Patronat medialny



Miło mi poinformować, że moja wyprawa została objęta patronatem medialnym przez portal Link to Polnad www.linktopoland.com

poniedziałek, 9 lutego 2015

Kambodża-Angkor Wat

Przez trzy dni będę jeździła tym tuk-tukiem po Angkor. No, to w drogę!
Z dostępem do internetu mam tu jednak problem. Dziewczyna w recepcji obiecała, że będę w pokoju miała dostęp, ale gdy wieczorem wróciłam do pokoju, internetu nadal nie było i nie ma. Znowu trzeba czekać do rana, żeby z kimś kompetentnym porozmawiać.

Angkor
Umówiłam się z Darą, kierowcą tuk-tuka na objazd Angkor. Za wynajęcie takiego tuk-tuka tylko dla siebie, trzeba zapłacić 15 $. Zostały mi jeszcze bathy tajskie i umówiłam się, że zapłacę w batach, przeliczając po oficjalnym kursie, ponieważ chcę się tych bathów pozbyć. Poza Siem Reap bathy nie są  honorowane, więc nie ma co ich trzymać, skoro nie wracam już do Tajlandii.
Tuk-tuki nie są tylko osobowe. Wożą też towary.
Można Angkor zwiedzać samemu, wypożyczonym za 3 $  rowerem, ale to już nie dla mnie ta opcja. Upał niesamowity, rdzawy pył unsi się na drogach, rower trzeba gdzieś zostawić wchodząc do ruin, czy na szczyt pagórków. A jak ktoś mi rower ukradnie? Zabezpieczenia takie na słowo honoru.
Kasy biletowe w Angkor
Poza tym spotykałam potem na drogach rowerzystów reperujących rowery. Widocznie ich sprawność też pod znakiem zapytania stoi. Niektórzy turyści  wypożyczają skutery, a nawet elektryczne motorynki. Każdy wybiera sposób, jaki mu najbardziej odpowiada, aby zwiedzić ten rozległy kompleks starożytnych budowli. Jedno jest pewne, nie da się pieszo tego obejść.
Obszerny teren i baseny wodne po bokach
Dara zaproponował dowiezienie i powrót od godz. 9.oo do 12.30. No, to już na wstępie się nie zgadzamy. Podjęliśmy dyskusję, ponieważ za taką samą cenę, ja mogę wykupić objazd po Angkor Wat w Agencji Podróży i zwiedzamy te same atrakcje od 9.oo rado do 16.oo, a nawet do 18.oo, z przerwą na obiad.
Pieszo idzie się bardzo długą groblą
Dara upierał się, że z wycieczką nie obejrzę wszystkiego, bo oni prowadzą grupy tylko w kilka określonych planem miejsc. No i muszę się do grupy dostosować, a on jest tylko do mojej dyspozycji, więc mam lepiej, niż z many, many people.
Angkor Wat (XIIw - długi na 1,5 km, szeroki na 1,3 km)
Uznałam, że Dara albo też nie wszystkie atrakcje mi pokaże, albo chce mnie przepędzić maratonem po tych ruinach. Ja wszak już tak dziarsko nie biegam, a na dodatek zdjęcia chcę robić spokojnie na tej wycieczce i mieć na wszystko czas.
Pod daszkiem odpoczywają robotnicy remontujący zabytkowe budowle
Po półgodzinnej dyskusji, jeżdżeniem palcem pa mapie kompleksu Angkor, doszliśmy w końcu do porozumienia. Będziemy jeździć tak długo, aż wszystkie upatrzone przeze mnie atrakcje zwiedzę. Jak trzeba będzie, to i do wieczora. Za 15 $ dziennie przez 3 dni. Ok!
Na tłumy ludzi nie ma rady. Każdy chce zwiedzić Angkor.
Wcześniej już zasięgnęłam języka i wiem, że taniej się teraz nie da. Ale nie do 12.30! Oczywiście, gdybym mogła dobrać kogoś, to cena by się rozłożyła, ale jestem sama, więc płacę sama. Taki los solowych podróżników.
Sama muszę sobie zrobić zdjęcie. Dara przy tuk-tuku
Z wycieczką nie chcę, bo rzeczywiście muszę wtedy chodzić stadem i tam, gdzie przewodnik stada zdecyduje. Sama, mam możliwość dogadania się z driverem, co do odwiedzanych miejsc i decydować o tempie zwiedzania. Zresztą z wycieczką też płacę 15 $ za określoną ilość godzin dziennie.
Bardzo długie kamienne węże i wielogłowa kobieta - khmerska księżniczka
Z początku Dara był nieufny. Bał się, że zrezygnuję i odpuszczę sobie jeżdżenie z nim do Angkor przez trzy dni. Poprosił o zaliczkę, taki rodzaj depozytu, zabezpieczenia, ale wyśmiałam go. Dara, mówię, ja Tobie depozyt?
Jedno z wejść do Świątyni
To Ty powinieneś mi dać depozyt, bo możesz w każdej chwili zniknąć mi z oczu razem z tą zaliczką i gdzie ja ciebie będę szukać? Ja natomiast jestem tu, w tym hotelu, zapłacony mam długi pobyt, więc nie wyjadę, bo bym straciła pieniądze.
Parterowa, ale bardzo długa budowla
Mowy nie ma, Dara. Żadnych depozytów ani zaliczek. Podjeżdżasz pod hotel o 9.oo rano i jedziemy. Zwiedzamy, wieczorem wracamy do hotelu i ja Ci za ten dzień płacę, ok? Następnego dnia, to samo. Tylko takie rozliczenie wchodzi w rachubę. Albo się zgadzasz, Dara,  albo znajdę innego drivera, postraszyłam go.
Każde miejsce piękne, zadziwiające, niepowtarzalne
Zadziałało. Natychmiast się zgodził, a potem nawet się zaprzyjaźniliśmy i uważam, że to naprawdę jest dobry driver na zwiedzanie Angkor. Ma duży zasób wiedzy. Z pamięci wypisał mi na kartce, z jakiego roku jest dana budowla, zna historię i przede wszystkim perfekcyjnie ma opanowany sprawny plan zwiedzania i czas, jaki trzeba przeznaczyć na dany obiekt.
Długie korytarze wyłożone drewnianym podestam dla wygody turystów
Gdy podjeżdżaliśmy pod następny obiekt archeologiczny, pisał mi na kartce ile mam na to czasu, w jakim kierunku mam iść i czy commeback for tuk-tuk, czy mam wyjść po przeciwnej stronie i on tam będzie na mnie czekał.
Widok ze świątyni na groblę
Raz dawał mi dwie godziny lub godzinę, innym razem półtorej godziny, jeszcze w innym miejscu 40 minut. Chodziłam, zwiedzałam i fotografowałam według swojego rytmu, a jednak zawsze w umówione miejsce wyszłam o czasie. Wszystko miał perfekcyjnie wyliczone.
Jak ułożyć te puzle? część elementów zostało
Bilety wstępu do Angkor kosztują odpowiednio 20$ za 1 dzień, 40$ za 3 dni i 60 $ za 7 dni. Uznałam, że trzy dni na oglądanie zabytkowych ruin w zupełności wystarczy. Żadnych zniżek dla studentów ani seniorów nie przewidziano.
Widok z boku
Dara zrobił plan zwiedzania na trzy dni. Zakreślił na mapce miejsca, które jesteśmy w stanie objechać w jeden dzień i ponumerował je w kolejności, w jakiej będziemy do tych miejsc podjeżdżać.
Po obu stronach grobli kamienne krawędzie - węże, dla bezpieczeństwa
Uwzględnił też czas na lunch, stwierdzając, że na pewno będę musiała zrobić sobie przerwę na obiad, bo nie wytrzymam cały dzień bez jedzenia. Wodę wzięłam z sobą, ale potem okazało się, że Dara miał dla mnie schłodzoną wodę mineralną w zbiorniku z lodem pod siedzeniem.
To nie randka, dziewczyna przyniosła pracującemu tu chłopakowi, kawę
Pojechaliśmy. Po drodze Dara objaśniał mi, jeżeli coś ciekawego mijaliśmy. Z miasta do Angkor Wat jest kawałek drogi, chyba 8 km, ale na szczęście droga jest asfaltowa, więc nie kurzyło się aż tak bardzo, jak na ulicach miasta.
Widok z grobli na Angkor Wat
Sporo tuk-tukowców i turystów (głównie chińskich i japońskich) jechało w maskach higienicznych na twarzy. Dara maski nie miał i ja też nie. Ale inni kierowcy tuk-tuków mieli. Tutaj rdzawy pył pokrywa wszystko.
budowla wolno stojąca
Najpierw podjechaliśmy do Angkor Wat. Kupiłam bilet trzydniowy za 40 $, a dostałam na siedem dni. Nie wiem dlaczego. Kazali mi stanąć przed kasą przy wyznaczonej linii na ziemi i kamerka zrobiła mi zdjęcie, które wydrukowano na bilecie. Takie bajery tu są. O tych biletach, to ja więcej napiszę pod koniec relacji o Angkor, w ps.” ciekawostki”, bo to rzeczywiście ciekawy temat jest.
To już randka w cieniu węża
Potem dowiedziałam się, że ten trzydniowy bilet rzeczywiście jest na trzy dni, ale określono okres, w jakim mogę te trzy dni wykorzystać. Tak więc Dara powiedział, że nie musimy codziennie jeździć, jeśli jest to dla mnie męczące (uwzględnił chyba mój wiek i upał panujący tutaj).
Można zwiedzać teren konno
Możemy dzisiaj zwiedzać, jutro relax, pojutrze zwiedzać, znowu relax i trzeci raz zwiedzać. Ok, spodobał mi się ten pomysł. Kupiłam to i rzeczywiście był to świetny plan zwiedzania. Czułam, że Dara nabrał do mnie zaufania i będzie nam się już dobrze współpracowało.
Widok ze Świątyni na okolicę również wart uwiecznienia na fotografii
Drugim punktem programu po Angkor Wat, był mały Prasat Kraven, trzecim, Sras Srang, czwartym, Banteay Kdei, a piątym, Prohm.
Upał niemiłosierny, ale pięknie
Czwarta i piąta atrakcja to spory teren do obejrzenia, więc Dara powiedział, abym szła do końca, a on podjedzie na przeciwną stronę kompleksu i jak  wyjdę z ruin to z pewnością go zobaczę, a jak nie, to on mnie znajdzie. Mam po prostu przejść na drugą stronę tego terenu, ok? ok! On tam pod drzewem będzie czekał i mnie wypatrywał.
Lubię takie rozłożyste stare drzewa
I tak sobie chodziłam, zwiedzałam, fotografowałam i wychodząc z ruin zawsze wprost na Darę wyszłam. Co rusz pytał, czy chcę iść na lunch, ale uznałam, że zatrzymamy się na jedzenie przed ostatnim punktem wycieczki. Wszędzie wokół ruin widziałam restauracje droższe i tańsze oraz zwykłe wózki na kółkach z jedzeniem, problemu z posiłkiem nie będzie.
Pejzaż, jak stworzony przez artystę malarza
Ruiny Khmerów zrobiły na mnie wrażenie, ponieważ to budowle w zupełnie innym stylu, niż starożytne budowle w innych krajach. Duże wrażenie wywarły też na mnie drzewa porastające teren. Nie tylko gatunki drzew, ale i ich wygląd oraz rozmiar. Piękne, naprawdę i takie majestatyczne, władcze.
Targowiska funkcjonują przy wszystkich popularniejszych świątyniach w Angkor Park
Khmerowie przybyli na te tereny prawdopodobnie tysiące lat przed naszą erą. Ale miasto Angkor, które z czasem wyrosło na potężne imperium, zbudowano na przestrzeni IX-XI w. Takie imperium, a jednak dało się podbić. Do XVw Angkor Wat było stolicą państwa khmerskiego.
Świątynia buddyjska
W 1431r kontrolę nad Angkor przejął Syjam, zwany teraz Tajlandią, przez pewien czas władali nim również Wietnamczycy. W 1863r weszli tu Francuzi i już nie chcieli wyjść. Z małymi przerwami utrzymali się w Kambodży do 1953r XX w.
Na dziedzińcu
Pod koniec lat 60-tych ubiegłego wieku Amerykanie zbombardowali Kambodżę, ponieważ zaangażowała się ona w konflikt amerykańsko-wietnamski. W 1975r władzę w kraju przejęli Czerwoni Khmerzy i ci dopiero dali popalić swojemu narodowi!
W takich budynkach mieszkają buddyjsy mnisi
Pod przywództwem krwawego Pol Pota, wymordowano blisko 2 miliony obywateli kambodżańskich i mordowano by dalej, aż kraj wykrwawił by się do ostatniego obywatela, gdyby nie śmierć tego kata, Pol Pota w 1997r, Dopiero to wydarzenie przyczyniło się wreszcie do upadku rządów Czerwonych Khmerów.
Bęben buddyjski
Świat XX w nie potrafił pomóc temu krajowi, jak i wielu innym zresztą, liczącym na próżno na pomoc z zewnątrz. A wojny jak toczyły się w starożytności, tak toczą się do dnia dzisiejszego na tej naszej planecie Ziemi. Różnica jest tylko w coraz bardziej wyrafinowanych sposobach mordowania ludzi.
To też dom mnichów, tych początkujących
Za wojnami, rozchwianiem politycznym, zamachami stanu, ciągną się zawsze syf i malaria, czyli rozpowszechnia się bandytyzm, narkomania, rozprzestrzeniają się różne dziwne choroby, na które ciągle nie można znaleźć skutecznych leków.
Buddyjski Wat od frontu
Ostatecznie Kambodża sama zmagała się i nadal zmaga z kłopotami, próbując wydostać się z dołka. Nie dość bowiem, że jest jednym z najbiedniejszych krajów świata, to na dodatek, również jednym z najbardziej niebezpiecznych w Azji.
Aleja handlarzy
Kraj liczy na rozwój turystyki, która przyczyni się do wzrostu gospodarczego, ponieważ oprócz pięknych turystycznie terenów, nic tutaj nie ma. Biedne, zacofane rolnictwo na terenach wiejskich i piękna natura oraz ocalałe zabytki.
Z tarasu zabytkowej budowli, wyjście wprost na leśną drogę
Turyści z obawą wprawdzie, ale jednak zaczynają coraz liczniej przyjeżdżać do Kambodży. Głównie z powodu Angkor, chociaż bilety wstępu do Angkor Park są bardzo drogie. Jeżeli ktoś podróżuje z rodziną, to poważny uszczerbek w finansach odczuje. Ale o biletach, potem.
Angkor Wat
Również do Phnom Penh i nadmorskiego miasta Preah Sihanuk ciągną turyści, bo w stolicy również wiele ciekawych rzeczy można zobaczyć, a nad morzem wreszcie odpocząć po uciążliwym zwiedzaniu Kambodży i zmyć z siebie rdzawy kurz. Zwiedzanie tego kraju, ogranicza się głównie do tych trzech miast. Po bokach jeszcze jest niebezpiecznie.
Rozległy równinny teren między świątyniami
Kto ma czas i lubi, to z Siem Reap do Phnom Penh może popłynąć statkiem. Z Phnom Penh do Preah Sihanuk, Amerykanie pobudowali autostradę! Spokojnie więc można tą trasę przebyć autobusem.
Wejścia pilnują lwy. Klega z boku gdzieś zginął, niestety
Pozostały teren Kambodży ciągle pozostaje niebezpieczny dla obcokrajowców z powodu napadów rabunkowych, bezwzględności przemytników narkotykowych, porwań dla okupu i zaminowanego terenu, którego jeszcze nie uprzątnięto.
Ciekawość turystów budzą płąskorzeźby na murze świątyni
Teraz działają tu różne organizacje charytatywne i pracują wolontariusze, pomagając ludziom w kwestii nauki, organizacji pracy, opieki zdrowotnej. Mam nadzieję, że odpowiednie służby pracują też nad rozminowaniem całego terytorium Kambodży, bo to ważne przede wszystkim dla mieszkańców tego kraju.
To właśnie one, w zbliżeniu
W Siem Reap, ze względu na sąsiedztwo Angkor, ludzie najszybciej się jakoś zorganizowali, pobudowali hotele, na jakie kogo było stać, ale standard jest ciągle podnoszony. Większość mieszkańców miasta żyje z turystyki. 
Przedstawiają sceny wojenne
Otworzyli restauracje, bary, zakłady fryzjerskie, krawieckie, gabinety odnowy biologicznej, sklepy z pamiątkami. W Siem Reap działa amerykańska szkoła, dzieci uczą się języka angielskiego i dorośli również nadrabiają stracony czas w kształceniu się.
Dara i jego tuk-tuk. Wyszłam wprost na niego.
Kierowcy tuk-tuków, taksówkarze, pracownicy agencji turystycznych i inni pracujący w branży turystycznej, również opanowali język angielski, wiedząc, że przyczyni się to do poprawy ich osobistej sytuacji.
Miło odpocząć w cieniu starożytnych murów
Żeby tak jeszcze władze miasta znalazły rozwiązanie problemu śmieciowego w mieście i wprowadzili obowiązek przestrzegania przepisów drogowych, to już byłoby pełne szczęście. O bezpieczeństwo dbają całe rzesze policjantów i strażników miejskich, chociaż wiedzy na ten temat dokładnej nie mam.
Nachodzić to się trzeba sporo, aby obejrzeć co nieco
Sama jestem ciekawa, czy ta policja w razie niebezpieczeństwa, rzeczywiście pomaga obywatelom i turystom, czy odwraca się od problemu plecami, czekając na przykład na łapówkę?  Ale jest bardzo widoczna i już ten sam fakt trzyma rabusiów i bandytów w bezpiecznej odległości od ludzi i ich plecaków.
Detal. Na filarze. Po lewej stronie guide wycieczki chińskiej
Pod koniec wycieczki, weszliśmy z Dara do restauracji ukrytej wśród drzew i zarośli. Było tam bardzo dużo ludzi, ale kelnerka znalazła jeszcze jeden mały stolik. Dara mnie do niego odprowadził i powiedział, że będzie czekał na mnie przy tuk-tuku, tam, gdzie się zatrzymaliśmy, w cieniu ogromnego drzewa.
Patio wewnętrzne. Ta niecka, to basen. Obecnie bez wody.
No, co Ty, Dara. Sama mam jeść? Chodź ze mną. I zaprosiłam go na lunch. Jakoś tak głupio było mi samej jeść, gdy on tam czeka na zewnątrz. Jak wydam te 5 czy 6 dodatkowych dolarów, to chyba nie popadnę natychmiast w ruinę finansową? a zawsze przyjemniej spożywa się obiad w towarzystwie.
Tuk-tuki przywożą, a potem oczekują w cieniu na swoich turystów
Zamówiliśmy sobie wybrane danie i ja piwo, a Dara sok ze świeżych owoców, bo przecież piwa nie wolno mu pić, jak jeździ. Gdy czekaliśmy na posiłek, rozmawialiśmy trochę i ja, jak zwykle trochę po angielsku, trochę po polsku z manualnym tłumaczeniem.
Duże pomieszczenia, tarazsy, podcienia. Spokojnie tutaj.
Para w słusznym, ale o wiele młodszym ode mnie wieku, siedząca przy sąsiednim stoliku usłyszała mój polski i zagadała do mnie po polsku. Bardzo się ucieszyłam, że mogę z kimś po polsku sobie od czasu do czasu porozmawiać.
Dara. Oboje zamówiliśmy sobie zupę, chociaż każdy inną.
Ci państwo mówili, że dosyć dużo spotykają tutaj Polaków, ale na mojej drodze tak dużo ich się nie przewinęło. Powiedzieli, że przyjechali z Singapuru, na co odpowiedziałam, że też byłam w Singapurze, że to maleńki, ale bardzo przyjemny kraj, polubiłam atmosferę Singapuru i mile wspominam pobyt w tym mieście.
Ołtarzyk buddyjski
Tak sobie rozmawialiśmy, powiedziałam skąd jadę, jak długo i gdzie dotąd podróżowałam i że piszę bloga. Zapytali, jak mogą go znaleźć w internecie i pan dał mi również namiary na swojego bloga i tak sobie miło rozmawialiśmy.Pan powiedział, że szkoda iż będąc w Stanach, nie pojechałam do Kanady, to już było blisko. Kanada to przyjemny i piękny do zwiedzania kraj. Bardzo chętnie widzą tam Polaków.
Liczenie kasy zebranej od wiernych (czyt.łatwowiernych)
Nie będę ukrywała, że myślałam o Kanadzie, jak byłąm w Nowym Yorku, ale ostatecznie zwyciężyła opcja na spędzenie Świąt Bożego Narodzenia ze swoimi dziećmi i wyjątkowym absolutnie wnukiem, Krzysztofem. Więc wróciłam do domu.
Przepowiednie, horoskopy. Tutaj kasę wrzuca się do szkatułek
Kelnerka przyniosła nam danie, a nowo poznanej parze rachunek, bo byli już po obiedzie. Dopiero żegnając się powiedzieli, że obecnie mieszkają w Singapurze, bo pan jest ambasadorem Polski w tym kraju. O rany! Mało nie zemdlałam z wrażenia. 
Na zakończenie sesji, wiązanie plecionki na przegubie dłoni
Człowiek spotyka innych ludzi, rozmawia sobie beztrosko i swobodnie, a na odchodnym dowiaduje się takich rzeczy! Nic dziwnego, że pan namawiał mnie na Kanadę. Przed Singapurem, właśnie w Kanadzie był na placówce, więc zdążył poznać ten kraj i widać, że z nostalgią go wraz z żoną wspominają.
Sporo zwiedzających
Byłam pod wrażeniem! Gdy potem powiedziałam do Dara, że to był polski ambasador z Singapuru, też mało nie spadł z krzesła. ułał! powiedział, ambasador? Naprawdę? No, tak, Dara, tak. Takie rzeczy się zdarzają w podróży. Najważniejsze, że mimo pozycji, są to bardzo sympatyczni i kontaktowi ludzie. Nie wywyższają się.
Ale ci Khmerowie mieli pięknie!
Dara dobrze wyliczył ilość miejsc do odwiedzenia na ten dzień, bo gdy po obiedzie odwiedziliśmy ostatnią khmerską ruinę, w której nota bene o mało nie zabłądziłam, myląc kierunki, miałam już naprawdę dosyć  i padałam ze zmęczenia, upału i kurzu.
Część ludzi mieszka jeszcze na terenie zabytkowym, ale są wysiedlani
To była dawka w sam raz na jeden dzień. A dlatego pomyliłam kierunki, bo Prohm jest niemal całe w gruzach, pracują na niej archeolodzy i robotnicy budowlani.Wszędzie trwają prace remontowe i konserwacyjne, co rusz natykałam się na ogrodzone żółtymi taśmami miejsca, które trzeba było w jakiś sposób wyminąć, okrążyć i wrócić do tej samej ścieżki, co nie zawsze się udawało.Zaplątałam się.
Widok z daleka na świątynię
Po drodze przecież zwiedzałam, oglądałam, fotografowałam, aż wszystko mi się pokręciło i zupełnie już nie wiedziałam, czy ja dobrze idę, czy wracam do tej bramy od której przyszłam?
Wszędzie drewniane schody i pomosty dla bezpieczeństwa zwiedzających
Ale przecież wszędzie jest pełno policjantów i strażników, więc zapytałam, czy ja aby dobrze idę do bramy na east? Bo weszłam w te ruiny i po drugiej stronie mam wyjść. Pan policjant nie tylko mi powiedział, ale osobiście wyprowadził na prostą drogę, co nie było zbyt blisko.
Widok na Angkor Wat z narożnika
Tam to już było takie kręcenie się w kółko i obchodzenie po bokach, po różnych kamieniach, wyłomach i dawnych pomieszczeniach, że sama zabłądziłąbym na dobre. Ale ten uprzejmy policjant wyprowadził mnie z matni i powiedział, że teraz to już sobie poradzę, mam iść  prosto, tak jak idą ludzie, to wyjdę, gdzie trzeba. Ok. dzięki.
Piękny teren
Bo właśnie zapomniałam chyba napisać, że policjantów i strażników tak dużo jest w Siem Reap, w mieście, na trasie do Angkor i w samym Angkor, że ja czegoś takiego już dawno nie widziałam. Po prostu co 100, 200 m stoją grupkami przy samochodach lub parami przy motorach.
Sporo na terenie Angkor dzieci, zajmujących się handlem. Tutaj brat strofuje siostrę.
Niektórzy siedzą na plastikowych krzesełkach obok swoich motorów. Wszyscy mają broń. A ci, co stoją większymi grupami, to mają solidną, długą broń, więc ja nie wiem o co tu chodzi. Bałam się robić im zdjęcia, bo nie wiem, jakie w tym kraju są przepisy i czy nie jest to zabronione.
Koń, jaki jest, każdy widzi. Można go wynająć.
Ale robiąc zdjęcia atrakcjom turystycznym złapałam kilku w obiektyw, nie sposób ich bowiem wyeliminować z tła, tak dużo ich tu wszędzie stoi. A może to jakaś jednorazowa akcja, albo co? I zwieźli wszystkich policjantów z Kambodży do Siem Reap? Może z powodu tej światowej konferencji UNICEF, jaka tu się odbywa?
Chyba tu już byłam
Gdy spotkałam się z Dara, dochodziła już godz. 16.oo. Jedźmy do domu, Dara, mówię, bo już padam ze zmęczenia. Dara mówi, że to są rzeczywiście męczące wycieczki i dlatego pomyślał, że nie musimy codziennie jeździć, tylko możemy robić sobie  przerwy. Przyznałam mu absolutną rację.
Powrót piękną groblą
Jutro więc wyśpię się do woli, spróbuję coś z tym internetem załatwić, żebym mogła go w pokoju odbierać, pójdę coś do jedzenia kupić, żebym miała na śniadania. Inne posiłki jem na mieście, ale śniadanie lubię zjeść w pokoju przy kawie. Odwiedzę też następną świątynię buddyjską, bo bardzo lubię odwiedzać takie tchnące spokojem miejsca.
To już nowe miejsce i ja, niestrudzona w wędrówce po ścieżkach historii
Z Darą mam jeszcze zwiedzić Angkor Thom, Bayon, to bardzo duży teren, następnie Preah Khan, Neak Poan, East Mebon i Pre Rup. Na ostatni, trzeci dzień zwiedzania, zostanie nam już tylko Bakong, leżący w zupełnie innym kierunku od dotychczas zwiedzanych miejsc i wszystko, co znajduje się wokół niego.Na szczęście do wszystkich tych miejsc obowiązuje ten sam bilet.
Ładnie tu i cicho. Dla turystów chyba za mała atrakcja, na szczęście.
W następnym poście będzie trochę historii i zdjęcia z następnych ciekawych miejsc w Angkor. Zapraszam do czytania i oglądania.

1 komentarz:

  1. No, no Zofko, a to Cię znów w świat pociągnęło;) Podziwiam, podziwiam. A miejsca piękne i ciekawe.
    Dzięki za relację. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń