narodzin ochłonęłam nieco i dałam mu przyzwoicie na imię Marcin, po jego dziadku. Ale wcześniej urodziłam córkę, której dałam na imię Oliwia, po bohaterce książki angielskiego pisarza Georga Bidwella, pt. „Olivia i Filip”! Zaśmiewaliśmy się z tych moich młodzieńczych zauroczeń, aż musieliśmy przystanąć, bo tchu mi zabrakło.
Z tej pltformy wsiada się na żywego słonia
Olaf jeszcze jest kawalerem. Na koniec powiedział mi, że jego matka ma na imię Sigrid, jak ta pisarka, którą lubiłam czytać. Olaf jest w podróży już trzeci miesiąc i też podróżuje samotnie. Po Angkor jeździ sobie sam, wypożyczoną elektryczną motorynką w kolorze jasnej zieleni. Bardzo miły człowiek.
Olaf zwiedza okolicę wynajętą elektryczną motorynką. Ekologiczny turysta.
Wracając do innych miejsc w rejonie Siem Reap, to z pewnością są równie ciekawe, jak te odwiedzone w Angkor Park, ale leżą o wiele dalej od Siem Reap. Kto ma wypożyczony samochód lub motor, albo jeździ z wycieczkami zorganizowanymi, może jeszcze pokusić się o zwiedzenie Banteay Srey – 37 km od Siem Reap.  Kbaj Spean – 49 km, czy Phnom Kulen – 50 km od miasta.
Dobrze, że zdecydowaliśmy się wejść na szczyt, do tej remontowanej świątyni.
Gdyby nie tak drogie bilety, chętnie powróciłabym w niektóre odwiedzone już miejsca Angkor Park i pospacerowała po nich dłużej, wyobrażając sobie życie ówczesnych mieszkańców w tych miastach.
Wokół cisza, tylko ptaki słychać
Jest tam po prostu pięknie. Niestety, wejściówki są zbyt drogie na takie fanaberie. A, właśnie! Obiecałam o tych biletach napisać! Zaraz napiszę osobny post pt. „Kambodża-ticket pass for  Angkor”.
Piękne, odludne miejsce
Z umieszczaniem postów w blogu mam tutaj ciągle kłopot ze względu na słabo działający internet. Niestety, rwie on się co chwilę, nieraz wyłącza się na długie godziny i nie tylko w pokoju, ale również na dole w holu, gdzie stoją ich komputery  i znajdują się wszystkie podłączenia do sieci. Jeden cały dzień byliśmy nawet bez prądu.
Niestety, nie było tam windy
Wtedy to już nic nie działało, nie było nawet wody. W Kambodży trzeba być przygotowanym na takie niemiłe niespodzianki i uzbroić się w cierpliwość. Nie działa tu jeszcze wszystko, jak należy. Miejmy nadzieję, że z każdym rokiem będzie lepiej i przyszli turyści nie będą już narażeni na takie kłopoty, a codzienne życie Kambodżan stanie się łatwiejsze.
Powrót do domu. Czym kto może. Ja idę pieszo.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz